Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O pewnej stronie...
#1
Może słyszeliście już- a trudno było do tej pory nie usłyszeć- o takiej- jak dalej postaram się wykazać- dość miernej stronie jakichś rzekomych nazistów, na której podane są adresy różnego rodzaju ludzi z bieguna przeciwnego do autorów (?) strony.
Zainteresowanie w radiu, które mam wątpliwą przyjemność słuchać (ale słucham, bo nie zmusza mnie do słuchania muzyki wątpliwej jakości, mówię o TOKFM) tą sprawą było dość duże- jak dla mnie nieproporcjonalnie duże- więc jednak temacik poruszę.
Może na początek coś o autorach strony. Wg mojego kochanego radia są to faszyści, czyli narodowi socjaliści. Do tych określeń wrócę. Skąd radio wie, kto tę stronę robił? Ano, podpisali się. Wg redaktorów TOKFM (ja tej strony nie widziałem, zresztą nie sądzę, żeby istniała taka potrzeba) twórcy podpisali się jako "dobrzy Polacy, aryjczycy" i "zwolennicy Hitlera" oraz "narodowi socjaliści" i "faszyści" (cytaty luźne, oddają sens). Widzicie to? Oto jakaś grupa, powiedzmy, skrajna, zideologizowana, nie odróżnia faszyzmu od nazizmu. I powiedziałbym, że są to zdecydowani kretyni, idioci itd., ale, jak napisałem wyżej, tych pojęć nie odróżniaja też redaktorzy, więc się powstrzymam.
PRLowska indoktrynacja?
Druga możliwość- autorzy chcieli zrobić stosunkowo małym kosztem często odwiedzaną stronę. Ale cóż, nie propagujmy spiskowej teorii dziejów.
Zatem kim był ten, kto tą stronę zrobił? Też się zastanawiam.
Nie o tym zresztą chciałem pisać.
Chodziło mi raczej właśnie o to, jak podeszli do tego redaktorzy i zaproszeni goście.
Oczywiście, zrobienie takiej strony jest głupie, bezprawne i niskie, co tu kryć. Z drugiej strony, ludzie działający w różnych stowarzyszeniach publicznych są chyba gotowi na ataki z różnych stron, więc coś takiego po nich spłynie. Czyli zasadniczo zrobienie takiej strony było tyleż złośliwe, co pozbawione sensu.
To raz.
Dwa. Otóż nie wiem, czy zauważyliście, jakich niedouczonych ludzi wpuszcza się teraz do mediów.
Chodzi mi o to, że nikt z zaproszonych ani zapraszajacych, jak już napisałem, nie rozróżniał faszyzmu od nazizmu. Więcej, ktoś zakwalifikował nazizm jako skrajną prawicę (co ma socjalizm do prawicy? czy sam fakt, ze był to system nacjonalistyczny zalicza go do prawicy? tyle w nazizmie prawicy, co lewicy...). Ale najlepsze było stwierdzenie, że prawicą jest młodzież wszech...polska(?). No, ale może to moje prywatne animozje.
A w ogóle, jakie są różnice między systemami marksistowsko-socjalistycznym, faszystowskim i nazistowskim? Dla mnie tylko takie, że faszyzm i nazizm nawoływały do bicia obcych (np. Żydów, Słowian), a socjalizm do bicia nie-ploretariuszy (np. Żydów, Słowian).

Oczywiście, sama sprawa rzeczaonej strony jest błaha, ale przy jej okazji coś wyszło. Zatem zadaję pytanko:
Czy to, że wpuszcza się do mediów ignorantów jest zupełnie zdrowe?
Czy naprawdę nie stać nikogo na przyzwoitą analizę, a bazuje się tylko, jak zwykle, na prostackich schematach?

Z konserwatywno-liberalnym pozdrowieniem.
TDS
in montibus veritas
#2
Tomek napisał(a):Otóż nie wiem, czy zauważyliście, jakich niedouczonych ludzi wpuszcza się teraz do mediów.
Też miałem wątpliwą przyjemność wysłuchania tejże dyskusji przy popołudniowym posiłku. Przedstawiano owych neofaszystów jako czołowy problem z jakim Państwo Polskie zmierzyć się powinno - co tam dziurawe, drogi, niedokończona lustracja, korupcja, bezrobocie i tak dalej. Najbardziej zagrażają nam neofaszyści, których niedługo będzie, cytuję "więcej niż nas" :rotfl:

Te miernoty, dziennikarzyny owe co w tym radio mają wątpliwy zaszczyt pracować (przepraszam, że generalizuję, ale nie kojarzę po nazwiskach, tylko słyszę, że bredzą) bezustannie mówią takie "kwiatki". Na przykład:

Gość: Za pięć miliardów lat słońce zgaśnie...

"Redaktorka": Skąd ten pesymizm!?

:rotfl:

Pozdrawiam serdecznie
[b][i]
Z wiekiem człowiek myślący widzi, że wszystko jest śmieszne i przestaje się rzeczami przejmować.
[/i][/b]
JK
#3
jako, że mam mało czasu więc nie będę się zagłebiał w tematy faszystowsko-socjalistyczno-nazistowskie, ale skupię się na "niedouczeniu" mediów.
Jest to dosyć poważny problem i to nie tylko w dziedzinie mediów, lecz we wszystkich dziedzinach życia. Ludzie kiedyś dostając się na ucezlnie wyższe odnosili niebagatelny sukces, ponieważ były one tylko dla nielicznych i jeżeli juz ktoś się tam dostał to studiował z przyjemnością. Widać to po starszym pokoleniu (na przykład dziennikarzy). Teraz z kolei studia są dla wszystkich. Nawet dla kompletnych łosi, którzy jakimś tam trafem zdali maturę i poszli na studia alby mieć kolejne 5 lat laby. Studniują oni bez żadnego przekonania, ponieważ i tak wiedzą, że po studiach trafią na bezrobocie. Zdają egzamin za egzaminem metodą ZZZ (Zapamiętać, Zdać, Zapomnieć). Także przyczyn takiego niedokształcenia szukałbym w państwie, które nie potrafi zapewnić młodym odpowiedniej motywacji do nauki i kształcenia. Większość widząc co się dzieje myśli sobie : po co się męczyć jak i tak pracę można znaleść tylko po znajomości?? A potem jak już znajdą jakąś pracę to brakuje im tego czego uczyli się pobieżnie na studiach.. Aż strach pomyśleć co się będzie działo jak wyrośnie młode pokolenie lekarzy... Sad( bolesana prawda
#4
mejdejo napisał(a):którzy jakimś tam trafem zdali maturę
Nie jakimś tam trafem, tylko zdali, bo teraz jest tendencja do dawania matury każdemu.
mejdejo napisał(a):Aż strach pomyśleć co się będzie działo jak wyrośnie młode pokolenie lekarzy
Też się boję. Smile
in montibus veritas
#5
mejdejo napisał(a):Studiują oni bez żadnego przekonania, ponieważ i tak wiedzą, że po studiach trafią na bezrobocie. Zdają egzamin za egzaminem metodą ZZZ (Zapamiętać, Zdać, Zapomnieć).
Od razu widać, że jeszcze nie jesteś na studiach Wink
Egzaminy są zwykle czysto teoretyczne i niewiele z nabytej w ten sposób wiedzy przydaje Ci się później Wink
Po studiach raczej nikt nie będzie od Ciebie wymagał dogłębnej znajomości całego materiału, a raczej pewnego "obycia" z przedmiotem (kierunkiem) studiów. Także możłwiości szybkiego przypomnienia sobie (nauczenia się) przydatnych akurat wiadomości.
Ode mnie, jako informatyka, nikt raczej nie będzie wymagał znajomości definici ideału ani dowodu na to, że każdy ideał pierwszy jest maksymalny (które to wiadomości obowiązywały mnie na wtorkowym egzaminie z algebry abstrakcyjnej Wink )
Chodzi raczej o pewną "kulturę matematyczną" - np. że będę w stanie napisać algorytm wykorzystujący własności liczb pierwszych (bazuje na tym m.in. większość algorytmów kryptograficznych)

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
#6
mejdejo napisał(a):Aż strach pomyśleć co się będzie działo jak wyrośnie młode pokolenie lekarzy...
Nic nie będzie a raczej będzie tak samo. Macie dziwną manierę uważania się za wyjątki i narzekania niczym staruszkowie... "za moich czasów..."
#7
Artur napisał(a):
mejdejo napisał(a):Aż strach pomyśleć co się będzie działo jak wyrośnie młode pokolenie lekarzy...
Nic nie będzie a raczej będzie tak samo. Macie dziwną manierę uważania się za wyjątki i narzekania niczym staruszkowie... "za moich czasów..."
No własnie. Za moich czasów to można powiedzieć, jak się zdawało starą maturę... Smile
in montibus veritas
#8
Zeratul studiujesz informatykę wnioskuję.. i faktycznie w niektórych dziedzinach nie jest potrzebna wiedza którą wkładali w Ciebie na studiach, ale wyobraź sobie, że leżysz na stole operacyjnym (nie życzę tego) i operuje Cię lekarz, który egzamin z anatomii ledwo zaliczył.. Chodzi mi o to, że wiedza zdobyta na niektórych studiach owocuje efektywnością i jakością pracy w późniejszym życiu. Albo dajmy na to absolwent budownictwa, który nie jest dobrze wykwalifikowany, popełni jakieś dorbne zaniedbanie w obliczeniach spowodowane niedoborem wiedzy z czasów studiów i co? Może się coś zawalić (to nei jest żaden podtekst do Katowic)
#9
mejdejo napisał(a):Aż strach pomyśleć co się będzie działo jak wyrośnie młode pokolenie lekarzy...
Chyba jednak na medycynę nie idą "kompletne łosie, które chcą mieć pięć (sześć) lat laby".

Poza tym wiele osób jest gotowych wydać na studia kilkadziesiąt tysięcy (choć rzeczywiście często nie będą to ich czy tylko ich pieniądze) - czy rzeczywiście tylko po to, żeby sobie odpocząć i pozostać bezrobotnym?

marek
#10
MJ napisał(a):Chyba jednak na medycynę nie idą "kompletne łosie, które chcą mieć pięć (sześć) lat laby".
jakiś odsetek się na pewno znajdzie..powody mogą być różne ( wpływ rodziców, tradycje rodzinne, jest pod dostatkiem pieniędzy na studiowanie itp.) a poza tym to napisałem "Nawet kompletne łosie" co nie znaczy, że wszyscy są kompletnymi łosiami i nei znaczy to, że wszyscy którzy idą na studia przypadkiem zdali maturę
#11
mejdejo napisał(a):ale wyobraź sobie, że leżysz na stole operacyjnym (nie życzę tego) i operuje Cię lekarz, który egzamin z anatomii ledwo zaliczył..
To, że lekarz wie, który organ jest który ( Wink ), nie onacza wcale, że jest dobrym chirurgiem.
Wszystko zależy od umiejetności przktycznych, a tego nie sprawdzają na egzaminach.
Nawiązując do podanego przez Ciebie przykłądu - wolałbym być operowany przez gościa ze sporym doświadczeniem praktycznym (nawet jeśli ledwo zaliczył egzamin z anatomii), niż przez lekarza, który miał szóstkę z anatomii, ale to jego pierwsza operacja Wink

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]
#12
Ja na chwilę wrócę do tematu Smile. Tomku, nie wnikam w merytoryczne różnice między faszyzmem i nazizmem (nie czuję się chyba uprawniona do prowadzenia kompetentnej dyskusji w tym zakresie). Ale same rozważania czysto językowe dają do myślenia. Otóż w języku istnieje coś takiego jak znaczenie strukturalne (etymologiczne) i realne (leksykalne). To pierwsze wynika, jak nazwa wskazuje, z samej budowy słowa. I w tym kontekście faszyzm nie równa się nazizm. Co więcej, na mój słuch Smile żadne z nich nie jest tak strasznie nacechowane. W kontekście leksykalnym oba są traktowane może nie jak synonimy, ale przynajmniej jak wyrazy bliskoznaczne. W słownikowych definicjach mamy więc taki ciąg "faszyzm, nazizm, hitleryzm". W dodatku wartościowanie triady jest oczywiście negatywne (choć słowniki z założenia mają unikać w samej definicji wartościowania, wartościuje się kwalifikatorami, różnie jednak z tym bywa). Na samą definicję nakłada się jeszcze znaczenie konotacycjne (asocjacje), czyli - jak to słowo jest odbierane przez społeczeństwo, jakie budzi skojarzenia (i pod względem znaczenia, i postaw emocjonalnych). I z tego punktu widzenia trudno dziwić się, że wspomniane hasła traktowane są tak histerycznie. Myślę, że możemy mówić tu o resemantyzacji. To tak jak ze swastyką: pierwotnie był to jeden z wielu symboli kulturowych. Ale od kilkudziesięciu lat jest to bardzo specyficzny znak. A że "język tworzy rzeczywistość, rzeczywistość tworzy język" - pewnych interpretacji znaczeń, symboli, kodów nie unikniemy, bez względu na to, jak rzeczowo i analitycznie chcielibyśmy do tego podejść. To taka mała glosa do Twoich słów Smile. Pozdrawiam...
#13
mejdejo napisał(a):jakiś odsetek się na pewno znajdzie..powody mogą być różne ( wpływ rodziców, tradycje rodzinne, jest pod dostatkiem pieniędzy na studiowanie itp.)
A no wlaśnie, wpływ rodziców, tradycje... Ale nie "poszli na studia aby mieć kolejne 5 lat laby". Jeżeli chcą laby, to wybiera się, ja wiem.. może politologię albo pedagogikę? To nie jest próa zdyskredytowania tych kierunków, ale tak mi się wydaje po niektórych znajmomych. Ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę (i kilka innych kierunków, gdzie jednak cos trzeba robić).

Oczywiście chodzi o pewne tendencje, nie jednostkow przypadki.

marek
#14
mejdejo napisał(a):
MJ napisał(a):Chyba jednak na medycynę nie idą "kompletne łosie, które chcą mieć pięć (sześć) lat laby".
jakiś odsetek się na pewno znajdzie..powody mogą być różne ( wpływ rodziców, tradycje rodzinne, jest pod dostatkiem pieniędzy na studiowanie itp.)
Tacy zawsze byli,są i będą. Więc nie widzę związku...
MJ napisał(a):Ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę (i kilka innych kierunków, gdzie jednak cos trzeba robić).
Farmacja moim zdaniem przegina! Tongue Tongue Tongue
#15
mejdejo napisał(a):wyobraź sobie, że leżysz na stole operacyjnym (nie życzę tego) i operuje Cię lekarz, który egzamin z anatomii ledwo zaliczył..
Zeratul napisał(a):To, że lekarz wie, który organ jest który ( ), nie onacza wcale, że jest dobrym chirurgiem.
Wszystko zależy od umiejetności przktycznych, a tego nie sprawdzają na egzaminach.
Nawiązując do podanego przez Ciebie przykłądu - wolałbym być operowany przez gościa ze sporym doświadczeniem praktycznym (nawet jeśli ledwo zaliczył egzamin z anatomii), niż przez lekarza, który miał szóstkę z anatomii, ale to jego pierwsza operacja
Żeby zostać chirurgiem, to już trzeba się wykazać... Tzw. specjalizację zrobić, czyli zaliczyć udział (m.in.) w jakiejś tam liczbie operacji. Ale strach chodzić do niektórych rodzinnych...
MJ napisał(a):Chyba jednak na medycynę nie idą "kompletne łosie, które chcą mieć pięć (sześć) lat laby".
Czasem się zastanawiam. Zwykle na medycynę (ok. 60%) idą dzieci lekarzy, rzadko dlatego, że to ich wymarzony kierunek. Generalnie na medycynę idą ci, którzy chcą się dorobić, może nie szybko, ale bez większego ryzyka... Ja np. do lekarzy nie chodzę, najwyżej na badania.
MJ napisał(a):Ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę
Czyżby mitologizacja medycyny? To nie jest trudny kierunek, o ile studiuje się zgodnie z zainteresowaniami, a nie wolą rodziców- wtedy, owszem, trzeba opowiadać, że medycyna taaaka ciężka.
Mistszu napisał(a):Farmacja moim zdaniem przegina
farma, wieczny wróg lekarskiego Smile
in montibus veritas
#16
Tomek napisał(a):
MJ napisał(a):Ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę
Czyżby mitologizacja medycyny? To nie jest trudny kierunek, o ile studiuje się zgodnie z zainteresowaniami, a nie wolą rodziców- wtedy, owszem, trzeba opowiadać, że medycyna taaaka ciężka.
Mitologizacja?
Jeszcze raz napiszę: moim zdaniem ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę. Znasz wielu takich?

marek

marek
#17
Zeratul napisał(a):Wszystko zależy od umiejetności przktycznych, a tego nie sprawdzają na egzaminach.
Nawiązując do podanego przez Ciebie przykłądu - wolałbym być operowany przez gościa ze sporym doświadczeniem praktycznym (nawet jeśli ledwo zaliczył egzamin z anatomii)
doświadczenia trzeba skądś nabrać
MJ napisał(a):A no wlaśnie, wpływ rodziców, tradycje... Ale nie "poszli na studia aby mieć kolejne 5 lat laby"
to taki mój mały skrót myślowy. Spieszę tłumaczyć. Rodzice wysyłają kogoś na studia, bo dajmy na to cała rodzina są to prawnicy (zostawiam medycynę w spokoju narazie). Student studiuje z przymusu, bo tradycje rodzinne, bo co rodzina powie itd. Studiuje, studiuje, nie widzi w tym żadnego sensu, bo nie to chce robić w życiu, co za tym idzie nie przykłada się do nauki w sposób taki jaki przykładałby się gdyby to był jego wymarzony kierunek. Robi wszystko żeby tylko skończyć te studia i nie zwraca uwagi na to czy będzie dobrze wykwalifikowany w zawodzie czy tez nie. Dla nie go te studia są męczarnią i stara się je olewać i tylko zaspokoić żądze rodzinne, nie bacząc na to czy będzie po nich w stanie dobrze służyć klientom. Dlatego napisałem, że jesto to dla niektórych kolejne 5 lat swego rodzaju laby.
Dlaczego zostawiłem medycynę w spokoju? Muszę się przyznać, że ta medycyna to nei był zbyt fortunny przykład. Podałem go żeby w taki dosyć drastyczny sposób pokazać, to co zauważam wśród młodzieży, a mianowicie to, że często idą na studia bez większego przekonania i nie wiedząc co chcą w życiu robic - co może zaowocować niezbyt miłymi konsekwencjami.
Tomek napisał(a):Ja np. do lekarzy nie chodzę, najwyżej na badania.
śięte słowa Wink ja też unikam lekarzy jak ognia, bo i tak wiem, że większość nie pracuje po to aby pokóc chorym ludziom, ale po to żeby się na ich chorobie dorobić jak najwięcej
#18
MJ napisał(a):Jeszcze raz napiszę: moim zdaniem ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę. Znasz wielu takich?
Ja. Na polibudzie musiałbym zasuwać. I paru moich kumpli. Teraz zamierzają iść za moim dobrym przykładem i wziąść z nudów drugi kierunek. Medycyna to studia jak każde inne, tak samo trudna- lub łatwa. Różnica jest taka, że na medycynie studiuje dużo osób, które nie powinny się tam znaleźć, bo co innego jest tym, co lubią robić najbardziej. Podobnie jest z innymi "trudnymi" kierunkami- np. prawem.
Weźcie taką matematykę. Studia naprawdę bardzo trudne, ale jakoś nikt nie mitologizuje- bo ci, którzy tam studiują, robią to z własnej woli.
in montibus veritas
#19
no ale kto mitologzuje medycynę? gdybym napisal, że ci, którzy liczą na labę nie idą na matematykę - to czy mitologizowalbym matematykę itp? Czy Ty sam nie mitologizujesz politechniki?

Ja niczego nie mitologizuję, raczej twierdzę, że do odpoczynku można znaleźć lepsze kierunki.

marek
#20
Może medycyna jest tak postrzegana, bo to ten rodzaj dyscypliny, gdzie niewiedza, błąd itp. zwykle/często przynosi dramatyczne skutki bardzo szybko (dodatkowa presja)? Przy czym ta niewiedza lub błąd mogą być bardzo - upraszczam, żeby się nie rozpisywać - niewielkie lub niejednoznaczne, a skutki i tak są ogromne. Błąd prawnika lub matematyka może nie mieć tak drastycznych konsekwencji - lub mieć je nie od razu. Przepraszam za brutalność: pomyłka np. projektanta musi być ewidentna, żeby konstrukcja od razu się zawaliła, przy drobnych błędach parametrów nie musi to od razu nastąpić. Czy się mylę? W medycynie natomiast człowieka można zabić albo okaleczyć nawet, jeśli się nie popełniło błędu sensu stricto...

Natomiast problem widzę - również - w czymś innym. Są kierunki wymagające ścisłego trzymania się pewnych informacji i takie, w których panuje większa dowolność, jak to dzieje się często w humanistyce, gdzie niejednokrotnie ważniejsza jest interpretacja faktu niż wyuczenie się jego "parametrów" Smile. Wtedy można coś zdać, nie zaglądając do książki. W takiej np. medycynie byłoby to już cokolwiek trudne... I na tych kierunkach rzeczywiście łatwiej "odpocząć".
#21
MJ napisał(a):no ale kto mitologzuje medycynę? gdybym napisal, że ci, którzy liczą na labę nie idą na matematykę - to czy mitologizowalbym matematykę itp? Czy Ty sam nie mitologizujesz politechniki?
Owszem, mitologizowałbyś. Tak naprawdę studia to jest laba dla tych, którzy trafią- ja tu dowodzę, ze problemy na studiach mają ci, którzy się minęli z powołaniem.
Nie mitologizuję politechniki, ja tylko nie wyrobiłbym ze sprawozdaniami... Tak mi się napisało, chyba mam kompleks prac domowych...

Karol, czy uważasz, że naprawdę na medycynie wszystko płynie z zewnątrz? Ja nie jestem raczej zbyt pracowity, to coś wiem- nie trzeba przerabiać całości materiału, żeby mieć 4,5-5. Wystarczy znać dość ogólne zasady i większość da się wywnioskować- a to, co się wywnioskuje nie wylatuje ze łba tak łatwo, jak to, czego się wyuczy...
in montibus veritas
#22
To zależy jeszcze gdzie... Ale w sumie - nie znam się...
Tomek napisał(a):farma, wieczny wróg lekarskiego
Ja do nich nic nie mam! Za to stoma mnie wk***ia :wredny:
#23
Tomek napisał(a):Karol, czy uważasz, że naprawdę na medycynie wszystko płynie z zewnątrz? Ja nie jestem raczej zbyt pracowity, to coś wiem- nie trzeba przerabiać całości materiału, żeby mieć 4,5-5. Wystarczy znać dość ogólne zasady i większość da się wywnioskować- a to, co się wywnioskuje nie wylatuje ze łba tak łatwo, jak to, czego się wyuczy...
Nie do końca rozumiem to "z zewnątrz"? Natomiast nie zgadzam się, że medycyna należy do tych kierunków, na których "wystarczy znać dość ogólnie zasady". Pewnie, że jeśli ktoś opanuje dobrze podstawy, to ma większe szanse na poprawne wnioski, ale łatwiej (i bezpieczniej) tak czynić np. na filologii, psychologii, socjologii etc.

PS. Dla własnego bezpieczeństwa wolałabym, żebyś jednak był pracowity i przerobił materiał w całości (nawet jeśli i bez tego masz piątki). Bo a nuż trafię potem do Ciebie, a Ty akurat przerzuciłeś na studiach dany fragment i...
#24
Tomek napisał(a):Owszem, mitologizowałbyś. Tak naprawdę studia to jest laba dla tych, którzy trafią- ja tu dowodzę, ze problemy na studiach mają ci, którzy się minęli z powołaniem.
Nie mitologizuję politechniki, ja tylko nie wyrobiłbym ze sprawozdaniami... Tak mi się napisało, chyba mam kompleks prac domowych...
Czyli jeżeli piszesz "Na polibudzie musiałbym zasuwać" to nie jest mitologizowanie politechniki.
Jeżeli ja piszę "ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę" to mitologizuję medycynę.

Niech będzie :co?:

Najwyraźniej inaczej rozumiemy slowo "mitologizowanie".

Nawiasem mówiąc nie pisalem nic o problemach na studiach. O narzekaniu - ani słowa. Można mieć dużo pracy i nie narzekać, można wręcz być pasjonatem i się z tego cieszyć. Ale to nie jest laba. Prawdopodobnie to słowo również odmiennie rozumiemy.
Cytat:laba ż IV, CMs. ~bie, blm
pot. «czas wolny od zajęć; próżnowanie, wypoczynek»
Mieć labę.
niem.
marek
#25
Mistszu napisał(a):
Tomek napisał(a):farma, wieczny wróg lekarskiego
Ja do nich nic nie mam! Za to stoma mnie wk***ia
Stoma też... Smile
Karol napisał(a):Nie do końca rozumiem to "z zewnątrz"?
Z ksiażek, z pominięciem własnego pomyślunku. Praktyka często stosowana na medycynie.

A ja zdecydowanie bym wolał, żeby mnie operował lekarz, który ma braki, ale myśli, bo wyobraź sobie, że operuje Cię taki, co się tylko wykuł i w pewnym momencie czegoś zapomniał... :rotfl:
MJ napisał(a):
Tomek napisał(a):Tak mi się napisało, chyba mam kompleks prac domowych...
Czyli jeżeli piszesz "Na polibudzie musiałbym zasuwać" to nie jest mitologizowanie politechniki.
Jeżeli ja piszę "ci, którzy liczą na labę nie idą na medycynę" to mitologizuję medycynę.
Tak mi się napisało!
A w ogóle, Ty napisałeś ogólnie, a ja odniosłem sytuację do siebie- w kontekście tego, co napisałem wcześniej (mijanie się z powołaniem- jakbym poszedł na polibudę, to bym się z nim minął i musiałbym zasuwać) jest to w miarę rozsądne, nie?
in montibus veritas
#26
Tomek napisał(a):Tak naprawdę studia to jest laba dla tych, którzy trafią- ja tu dowodzę, ze problemy na studiach mają ci, którzy się minęli z powołaniem.
IMO jest dokładnie odwrotnie Wink
Ci, którzy "trafili" chcą się uczyć i (nawet jeśli przychodzi im to łatwiej niż pozostałym) pracują sporo. Natomiast ci, którzy "nie trafili" właśnie sobie totalnie odpuszczają, bo studia zupełnie ich nie interesują :agent:
Np. z "mojego" wydziału (mat. i inf. na UAM) o ile wiem praktycznie nie da się "wylecieć" (szczególnie dotyczy to matematyki) - "opadli" generalnie tylko Ci, którym znudziły się studia/nie chciało im się załatwiać kolejnych poprawek :wredny:

Pozdrawiam
Zeratul
[size=85][i]Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.[/i][/size]


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  O pewnej łajbie ;) Kuba Mędrzycki 13 3,230 02-05-2012, 02:30 AM
Ostatni post: gosiafar
  Domysły na temat pewnej rozmowy Filip P. 61 9,529 02-07-2007, 08:08 PM
Ostatni post: Przemek
  "Nasza klasa" na stronie Fundacji JK Przemek 27 5,368 06-03-2006, 09:55 AM
Ostatni post: tmach
  O Stronie, o Forum, i nie tylko... thomas.neverny@noos.fr 16 5,873 09-08-2004, 08:06 AM
Ostatni post: Artur

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości