Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
polityka
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1502555,2,siedem-mitow-na-temat-pis.read">http://www.polityka.pl/kraj/analizy/150 ... t-pis.read</a><!-- m -->
[img]http://www.challenge-roth.com/img/challengeroth-logo.gif[/img] Unten 10.
Odpowiedz
Bardzo mądry artykuł. Szczególnie pouczający wydaje się fragment zatytułowany "Mit III".

Skoro już jesteśmy przy polityce, to podzielę się pewną moją hipotezą na temat polityki Kaczyńskich w kwestii wyborów prezydenckich.
Jak wiemy, media czynią rozmaite spekulacje na temat ubiegania się o reelekcję przez obecnego prezydenta. Z jednej strony oczywista logika dziejów wymaga i nakazuje, by prezydent ubiegał się o reelekcję. Tak jest przyjęte, to uwiarygadnia w jakiś sposób jego dotychczasową prezydenturę, rezygnacja z powtórnego kandydowania byłoby niejako przyznaniem się do porażki czy też do braku wiary we własne siły itd. Z drugiej zaś strony coś niemrawa ta strona prezydencka. Miny nietęgie, operowanie półsłówkami. Są moim zdaniem logiczne podstawy do podejrzeń, że decyzja o powtórnym kandydowaniu Pana Lecha stoi co najmniej pod znakiem zapytania.
Jest oczywista sprzeczność między tymi dwiema logikami. Wygląda więc na to, że albo całkowicie się mylę co do niepewności względem kandydowania Pana Lecha albo też są jakieś bardzo ważne przyczyny, że tak powiem, organiczne, które to kandydowanie utrudniają lub wręcz uniemożliwiają. A może istnieje jakaś trzecia możliwość?
Moim zdaniem istnieje! Sądzę mianowicie, że jest prawdopodobny taki scenariusz, że Lech nie będzie ubiegał się o reelekcję, bo... PiS wystawi Jarosława! Były premier - powtarzający, że ma przerwę w pełnieniu funkcji szefa rządu, zdaje sobie sprawę (Tak! Prawdopodobne, że nawet do niego zaczyna to powoli docierać), że mrzonki o powtórnym premierowaniu można między bajki włożyć. Coś zatem musi zrobić ze swoją żądzą władzy i zaszczytów, no a ewentualna prezydentura byłaby jakimś ujściem tych ambicji. Jednocześnie zamiana kandydatury Lecha na kandydaturę Jarosława pozwoliłaby jakoś zachować twarz obecnemu prezydentowi, zwłaszcza, że dla wielu podmiana byłaby w sensie jakościowym (a złośliwie można dodać, że także wizualnym) niezauważalna.
Taką oto hipotezę (czy raczej spekulację) pozwalam sobie przedstawić dziś, 11 lutego 2010.

Pozdrawiam,
KN.
Odpowiedz
[quote=Luter]
Cytat:Coś zatem musi zrobić ze swoją żądzą władzy i zaszczytów,
A podaj mi przykład jednego polskiego polityka, którego ta żądza nie ogarnęła. Nawet ci, z którymi trochę sympatyzuję nie wydają się mieć czystych intencji w prowadzeniu tego narodu do lepszego jutra.
Odpowiedz
Luter napisał(a):Taką oto hipotezę (czy raczej spekulację) pozwalam sobie przedstawić dziś, 11 lutego 2010.

Pozdrawiam,
KN.

Nie jesteś pierwszy Lutrze:

Jacek Żakowski (Polityka Nr 7 z 10.02.2010) napisał(a):Jeśli nie Lech i nie Ziobro, to jedyną deską ratunku dla PiS staje się Jarosław. Brzmi to może trochę fantastycznie, ale nie dla strategów PiS. Stawka jest wysoka, a Jarosław Kaczyński lubi grać o wysokie stawki. Choć zwykle je przegrywał.

Po czym następuje dyskusja "za" i "przeciw" widziane oczyma red. Żakowskiego.

