Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Niktważny napisał(a):MacB napisał(a):Pawle,
Ucieszyła mnie też wiadomość, że stłoczone w wannie sklepowej karpie nie cierpią z powodu bólu, a jedynie odczuwają dyskomfort (na szczęście dobrze przez nie tolerowany!) spowodowany niedostatkiem tlenu.
Darz bór! No widzisz, MacBecie, jak Ci się odpowie w Twoim stylu to się zaraz nadymasz. Ciekawe, że w całej mojej wypowiedzi najbardziej uraziło Cię słowo "bzdurzysz". Przecież podobnym słowem skwitowałeś post berseis.
Ech ta urażona duma Dyżurnego Autorytetu 
A ja tak sobie myślę, ze MacBet się nie oburza, tylko kpi...z Ciebie- przez ten dobrze tolerowany dyskomfort w czasie duszenia się ryb.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 6,575
Liczba wątków: 60
Dołączył: Oct 2009
Reputacja:
0
Cytat:tylko kpi...z Ciebie- przez ten dobrze tolerowany dyskomfort w czasie duszenia się ryb.
No tak, kpi, kpi...A co ma bidny zrobić  Pozostaje - w ramach riposty - wypaczyć moje słowa. Ja napisałem, że ryby, których gatunki wymieniłem dobrze znoszą małą ilość tlenu - bo to prawda. Napisałem też, że mimo, iż małą ilość tlenu dobrze znoszą, nawet one nie wytrzymują niehumanitarnych warunków panujących zbiornikach sklepowych, w których się je przetrzymuje. I to jest zasadniczy problem, dla którego te zwierzęta cierpią a nie rzekomo odczuwalny ból zadawany poprzez nieustanne drażnienie skóry.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Tak wyglądał nasz 'Białopyszczek', gdy jeszcze do nas przychodził na psie chrupki -potrafił czekać z nosem przy szybie, a potem zakopywał część chrupek.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 3,847
Liczba wątków: 19
Dołączył: Sep 2006
Reputacja:
0
Powiedzmy sobie szczerze: nawet bólu jednego człowieka do drugiego nie da się porównać. A ryby są podobno mocniej unerwione. Maciek, spokojnie, odpocznij sobie!
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Liczba postów: 6,575
Liczba wątków: 60
Dołączył: Oct 2009
Reputacja:
0
Cytat:A ryby są podobno mocniej unerwione.
A Kreml w niebo śle rakiety
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Liczba postów: 5,041
Liczba wątków: 103
Dołączył: Jul 2004
Reputacja:
0
Niktważny napisał(a):Cytat:tylko kpi...z Ciebie- przez ten dobrze tolerowany dyskomfort w czasie duszenia się ryb.
No tak, kpi, kpi...A co ma bidny zrobić Pozostaje - w ramach riposty - wypaczyć moje słowa. Ja napisałem, że ryby, których gatunki wymieniłem dobrze znoszą małą ilość tlenu - bo to prawda. Napisałem też, że mimo, iż małą ilość tlenu dobrze znoszą, nawet one nie wytrzymują niehumanitarnych warunków panujących zbiornikach sklepowych, w których się je przetrzymuje. I to jest zasadniczy problem, dla którego te zwierzęta cierpią a nie rzekomo odczuwalny ból zadawany poprzez nieustanne drażnienie skóry. Tak. Zdecydowanie wypaczyłem Twoje słowa. Tylko... jeszcze mi łaskawie wskaż, w którym miejscu najbardziej je wypaczyłem (bo że wypaczyłem - pomny na me miejsce w szeregu - nawet nie próbuję negować).
Znajdzie się słowo na każde słowo
Liczba postów: 6,575
Liczba wątków: 60
Dołączył: Oct 2009
Reputacja:
0
Cytat:Tak. Zdecydowanie wypaczyłem Twoje słowa. Tylko... jeszcze mi łaskawie wskaż, w którym miejscu najbardziej je wypaczyłem (bo że wypaczyłem - pomny na me miejsce w szeregu - nawet nie próbuję negować).
Nie, nie, MacBecie. Z Tobą dyskusja już skończona.
Bywaj.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Liczba postów: 5,041
Liczba wątków: 103
Dołączył: Jul 2004
Reputacja:
0
Niktważny napisał(a):Z Tobą dyskusja już skończona. Niktważny napisał(a):A co ma bidny zrobić
Znajdzie się słowo na każde słowo
Liczba postów: 3,847
Liczba wątków: 19
Dołączył: Sep 2006
Reputacja:
0
O tych rybach mówili na okoliczność świątecznych karpi. To, że nie mówią i nie krzyczą jeszcze nie oznacza, że nie odczuwają bólu czy strachu. Ale nie upieram się, choć osobiście omijam w wiadomym okresie stoiska rybne. Nie mogę na to patrzeć spokojnie.
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Liczba postów: 6,575
Liczba wątków: 60
Dołączył: Oct 2009
Reputacja:
0
Cytat:O tych rybach mówili na okoliczność świątecznych karpi. To, że nie mówią i nie krzyczą jeszcze nie oznacza, że nie odczuwają bólu czy strachu.
No tak, ale teoria, że gdyby mówić i krzyczeć potrafiły to by swój ból i strach wywrzeszczały na cały sklep - to pogląd równie niepewny i tak samo słabo poparty argumentami. Dlatego też ja osobiście nie bronię ani tezy, że ryby nie odczuwają bólu ani też poglądu, że go z całą pewnością odczuwają. Natomiast zupełnie idiotyczne wydaje mi się przekonanie, że ryby odczuwają ból ponieważ w sklepowej wannie stale drażniona jest wrażliwa rybia skóra.
Zgadzam natomiast ze stanowiskiem, które mówi, ze sposób przechowywania i uśmiercania karpi w sklepach bywa skandaliczny i niehumanitarny. Jeśli można zakazać sprzedaży żywych karpi w sklepach - powinno się to zrobić.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
''Cały sierpień owego roku przebawiłem się z małym, kapitalnym pieskiem, który pewnego dnia znalazł się na podłodze naszej kuchni, niedołężny i piszczący, pachnący jeszcze mlekiem i niemowlęctwem, z nie uformowanym, okrągławym, drżącym łebkiem, z łapkami jak u kreta rozkraczonymi na boki i z najdelikatniejszą, mięciutką sierścią.
Od pierwszego wejrzenia zdobyła sobie ta kruszynka życia cały zachwyt, cały entuzjazm chłopięcej duszy.
Z jakiego nieba spadł tak niespodzianie ten ulubieniec bogów, milszy sercu od najpiękniejszych zabawek? Że też stare, zgoła nieinteresujące pomywaczki wpadają niekiedy na tak świetne pomysły i przynoszą z przedmieścia – o całkiem wczesnej, transcendentalnej porannej godzinie – takiego oto pieska do naszej kuchni!
Ach! było się jeszcze – niestety – nieobecnym, nieurodzonym z ciemnego łona snu, a już to szczęście ziściło się, już czekało na nas, niedołężnie leżące na chłodnej podłodze kuchni, nie docenione przez Adelę i domowników. Dlaczego nie obudzono mnie wcześniej! Talerzyk mleka na podłodze świadczył o macierzyńskich impulsach Adeli, świadczył niestety także i o chwilach przeszłości, dla mnie na zawsze straconej, o rozkoszach przybranego macierzyństwa, w których nie brałem udziału.
Ale przede mną leżała jeszcze cała przyszłość. Jakiż bezmiar doświadczeń, eksperymentów, odkryć otwierał się teraz! Sekret życia, jego najistotniejsza tajemnica sprowadzona do tej prostszej, poręczniejszej i zabawkowej formy odsłaniała się tu nienasyconej ciekawości. Było to nad wyraz interesujące, mieć na własność taką odrobinkę życia, taką cząsteczkę wieczystej tajemnicy, w postaci tak zabawnej i nowej, budzącej nieskończoną ciekawość i respekt sekretny swą obcością, niespodzianą transpozycją tego samego wątku życia, który i w nas był, na formę od naszej odmienną, zwierzęcą.
Zwierzęta! cel nienasyconej ciekawości, egzemplifikacje zagadki życia, jakby stworzone po to, by człowiekowi pokazać człowieka, rozkładając jego bogactwo i komplikację na tysiąc kalejdoskopowych możliwości, każdą doprowadzoną do jakiegoś paradoksalnego krańca, do jakiejś wybujałości pełnej charakteru. Nie obciążone splotem egzotycznych interesów, mącących stosunki międzyludzkie, otwierało się serce pełne sympatii dla obcych emanacji wiecznego życia, pełne miłosnej współpracującej ciekawości, która była zamaskowanym głosem samopoznania.
Piesek był aksamitny, ciepły i pulsujący małym, pospiesznym sercem. Miał dwa miękkie płatki uszu, niebieskawe, mętne oczka, różowy pyszczek, do którego można było włożyć palec bez żadnego niebezpieczeństwa, łapki delikatne i niewinne, z wzruszającą, różową brodaweczką z tyłu, nad stopami przednich nóg. Właził nimi do miski z mlekiem, żarłoczny i niecierpliwy, chłepcący napój różowym języczkiem, ażeby po nasyceniu się podnieść żałośnie małą mordkę z kroplą mleka na brodzie i wycofać się niedołężnie z kąpieli mlecznej.
Chód jego był niezgrabnym toczeniem się, bokiem na ukos w niezdecydowanym kierunku, po linii trochę pijanej i chwiejnej. Dominantą jego nastroju była jakaś nieokreślona i zasadnicza żałość, sieroctwo i bezradność – niezdolność do zapełnienia czymś pustki życia pomiędzy sensacjami posiłków. Objawiało się to bezplanowością i niekonsekwencją ruchów, irracjonalnymi napadami nostalgii z żałosnym skomleniem i niemożnością znalezienia sobie miejsca. Nawet jeszcze w głębi snu, w którym potrzebę oparcia się i przytulenia zaspokajać musiał używając do tego własnej swej osoby, zwiniętej w kłębek drżący – towarzyszyło mu poczucie osamotnienia i bezdomności. Ach, życie – młode i wątłe życie, wypuszczone z zaufanej ciemności, z przytulnego ciepła łona macierzystego w wielki i obcy, świetlany świat, jakże kurczy się ono i cofa, jak wzdraga się zaakceptować tę imprezę, którą mu proponują pełne awersji i zniechęcenia!
Lecz z wolna mały Nemrod (otrzymał był to dumne i wojownicze imię) zaczyna smakować w życiu. Wyłączne opanowanie obrazem macierzystej prajedni ustępuje urokowi wielości.
Świat zaczyna nań nastawiać pułapki: nieznany a czarujący smak, różnych pokarmów, czworobok porannego słońca na podłodze, na którym tak dobrze jest położyć się, ruchy własnych członków, własne łapki, ogonek, figlarnie wyzywający do zabawy z samym sobą, pieszczoty ręki ludzkiej, pod którymi z wolna dojrzewa pewna swawolność, wesołość rozpierająca ciało i rodząca potrzebę zgoła nowych, gwałtownych i ryzykownych ruchów – wszystko to przekupuje, przekonywa i zachęca do przyjęcia, do pogodzenia się z eksperymentem życia.
I jeszcze jedno. Nemrod zaczyna rozumieć, że to, co mu się tu podsuwa, mimo pozorów nowości jest w gruncie rzeczy czymś, co już było – było wiele razy – nieskończenie wiele razy. Jego ciało poznaje sytuacje, wrażenia i przedmioty. W gruncie rzeczy to wszystko nie dziwi go zbytnio. W obliczu każdej nowej sytuacji daje nura w swoją pamięć, w głęboką pamięć ciała, i szuka omackiem, i gorączkowo – i bywa, że znajduje w sobie odpowiednią reakcję już gotową: mądrość pokoleń, złożoną w jego plazmie, w jego nerwach. Znajduje jakieś czyny, decyzje, o których sam nie wiedział, że już w nim dojrzały, że czekały na to, by wyskoczyć.
Sceneria jego młodego życia, kuchnia z wonnymi cebrami, ze ścierkami o skomplikowanej i intrygującej woni, z kłapaniem pantofli Adeli, z jej hałaśliwym krzątaniem się – nie straszy go więcej. Przywykł uważać ją za swoją domenę, zadomowił się w niej i począł rozwijać w stosunku do niej niejasne poczucie przynależności, ojczyzny.
Chyba że niespodzianie spadał nań kataklizm w postaci szorowania podłogi obalenie praw natury, chlusty ciepłego ługu, podmywające wszystkie meble, i groźny szurgot szczotek Adeli.
Ale niebezpieczeństwo mija, szczotka uspokojona i nieruchoma leży cicho w kącie, schnąca podłoga pachnie miło mokrym drzewem. Nemrod, przywrócony znowu do swych normalnych praw i do swobody na terenie własnym, czuje żywą ochotę chwytać zębami stary koc na podłodze i targać nim z całej siły na prawo i lewo. Pacyfikacja żywiołów napełnia go niewymowną radością.
Wtem staje jak wryty. przed nim, o jakie trzy kroki pieskie, posuwa się czarna maszkara, potwór sunący szybko na pręcikach wielu pogmatwanych nóg. Do głębi wstrząśnięty Nemrod posuwa wzrokiem za skośnym kursern błyszczącego owada, śledząc w napięciu ten płaski, bezgłowy i ślepy kadłub, niesiony niesamowitą ruchliwością pajęczych nóg.
Coś w nim na ten widok wzbiera, coś dojrzewa, pęcznieje, czego sam jeszcze nie rozumie, niby jakiś gniew albo strach, lecz raczej przyjemny i połączony z dreszczem siły, samopoczucia, agresywności.
I nagle opada na przednie łapki i wyrzuca z siebie głos, jeszcze jemu samemu nie znany, obcy, całkiem niepodobny do zwykłego kwilenia.
Wyrzuca go z siebie raz, i jeszcze raz, i jeszcze, cienkim dyszkantem, który się co chwila wykoleja.
Ale nadaremnie apostrofuje owada w tym nowym, z nagłego natchnienia zrodzonym języku. W kategoriach umysłu karakoniego nie ma miejsca na tę tyradę i owad odbywa dalej swą skośną turę ku kątowi pokoju, wśród ruchów uświęconych odwiecznym karakonim rytuałem.
Wszelako uczucia nienawiści nie mają jeszcze trwałości i mocy w duszy pieska. Nowo obudzona radość życia przeistacza każde uczucie w wesołość. Nemrod szczeka jeszcze, lecz sens tego szczekania zmienił się niepostrzeżenie, stało się ono swoją własną parodią – pragnąc w gruncie rzeczy wysłowić niewymowną udatność tej świetnej imprezy życia, pełnej pikanterii, niespodzianych dreszczyków i point.''
Nemrod,BRUNO SCHULZ
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
<!-- m --><a class="postlink" href="http://ekostraz.pl/portal/odi">http://ekostraz.pl/portal/odi</a><!-- m -->
Odi- moja miłość od pierwszego wejrzenia. Niestety nie mam teraz możliwości, by po nią pojechać, a do lata , mam nadzieje, znajdzie wspaniałych ludzi i dobry dom -na zawsze.
e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Znalazła dom -u mnie...Czekam na jej przywiezienie i okropnie się denerwuje, bo drogi śliskie..
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 10,487
Liczba wątków: 268
Dołączył: Apr 2005
Reputacja:
0
Liczba postów: 3,847
Liczba wątków: 19
Dołączył: Sep 2006
Reputacja:
0
Zadałaś sobie, Elu, wiele trudu, ale tak czasem trzeba.
Ja ciągle nie mogę "upolować" kota, który "koczuje" u mnie na podwórku.
Chwilowo przyzwyczaił się do tego, gdzie ma jedzenie...
Martwię się, bo ma asymetryczny pyszczek, czyli jakiś stan zapalny, ale ani nie chce podejść
do mnie, jak ja podchodzę - zmyka. Czasem niełatwo pomagać...
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Odi już u mnie:
a to jej unijny paszport
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 10,487
Liczba wątków: 268
Dołączył: Apr 2005
Reputacja:
0
Wiem, wiem, EKOstraż pisała na FB :-)
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Wiwm,ze Ty wiesz, ale nie wszyscy są na fb-a ja oczywiście muszę się podzielić radością.
Dostałam takie aktywne, psotne zwierze z charakterem jamnika, a o wyglądzie jak wyżej. Zaleta jej małego wzrostu jest to,ze mogę ja wszędzie zabierać- do kabiny samolotu tez (przynajmniej SAS), w pociągach i autobusach nie place za nią -będzie Odinka podróżniczka.
Pozdrawiam
Ela
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 5,041
Liczba wątków: 103
Dołączył: Jul 2004
Reputacja:
0
Ostatnio media donosiły o jakimś polskim "wielbicielu" bernardyna. Jednego bernardyna....
Co kraj to obyczaj.
Znajdzie się słowo na każde słowo
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
MacB napisał(a):Ostatnio media donosiły o jakimś polskim "wielbicielu" bernardyna. Jednego bernardyna....
Co kraj to obyczaj.
Po wojnie w Wietnamie Amerykanie zostawili tam swoje psy, bo przez U.S.A były traktowane jako wyposażenie armii. Co kraj..
Odi urosła na długość i coraz bardziej szorstka. Jedno ucho nadal zwisa. Oczywiście to mieszaniec nie wiadomo jakich mieszańców, ale dla mnie bez znaczenia.Tylko z jedzeniem ciągle problemy. Nie wiadomo jak żyła przed znalezieniem i nadal z miski nie bardzo chce jeść.Lubi tropić rozsypane chrupki, ale wtedy nie wiem ile zjadła, a powinna trochę przytyć.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Ev'rybody knows that baby's got new clothes
Zawsze trochę mnie bawiły starsze panie z pieskami w ubrankach. Teraz sama ubieram Odi, ale trudno inaczej, szczeniak ma 5 miesięcy, a na dworze mrrrroz- Szukając dobrych szelek czy obroży, zaproponowano mi chusteczkę Harley Davidson. Zartem spytałam , czy skórzane kurtki tez są, a pani całkiem poważnie odpowiedziała, ze może mi sprowadzić..
Z dzisiejszej wycieczki do Helsingør.
Na peronie:
W pociągu:
Pierwszy mój sukces: Odi je z miski! Reaguje na słowo 'stop', gdy czegoś nie wolno. Oczywiście nadal gryzie co w zęby wpadnie, szarpie mnie za skarpetki,gryzie w zabawie, znosi do domu patyki i kamienie. Basowym szczeknięciem , nie pasującym do jej drobnej figurki oznajmia, ze chce wyjść na spacer.
Ja przyzwyczajona do kotów, uczę się jak postępować z psem.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 5,041
Liczba wątków: 103
Dołączył: Jul 2004
Reputacja:
0
Elzbieta napisał(a):Teraz sama ubieram Odi, ale trudno inaczej To Twój piesek z tropików, czy nie ma sierści z powodu choroby?
Znajdzie się słowo na każde słowo
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
MacB napisał(a):Elzbieta napisał(a):Teraz sama ubieram Odi, ale trudno inaczej To Twój piesek z tropików, czy nie ma sierści z powodu choroby?
Moj piesek adoptowany jest z wrocławskiej Ekostraży. Znaleziony gdzieś na wsi zapchlony, brudny, przerażony, kulący się jeszcze długo na widok podniesionej reki, nawet gdy miała głaskać, a nie uderzyć. Wspaniała dziewczyna z Ekostraży dala Odince tymczasowy dom, psinka doszła do siebie i po dopełnieniu wszystkich warunków adopcji, wymogów wwiezienia do Danii i dobrym ludziom z Ecobusu trafiła do mnie. Sierści nic nie brak. Dostaje omegę 3,by sierść błyszczała. W domu jest ciepło i sucho, wiec łatwo matowieje.
Odinka ma zaledwie 5 miesięcy i przy dłuższej wyprawie marznie.Niby jest -5 stopni, ale przy wietrze odczuwa się to, jak wiesz, jako niższą temperaturę.Tak wiec, ani jedno, ani drugie. I bez obaw, traktuje ja jak psa, a nie zabawkę.
e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
2011-02-26
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 392
Liczba wątków: 2
Dołączył: Jan 2009
Reputacja:
0
Ojej, śliczna!!! A ja właśnie chlipię, bo przeszedł mi koło nosa labrador... Uciekł sąsiadowi znajomej. Ten katował go niemożebnie, więc ona przygarnęła psa i szukała dla niego domu, zanim okrutny właściciel zorientuje się, że pies jest u niej.. Chcieliśmy się przespać z tą decyzją, no i ktoś nas ubiegł... A ja już oczami wyobraźni robiłam mu miejsce do spania i jedzenia, miejsce w samochodzie no i przede wszystkim w życiu...
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
JoannaK napisał(a):no i przede wszystkim w życiu... Najważniejsze! Ja na Odi zdecydowałam się natychmiast, chociaż byłam pogodzona z myślą,ze jeśli ktoś mnie ubiegnie , to w porządku. Byle dostała dobry dom. No i dostała - u mnie  . Nie jest rasowym psem, nawet pewnie mieszańcem -choć weterynarz zapewniała mnie,ze ma dużo szorstkowłosego jamnika i teriera ( mieszanka wybuchowa , jeśli chodzi o energie! I tu się z weterynarzem zgodzę: niespożyta energia plus basowy głos i jedno krótkie szczekniecie, a także upór jamnika.) Jest to zwykły kundelek, może gdzieś w dalekiej przeszłości przodek był jamnikiem. Ale mnie wszystko jedno... Lubie duże psy, a ona mnie oczarowała na stronie Ekostrazy.I juz zostanie z nami na cale swoje psie życie.  Jest czarująca!
pozdrawiam
e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 392
Liczba wątków: 2
Dołączył: Jan 2009
Reputacja:
0
No, właśnie widzę. Jest rzeczywiście prze-ko-cha-na! Ja nie brałam pod uwagę posiadania psa tylko z jednego względu - nie było komu go podrzucać w czasie rodzinnych wyjazdów (nie wszędzie przecież da się zabrać czworonoga). W sytuacji, kiedy pojawiła się możliwość, a wręcz odczułam to jako obowiązek, przyjęcia pod swój dach labradora, znalazłam kogoś, kto nawet z entuzjazmem zaofiarował swoją pomoc w takich wypadkach. No i wtedy decyzja zapadła już szybko. Cóż, skoro za późno... Zaczęliśmy teraz myśleć o odwiedzeniu schroniska
Liczba postów: 4,151
Liczba wątków: 85
Dołączył: Jun 2007
Reputacja:
0
Powodzenia w znalezieniu labradora, albo innego, w którym się zakochacie!
Pozdrawiam
e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Liczba postów: 3,847
Liczba wątków: 19
Dołączył: Sep 2006
Reputacja:
0
Może wpadnie Wam do głowy jakiś dobry pomysł. Na podwórku mam dzikiego kota, Dzikusa, choć zwykle mówię o nim ona. Wynoszę jedzenie, kot spod sterty drewna przeniósł się do piwnicy (dobrze, bo tam cieplej). Zwykle zostawiałam jedzenie właśnie koło tej sterty drewna, ale niektórzy w mojej kamienicy opalają mieszkania drewnem, gdy im zabrakło - poszło wszystko. Zaczęłam stawiać jedzenie pod nasz samochód. Jedzenie (razem z miskami) znikało, myślałam, że ktoś złośliwy (to też, ale nie tylko). Na moje podwórko przychodzi psiak, wielkości Dzikusa, włazi pod samochód i wszystko wyżera, pies ma obrożę, ale biega "luzem", nie wiem, kto jest właścicielem, ktoś z innego podwórka. Do piwnicy, gdzie przebywa Dzikus nie mam dojścia. Deski zniknęły. Pod samochodem też się nie da, bo psiak pogoni kota i mu wszystko zje. Myślałam o jakiejś "kociej budzie", ale drewno pójdzie raczej szybko do spalenia, metal na złom, coś w rodzaju karmnika - gołębie, wrony i sroki już robią podchody. Zwyczajnie brak mi pomysłów, co zrobić, by i kot, i jego jedzenie były bezpieczne.
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Liczba postów: 392
Liczba wątków: 2
Dołączył: Jan 2009
Reputacja:
0
A gdzieś wyżej się nie da postawić? Kotom łatwiej się wspinać niż psom, więc jest szansa, że nieproszony gość nie da rady dotrzeć na ucztę...
|