Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
przedsiębiorczy emigranci
#1
witam,

godną uwagi przedsiębiorczością wykazali się nasi emigranci, którzy za lepszym życiem wyjeżdżają na dłużej do Londynu. Uznali mianowicie, że chcą wysłać dzieci do przyzwoitych szkól w Anglii, ale nie chcą za to płacić. Kto w takim razie ma ich zdaniem płacić za szkołę dla zamożniejszych Polaków w Anglii? ano ci biedniejsi frajerzy, którzy zostali w Polsce. Na razie chodzi o - bagatela - 12 mln zł, no ale z czasem uczniów będzie przybywać, być może i potrzeby wzrosną. Tymczasem mam wrażenie, że ludzie mieszkający ileś lat w Londynie nie płacą podatków w Polsce tylko tam?
Taki przynajmniej obraz kształtuje się na podstawie dzisiejszej publikacji Rz:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061207/swiat/swiat_a_3.html">http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... t_a_3.html</a><!-- m -->

Czy ktoś z Was zna szczególy sprawy? Być może się mylę?
#2
Ja mam wobec tematu dość mieszane uczucia. Myślę, że to dobrze, że taka polska szkoła powstanie, skoro jest taki problem z przemocą i aklimatyzacją, z drugiej strony kto ma za to zapłacić? Ale chyba Senat da tylko pewną dotację, a nie sfinansuje cały projekt, od lat takie szkoły polskie funkcjonują na Białorusi tylko tam łatwiej wytłumaczyć tą potrzebę. Szczerze mówiąc nie pozanałam w Londynie bogatych rodaków, tylko takich marginalnych, którzy nie znają języka i pracują na czarno i wiem, że jest cała kultura oszukiwania państwa (w tym wypadku UK), żeby się nie narobić i nie wydać na szkołę czy porządne mieszkanie, a co wieczór móc kupić "promocje" (6 piw za 5 funtów), więc trochę wkurzające jest oddawanie im naszych podatków. Tyle, że ich dzieci są naprawdę w ciężkiej sytuacji i może warto zatroszczyć się o ich dobry start, żeby nie poszły w ślady rodziców.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
#3
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):Tyle, że ich dzieci są naprawdę w ciężkiej sytuacji i może warto zatroszczyć się o ich dobry start, żeby nie poszły w ślady rodziców.
Czyli czego nie zrobiły? Nie pojechały jeszcze bardziej na zachód? Przecież dzieciaki wychowane tam nie wrócą tu bo i do czego? Rodzina na zachodzie, znajomi na zachodzie a tu? Tu żyli kiedyś dziadkowie, można przyjechać na tanią wycieczkę.
#4
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):kto ma za to zapłacić?
Rodzice?
#5
Myslę, że od kiedy pracujący w UK Polacy nie będą podwójnie opodatkowani (od nowego roku?) powinno nimi opiekować się państwo, którego budżet uzupełniają...
A to, co Marku cytujesz uważam za paranoję!
[size=85][color=darkgrey][i]Jak jest tylko śmiesznie – może być niewesoło[/i]
Edward Dziewoński[/color][/size]
#6
Artur napisał(a):Czyli czego nie zrobiły? Nie pojechały jeszcze bardziej na zachód? Przecież dzieciaki wychowane tam nie wrócą tu bo i do czego? Rodzina na zachodzie, znajomi na zachodzie a tu? Tu żyli kiedyś dziadkowie, można przyjechać na tanią wycieczkę.
Miałam na myśli życie na granicy egzystencji, tylko do jednego wieczoru z piwem do drugiego. Skoro postanowili żyć za granicą to powinni się integrować, nauczyć języka, kształcić, a nie pracować tylko za najniższą krajową lub w ogóle nielegalnie.

No tak, ale pewna dotacja z Polski to nie ejst zupełna przesada. Choć pełnego utrzymywania polskiej szkoły w Londynie też nie popieram.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
#7
Problem z przemocą w zachodnioeuropejskich szkołach publicznych znam z własnego doświadczenia i jest on realny, więc pomysł uważam za dobry.
Co do finansowania takiej placówki - powinny być trzy źródła:
- rząd brytyjski (lub samorządy) - bo rodzice uczniów płacą tam podatki
- rząd polski - bo każde państwo, jeżeli jest zainteresowane propagowaniem własnego języka i kultury, powinno finansować to z własnych środków
- rodzice uczniów - bo jak rozumiem chodzi o szkołę elitarną, nie dla wszystkich dostępną. Ewentualnie z pomocą stypendiów od jednej i/lub drugiej strony dla najbiedniejszych.

Kwestią dyskusyjną są proporcje, ale jest za mało informacji do dyskusji.

Pozdrawiam
Dauri
#8
Zgodziłanym się z twoim zdaniem dauri Smile
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
#9
A można zapytać, jak mniej więcej sobie wyobrażacie skalę takiego finansowania? Czy Waszym zdaniem powinniśmy współfinansować naukę polskich dzieci w Zjednoczonym Królestwie, w Irlandii, w Szwecji, we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Holandii itp. a także w USA, w Brazylii itp? Spójrzmy, gdzie mieszkają Polacy (wiki):
Polska:
36 983 720 (2002)
USA:
9 300 000
Niemcy:
3 000 000
Brazylia:
1 600 000
Francja:
1 000 000
Kanada:
850 000
Wielka Brytania:
420 000
Białoruś:
400 000
Litwa:
250 000
Ukraina:
150 000
Irlandia:
150 000
Argentyna:
150 000
Australia:
150 000
reszta świata:
ponad 500 000
I jeżeli dobrze Was rozumiem to ubożsi mają współfinansować elitarne szkoły dla bogatszych?
#10
Ale za granicę nie wyjeżdzają tylko bogatsi, raczej za chlebem emigrują biedni.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
#11
Przecież nie wyjeżdżają po to, żeby być biedniejszymi. Ile zarabia się w Polsce a ile w Anglii? Poza tym mam niejasne wrażenie, że do szkoły, o której mowa w artykule, nie pójdą dzieci z ubogich rodzin.
#12
Zgadzam się z Markiem. Nie bardzo widzę potrzebę finansowania polskich szkół za granicą z naszych podatków. Zwłaszcza, że nasze szkoły pozostawiają wiele do życzenia.
#13
Szkoły prywatne są finansowane:
A) częściowo przez rząd (i/lub samorządy) danego państwa,
B) częściowo poprzez rodziców, według jakichśtam proporcji.
Takie same proporcje powinny być stosowane dla danej szkoły polonijnej.

Rząd polski powinien z tego pokryć:
1) Część kosztów typu A:
- 100% kosztów nauczania przedmiotów typowo "polonijnych", nie nauczanych w tym kraju (język polski, historia i geografia Polski itp).
- część (np 50%) kosztów nauczania przedmiotów, które są nauczane w danym państwie, jeżeli wykładowym językiem byłby polski.
- 100% kosztów nauczania "różnic programowych" (jeżeli takie zajęcia są)
- 100% kosztów rozmaitych polonijnych zajęć pozalekcyjnych, biblioteki polskiej itp.
2) Część kosztów typu B, poprzez stypendia dla najuboższych uczniów, w takiej samej proporcji jak udział strony polskiej w ogólnych kosztach finansowanych przez rząd danego państwa.

Ekonomistą ani specjalistą od oświaty nie jestem, ale wydaje mi się to sprawiedliwe.

Pozdrawiam
Dauri
#14
Ja znów popieram Dauriego. I nie chodzi nawet o UK, ale patrząc na sytuacje na Białorusi to nie odmówiłabym szkołom pomocy.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości