Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wizyta JK w domu Hoffmanow
#1
Jak pewnie wszyscy pamietamy to wlasnie w domu Hoffmanow JK poznal Wlodzimierza Wysockiego. O tamtym spotkaniu Kaczmarski, pytany o osobiste spotkania z Wysockim, wielokrotnie opowiadal. Dzisiaj znalazlem rozmowe z Jerzym Hoffmanem, ktory wspomina tamten wieczor. Tekst wywiadu z rezyserem znajduje sie pod tym linkiem

Tekst wywiadu sciagniety ze strony <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.teatry.art.pl/">http://www.teatry.art.pl/</a><!-- m --> zamieszczam w calosci ponizej:

----------------------------------------------------------------
Jerzy Hoffman

Wołodia mieszkał i śpiewał w moim warszawskim domu


Gdzie poznał Pan Władimira Wysockiego?

W końcu lat 60. w mieszkaniu Jewgienija Kariełowa, mego dawnego kolegi ze studiów reżyserskich w moskiewskim Instytucie Filmowym. Wysocki grał w jego filmie, ale nie to było tego dnia najważniejsze. Doskonale zapamiętałem niesłychaną intensywność spotkania z artystą. Wyjątkowość Wysockiego rozpoznawało się natychmiast, z miejsca i na zawsze poddając się jego sile i urokowi.

Kiedy po raz pierwszy słuchał Pan jego pieśni?

Tego samego moskiewskiego wieczora. Wołodia nigdy nie żałował czasu ani głosu. Po prostu brał gitarę i zaczynał śpiewać. Był nieprawdopodobnie spontaniczny i tak samo spontanicznie był odbierany. Nie tylko w kameralnym gronie przyjaciół i znajomych. Zdarzało się zarówno w wielkich miastach, jak na głębokiej prowincji, że ludzie, widząc Wysockiego na ulicy, otwierali okna i puszczali jego pieśni z nastawionych na cały regulator magnetofonów. I pomyśleć, że Wołodia do śpiewania przywiązywał znacznie mniejszą wagę niż do teatru. W aktorstwie właśnie lokował swe główne ambicje, choć w obu dziedzinach był absolutnie niepowtarzalny.

Gdzie spotykaliście się potem?

Głównie w Moskwie, ale także np. w domu filmowca w abchazkim kurorcie Picunda. W latach 70. zaś widywaliśmy się głównie w Warszawie, gdzie Wołodia, podróżując samochodem z Mariną Vlady z Moskwy do Paryża i z powrotem, zatrzymywał się zawsze na kilka dni w naszym mieszkaniu przy al. 3 Maja, koło mostu Poniatowskiego. Jeden jedyny raz nocował w hotelu, gdy wiosną 1980 roku przyjechał z Teatrem na Tagance, by zagrać Hamleta.

Wróćmy do wizyt Wysockiego w Państwa mieszkaniu. Czy towarzyszyły im występy?

Nigdy koncerty oficjalne. Natomiast podczas każdego pobytu w Warszawie odbywały się u nas prywatne recitale Wołodii, na które zapraszaliśmy grono przyjaciół. To był trans, niepowtarzalna atmosfera, którą trudno oddać słowami. Mam do dziś zdjęcia z takich wieczorów, na których obok Wysockiego i Mariny Vlady, mojej żony Wali i mnie, widać na przykład Janusza Morgensterna i Daniela Olbrychskiego z Marylą Rodowicz.

W Pańskim domu Wysockim zafascynował się też Jacek Kaczmarski...

Kojarzy mi się to jednak z niezbyt miłym incydentem. Wysocki, będący w ZSRR pod uważną obserwacją, stale obawiający się utraty paszportu, stanowczo prosił, by nie nagrywać tych w pełni improwizowanych występów. Jedynym z naszych gości, który nie dostosował się do tej znanej wszystkim prośby artysty, był właśnie kilkunastoletni wówczas Jacek Kaczmarski. Wysocki zauważył jego magnetofon, przerwał recital i w ostrych słowach zrugał chłopaka. Mnie zaś nie pozostało nic innego jak wyprosić przyszłego barda z mieszkania.

Jak dowiedział się Pan o śmierci Wysockiego?

Wakacje 1980 roku spędzałem nad jeziorem Selment koło Ełku. Pamiętam, że cholernie irytowała mnie jakaś para słuchająca nad wodą nastawionego bardzo głośno tranzystorowego radia. Wahałem się: zwrócić ludziom uwagę czy przenieść się w mniej hałaśliwe miejsce. Aż nagle radiowy jazgot ustał. Podano wiadomość, że w Moskwie 25 lipca zmarł Władimir Wysocki. Grom z jasnego nieba. Gdy kilka tygodni wcześniej, po spektaklu „Hamleta”, odwiedziliśmy Wołodię z żoną w warszawskim hotelu, wyglądał na bardzo zmęczonego, ale absolutnie nie przypuszczałem, że go już nigdy nie zobaczę.

Rozmawiał Adam Ciesielski
Życie Warszawy
23 lipca 2005
-------------------------------------------
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
#2
No to ładnie, JK nagrywał bez zgody Wysockiego :lol: Choć ja pewnie na jego miejscu i też bym nagrywał nawet wbrew zakazom. Szkoda że pod krzesło gdzieś nie wsadził tego magnetofonu. Big Grin
olaff22 napisał(a):Wakacje 1980 roku spędzałem nad jeziorem Selment koło Ełku.
A to dopiero! ja mam od mojego domu do tego jeziorka jakieś 200 metrów. :lol: ale że nad tym jeziorkiem był ktokolwiek znany - o tym pojęcia nie miałem! Big Grin


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wizyta JK w domu Wysockiego Luter 27 7,367 01-26-2006, 04:20 PM
Ostatni post: Niktważny

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości