02-21-2011, 01:08 AM
Ten post powinien być w dziale "Własna twórczość", ale nie mogę tam publikować. Proszę Moderatora o przeniesienie do właściwego miejsca i umożliwienie mi publikacji tam.
Jacek Kaczmarski nie żyje, ale życie toczy się dalej i są w nim wydarzenia i zjawiska warte komentarza w Jego stylu. Oto mała propozycja, na melodię "Limeryków o narodach" oczywiście.
Limeryki o fanatykach
Saudyjczyk był który, choć żył w Ameryce
w marzeniach wciąż widział hurysy dziewice,
aż poszedł po radę i rzekł mu Bin Laden,
jak może nasycić swą chcicę.
Z kumplami samolot porwawszy więc z rana,
skierował go w wieże Wielkiego Szatana,
huk, wybuch, zniszczenia, świat trochę się zmienia,
lecz dziewic jak nie ma, tak nie ma.
Fanatyzm, fanatyzm, po diabła fanatyzm?
co burzy nam spokój, przynosi wciąż straty.
Emocje są dobre, lecz tylko na raty.
Dlaczego świat nie jest bezpieczny, bogaty?
Fanatyzm, fanatyzm, fanatyzm!
Raz Niemiec przez ojca krzywdzony za młodu
odrazą zapałał do świata Zachodu,
więc w Afganistanie bomb ćwiczył składanie,
by islam posunąć do przodu.
Odpłacił mu Zachód monetą tą samą,
bez sądu go więził, nie dawał żyć z mamą,
choć rząd jego własny wciąż wzywał, by z ciasnych
wypuścić go cel Guantanamo.
Fanatyzm, fanatyzm…
Szyita z sunnitą patrzyli zdumieni,
jak pomnik Saddama w stos gruzu się zmienił,
rzekł potem szyita: jak ktoś się zapyta,
to ja teraz rządzę w tej ziemi.
Sunnity ten pomysł nie zjednał do końca,
więc zabił tamtemu dwóch braci i ojca,
szyita w odwecie wysadził mu meczet
i dzieci zarąbał mu w kojcach.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był chłopak z Missouri, co służył w Kerbalii
karabin mu dali i mówić kazali
arabskiej hołocie o wolności cnocie,
chowając się w czołgu ze stali.
Lecz skoro miejscowi strzelali bez przerwy,
synowi farmera puściły raz nerwy
i niczym fanatyk wyciągnął granaty
i zrobił z cywilów konserwy.
Fanatyzm, fanatyzm…
Choć Serbii swe życie poświęcił Karadzič,
to z NATO nie wygrał, więc cóż mógł poradzić?
Zmieniwszy swój imaż, lat kilka przetrzymał
w ukryciu w przyjaznym Belgradzie.
Gdy został wydany, pojechał do Hagi,
gdzie z pełnym go kunsztem i w duchu powagi
sądzili ci sami, co wcześniej bombami
kraj jego uczyli rozwagi.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był Gruzin, patriota, co bywał w Cchinwali,
z miejscowym się znali i wino pijali,
aż rzekł mu: niestety, ty mieszkasz w Osetii,
lecz my tu będziemy władali.
Gdy myśl tę spróbował podeprzeć blitzkriegiem,
miejscowy do Rosji przytulił się migiem,
ta tylko czekała, by Gruzin dał ciała,
by nowym się chełpić podwigiem.
Fanatyzm, fanatyzm…
W egipskiej stolicy, co jak Sfinks jest stara
lat ledwie trzydzieści królował Mubarak,
gdy masy mu rzekły – tłum głodnych i wściekłych –
wynocha i od władzy wara!
Gdy w końcu Mubarak ustąpił tłumowi,
fanatyk się cieszył, a sceptyk się głowił,
czy znów się nie uda, bo wolność to złuda
- wszak władzę przejęli wojskowi…
Fanatyzm, fanatyzm…
Był mistyk-prezydent, co wielką czuł troskę,
by z mapy wymazać państewko żydowskie,
czytując Al-Quran, wzbogacał więc uran,
nakazy wypełnić chcąc boskie.
Ujrzawszy, jak szybko wirówki się kręcą,
wstrzymywał świat z trudem ciekawość dziecięcą
- czy wyśle Izrael eskadry zuchwałe,
by pierwszy cios zadać szaleńcom?
Fanatyzm, fanatyzm…
Brodaty dyktator z dekady w dekadę
swą wyspę popychał w wciąż większy upadek,
choć blisko tam – w Stanach – pragnęli tyrana
obalić przez długą blokadę.
Lecz kredyt dawała mu wciąż reszta świata,
bo wielu lewaków widziało w nim brata
lub też cieszyło się, że brodacz na nosie
Jankesom przez długie grał lata.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był Chińczyk, co wierzył w potęgę pieniądza,
pod Partii przewodem swą firmą zarządzał,
wypuszczał tandetę na całą planetę
i rosła bogactwa w nim żądza.
Dla kosztów redukcji rozliczne znał triki,
więźniami i dziećmi zapełnił fabryki,
aż kasy zbił tyle, że będzie za chwilę
wykupić mógł pół Ameryki.
Fanatyzm, fanatyzm…
Świat nowy zbudować zapragnął Szwed jeden.
Żył sobie z zasiłku i wraz z drugim Szwedem
zadymy skręcali, by alterglobalizm
pokonał bankierów i biedę.
Czatując z kumplami, skrzykując się w necie,
zadymy skręcili w stu miastach na świecie,
lecz oto niestety świat stary w Seattle
przejechał im pałką po grzbiecie.
Fanatyzm, fanatyzm…
W porywie idei, co trawi i zżera
każdego prawego prawnuka Hitlera,
dwaj neonaziści zechcieli oczyścić
swe miasto, gdy śmieć się nazbierał.
Wypruli więc flaki jakiemuś czarnemu,
dostali lat osiem i kpili z systemu,
od ucha do ucha, że zdjęli czarnucha,
a sąd nawet czapy dać nie mógł.
Fanatyzm, fanatyzm…
Raz makler w czas hossy szczęśliwie obracał
życiowym dorobkiem drobnego ciułacza
i czuł ten liberał, jak duma w nim wzbiera –
zaiste uczciwa to praca!
Gdy bańka hipotek prysnęła w czas bessy
nie kajał się makler za rynku ekscesy,
lecz rzekł do ciułacza: nie zawsze popłaca
ta ufność w Wall Streetu promesy!
Fanatyzm, fanatyzm…
Uczony był, który uderzał na alarm,
że lody się topią, że Ziemia się spala.
Od Bonn po Nauru nauczał jak guru
i granty brał z bliska i z dala.
Gdy wyszło w badaniach, że klimat ostyga,
nie wahał się długo ekolog-intrygant:
sfałszował cyferki i znowu był wielki
i granty znów dostał w try miga.
Fanatyzm, fanatyzm…
Od Perth do Niujorku, od Hawru do Gdyni
miliony wyznawczyń przyjęły feminizm,
i żyjąc samotnie, śmigały zawrotnie
kariery ścieżkami krętymi.
Lecz gdy menopauza zajrzała im w oczy,
przeklinać zaczęły swój żywot uroczy
i czas by cofnęły i rodzić zaczęły…
lecz czas w jedną stronę się toczy.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był gej w Barcelonie, co w cyberprzestrzeni
z Kościołem się zmagał, chcąc kraj swój odmienić,
by ci, których dusza płcią własną się wzrusza,
nie byli już więcej gnębieni.
Nie wiedział był gej ów, że główny wśród wrogów –
ksiądz biskup, którego opluwał na blogu,
o zmierzchu i świcie pożądał go skrycie
i rzadko rozmyślał o Bogu.
Fanatyzm, fanatyzm…
Austriak spokojny, choć seksu fanatyk,
społeczne konwencje spisawszy na straty,
bez większej idei do córki się kleił
w piwnicy zamkniętej przed laty.
Lat chyba z piętnaście ciągnęła się sprawa,
gdy na jaw zaś wyszła ta dziwna zabawa,
cieszyły się media, że w końcu tragedia
i taka pikantna, ciekawa!
Fanatyzm, fanatyzm…
Ci wszyscy, o których tak długo tu bredzę,
co dzień się zmagają z lawiną uprzedzeń,
lecz pewni swych racji w ten czas demokracji
swobodnie promują swą wiedzę.
Bo dojść im do głosu pozwala pluralizm
i będą go jadem swym z wolna struwali
ci jego wrogowie, tak słowo po słowie,
aż w końcu się całkiem zawali.
Fanatyzm, fanatyzm…
Raz Ojciec Dyrektor na falach swej stacji
obnażał szatańskie knowania tych nacji
co zwarłszy swe siły, Ojczyznę grabiły,
w czas wojny i w czas demokracji.
Tajniki ciemięzców znał kapłan ten boży,
więc liczbę słuchaczy szybciutko pomnożył,
bo lubią berety, jak spisków sekrety
ktoś w radiu rozsądnie wyłoży.
Fanatyzm, fanatyzm…
Tragedia smoleńska dwie różne ma strony:
po jednej mgła sztuczna, zmylenie, meaconing,
zdradzieckie knowanie, do rannych strzelanie,
eksplozja i wrak podmieniony.
Po drugiej zaś stronie prezydent-arogant,
co każe lądować, nie bojąc się Boga,
pijany generał, co presję wywiera,
łamanie procedur aż trwoga.
Fanatyzm, fanatyzm…
Ach, gdyby fanatyzm jak chwasty wyplenić,
jak dobrze by żyło się nam na tej Ziemi,
dla chwały ludzkości, dla dobra człowieka,
co z uczuć wyprany na szczęście wciąż czeka,
a ono go mija z daleka.
Jacek Kaczmarski nie żyje, ale życie toczy się dalej i są w nim wydarzenia i zjawiska warte komentarza w Jego stylu. Oto mała propozycja, na melodię "Limeryków o narodach" oczywiście.
Limeryki o fanatykach
Saudyjczyk był który, choć żył w Ameryce
w marzeniach wciąż widział hurysy dziewice,
aż poszedł po radę i rzekł mu Bin Laden,
jak może nasycić swą chcicę.
Z kumplami samolot porwawszy więc z rana,
skierował go w wieże Wielkiego Szatana,
huk, wybuch, zniszczenia, świat trochę się zmienia,
lecz dziewic jak nie ma, tak nie ma.
Fanatyzm, fanatyzm, po diabła fanatyzm?
co burzy nam spokój, przynosi wciąż straty.
Emocje są dobre, lecz tylko na raty.
Dlaczego świat nie jest bezpieczny, bogaty?
Fanatyzm, fanatyzm, fanatyzm!
Raz Niemiec przez ojca krzywdzony za młodu
odrazą zapałał do świata Zachodu,
więc w Afganistanie bomb ćwiczył składanie,
by islam posunąć do przodu.
Odpłacił mu Zachód monetą tą samą,
bez sądu go więził, nie dawał żyć z mamą,
choć rząd jego własny wciąż wzywał, by z ciasnych
wypuścić go cel Guantanamo.
Fanatyzm, fanatyzm…
Szyita z sunnitą patrzyli zdumieni,
jak pomnik Saddama w stos gruzu się zmienił,
rzekł potem szyita: jak ktoś się zapyta,
to ja teraz rządzę w tej ziemi.
Sunnity ten pomysł nie zjednał do końca,
więc zabił tamtemu dwóch braci i ojca,
szyita w odwecie wysadził mu meczet
i dzieci zarąbał mu w kojcach.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był chłopak z Missouri, co służył w Kerbalii
karabin mu dali i mówić kazali
arabskiej hołocie o wolności cnocie,
chowając się w czołgu ze stali.
Lecz skoro miejscowi strzelali bez przerwy,
synowi farmera puściły raz nerwy
i niczym fanatyk wyciągnął granaty
i zrobił z cywilów konserwy.
Fanatyzm, fanatyzm…
Choć Serbii swe życie poświęcił Karadzič,
to z NATO nie wygrał, więc cóż mógł poradzić?
Zmieniwszy swój imaż, lat kilka przetrzymał
w ukryciu w przyjaznym Belgradzie.
Gdy został wydany, pojechał do Hagi,
gdzie z pełnym go kunsztem i w duchu powagi
sądzili ci sami, co wcześniej bombami
kraj jego uczyli rozwagi.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był Gruzin, patriota, co bywał w Cchinwali,
z miejscowym się znali i wino pijali,
aż rzekł mu: niestety, ty mieszkasz w Osetii,
lecz my tu będziemy władali.
Gdy myśl tę spróbował podeprzeć blitzkriegiem,
miejscowy do Rosji przytulił się migiem,
ta tylko czekała, by Gruzin dał ciała,
by nowym się chełpić podwigiem.
Fanatyzm, fanatyzm…
W egipskiej stolicy, co jak Sfinks jest stara
lat ledwie trzydzieści królował Mubarak,
gdy masy mu rzekły – tłum głodnych i wściekłych –
wynocha i od władzy wara!
Gdy w końcu Mubarak ustąpił tłumowi,
fanatyk się cieszył, a sceptyk się głowił,
czy znów się nie uda, bo wolność to złuda
- wszak władzę przejęli wojskowi…
Fanatyzm, fanatyzm…
Był mistyk-prezydent, co wielką czuł troskę,
by z mapy wymazać państewko żydowskie,
czytując Al-Quran, wzbogacał więc uran,
nakazy wypełnić chcąc boskie.
Ujrzawszy, jak szybko wirówki się kręcą,
wstrzymywał świat z trudem ciekawość dziecięcą
- czy wyśle Izrael eskadry zuchwałe,
by pierwszy cios zadać szaleńcom?
Fanatyzm, fanatyzm…
Brodaty dyktator z dekady w dekadę
swą wyspę popychał w wciąż większy upadek,
choć blisko tam – w Stanach – pragnęli tyrana
obalić przez długą blokadę.
Lecz kredyt dawała mu wciąż reszta świata,
bo wielu lewaków widziało w nim brata
lub też cieszyło się, że brodacz na nosie
Jankesom przez długie grał lata.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był Chińczyk, co wierzył w potęgę pieniądza,
pod Partii przewodem swą firmą zarządzał,
wypuszczał tandetę na całą planetę
i rosła bogactwa w nim żądza.
Dla kosztów redukcji rozliczne znał triki,
więźniami i dziećmi zapełnił fabryki,
aż kasy zbił tyle, że będzie za chwilę
wykupić mógł pół Ameryki.
Fanatyzm, fanatyzm…
Świat nowy zbudować zapragnął Szwed jeden.
Żył sobie z zasiłku i wraz z drugim Szwedem
zadymy skręcali, by alterglobalizm
pokonał bankierów i biedę.
Czatując z kumplami, skrzykując się w necie,
zadymy skręcili w stu miastach na świecie,
lecz oto niestety świat stary w Seattle
przejechał im pałką po grzbiecie.
Fanatyzm, fanatyzm…
W porywie idei, co trawi i zżera
każdego prawego prawnuka Hitlera,
dwaj neonaziści zechcieli oczyścić
swe miasto, gdy śmieć się nazbierał.
Wypruli więc flaki jakiemuś czarnemu,
dostali lat osiem i kpili z systemu,
od ucha do ucha, że zdjęli czarnucha,
a sąd nawet czapy dać nie mógł.
Fanatyzm, fanatyzm…
Raz makler w czas hossy szczęśliwie obracał
życiowym dorobkiem drobnego ciułacza
i czuł ten liberał, jak duma w nim wzbiera –
zaiste uczciwa to praca!
Gdy bańka hipotek prysnęła w czas bessy
nie kajał się makler za rynku ekscesy,
lecz rzekł do ciułacza: nie zawsze popłaca
ta ufność w Wall Streetu promesy!
Fanatyzm, fanatyzm…
Uczony był, który uderzał na alarm,
że lody się topią, że Ziemia się spala.
Od Bonn po Nauru nauczał jak guru
i granty brał z bliska i z dala.
Gdy wyszło w badaniach, że klimat ostyga,
nie wahał się długo ekolog-intrygant:
sfałszował cyferki i znowu był wielki
i granty znów dostał w try miga.
Fanatyzm, fanatyzm…
Od Perth do Niujorku, od Hawru do Gdyni
miliony wyznawczyń przyjęły feminizm,
i żyjąc samotnie, śmigały zawrotnie
kariery ścieżkami krętymi.
Lecz gdy menopauza zajrzała im w oczy,
przeklinać zaczęły swój żywot uroczy
i czas by cofnęły i rodzić zaczęły…
lecz czas w jedną stronę się toczy.
Fanatyzm, fanatyzm…
Był gej w Barcelonie, co w cyberprzestrzeni
z Kościołem się zmagał, chcąc kraj swój odmienić,
by ci, których dusza płcią własną się wzrusza,
nie byli już więcej gnębieni.
Nie wiedział był gej ów, że główny wśród wrogów –
ksiądz biskup, którego opluwał na blogu,
o zmierzchu i świcie pożądał go skrycie
i rzadko rozmyślał o Bogu.
Fanatyzm, fanatyzm…
Austriak spokojny, choć seksu fanatyk,
społeczne konwencje spisawszy na straty,
bez większej idei do córki się kleił
w piwnicy zamkniętej przed laty.
Lat chyba z piętnaście ciągnęła się sprawa,
gdy na jaw zaś wyszła ta dziwna zabawa,
cieszyły się media, że w końcu tragedia
i taka pikantna, ciekawa!
Fanatyzm, fanatyzm…
Ci wszyscy, o których tak długo tu bredzę,
co dzień się zmagają z lawiną uprzedzeń,
lecz pewni swych racji w ten czas demokracji
swobodnie promują swą wiedzę.
Bo dojść im do głosu pozwala pluralizm
i będą go jadem swym z wolna struwali
ci jego wrogowie, tak słowo po słowie,
aż w końcu się całkiem zawali.
Fanatyzm, fanatyzm…
Raz Ojciec Dyrektor na falach swej stacji
obnażał szatańskie knowania tych nacji
co zwarłszy swe siły, Ojczyznę grabiły,
w czas wojny i w czas demokracji.
Tajniki ciemięzców znał kapłan ten boży,
więc liczbę słuchaczy szybciutko pomnożył,
bo lubią berety, jak spisków sekrety
ktoś w radiu rozsądnie wyłoży.
Fanatyzm, fanatyzm…
Tragedia smoleńska dwie różne ma strony:
po jednej mgła sztuczna, zmylenie, meaconing,
zdradzieckie knowanie, do rannych strzelanie,
eksplozja i wrak podmieniony.
Po drugiej zaś stronie prezydent-arogant,
co każe lądować, nie bojąc się Boga,
pijany generał, co presję wywiera,
łamanie procedur aż trwoga.
Fanatyzm, fanatyzm…
Ach, gdyby fanatyzm jak chwasty wyplenić,
jak dobrze by żyło się nam na tej Ziemi,
dla chwały ludzkości, dla dobra człowieka,
co z uczuć wyprany na szczęście wciąż czeka,
a ono go mija z daleka.