Poza tym:

http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jarosla...25288.html

A tu wypowiedź Pawła Zalewskiego:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1...ki_na.html

Żeby nie było, ja taką alternatywę też "odkryłem" - wczoraj, przy goleniu. Szczęście, że się nie zaciąłem...

Chociaż wydaje mi się, że przegrana Lecha nie oznaczałyby jeszcze końca PiS, natomiast przegrana Jarka - tak. To byłaby gra o wysoką stawkę i o dużym ryzyku. Po ogłoszeniu przez Tuska decyzji o niekandydowaniu i skomentowaniu tego przez PiS jako tchórzostwo, nie wyobrażam sobie, żeby któryś z Braci nie wystartował.
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
JoannaK napisał(a):A podaj mi przykład jednego polskiego polityka, którego ta żądza nie ogarnęła.

Moim zdaniem kilku takich się znajdzie. Chociażby Tusk - najlepszym tego przykładem jest jego rezygnacja z ubiegania się o prezydenturę. Innym przykładem takiego polityka jest Cimoszewicz.
Na współczesnej arenie politycznej poza kilkoma politykami SLD (z młodymi liderami na czele) taka chorobliwa wręcz drapieżna żądza władzy dotyczy właściwie tylko polityków PiS (i to też nie wszystkich).

liptus napisał(a):Nie jesteś pierwszy Lutrze:

Oj, no widzisz! Spóźniłem się, trudno.
W każdym razie swoje spekulacje przeprowadziłem na własny rachunek. Wydaje mi się jednak, że zbieżność tych prognoz w czasie nie jest przypadkowa. Po prostu atmosfera niejasności wokół ewentualnej kandydatury Lecha zgęstniała na tyle, że sformułowanie tego rodzaju spekulacji akurat w tym momencie wydaje mi się oczywiste.
Odpowiedz
Luter napisał(a):
JoannaK napisał(a):A podaj mi przykład jednego polskiego polityka, którego ta żądza nie ogarnęła.

Moim zdaniem kilku takich się znajdzie. Chociażby Tusk - najlepszym tego przykładem jest jego rezygnacja z ubiegania się o prezydenturę. Innym przykładem takiego polityka jest Cimoszewicz.
Na współczesnej arenie politycznej poza kilkoma politykami SLD (z młodymi liderami na czele) taka chorobliwa wręcz drapieżna żądza władzy dotyczy właściwie tylko polityków PiS (i to też nie wszystkich).

Dobre Smile))) Przypomniał mi się kawał: "(...) a Lenin tylko uśmiechnął się dobrotliwie - a mógł przypier...ć."
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
JoannaK napisał(a):A podaj mi przykład jednego polskiego polityka, którego ta żądza nie ogarnęła
A co rozumiesz pod określeniem "żądza władzy", którą, jak widzę, oceniasz krytycznie? Wydaje mi się, że polityk od tego jest, żeby walczyć o władzę, bo posiadając władzę może realizować swój program (na ile stara się go później realizować i na ile mu się to udaje - to inna sprawa). Polityk, który władzy nie chce, to sprzeczność sama w sobie, to jak kierowca, który mówi, że nie zamierza brać w ręce kierownicy. Jeżeli któryś z polityków tak mówi, to zdecydowanie odradzam głosowanie na niego, bo albo nie zamierza realizować programu, albo mija się z prawdą Smile)

Dlatego ciekaw jestem, jak po wypowiedziach Tuska (że stanowisko Prezydenta to zaszczyty, prestiż, żyrandol itp, a nie realna władza), bedzie wyglądać kampania kandydata PO to stanowisko (rzekomo) pozbawione władzy (poza kampanią negatywną pod hasłem "antyKaczyński"). Bo jeżeli chodzi o żyrandol, to taniej bedzie, jeżeli ktoś go po prostu Komorowskiemu kupi Wink
Odpowiedz
Jaśko napisał(a):A co rozumiesz pod określeniem "żądza władzy", którą, jak widzę, oceniasz krytycznie? Wydaje mi się, że polityk od tego jest, żeby
walczyć o władzę, bo posiadając władzę może realizować swój program (na ile stara się go później realizować
Nie wiem, czy to pytanie do mnie, czy do Lutra. W/g mnie o żądzy władzy można mówić wtedy, kiedy program danego polityka, jego plany są dla niego samego mniej ważne niż zdobycie władzy. Mam wrażenie, że oni w swojej zdecydowanej większości (i trudno mi tu znaleźć wyjątki) po prostu chcą się dostać do koryta lub przy nim utrzymać, natomiast chęci podjęcia niepopularnych decyzji, żeby w tym kraju zmienić coś na lepsze, już nie widzę. Dlatego obiecują "gruszki na wierzbie", które potem oczywiście nie wyrastają z winy opozycji, poprzedniej ekipy, która za dużo napsuła lub wetującego ustawy prezydenta.
Odpowiedz
Jarosław Kaczyński (jeśli nie zidiocieje) nie będzie kandydował na prezydenta z bardzo prostej przyczyny. Nie ma żony - a First Lady być musi.

Jeżeli jednak i Tusk nie wystartuje (co jest jednak możliwe, bo Tusk boi się rozpadu partii po jego odejściu na stołek prezydencki, co by skutkowało zgonem PO w wyborach parlamentarnych) a wystawi Komorowskiego lub Sikorskiego, to temat żon będzie (z różnych przyczyn) dość istotnym elementem kampanii. Może tej mniej oficjalnej ale jakże istotnej. Ale ja stawiam, że Tusk jednak będzie startował.

Ja wiem, że Jacek Żakowski i inni życzyliby sobie kandydata bez żony, ale myślę że JK nie da się wciągnąć w głupotę z kandydowaniem. W interesie JK jest nawet to, by to nie jego brat a właśnie Tusk został prezydentem. Na fali rozgrywek potuskowych w PO i porażki w wyborach, PiS mógłby powrócić do władzy, a JK na fotel premiera.

Polityka to twarda i bezwzględna walka ludzi żądnych władzy o władzę. Taka była, jest i będzie. Inne jej postrzeganie to infantylizm.
Odpowiedz
lc napisał(a):First Lady być musi

A mama?

Trafnie określiłeś motywy Tuska. W tym można poznać, że nie jest pierwszym lepszym wieprzem u koryta, który pcha się, by samemu nachapać jak najwięcej paszy, ale myśli. Myśli nie tylko o sobie, ale o partii, o zapleczu, które pozwoli sprawować władzę i realizować plany (oby), szczególnie te dalekosiężne i niewygodne wyborczo. Równie dobrze mógł pomyśleć: Niech każdy się martwi o siebie. Startuję, będę Prezydentem RP, będę miał obligatoryjnie miejsce w historii. W zasadzie to mam taką pozycję i rozpoznawalność, że po kadencji lub dwóch, czy mi się PO rozpadnie, czy nie, to ja i tak dam sobie radę. Nie w tej partii, to w innej - zawsze gdzieś się załapię.

Moim zdaniem Tusk jest jednym z najlepszych polityków III RP. Wciąż się rozwija, coraz więcej znaczy na arenie międzynarodowej i nie zasklepia się w swojej liberalnej postawie, ale ewoluuje ideologicznie ku "złotemu środkowi".

Nie, nie zmieni swojego zdania. Nie będzie kandydował.
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
Liptusie,
mama nie może być First Lady
i ubiegając dalsze dociekania dodam, że kot również.


A co do Tuska, to nigdy nie twierdziłem, że jest pierwszym lepszym wieprzem u koryta. Takim wieprzom nie poświęca się przecież tyle uwagi.
Tusk to jest myślący, bardzo zręczny polityk (do którego za rozwalenie Unii Wolności mam niezwykle dużo sympatii - dokonał tego, czego nie udało się całej prawicy z Kaczyńskimi na czele) potrafiący powycinać dużo mocniejszych od siebie rywali, myślądy na pewno dalekowzrocznie o sprawowaniu władzy i realizacji określonego programu (nie jestem przekonany, czy jest to akurat ten program głoszony w kampaniach wyborczych) i przejdzie do historii jako jedna z barwniejszych postaci.
Co nie zmienia faktu, żę nie popieram ani jego ani PO.

Widzę też Twoją radość, że Tusk nie zasklepia się w liberalnej postawie i ewoluuje ideologicznie ku "złotemu środkowi" (zgadzam się że tak ewoluuje, niezależnie od tego, co ten złoty środek miałby oznaczać).
Liptusie, chyba jesteś pod dużym wpływem Johna Rawlsa. Nie mylę się?
Odpowiedz
lc napisał(a):Jarosław Kaczyński (jeśli nie zidiocieje) nie będzie kandydował na prezydenta z bardzo prostej przyczyny. Nie ma żony - a First Lady być musi.
Niektórzy poprzednim razem uważali, że właśnie z tego powodu wypchnął brata, a nie wystartował sam. Ja się zgadzam. Pamiętacie Tymińskiego? Oprócz paniki, że skąd, kto i dlaczego, zarzucano mu właśnie, że jego egzotyczna żona nie nadaje się na "First Lady" (a Danusia Wałęsowa urodziła się do tek roli).
Odpowiedz
Tymińskiemu zarzucano, że bije żonę itd. Potem okazało się, że oczywiście nic takiego się nie działo, ale wystarczyło by go wykopać z wyborów...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
JoannaK napisał(a):Pamiętacie Tymińskiego? Oprócz paniki, że skąd, kto i dlaczego, zarzucano mu właśnie, że jego egzotyczna żona nie nadaje się na "First Lady" (a Danusia Wałęsowa urodziła się do tek roli).

Z tego, co pamiętam najbardziej się obśmiewał Wałęsa - bo Danusia to wiadomo, ale Tymińska jako matka-Polka?


Przemek napisał(a):Tymińskiemu zarzucano, że bije żonę itd. Potem okazało się, że oczywiście nic takiego się nie działo, ale wystarczyło by go wykopać z wyborów...

Nawet wyświetlono o nim film, że brał udział w jakichś obrzędach wu-du czy innych, gdzie się narkotyzował i robił w spodnie.

To o Tymińskim, ale te wszystkie inne przedwyborcze afery - a ten to nie zapłacił podatku, ten coś tam jeszcze innego... Dokładnie tylko po to, by zdyskredytować przeciwnika.
A że nieprawda? Nie szkodzi.
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
gosiafar napisał(a):ale Tymińska jako matka-Polka?
A Anne Applebaum? Smile
Odpowiedz
Cytat:Zbigniew Ziobro (PiS) jest najmniej aktywnym europosłem z Małopolski. Chociaż jako deputowany zarabia co najmniej 31 tys. zł miesięcznie (7600 euro), jest w Parlamencie Europejskiem rzadkim gościem.

Opuszcza sesje plenarne i posiedzeniach komisji prawnej, której jest członkiem. Od lipca do grudnia zjawił się na niej tylko 2 razy (na 7 posiedzeń), ani razu nie zabrał głosu. Drugą, choć nieobowiązkową, z przypisanych mu komisji odwiedził tylko raz. Przez pół roku złożył 5 interpelacji, w tym 3 razem z 13 innymi posłami. Prawie nie zabiera głosu.
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.gazetakrakowska.pl/stronaglowna/212483,posel-zbigniew-ziobro-leniuchuje-w-brukseli,id,t.html">http://www.gazetakrakowska.pl/stronaglo ... ,id,t.html</a><!-- m -->
Odpowiedz
Cytat:Jeśli Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego, to będzie bardzo zabawnie - mówi "Newsweekowi" Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo - jak twierdzi lider PiS - na Sikorskiego są haki.

<!-- m --><a class="postlink" href="http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,107232730,107251783,Kaczynski_Tajemnica_panstwowa.html">http://forum.gazeta.pl/forum/w,902,1072 ... twowa.html</a><!-- m -->

I fragmenty dwóch komentarzy internautów pod artykułem:

Cytat:Kiedyś to sb i temu podobne służby zbierały HAKI, by móc zwerbować,zdyskredytować różnych ludzi... Teraz takie służby w szeregach ma Pis. Nie mają co robić więc szukają... Pan Jarosław K i jego brat zrobią wszystko,nie po to by Polska lepiej funkcjonowała a po to by dowalić konkurencji.

Cytat:Oczywiście jeśli Radosław Sikorski wystartuje w wyborach prezydenckich, tajemnica państwowa nie będzie przeszkadzać Jarosławowi w ujawnieniu tych informacji. I "będzie zabawnie". Prawdziwy z niego Patriota!
Odpowiedz
lc napisał(a):Liptusie, chyba jesteś pod dużym wpływem Johna Rawlsa. Nie mylę się?

Nie, nie jestem. Choć może gdybyś uściślił, które z jego poglądów dostrzegasz w tonie mojej wypowiedzi, to mógłbym się do nich odnieść. Całościowo na pewno nie podzielam teorii sprawiedliwości. Zdecydowanie bliżej mi do "sprawiedliwości" wg ks. Twardowskiego.

Natomiast co do Unii Wolności - pozwól, że się z Tobą nie zgodzę. To, że przestała istnieć nie jest zasługą Tuska (jeśli można tu mówić w ogóle o czyjejkolwiek zasłudze), lecz konsekwencją wielu czynników, m.in. niefortunnej koalicji z prawicową "hej-kto-szlachta-za-Kmicicem" AWS. Partia ta (mam na myśli UW) po prostu nie przystawała do kategorii prężnych tworów medialnych, które potrafią stosować techniki socjotechniczne do zdobycia poparcia. Jej etos w zasadzie wykluczał zabieganie o uznanie wśród społeczeństwa. Tusk to po prostu dostrzegł i wybrał mniejsze zło formując PO, która idealnie wpasowała się w dzisiejszy świat polityki medialnej. Z persepktywy czasu żałuję tylko, że Tusk kiedyś przegrał "bój" o przodownictwo w UW z Geremkiem. Moglibyśmy mieć dzisiaj na scenie politycznej zupełnie inną jakość i debaty i rządzenia, bo brakuje mi takiej ostoi stojącej na straży reprezentowanych przez siebie niezmiennych wartości, jaką byli niektórzy z ludzi zebranych pod szyldem UW (prof. Geremek, Jacek Kuroń, Leszek Balcerowicz).
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
Luter napisał(a):Bo - jak twierdzi lider PiS - na Sikorskiego są haki.
Może babcia w Luftwaffe? ;(
liptus napisał(a):Z persepktywy czasu żałuję tylko, że Tusk kiedyś przegrał "bój" o przodownictwo w UW z Geremkiem. Moglibyśmy mieć dzisiaj na scenie politycznej zupełnie inną jakość i debaty i rządzenia, bo brakuje mi takiej ostoi stojącej na straży reprezentowanych przez siebie niezmiennych wartości, jaką byli niektórzy z ludzi zebranych pod szyldem UW (prof. Geremek, Jacek Kuroń, Leszek Balcerowicz).
Nie rozumiem. Czy uważasz, że Tusk stałby wówczas lepiej na straży wartości reprezentowanych przez Geremka sam niż Geremek?
Odpowiedz
Liptusie,
kiedy napisałeś o złotym środku, do którego dąży Tusk, od razu przyszedł mi do głowy Rawls, gdyż jest to sztandarowy filizof godzenia liberalizmu z socjaldemokracją, a jego dzieło "Teoria sprawiedliwości" uznana jest za najwybitniejsze dzieło politologiczne drugiej połowy XX w. Nawiasem mówiąc, teza że strach przed biedą jest większy niż pragnienie bycia bogatym (co stanowi uzasadnienie dla redystrybucji iopieki społecznej) nie jest pozbawiona sensu. Rawls podkoniec życia modyfikował podobno swoje poglądy, ale tak bardzo tym się nie interesowałem. A że Tuskowi na pewno bliżej jest dziś do Rawlsa niż do Roberta Nozicka (piewcy państwa minimalnego, walczącego z Rawlsem) stąd mój wpis.

Nie znam poglądów ks. Twardowskiego na sprawiedliwość etc. ale domniemywam, że mieszczą się one w kanonie katolickiej nauki społecznej - też oczywiście zasługującej na miano złotego środka.
I nie wykluczam, że być może liberał Tusk niedługo ogłosi się wyznawcą KNS.

A co do Unii Wolności...
Powiem tylko tyle - kiedy przymuszony przez rządzącą SLD musiałem - jako urzędnik - zobowiązać się w końcu 2001 r. do zaprzestania publicznego grania piosenek politycznych, robiłem to z radosną świadomością że wraz ze mną odchodzi na śmietnik polityczny Unia Wolności. Stąd pożegnanie z gitarą wcale bolesne nie było.
Odpowiedz
dauri napisał(a):Nie rozumiem. Czy uważasz, że Tusk stałby wówczas lepiej na straży wartości reprezentowanych przez Geremka sam niż Geremek?
Absolutnie nie! Miałem na myśli, że z tuskowymi zdolnościami lawirowania partią wśród wichrów medialnych, nadania jej takiej piarowskiej otoczki (co, niestety, jest konieczne) możliwe byłoby istnienie UW do dziś, a co za tym idzie, obecność w polityce ludzi innego rodzaju niż duża większość obecnych polityków.
Wszak UW miała taką właściwość gromadzenia, jakby to nie zabrzamiało, śmietanki niegdysiejszej demokratycznej opozycji.
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
Śmietanka niegdysiejszej opozycji leży 6 stóp pod ziemią wymordowana w latach 40-tych i 50 -tych przez UB, IW, KBW i NKWD.
Odpowiedz
liptus napisał(a):możliwe byłoby istnienie UW do dziś, a co za tym idzie, obecność w polityce ludzi innego rodzaju niż duża większość obecnych polityków.
Przecież ci ludzie (tzn. byli politycy UW, a także UD) nie zniknęli. Nadal wielu z nich zajmuje się polityką, np.: Święcicki, Piskorski, Schetyna, Gilowska, Frasyniuk, Celiński, Balicki, Filar, Komorowski, Tusk, Grabarczyk, Boni, Borusewicz, Kutz, Szejnfeld, Śledzińska-Katarasińska, Ujazdowski, P. Zalewski... żeby wymienić pierwszych z brzegu. Część odeszła zapewne ze względu na wiek, część zapewne znalazła inne zajęcia (np. J. K. Bielecki), od których niekoniecznie chcieliby wrócić do polityki.
Odpowiedz
Jaśko napisał(a):
liptus napisał(a):możliwe byłoby istnienie UW do dziś, a co za tym idzie, obecność w polityce ludzi innego rodzaju niż duża większość obecnych polityków.
Przecież ci ludzie (tzn. byli politycy UW, a także UD) nie zniknęli. Nadal wielu z nich zajmuje się polityką, np.: Święcicki, Piskorski, Schetyna, Gilowska, Frasyniuk, Celiński, Balicki, Filar, Komorowski, Tusk, Grabarczyk, Boni, Borusewicz, Kutz, Szejnfeld, Śledzińska-Katarasińska, Ujazdowski, P. Zalewski...


Etos, ostoja niezmiennych wartości i... Piskorski Big Grin
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Jaśko napisał(a):Nadal wielu z nich zajmuje się polityką

No tak. Tylko co to za polityka? Przynajmniej połowa z wymienionych nie walczy pod jednym sztandarem, nie realizuje wspólnych celów. Są rozproszeni i przez to trudno o jakiś wyraźny, silny głos w słusznym celu. Poza tym UW nie gromadziła tylko wielkich mężów stanu, zdarzały się i mniej nobliwe postacie, co nie zmienia faktu, że po UW nie było już takiej formacji, która by miała taką siłę przyciągania światłych przedstawicieli naszego narodu.

Leszku,
poglądy Rawlsa nie przemawiają do mnie ze względu na jego utopijne założenie "zasłony niewiedzy", a wspomniana sprawiedliwość Twardowskiego jest np. tu:

http://www.idn.org.pl/poezja/twardowski/...liwosc.htm
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
liptus napisał(a):po UW nie było już takiej formacji, która by miała taką siłę przyciągania światłych przedstawicieli naszego narodu.

ROTFLSmile))) Ty nie piszesz tego poważnie o tej partii?
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Przemek napisał(a):Ty nie piszesz tego poważnie o tej partii?

A jakie masz argumenty przeciw?
Słowo „ostatni” ma sens dopiero w przemówieniu nad grobem, a za życia mówi się „następny”.
Odpowiedz
liptus napisał(a):No tak. Tylko co to za polityka? Przynajmniej połowa z wymienionych nie walczy pod jednym sztandarem, nie realizuje wspólnych celów.
Może oni mają różne cele? Przecież nikt im nie kazał rozwiązywać UW i rozchodzić się po PO, Demokratach i (w mniejszym stopniu) PiS. Zapewne nikt im też nie zabrania stworzenia nowej partii, np. pod nazwą "Partia Światłych Przedstawicieli Naszego Narodu".

Albo może właśnie wspólne cele mają i realizują je w róznych partiach? Może gdyby prześledzić ich stosunek do lustracji, UE, do waluty euro, do Kościoła itp. to udałoby się dostrzec sporo podobieństw? Tak tylko spekuluję, bo trzeba by nad tym trochę popracować, żeby móc jakieś solidniejsze wnioski wyciągnąć.

Chciałbym jeszcze napisać, że ja za młodu sympatyzowałem z UD, a nawet jakoś się udzielałem :wstyd: no ale wtedy byłem niepełnoletni. Teraz uważam, że w pewnym stopniu zostaliśmy oszukani w 1989 roku i okolicach (chodzi mi np. o lustrację, o grubą kreskę, o niektóre sprawy związane z transformacją), dlatego - dokładnie odwrotnie, niż Ty - właśnie na ludzi z UD/UW patrzę z pewną podejrzliwością.
Odpowiedz
Liptusie,
wiersz jest wspaniały - tak jak wszystkie wiersze Tego Autora
i nie sposób się z nim nie zgodzić
aczkolwiek jednocześnie myślę, że np. Jacek Kuroń by się nie zgodził gruntownie.

Swoją drogą, pisząc o utopijnym (i słusznie) założeniu Rawlsa dotyczącym zasłony niewiedzy masz szczęscie, że listowi ateusze nie zarzucili Ci, że założenie istnienia Boga w wierszu ks. Twardowskiego też jest utopijne.


Marku,
chciałbym się pochwalić, że nigdy nie sympatyzowałem z ROAD/UD/UW - wprost przeciwnie, od samego początku ją zwalczałem czynnie m.in. współzakładając w 1990 r. Porozumienie Centrum na Uniwersytecie Warszawskim (jako przeciwwagę dla tych środowisk, które - nie ukrywam - ma Uniwerku dominiowały) a także byłem w komitecie wyborczym Wałęsy (czego się wstydzę) i zbierałem na Uniwerku podpisy pod jego kandydaturą i przeprowadzałem agitkę (czego się wstydzę) działając przeciwko Mazowieckiemu (czego się NIE wstydzę).
A później zacząłem pisać i śpiewać o nich piosenki i tak to się potoczyło...
Odpowiedz
Dodam, że wstyd z powodu popierania Wałęsy w 1990 r. to (pan) pikuś w porównaniu z dumą ze zwalczania ROAD/UD/UW od samego początku.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Koncert w Warszawie 3.06 - polityka ;) Jaśko 17 5,490 05-25-2007, 09:58 PM
Ostatni post: Markowa :)
  polityka prorodzinna? Karol 22 7,720 02-01-2007, 04:19 PM
Ostatni post: Karol

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości