Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
kto zabił kaczmarskiego?
#31
Torrentius napisał(a):Księża sprzedają ludziom nadzieję, on im sprzedawał lek. Specyfik nie miał poprawiać samopoczucia, tylko leczyć!!
Pan Bielka nie sprzedawał tylko nadziei. Sprzedawał też parę innych swoich "produktów". Np. tłumaczenia pseudomedyczne, jak ten specyfik działa. Dla tych, co nie pamiętają, rak JK miał się wypłukiwać oraz otorbiać a następnie pękać. Tym, co nie pamiętają, lub też nie mieli "przyjemności" czytać w swoim czasie relacji na temat stanu zdrowia Kaczmara, warto może przypomnieć, że publicznie o zdrowiu JK mówiło się tylko dobrze, albo wcale. Mówiło się o stanie zdrowia stabilnym, lub poprawiającym się.
Przykładowa informacja o stanie zdrowia JK była taka:
ktoś 30 października 2002 r napisał(a):wczoraj w Poznaniu. Jacek [...] potwierdzil, ze rak sie cofa (zdaje sie ze jego jadro sie rozpadlo - ale na terminach medycznych sie nie znam), w zwiazku z tym nie byl konieczny wyjazd do Innsbrucka. Ogolne rokowania sa bardzo dobre, natomiast oczywiscie nalezy wciaz zachowac szczegolna ostroznosc
Tą informację podawał ktoś, kto miał prawo nie wiedzieć, jak wygląda w istocie "eksperymentala terapia". Wierzył w to, co pisał, był szczery i entyzjastycznie nastawiony.
Oczywiście nikt nie prostował tych danych.
Ale były też i takie:
w styczniu 2003 napisał(a):Zapomniałem napisać w jednym z poprzednich postów, że dzwoniłem dzisiaj do Jacka. Od Sylwestra jest bez zmian, tzn. Kaczmar czuje się dobrze. Data wyjazdu do Insbrucka nie jest jeszcze ustalona.
A to już pisał ktoś, kto świetnie wiedział, co się święci.
A pamiętam i taką, wg. której rak w ogóle się cofnął. Zdaje się, że nikt jej nie dementował.

Pan Bielka, oprócz sprzedwania nadziei, sprzedawał też instrukcję, aby rezygnować z medycyny konwencjonalnej, odowodził swoich klientów od pomysłu, aby np. konsultować się z lekarzami w sprawie zażywania jego specyfiku.

Oczywiście nie można powiedzieć, że Bielka zabił JK. Kaczmara zabiła śmiertelna choroba, zazwyczaj nieuleczalna. Bielka Kaczmara "tylko" nie leczył. Mówił, że leczy, wszystkie objawy - krwawienia, widoczne pogarszanie się stanu zdrowia - tłumaczył w ten sposób, ze są trudne skutki zbiewiennego działania leku. Bielka Kaczmara oszukiwał, natomiast Kaczmar oraz jego otoczenie oszukiwało siebie i innych. Może oszukiwało w dobrej wierze - bo chcieli myśleć, że jest tak, jak Bielka mówi. Pewnie tak też było. Ale chyba nie tylko. Gdyby bowiem wprost i publicznie Kaczmar powiedział, w jaki sposób się leczy i kto za to leczenie jest odpowiedzialny, akcja pomocy Kaczmarowi musiała się załamać. Dlatego twierdzę, że celowym było nie informowanie o szczegółach zabiegów terapeutycznych, nie prostowanie informacji o poprawie stanu zdrowia etc. Dla opinii publicznej stan zdrowia JK miał być stabilny albo coraz lepszy.

[Dodano 18 stycznia 2009 o 21:53]
Elzbieta napisał(a):Ludzie chcieli wierzyć i chcieli się przyczynić do wyzdrowienia, które możliwe nie było. Jeśli jakieś oszustwo popełniono -to właśnie to, ze Ci ludzie się oszukiwali.Sami i dobrowolnie.
Ludzie chcieli wierzyć, owszem. Oszukiwali się - owszem. Ale ich wiara była wzmacniana na rozmaite sposoby. Np. relacjami na temat stanu zdrowia JK. Nie pamiętam, czy sam Kaczmar kiedykolwiek powiedział, że jego stan się poprawia. Chyba wprost z jego ust publicznie takie sformułowanie nie padło. Natomiast z całą pewnością mówił w czerwcu 2003:
"...i jak lekarze się odgrażają, być może jeszcze kiedyś zaśpiewam". Nie wiem, jakich lekarzy miał na myśli, ale chyba żadnego tzw. konwencjonalnego medyka.
Mówił też chyba (podkreślam: chyba!), ze choroba się zatrzymała.
Wiara ludzi była wzmacniana relacjami takimi, jakie przytoczyłem we wcześniejszym poście. To nie było tylko tak, ze chcieli wierzyć i oszukiwali się z własnej woli i na własny rachunek.To było też tak, że tą wiarę celowo i świadomie wzmacniano, utrzymywano tych, którym nie było wszystko jedno, w przekonaniu, ze nie jest tak źle, że są szanse, że nawet jest lepiej.
Więcej powiem: ci, którzy mieli wątpliwości i śmieli je wyartykułować publicznie, ci którzy wierzyć nie chcieli i mieli czelnośc ową niewiarą dzielić się z innymi, gnojono natychmiast.
Odpowiedziałem kiedyś na pewną wiadomość wg. której "Kaczmar czuje się dobrze" w ten sposób:
Cytat:Jaki Kaczmar ma glos? Pewnie juz lepszy, co. Musi byc lpeszy, bo przeciez stale mu sie poprawia stan zdrowia!
Zostałem natychmiast pouczony, że moje słowa są nieszczere i drwię z choroby Mistrza. Oraz, że drwię z nadziei.
Cytat:Wiesz dobrze, że w tej chorobie wiele jest przypuszczeń, interpretacji. Bardzo wiele jest też NADZIEI. Nie drwij z tej nadziei, Pawle!
Inny zaś listowicz (bo te cytaty są z Listy Dyskusyjnej) grzmiał:
Cytat:ale jeden temat od początku był traktowany ze śmiertelna powagą - choroba Mistrza. Do dzisiaj. Z niesmakiem konstatuję, że ta ostatnia granica została przekroczona.
a wszystko dlatego, że jakoś mnie nie przekonałyte banialuki o "stabilnym stanie zdrowia" No, ale w tamtym czasie obowiązkowo wszyscy mieli wierzyć. A ci, co nie wierzyli byli nieszczerzy, drwili z choroby i ludzkiej nadziei.

[Dodano 18 stycznia 2009 o 22:35]
Kuba Mędrzycki napisał(a):Nikogo niczego nie pozbawiał! Co Ty opowiadasz? Ludzie, którzy skorzystali z tego preparatu, jak już wspomniałem, zrobili to świadomie i tak jak choćby Twój ojciec wybrali tę metodę jako jedną z możliwych.
Nie do końca tak. Wiadomość PAP z 30.11.2006 podaje, że pan Zygmunt
Cytat:Sugerował, że w tym czasie należy odstawić inne leki i konwencjonalne metody leczenia.
Niby każdy robił co chciał i robił to świadomie. Ale Bielka sugerował, aby nie leczyć się u lekarzy w czasie trwania jego terapii
Kuba Mędrzycki napisał(a):Lekarz tak, ale B. nie był lekarzem i jak wspomniał Luter nigdy się w ten sposób nie tytułował.
Może nie podawał się za lekarza, ale jednak mówił "wyleczę każdego raka". Swoje działania nazywał leczeniem a produkowane przez siebie specyfiki - lekami. Nazwa "instytucji", którą prowadził mówiła, że zajmuje się zwalczaniem chorób nowotworowych. A czym jest zwalczanie choroby, jak nie jej leczeniem?
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#32
Paweł Konopacki napisał(a):Może nie podawał się za lekarza, ale jednak mówił "wyleczę każdego raka"
Podawał się za biochemika z Prywatnego Ośrodka badawczego Organicznych Substancji leczniczych i Zwalczania Chorób Nowotworowych (<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.wp.pl">www.wp.pl</a><!-- w -->). Co zapewne zostało dostrzeżone przez odpowiednie władze.

e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#33
Elzbieta napisał(a):Podawał się za biochemika z Prywatnego Ośrodka badawczego Organicznych Substancji leczniczych i Zwalczania Chorób Nowotworowych (<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.wp.pl">www.wp.pl</a><!-- w -->).
Tak właśnie.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#34
Luter napisał(a):W takim razie należy wsadzić do więzienia wszystkich księży, ponieważ biorą oni pieniądze w zamian za obietnicę życia wiecznego, co jest w najoczywistszy sposób sprzedawaniem mrzonek. Przepraszam, ale czym się to według Ciebie różni?
Czy księżą wciskają ludziom, że lekarze nie mają racji, czy psycholodzy i psychiatrzy (bo to w sumie oni są konkurencją dla kościoła) nie znają się na swojej robocie. A pan B., z tego co pamiętam, właśnie tak ponoć mówił komentując pogarszający się stan zdrowia. Tak ma być, to prawidłowe efekty, a lekarze się nie znają... To nie jest oszustwo i sprowadzenie bezpośredniego zagrożenia życia na pacjenta?

[Dodano 19 stycznia 2009 o 08:22]
Różnicowanie ceny dokładnie tego samego produktu w zależności od oceny możliwości ofiary też jest nie w porządku. Owszem legalnie działające firmy też tak robią, ale to trochę inne mechanizmy...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#35
Czy Szanowni Forumowicze naprawdę wierzą, że bioenergoterapeutia ma jakikolwiek związek z medycyną? Że pomaga? Że jest alternatywną metodą leczenia?
Odpowiedz
#36
Filip P. napisał(a):bioenergoterapeutia
bioenergoterapia ma związek z medycyną taki, że bez medycyny w zasadzie nie mogłaby istnieć. Czyli jest to związek ścisły. Żywi się bowiem szamaństwo tragedią tych, którzy zwątpili w medycynę. Cynicznie wówczas mówi się, że to nie cwaniak udający lekarza albo biochemika robi w konia śmiertelnie chorego człowieka (jakby żerującego raka było choremu mało), tylko chory z własnej woli oddał się w łapy bioenergoterapeuty, który właściwie nic złego nie zrobili a nawet dał nadzieję, czyli jakoś pomógł. Nadzieję może i dał - szkoda, że życie tą nadzieję potem brutalnie odbiera stawiając człowieka w obliczu oczywistej prawdy, że umiera tak, jak umierał, śmierć jest coraz bliżej a nie dalej a jeszcze od koniec dał się zrobić jakiemuś chamowi zwyczajnie w ch....

Na podobnej zasadzie sekty żerują na pogubionych w życiu młodych ludziach - dają poczucie sensu,porządku, autorytetu, obiecują to, czego nie może obiecać np. rodzina. Dają to, czego nie może dać szkoła albo rówieśnicy. Przy okazji oczywiście wyciągają od swoich członków masę kasy, czynią ich sobie poddanymi itd, uzależniają, często niszczą - ale to nieistotne szczegóły wobec faktu, ze przecież do sekty zazwyczaj też nikt siłą nie zaciąga. Można powiedzieć, że młody człowiek oddając się sekcie podejmuje w zasadzie decyzję racjonalną. Bo rodzina nie ma mu nic do zaofrowania, a sekta - i owszem.
Moze to jest i decyzja racjonalna, szkoda tylko, ze głupia przy okazji.
Z Kaczmarem było podobnie.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#37
Filip P. napisał(a):Że pomaga?
No nie wiem, wydaje mi się, że na parę chorób mogłaby pomóc.
Odpowiedz
#38
Alek napisał(a):
Filip P. napisał(a):Że pomaga?
No nie wiem, wydaje mi się, że na parę chorób mogłaby pomóc.
Z konkretnymi chorobami to może być różnie, ale na jakieś w sumie niewielkie dolegliwości czasem pomaga. Mi pomogła jakieś kilkanaście lat temu.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#39
Kuba Mędrzycki napisał(a):Mi pomogła jakieś kilkanaście lat temu.
To znaczy? Na czym polegała pomoc?

Może polegało to po prostu na zaaplikowaniu jakiegoś znanego medycynie ludowej (która bioeneugoterapeutią nie jest) lekarstwa? Czy chodziło o czary nad butelką wody?
Odpowiedz
#40
Filip P. napisał(a):To znaczy? Na czym polegała pomoc?
Byłem na jednej wizycie u bioenergoterapeuty i pomogło. Nad szczegółami dolegliwości pozwolisz, nie będę się rozwodził.
Filip P. napisał(a):Może polegało to po prostu na zaaplikowaniu jakiegoś znanego medycynie ludowej (która bioeneugoterapeutią nie jest) lekarstwa? Czy chodziło o czary nad butelką wody?
Nie, na tym to nie polegało Filipie.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#41
Panowie nie mylcie bioenergoterapeuty z szamanem podającym jakieś dziwne lekarstwa i mamroczącym pod nosem modlitwy. To zupełnie nie związane ze sobą rzeczy. Pan B. z bioenergoterapią także nie miał najmniejszego związku!

[Dodano 19 stycznia 2009 o 21:26]
Paweł Konopacki napisał(a):Można powiedzieć, że młody człowiek oddając się sekcie podejmuje w zasadzie decyzję racjonalną.
Nie zawsze, jeżeli decyzja wspomagana jest środkami chemicznymi, elementami hipnozy, czy dziwnymi manipulacjami na psychice, to trudno mówić o racjonalnej decyzji...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#42
Paweł Konopacki napisał(a):Nie pamiętam, czy sam Kaczmar kiedykolwiek powiedział, że jego stan się poprawia. Chyba wprost z jego ust publicznie takie sformułowanie nie padło.
Padło! Tu jest fragment wywiadu z 2003 roku: Maria Blimel, Wanda Wasilewska "Gazeta Wyborcza" (dod. "Duży Format"), 22 II 2003r.
GW napisał(a):MB/WW: Jak się czujesz po kilku etapach terapii w Austrii i w Polsce?
JK: Z jednej strony dobrze, bo wszystkie badania i opinie lekarzy wskazują, że idzie ku dobremu i bezpośredniego zagrożenia życia już nie ma, co jest ogromnym zwycięstwem Alicji i moim. Jeszcze w marcu ubiegłego roku dawano mi od dwóch tygodni do trzech miesięcy życia. Z drugiej strony czuję się znużony, bo to już nie jest ten heroiczny okres walki z chorobą: wóz albo przewóz, co przemawiało prawdopodobnie do mojej poetyckiej wyobraźni i dramatyczno-romantycznej natury. A tu żmudna rekonwalescencja: kroplówki, lekarstwa, tracheostomia, jakieś infekcje, leczenie zajmuje 80 proc. czasu. Czuję się taki "zamulony", to w końcu trwa ponad rok.
i jeszcze dalej:
GW napisał(a):MB/WW:Na czym polega Twoja austriacka terapia?
JK: Poprzednie pobyty polegały na wszechstronnym wzmacnianiu organizmu. Nie chemicznym, tylko silnymi, stężonymi wyciągami roślinnymi i witaminowymi plus selen. No i nagrzewanie tego guza, co efekt ma podobno taki, że go otorbia, uniemożliwia przerzuty. Ponieważ równolegle prowadziłem terapię pewnym środkiem eksperymentalnym, który zaoferowano mi w Polsce, to wspólny efekt tych dwóch terapii był taki, że hipertermia, czyli nagrzewanie, otorbiła guz, a polski lek go upłynnił, rozmył. Przy robieniu tracheotomii to jajo z płynem rakowym w środku pękło i wszystko wypłynęło. Według ostatnich badań tam już nic nie ma oprócz zmęczonych, obrzękniętych organów. Ale jeszcze wybieram się do kliniki pod Innsbruckiem i tam będziemy opracowywać szczegółowy plan rekonwalescencji.
Źródło: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/media/wywiady/2003/wszystko_co_piekne.php">http://www.kaczmarski.art.pl/media/wywi ... piekne.php</a><!-- m -->
Odpowiedz
#43
Przemek napisał(a):Panowie nie mylcie bioenergoterapeuty z szamanem podającym jakieś dziwne lekarstwa i mamroczącym pod nosem modlitwy.
Ja niczego nie mylę. Wiem u kogo odbyłem wówczas wizytę. Pomimo, że miałem jakieś 20 lat.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#44
Nie pisałem o Tobie Kuba...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#45
Przemek napisał(a):Nie pisałem o Tobie Kuba...
Ok, rozumiem.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#46
Przemek napisał(a):Pan B. z bioenergoterapią także nie miał najmniejszego związku!
Zgadza się, zwłaszcza, że na bienergoterapię decydują się najczęściej osoby, które somatyzują choroby, a także ci z zaburzeniami osobowościowymi. Moim zdaniem jest to ciekawa forma leczenia bo wierzę, że ludzie są w stanie wywołać w swoim organizmie wiele zaburzeń i chorób, a autosugestja czasami jest w stanie ich z tych chorób wyciągnąć. Mam znajomego bioenergoterapeutę, który to potwierdza. Jeśli chodzi zaś o te zaburzenia: mowa o takich przypadkach jak np. u kobiet, które przez odrzucenie własnej kobiecości wywołały u siebie guzki w piersiach, albo spowodowały zaniknięcie miesiączki. Albo u mężczyzn, którzy pod wpływem np. bardzo silnego stresu wywołali np. impotencję. Są też przypadki, kiedy ludzie, żywiący w sobie wiele negatywnych ("trujących") uczuć, wywołują zaburzenia percepcji, albo wręcz objawy chorób psychicznych jak np. schizofrenii, zespołu borderline itp.
Bioenergoterapia nie uwzględnia leków farmakologicznych, co najwyżej preparaty naturalne, zioła itp. Polega ona głównie na medytacji, czasami hipnozie, albo, że się tak wyrażę, "leczeniu aurą", kiedy to bioenegoterapeutą leczy poszczególne czakry za pomocą dotyku albo wręcz samej sugestii.
Tak więc porównywanie bioenergoterapii z praktykami Dr. B jest jak najbardziej nietrafne. Po pierwsze: bioenergoterapeuta leczy człowieka, a nie chorobę ( a to zasadnicza różnica), po drugie metoda i środki są zupełnie inne.
Jedyną wspólną kwestią między Dr.B a bioenergoterapeutą jest to, że ani jeden ani drugi nie ma prawa przedstawiać się jako lekarz medycyny ani praktykować tegoż zawodu.Nie ma prawa stawiać diagnozy danej choroby ani leczyć pacjenta inaczej, niż prawo na to zezwala (w przypadku Dr.B wiadomo, że w ogóle nie wolno mu było "leczyć")
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#47
JK napisał(a):Z jednej strony dobrze, bo wszystkie badania i opinie lekarzy wskazują, że idzie ku dobremu i bezpośredniego zagrożenia życia już nie ma
JK napisał(a):Poprzednie pobyty polegały na wszechstronnym wzmacnianiu organizmu. Nie chemicznym, tylko silnymi, stężonymi wyciągami roślinnymi i witaminowymi plus selen. No i nagrzewanie tego guza, co efekt ma podobno taki, że go otorbia, uniemożliwia przerzuty. Ponieważ równolegle prowadziłem terapię pewnym środkiem eksperymentalnym, który zaoferowano mi w Polsce, to wspólny efekt tych dwóch terapii był taki, że hipertermia, czyli nagrzewanie, otorbiła guz, a polski lek go upłynnił, rozmył. Przy robieniu tracheotomii to jajo z płynem rakowym w środku pękło i wszystko wypłynęło. Według ostatnich badań tam już nic nie ma oprócz zmęczonych, obrzękniętych organów. Ale jeszcze wybieram się do kliniki pod Innsbruckiem i tam będziemy opracowywać szczegółowy plan rekonwalescencji.
No proszę, zapomniałem o tym wywiadzie. Tyle, że takim pieprzeniem o wylaniu się "płynu rakowego" ludzie karmieni byli nie tylko przez samego Kaczmara. Te informacje szły z różnych źrodeł: że lepiej, że stan stabilny, że czuje się dobrze, itd. Dlatego nie pisz mi, Elu, ze:
Elzbieta napisał(a):Ludzie chcieli wierzyć i chcieli się przyczynić do wyzdrowienia, które możliwe nie było.
Problem w tym, ze oni MIELI wierzyć i przyczyniać się do wyzdrowienia, które MIAŁO wydawać się możliwe i nawet bliskie.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#48
berseis13 napisał(a):Zgadza się, zwłaszcza,.....
Powiem Ci, że dość trudnym i fachowym językiem to napisałaś i przez moment nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Więc chciałbym się upewnić: bioenergoterapeuci to na swój sposób oszuści, bo działają wmawiając ludziom, że nie jest z nimi tak źle i mówią, że robią to za pomocą energii. Więc równie dobrze można by się wybrać do psychologa albo psychoterapeuty, z tym, że niektórzy wolą być leczeni "energią", zamiast bardziej hmm "dyplomowanymi" metodami.
berseis13 napisał(a):Bioenergoterapia nie uwzględnia leków farmakologicznych, co najwyżej preparaty naturalne, zioła
A preparaty naturalne i zioła to nie środki farmakologiczne?

Na koniec tylko powiem, że pomimo tego, że jestem nastawiony dość sceptycznie do takich spraw, to wydaje mi się, że faktycznie bioenergioterapia może być bardzo pomocna w niektórych przypadkach (może nawet i takich, o których mówiła berseis). Co nie zmienia faktu, że dalej są to na swój sposób oszuści.
Odpowiedz
#49
berseis13 napisał(a):wywołują zaburzenia percepcji, albo wręcz objawy chorób psychicznych jak np. schizofrenii, zespołu borderline itp.
przeszarżowałaś. borderline to bardzo poważne zaburzenie psychiczne i z tego co wiem, to nabywa się je w bardzo wczesnym okresie dziecięcym. nie można go sobie tak po prostu "zasymulować" na skutek stresu.
Odpowiedz
#50
stepniarz napisał(a):nie można go sobie tak po prostu "zasymulować" na skutek stresu.
Można, zwłaszcza, ze borderline ma dość szeroką paletę objawów charakterystycznych dla różnych zaburzeń.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#51
Paweł Konopacki napisał(a):zwłaszcza, ze borderline ma dość szeroką paletę objawów charakterystycznych dla różnych zaburzeń.
nosz... aż po sesji pożyczę Kohuta i wrzucę kilka stosownych wyjaśnień, bo jestem pewien, że to nie może sobie wystąpić "ot tak" i muszą wystąpić ciężkie traumy w dzieciństwie.
koniec :offtopic:
Odpowiedz
#52
stepniarz napisał(a):nosz... aż po sesji pożyczę Kohuta i wrzucę kilka stosownych wyjaśnień, bo jestem pewien, że to nie może sobie wystąpić "ot tak" i muszą wystąpić ciężkie traumy w dzieciństwie.
mylisz dwie rzeczy: faktyczny zespół z objawami tego zespołu. To trochę tak, jakbyś mylił Chorobę Parkinsona z drżeniem rąk i uparcie twierdził, ze nie można sobie ot tak Parkinsona wywołać. A ja mówię, że można wywołać jej objawy. Ok?
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#53
Paweł Konopacki napisał(a):Tyle, że takim pieprzeniem o wylaniu się "płynu rakowego" ludzie karmieni byli nie tylko przez samego Kaczmara. Te informacje szły z różnych źrodeł: że lepiej, że stan stabilny, że czuje się dobrze, itd.
Byłem wtedy na Liście, ale dużo bardziej przemawiało do mnie to co JK mówił osobiście. Przyznam, że wywiad zacytowany przeze mnie wydaje mi się dość dziwny. Kaczmarski mówi, że w sumie już po wszystkim i zostaje tylko rehabilitacja. Gdy czytałem ten wywiad po raz pierwszy - być może naiwnie - uwierzyłem. Kiedy okazało się, że stan Kaczmarskiego się pogarsza, byłem bardzo niemile zaskoczony, ale dalej żyłem w przekonaniu że koniec końców wszystko zmierza ku dobremu. Tym większym szokiem był dla mnie post z Listy datowany na 10 kwietnia 2004...
Więc chyba masz rację, że coś było nie tak z informowaniem ludzi o zdrowiu i przebiegu leczenia JK.
Odpowiedz
#54
mot napisał(a):Gdy czytałem ten wywiad po raz pierwszy - być może naiwnie - uwierzyłem, a zacząłem się dziwić, kiedy okazało się, że stan Kaczmarskiego się pogarsza, byłem bardzo niemile zaskoczony, ale dalej żyłem w przekonaniu że koniec końców wszystko zmierza ku dobremu.
Ja natomiast sobie nie przypominam, abym w tamtym czasie dziwił się słowom JK. Chyba po prostu jakoś mi to umknęło w sytuacji, kiedy ogólnie i tak mówiło się, że jest stabilnie, dobrze, coraz lepiej.
mot napisał(a):ięc chyba masz rację, że coś było nie tak z informowaniem ludzi o zdrowiu i przebiegu leczenia JK.
Ano było. Moim zdaniem ludziom należała się uczciwa informacja na ten temat.
Oczywiście, można powiedzieć, że sam JK był oszukiwany (przez Bielkę), lub też chciał wierzyć w coś, co nie było prawdą. Mówił zatem to, co czytamy w wywiadzie a kiedy okazało się, ze to wszystko lipa, ciężko było się już wycofać z raz podanej publicznie wersji. A że nikt też specjalnie nie naciskał go w tej sprawie, jakoś nie sprostowano wiadomości o zdrowiu. Tak mogło być i tak pewnie po czesci było. Ale, śmiem przypuszczać, tylko po czesci.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#55
Alek napisał(a):Więc chciałbym się upewnić: bioenergoterapeuci to na swój sposób oszuści, bo działają wmawiając ludziom, że nie jest z nimi tak źle i mówią, że robią to za pomocą energii.
Nie. Po pierwsze bioenergoterapeuci niczego nie wmawiają. Somatyzowanie chorób jest zjawiskiem dosyc powszechnym, człowiek np. silnie zestresowany może wywołać w swoim organizmie takie a nie inne schorzenia.
Bioenergoterapeuci nie wmawiają pacjentom, że nie jest z nimi tak źle. Bioenergoterapia polega na uzdrawianiu aury, energii, której działanie na zdrowie człowieka jest niezmierzone. Nigdzie nie zasugerowałam, że bioenergoterapeuci piorą pajcjentom mózgi, wmawiając im, że choroba to ich własny twór. Pomijając, czy tak jest, czy nie jest (tu wchodzilibyśmy już w wyższe sfery auto-destrukcji, tłumenia emocji itp itd), leczenie bioenergoterapeutyczne polega na "ogrzewaniu" i "czyszczeniu" aury za pomocą energii terapeuty. Z tym wiążą się też elementy hipnozy, silnej autosugestii, medytacji.

Bioenergoterapia może pomóc pacjentowi samemu wyleczyć się z niektórych, a niekiedy z wszystkich, syndromów choroby. Powtórzę: bioenergoterapia leczy człowieka, nie chorobę. A ponieważ człowiek może ją sam w sobie potęgować lub wręcz wywołać, może też działać, by samemu się leczyć.
Myślę, że Dr. B w jakiś pokrętny sposób właśnie w ten sposób pomógł Ojcu "leczyć" samego siebie, dając mu dodatkowe kilka lat, czy kilkanaście miesięcy życia. To, że Ojciec żywił tak silną wiarę i nadzieję, mogło przyczynić się do tego, że tak długo z chorobą wytrzymał. Ale nadal uważam, że Ojciec uczyniłby to i bez cudownego "preparatu", bez teorii Dr. B.
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#56
berseis13 napisał(a):Somatyzowanie chorób jest zjawiskiem dosyc powszechnym
Ale co to w ogóle jest to somatyzowanie chorób? Taki zwrot w ogóle istnieje?
berseis13 napisał(a):na uzdrawianiu aury, energii, której działanie na zdrowie człowieka jest niezmierzone
Niezmierzone, czy nieudowodnione? Co to jest ta aura? Ktoś ją widział, zbadał? Nie wiem, może i są "niezbadane i fascynujące" zjawiska, które mogłyby o istnieniu takowej świadczyć, ale dla mnie większość bioenergoterapeutów to oszuści. Nieszkodliwi i czasem pomocni, ale oszuści.
Odpowiedz
#57
Alek napisał(a):Ale co to w ogóle jest to somatyzowanie chorób? Taki zwrot w ogóle istnieje?
Oczywiście, że istnieje. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii. <!-- m --><a class="postlink" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Somatyzacja">http://pl.wikipedia.org/wiki/Somatyzacja</a><!-- m -->
Somatyzowanie to objawianie się rozmaitych dolegliwości psychicznych w spsób somatyczny. Czyli np. somatyzowaniem stresu może być drętwienie kończyn, albo kurczenie się naczyń krwionośnych. Silny stres ludzie najczęściej somatyzują dostając rozwolnienia albo częstokurczu. Objawy są jak przy zatruciu albo tachykardii, choć na zadne z tych dolegliwości osoba dana nie cierpi.
Otwieranie się wrzodów żołądka w sytuacji silnego stresu tez jest somatyzowaniem.
Generalnie więc polega to na tym, ze jakaś dolegliwość psychiczna przekłada się na objawy somatyczne.
Jest też np. teoria, ze rak jest szczególnego rodzaju somatyzowaniem. Tłumaczy się to w uproszczeniu tak, że są osobowości autoagresywne. Niekiedy ta autoagresja objawia się w sposób prosty, np. próbą samobójczą a niekiedy - własnie somatyzowaniem polegającym w tym przypadku na wyniszczaniem organizmu przez nowotór.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#58
mot napisał(a):Byłem wtedy na Liście, ale dużo bardziej przemawiało do mnie to co JK mówił osobiście.
Tak sobie pomyślałem, że może to dobry moment, aby przypomnieć fragment audycji Janusza Deblessema, w którym to fragmencie pojawiają się rozmowy telefoniczne z Jackiem z różnych etapów leczenia.
Oto plik:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://mallorn.ii.uj.edu.pl/kaczmarski/kuba_medrzycki/public/JK-Deblessem/JK-PR%2013.wma">http://mallorn.ii.uj.edu.pl/kaczmarski/ ... R%2013.wma</a><!-- m -->

Niestety, nagranie szumi.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#59
Kuba Mędrzycki napisał(a):z różnych etapów leczenia.
Z dwóch dokładnie etapów. NIe jestem tylko pewien, czy ten drugi fragment umieszczony w audycji Deblessema pochodzi z okresu po zabiegu tracheostomii. O ile bowiem pamiętam, to jest nagrania z 'Czytelnika" z listopada 2002 a zabieg był wykonany jakoś później.
Było jeszcze nagranie na Jutiubie z czerwca 2003, z klubu Niedźwiadek w Przemyślu. Tam słychać dalsze pogarszanie się głosu. Potem dostępna jest jeszcze audycja "Od przedszkola do Opola" (chyba październik 2003). Plik z nią leżał gdzieś na ftp. W grudniu 2003 głos JK był już bardzo, bardzo słaby, prawie niesłyszalny, natomiast gdzieś tak na poczatku 2004 chyba zupełnie zamilkł.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#60
Paweł Konopacki napisał(a):Oczywiście, że istnieje.
Somatyzacja może i tak, ale somatyzowanie chorób już chyba niekoniecznie.
A częstoskurcz i tachykardia to nie to samo?
Paweł Konopacki napisał(a):Jest też np. teoria, ze rak jest szczególnego rodzaju somatyzowaniem
Ale to chyba w jakichś marginalnych przypadkach?
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Największy na świecie fan Jacka Kaczmarskiego Bragiel 15 7,857 05-02-2021, 05:54 PM
Ostatni post: Bragiel
  Nieustająca nagonka na Jacka Kaczmarskiego-brońmy godności Jacka Bragiel 0 29 05-02-2021, 09:19 AM
Ostatni post: Bragiel
  Muzeum Jacka Kaczmarskiego Bragiel 10 5,588 03-16-2016, 12:11 PM
Ostatni post: Bragiel
  Choroba alkoholowa Jacka Kaczmarskiego Bragiel 36 15,035 05-05-2014, 10:02 PM
Ostatni post: Kuba Mędrzycki
  Festiwal Piosenki Jacka Kaczmarskiego "Źródło wciąż bije" Ania15 4 1,957 02-06-2011, 10:12 PM
Ostatni post: Simon
  Uwielbiać lub niecierpieć Kaczmarskiego dziczekwedrowniczek1 75 15,964 07-06-2010, 11:20 AM
Ostatni post: wazon1
  Rodzina Jacka Kaczmarskiego Piotr I. 22 8,921 03-20-2010, 04:47 PM
Ostatni post: kolcon50
  Epitafium dla Jacka Kaczmarskiego dziczekwedrowniczek1 33 6,830 06-08-2009, 04:47 PM
Ostatni post: stepniarz
  Gwiazda Jacka Kaczmarskiego na rynku w Opolu. Niktważny 34 6,068 10-17-2008, 08:09 PM
Ostatni post: przeklety
  Pamieci Jacka Kaczmarskiego Elzbieta 6 2,776 04-11-2007, 05:56 AM
Ostatni post: ps

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości