Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rzeczpospolita kłamców. Salon
Czytam te wasze posty i nic z tego nie kumam. Jak na jarmarku. Dla mnie kaczmarski jak napisala Ola spiewal piosenki patriotyczne i koniec. A czy byl zydem , czy chrzescijaninem, co to mnie obchodzi. Chociaz jesli bluzgal Polske, to moze mu cos odbilo, ale widze ze na to dowodow nie macie. Notabene chcialem zapytac kto to jest ten lysiak?
Odpowiedz
:-o :lol: . Niech to wystarczy za komentarz.
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
Mnie ciekawi, co to znaczy śpiewał piosenki patriotyczne Smile
Czy "Mufka", "1788", "Potępienie rozkoszy", "Stary Michał Anioł i pieta Rondanini", to są piosenki patriotyczne ??
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Ciekawe : siedze w domu na chorobowym i odkrylem bardzo ladny hold zlozony Kaczmarskiemu przez raczej skrajna (jak na takiego kosmopolaka jak ja, troszeczke za czesto pojawiaja sie tam slowa typu "tozsamosc", w narodziarskim chyba znaczeniu; wybor tematow tez bardzo specyficzny) gazetke "Phalanx". Poczytajmy :

"Pamięci Jacka Kaczmarskiego
Wraz z odejściem Jacka Kaczmarskiego odeszła potężna część mojego życiorysu. I nie tylko mojego. Jego piosenki były oazą wolności, normalności i prawdy pod koniec lat siedemdziesiątych, w czasie pierwszej "Solidarności", poprzez stan wojenny, aż po czasy ostatnie. Najczęściej były gorzkie, często kontrowersyjne i irytujące, ale zawsze zmuszające do myślenia i bardzo polskie. I zawsze bardzo niewygodne dla władzy, jakakolwiek by ona nie była. Toteż Jego piosenki niezbyt często pojawiały się w mediach, nie były popularyzowane, unikano nawet ich zbyt widocznego krytykowania. Wszystko o nim sprowadzano do banalnego określenia: „bard Solidarności”, chyba tylko z tego powodu, że, obok innych, wystąpił w 1980 r. w koncercie „zakazanej piosenki”. I tak pozostaje do dziś. A zwłaszcza dziś, kiedy nimb „Solidarności” znacznie przyblakł, to określenie jest bardzo krzywdzące. Sugeruje jakąś zamierzchłą dla potencjalnego słuchacza przeszłość w którą nieuchronnie zastyga pierwsza „Solidarność”, lub niesławę drugiej. A właśnie w okresie „odzyskiwania wolności” powstały najbardziej ważkie i najbardziej gorzkie jego utwory, nie tylko, jak poprzednio, odkłamujące historię, ale i oceniające bardzo krytycznie współczesność. Bo Jacek Kaczmarski to nie tylko „Mury” (autorstwa zresztą kogo innego) ale i bardzo ostry oraz gorzki rozrachunek ze współczesnością. I niech nas nie łudzi historyczny sztafaż, to odwoływanie się do historii, znanych obrazów, czy dzieł literackich. Jacek to śpiewał o nas, takich jakimi jesteśmy dziś. I chyba to w niektórych kręgach spowodowało oskarżanie Go o „szarganie świętości”, czy wręcz antypolskość. Tłumek nie lubi wytykania mu błędów i grzeszków. Naraził się też co nieco naszym „elitom” po obydwu stronach - od Jaruzelskiego do Wajdy. Więc próbowano wciągnąć go w akcje wyborcze, w poparcie dla jednego z ugrupowań, złożonego po części ze znajomych z dawnej „Solidarności”. Wypadło to kiepsko i ani zbytnio nie przysporzyło głosów politykom, ani Jackowi popularności. Więc wybrano zamilczenie, bo czym jest natrętne lansowanie niektórych Jego utworów przy pomijaniu innych. Więc warto poszukać wszystkich pieśni Jacka i uważnie wsłuchać się w to co śpiewał. W to co tak bardzo polskie i tak gorzkie. I rzetelnie to przemyśleć. Symptomatyczne, że podczas Jego pierwszego od czasu zakończenia stanu wojennego koncertu, w Gdańsku, w hali „Olivii”, na początku lat dziewięćdziesiątych, w różnych miejscach tejże hali rozległy się gwizdy, tupanie i ryki, kilku pijanych w sztok osobników. Jeden z nich siedział dwa rzędy za mną. Kiedy kilku z nas zerwało się by go wyprowadzić, zdumiewająco szybko wytrzeźwiał i bez śladu odurzenia alkoholowego, błyskawicznie i w popłochu opuścił salę. To samo powtórzyło się w innych miejscach. Po prostu próbowano zerwać koncert i że do tego nie doszło, to jedynie dzięki zdecydowanej postawie słuchaczy. Nie wiem jak było gdzie indziej, ale już to drobne zdarzenie pokazuje jak bardzo doskwierał postokrągłostołowym „elitom”. Należał do pokolenia któremu brutalnie przetrącono kręgosłup, do prawie pół miliona młodych ludzi których zmuszono do opuszczenia kraju, którym dawano paszporty tylko w jedną stronę. Znam losy kilku z nich. Niektórzy zanurzyli się całkowicie w obce społeczności, inni żyją wciąż w tragicznym zawieszeniu, pomiędzy krajem obcym a własnym, nie akceptując w pełni żadnego z nich. Jacek, mimo iż do nich należał, pozostał sobą. Niewielu mamy współcześnie twórców tak bardzo polskich, tak wtopionych w polską kulturę i tradycję. I za tę Jego polskość, pomimo wszystkich zawirowań Jego losów, zawsze będę mu wdzięczny.

Jerzy Stępniewicz

"


<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.phalanx.pl/artykuly.0.html?&task=show&uid=338&target=2&category=8&page=1&cHash=f4fe5cd663">http://www.phalanx.pl/artykuly.0.html?& ... f4fe5cd663</a><!-- m -->

oraz okolicznosciowa elegia :

"Pamięci Jacka Kaczmarskiego
I z ulgą odetchnęli kiedy już umierał
Poeta co próbował być naszym sumieniem.
Dopóki żył, to chciano zepchnąć go w milczenie
Bo jak wyrzut sumienia boleśnie uwierał.

Kto nie mógł go zamilczeć - próbował zawłaszczyć.
Lecz nazbyt twardy kark miał, by opiewać dwory,
Był nazbyt samym sobą, by w pieśni się płaszczyć
I nigdy należytej nie zdradzał pokory.

Lecz i tłum go nie słuchał - nazbyt gorzki w słowach,
Więc kto tępszy, skwapliwie okrzyknął go zdrajcą,
Co to świętości szargał, zacny lud szkalował,
Wręcz przeniewiercą obcym był mu i potwarcą.

A był w pieśniach samotny wśród przyjaciół i wrogów
Jak wśród tłumu samotnym zwykle bywa poeta.
Więc w modlitwach pokornych polecajmy go Bogu
Może w niebie pogodniej zaśpiewa.

Tu z ulgą odetchnęli kiedy już umierał
Ten który usiłował być naszym sumieniem
Dopóki żył to chciano pchnąć go w zapomnienie
Bo jak sumienie nieczyste doskwierał.

Gdańsk 12.04.2004

Jerzy Stępniewicz
"


<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.phalanx.pl/poezja_i_proza.0.html?&task=show&uid=136&target=10&category=&page=1&cHash=831c469e4a">http://www.phalanx.pl/poezja_i_proza.0. ... 831c469e4a</a><!-- m -->

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Choc szczerze mowiac... craz mniej chce mi sie chciec. Nie rozumiem wybiorczosci Admina, ktory potem jedne rzeczy wywiesza a inne nie. I nie sadze ze brak czasu wszystko moze wytlumaczyc. W samym temacie zwiazanym z WL pojawilo sie troche nowych rzeczy/opinii o JK. Faktycznie, nie zawsze balwochwalczych... Nic nie zostalo utrwalone w dziale z opiniami. Nie zacheca to do staran...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
A moim ostatnim poscie popieprzylo mi sie :

- na Kaukazie cywilizowal dla Cara Jaroslaw Dabrowski,
- Traugutt wykazywal sie podczas kampanii wegierskiej 1849...

PZDR
TN
Odpowiedz
Geppppppparrrrrdddd wrooooooooooć! (kucze może chory?)
Smakosz nieeeee wraacaaaaaj!
Odpowiedz
Bedę w Warszawie. Chcę pójść na grób Jacka. Czy ktos może powiedzieć, gdzie jest??
Odpowiedz
Był już taki temat.
KN napisał(a):Adres grobu: C31-I-17
Grób jest w kwaterze C31, w pierwszym rzędzie (I) przy głównej alei przylegającej do tej kwatery, siedemnasty grób licząc od alei głównej cmentarza.
No i chodzi o Powązki wojskowe.
Odpowiedz
Wreeeszcie "przekopałem" się przez 29 stron tego tematu :-o
I właściwie nie owiedziałem się nic nowego :evil:
Geppardzie gdzież przesławne wywiady :?: :?:
Jedyną rzeczą wartą uwagi w tym temacie były genialne (zamierzone) posty parodystyczne zbycha i yaddo i świetne (choć nie zamierzone :wink: ) posty auto-parodystyczne Smakosza (szkoda tylko, że doprawione zwykłym chamstwem Sad , ale takie widać zwyczaje "Łysiakomaniaków").

Pozdrawiam
Zeratul

P.S. Forumowicze - załóżmy fan-klub zbycha (mam już pewne propozycje znaków rozpoznawczych, choćby 'Zuwaga' Big Grin )
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
Zeratul! Dla Ciebie :beer: :beer: :beer: . Albo jesteś masochista, albo masz areszt domowy z dostępem jedynie do tej strony :wink: . Dyskusja schodziła tyle razy na psy, po obu stronach były okropne i załosne wpadki ( ja też nie bez winy), ale żeby to czytać w całości? Brrrrr! Święty jesteś jaki, czy co?
Tak na marginesie: Smakosz powinien być ze mnia dumny. Przeczytałem jeszcze "Kielich" Łysiaka. Bardzo ciekawa rzecz, zwłaszcza w kontekście dyskusji i wypocin w "Stuleciu kłamstw". Wychodzi mi na to, ze łysiakofani chcą być bardziej ... :lol: łysi intelektualnie i światopogladowo, niż sam Łysiak. Na razie porzucam łysiakowe tortury na rzecz mniej schizofrenicznych lektur. jeśli nawet powrócę do WŁ to raczej do młodego Łysiaka. Na "starość" facetowi totalnie odbiło. Na marginesie tzw. poczytności tego wojujacego "Mieczem i piórem" ( gdzie i kiedy do cholery był ten miecz, to ja nie wiem :lol: ): jeśli ktoś bardzo pragnie katować się Łysiakiem, to w tzw. centrum taniej książki na Koszykowej w Warszawie i w księgarni końcówek nakładów mozna nabyć aż 14 (!!!!) tytułów tego płodnego pisarza XX wieku za smieszne sumy. Nie zauważyłem - a bywam tam często - by gość był rozchwytywany.
Odpowiedz
Ja przecyztalem spory kawałek ów ostatniego dzieła. Zadziwiło mnie jedno. Zauważyliście, że to są prawie same cytaty? (pomijam fakt, że bez przypisów...). Tak jest w reszcie dzieł czy tylko to jest takie wyjątkowe?
Odpowiedz
Piotru, cosik mnie sie zdaje, że Ty o pisarstwie Łysiaka nijakie masz pojęcie, ale skrzętnie, przyznać muszę, utykasz braki swoimi parcianymi pseudointerpretacjami jego, niby przez Ciebie przeczytanych (to dobre), książek. Swoją drogą to musi być naprawdę tragiczne - wiedzieć co sie myśli o książce, nim sie ją przeczytało. Nie wal ściemy kolegom, "Kielicha" pewnieś tylko liznął. "Uprzedzenia są wrogami prawdy, gorszymi od kłamstwa", zapisz to sobie. Nietzsche mówił co prawda o przekonaniach, ale słowo uprzedzenie lepiej tu pasuje, nie sądzisz? Poczytaj sobie też ostatnie rankingi popularności książek wśród czytelników (i spójrz na pozycję Salonu), ot, chociażby w "Rzeczpospolitej", mam nadzieję, że szlag Cie nie trafi, bo Łysiak, na brak "rozchwytywania" wciąż narzekać nie może. I baw sie dalej dobrze, "krytyku":lol: .
Z politowaniem.

Artur, kiepsko wertowałeś, spróbuj jeszcze raz. Zauważyłem, że w Salonie jest sporo cytatów (a zauważyłeś, że w wiekszości trafione? nie, no tak tylko pytam, nie przejmuj się), w tym trochę autocytatów. Zdejm klapki, to kursywa nie będzie raziła, a może i coś pod sufitem zostanie.
Trzymam kciuki.
Odpowiedz
sandman napisał(a):Artur, kiepsko wertowałeś, spróbuj jeszcze raz. Zauważyłem, że w Salonie jest sporo cytatów (a zauważyłeś, że w wiekszości trafione? nie, no tak tylko pytam, nie przejmuj się), w tym trochę autocytatów.
Sprawa dyskusyjna, nie ma przypsów, mogą być wyrwane z kontekstu. Wygląda na to, że to dobra metoda i z powodzeniem ją stosuje i Łysiak i jego poplecznicy.
sandman napisał(a):Zdejm klapki, to kursywa nie będzie raziła, a może i coś pod sufitem zostanie.
Trzymam kciuki.
Nie razi, ot taka uwaga, że mało Łysiaka w tym Łysiaku.
Za życzenia dziękuje i życzę Tobie byś odszedł troszkę w cień bo jak wszyscy na tym forum wiedzą:
" - Żeby światłem się nacieszyć, trzeba znaleźć cień..."
Odpowiedz
Sandmanie, czy jak Cię tam zwą. Zanim zaczniesz chrzanić głupoty i mierzyć innych swoją niewydarzoną miarą, sam nieco poczytaj. Masz w jednym rację. Faktycznie TFUrczość Łysiaka znam wzglednie mało, bo moich raptem 5 lektur wobec circa 40 ksiązek to faktycznie niewiele. Ale co mozna powiedzieć o Tobie? Ano następny łysiakofan chcący przerosnąc mistrza swego i rzucać oskarzenia bez podstaw.
Nie bądź zadufany! Nie zamierzam się przed Tobą tłumaczyć. Gdybyś był nieco aktywniejszy intelektualnie, wiedziałbyś, że Stulecie kłamców - z trudem, przyznaję, ale przeczytałem dokładnie. Kielich również od deski do deski i muszę przyznać, że pod pewnymi wzgledami nawet i z niejaką fascynacją. Nie miejsce tu i nie ta strona, cobym zanudzał swoimi krytycznymi przemyśleniami na temat twórczości WŁ. Z politowaniem nazywasz mnie "krytykiem'. Ano osławione lewactwo przez Ciebie przemawia chyba. Co? Niby nie mam prawa wypowiadać się krytycznie? Muszę przyznać, ze w Kielichu pojawia sie parę bredni. Być może nic nie znaczacych dla całości powieści, ale biorac pod uwagę, że głosi je główny bohater (Lance) będący chyba powiesciowym alter ego Łysiaka - świadczy to i o samym autorze. Wyobraź sobie, ze nawet poczyniłem kilka notatek z tekstu w kontekscie tej dyskusji, ale - jak wspomniałem - przynudzał nie będę. Zwłaszcza przy twoich kiepskich impertynencjach. Po prostu spadaj! Jeśli będziesz miał konkretne zarzuty, wtedy mozemy podyskutować. jeśli chcesz tylko z pogardą obrzucać się pomówieniami - odwiedź Smakosza i Gepparda. oni to uwielbiaja.

Acha! Gdybyś czytał ze zrozumieniem tekstu, wiedziałbyś, że do Łysiaka faktycznie mogę być uprzedzony, ale nie koniecznie do jego pisarstwa (co oczywiście nie znaczy, ze ma mi się podobać, musu nie ma, nie?). Kiedy trochę odpocznę od WŁ w następnej kolejności mam ochotę na Wyspy bezludne. Może Flet z mandragory, jeśli się nie zniechęcę. Twoje idiotyczne sugestie ( skad takie przypuszczenie, nałykałeś się czego za duzo?), że oceniam coś zanim przeczytam (obejrzę, posmakuję etc. ) kwalifikuje cię do fanów Radia Maryja i oszołomów z LPRu, którzy oprotestuja wszystko tylko dlatego, ze "guru" powiedział, ze coś jest "be". Ja do takich nie należę.

Do Arta - niestety tak! W powieściach Łysiak raczj stroni od cytatów. Nie ta konwencja. Ale w publicystyce operuje głównie cytatami. Tak błyo przynajmniej w ostatnich ksiązkach. Brak przypisów jest o tyle żałosny i nie swiadczący dobrze o autorze, że cytuje czesto różnych dzinnikarzy i publicystów raczej nie znanych masowo w Polsce, wiec dla krytycznego czytelnika niekoniecznie bedących autorytetami. Na tej zasadzie można udowadniać kazde gówno. Cytaty mozna znaleźć wszelakie na każdą okazję. Niemozność ich zweryfikowania stawia pod znakiem zapytania uczciwość piszącego. Obawiam się też, że często są to cytaty powielone. Bo jesli nawet Łysiak zna kilka jezyków - nie podejrzewam, zeby wszystkie cytaty z prasy czerpał z oryginałów. W Stuleciu kłamstw powołuje się czasem na całkiem egzotyczna prasę.
Odpowiedz
piotru napisał(a):Do Arta - niestety tak! W powieściach Łysiak raczj stroni od cytatów. Nie ta konwencja. Ale w publicystyce operuje głównie cytatami. Tak błyo przynajmniej w ostatnich ksiązkach. Brak przypisów jest o tyle żałosny i nie swiadczący dobrze o autorze, że cytuje czesto różnych dzinnikarzy i publicystów raczej nie znanych masowo w Polsce, wiec dla krytycznego czytelnika niekoniecznie bedących autorytetami. Na tej zasadzie można udowadniać kazde gówno. Cytaty mozna znaleźć wszelakie na każdą okazję. Niemozność ich zweryfikowania stawia pod znakiem zapytania uczciwość piszącego. Obawiam się też, że często są to cytaty powielone. Bo jesli nawet Łysiak zna kilka jezyków - nie podejrzewam, zeby wszystkie cytaty z prasy czerpał z oryginałów. W Stuleciu kłamstw powołuje się czasem na całkiem egzotyczna prasę.
Może to jest jakiś taki system- grupka bliżej nieznanyc ogółowi prawicowych publicystów i Łysiak nawzajem się cytują :?:
To zapewnia im stałe żródło prawomyślnych opinii, a i wzbogaca teksty :twisted:
Ale co ja tam wiem... :roll:

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
Oto po Smakoszu i Geppardzie pojawia się na forum kolejny Św. Jerzy walczący ze smokiem lewackiego terroryzmu słowa. A jego miano sandman, 44, a może 666 albo i 997. A może to drugie wcielenie Smakosza? Ale co tu zrobić, kiedy smok okazuje się całkiem niegroźny, a i rycerz rachityczny, miecz odpustowy z tandetnego plastiku. Ano trzeba rzucić trochę psychoanalizy i podejrzeń, że piszący niewątpliwie kłamią i do tego nieudolnie, wypowiadają się o ty, o czym nie maja na pewno pojęcia, bo niby skąd. Metoda znana nie tylko od stalinowskich czasów, ale po prostu od zawsze. Jeśli czarownica nie jest winna - utonie, jeśli będzie pływać - winna. Niezależnie od wyniku testu - dla podejrzanej kobiety i tak przechlapane.

Poniższe niech czyta ten, kto ciekawy. Niewiele ma to wspólnego z zasadniczym tematem. O Jacku prawie wcale, wiec można sobie odpuścić.

Jak wcześniej napisałem, nie jest moim zamiarem przeprowadzanie dogłebnej analizy kolejnego produktu umysłu Łysiaka. Niech to robią zawodowi analizatorzy literatury. Oni mają znacznie lepsze - nie wątpię - przygotowanie i metodologiczne, i merytoryczne, niż ja. Ja pozwolę sobie z pozycji owego cieniasa merdajacego ogonkiem (którym niewątpliwie, Smakoszu, jestem) przedstawić mój prostacki osąd tej wysokiej literatury, do której niewątpliwie nie dorosłem, bo gdzież mi się równać umysłem choćby z takim Geppardem.
Oczywiście w kontekście steku wyzwisk, którymi nas tu uraczono z wiadomej strony i podstawowego tematu, czyli pomówień Łysiaka względem Kaczmarskiego.

No to start.
"Kielich" jest .... no własnie! Nie wiadomo do końca czym. Z jednej strony ma być to powieść sensacyjna, ale znacznie bardziej rozbudowana niż "Konkwista" (skądinąd świetna!). Niestety w porównaniu z mistrzami gatunku - po prostu nie umywa się. Postacie są generalnie papierowe, przerysowane do bólu i komiksowo jednoznaczne. Tak przynajmniej wynika z treści. Główni bohaterowie są dobrzy pomimo licznych wad, źli są źli do szpiku kości. Łysiak nawiązuje bezpośrednio do legend arturiańskich i Świętego Graala w klasycznej interpretacji (bogato zdobiony kielich o cudownej mocy). I tak główny bohater to współczesny Lancelot - z jego punktu widzenia opisywane są zdarzenia, towarzyszy mu jeszcze trzech "rycerzy", dzięki którym Lance/Łysiak może w pełni rozwinąć swoje moralizatorstwo i wylać na papier swoje poglądy. Co najciekawsze - wciąż miałem wrażenie, ze czytam fragmenty "Stulecia kłamstw". Ta sama stylistyka, te same frazy. Tyle, że w formie zbeletryzowanej. Nie dziwota. Obie książki powstały praktycznie w tym samym czasie. Nie odbieram nikomu prawa do prezentowania swoich nawet skrajnych poglądów, ale jeśli ktoś ciągle je powtarza w tak różnej formie jak powieść i publicystyka w tym samym czasie - świadczy to chyba o chorobliwej obsesji autora. I niestety powieść na tym bardzo cierpi. Co chwila są długie przerwy w podstawowym wątku, by przedstawić swe poglądy ustami bohaterów, a do tego wplatane liczne wątki i sceny nie mające żadnego znaczenia dla treści powieści. Mam tu na myśli choćby ostrą kpinę z tzw. ruchu feministycznego. Skądinąd wg mnie słuszną, ale potwornie przerysowaną. Gdyby nie przeraźliwa powaga autora - nadawałoby się to do Benny Hilla.

W "Stuleciu kłamstw" Łysiak ostro rozprawia się ze współczesną erotyką, mówiąc wprost z pornografią, uprzedmiotowieniem seksu, ogólną rozpustą zwaną libertynizmem etc. I nie zamierzam tego podważać. O dziwo w imponderabiliach bym się z Łysiakiem zgodził, nie w szczegółach. Oczywiście za totalny upadek obyczaju na świecie, łamanie wszelkich zasad i tabu Łysiak oskarża światowe "lewactwo" (cokolwiek miałoby to znaczyć). Owo lewactwo wywodzi bezpośrednio z oświeceniowego libertynizmu vide: Do oświecenia było "cacy", potem sama "sodomia i gomoria" ;-). Przypatrzmy się wiec pozytywnym bohaterom "Kielicha". Lance to elokwentny, obyty w dziełach kultury marzyciel poszukujący spokoju wewnętrznego, jednocześnie agent służb wywiadowczych, egzekutor, wręcz terminator. Schwarcy przy nim to prymitywna i mało skuteczna kupa mięśni. Zestawienie cokolwiek dziwne, bo w klasycznej powieści czyniący rozpierduchę terminatorzy i mściciele nie grzeszą tzw. ogładą i obyciem. Ale niech tam. Tu facet wciąż robi na przekór ojcu, wywiera na przekór studia, popełnia plagiat w pracy dyplomowej, no i żeni się też na złość ojcu. Ciekawe, bo w "Stuleciu kłamstw" Łysiak pod niebiosa wychwala XIX wieczny, mieszczański model rodziny, czyli właśnie poszanowanie ojca, jako głowy rodziny. Pewnie "Moralność Pani Dulskiej" to lewacka prowokacja....
Żona Lance'a okazuje się oczywiście tępą idiotką. Jakże by inaczej. Ale wątek kobiecy za chwilę. Kogo ma Lance za wiernych i prawych przyjaciół? Ano niejakiego Bohora, byłego policjanta, który okazuje się być... bigamistą. To tak w kontekście tej mieszczańskiej moralności pewnie. I Bohor również wypowiada parę prawd objawionych, które znajdziemy w "Stuleciu kłamstw". Trzeci to niejaki Percy. Niewyżyty erotoman, zaliczający kobiety masowo. Dla niego dzień bez łóżkowych zawodów jest dniem straconym. Przy okazji również tajny agent bliżej nieokreślonych służb i błazen sypiacy niekoniecznie wyszukanymi dowcipami. Nie nabijałbym się z tego, gdyby nie byli powyżsi przedstawiani jako wierni przyjaciele bohatera i niewątpliwie postaci pozytywne. Jedynym przyjacielem chyba bez skazy jest młody, fizyczny wymoczek, ale za to geniusz komputerowy, gorliwy dewot, który marzy o spotkaniu kobiety równie czystej na ciele i umyśle, jak on. Co raz trzej "rycerze" podkpiwają sobie z tego - nomen omen - "Mniszka", ale raczej bez pogardy. Wszak przyjaciółmi się nie gardzi.
Dopiero w drugiej połowie powieści okazuje się, ze głowni bohaterowie od początku są nieświadomie uwikłani w poszukiwanie Gralla. Szukają go wszyscy: ojciec i siostra Lance'a, prezydent, służby specjalne i oczywiście wróg - byli agenci KGB. Cóż, w "Stuleciu kłamstw" Łysiak krytykuje podążanie za modami i wytyka, ze są nimi opętane głównie durne kobiety otumanione oczywiście lewactwem. Ciekawe, bo tu właśnie Łysiak został otumaniony modą na Świętego Graala. "Kielich" napisany i wydany w 2002 roku, niewiele później boom na Browna, niewiele wcześniej na Zachodzie i tłumaczone u nas "Święty Graal, Święta Krew" plus sporo pośledniejszych tytułów. Łysiak absolutnie nie ulega modom, absoooolutnie!
Teraz wątek żeński: Kiedyś jakiś pijak po zawodzie miłosnym rzekł: "wszystkie kobiety to kurwy z wyjątkiem mojej matki". I taka linię mniej-wiecej utrzymuje Łysiak w "Kielichu". Normalnych kobiet tam praktycznie nie ma. Matka Lance'a jest jedynie we wspomnieniach, oczywiście idealizowanych. Idealizowane oczywiście są kobiety z rodziny: siostra, adoptowana siostrzenica - nota bene okaże się ową czystą dziewicą, którą potajemnie poślubi wyposzczony "Mniszek". Pierwsza żona Lance'a - już wspominałem, druga niedoszła to nieosiągalna, charakterologicznie nijaka i blada diwa operowa. Pozostałe to prostytutki ze stajni latynoskiego (a jakże!) alfonsa, głupie feministki, albo ogarnięte chucią samice śliniące się do Percy'ego. Gdyby jednak ktoś oczekiwał w książce choć odrobiny opisów wyczynów tego ogiera, srogo się zawiedzie. Zero scen łóżkowych, zero jakiejkolwiek psychologii między płciami.
Bardzo ciekawe jest zakończenie. W Portugalii dochodzi do konfrontacji agentów, którzy są o krok od znalezienia Graala, "Mniszek" wraz z żoną, siostrzenicą Lance'a niemal jak krzyżowcy bronią tajemnicy Graala, by nie dostał się on w niczyje brudne ręce. "Mniszek" zostaje w zamieszaniu zastrzelony przez Lance'a, ale... do życia przywraca go....kto? No, kto? Nikt tego by nie przewidział! Pocałunek ukochanej, wiecznie czystej żony. Męska wersja Śpiącej Królewny. Kicz totalny!
Wróćmy jednak do Kaczmarskiego, bo o niego przecie idzie. Łysiak zarzucił mu opluwanie papieża. Dla łysiakofanów każda krytyka papieża jest równoważna ze szkalowaniem i opluwaniem. no to popatrzmy, fragment zapewne wyrwany z kontekstu:
"Kielich" str. 38, Bohor broniący Percy'ego (Lance generalnie zawsze stoi po stronie przyjaciół, Bohor jest niemal mu bratem) do "Mniszka" - "...,ten Polak lansuje miłosierdzie totalne, bezwarunkowe, ani słowem nie wspominając, iż akt przebaczenia winien być poprzedzony karą [a to interesujące - przyp. mój] lub przynajmniej aktem skruchy zbrodniarza. hasło, które dziś szerzy Watykan: "Światu trzeba miłosierdzia" jest obrazą przyzwoitości, gdyż kult takiego ślepego miłosierdzia depcze prawa ofiar i godzi w rzecz najważniejszą - w sprawiedliwość. Twój ukochany "Ojciec Święty" [ciekawe, czemu w cudzysłowie? - przyp. mój] namawiając do miłosierdzia bez granic i warunków, namawia do toczenia wojny ze sprawiedliwością. [...] Papież się myli, lub ja i on czytaliśmy inne Pismo Święte!"

Ot i łysiakowa moralność Kalego. My mamy prawo krytykować papieża, bo krytykujemy go za miękkość. Kaczmarski jest wrednym opluwaczem, bo krytykuje z drugiej strony, za - mniejsza czy prawdziwy, czy urojony - konserwatyzm. I znowu paradoksalnie jestem gotów w imponderabiliach przyznać rację Łysiakowi. Ale niechże będzie konsekwentny, a zwłaszcza niech będą konsekwentni jego rozwrzeszczani pretorianie. Tym ostatnim dedykuję piękna myśl Łysiaka ze str. 50: "Nikogo bardziej nie szanuję, jak skrzywdzonego, który odrzucił nienawiść." Jak to się ma do krytyki papieża i do jadu, którym tu niektórzy się zapluwali? Cienias jestem i nie wyrozumiem tego.

Str. 54 - dedykuje Smakoszowi i Geppardowi: "...cnotą mężczyzny jest umiejętność przyznawania się oraz przepraszania, gdy zgrzeszył lub zrobił błąd;..." Oni widać znają inną definicje grzechu i błędu.

Str. 73 - do dedykacji dopisuję sandmana: Mówi Lance " Brak klasy to nie humor - to słabość. Ojciec nigdy nie pozwoliłby sobie na taka słabość wobec rywala - nigdy nie rzucił w mego teścia epitetem. Ja wyplułem z siebie fontannę brzydkich słów..." Cóż, trudno dogonić wzór, nie? Z domu można wynieść wszystko, nawet szafę. Kindersztubę nie zawsze.

Str.154 - "Troja nauczyła ludzi, by darowanym koniom zaglądać w zęby i gdzie indziej. ale uczy też drugiej strony medalu - wystrzegania się przesady. napomina, ze niedobrze jest być zbyt podejrzliwym, bo wówczas widzi się tylko mrok, a ważne cienie i półcienie staja się nierozpoznawalne." - jak widać rozszczekani fani Łysiaka również selektywnie czytają mistrza swego i dobierają złote myśli wedle potrzeb. Nie mówiąc już o autorze Kielicha.

A str. 113 i zwłaszcza 144 zadedykowałbym samemu Łysiakowi, pogrubienia moje : " Na początku i na końcu drogi każdego dyktatora zawsze jest to samo: choroba. Na starcie może być misyjny fanatyzm podszyty schizofrenią (przekonanie, iż dostało się mandat od sił wyższych i posiadło absolutna prawdę, dzięki której będzie można zbawić lud czy świat), zaś na końcu paranoja despotyczna. Albo na starcie sama tylko chorobliwa żądza bogactw i władzy, zaś na końcu cieczka sadystoidalna." Trafna autodiagnoza!

"Człowiek często nie dorasta do własnych słów, to wstydliwa przypadłość wielkich magików słowa - pisarzy, poetów, retorów, dyktatorów i komediantów wygłaszających patetyczne Szekspirowskie kwestie [ Boże, Łysiak pisze chyba o sobie! - przyp. mój]. Kiedy schodzą ze sceny, życie odsłania ich goliznę - goliznę dupków." Kaczmarski zszedł ze sceny. Nie nazwałbym tego, co zostawił golizną, nawet jeśli ktoś by traktował go za dupka, ale ciekawym, co zostawi Łysiak. Na pewno goliznę swoich admiratorów.

I na koniec str. 76. Tu Łysiak ustami Lance'a obnaża swoje prawdziwe ja, czyli kult macho i fascynacje zabawami chłopców, którzy nigdy nie wydorośleli.
" Tęskniłem za poezja innego gatunku - za adrenalina z filmów beatyfikujących szorstkiego twardziela rozrabiakę. Gdyby mnie ktoś spytał wówczas, czym dla mnie jest poezja, wyjaśniłbym, ze poezja to facet strzelający do wrogów, broniący jakiejś placówki, na której gówno mu zależy. Łapie postrzał, lecz dalej stoi, choć pluje krwią. Bierze kolejny magazynek, przeładowuje UZI, lewą ręką wyciąga paczkę szlugów, chwyta jednego zębami, odrzuca paczkę, wyjmuje zapalniczkę, przypala szluga, rzuca zapalniczkę, i z tym ostatnim papierosem w zębach maszeruje ku wrogom, kosząc ich seriami. Pełna erekcja!".

Z brakiem erekcji po lekturze "Kielicha" rzucę na koniec pytanie szczere i bez kpiny do fanów Łysiaka. Gdzież on walczył tym "mieczem", a? Bo, że piórem to się zgodzę. Gdzież on był represjonowany, siedział w ciupie, roznosił bibułę, był spałowany przez ZOMO? Pytam z ciekawości, walka "mieczem" zakłada jednak działanie aktywne. Co on takiego wielkiego zrobił, poza wypowiadaniem głośno antykomunistycznych sądów?

P.S. A propos pierdół wypisywanych przez Łysiaka: Już w "Stuleciu kłamców" wykazał się kompletną ignorancja w kwestii ewolucjonizmu. Widać, ze szkołę to miał u kreacjonistów, i to tych skrajnych. W Kielichu też popisuje się znajomością biologii i ...higieny. Na str. 219 pada pewna kwestia dotycząca bakterii, mniejsza o kontekst całości: "A dentysta mu wyjaśnił, że [...] bakterie z odbytnicy i z jamy ustnej prawie się nie różnią." Proponuję Łysiakowi i Smakoszowi pewne pouczające doświadczenie: Prawy paluszek wskazujący pod język, pomajtać trochę i potem ostro do prawego oczka, pod powiekę. Lewy paluszek do przeciwległego końca układu pokarmowego, pogmerać trochę i do lewego oczka. Po maksimum 2 dniach przekonacie się jak "niewielka" jest różnica pomiędzy bakteriami odbytnicy i jamy ustnej. Jestem pełen trosk o uzębienie Łysiaka. Czy mogę poznać dentystę? Ale może i ma rację. Są ludzie, którzy nie odróżniają obu otworów ciała i z obu korzystaja do wydalania, nieprawdaż?
A na poważnie: "Kielich" mi się czytał całkiem sympatycznie i nie żałuję, serio!
Odpowiedz
Długie to było piotru, ale warto było przeczytac.
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
Zgadzam się z Przemkiem.

Powiedziałbym, że Łmaniacy popełnili błąd metodologiczny, jak widać. Jeżeli oni zaczną studiować Kaczmarskiego – nic z tego nie wyniknie, bo bystrość u nich nieduża, tylko oczytanie przerastające możliwość percepcji, co poznać po ichniejszej biegunce cytatów bez komentarza.
Ale jeśli zwolennicy Kaczmarskiego zaczną studiować Łysiaka – wynikną pocieszne perypetie dla tego ostatniego.
Było nie prowokować.

PS. Na Łstronie jest Łwywiad, w którym pada Łpytanie do ŁŁysiaka o tę waŁkowaną tutaj zgodę na wyjazdy zagraniczne za komuny, gdy o paszport nie byŁo Łatwo. ŁŁysiak wyjaśnia, oczywiście, ale bez Łśladu Łdowodów. Jak zwykle każe wierzyć na ŁsŁowo. Ale mniejsza o to. ChciaŁem tylko zaznaczyć, że ŁchŁopców dręczą podawane tutaj argumenty, chociaż na terytorium wroga mężnie się do tego nie przyznają. Dopiero wracają do domu i z gŁową w dŁoniach dumają, jak to naprawdę jest. Łgryzą się. Może nie są jeszcze caŁkiem Łstraceni?
Odpowiedz
W najbliższym czasie Wam odpuszczę, bo jestem załysiaczony dostatecznie. Za jakiś czas zaatakuję "Wyspy bezludne", a to spora cegiełka, więc jakieś "smaczki" :wink: dla Gepparda powinienem znaleźć. Książka nieco starsza, wiec powinno się czytać dobrze i nawet z dużym zainteresowaniem. Łysiaka dopadła mania przesladowcza w ostrym przebiegu wzglednie niedawno. W starszych rzeczach jest minimalna, więc można nawet mówić o przyjemnosci czytania pana Ł. Sam byłem przerażony długoscią postu, ale albo się dyskutuje merytorycznie, albo pyskuje.

Co do poczytności Łysiaka - rankingi mają to do siebie, ze często są ustawiane. Na przykład dzisiaj w jednym Relay'u był na pozycji 9. Dan Brown jest o kilka punktów wyżej. Czy to świadczy o wyższości jednego nad drugim? Może to świadczyć albo o dużej sprzedaży, albo wręcz odwrotnie - sklep promuje to, co ma w zbyt dużym nadmiarze i stara sie pozbyć towaru. A i tak Chmielewska bije zawsze wszystkich na głowę. Tylko jak ich porównywać?
"Rzepa" była juz parę razy posądzana o manipulowanie faktami i rozmijanie się z prawdą. Zaręczam - z całym szacunkiem do Łysiaka - że gdyby teraz wydali pamietniki np. Lepper, Urban albo ks. Jankowski, Łysiak przegrałby w przedbiegach. Mamy taki narodek (tu popieram po części teorię lewactwa), ze uwielbia czytać, jak jeden dowala na odlew drugiemu, a najlepiej całej elicie. Stąd i poczytność "Nie" i niektórych brukowców. I choć nieporozumieniem byłoby porównywać wiekszość ksiazek Łysiaka z "Nie", to metodyka jest zbliżona. Cel zapewne również. Z drugiej stony brak tu logiki. Jeśli Łysiak faktycznie jest taki poczytnym moralistą, filozofem, antykomuchem, poskramiaczem sk.. stwa etc. to chyba jednak nie jest tak źle w narodzie z tą zarazą lewactwa, nie?
Odpowiedz
piotru napisał(a):"...,ten Polak lansuje miłosierdzie totalne, bezwarunkowe, ani słowem nie wspominając, iż akt przebaczenia winien być poprzedzony karą [a to interesujące - przyp. mój] lub przynajmniej aktem skruchy zbrodniarza. hasło, które dziś szerzy Watykan: "Światu trzeba miłosierdzia" jest obrazą przyzwoitości, gdyż kult takiego ślepego miłosierdzia depcze prawa ofiar i godzi w rzecz najważniejszą - w sprawiedliwość. Twój ukochany "Ojciec Święty" [ciekawe, czemu w cudzysłowie? - przyp. mój] namawiając do miłosierdzia bez granic i warunków, namawia do toczenia wojny ze sprawiedliwością. [...] Papież się myli, lub ja i on czytaliśmy inne Pismo Święte!"
(...)
"Nikogo bardziej nie szanuję, jak skrzywdzonego, który odrzucił nienawiść." Jak to się ma do krytyki papieża i do jadu, którym tu niektórzy się zapluwali? Cienias jestem i nie wyrozumiem tego.
A ja tu nie widzę niekonsekwencji, czy sprzeczności. Nienawiść należy odrzucić - ale karę trzeba wymierzyć - właśnie w poczuciu sprawiedliwości! Karę - nie zemstę. To to samo, co kantowski imperatyw moralny.

Przepraszam, że tak czepiam się jednej kwestii, Łysiaka czytałem niewiele (trochę o sztuce) i trudno mi się odnieść do całości. W każdym razie nie zostałem przekonany do tezy, że poglądy Łysiaka są niespójne. Czego wyraz daję powyżej.
Odpowiedz
Tadeuszu, zle mnie zrozumiałeś, nie mówiąc o tym, ze Twoje cytowanie zawierało w 99% cytaty z Łysiaka a nie moje słowa. Część pierwsza miała wykazać, ze Łysiak również dopuszcza się krytyki papieża i Kościoła wcale nie specjalnie dyplomatycznej. We wcześniejszym poscie cytowałem znacznie bardziej dosadne słowa ze "Stulecia kłamstw". Podkreślam jeszcze raz, że ze słowami z "kielicha" zasadniczo się zgadzam. Ale niekonsekwencją jest podejmowanie krytyki i to czasem osterej samemu i jednocześnie odbieranie tego prawa innym, tj. Kaczmarskiemu. Popatzr na archaiczny już początek tego tematu w ogóle. Cytat drugi nie jest zwiazany z pierwszym. napisałem go po to, by zakpić z Gepparda i Smakosza. To oni własnie wniesli do tego forum nienawiść w chamstwo, zamiast prowadzić merytowyczne zbijanie argumentów przeciwnika. cytat ten miał pokazać, że ze słów swego mistrza czerpią selektywnie i wedle potrzeby. Nawet jeśli zostali na tym forum skrzywdzeni słowem (raczej malutko), to absolutnie nie wyzbyli sie nienawiści. raczej zrejterowali.
Odpowiedz
Rzeczywiście, nieporozumienie. Wybacz.
Odpowiedz
No problem, cała przyjemność po mojej stronie Smile :beer:
Odpowiedz
Zaczynam się obawiać, że te zbanowane IP od reklam lesbijek to były IP naszych łysiakowców, bo coś znikli.
Odpowiedz
Wcale bym sie nie zdziwil, ale ja cos nie mam do nich zaufania. Normalnie zabijaja we mnie wszelkie chrzescijanskie odruchy. Pójde przez nich do piekla i tam ich znowu spotkam, o Boze!
Odpowiedz
Zbychu, nie bój, nie bój! Łysiakowcy w piekle wytępią całe lewactwo, czyli nieprawiczstwo, więc dla Ciebie i nas wszystkich będzie tam wstęp wzbroniony. Znasz dowcip o zwiedzaniu piekła? Pomijając detale: Lucyfer oprowadza po piekle i pokazuje kolejne kociołki z różnymi nacjami pilnowane przez diabły. Ostatni kociołek z Polakami niepilnowany. ??? Ano tego kociołka pilnują sami Polacy (czyt: łysiakowcy). jak się który wychyli, to dają mu w łeb.
Odpowiedz
Stara, z brodą, ale dobra anegdota!
Równie stara, ale jara: W trakcie spowiedzi, po bardzo długiej litanii grzechów, spowiednik słyszy od grzesznika : Ale jestem z Wołomina !. Zaskoczony odpowieda: Synu, to nie grzech, ale wstyd ! :-o
Odpowiedz
Jola a czemu się nie zalogowałaś?
Odpowiedz
Anegdota grzesznika: to miała być zapewne jakaś lekko złosliwa riposta. Jeśli tak, to trochę kulą w płot, bom wołominiak przyjezdny od kilku lat - ot takie pokręcone koleje losu :? . Ale rodowici mogą być cokolwiek obrażeni Smile. Niemniej jednak faktycznie dobra. :beer:
Odpowiedz
Artur napisał(a):Jola a czemu się nie zalogowałaś?
Czyżby władza zajęła się sprawdzaniem adresów IP forumowiczów :o
Strzeżcie się wpisujący cokolwiek jako goście :twisted:
A zwłaszcza Ty, Zbychu - admini są już na twoim tropie :!:

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
Odpowiedz
Temat podumiera z braku obecności łysiakowców, ale... bardzo polecam artykuł "Maciarewicz i historia" ze środowej Wyborczej (02.03.2005). To tak gwoli dania smaczku Smakoszowi, który na tym forum wychwalał owego gieroja prawicy. Nie byłoby może w całej sprawie nic ciekawego, gdyby nie to, że artykuł napisał niejaki :wink: T. Wołek, którego raczej o lewactwo wszelakie trudno posądzać. Nie jestem jego wielkim sympatykiem, ale znalazł się tam passus nawiazujacy do konfabulacji Łysiaka na temat Michnika, któren to też był postponowany tu przez Gepparda i Smakosza tak dla zasady.
Dalekie to wszystko od Jacka, ale ciekawe, jak by artykuł skomentowali nasi wojujący oponenci.
Linku do GW nie znam, ale kto chce, szybko znajdzie. Confusedpoko:

A tak jeszcze jeśli już o zabawnych dociekaniach Łysiaka: W osławionej ostatnio najnowszej jego ksiązce odsądza od czci i wiary "niejakiego" Miłosza :wink: wpisujac się w maniakalno prawiczkowy nurt. Że to Litwin, bezbożnik, komuch etc., żonglerki słowno-cytatowej nie będę komentował! Nie miejsce tu na powtarzanie za i przeciw Miłoszowi, ale ciekawe jest to, że na tego"Litwina" to Łysiak moze pluć ile wlezie, ale nagrodę literacką im. Józefa Mackiewicza to chętnie by przyjął. Cóż, Mackiewicz Polakiem niewątpliwie był, ale koncepcyjnie był większym Litwinem, niż Miłosz. Ba! Powiedziałbym, ze nawet i Wielkim Litwinem (dla niewtajemniczonych - kreował i głosił tzw. ideę krajową i był zwolennikiem odbudowy Wielkiego Księstwa Litewskiego - to tak w dużym uproszczeniu...). Ot i kolejna sprzeczność. Ile jest Łysiaka w Łysiaku to chyba on sam nie wie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości