Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dlaczego strona padła?
Luter napisał(a):San Luigi dei Francessi
Francesi przez jedno "s" (Kosciół Świętego Ludwika Francuzów).
Luter napisał(a):Bo człowiek to takie zwierzę, że wymyśli wszystko.
Szczególnie jeżeli jest duchownym Kościoła Katolickiego (a na dodatek Francuzem). Big Grin
Odpowiedz
dauri napisał(a):Szczególnie jeżeli jest duchownym Kościoła Katolickiego (a na dodatek Francuzem). Big Grin
Myślę, że tego rodzaju przypadłością nie są obarczeni li tylko francuscy duchowni. Tyle, że nie wszyscy mają takie cacuszka, na których mogą zbijać kasę. O ile dobrze wiem, wcale nie daleko do takich rozwiazań choćby w katedrze mariackiej w Krakowie.
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
O ile dobrze pamiętam w Gnieźnie, trzeba wrzucić monetę, aby obejrzeć oświetlony ołtarz. Coś tak mi się przypomina, ale kilka lat temu tam byłem...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
<!-- m --><a class="postlink" href="http://img200.imageshack.us/i/16720713361298003818710.jpg/">http://img200.imageshack.us/i/167207133 ... 18710.jpg/</a><!-- m -->
Odpowiedz
Ładnie powiedziane - oczekuje się... Ale ja generalnie sie nie dziwię, w końcu gdzie jest powiedziane, że kosciół ma byc oświetlony jak choinka? Chce mieć pielgrzym widno, niech wrzuca pieniążki. Podobnie w muzeach. W końcu bilety są chocby po to, żeby opłacić podatki od nieruchomosci i prąd. Tu - powiedziałbym - jest nawet jakiś postęp, bo pozwala sie za niewielka opłatą fotografować do woli. Ja kiedyś musiałem przed szalonym klechą uciekać, bo gotów był nie zamordować, za to, że smiałem zrobić zdjęcie kościoła - i to wcale nie podczas mszy. Powiedziałbym wiec, że się normalizuje Smile
Ale jak widać Ola nie dostrzega, że za oglądanie dzieł sztuki jednak się płaci i nie tylko w muzeach. Może nie za każde spojrzenie, ale jednak.
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
Nie mam już czasu na dyskusje, bo skończył się urlop i zaczęłam... pracować (miało być zgryźliwie, ale wtedy Piotru zarzuci, że mnie nerwy ponoszą). A właśnie, gdybyśmy rozmawiali normalnie, to widać byłoby kiedy ironizuję, kiedy żartuję, kiedy jestem poważna, a nade wszystko byłoby widać, że do jakichkolwiek nerwów to jest mi bardzo daleko.

Ola dostrzega, że za oglądanie dzieł sztuki się płaci.

Jednakże dostrzega też, że niezależnie od stanu konta bankowego, każdy ma dostęp do dóbr kultury za darmo. Są biblioteki, fonoteki, są działy audiowizualne. Muzea pozwalają raz w tygodniu na darmowe zwiedzanie. Oczywiście bibliotek jest najwięcej i najłatwiejszy jest do nich dostęp, ale czy to źle?

A tak właściwie, to zastanawiam się, o czym my tu w zasadzie rozmawiamy? bo mam niejasne wrażenie, że w zasadniczych punktach, to my się ze sobą zgadzamy tylko jakoś słowa dobieramy inaczej.

Serdecznie pozdrawiam Smile
Jestem egzemplarz człowieka
- diabli, czyśćcowy i boski.
Odpowiedz
Droga Olu, zadałaś właściwe pytanie. O czym my tu właściwie rozmawiamy? W moich wypowiedziach pod Twoim adresem absolutnie nie ma żadnej zgryźliwości, nawet jeśli coś jest pisane z lekkim przekąsem. Uwierz mi! Ale od początku mam wrażenie, że właśnie nie do końca zrozumiałaś, nad czym się tu spieramy i od razu zaczęłaś pałać świętym oburzeniem, jakbyśmy tu chcieli palić biblioteki i zamykać muzea.
Ja bardzo, ale to bardzo się cieszę, że są miejsca, gdzie dostęp do dóbr kultury jest wolny i darmowy…lub prawie darmowy. Choć darmowość jest dość umowna, bo przecież my wszyscy fundujemy sobie te biblioteki i muzea z własnych podatków. Z nieba nam to nie spada. Cele są szczytne i byłbym ostatnim, który by chciał sprywatyzować, skomercjalizować biblioteki, niezależnie od rodzaju przechowywanych zbiorów.

Angole maja ładne powiedzenie o wchodzeniu w czyjeś buty. Proponuje więc Tobie, abyś przez chwilę opuściła buty strażniczki świątyń literatury i kultury i założyła buty twórcy.
Nie ważne, czy jest to pisarz, czy naukowiec piszący podręcznik dla studentów i nie tylko.
Nie rozpatrujemy tu autorów dawno nieżyjących, gdzie ochrona praw autorskich już dawno wygasła i takiego Arystotelesa może sobie drukować każdy, nie płacąc potomkom filozofa ni drachmy. Choć prawdopodobnie będzie musiał całkiem niezłą kasę zapłacić właścicielowi praw autorskich do współczesnego tłumaczenia klasyka. Ale to już inna bajka.
Taki współczesny autor nie ma często innego dochodu umożliwiającego godziwy żywot, niż to, co mu zaoferuje wydawnictwo. Myślisz, ze wszyscy piszą, bo im tak w duszy gra? Że chcą zapisać się w annałach literatury? Fajnie, kiedy wydawnictwo płaci zaliczki za samo nazwisko na poczet dzieł, które dopiero powstaną. No, ale takich różnych Stephenów Kingów jest raczej mało. Inni muszą wpierw coś napisać, żeby potem sprzedać. Autor zawiera umowę z wydawnictwem, gdzie ustala się płatności. Jeśli jest to po prostu konkretna kwota za dzieło – nie ma sprawy! Autor zgarnia kasę a wydawnictwo ponosi ryzyko, czy książka w nakładzie 3000 się sprzeda. Jak trzeba zrobić dodruk - zysk wydawcy. Ale tak dobrze nie jest, często zapłatą jest rodzaj prowizji od ilości sprzedanych książek. Wolałabyś więcej, czy mniej kasiorki? Oczywiście, że więcej! No to kombinowałabyś właśnie, żeby jak najmniej książek trafiało do rozpowszechnialni zwanej biblioteką a więcej do indywidualnego klienta! Bo w bibliotece wielu książkę sobie przeczyta, porobi notatki, pokseruje i Ty nic z tego nie masz a zarobi na Tobie na przykład właściciel ksero! Za moich studenckich czasów (jak to strrrrasznie brzmi) zabijaliśmy się o pewne podręczniki w bibliotece. Dlaczego? Bo było ich niewiele. Ale zaręczam Ci, że większość z nas chętnie te książki by kupiło, gdyby nakłady były większe! Dalibyśmy – my, biedni studenci – zarobić i autorom, i wydawnictwom. Wtedy ksero nie było tak powszechne i tanie, nie było netu, aparatów cyfrowych i w ogóle prawem autorskim w Polsce nikt powaznie sie nie przejmował.
I może poza Karol Wink nikt tu nie zamierza wytaczać dział przeciw bibliotekom. Zwracamy jednak uwagę na to, że zapisy prawa autorskiego są dowolnie interpretowane, zazwyczaj na niekorzyść samych twórców.

Można by sobie wyobrazić bardzo proste rozwiązanie, choć nie wiem, jak je wprowadzić. Dlaczegóż to biblioteki nie mogłyby dostawać tych swoich gratisów obowiązkowych… w 3-4 lata po premierze? To znaczy wtedy, kiedy popyt rynkowy na daną pozycję zamiera? A byłoby z czego zasilać, było! Jak pisałem, księgarnie taniej ksiązki mają się dobrze – nadwyżki nakładów są całkiem spore. Można by sobie wyobrazić ewentualnie sytuację, że biblioteki mają nowosci, ale za wypożyczenie nowości pobierają opłaty, którymi muszą dzielić się z wydawnictwem i z autorem. Jest popyt – jest przepływ pieniądza! Tylko że w ten sposób znowu by wszyscy biadolili, jak to czytelnictwo spada. Bo wielu bywalców bibliotek zagląda tam w poszukiwaniu nowości ( żeby poczytać ZA DARMO) a nie dawno zaczytanych klasyków.

Pomijając kwestię łatwości kopiowania płyt – czym różni się wypożyczenie ksiązki na 2 tygodnie od pobrania najnowszej płyty z netu i po 2 tygodniach wykasowania jej z kompa? Wg mnie niczym. Tyle, że jak płyta się spodoba, nikt jej nie kasuje a książkę trzeba jednak oddać. U nas jeszcze nie ma dużego problemu, ale we Francji ( ustawa Hadopi obowiązująca od 2010) ściga się prawnie nagminnie ściągających pliki z sieci i traktuje się ich na równi z każdym złodziejem. Rezolucja M. Gallo już obowiązuje w UE! To tylko rezolucja, ale to pierwszy krok do Dyrektywy. A wtedy Francja przestanie być wysepką ostrej walki z piractwem. I nikogo nie będzie interesowało, kto udostępnia pliki, gorszym piratem będzie ściągający. Każdy rodzic zacznie trząść się, kiedy dzieciak podłączy się do netu. Bo a nuż coś ściągnie. To nie SF, to już realność. Dyskusja na tym forum pokazuje jednak, jak nieprecyzyjne są nasze krajowe zapisy, zapisy unijne wcale nie muszą być precyzyjniejsze. To czy zgodzimy się z pewnymi zapisami nie ma tu znaczenia. Ma jednak znaczenie, żeby te zapisy były precyzyjne i jeśli mają chronić, to przede wszystkim autorów/twórców a nie koncerny medialne.

Wracając do bibliotek. Wyobraź sobie zatrważającą sytuację, że ustawa Hadopi obowiązuje w Polsce. I mamy taka paranoję: „Boże Igrzysko” Daviesa pożyczam legalnie z biblioteki nic za to nie płacąc i czytam sobie w spokoju. Koleżanka jest przy kasie i kupuje książkę w księgarni. Mój sąsiad pobiera z sieci również za darmo audiobooka i również zapoznaje się z treścią dzieła. Ja i koleżanka jesteśmy praworządnymi obywatelami, sąsiad złodziejem. Z mojego wypożyczenia Davies nie dostaje grosza, z zakupu koleżanki zapewne jakieś tantiemy. Nie dostrzegasz sprzeczności?

Ale jeśli ściaganie czegokolwiek z sieci miałby być złodziejstwem, to chciałbym, żeby w przepisach było dokładnie zapisane, ściąganie jakich plików nim jest, jakie pliki są dozwolone i - w kontekscie padłego FTPa - kto i w jaki sposób musi udowodnic, że dany plik jest legalny. Jeśli policjanci będą wynagradzani premiami od ilości złapanych "pitratów" i to ja będę musiał idiocie udowadniać, że mam jakiś plik legalnie, to dla spokoju nerwów szybko odłączę sie od netu. Boję się jednak, że w naszej sytuacji ilość faktycznych kryminalistów oczekujących na wykonanie wyroku, chodzacych po naszych miastach radykalnie sie zwiększy (a jest i tak zatrważająca!) gdy wiezienia szybko zapełnia się szczeniakami, którzy połaszczyli sie na kilka piosenek z netu.
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
Na marginesie naszego OT - warto zapoznać się z wynikami badań o czytelnictwie przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.bn.org.pl/aktualnosci/230-z-czytelnictwem-nadal-zle---raport-z-badan-biblioteki-narodowej.html">http://www.bn.org.pl/aktualnosci/230-z- ... dowej.html</a><!-- m -->

Na szczególną uwagę zasługuje tabelka "Kontakt z książką w ciągu ubiegłego roku" w "tabeli z danymi szczegółowymi". Od 1993 początkowo (za rządów SLD) tendencja była lekko wzrostowa. Za rządów AWS nastąpił niewielki spadek, po czym za kolejnych rządów SLD zaczęto nadrabiać straty. Natomiast w latach 2005-2007 (rządy PiS) spadek był bardzo gwałtowny - procent społeczeństwa "poza książką" przeszedł z 42% do 62% (pomimo okresu prosperity, dodatkowych 20% Polaków uznało, że warto całkowicie rozstać się z książkami i nie być zaliczanym do kategorii "wykształciuchów"). Za rządów PO straty są powoli odrabiane (pomimo kryzysu).
Odpowiedz
Powiem wprost - jako naród od wielu lat po prostu chamiejemy! Można mieć tysiące bibliotek i muzeów, filharmonii, teatrów i innych przybytków niższej czy wyższej muzy. Ale jeśli nasi "reprezentanci narodu" i media z przodująca w tym chaniebnym dziele Telewizją publiczną bedziemy równac w dół i promowac miernotę, bedzie coraz gorzej. Jak mozna się wsciekac na dzieciaka, że nie czyta lektury szkolnej, kiedy nie ma przykładu w rodzicach, którzy gapią sie tylko i wyłacznie na durne pseudoseriale i pseudokonkursy?
Jako dodatek do tego, co przedstawił dauri chciałbym tylko dodać, że tak po prawdzie jest znacznie gorzej, niz ten raport przedstawia! We wszystkich statystycznych opracowaniach dot. czytelnictwa nie rozróznia się pomiedzy książką do czytania a... podręcznikiem szkolnym! A więc czytelnictwo jest zawyżane sztucznie, bo dla dzieciaka trzeba podręczniki zakupić, nawet, jesli nigdy do nich nie zajrzy. Co tam lektury szkolne...
Odejmijcie więc ze statystyki podręczniki i książki nabywane "z musu". I potem wszyscy sie smieją z dowcipu: Tato, poczytaj mi... Odpowiedź: Legia-Górnik 1:0.
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
Nie wiem, czy już było:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120310,Golil_muzykow__ogolili_fryzjera__ZAIKS_puka_po_pieniadze.html">http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120 ... iadze.html</a><!-- m -->

Oczywiście, sprawa typowa - jakich wiele... Ale to tak na marginesie owych bibliotek i równości wobec prawa. Bo sama już nie wiem, czy wszyscy aż tak bardzo mają w głębokim poważaniu prawa autorów i wydawców książek, czy po prostu muzycy i ich wydawcy mają lepszą reprezentację. Nadgorliwą, ale lepszą. Fryzjer bowiem, który może z marszu udowodnić, że słuchanie muzyki zespołu X nie przydało mu ani złotówki więcej, ma zapłacić kilka tysięcy za emisję, ale biblioteka zbierająca abonament za udostępnianie również moich książek i kserująca również moje książki - bez podzielenia się ze mną zyskiem - jeszcze dostaje dotacje z MKiDN. Rzecz jasna - i fryzjer, i biblioteka są tu jedynie przykładami, więc nie należy trzymać się ich jak pijany płotu, chodzi mi jedynie o pewien zakres działania.

Naprawdę w obu przypadkach wszystko jest ok?
Odpowiedz
Karol napisał(a):Nie wiem, czy już było:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120310,Golil_muzykow__ogolili_fryzjera__ZAIKS_puka_po_pieniadze.html">http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120 ... iadze.html</a><!-- m -->

Oczywiście, sprawa typowa - jakich wiele...

Najzwyklejsze złodziejstwo ze strony ZAIKS. Absurdalne argumenty i zmuszanie do płacenia kilka razy za to samo.
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Piotru, za Twój post duże piwo, a za projekt egz. obowiązkowych po 3-4 latach - zgłoszenie do tytułu racjonalizatora miesiąca Smile.

Przy czym ja naprawdę nie chcę palić bibliotek Smile, powiem więcej - poza wszelkimi ustawowymi obowiązkami czynnie wspieram rozwój księgozbioru bibliotek. Ja tylko chcę, by zarabiający dzielili się zyskami z tymi, którzy źródło zarobku wytworzyli. Od kserowania - drobny ryczałt dla autora i wydawcy. Z udziału w abonamencie mogę zrezygnować w zamian np. za kolportaż w bibliotece mojego katalogu. Tymczasem nasza sieć bibliotek promuje za darmo B-netkę (co mnie irytuje, bo dlaczego ją? Żeby ona chociaż dawała reklamy wydawcom za darmo... Podobnie nie rozumiem, czemu utrzymywany z podatków wszelkich firm Urząd Miasta promuje na telebimach w siedzibach urzędu Naszą-Klasę i Facebooka - za darmo). A biblioteka w osobie dyżurnego bibliotekarza, utrzymywana również z moich podatków i z moich wydawnictw, wczoraj usiłowała mnie wygonić z ichniej toalety, bo to tylko dla zapisanych (czyli z opłaconym abonamentem) czytelników. To jest parodia! A w BUWr nie mam prawa się zapisać i wypożyczyć książki, chociaż to też ja współtworzę ten księgozbiór, a i sama placówka utrzymywana jest również w podatków wydawców. Z drugiej zaś strony fryzjerzy i przychodnie nękani są za słuchanie radia - i to nie przeszkadza nikomu na tyle, by zawiadomić prokuraturę lub chociaż UOKiK?

A najśmieszniejsze, że moje "Qui pro quo" w wersji książkowej będzie rozpowszechniane w każdej bibliotece bezkarnie, ale już płyta nagrana do "Qui pro quo" (w oryginale dodawana jako gratis, czyli w zasadzie jest to druga część tego samego produktu) będzie chroniona przez ZAiKS? Czy naprawdę to jest w porządku i zgodne z równym traktowaniem podmiotów twórczych, podlegających tej samej ustawie o prawie autorskim?

I to jest punkt wyjścia moich rozważań, czasem o charakterze prowokacyjnym - jak słusznie zauważasz, Piotru, prawo jest tak nieprecyzyjne, że o tym, kto jest przestępcą, decyduje urzędnik. Ba! Decyduje on wedle własnego widzimisię, bez odwołania do zapisów. Dlatego ja naprawdę poważnie myślę o takiej dużej wykładni z jednoczesnym zapytaniem prawnym (ale do kogo się to kieruje? Od razu sprawa do sądu?). Może się bowiem okazać, że ktoś napisał paragrafy na kolanie, bez sięgania do słowników języka polskiego, a tym samym, z racji błędu językowego lub dwuznaczności semantycznej - pozostawił furtkę, która ucieszy wszystkich piratów i zmartwi całą branżę (podobnie jak w tej ustawie o ubezpieczeniach społecznych, gdzie ustawodawca ani organy wykonawcze nie zauważyli, że dany zapis pozwala części przedsiębiorców nie płacić składek zus). I to jest też ważne dla autorów i wydawców, żeby doprecyzować te przepisy, zmienić ustawy itd. Nie pamiętam bowiem całej ustawy o prawie autorskim, ale wedle fragmentu o stosunku towarzyskim, nie sądzę, by językowo stanowiło wielki problem udowodnienie, że kaczmarofile mogą wymieniać się nawet plikami Pomatonu Smile.

Dauri, z tym VAT to nie jest najlepszy przykład, bo przecież ja mówię o tej samej branży. Trzymając się Twojej egzemplifikacji - to tak jakbym ja miała płacić 5%, a WAB czy Fabryka Słów 0%. Albo gdyby mieszkanie kupione w centrum miało VAT 23%, a to na obrzeżach - 8%. Wtedy przykład z VAT byłby odpowiedni do tego, o czym ja mówię.
Odpowiedz
A jeszcze w sprawie nadwyżek - to, co jest w Tanich Książkach, to nie są nadwyżki pozostałe po dystrybucji, tylko albo celowo zawyżone nakłady (żeby jednostkowo obniżyć koszt produkcji, drukuje się więcej i przekazuje np. połowę nakładu od razu do TK, dla zwrotu kosztów samego druku... Trochę to porąbane i bardzo szkodliwe dla autora, no ale tzw. branża woli kombinować z drukiem, niż tupnąć nogą i pogonić dystrybucję), albo przekazywany prawdziwy nakład, bo a to Empik podwyższył koszt półkowego, a to dystrybutor strzelił focha i nie wziął, a to wydawca nie odzyskał płatności od dwóch lat i właśnie upada, a to jeszcze coś innego...
Ale rzeczywiście, można by, w zamian np. za zwolnienia podatkowe czy coś w tym stylu, robić 10% dodatkowego druku i obdarować nie kilkanaście, ale co najmniej 100 bibliotek, w późniejszym terminie. To jest dobry pomysł Smile.
Odpowiedz
Karol napisał(a):Nie wiem, czy już było:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120310,Golil_muzykow__ogolili_fryzjera__ZAIKS_puka_po_pieniadze.html">http://wyborcza.biz/Firma/1,101618,9120 ... iadze.html</a><!-- m -->
Oczywiście, sprawa typowa - jakich wiele...
I własnie cały czas o tym mowa. Co to znaczy "umilał klientom czas"? Ok. jest dośc jasne, że jak ktos w poczekalni walnie telewizor czy radio, to nalezy zaplacic abonament za odbiornik. Ale co jesli lekarz w swoim gabinecie prywatnym ma odtwrzacz i sobie słucha kaczmarskiego? Moze lekarz to nie najlepszy przykład, bo przy musyce żle słucha się przez stetoskop Smile) Al jakikolwiek punkt usługowy...
A gazety i ksiązki wyłozone w poczekalni? A - do Cholery - EMPiKi?? Czy oni płaca ZAIkSowi i innym. Przecież tam ludzie biora ksiażki po czym idą sobie do tzw. kawiarni, siadają i czytaja, czytają, czytają... Jak w bibliotecznej czytelni! Ba! zasadniczo mozna zdjąć z niejednego regału płytę - nie wszystkie pudełka sa zafolowane - i posłuchac w podręcznym odtwrzaczu przy kawce. Czy kiedy słucham muzyki w pracy z prywatnego odtwarzacza to moja firma powinna placic tantiemy? To chore, a zaręczam, że sprawniej czesto pracuje, kiedy coś mi czule brzęczy do ucha...

Nadwyzki po dystrybucji... jak zwał tak zwał, ale wg mnie to planowa, niesprzedana nadwyżka. jestem częstym bywalcem takich przybytków i nie zauwazyłem tam ksiązek młodszych, niz 2-4letnie. Więc dla mnie raczej niesprzedany nakład. Ale zgadza się, że dla obniżenia kosztów druku (ale niekoniecznie ceny detalicznej) od razu zaklada się parę ton makulatury na przemiał- czytaj: drzew do wycięcia.
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
piotru napisał(a):A pytanko brzmi: jakim VATem obłożone są audiobooki?? Bo na logikę powinny takim samym, jak klasyczne książki...

23%. Podobnie jak e-booki, mimo że językowy zapis mówi o tekście zapisanym na nośniku, czyli e-book też jest książką tekstową. Od kilku lat toczą się boje o zrównanie irracjonalnego ovatowania różnych form książek. Zdaje się, że miało od maja wejść opodatkowanie 5% na audio- i e-booki, ale tylko jeśli będą sprzedawane na płycie (ściągane online traktowane są jako usługa przesyłu danych).

Oj, chcielibyście zarabiać takie pieniądze za taki językowy bełkot w swojej pracy, jakie zarabiają ci, którzy tworzą prawo...

No tak, planowa niesprzedana nadwyżka to dobre określenie. Bezsensowna, ale czy to pierwszy bezsens w tym kraju Smile?
Przy czym, niestety, coraz więcej jest w ofercie TK młodszych książek. Właśnie z tych powodów, o których pisałam. I to jest bardzo smutne oraz niebezpieczne, bo wywołuje w czytelniku poczucie, że ten wydawca to zdzierca - w Merlinie książka po 40 zł, a on w TK kupił za 5. Przy czym ani cena Merlina, ani TK, ani prawdziwa detaliczna - 34,90 - to nie są ceny realne.

"Sobiesłuchanie" oraz słuchanie cichutkie przez rejestratorki też ZAiKS ściga, i to mimo opłaconego abonamentu radiowego, wiem z pierwszej ręki Smile. A to już jest wyjątkowo głupie, bo o ile można spierać się nad generowaniem zysku kawiarni przez sączące się w tle mruczenie Cohena, o tyle kolejki do specjalistów typu lekarz czy dobry fryzjer to efekt wyłącznie evangelist marketingu i fachowości lekarza/fryzjera i włączona płyta jest co najwyżej szumem.
Ba! Jakby ktoś chciał się uprzeć, to miałby szansę udowodnić, że zysk działa w drugą stronę: że to zadowolenie z usługi i komfort placówki, poczucie bezpieczeństwa, satysfakcja z obsługi itp. przenoszą pozytywne postrzeganie na "szumowo wsączoną" klientowi w uszy płytę. I taki klient dobrze ją skojarzy, to i łatwiej potem kupi Wink.
Odpowiedz
piotru napisał(a):Powiem wprost - jako naród od wielu lat po prostu chamiejemy! Można mieć tysiące bibliotek i muzeów, filharmonii, teatrów i innych przybytków niższej czy wyższej muzy. Ale jeśli nasi "reprezentanci narodu" i media z przodująca w tym chaniebnym dziele Telewizją publiczną bedziemy równac w dół i promowac miernotę, bedzie coraz gorzej.

W takim razie ja też powiem wprost: pieprzysz kompletne bzdury jak potłuczony. Tacy malkontenci jak Ty byli zawsze i gdyby mieli rację, od czasu Renesansu cofnęlibyśmy się znów do Średniowiecza. Tymczasem w roli kontestatora i komentatora rzekomo upadającej kultury może bez skrępowania ustawiać się człowiek, który popełnia rażące (żeby nie powiedzieć: haniebne) błędy ortograficzne.
Nic nie będzie gorzej, jest natomiast i będzie po prostu inaczej. Kiedyś nie było oferty dla mas, więc masom nie pozostawało nic innego jak oglądać to, co serwują dwa siermiężne programy telewizji reżimowej tudzież czytać rozmaite czytadła. Dziś oferta jest bardzo urozmaicona, a to, że ludzie do ambitnej rozrywki się nie garną, nie jest niczym nowym. Tak akurat było zawsze.

Karol napisał(a):Rzecz jasna - i fryzjer, i biblioteka są tu jedynie przykładami, więc nie należy trzymać się ich jak pijany płotu, chodzi mi jedynie o pewien zakres działania.
Naprawdę w obu przypadkach wszystko jest ok?

Nie. Nie jest ok w przypadku fryzjera, bo jak słusznie zauważył Przemek:

Przemek napisał(a):Absurdalne argumenty i zmuszanie do płacenia kilka razy za to samo.

Karol napisał(a):Bo sama już nie wiem, czy wszyscy aż tak bardzo mają w głębokim poważaniu prawa autorów i wydawców książek, czy po prostu muzycy i ich wydawcy mają lepszą reprezentację.

To są dwie różne sprawy. Czym innym jest książka (literatura), która sprzeda się powiedzmy w kilku tysiącach egzemplarzy, a czym innym płyta z modną aktualnie muzyką, która żyje kilka miesięcy lub tygodni, za to sprzeda się w stu tysiącach egzemplarzy. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z typową komerchą, która walczy o swoje, czyli o maksymalny zysk. W przypadku pierwszym mamy zaś do czynienia z literaturą, która żeby nawet na rzęsach stanąć, nie ma szans na zalanie sobą rynku i stanie się produktem komercyjnym w tym samym pojęciu tego słowa, co modna aktualnie łupanina.

Wpływ bibliotek na popularność literatury jest jednoznacznie pozytywny, co w konsekwencji przekłada się nie na spadek, a na wzrost sprzedaży książek i zysków autorów. Autorom książek komercyjnych (jak Świadectwo Dziwisza) tudzież z pogranicza komercji i literatury (jak Kapiściński non-fiction Domosławskiego) biblioteki również nijak nie szkodzą, bo te książki sprzedają się w kilkuset tysiącach egzemplarzy w ciągu pierwszych dwóch-trzech tygodni sprzedaży. I na odwrót: niszowej płycie słabego, siermiężnego pseudoartysty tudzież artysty świetnego, ale pozostającego daleko poza nurtem aktualnej komercji nie pomoże żadna, najbardziej nawet agresywna polityka wydawców fonograficznych.

Karol napisał(a):Przy czym, niestety, coraz więcej jest w ofercie TK młodszych książek. Właśnie z tych powodów, o których pisałam. I to jest bardzo smutne oraz niebezpieczne, bo wywołuje w czytelniku poczucie, że ten wydawca to zdzierca - w Merlinie książka po 40 zł, a on w TK kupił za 5. Przy czym ani cena Merlina, ani TK, ani prawdziwa detaliczna - 34,90 - to nie są ceny realne.

Podobnie jest w bardzo wielu, jeśli nie we wszystkich branżach. Film, który w momencie premiery na DVD kosztuje kilkadziesiąt złotych, po kilku miesiącach jako insert do gazety kosztuje 5 złotych. Kostium narciarski za kilka tysięcy po sezonie może kosztować 399 złotych. Kozaki za 899 zł po zmianie kolekcji przeceniane bywają na 149 złotych. Fabrycznie nowy samochód, który kosztuje 115 tysięcy złotych, po wejściu nowej wersji tego modelu jako końcówka serii kosztuje 70 tysięcy. O perfumach nie ma nawet co wspominać... Puszka coli, która w supermarkecie na poziomie minus jeden domu towarowego kosztuje 0,49 EUR, na deptaku przed wejściem do tego domu towarowego kosztuje 1,99 EUR. Co więcej - puszki w obydwu cenach znajdują swoich licznych nabywców. Nie chcesz mi chyba, Karol, powiedzieć, że o tym nie wiesz?!

Obecny model tzw. zachodniej kapitalistycznej gospodarki już dawno odszedł od jakiejkolwiek korelacji między ceną produktu a obiektywnymi kosztami jego wyprodukowania. Można to krytykować, ale nie ma sensu za każdym razem się temu dziwić.
Odpowiedz
I tak wywołuje poczucie... bo ileż razy ja łapałem się na tym, że kupowałem coś powiedzmy za 30-40pln ( a przez wiele lat kupowałem więcej, niż byłem w stanie przeczytać - taki miły nałóg) i potem widziałem tę samą pozycję w Taniej Książce za 20-40% ceny detalicznej. Co gorsza widziałem właśnie książki, które kupiłem a jeszcze nie przeczytałem. Jednak bardzo młodych książek tam nie widuję...ale w końcu nie przeglądam wszystkich tytułów.

W sprawie "sobiesłuchania": strach wiec sobie przynieść radyjko do roboty. jeszcze trochę i ZAiKS będzie sprawdzał, czego w pracy słucham z komórki. A może radia, a może plików nielegalnych... Pachnie mi to Fahrenheitem 451 Bradburyego...
A co do fryzjerów. Może oni sobie umilają, ale jakos nigdy fryzjer czy restaurator nie trafił w moje gusta muzyczne. Mnie bardzo często muzyka wręcz odstrasza od knajpy, fryzjera, sklepu...
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
Karol napisał(a):a za projekt egz. obowiązkowych po 3-4 latach - zgłoszenie do tytułu racjonalizatora miesiąca
Idąc w tym kierunku, lepiej byłoby utrzymać obowiązkowe egzemplarze tak, jak jest teraz - ale ewentualnie wprowadzić zakaz wypożyczania przez 3-4 lata.
Karol napisał(a):Przy czym ja naprawdę nie chcę palić bibliotek , powiem więcej - poza wszelkimi ustawowymi obowiązkami czynnie wspieram rozwój księgozbioru bibliotek. Ja tylko chcę, by zarabiający dzielili się zyskami z tymi, którzy źródło zarobku wytworzyli.
Generalnie biblioteki nie generują zysku (może z wyjątkiem bibliotek prywatnych), więc nie mają się czym dzielić.
Karol napisał(a):Dlatego ja naprawdę poważnie myślę o takiej dużej wykładni z jednoczesnym zapytaniem prawnym (ale do kogo się to kieruje? Od razu sprawa do sądu?)
Niestety generalnie na ma możliwości uzyskania wiążącej interpretacji prawnej w konkretnej sprawie. Wyjątkiem są chyba tylko podatki, ale procedura jest dość skomplikowana: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.abc.com.pl/?cmd=problem_wiecej,274&serwis=3">http://www.abc.com.pl/?cmd=problem_wiecej,274&serwis=3</a><!-- m -->
A do sądu można zaskarżyć tylko taką sprawę, która się wydarzyła. Jedyną drogą, by się dowiedzieć, czy sąd uzna daną czynność za legalną, czy za nielegalną, jest popełnić tę czynność i złożyć na siebie donos. A i tak nie ma pewności, jak zachowa się sąd (ten sam czy inny) w podobnej sprawie.
Karol napisał(a):Dauri, z tym VAT to nie jest najlepszy przykład, bo przecież ja mówię o tej samej branży.
Nie rozumiem. Napisałaś (cytuję): "Czyli do kompletu mamy nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych: producenci audio i muzycy mają tantiemy/licencje, a wydawcy i pisarze - nie." Skoro uznajesz, że inne rozwiązania w kwestii tantiemów/licencji dla producentów audio i muzyków, a inne dla wydawców i pisarzy są przejawem nierównego traktowania podmiotów gospodarczych, to ja pytam, czy Twoim zdaniem inne rozwiązania podatkowe dla producentów audio i muzyków, a inne dla wydawców i pisarzy są także przejawem nierównego traktowania podmiotów gospodarczych, a jeżeli nie, to dlaczego.
Odpowiedz
Ad. Luter.Wreszcie z kimś moge sie zgodzic! Tyle, ze nie do konca prawdą jest, iz istnialy jedynie rozmaite czytadla. Zalezy kiedy. Z mojego okresu studenckiego i pierwszych lat pracy -czyli z czasów komuny, pochodzi cala posiadana przeze mnie proza iberamerykanska, literatura skandynawska, albumy malarstwa, w tym Bosch (w Legnicy istniała ksiegarnia rosyjska z naprawde doberej jakosci albumami), dziesiatki innych ksiazek.
Karol, ja rozumiem Twoja frustracje , nie wiem tylko jak chcialabys wyegzekwowac oplaty za kopiowanie. Jakies zryczaltowane stawki? Dla kogo? Dla wszystkich autorow w danej bibliotece? Zagranicznych tez? I tłumaczy? A jeśli ktos nie kopiuje w bibliotece, a w miescie , w pracy Wink Wszystkie punkty miałaby wnosić opłaty? Wszystkim żyjącym autorom i za wszystkie książki, ktore nie maja więcej niż 70 lat?
Luter ma racje: będzie po prostu inaczej. Zapewne niebawem Polska przejdzie do systemu wypożyczania , jaki ja znam. Zamawiam książkę ,CD, nuty, filmy, nie wychodząc z domu i nie widząc bibliotekarza, który ma zupełnie inne zadania, niż wypożyczanie książek.

Nie obchodzi mnie gdzie szukana przeze mnie pozycja sie znajduje. Zamawiam ja na stronie <!-- m --><a class="postlink" href="http://bibliotek.dk/">http://bibliotek.dk/</a><!-- m --> , gdy znajdę, idę dalej, podaje mail i miejsce odbioru. Po kilku dniach dostaje mail z wiadomością, ze poszukiwana przeze mnie rzecz jest do odebrania przykładowo w mojej najbliższej bibliotece, na polce 16 z nr 569. Wchodzę , biorę, rejestruje. Żadnego abonamentu za to nie place.Wystarczy, ze place podatek. (Dla ciekawości -bezrobotni, nie mogący korzystać z kasy bezrobocia,a otrzymują zasiłek, również podatek płacą).Jak chce kopiować, to moja sprawa i moje przestępstwo, bibliotece nic do tego. Punktów ksero nie ma, kopiarkę obsługuję sama za drobna oplata. Przepisy znam. Nie sadze , by Polsce było tak daleko do tego systemu. Bo niby czemu?
Pożyczam CD, by posłuchać , czy ''warto'' kupić. Pożyczam książkę nieznanego mi wcześniej autora, a jeśli będzie dobra kupie i ja i jego następne..Dobre rzeczy obronią się.
Wydaje mi się jedno -prawodawstwo nie nadąża za technologią. Z którego roku jest ustawa o prawach autorskich i własności majątkowej (tak się to chyba nazywa ?). Z przed ilu lat? Ile w tym czasie zmieniło się w technologii wydawniczej?
Jedynym sensownym rozwiązaniem, jaki ja widzę byłby zakup przez bibliotekę książek. Autor otrzymywałby wtedy swoja część, tak jak za każdy sprzedany egzemplarz osobie prywatnej.Innym, związek zawodowy broniący Twoich praw i reprezentujący Ciebie we wszystkich sporach. Rzecz jest prosta -nie należąc do związku, nie mam praw, które ów wywalczył dla swoich członków.
Trochę chaotycznie, ale w innym wypadku siąść bym musiała i przejrzeć ustawy, a ja jestem zwykłym użytkownikiem wypożyczalni
i jedyne co mnie obchodzi, to to, by miała pełen wybór zasobów książkowych i zapisanych na innych nośnikach niż papier.

e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
piotru napisał(a):W sprawie "sobiesłuchania": strach wiec sobie przynieść radyjko do roboty. jeszcze trochę i ZAiKS będzie sprawdzał, czego w pracy słucham z komórki. A może radia, a może plików nielegalnych... Pachnie mi to Fahrenheitem 451 Bradburyego...
.
Troche na odwrot, prawda? Tam palono książki Wink
Słowa palą, więc pali się słowa:
Nikt o treści popiołów nie pyta
.
Palono nie jeden raz ksiazki w historii, nie słyszałam o paleniu płyt Wink Znów brak równości..
A wracając na moment do głównego wątku ''padniętej''strony, to dostęp do niej, dla niektórych , jak czuje wydawał się elitarny. Dla mnie był zabawny...nie wiem czemu. Może własnie dlatego, ze traktowano to tak strasznie poważnie, tajemniczo, nie dla każdego, nie dla każdego, o nie!.Co młodsi stażem pewnie nawet nie wiedzieli o istnieniu.. Az ktoś ''elitarny'' wrzucił czego nie powinien i padło. Dla mnie zabawne. Chociaż szkoda. Tylko male pytanie, czemu nic nie robimy, by znów coś podobnego było? Ja nie potrafię, wiec nie zrobię. Ale gdyby miało to być opłacane, dorzucę się chętnie.Czy czysto prawnie można chomika wykorzystać w tym celu. Mam swojego, ale czasu brak, by się nim zajmować. Chodzi głodny Wink , moglabym udostepnic haslo , jesli jest to zgodne z prawem chomikowym.
e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
Piotru - z tymi komórkami już było, ZAiKS chciał się do nich przyczepić (albo ustawodawca ws. płacenia abonamentu, już nie pamiętam dokładnie teraz...). I to jest kolejny absurd, ale nie dlatego, że sama sytuacja jak z s-f, tylko że ktoś zgarnął kupę kasy za napisanie jakiegoś aktu normatywnego, którym można sobie najwyżej ściany wytapetować, tyle w nim baboli. I to mówię tylko o tych językowych, do zauważenia przez niezłego licealistę - a gdzie błędy merytoryczne?

Dauri - czemu znowu chcesz się dzielić zyskiem, a nie przychodem Wink?

W kwestii zapytania - w sumie to ja wiem, tylko niewiele mi ta wiedza daje. Tak jak piszesz: ponieważ u nas nie ma prawa precedensu, jak się dowiedziałam - nawet wyrok w danej sprawie nie zakłada automatycznie takiej samej interpretacji w innej sprawie. Ot, choćby to wspominane orzeczenie o bliskości towarzyskiej - do obalenia w 3 minuty. Ale tak naprawdę wszystko sprowadza się do określenia, że człowiek ma trudności z postępowaniem zgodnym z prawem, bo prawo jest tak nieprecyzyjne, że nie możemy sobie spokojnie założyć nowego ftp-a Kaczmarowego bez iluś stron dyskusji, co jest legalne Smile.

W kwestii VAT - rzeczywiście, tworzenie dóbr kultury powinno mieć ujednoliconą stawkę.

Elu droga, ja mogę powiedzieć jak, ale dopóki setki osób - od ministra, przez sztab urzędników administracji centralnej i wojewódzkiej, po dyrektorów bibliotek biorą co miesiąc ciężkie tysiące pensji - niech oni się głowią. Oddadzą mi te pieniądze - przedstawię swój projekt Smile.

Większość książek jest kupionych. Tyle że to są kupowane egzemplarze, które przemysł filmowy nazywa "do domowego użytku". Takie egzemplarze powinny być primo droższe (z ceną licencji na wypożyczanie), secundo - kupowane od wydawców, nie hurtowni. A czemu biblioteki kupują od dwóch hurtowników - to kolejny odcinek serialu pt. Dystrybucyjna mafia.

Za to jestem niezbyt zaangażowaną entuzjastką związków broniących praw, bo wiem, jak to w praktyce wygląda. Tych koterii i tak za dużo...

I w kwestii ostrzeżenia: dopóki Chomik jest w stanie przedprocesowym, nie korzystałabym z niego jako z zamiennika ftp (Chomik miał mieć wytoczony pozew zbiorowy przez wydawców reprezentowanych przez PIK, poprosił o czas na wypracowanie ugody, dostał, po czym... przeniósł władze, siedzibę, zyski i może nawet hosting na Cypr tudzież jakieś inne Seszele).
Odpowiedz
Karol napisał(a):Dauri - czemu znowu chcesz się dzielić zyskiem, a nie przychodem ?
Wydawało mi się, że to Ty chcesz się dzielić zyskiem, a nie przychodem:
Karol napisał(a):Ja tylko chcę, by zarabiający dzielili się zyskami z tymi, którzy źródło zarobku wytworzyli.
Albo jaja sobie robisz, albo ta dyskusja ewidentnie Cię przerasta. W obu przypadkach jej kontynowanie nie ma większego sensu.
Odpowiedz
Elzbieta napisał(a):Palono nie jeden raz ksiazki w historii, nie słyszałam o paleniu płyt Wink Znów brak równości...
John Lennon mógłby Ci coś o tym powiedzieć...
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
Ale z tego co wiem, to biblioteki KUPUJĄ książki. Egzemplarz obowiązkowy dostaje chyba tylko kilka bibliotek, w tym na 100% Narodowa. Wszystkie osiedlowe, gminne, powiatowe itp kupują książki.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
dauri napisał(a):Wydawało mi się, że to Ty chcesz się dzielić zyskiem, a nie przychodem:
Karol napisał(a):Ja tylko chcę, by zarabiający dzielili się zyskami z tymi, którzy źródło zarobku wytworzyli.
Albo jaja sobie robisz, albo ta dyskusja ewidentnie Cię przerasta. W obu przypadkach jej kontynowanie nie ma większego sensu.

Mea culpa, w tamtym zdaniu, pisząc "zysk", miałam na myśli "przychód", oczywiście zamiana słów jest nieuzasadniona i stanowi najzwyklejszy błąd.
Odpowiedz
Elzbieta napisał(a):Ad. Luter.Wreszcie z kimś moge sie zgodzic! Tyle, ze nie do konca prawdą jest, iz istnialy jedynie rozmaite czytadla.

Elu, ja nic takiego nie napisałem. Mnie chodziło o to, że w czasach komuny, kiedy rozrywka masowa dostępna była w wymiarze kilkasetkrotnie mniejszym niż dziś, zastępowano ją m.in. czytaniem (np. kryminałów), więc wskaźnik czytelnictwa był pewnie większy. Ale przecież wtedy też nie czytano masowo Conrada, Prusa i Dostojewskiego. O to mi chodziło, a nie o to, że tych pozycji nie było lub że wartościowa literatura nie istniała.
Odpowiedz
Karol napisał(a):Ja tylko chcę, by zarabiający dzielili się zyskami z tymi, którzy źródło zarobku wytworzyli. Od kserowania - drobny ryczałt dla autora i wydawcy. Z udziału w abonamencie mogę zrezygnować w zamian np. za kolportaż w bibliotece mojego katalogu.


Elzbieta napisał(a):Karol, ja rozumiem Twoja frustracje , nie wiem tylko jak chcialabys wyegzekwowac oplaty za kopiowanie. Jakies zryczaltowane stawki? Dla kogo? Dla wszystkich autorow w danej bibliotece? Zagranicznych tez? I tłumaczy? A jeśli ktos nie kopiuje w bibliotece, a w miescie , w pracy Wink Wszystkie punkty miałaby wnosić opłaty? Wszystkim żyjącym autorom i za wszystkie książki, ktore nie maja więcej niż 70 lat?

Drogie panie, a co ja pisałem niedawno? Opłaty za kopiowanie są!

Przemek napisał(a):A tak przy okazji punkty ksero wnoszą opłaty reprograficzne na rzecz właścicieli praw autorskich, producenci i dystrybutorzy urządzeń kopiujących też wnoszą takie opłaty, wiec w tym momencie twórcy aż tak nie tracą jakby się mogło to wydawać...

Tak więc, kopiowanie nie ma nic wspólnego z piractwem uczciwie się odpala właścicielom praw autorskich ich działkę. To samo jest z płytami CD-r, DVD, dyskami twardymi, za wszystko się wnosi opłaty reprograficzne!
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Przemek napisał(a):Tak więc, kopiowanie nie ma nic wspólnego z piractwem uczciwie się odpala właścicielom praw autorskich ich działkę. To samo jest z płytami CD-r, DVD, dyskami twardymi, za wszystko się wnosi opłaty reprograficzne!
Są, i co z tego? Jeśli każda czysta CD ma w sobie taką opłatę, niezależnie, czy zapisuję na niej własne pliki, czy kopiuje płytę audio pozyczoną od kolegi, to dlaczego to drugie jest nadal nielegalne?
Przyznaje, że wersja działania róznych bibliotek, którą opisała Elzbieta jest wspaniała, ale faktycznie nie podejrzewam, żeby w Polsce miała sie ziścić kiedykolwiek.
Luter napisał(a):W takim razie ja też powiem wprost: pieprzysz kompletne bzdury jak potłuczony. Tacy malkontenci jak Ty byli zawsze i gdyby mieli rację, od czasu Renesansu cofnęlibyśmy się znów do Średniowiecza. Tymczasem w roli kontestatora i komentatora rzekomo upadającej kultury może bez skrępowania ustawiać się człowiek, który popełnia rażące (żeby nie powiedzieć: haniebne) błędy ortograficzne.
Tak, drogi Lutrze, mam na tym forum takie samo prawo wyrażać swoje opinie i komentować pewne zjawiska kulturalne, czy raczej socjologiczne, jak i Ty. Nawet, jeśli pieprzę bzdury, jak potłuczony. Tobie niewątpliwie się to nigdy nie zdarza. Faktycznie! Pisząc na klawiaturze częściej przytrafia mi się walnąć byka ortograficznego, niż w „naturze”, zwłaszcza przy pisaniu szybkim. Nie przeczę. Ale na tej samej zasadzie, jak mógłbym napisać, że pewien nadęty bufon, który zapomina połowy znaków interpunkcyjnych i nie potrafi prawidłowo napisać nazwiska „Kapuściński”, śmie pouczać innych. Kim Ty – do cholery – jesteś, żeby stawiać się nad innymi. Uważasz, że z racji swojej wiedzy o JK masz prawo przy…ać innym, ale inni nie mają prawa robić tego Tobie? Daj spokój! Lubisz przypieprzać ludziom, którzy smieli Cię kiedykolwiek skrytykować, najlepiej obśmiać coś banalnego, choćby bład ortograficzny. Sprawia Ci to satysfakcję?
Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci, jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć nośny temat do pieśni,
lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych
Odpowiedz
Luter napisał(a):Tymczasem w roli kontestatora i komentatora rzekomo upadającej kultury może bez skrępowania ustawiać się człowiek, który popełnia rażące (żeby nie powiedzieć: haniebne) błędy ortograficzne.
Co tam kontestator czy komentator. W naszych czasach na rażące (żeby nie powiedzieć: haniebne) błędy ortograficzne pozwalają sobie także ci, którzy tę niewątpliwie upadającą kulturę tworzą i propagują, jak Piwnica pod (nomen omen) Baranami. Co gorsze, nie tylko sobie na takie błędy pozwalają, ale mają je w nosie i nie reagują, kiedy się im je pokaże palcem.

Niedowiarków odsyłam tu: <!-- l --><a class="postlink-local" href="http://www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?p=191553#p191553">viewtopic.php?p=191553#p191553</a><!-- l --> i tu: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.piwnicapodbaranami.krakow.pl/piosenki/camillec.html">http://www.piwnicapodbaranami.krakow.pl ... illec.html</a><!-- m -->
Odpowiedz
piotru napisał(a):Tak, drogi Lutrze, mam na tym forum takie samo prawo wyrażać swoje opinie i komentować pewne zjawiska kulturalne, czy raczej socjologiczne, jak i Ty. Nawet, jeśli pieprzę bzdury, jak potłuczony.

Zgadza się i nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek sugerował, że jest inaczej. Co więcej - zawsze wspierałem i będę wspierał taką formułę tego forum, byś mógł na nim bez skrępowania głosić swoje poglądy.

piotru napisał(a):Tobie niewątpliwie się to nigdy nie zdarza. Faktycznie! Pisząc na klawiaturze częściej przytrafia mi się walnąć byka ortograficznego, niż w „naturze”, zwłaszcza przy pisaniu szybkim. Nie przeczę. Ale na tej samej zasadzie, jak mógłbym napisać, że pewien nadęty bufon, który zapomina połowy znaków interpunkcyjnych i nie potrafi prawidłowo napisać nazwiska „Kapuściński”, śmie pouczać innych.

Jeśli dla Ciebie pomyłkowe wrzucenie literki "i" zamiast "u" (która sąsiaduje z "i" na klawiaturze) jest wystarczającą przesłanką do sformułowania wniosku, że nie potrafię prawidłowo napisać nazwiska "Kapuściński", to pozostaje nam się chyba już tylko pięknie różnić. Napisanie słowa "haniebny" przez "ch" jest jakościowo czymś zupełnie odmiennym i nie zmienią tego żadne nieudolne próby relatywizacji tych dwóch przypadków. Jednak mimo wszystko nie odważyłbym się sformułować tezy, że nie potrafisz prawidłowo napisać słowa "haniebny". No ale cóż - innych potrafimy rozliczać z pełną surowością, sobie - wybaczyć wszystko.
Jeśli zaś chodzi o interpunkcję, to masz rację, że sprawia mi ona niejakie trudności. Mimo wszystko jednak wolałbym nie uczyć się jej od Ciebie.

piotru napisał(a):Kim Ty – do cholery – jesteś, żeby stawiać się nad innymi.

Człowiekiem, który ma czelność się z Tobą nie zgadzać. Dlaczego uważam tamten Twój pogląd za absurdalny - uzasadniłem. Szkoda, że zamiast odpowiedzieć na moje argumenty, atakujesz sam fakt, że stanowczo się z Tobą nie zgodziłem. I nie stawiam się ponad innymi.

piotru napisał(a):Uważasz, że z racji swojej wiedzy o JK masz prawo przy…ać innym, ale inni nie mają prawa robić tego Tobie? Daj spokój! Lubisz przypieprzać ludziom, którzy smieli Cię kiedykolwiek skrytykować, najlepiej obśmiać coś banalnego, choćby bład ortograficzny. Sprawia Ci to satysfakcję?

Dla mnie błąd ortograficzny nie jest czymś banalnym, ale w tym wypadku rozbawiło mnie to, że popełniłeś go akurat w akapicie, w którym lamentujesz nad rzekomym chamieniem narodu.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dlaczego? Jacko 23 6,180 08-27-2008, 03:36 PM
Ostatni post: ann
  Strona główna Kuba Mędrzycki 10 3,858 08-09-2007, 05:13 PM
Ostatni post: Artur
  Strona o Jacku jest sławna! lodbrok 5 2,632 06-02-2005, 09:40 PM
Ostatni post: Krzysiek Stanejko

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości