Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
EMPiK
#1
Drodzy Państwo!
Z czym kojarzy się sklep EMPiK?
-z supermarketem książkowo-płytowym
-z gazetami, które czasem można dostać tylko tu
-z (drogimi) artykułami papierniczymi
-z punktem fotograficznym (dość sprawnie z reguły działającym)
-czasem z kawiarnią (a kawę dobrą tu się robi zazwyczaj)
-z sympatyczną, młodą obsługą ( dSmile )
-z torebkami foliowymi, których ma się tu na pęczki. Jak ktoś chce siatkę - idzie do Empiku, bo tu mają!

Otóż nie, szanowni Państwo!
W głównym supermarkecie książkowo-płytowym w Poznaniu skończyły się reklamówki. Nie ma! Brak!
A wiecie, jaki opierdziel już dostałam dzisiaj?! Ja, Bogu ducha winien sprzedawca (sprzedawczyni)!? Za to, że dostawca się chyba na nas obraził i postanowił nie przywozić nam reklamówek? Oj, jaki barwny język mają klienci, kiedy mogą się wyżyć na pracowniku sklepu...
A my dopiero 45 minut temu ten sklep otworzyliśmy...

Klient nasz Pan? G*** prawda. Jakaś elementarna kultura obowiązuje każdego.
Ja wiem, że to głupie, że nie ma reklamówek. Sama też jestem zła (choć bardzo nie lubię siatek - potem jest tysiąc lat reklamy Empiku w lesie...). No ale dajcie spokój, jak się słyszy od samego rana, jest się członkiem bandy debili i nie wiadomo co jeszcze, to na początku chce się śmiać, ale potem się człowiek zaczyna denerwować.
Odpowiedz
#2
Jak w reklamie: "EMPiK - pełna kultura"
Tylko nie wiadomo, czy postawić Wink, czy Sad( na końcu...

Jodynko, z czasem przywykniesz!

Pzdr
Piotr - z xx letnią praktyką handlową Big Grin
[size=85][color=darkgrey][i]Jak jest tylko śmiesznie – może być niewesoło[/i]
Edward Dziewoński[/color][/size]
Odpowiedz
#3
Z wykształcenia jestem księgarz. Po skończeniu szkoły pracowałam w księgarni. Duuuuużo by opowiadać o zachowaniach ludzkich. A pomysłowość ludzka w ubliżaniu i gnojeniu nie zna granic.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#4
ja jestem z reguły odporna na zdanie ludzi, którzy o mnie nic nie wiedzą, a mają ochotę sobie poużywać.
Ale pierwszy raz słyszę taką kondensację treści w tak krótkim czasie rzucaną pod moim adresem. :lol:

PS> Znalazło się już kilku klientów, którzy śmiali się z tego, a nie darli papę. Ale to ci drudzy przeważają. A reklamówek jak nie było, tak nie ma.
Odpowiedz
#5
Ja miałem następujący sposób na niesympatycznych księgarzy:
Ja: Czy mają Państwo coś Dino Buzzatiego?
Księgarz: A któż to jest ten Buzzati?
Ja: Jeden z największych włoskich pisarzy XX wieku!
Księgarz: Cooo takiego??? Zaraz sprawdzę... No tak, rzeczywiście...

Od pewnego czasu już to nie działa, bo ukazały się "Pustynia Tatarów" i "60 opowiadań", i księgarze już znają Buzzatiego.
Odpowiedz
#6
jodynka napisał(a):Drodzy Państwo!
Z czym kojarzy się sklep EMPiK?
Z sytuacją, która do dziś mnie na przemian śmieszy i zdumiewa.
Łódź, 2003 rok. Jako młoda, początkująca autorka, znająca się co nieco na marketingu (świeżo zrobiona podyplomówka :wzruszony: ), postanawiam wziąć sprawy we własne ręce i zorientować się w możliwościach dystrybucji (wydawca się nie angażował, zresztą z zadowoleniem przyjął inicjatywę, dał błogosławieństwo i pełnomocnictwa).
Empik nr 1.
Ja: Dzień dobry, nazywam się..., jestem autorką książki .... wydanej przez wydanictwo ... Czy mogłabym rozmawiać z kierownikiem działu książki?
Panienka z Empiku (z oczu bije tęsknota za rozumem): z Michaaałem?
Ja: Niestety, nie znam nazwiska kierownika.
Panienka (w kierunku zaplecza): Jest tam Michaaaał?
(głos z zaplecza, niewyraźny, ale zaprzeczający).
Panienka: Michała nie ma.
Ja (niezmordowana): A kiedy można zastać kierownika.
Panienka (bezradnie): Nie wiem.

Empik nr 2, zajawka ta sama. Zostaję zaprowadzona do kierowniczki działu książkowego, wyłuszczam sprawę.
Kierowniczka: Ale my nie bierzemy książek bezpośrednio od wydawców, tylko od dystrybutora.
Ja (idąc na całość): Ale my oferujemy większy procent i dłuższe terminy płatności.
Kierowniczka: Rozumiem, ale nie bierzemy od wydawców.
Ja: A czy mogę zapytać, dlaczego?
Kierowniczka: Bo jak bierzemy bezpośrednio od wydawców, to nam się potem faktury gubią.

Głupszego wykrętu chyba nie słyszałam.

Pozdrowowienia dla wszystkich z branży wydawniczo-księgarskiej *-`- !
Odpowiedz
#7
Karol napisał(a):
jodynka napisał(a):Drodzy Państwo!
Z czym kojarzy się sklep EMPiK?
Z panem, ktory odklada dla mnie ksiazki i mnie pamieta, mimo, ze zjawiam sie raz na rok. Rozmawiamy sobie przy okazji o tym, ktore tlumaczenie jest lepsze. 'Nakrzyczal' na mnie, ze stracilam (pozyczylam i nie oddano) 'Piknik na skaraju drogi', ale obiecal zdobyc -na przyszly rok.
Z panem, ktory byl zdziwiony, ze prosze go o odlozenie dla mnie Boksu (lezaly dziesiatki), bo zapomnialam pieniedzy i gnalam po nie do hotelu.

Czyli -sympatycznie..

Niesympatycznie - w legnickim nie bylo duzej Arki.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#8
dauri napisał(a):Ja miałem następujący sposób na niesympatycznych księgarzy:
Ja: Czy mają Państwo coś Dino Buzzatiego?
Księgarz: A któż to jest ten Buzzati?
Ja: Jeden z największych włoskich pisarzy XX wieku!
Księgarz: Cooo takiego??? Zaraz sprawdzę... No tak, rzeczywiście...

Od pewnego czasu już to nie działa, bo ukazały się "Pustynia Tatarów" i "60 opowiadań", i księgarze już znają Buzzatiego.
I tu się "kłania" zatrudnienie osób, które nie mają pojęcia o książkach. Też parę razy spotykałam się z czymś takim.
Za moich czasów nie do pomyślenia. Wink
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#9
tmach napisał(a):I tu się "kłania" zatrudnienie osób, które nie mają pojęcia o książkach. Też parę razy spotykałam się z czymś takim.
Za moich czasów nie do pomyślenia.
Zgadza się.
Ja widzę po swoich kolegach i koleżankach z pracy - niektórzy nie mają bladego pojęcia, gdzie mamy jaki dział, nie mówiąc już o przypasowaniu autora do działu czy tytułu do autora. Aż się przykro robi, jak się na to patrzy.

Ja też nie jestem omnibusem, wielu rzeczy nie wiem, czasem takich, które wiedzieć jednak powinnam. Ale ze wszystkiego można wybrnąć w jakiś fajny sposób - albo uśmiechem, albo robieniem mądrej miny i przeszukiwaniem katalogu, albo pytaniami pomocniczymi... Ale jednak nie wyobrażam sobie pójść do pracy przy książkach totalnie zielonym. Byłoby mi wstyd po prostu.
Odpowiedz
#10
jodynka napisał(a):Ale jednak nie wyobrażam sobie pójść do pracy przy książkach totalnie zielonym. Byłoby mi wstyd po prostu.
A jednak panie, które nie mają pojęcia o książkach, ale sprzedają w księgarni, są nierzadkim zjawiskiem Sad
Odpowiedz
#11
Karol napisał(a):A jednak panie, które nie mają pojęcia o książkach, ale sprzedają w księgarni, są nierzadkim zjawiskiem
a w EMPiKach tym bardziej. Tutaj przepływ pracowników jest niesamowity. Strasznie szybko zmieniają się ludzie z obsługi. To idealna praca dla studentów, bo można sobie ustalić bardzo elastyczny grafik. Więc do pracy tu przychodzą wszyscy - bo jest przjemnie i wcale nie ciężko. A niektórzy się totalnie do tego nie nadają.
A rekrutacja, przynajmniej u nas, jest źle prowadzona.
A wielu studentów szybko rezygnuje z pracy, bo im się nudzi albo widzą, że sobie nie radzą. I tak w ciągu miesiąca potrafi zmienić się nawet 80% pracowników np. działu książki (tak było u nas np.). I potem każdego trzeba uczyć wszystkiego od początku.
I w taki oto sposób ja, która pracuję w Empiku 2,5 miesiąca, jestem prawie że ekspertem od działu "ksiażka" i wszystkich spraw z nim związanych.
Stąd też nie dziwi mnie specjalnie tekst: "z Michaaałem?". Choć powinno to być nie do pomyślenia.
Odpowiedz
#12
Karol napisał(a):A jednak panie, które nie mają pojęcia o książkach, ale sprzedają w księgarni, są nierzadkim zjawiskiem
Ta zasada ostatnimi czasy dotyczy niestety nie tylko księgarń. Kilka dni temu, chciałem kupić w MediaMarkcie słuchawki bezprzewodowe z mikrofonem do komputera. Nie mogąc jednak wyłowić z gąszczu produktów interesującego mnie artykułu, poprosiłem o radę pana z obsługi sklepu. Ten jednak rozłożył ręce i odpowiedział: 'oj, chyba nie mamy takich słuchawek. Poza tym, ja nie jestem pewien, czy już coś takiego w ogóle wynaleziono.' Przepraszam za lekki OT, ale do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem kompetencji sprzedawcy.
Odpowiedz
#13
jodynka napisał(a):I w taki oto sposób ja, która pracuję w Empiku 2,5 miesiąca, jestem prawie że ekspertem od działu "ksiażka" i wszystkich spraw z nim związanych.
Szkoda, że nie we Wrocku Smile
Odpowiedz
#14
jodynka napisał(a):Ja, Bogu ducha winien sprzedawca (sprzedawczyni)!?

Zaraz, zaraz - zmieniłaś firmę? Czy to może kolejne wcielenie kobiety pracującej ? Smile
Odpowiedz
#15
Kuba Mędrzycki napisał(a):Zaraz, zaraz - zmieniłaś firmę? Czy to może kolejne wcielenie kobiety pracującej ?
Wiesz:
za coś żyć trzeba (stąd Empik),
ale też trzeba rozwijać zainteresowania i inwestować w siebie na potem - całe życie sprzedawcą książek być nie zamierzam. Stąd firma nr 1, praca w której daje mi duuuuużo radości, satysfakcji i poczucia, że robię coś dla siebie. Tylko do portfela nic za to nie trafia - totalny wolontariat, za frajer robimy wszyscy Smile
Ale kiedyś, kiedyś - jak już się spotkamy w tej samej firmie, może się to trochę zmieni...
Odpowiedz
#16
jodynka napisał(a):za coś żyć trzeba (stąd Empik),
ale też trzeba rozwijać zainteresowania i inwestować w siebie na potem - całe życie sprzedawcą książek być nie zamierzam. Stąd firma nr 1
Normalnie powinnaś się nazywać Irena Kwiatkowska! Smile
jodynka napisał(a):Ale kiedyś, kiedyś - jak już się spotkamy w tej samej firmie, może się to trochę zmieni...
Zapraszam! Smile
Odpowiedz
#17
jodynka napisał(a):Stąd firma nr 1, praca w której daje mi duuuuużo radości, satysfakcji i poczucia, że robię coś dla siebie. Tylko do portfela nic za to nie trafia - totalny wolontariat, za frajer robimy wszyscy Smile
Oj tak, taki totalny wolontariat daje niesamowite ilości satysfakcji i radości!

Trochę OT:
Myśmy dziś zakończyli Festiwal Abstract. Kilkanaście osób przez tydzień nie śpi, je chiński zupki i nie wychodzi z Ruin Teatru, po to, żeby zrobić coś fajnego Smile. Nikt z nas nie dostał za to złotówki, ale pełne akumulatory owszem Smile I jeszcze nie wyszliśmy a już zaczęliśmy planować następny. Coś wspaniałego Smile
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz
#18
Kazia:) napisał(a):Oj tak, taki totalny wolontariat daje niesamowite ilości satysfakcji i radości!
A najwięcej, to chyba członkom zarządu, na których tyrają tacy 'wolontariusze' jak choćby jodynka właśnie.
Odpowiedz
#19
Kuba ja też haruję w radiu za darmo na czym korzystają członkowie zarządu. Ale robię to, bo mi się to podoba, bo chcę. I to, że zawsze ktoś korzysta na tym, że inny robi coś za darmo, szczęśliwie nie zniechęca wszystkich.

Na tym naszym Abstracie wykładowcy z wydziału Pl. Śl., który finansował w dużej mierze przedsięwziecie, zapytali naszego akustyka ile dostanie za to, że przez tydzień nie wychodzi z ruin i sam zajmuje się całym dźwiękiem i oświetleniem imprezy. Nic. Jak każdy z nas. Wykładowcy Ci, naprawdę fantastyczni ludzie, zaczeli się śmiać, po czym stwierdzili, że ich wydział korzysta na takich idiotach jak my. I na takich jak oni, bo oni też za to nic nie wzięli.
Ja się cieszę, że są jeszcze ludzie, którym się chce. A zarząd korzysta też na tych, którym płaci.
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz
#20
Kazia:) napisał(a):Kuba ja też haruję w radiu za darmo na czym korzystają członkowie zarządu. Ale robię to, bo mi się to podoba, bo chcę.
Nie twierdzę, że praca w radiu nie sprawia Ci przyjemności, ale czy nie lepiej poszukać takiej stacji, która jednak w jakiś sposób wynagrodzi Twój trud? Zresztą, nie wiem też na jakiej zasadzie pracujesz - czy to są jakieś praktyki czy jak? I co to za stacja?
Odpowiedz
#21
Czesc tu Lucynka Smile
Pozdrawiam!

od Zeratula: komentarz powyższy jest autorstwa Lucynki (jak nietrudno się domyślić Tongue ) - to co prawda HP, ale wybaczcie lekki offtop
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
#22
Kuba Mędrzycki napisał(a):Nie twierdzę, że praca w radiu nie sprawia Ci przyjemności, ale czy nie lepiej poszukać takiej stacji, która jednak w jakiś sposób wynagrodzi Twój trud? Zresztą, nie wiem też na jakiej zasadzie pracujesz - czy to są jakieś praktyki czy jak?
pytanie co prawda do Kazi, ale uważam, że mogę się wypowiedzieć, bo znam "materię", której dotyczy.
Ciężko jest znaleźć stację, która da Ci na dzień dobry pieniądze za to, że u nich tyrasz. Bo wszyscy doskonale wiedzą, że znajdą się tacy, którzy przyjdą tyrać za darmo, więc takiego, co chce kasę, mogą odprawić z kwitkiem.
To raz. A dwa - kiedy jesteś na starcie swojej przygody, którą potem chcesz rozwijać i kontynuwać, cieszysz się, że jest ktoś, kto daje Ci legitymację prasową i możliwość uczenia się u siebie, a przy tym traktuje Cię poważnie.

Choć powiem od razu, że gdy uderzę do PR, to się postaram o traktowanie mnie słusznie. Ale tu może być cieżka przeprawa.
Zobaczymy z resztą, co z tego będzie.
W każdym razie ja bym chciała. Rok tam, rok tu, potem kolejne praktyki (które i tak zrobić trzeba) jeszcze gdzie indziej, a potem... Wink
Odpowiedz
#23
Wyraziłaś jodynko to, co chciałam powiedzieć Smile
Dokładnie tak jest.
Ja teraz idę do PR, ale na razie też bezpłatnie. Zobaczymy co będzie potem Smile

P.S. Nie zignorowałam postu Kuby, tylko odpisałam na PW Smile
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz
#24
jodynka napisał(a):Bo wszyscy doskonale wiedzą, że znajdą się tacy, którzy przyjdą tyrać za darmo, więc takiego, co chce kasę, mogą odprawić z kwitkiem.
No, właśnie. A potem płacze o płacę minimalną.
Żaden zdrowy rynek nie potrzebuje płacy minimalnej regulowanej ustawą. Bo wie, że poniżej pewnego poziomu płacowego pracownicy nawet nie otworzą ust, żeby wybuchnąć gromkim śmiechem. A w Polsce ciągle spora część ludzi (większość?) pójdzie za te grosze. I potem robi się błędne koło: chcesz pracować za normalne pieniądze - i nie możesz, bo wszyscy, od byle "byznesmena" po rząd Cię ignorują, wiedząc, że i tak znajdzie się ktoś, kto przyjdzie pracować za grosze...
Odpowiedz
#25
Karol napisał(a):Żaden zdrowy rynek nie potrzebuje płacy minimalnej regulowanej ustawą. Bo wie, że poniżej pewnego poziomu płacowego pracownicy nawet nie otworzą ust, żeby wybuchnąć gromkim śmiechem. A w Polsce ciągle spora część ludzi (większość?) pójdzie za te grosze. I potem robi się błędne koło: chcesz pracować za normalne pieniądze - i nie możesz, bo wszyscy, od byle "byznesmena" po rząd Cię ignorują, wiedząc, że i tak znajdzie się ktoś, kto przyjdzie pracować za grosze...
Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, Karol. A prznajmniej nie we wszystkim.
Wydaje mi się, że gdyby nie było minimum regulowanego ustawą, to płace minimalne byłyby jeszcze mniejsze. Bo nikt by się o to nie martwił. Nie ty - za bramą jeszcze dziesięciu czeka.
Łatwiej też wtedy można oszukać człowieka. Zaczęło by się od przeraźliwiej małej zapłaty, po to, żeby potem dać podwyżkę - podnieść płacę do niezbędnego dla życia minimum, ale jednak podnieść. Już się jest wtedy przez pracownika uważanym za dobrego (dał podwyżkę).
Wg mnie zawsze znajdą się ludzie tak zdesperowani, że będą pracować za (np.) 2 zł za godzinę, żeby tylko mieć jakiekolwiek pieniądze.
A tak, kiedy płaca minimalna jest określona ustawą, przypadki traktowania pracownika poniżej minimalnej, mogą być po prostu karane.
Więc wg mnie uzasadnione jest ustawowe określanie płacy minimalnej. Tylko że te płace powinny być wyższe.

(pomijam aspekt istnienia ludzi bezrobotnych na życzenie - takich, którzy za minimalną krajową nie chcą pracować, bo więcej uzbierają na ulicy. Ale takie osoby znajdą się zawsze. A już tym bardziej by były, gdyby takiej minimalnej nie było ustalonej. Pomijam też inne sposoby rozwiązywania "problemu" z płacą dla pracownika: umowy-zlecenie, umowy o dzieło itd...).

Zgadzam się z Tobą natomiast co do tego, że byle byznesmen ignoruje człowieka, bo przyjdzie ktoś inny, kto będzie robił za grosze. Ale tak to już w Polsce (i nie tylko w Poslce przecież) wygląda.

[ Komentarz dodany przez: ann: 1 Październik 2007, 18:23 ]
Usunęłam zdublowanego posta Wink
Odpowiedz
#26
jodynka napisał(a):Wydaje mi się, że gdyby nie było minimum regulowanego ustawą, to płace minimalne byłyby jeszcze mniejsze. Bo nikt by się o to nie martwił. Nie ty - za bramą jeszcze dziesięciu czeka.
Kiedy ja właśnie o tym mówię: o tym, że ludzie godzą się na płace poniżej wszelkiej krytyki, sami napędzając tę patologię. Dlaczego w bogatych krajach zachodnich nikt nie martwi się, że nieuczciwy pracodawca zaproponuje 0,5 euro za godzinę? Bo nikt u niego nie będzie pracował.

Pewnie, że mentalność wymaga zmiany, mamy zbyt wiele niedociągnięć prawno-ekonomicznych, więc, powiedzmy, to minimum niech sobie będzie na razie. Ale ono akurat powinno być martwą literą prawa, bo płace ma regulować rynek.
Chcieliście kapitalizmu - no to go macie Wink !
Odpowiedz
#27
Karol napisał(a):Kiedy ja właśnie o tym mówię: o tym, że ludzie godzą się na płace poniżej wszelkiej krytyki, sami napędzając tę patologię. Dlaczego w bogatych krajach zachodnich nikt nie martwi się, że nieuczciwy pracodawca zaproponuje 0,5 euro za godzinę? Bo nikt u niego nie będzie pracował.
A ja widzę po sobie, że to nie jest takie proste.
No bo tak: potrzebuję zarabiać jakieś pieniądze. Potrzebuję utrzymać się sama na studiach. Dlatego muszę pracować.
Uważam, że mi się akurat udało, bo EMPiK to fajne miejsce, a i płacą też dość przyzwoicie.
Ale znam takich, którzy robią za śmieszne pieniądze, bo inaczej nie mogliby studiować.

Ale sytuacja studenta to inny kaliber - co zdolniejsi i bardziej obrotni poradzą sobie, kiedy już będą mieli na głowie tylko pracę.

Ale są też tacy ludzie, którzy rodzinę muszą utrzymać. I tacy podejmują się każdej możliwości. Bo co mają zrobić?

Sposób się znalazł - wyjechać do Irlandii np.

A odwracając trochę sytuację (czyli wracając do tego, skąd wyszła ta dyskusja):
to co robić, żeby zahaczyć się do pracy w jakiejś redakcji, kiedy nie masz doświadczenia? A gdzieś trzeba je zdobyć.
Nie masz innej możliwości, jak iść na praktyki czy wolontariat, a potem liczyć na swoje zdolności i łut szczęścia, że kiedy już pójdziesz rozmawiać o pieniądzach, zostaniesz doceniona przez prezesa.
Odpowiedz
#28
Karol napisał(a):Pewnie, że mentalność wymaga zmiany
Hm, żeby to było takie proste! Niestety, to nie jest kwestia mentalności, tylko brutalnej ekonomii, a konkretniej - produktu krajowego brutto na głowę mieszkańca.
Odpowiedz
#29
Z własnego doświadczenia wiem, że swego czasu rynek pracy w Warszawie popsuli mieszkańcy wsi. Pamiętam dyskusję między mną, a jedną z takich osób. Stwierdziła, że utrzymać się za 700 zł jest łatwo. Zapytana kiedy ostatnio kupowała ziemniaki, włoszczyznę, jajka , mięso itp, zrobiła duże oczy i stwierdziła, że ona przywozi to z domu. Uświadomiłam jej, że ja za to wszystko muszę zapłacić i że 700 zł w takim przypadku to mało. Smile Nie twierdzę, że wszyscy mieli takie podejście , ale takie podejście zepsuło rynek.
Plus Leonardo i Mach
Odpowiedz
#30
jodynka napisał(a):Ale sytuacja studenta to inny kaliber - co zdolniejsi i bardziej obrotni poradzą sobie, kiedy już będą mieli na głowie tylko pracę.
A, widzisz, i to jest jeden problem. Podam Ci na przykładzie, 10 lat temu (o czym już chyba gdzieś pisałam) za korektę płacili od 5 zł/strona, za redakcję od 10 wzwyż. Obecnie cena za korektę to 2-2,50 zł (choć ubawiono mnie propozycją 0,50 zł), redakcja to 100-180 za arkusz, czyli jakieś 5-7 zł za stronę.
Dlaczego?
Bo do branży weszli studenci, matki na macierzyńskim i cała masa osób, która się ogłasza, że jest "niedroga, bo tylko chce sobie dorobić". Efekt w postaci obniżenia jakości na pewno dostrzegasz sama. Po prostu Ci, którzy tym nie dorabiają, tylko zarabiają na życie, za pewne pieniądze nie mogą wziąć zlecenia, bo nie zarobią na okulary...
jodynka napisał(a):Ale są też tacy ludzie, którzy rodzinę muszą utrzymać. I tacy podejmują się każdej możliwości. Bo co mają zrobić?
Jak by nie wzięli tej pracy za 800 zł, to po niedługim czasie pracodawcy sami by podnieśni, bo nie byłoby rąk do pracy. A co się zrobiło w branży spożywczej czy budowlanej? Nagle geniusze spożywki się objawili, że dwa lata temu była najniższa brutto, a teraz poniżej 1200 na rękę nikt nie odpowiada na ogłoszenie?
jodynka napisał(a):A odwracając trochę sytuację (czyli wracając do tego, skąd wyszła ta dyskusja):
to co robić, żeby zahaczyć się do pracy w jakiejś redakcji, kiedy nie masz doświadczenia? A gdzieś trzeba je zdobyć.
Jodynko, wiesz, co w tym wszystkim jest nielegalne i - przepraszam - sukinsyńskie?
Że w świetle prawa i etyki zawodu takie praktyki mają obowiązek wyglądać tak: żółtodziób może i nie dostawać pieniędzy (choć parę groszy za praktykę powinno być, by nauczyć Cię szacunku, nikt nie szanuje czegoś, co nie jest wymiernie ocenione), ale ma TOWARZYSZYĆ doświadczonemu adeptowi, najpierw patrzeć, potem zamiatać, potem podawać proste narzędzia, potem asystować przy prostych pracach, potem wykonywać proste prace pod nadzorem doświadczonego, potem coraz trudniejsze. A jak już jesteś dobra w fachu, to stajesz się samodzielna, nie zapominając o Mistrzach.

I tak było. A co jest?
Lekarz specjalizant odwala połowę roboty samodzielnego lekarza, tylko mu guzik płacą, nauczyciel stażysta prowadzi od początku samodzielne lekcje, często z dziećmi z zaburzeniami, choć nie ma uprawnień - ale można mu mniej zapłacić, student lata z mikrofonem, nie mając pojęcia o dykcji, o innej wiedzy nie wspominając itd. itd.
Efekty?
A to Polska właśnie!

PS. Ale mnie dzisiaj na klasyków bierze :rotfl:

[ Dodano: 1 Październik 2007, 20:05 ]
Luter napisał(a):
Karol napisał(a):Pewnie, że mentalność wymaga zmiany
Hm, żeby to było takie proste! Niestety, to nie jest kwestia mentalności, tylko brutalnej ekonomii, a konkretniej - produktu krajowego brutto na głowę mieszkańca.
Tak, ale ta brutalna ekonomia wymaga zmiany mentalności.
Albo zasiłki dla meneli, albo radź sobie sam, ale żadne ZUS-y itp. instytucje nie ściągają Ci połowy dochodów.
A my nie chcemy złodziejskiego ZUS-u, ale chcemy becikowych, mundurkowych i funduszu alimentacyjnego z podatków tych, którzy akurat są uczciwymi ojcami zupełnie innych dzieci.

No to tak dobrze nie ma.
Ale to wymaga zmiany mentalności.
Świadomości, że pomoc będzie tylko dla tych, którzy bez niej sobie nie poradzą, a nie dla tych, którzy "się załapią". Ale za to żaden durny ZUS ze skarbówką pospołu nie wykończą Ci Twojej działalności, bo urzędas miał takie widzimisię, za to za błędne decyzje nie ponosi odpowiedzialności. I pojedynczy człowiek nie będzie olewany, nie trzeba będzie 80 tys. kos na sztorc, by coś zmienić.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości