Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O motoryzacji, czyli czym jeździcie
#61
gosiafar napisał(a):Ale co do napraw - najlepsza była zawsze Syrenka...Nie ważne, co by w niej wysiadło - pół godzinki - i znowu można jechać... A Pan Mąż zawsze mógł się ułożyć pod podwoziem i przeleżeć tam pół dnia...
W 1964 r. tygodnik "Motor" tak zrecenzował FSO Syrena: "Czy będziemy mieli po naprawie w miarę niezawodny samochód? Niestety nie! Wymiana nawet wszystkich mechanizmów na nowe, nie gwarantuje nam, że nie utkniemy gdzieś w polu z perspektywą powrotu do domu na sznurku". Wink
Ja natomiast sentyment mam do pierwszego auta, jakim jeździli moi rodzice, czyli do Fiata 126p. Mój ojciec pierwszego Malucha, koloru strażackiej czerwieni (czerwone były najszybsze!) kochał szczerą miłością. Spędzał pod nim długie weekendy, krótkie weekendy, wieczory i ranki. Znał swój samochód na wskroś i potrafił w nim zrobić wszystko. Ba! W 1988 r. jakimś cudem zupełnym udało się moim rodzicom wyjechać do Anglii - do pracy oczywiście. Czym pojechali? Maluchem! Już wtedy mieliśmy drugiego Fiata 126 p - po liftingu, czyli z nieco zmienioną deską rodzielczą (szerszą) i paroma "unowocześnieniami" - raczej mało istotnymi z punktu wiedzenia niezawodności auta. Odpalili samochód, wyjechali i...dojechali do Zgierza (jakieś 10 km od Łodzi). W Zgierzu skończył się pierwszy etap podróży, gdyż niestety silnik się zatarł. Samochód na sznurek i do domu. Mieliśmy sąsiada, pana Wiesia, który posiadał silnik od Malucha w piwnicy. Przełożenie, regulacja i...na następny dzień Maluch znów był gotowy do jazdy. O dziwo, tym razem dojechał bez problemów do celu i wrócił.
Pierwszy Maluch z 1973 r, jeszcze produkowany częściowo na włoskich podzespołach chodził, jak na ten model, w miarę bezawaryjnie jakieś 10 lat. Tzn psuł się często, ale też szybko udawało się go naprawić. Najsłabszą stroną była blacha, która sypała się po kilku latach. Pamiętam, że pod koniec kariery z czerwonego samochdu zrobił się czerwono - czarny, bo od dołu do połowy był wymalowany czymś, co się, jak pamiętam, nazywało Bitex, czyli środkiem antykorozyjnym.
Nade wszystko Maluch był przykładem szczególnej kondycji prlowowskiej gospodarki: używany był droższy od nowego. Nowy kosztował w roku 1973 jakieś 70 tys złotych, zaś używany na giełdzie w Chorzowie - 100 000. Warto nadmienić, że średnia pensja w tym czasie wynosiła ok.3500 tys złotych.
gosiafar napisał(a):Ale co do napraw - najlepsza była zawsze Syrenka...
Zdaje się, ze Syrenka nie posiadała wskaźnika poziomu paliwa, co siłą rzeczy sprawiało, że jeździło się nią na wyczucie.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#62
Paweł Konopacki napisał(a):nie gwarantuje nam, że nie utkniemy gdzieś w polu z perspektywą powrotu do domu na sznurku". Wink
Ale tego nam nie gwarantuje żaden samochód! Smile
Natomiast komfort jazdy w Syrence i Maluchu nie ma porównania. Maluch miał straszne amortyzowanie. Dla mnie natomiast było istotne, że w Syrence mieściła się bez problemów "góra" do dziecięcego wózka i było miejsce na bagaże. Nawet ja - przy moim wzroście - twierdziłam, że "Maluch" jest za mały...
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#63
gosiafar napisał(a):Nawet ja - przy moim wzroście - twierdziłam, że "Maluch" jest za mały...
No widzisz, a myśmy czteroosobową rodziną (2+2) + pies średniego rozmiaru, z przyczepą namiotową i zawalonym na max bagażnikiem (tym montowanym na dachu) jeździli na miesięczne wakacje na Pojezierzu Drawskim. I się jechało! I można było! Big Grin Fakt, że podróż trwała chyba 12 godzin, ale co tam.
Maluch oczywiście była za mały, był zawodny, ale był! Był! To się wtedy liczyło, ze był.
Niesamowite, jak się perspektywa zmienia wraz z upływem czasu. Ludzie cieszyli się z byle gówna, bo tylko gówno było dostępne i tylko na byle gówno było ludzi stać (albo i nie). W jakimś sensie, można powiedzieć, to była jedna z najgorszych stron władzy ludowej, że wymuszała na ludziach zaniżanie potrzeb do zupełnego minimum, czy nawet poniżej minimum. To przecież musiało być strasznie upokarzajace. Stąd też nie rozumiem tęsknoty starszego pokolenia do PRLu, rozumianego jako czasu upodlenia, upokorzenia, czasu, kiedy luksusem było byle gówno.
Mam oczywiście sentyment do Maluszka, tak, jak się ma sentyment do wielu zdarzeń z dzieciństwa. Ale jak pomyślę, że tandetny Maluch był marzeniem i celem ogromnego wysiłku całej rodziny to...nóż się w kieszeni otwiera.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#64
Paweł Konopacki napisał(a):Mam oczywiście sentyment do Maluszka, tak, jak się ma sentyment do wielu zdarzeń z dzieciństwa. Ale jak pomyślę, że tandetny Maluch był marzeniem i celem ogromnego wysiłku całej rodziny to...nóż się w kieszeni otwiera.
Ja tez mam sentyment i to jaki! Malucha posiadała moja kochana przyjaciółka w okresie studiów- dostała za jakiś zdany egzamin (jej ojciec jako prywatna inicjatywa jeździł mercedesem ).Ale wracając do Malucha- był w kolorze jasno sraczkowatym i zjeździliśmy nim we 4 - my dwie i nasi przyszli mężowie oraz jamnik szorstkowłosy 'Gniot' (plus bagaż) pól Polski. Jakie to byly wypady , ile bym teraz dala za jeden taki dzień w tym koszmarnym maluchu ze stopami na przedniej szybie i głupimi dwudziestoma latami .Jak nam potem było zal, gdy zamienili go (Malucha , nie Gniota) na Octavie chyba, a może pomiędzy był jeszcze jakiś. Potem 'mój' - już mąż odkupił od kogoś talon na Malucha (czemu na to paskudztwo były jeszcze jakieś talony?) budząc szalona zawiść swojego szefa. Teraz jetem niezmotoryzowana- trzeba by zobaczyć Danie i Kopenhagę w godzinach szczytu, piątkowe poszukiwania parkingu w Kopenhadze w rytm najgorszych przekleństw, by zrozumieć czemu.


e
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#65
Paweł Konopacki napisał(a):Zdaje się, ze Syrenka nie posiadała wskaźnika poziomu paliwa, co siłą rzeczy sprawiało, że jeździło się nią na wyczucie.
Posiadała.
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#66
Elzbieta napisał(a):piątkowe poszukiwania parkingu w Kopenhadze w rytm najgorszych przekleństw
chyba parkingu dla rowerów Big Grin jakeśmy w tym roku zacumowali w Kopenhadze to aut jak na lekarstwo. Ale za to jakie wesołe miasteczko Smile
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.stepniarz.pl">http://www.stepniarz.pl</a><!-- m -->
Odpowiedz
#67
stepniarz napisał(a):jakeśmy w tym roku zacumowali w Kopenhadze to aut jak na lekarstwo
Bo jak sie chce pic alkohol to nie bierze sie auta. Parkuje sie w 'domach do parkowania' -(jak to jest po polsku?) dlatego nie widac.A w ogole nie bierze sie auta w piatek ze soba. Na ulicy raczej trudno cos znalezc, gdzie parkowac wolno. A wesole miasteczko w centrum super, nie?

e
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#68
Elzbieta napisał(a):domach do parkowania
parking ?
Elzbieta napisał(a):wesole miasteczko w centrum super, nie?
totalna rewelacja. mieliśmy kupę frajdy Big Grin
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.stepniarz.pl">http://www.stepniarz.pl</a><!-- m -->
Odpowiedz
#69
Przemek napisał(a):Posiadała.
Bzdura! I to totalna! Nie posiadała i zdania w tej sperawie nie zmienię :rotfl:

A tak poważnie to gdzieś czytałem, że pierwsze egzemplarze nie posiadały tego wskaźnika i jeździło się na czuja. Ale może to jest info błędne. Nie będę sie upierał - czego i innym zyczę Wink
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#70
Paweł Konopacki napisał(a):Bzdura! I to totalna! Nie posiadała i zdania w tej sperawie nie zmienię :rotfl:
Posiadała, pamiętam jak ojciec naprawiał czujnik poziomu paliwa. Inna sprawa to dokładność owego czujnika, tu nie było za dobrze...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#71
Przemek napisał(a):Posiadała, pamiętam jak ojciec naprawiał czujnik poziomu paliwa. Inna sprawa to dokładność owego czujnika, tu nie było za dobrze...
Spytałam Pana Męża, który to cudo prowadził i naprawiał. Miała. A co do dokładności - zgadza się.
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#72
Wczoraj z Tatarsywem ogladalismy 14letniego poloneza z silnikiem Rovera,lekarz sprzedaje jak myslicie czy 1700zl za to auto to nie za duzo i ile maks moge za nie dac???
Auto jest na chodzie i widac ,ze bylo dosc mocnoa eksploatowane ,ale wiekszch usterek na pierwszy rzut oka niezauwazylismy,ale moze lepiej pojechac tam z kims kto sie zna???
Odpowiedz
#73
przed zakupem używanego auta dobrze jest wziąć znajomego mechanika i zabrać auto na kanał. policzą sobie z 60zl ale będziesz wiedział w jakim stanie NAPRAWDĘ jest.
ale żeby przy twojej klasie artystycznej kupować 14 letniego poldka... :/
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.stepniarz.pl">http://www.stepniarz.pl</a><!-- m -->
Odpowiedz
#74
Duch77 napisał(a):Auto jest na chodzie i widac ,ze bylo dosc mocnoa eksploatowane ,ale wiekszch usterek na pierwszy rzut oka niezauwazylismy,ale moze lepiej pojechac tam z kims kto sie zna???
Zdecydowanie lepiej pojechać. A jeszcze lepiej zmiejsca sobie odpuścić Poldka.Chyba nikogo nie zaskoczę, jak powiem, zę za tą kasę możesz kupić Favoritkę w niezłym stanie Smile
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#75
Paweł Konopacki napisał(a):Zdecydowanie lepiej pojechać. A jeszcze lepiej z miejsca sobie odpuścić Poldka.Chyba nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że za tą kasę możesz kupić Favoritkę w niezłym stanie Smile
Ale i tak koszty zakupu samochodu to ledwie promil kosztów użytkowania Sad
Dlatego ja np. wolę sobie kupić nowego lapka, a jeździć komunikacją miejską i PKP.

Sam najczęściej jeżdżę starym Fiatem Punto rodziców - przebieg ma już ładny i co jakiś czas trzeba coś wymieniać, ale ogólnie całkiem fajny samochód:
- spalanie rzędu 5-6 l w trasie
- w środku naprawdę duuużo miejsca - więcej niż np. w niektórych sedanach
- komfort jazdy (będący dla mnie m.in. pochodną ilości miejsca) całkiem spory

Minusami są słabe ogrzewanie i dość słaby (w sensie mocy) silnik - choć w nowszych modelach jest z tym już lepiej.

Jeździłem też troszkę Skodą Felicią - pierwsze wrażenie - szybkie, małe i potwornie ciasne Wink
i Daewoo Tico - miejsca mało, za to wóz szybki (bo bardzo lekki 0.8 t) - tylko to zgniatanie, o którym pisał dzikakaczka

Pozdrawiam
Z.
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
#76
Zeratul napisał(a):Sam najczęściej jeżdżę starym Fiatem Punto rodziców
Dobrą ocenę Punto moge potwierdzić. Poprzedni samochód mojego ojca to był właśnie Fiat Punto - przejechał swoje 120 tys właściwie bezawaryjnie. Tylko instalacja LPG montowana w salonie coś tam nawalała, ale też sporadycznie.
Autko było bardzo ciche, miało świetną skrzynię biegów, dośc - nawet na gazie - zwinne. Tylko design niezbyt mi sie podobał, ale w ogóle fiaty z lat 1999 - 2005 to była jakas stylistyczna pomyłka.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#77
A czy ktoś miał możliwość jechać nowym Fiatem Bravo? Moja rodzicielka jest nim zachwycona, niedługo ma iść na jazdę próbną, na którą też się wybiorę. Planuje kupić samochód w ciągu najbliższego pół roku i jest zdecydowana już na Bravo. Sam komfort jazdy będzie jazdy, ale czy jest to samochód, który nie będzie się raczej sypał?
"In the city od blinding lights..."

--------------------------
http://www.triadapoetica.art.pl
http://www.gentlemanschoice.pl
http://www.krest.pl
Odpowiedz
#78
Zeratul napisał(a):Dlatego ja np. wolę sobie kupić nowego lapka, a jeździć komunikacją miejską i PKP.
Zgadzam się. Mam na ten temat dokładnie takie samo zdanie.
Odpowiedz
#79
Paweł Konopacki napisał(a):Poprzedni samochód mojego ojca to był właśnie Fiat Punto - przejechał swoje 120 tys właściwie bezawaryjnie.
Fiaty generalnie ponoć w ostatnich latach mocno się poprawiły. Ja, jak już wspominałem, przejechałem Punto prawie 100tys. Co prawda, kupiłem egzemplarz tzw.demo, który był sprowadzany w dość rozbudowanej wersji z silnikiem od Stilo, no ale fakt, że także bezawaryjny. Jeśli chodzi o jakość podróżowania, to nie mam najmniejszych zarzutów. Komfort podróżowania, a jestem dość wymagający, jest zadowalający. Jakieś 300km z jednym drobnym przystankiem robię bez bólu poniżej pleców... Jeśli miałbym teraz kupować auto w podobnej klasie i ktoś postawiłby mi m.in. nowe Punto, to pewnie bym się na ten model zdecydował.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#80
Kuba Mędrzycki napisał(a):Ja, jak już wspominałem, przejechałem Punto prawie 100tys. Co prawda, kupiłem egzemplarz tzw.demo, który był sprowadzany w dość rozbudowanej wersji z silnikiem od Stilo, no ale fakt, że także bezawaryjny. Jeśli chodzi o jakość podróżowania, to nie mam najmniejszych zarzutów. Komfort podróżowania, a jestem dość wymagający, jest zadowalający. Jakieś 300km z jednym drobnym przystankiem robię bez bólu poniżej pleców... Jeśli miałbym teraz kupować auto w podobnej klasie i ktoś postawiłby mi m.in. nowe Punto, to pewnie bym się na ten model zdecydował.
No bo to chyba jest taki trochę utarty mit, że auta z Włoch i Francji są awaryjne i generalnie złe. O awaryjności Citroenów i Renault tylko czytałem, natomiast Brava mojej matki, Punto ojca, Sedici - obecne auto ojca oraz Stilo - obecne auto mojej matki, otóż wszystkie sprawują się lub sprawowały bez większych zarzutów.
Jeśli miewają jakieś usterki to zazwyczaj drobne. I tak, w Stilo po trzech latach wysiadł klakson i wycieraczki. W serwisie powiedzieli, że roczniki 2004 - 2006 mają jakąś seryjną wadę przełącznika zespolonego. Niestety gwarancja się skończyła i naprawę zrobili już odpłatnie, czyli 200 zł poszło się ...kochać. W Sedici od początku był jakiś problem z klimą, ale go w końcu w ramach gwarancji naprawiono. Z tym, że na naprawę trzeba było czekać prawie miesiąć, bo akurat ta część, która się zepsuła (nie wiem dokładnie co to było) jest produkowana tylko przez Suzuki (Sedici jest w zasadzie bliźniaczym modelem do Suzuki SX4 i część podzespołów do niego rzekomo spowadza się tylko z magazynów Suz). Z Bravą i Punto nie było praktycznie żadnych problemów.
Natomiast mnie się we Fiatach nie podoba linia najnowszych modeli. Są oczywiście teraz ładniejsze niż taka np. Siena, którą uważam za jakąś totalną porażkę, ale jednak Grande Punto, Croma, Bravo - wszystkie wydają mi się jakieś takie krowiaste, wielkie, ciężkie. Z nich wszystkich Sedici wypada jeszcze najlepiej, choć z silnikiem Diesla jest trochę za głośny (nawet jak na ten rodzaj silnika). Tyle, ze jak się rzekło, linia Sedici to linia Suzuki w zasadzie a nie Fiata Smile
Decydując się w zeszłym roku na zmianę auta rozważaliśmy zakup nowej Pandy albo czegoś ciut lepszego - używanego. Był pomysł zakupu jakieś kilkuletniej Toyoty, był jeszcze pomysł Skody z rocznika 2008. Panda miała niezłe recenzje, ale jest troche za mała. Toyota trochę droga, trochę nie za ładna, trochę nie było takiego egzemplarza, którego nie balibyśmy się kupić. No i trafił się Fusion. Co prawda używany, ale z niewielkim przebiegiem i jeszcze przedłużoną dwuletnią gwarancją, której Ford udziela samochodom spełniającym określone warunki (nie starszy niż 3 lata, z przebiegiem nie większym, niż 60 tys, udokumentowany serwis w ASO itp). Nasz te warunki spełniał, bo był autem flotowym u dilera Forda. Jak narazie sprawuje się świetnie. Jeśli na coś bym się w przyszłości decydował to też na Fusiona, tylko z silnikiem TDCI.
Tak w ogóle to może warto polecić osobom szukającym aut używanych, aby rozeznały się w ofercie salonów, które poza samochodami nowymi prowadzą też zazwyczaj komisy uzywanych aut. Mozna tam czasem trafić naprawdę fajne samochody. A to ktoś odda w rozliczeniu dwulatka z niewielkim przebiegiem, a to można za fajną cenę kupić auto jeżdzące jako samochód prezentacyjny (z reguły trochę lepsze opcje, przebiegi minimalne, auta roczne lub dwuletnie, serwisowane, z gwarancją). I tak np. Pandę Dynamic (to taka już trochę bardziej zaawansowana opcja) z rocznika 2008, o przebiegu chyba 6 tys, można było pod koniec zeszłego roku kupić za 19 000 zł! Może się Pandzia podobać, albo nie, ale trzeba przyznać, ze cena była dobra. Podbne oferty miały różne inne salony.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#81
Zeratul napisał(a):Ale i tak koszty zakupu samochodu to ledwie promil kosztów użytkowania
Dlatego ja np. wolę sobie kupić nowego lapka, a jeździć komunikacją miejską i PKP.
Ale czy PKP wychodzi taniej niż auto? Zainspirowany Waszymi wpisami sprawdziłem i wyszło mi, że niekoniecznie, choć to zalezy od wielu czynników (skoro piszesz o eksploatacji, to nie uwzględniam kosztów zakupu auta).

Ja często jeżdzę do Wwy i przejazd autem kosztuje mnie w obie strony przy obecnych cenach ON ok. 55-60 zł (Yaris Diesel, poza tym mam lekką nogę). Do tego dochodzi koszt eksploatacji, czyli kilkaset zł na 15000 km (właśnie zapłaciłem 380 zł, ale zazwyczaj wychodzi więcej). Do tego obowiązkowe ubezpieczenie, ale trudno je przeliczyć na kilometry, bo to dla każdego wyjdzie inaczej. U mnie wynosi ok. 2-3 gr na kilometr. W sumie, powiedzmy, 80-85 zł.

W PKP, jak właśnie sprawdziłem, bilet normalny w obie strony to ok. 85 zł. Do tego bilet na MZK w Toruniu 2 x czyli chyba ok. 5 zł, w Warszawie zapewne podobnie, więc w sumie mamy 95 zł, w więc drożej, niż samochodem.

Oczywiście, to się zmienia, jeżeli ktoś ma zniżkę na PKP albo prowadzi nieekonomicznie. Pamiętajmy jednak, że przy własnym środku transportu możliwe jest podzielenie się kosztem przejazdu na 2 lub więcej osób, co radykalnie obniża średni koszt.

Z moich doświadczeń wynika, że przy wyjazdach za granicę takie porównanie kosztów zmienia się na korzyść samochodu.

Co do wygody, to sprawa jest dyskusyjna. Podczas podróży pociągiem można popracować, poczytać, pospać. W samochodzie jesteśmy pozbawieni tego wszystkiego, ale można np. słuchać audioksiążek (co gorąco polecam).
Jeżeli pogoda nam nie sprzyja (np. mróz, deszcz) milej jest siedzieć w aucie niż iść na autobus/tramwaj i czekać na przystanku, a później na dworcu.
Samochodem zazwyczaj szybciej dotrzemy do celu (uwzględniając dojazd MZK x 4).
Samochodem w wielu przypadkach dotrzemy do celu, do którego nic innego nie dojeżdza.
Jadąc autem możemy zatrzymać się w dowolnym miejscu (restauracja, atrakcje turystyczne, sklep).
Przy przewozie większej ilości bagażu zasadniczo wygodniejsze jest własne auto (poza przypadkami skrajnymi typu 4 osoby z plecakami i nartami w jednym aucie).
Przy komunikacji publicznej jesteśmy związani rozkładem jazdy, który zazwyczaj nie jest skrojony idealnie do naszych potrzeb. Przy własnym aucie mamy nieporównywalnie większą swobodę.
Jazda autem jest niestety związana z wyższym ryzykiem wypadku. Ponadto istnieje ryzyko kradzieży pojazdu. Ewentualnie dochodzi więc koszt AC.
Odpowiedz
#82
Jaśko napisał(a):Ale czy PKP wychodzi taniej niż auto? Zainspirowany Waszymi wpisami sprawdziłem i wyszło mi, że niekoniecznie, choć to zalezy od wielu czynników (skoro piszesz o eksploatacji, to nie uwzględniam kosztów zakupu auta).
Twoje wyliczenia, Jaśko, mijają się z istotą zagadnienia.
Po pierwsze - masz rację, że to zależy od wielu czynników. Zależy tak bardzo, że takie wyliczenia ogólne biorą w łeb. Wchodzi bowiem w grę jeszcze kwestia połączeń, godzin itd. Jeśli ktoś na przykład jeździ rano z Warszawy do Krakowa czy do Katowic i wraca tego samego dnia, to pociąg jest znacznie lepszym rozwiązaniem. Jedziesz niecałe 3 godziny, załatwiasz sprawy i wracasz. Ja w czasie pracy nad boxem "Scena to dziwna" dość często jeździłem do Katowic właśnie na jeden dzień. Wyjazd o siódmej z Warszawy, 9:40 w Katowicach, na dworcu czekał ktoś z MetalMindu albo brałem taksówkę i o 10 byłem na miejscu. Do 15 praca, 10-15 minut samochodem na dworzec, pociąg o 16 i przed 19 byłem z powrotem w Warszawie. Samochód nie dałby takiego komfortu w tych warunkach.
Oczywiście są też sytuacje odwrotne, kiedy na przykład jedziesz gdzieś stosunkowo blisko (100-150 km), a połączenia PKP są fatalne, nie ma ich w ogóle bądź łączyć je musisz z długim oczekiwaniem na autobus.

Po drugie - to, że Zeratul odniósł się do koszów eksploatacji, nie zwalnia Cię od uwzględniania koszów zakupu (jeśli chcesz, by Twoje rozważania odnosiły się do rzeczywistości).

Po trzecie - Twoje kalkulacje wydają mi się jednak nieco zaniżone. Też jestem użytkownikiem samochodu i wiem, że nie da się sprowadzić wydatków do kilku suchych kosztów, jak to zrobiłeś, bo a to żarówkę trzeba wymienić, a to opony (rzadko, ale za to drogo), a to myjnia, a to płyn do spryskiwaczy, a to mandacik, a to parking... Takich kosztów jest wbrew pozorom sporo. Poza tym koszta paliwa skalkulowałeś na poziomie skrajnie korzystnym dla opcji samochód (maleńki silnik, dieselek, lekka noga, ceny paliwa znacznie niższe niż na przykład rok temu).

Poza tym mając samochód jest się bardziej swobodnym (to zaleta), ale też więcej się podróżuje, co dodatkowo zwiększa koszty.

To, w czym się z Tobą całkowicie zgadzam, to ostatnia część Twojego posta, czyli wymienione przez Ciebie wygody posiadania samochodu. Te są niezaprzeczalne. Ja kiedy gdzieś jadę samochodem (czyli praktycznie zawsze) nie muszę martwić się o nocleg, bo zawsze mogę jechać w nocy lub przenocować w samochodzie, mogę wziąć dużo bagażu, nie mam problemu z zostawieniem go itd.

Tak więc moja teza jest inna: użytkowanie samochodu jest nieporównywalnie bardziej kosztowne niż poruszanie się transportem publicznym, ale wiąże się z nieporównywalną swobodą i komfortem.
Odpowiedz
#83
Luter napisał(a):Jeśli ktoś na przykład jeździ rano z Warszawy do Krakowa czy do Katowic i wraca tego samego dnia, to pociąg jest znacznie lepszym rozwiązaniem. Jedziesz niecałe 3 godziny
To prawda. Ja nie widzę najmniejszego sensu podróżowania do podanych wyżej miast(dodałbym jeszcze Poznań) samochodem. No, chyba że musiałbym coś większego przewieźć lub w naprawdę jakiejś wyjątkowej sytuacji nie wybrałbym pociągu. Koszt jednorazowy jest bardzo podobny, a zysk czasu praktycznie podwójny. No i do tego wygoda, o której wspomniał Jaśko. Chociaż, jeśli chodzi o czas, to ja wczoraj chcąc zdążyć na pociąg do Krakowa 8.15 musiałem wyjść z domu 6.30. Kiedy wszedłem na peron, pociąg właśnie wjeżdżał. Niestety dostanie się do centrum zwłaszcza z prawobrzeżnej Warszawy w porannych godzinach, to naprawdę koszmar.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#84
Kuba Mędrzycki napisał(a):Niestety dostanie się do centrum zwłaszcza z prawobrzeżnej Warszawy w porannych godzinach, to naprawdę koszmar.
Zawsze można pociągiem. Ze "Wschodniej" Big Grin
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#85
MacB napisał(a):Zawsze można pociągiem. Ze "Wschodniej"
Można można, tylko jak się ma w planach powrót późnym wieczorem, to się chce mieć samochód pod ręką po wyjściu z pociągu. Późnowieczorne wracanie do mnie na 'wieś' nie należy do najprzyjemniejszych i najbezpieczniejszych. Zwłaszcza podmiejskim ze Wschodniego. Auto więc zostawiam w takich przypadkach pod pracą, nieopodal Centralnego. Taka to kombinatoryka, no ale takie też uroki mieszkania na peryferiach.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#86
Jaśko napisał(a):W PKP, jak właśnie sprawdziłem, bilet normalny w obie strony to ok. 85 zł. Do tego bilet na MZK w Toruniu 2 x czyli chyba ok. 5 zł, w Warszawie zapewne podobnie, więc w sumie mamy 95 zł, w więc drożej, niż samochodem.
No - jak ktoś już musi jeździć ICE, to faktycznie może wyjść porównywalnie Wink
Co do kosztów komunikacji - jednorazowe bilety zwykle są nieopłacalne na dłuższą metę - jeśli się jeździ często, trzeba po prostu kupić sieciówkę.
W Poznaniu studencka na 30 dni kosztuje ~ 40 zł (normalna ~80 zł ) i daje możliwość jeżdżenia po całym mieście (włączając linie nocne i pospieszne).
Z własnego doświadczenia wiem też, że czas dodjazdu gdziekolwiek tramwajem jest nieporównywalnie niższy niż samochodem - i to poza godzinami szczytu (nie wspominając już o problemach z parkowaniem).

Co do PKP - ja akurat mogę dzięki pracodawcy za ~100 zł wykupić legitymację dającą 50% zniżki na wszystkie rodzaje połączeń - stąd np. podróż Poznań -> Kraków -> Poznań (pospiesznym) wyniosła mnie w sumie 50 zł.

Do tego przy tej długości trasy, jeśli nie ma się 2 kierowców, którzy mogliby się zmieniać, to można się wykończyć samochodem. Jeśli ktoś stara się w miarę przestrzegać przepisów, to po 7 godzinach jazdy non-stop nic sensownego już raczej nie będzie w stanie zrobić na miejscu...

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
#87
Zeratul napisał(a):po 7 godzinach jazdy non-stop nic sensownego już raczej nie będzie w stanie zrobić na miejscu...
A po jeździe pośpiechem?
Właśnie sprawdziłem, że pociąg z Poznania do Krakowa jedzie dłużej niż gdyby pojechać IC do Wawy i stamtąd także IC do Krakowa. Komfort nieporównywalny, no tyle że koszt większy niestety.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#88
Zeratul napisał(a):No - jak ktoś już musi jeździć ICE, to faktycznie może wyjść porównywalnie
Wg strony PKP na rzeczonej trasie TLK w jedną stronę kosztuje 43 zł. TLK to chyba nie jest najdroższa opcja, przynajmniej tak wynikałoby z nazwy.
Zeratul napisał(a):Co do kosztów komunikacji - jednorazowe bilety zwykle są nieopłacalne na dłuższą metę - jeśli się jeździ często, trzeba po prostu kupić sieciówkę.
No wiesz, przy założeniu, że nie powinienem liczyć pojedyńczych biletów MZK, bo można kupić sieciówkę, to ja mogę pominąć kosz ubezpieczenia, bo i tak mam je wykupione, niezależnie od tego, czy w tym tygodniu jadę do Wwy, czy nie. W takim razie odejmij od kosztu przejazdu autem 12 zł Smile
Luter napisał(a):Po drugie - to, że Zeratul odniósł się do koszów eksploatacji, nie zwalnia Cię od uwzględniania koszów zakupu (jeśli chcesz, by Twoje rozważania odnosiły się do rzeczywistości).
Oczywiście. Ale to nie ja uznałem koszt zakupu auta za "promil".
Luter napisał(a):Też jestem użytkownikiem samochodu i wiem, że nie da się sprowadzić wydatków do kilku suchych kosztów, jak to zrobiłeś, bo a to żarówkę trzeba wymienić, a to opony (rzadko, ale za to drogo), a to myjnia, a to płyn do spryskiwaczy, a to mandacik, a to parking...
Żarówkę? Tak często zmienasz żarówki? Smile Policzyłem koszt eksploatacji na ok. 600 zł na 15000, można dyskutować, czy to dużo, czy mało, ale wydaje mi się, że to przeciętnie rozsądna kwota i można w niej zmieścić również żarówki, płyn do spryskiwaczy itp. Można oczywiście dyskutować, czy bardziej odpowiednia nie byłaby kwota 700 czy 800 zł, to zależy od wieku auta, jego marki itp.
Luter napisał(a):Poza tym koszta paliwa skalkulowałeś na poziomie skrajnie korzystnym dla opcji samochód (maleńki silnik, dieselek, lekka noga, ceny paliwa znacznie niższe niż na przykład rok temu).
Skalkulowałem na moim aktualnym poziomie.
Ale zauważ, że przy pociągu również przyjąłem korzystne założenia: Tanie Linie Kolejowe zamiast intercity, brak przesiadek, autobus/tramwaj zamiast taksówki (a wiadomo, że ktoś woli taksówkę, ktoś inny będzie się spieszyć itp).
Odpowiedz
#89
Jaśko napisał(a):Do tego bilet na MZK w Toruniu 2 x czyli chyba ok. 5 zł, w Warszawie zapewne podobnie,
Pod warunkiem, że jedziesz tylko 1 środkiem komunikacji, to prawie trafiłeś. W przypadku przesiadki koszt biletu wzrasta.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#90
Zeratul napisał(a):Z własnego doświadczenia wiem też, że czas dodjazdu gdziekolwiek tramwajem jest nieporównywalnie niższy niż samochodem
A ja z własnego doświadczenia wiem, że to się tylko tak mówi. A już na pewno nie wmówisz mi, że szybciej dojedziesz tramwajem poza godzinami szczytu. Do tego dochodzi jeszcze czas oczekiwania na środki komunikacji (w godzinach mocno pozaszczytowych może to być drugie tyle, co sama jazda netto), no i jeszcze to, że tramwajem rzadko dojeżdżasz dokładnie tam, gdzie potrzebujesz. Czasem trzeba dojść 5 minut, a czasem i 15. Ta ostatnia rzecz jest też zaletą (ja od kiedy jeżdżę samochodem zrobiłem się gruby), no ale na kalkulacje czasu wpływ ma.
Z mojego doświadczenia wynika, że nawet w godzinach szczytu przemieszczanie się komunikacją miejską w Warszawie trwa średnio dwukrotnie dłużej niż jeżdżenie samochodem.
Zeratul napisał(a):(nie wspominając już o problemach z parkowaniem).
Tu się zgodzę. Zaparkować jest coraz trudniej, no i jest to koszt na tyle duży, że dojeżdżanie do pracy i parkowanie w strefie płatnej jest całkowicie nie do przyjęcia (wychodzi ok. 500 złotych miesięcznie).
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni rosa 155 28,895 03-02-2012, 08:33 PM
Ostatni post: MacB
  WOSP I Woodstock-czyli Robta co chceta Made in Poland Duch77 13 4,579 01-15-2011, 10:48 PM
Ostatni post: Przemek
  Noe był Anglikiem! - czyli dooch o kwestii żydowskiej Duch77 96 14,522 12-03-2009, 05:34 PM
Ostatni post: stepniarz
  Rybka Panga, czyli co jadamy. Ku przestrodze. Simon 35 8,226 01-08-2009, 08:15 AM
Ostatni post: Alek
  Yaro O Almost Def FM, Radiu Dead I Radiu Klęska - czyli o Niktważny 3 1,469 10-28-2008, 10:44 AM
Ostatni post: MacB
  dla miłośników motoryzacji ja 46 6,721 08-19-2008, 10:01 AM
Ostatni post: Sławek
  Od piłki do alergii, czyli OT z Euro 2008 Zeratul 18 4,494 06-13-2008, 12:22 PM
Ostatni post: tmach
  Kto zaczyna awantury? ;) czyli OT z "Nowa płyta JK&quot Duch77 14 4,487 04-08-2008, 01:42 AM
Ostatni post: Duch77
  Koniec lata - czyli historia z życia wzięta Sławek 27 5,758 09-05-2007, 12:20 PM
Ostatni post: Simon
  O kwestii obywatelstwa czyli Kuba strikes back Kuba Mędrzycki 9 3,155 03-25-2007, 12:08 PM
Ostatni post: Zeratul

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości