Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wizyta JK w domu Wysockiego
#1
Jak wiadomo, z Włodzimierzem Wysockim Jacek spotkał się trzy razy (raz w Warszawie i dwa razy w Moskwie). Podczas jednego ze spotkań moskiewskich Jacek zasiedział się w domu Wysockiego tak długo, że niemal spóźnił się na samolot do Warszawy. Kiedy spostrzegł, że samolot wkrótce odlatuje, wpadł w panikę, że nie zdąży na ważne koncerty. Wysocki natychmiast zadzwonił w odpowiednie miejsce. W trzy minuty później (!) do drzwi pukali panowie z NKWD. Wysocki powiedział im, że trzeba natychmiast zawieźć na lotnisko towarzysza z komitetu centralnego bratniej polskiej partii robotniczej. Trzej funkcjonariusze zawieźli Jacka na sygnale na lotnisko, dzięki czemu zdążył On na samolot.
Potem Wysocki pytał Jacka telefonicznie, czy wszystko było w porządku. Mistrz odpowiedział, że jak najbardziej, tylko funkcjonariusze dziwili się, że towarzysz z polskiego komitetu centralnego taki młody*.

KN.

* jak wiadomo, średnia wieku w komitetach centralnych była, delikatnie mówiąc, dość wysoka.
Odpowiedz
#2
Hehe, sprytny ten Wysocki Tongue Ja bym na coś takiego nie wpadł ;]
Bo źródło wciąż bije...
Odpowiedz
#3
Dobre!! Bardzo podobną historię opowiadał Piotrek Bałtroczyk (konferansjer TVP, głównie Dwójki). Mówił, iż Jacek, aby zdąrzyć na olsztyńskie Spotkania Zamkowe pędził ulicami tegoż pięknego miasta w policyjnym samochodzie (również na sygnale i pełnej prędkości). Jakież musiało być zdziwienie obecnych, kiedy Jacek wysiadł z samochodu policyjnego. W ten sposób organizator zapewnił Poecie bezpieczny dojazd na miejsce, bez żadnych spóźnień i nieprzyjemności :-)
Żydowinem być mi raczej,
Gdy mianuje mnie Polaczek...
Odpowiedz
#4
Aż dziwne, że KGB nie wiedziała kto do niego przyjechał. :?
Odpowiedz
#5
Najwyraźniej jednak tacy wszechwiedzący nie byli. A że szeregowi funkcjonariusze nie wiedzieli kto to, nic dziwnego.
Tylko poczucie humoru nas może ocalić.

"Kaczmar nie wygrałby "Nadziei". Kaczmar nawet by się nie zakwalifikował ze względu na brak elementu autorskiego." - Zeratul
Odpowiedz
#6
Sugerujesz michalfie ignorancję pobytu Jacka w Moskwie przez służby?
Żydowinem być mi raczej,
Gdy mianuje mnie Polaczek...
Odpowiedz
#7
Tą historię co przytoczył Krzysztof zdaje się że chyba opowiadał Stanisław Elsner Załuski na jakimś koncercie ale nie pamiętam dokładnie gdzie ja to słyszałem. Smile
Odpowiedz
#8
Kamil, nie sugeruję wcale ignorancji. Raczej brak informacji. Jeśli dokładnie wiedzieli kto przyjechał, to albo niezbyt go pilnowali, albo bardzo chcieli, żeby jak najszybciej wyjechał.
Tylko poczucie humoru nas może ocalić.

"Kaczmar nie wygrałby "Nadziei". Kaczmar nawet by się nie zakwalifikował ze względu na brak elementu autorskiego." - Zeratul
Odpowiedz
#9
Zależy, kiedy było to spotkanie - w którym roku. Mogli nie wiedzieć, kogo gości Wysocki, dlaczego nie? Tylko w takim przypadku daliby się nabrać na towarzysza z politbiura. (Albo chcieli, żeby szybko wyjechał, jak mówi Michalf - choć to mniej prawdopodobne, bo nie sądzę, żeby JK uznali za takie zagrozenie dla Sojuza, raczej by mu utrudnili coś z przyjemnością niż pomogli.)
Z drugiej strony, skoro zapukali do drzwi po trzech (!) minutach, to znaczy, że byli pod domem (bo windy w ZSRR bardzo wolno chodziły, w przeciwieństwie do zegarków, więc daję im 2 minuty na samą windę). Skoro byli pod domem, jakim cudem nie wiedzieliby, kto siedzi w środku i że nie z komitetu? Choć i to teoretycznie możliwe, powiedzmy, że byli w trakcie ustalania danych personalnych, bo obserwowali lokal, a nie osobę.
A dlaczego olsztyńska policja splagiatowała ten numer?
Ja mogę się tylko domyślać, dlaczego.
Dlatego, że on już w wykonaniu służb radzieckich był splagiatowany. Ta anegdota nosi wszelkie cechy tzw. „anegdoty wędrownej”, gdzie analogiczny przypadek przypisuje się różnym sławnym ludziom. (Albo sami sobie przypisują dla hecy, choć nie twierdzę, że JK to zrobił, bo nie mam pojęcia, jak było.)
Historia, jak to policja wiezie na sygnale kogoś, kogo nie chciałaby wieźć nawet bez sygnału, gdyby wiedziała, kto to taki (bo to np. przestępca), występuje też komediach filmowych jako typowy samograj, czyli coś takiego, że widzowie na pewno będą się śmiali. Przychodzi mi na myśl w tej chwili tylko „Nie lubię poniedziałku”, gdzie jest mutacja tej sceny (dziecko musi pilnie siusiu).
Ale jeśli, Krzysztofie, znasz tę anegdotę – jak powiadają historycy – z co najmniej dwóch niezależnych źródeł, to widać – wbrew temu, co z kolei powiadają Włosi – że jest prawdziwa, a nie tylko dobrze wymyślona.

Pozdrawiam
Odpowiedz
#10
Jak Ty dobrze umiesz, Zbychu, wyczuć co w trawie piszczy! (tu znak podziwu).
Szczerze mówiąc ta historia również w moim odczuciu nosi znamiona dyżurnej wędrownej opowieści. Znam ją tylko z jednego źródła, a czy jest ono niezależne - to z kolei zależy od definicji niezależności.
Sądzę że podejrzenia o nieautentyczność historii nasuwać może głównie sposób jej opowiedzenia (sformułowania typu "po trzech minutach" itp.). Być może nie było to po trzech minutach, a po piętnastu, być może "odpowiednie miejsce" to po prostu jakiś dobrze znajomy Wysockiemu NKWDzista... Być może. Ścisła zawartość prawdy w zapewne prawdziwym z gruntu wydarzeniu jest dzisiaj nie do ustalenia. Podobnie jak nie do ustalenia jest zawartość prawdy w efektownej skądinąd opowieści Hoffmana* jak to pan reżyser wyrzucił z domu młodego Kaczmarskiego. Wątpliwości nasuwają się tym bardziej, że Hoffman nie zdecydował się przedstawić publicznie swojej opowieści za życia Jacka. A po śmierci, jak to po śmierci - można powiedzieć wszystko. No i mówi się - jak na razie - sporo.

KN.

* Przypadkowo wyszła - zrozumiała dla melomanów - efektowna gra słów.
Odpowiedz
#11
Wypowiedź Hoffmana mogłaby rzucać cień na JK tylko wtedy, gdybyśmy zakładali, że robił nagranie dla SB – czego oczywiście nie zakładamy.
Zapewne nie mógł się powstrzymać jako fan (nie pamiętam, czy zafascynował się Wysockim po tym spotkaniu czy już wcześniej?), zlekceważył zagrożenie, co było zapewne lekkomyślne albo nie miał świadomości niebezpieczeństwa. Albo w ogóle ignorował wtedy odgórne zakazy, niezależnie czyje. Wynikła przykra wpadka towarzyska.

Oczywiście pod jednym warunkiem – gdyby jeszcze ktoś (owo słynne drugie niezależne od pierwszego źródło) potwierdziło słowa Hoffmana.

Nie chcę przez to powiedzieć, że skłamał – broń Boże, nigdy bym Hoffmana o to nie podejrzewał, ani nawet nie podejrzewałbym, że się teraz celowo wyzłośliwia po śmierci JK. Zresztą nie widzę powodu do klamania. Natomiast biorę pod uwagę, że mógł się pomylić i na przykład wyprosić przed laty zupełnie innego chłopaka.
Gdyby JK zapamiętał tę historię (a nawet przemilczał ją wstydliwie) – nie dziwiłbym się. Byłby to dla niego nieprzyjemny incydent, zapadający w pamięć. Ale nie jestem pewien, z jakiego powodu Hoffman, sam sławny już wówczas i goszczący u siebie sławy, miałby zapamiętać nieznajomego i raczej nikomu wtedy nie znanego chłopaka?
Pamięć płata figle, więc możliwe, że Hoffman wyrzucił kogoś innego, a po latach, słysząc lub czytając opowieści JK, jak to zobaczył po raz pierwszy Wysockiego u Hoffmanów – nałożył sobie te dwa obrazy, co jak wiedzą ci, którzy się zajmują pamięcią, jest dość częstym zjawiskiem.
Naturalnie może być też tak – skoro jak pisze Hoffman, był to jedyny z gości, który złamał zakaz – okazało się to na tyle szokujące dla gospodarza, w połączeniu z wybuchem Wysockiego – że jednak zapamiętał poprawnie na wiele lat. Albo znał dobrze rodziców JK lub znała ich żona reżysera, zwrócił więc baczną uwagę i na syna – skutkiem czego zapamiętał poprawnie. Albo coś było - ale zupełnie inaczej przebiegało. Ktoś inny zapamiętałby to w inny sposób. Jest wiele możliwości.

No i po to są potrzebne dwa źródła – bo z jednym, jak widać, zawsze na dwoje babka wróży.

Pozdrawiam
Odpowiedz
#12
zbych napisał(a):Naturalnie może być też tak – skoro jak pisze Hoffman, był to jedyny z gości, który złamał zakaz – okazało się to na tyle szokujące dla gospodarza, w połączeniu z wybuchem Wysockiego – że jednak zapamiętał poprawnie na wiele lat. Albo znał dobrze rodziców JK lub znała ich żona reżysera, zwrócił więc baczną uwagę i na syna – skutkiem czego zapamiętał poprawnie. Albo coś było - ale zupełnie inaczej przebiegało. Ktoś inny zapamiętałby to w inny sposób. Jest wiele możliwości.
Mozna by spytac Olbrychskiego albo innych uczestnikow. To jest wykonalne i lezy w gesti biografistow JK
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#13
A czy przypadkiem rodzice (rodzic) Jacka nie byli na tym spotkaniu??
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#14
Jak zwykle, Zbychu, nie potrafię nic dodać ponad to, co napisałeś w swoim ostatnim - przed niniejszym moim - poście. Dokładnie to samo bym napisał, gdybym umiał tak celnie ująć, o co mi chodzi.

KN.
Odpowiedz
#15
Paweł Konopacki napisał(a):Mozna by spytac Olbrychskiego albo innych uczestnikow.
Załączam znaleziona w sieci fotkę , która może być z tej imprezy. Są na niej m.in. Wysocki, Marina Vlady, Rodowicz, Hoffman, Olbrychski. Może ktoś rozpozna pozostałych?

Pochodzi podobno z książki S.Zawiślińskiego "Hoffman – chuligana żywot własny", Warszawa, 1999". Jeżeli ktoś ją ma, warto sprawdzić, czy nie jest tam opisany incydent z Jackiem.

Pozdrawiam
Dauri

[ Dodano: 2005-12-20, 22:42 ]
Przemek napisał(a):A czy przypadkiem rodzice (rodzic) Jacka nie byli na tym spotkaniu??
Według relacji Jacka, opisanej w "Pożegnaniu barda" (str. 25), był on na tym spotkaniu z obojgiem rodziców.
Cytat:Moi rodzice nie lubili bywać, chodzić na przyjęcia. (...) Ale tutaj pociągnęło ich nazwisko Wysockiego. Zabrali mnie ze sobą, a mnie ogromnie się tam spodobało.
Pozdrawiam
Dauri
Odpowiedz
#16
KN. napisał(a):Podobnie jak nie do ustalenia jest zawartość prawdy w efektownej skądinąd opowieści Hoffmana* jak to pan reżyser wyrzucił z domu młodego Kaczmarskiego. Wątpliwości nasuwają się tym bardziej, że Hoffman nie zdecydował się przedstawić publicznie swojej opowieści za życia Jacka.
Krzysiu, ta opowieść Hoffmana o wyrzuceniu JK z koncertu domowego była upubliczniona za życia Jacka. Hoffman wspomniał o tym w wymienionej przez dauriego książce "Hoffman - chuligana żywot własny":
Cytat:[Wołodia] w naszym mieszkaniu czasem śpiewał dla grona przyjaciół. Warunek był jeden: nie wolno było nagrywać. Miał wtedy bardzo poważne kłopoty w Sojuzie. Pamiętam jak był zdenerwowany, gdy młody Kaczmarski - Jacek, potajemnie go nagrywał i on to zobaczył.
Odpowiedz
#17
No tak a wracając do początku wątku, mnie najbardziej zastanawiało dlaczego na telefon Wysockiego NKWD miało wyświadczyć komuś przysługę? W końcu raczej nie cieszył się sympatią władz...
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#18
ann napisał(a):
Cytat:[Wołodia] w naszym mieszkaniu czasem śpiewał dla grona przyjaciół. Warunek był jeden: nie wolno było nagrywać. Miał wtedy bardzo poważne kłopoty w Sojuzie. Pamiętam jak był zdenerwowany, gdy młody Kaczmarski - Jacek, potajemnie go nagrywał i on to zobaczył.
ann, dzięki, ale tu nie ma informacji o wyrzuceniu Jacka z mieszkania, która to jest w "Opowieściach Hoffmana" dla Życia Warszawy z dnia 23.07.2005 (link: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.teatry.art.pl/!rozmowy/wolodiam.htm">http://www.teatry.art.pl/!rozmowy/wolodiam.htm</a><!-- m -->).
Cytat:Mnie zaś nie pozostało nic innego jak wyprosić przyszłego barda z mieszkania.
Warto zauważyć, że Jacek relacjonuje koniec swojego pobytu u Hoffmana w zupełnie inny sposób (Pożegnanie Barda, str. 27):
Cytat:kiedy wychodziliśmy, to [Wysocki] odprowadził nas do drzwi i zaprosił do Moskwy, gdyby się kiedyś tak zdarzyło. Dał poznać, że zauważył mój odbiór (...)
Należy też podkreślić, że Jacek był u Hoffmana z obojgiem rodziców. Załóżmy, że dochodzi do incydentu tak jak to opisał Hoffman. I co? Hoffman wyprasza Jacka (małoletniego, w nocy?) w obecności jego rodziców?? Bardzo mało prawdopodobne. Confusedzok:

Pozdrawiam
Dauri
KN. napisał(a):Jak wiadomo, z Włodzimierzem Wysockim Jacek spotkał się trzy razy (raz w Warszawie i dwa razy w Moskwie).
Skąd to wiadomo? Z "Pożegnania Barda" (str. 27) wynikają tylko dwa spotkania. Jest relacja z koncertu u Hoffmana, i potem:
Cytat:Grażyna Preder: Czy był to wasz jedyny kontakt bezpośredni?
- Nie. Potem raz jeszcze w Moskwie. (...) No i potem, po jego śmierci, w 1982 roku miałem kontakt z Mariną Vlady.
Pozdrawiam
Dauri
Odpowiedz
#19
dauri napisał(a):ann, dzięki, ale tu nie ma informacji o wyrzuceniu Jacka z mieszkania, która to jest w "Opowieściach Hoffmana" dla Życia Warszawy z dnia 23.07.2005
Wrzuciłam wszystko co było w przywołanej przez Ciebie książce Smile
Odpowiedz
#20
dauri napisał(a):Należy też podkreślić, że Jacek był u Hoffmana z obojgiem rodziców. Załóżmy, że dochodzi do incydentu tak jak to opisał Hoffman. I co? Hoffman wyprasza Jacka (małoletniego, w nocy?) w obecności jego rodziców??
Dauri, na stronie 24 "Pożegnania" JK na wypowiedź Preder sformułowaną w nastepujący sposób:
"Zaraz, zaraz, ...Wysockiego zobaczyłeś po raz pierwszy w 1974 roku, miałes wtedy 17 lat. I w krótce potem napisałeś "Obławę" ".
odpowiada:
"Tak. To było w tym samym roku".
Rozmowa między JK a Preder w tym fragmencie porusza własnie problem pierwszego zywego zetknięcia się JK z osobą WW.
Można przypuszczać z powyższego, że koncert pamiętny w domu Hoffmanów odbył się w roku 1974. JK, miał wówczas 17 lat czyli nie był małolatem, który zgubiłby się w nocy. Był młodzieńcem przed maturą.
Drugi raz JK spotkał WW - wedle "Pożegnania" - w roku 1976 lub 1978.
Skąd się wzięła mowa o trzecim razie, nie wiem.
Odpowiedz
#21
dauri napisał małoletniego, a nie małolata. Siedemnastolatek w myśl prawa był małoletnim Smile Małolat to określenie potoczne, a małoletni fukcjonuje oficjalnie jako określenie osoby niepełnoletniej Smile Chyba...
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#22
JK wspominał kiedyś na antenie RWE, że spotkał się z Wysockim trzy razy.

KN.
Odpowiedz
#23
Przemek napisał(a):dauri napisał małoletniego, a nie małolata. Siedemnastolatek w myśl prawa był małoletnim Smile Małolat to określenie potoczne, a małoletni fukcjonuje oficjalnie jako określenie osoby niepełnoletniej
Tiaaa...
Wiemy, co Dauri miał na myśli. Wiemy też, że małolat albo małoletni to potoczne określenie osoby niepełnoletniej. Zgodzisz się też Przemku, że chłopak w wieku lat 11 i chłopak w wieku lat 17 są osobami niepełnoletnimi. Ale jednak, w sensie ich psychofizycznego rozwoju, to są dwie różne osoby - dwa różne światy, można powiedzieć. Bo jeden jest w zasadzie jeszcze dzieckiem a drugi jest już prawie dorosły.
Odpowiedz
#24
Tak, czy siak nie miał 18 lat i jakiś ORMO-wiec mógłby się czepic jakby sam łaził po nocy ulicami :] a druga sprawa skoro przyszedł wraz z rodzicami, to wyproszenie go samego z imprezy byłoby wyjatkowym chamstwem i tu Hoffman nie ma się czym chwalic.
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#25
Przemek napisał(a):Tak, czy siak nie miał 18 lat i jakiś ORMO-wiec mógłby się czepic jakby sam łaził po nocy ulicami cwaniak
Ochotnicze Rezerwy też tak znowu w jakimś tam roku 1974 po ulicach nie latały. ORMO to byli rożne zdemoralizowane typy powołane do lania studentów na manifestacjach. Ale mniejsza o to. Wydaje mi się, że 17 mógł spokojnie wrócić do domu sam.
Przemek napisał(a):a druga sprawa skoro przyszedł wraz z rodzicami, to wyproszenie go samego z imprezy byłoby wyjatkowym chamstwem i tu Hoffman nie ma się czym chwalic.
Byłoby chamstwem, ale nie wiem, czy jakimś wyjątkowym. Hoffman może mówić, ze chamstwem było nagrywanie WW mimo wyraźnych próśb, aby tego nie robić.

A tak na prawdę, to sprawa nie polega na tym, czy chmastwem jest wyproszenie JK z domu bez rodziców, czy nagrywanie z ukrycia mimo zkazu. Sprawa polega na tym, że mamy dwie wersje zdarzeń - jedną stawiającą JK w niebyt korzystnym świetle i drugą - stawiającą go w świetle bardzo korzystnym. Pytanie, której wierzyć.
Fanatycy JK bez zająknięcia podważą wersję Hoffmana i zawierzą JK. Bo nie może być tak, że JK zrobił coś źle. Niechętni JK przyjmą wersję Hoffmana bez zająknięcia - żeby Kaczmarowi dowalić.

Ja osobiście jestem za tym, aby poczekać na jeszcze jakąś relację z tamtego spotkania. Najlpiej osoby trzciej. Może ojciec JK? Może Olbrychski, który ponoć też tam był?
Może komuś uda się zapytać tych ludzi, jak było? Nie jest to wszak wielki problem.
Odpowiedz
#26
Paweł Konopacki napisał(a):Ochotnicze Rezerwy też tak znowu w jakimś tam roku 1974 po ulicach nie latały. ORMO to byli rożne zdemoralizowane typy powołane do lania studentów na manifestacjach. Ale mniejsza o to. Wydaje mi się, że 17 mógł spokojnie wrócić do domu sam.
Ja mam wrażenie że byli nadgroliwi kiedy tylko była okazja, wszak władza demoralizuje...
Paweł Konopacki napisał(a):Ja osobiście jestem za tym, aby poczekać na jeszcze jakąś relację z tamtego spotkania. Najlpiej osoby trzciej. Może ojciec JK? Może Olbrychski, który ponoć też tam był?
Może komuś uda się zapytać tych ludzi, jak było? Nie jest to wszak wielki problem.
I tu się zgadzamy!
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#27
Paweł Konopacki napisał(a):Ochotnicze Rezerwy też tak znowu w jakimś tam roku 1974 po ulicach nie latały. ORMO to byli rożne zdemoralizowane typy powołane do lania studentów na manifestacjach.
Pawle, przepraszam, że tak wchodzę ze swoim komentarzem :oops: , ale mam pewną uwagę na marginesie. Czy czasem nie pomyliłeś ORMO z ZOMO Smile? Właśnie w latach siedemdziesiątych można było jeszcze spotkać na ulicach patrole ORMO. W ich skład często wchodzili nauczyciele, którzy np. po godz. 22.00 wypraszali małolatów z kawiarni i odprowadzali do domów (wtedy były kawiarnie, nie było pubów piwnych Smile), czy też legitymowali młodych ludzi chodzących nocą po ulicy. Uczestnictwo w takich patrolach nie zawsze było dobrowolne. I czy w tym wypadku takiego nauczyciela można nazwać zdemoralizowanym typem? Oczywiście były także inne jednostki w strukturach ORMO, no ale to nie ma nic wspólnego z wyżej omawianym tematem. Nie chcę rzecz jasna bronić ORMO, daleka jestem od tego. Według mnie Przemek miał trochę racji. Chyba... Smile
Przemek napisał(a):Ja mam wrażenie że byli nadgroliwi kiedy tylko była okazja, wszak władza demoralizuje...
I z tym się też zgadzam.
Odpowiedz
#28
Bea napisał(a):Czy czasem nie pomyliłeś ORMO z ZOMO ?
Wydaje mi się, że nie. ZOMO były bardziej regularnymi jednostkami niż ORMO.
Nadgorliwość i brutalność Ormowcow była wręcz przysłowiowa.
Co do uczestnictwa w ORMO, nie wiem, jak tobyło dokładnie. Być może byli w tych jednostkach także reprezentanci nauczycielstwa polskiego ;-)
Jednak trochę mi się nie chce wierzyć, że 17 letni człowiek nie mógł się spokojnie poruszać po ulicach Warszawy w roku 1974. Inna sprawa, że nie wiemy dokładnie nastąpiło to rzekome wyproszenie JK z domu Hoffmanów. Nie wiemy też, czy wyszedł sam.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wizyta JK w domu Hoffmanow Niktważny 1 1,371 08-16-2005, 05:24 PM
Ostatni post: Petrvs

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości