02-02-2005, 08:14 PM
Oto wiersz napisany w trakcie zeszłych wakacji...
List do...
Pamiętam, jak spotkałem Cię zeszłego lata.
Pamiętam naszą pierwszą rozmowę.
Twoja postać po moich myślach ciągle lata,
A myślenie o Tobie przynosi mi życia osłodę.
Codziennie pragnę, aby Cię zobaczyć jeszcze,
A gdy Cię ujrzę, czuję radość, czuję szczęście,
Lecz Ty... traktujesz mnie jak powietrze.
A ja ciągle myślę, czy Cię zobaczę jeszcze.
Zawsze starałem się być dla Ciebie miły,
Mówiłem o Tobie, same najlepsze rzeczy,
Ale moje słowa, moje starania w Tobie się zniszczyły
I sama sobie swoimi słowami zaprzeczasz.
Chyba nigdy nie spojrzałaś na mnie z troską.
Chyba nigdy nie martwiłaś się o mnie.
A ja ciągle podziwiałem Twą urodę boską....
I ciągle się starałem.... I już nie pytasz o mnie....
Już nie piszesz, nie dzwonisz.
Nie zastanawiasz się co robię
I tylko za swoimi sprawami gonisz,
I tym krzywdę robisz sobie.
Kiedyś to Ty układałaś mi poematy,
Czytałaś swoje, "miłosne" listy.
Pod drzwiami kładłaś świeże kwiaty.
A teraz... nie liczą się już dla Ciebie wszyscy.
Dziś niewiele mi pozostało z tamtych wakacji.
Może czasem spojrzysz na mnie...
Nie mam już komu zrywać kwiatów akacji,
Ale ciągle się staram... a ty... nie pytasz już o mnie...
List do...
Pamiętam, jak spotkałem Cię zeszłego lata.
Pamiętam naszą pierwszą rozmowę.
Twoja postać po moich myślach ciągle lata,
A myślenie o Tobie przynosi mi życia osłodę.
Codziennie pragnę, aby Cię zobaczyć jeszcze,
A gdy Cię ujrzę, czuję radość, czuję szczęście,
Lecz Ty... traktujesz mnie jak powietrze.
A ja ciągle myślę, czy Cię zobaczę jeszcze.
Zawsze starałem się być dla Ciebie miły,
Mówiłem o Tobie, same najlepsze rzeczy,
Ale moje słowa, moje starania w Tobie się zniszczyły
I sama sobie swoimi słowami zaprzeczasz.
Chyba nigdy nie spojrzałaś na mnie z troską.
Chyba nigdy nie martwiłaś się o mnie.
A ja ciągle podziwiałem Twą urodę boską....
I ciągle się starałem.... I już nie pytasz o mnie....
Już nie piszesz, nie dzwonisz.
Nie zastanawiasz się co robię
I tylko za swoimi sprawami gonisz,
I tym krzywdę robisz sobie.
Kiedyś to Ty układałaś mi poematy,
Czytałaś swoje, "miłosne" listy.
Pod drzwiami kładłaś świeże kwiaty.
A teraz... nie liczą się już dla Ciebie wszyscy.
Dziś niewiele mi pozostało z tamtych wakacji.
Może czasem spojrzysz na mnie...
Nie mam już komu zrywać kwiatów akacji,
Ale ciągle się staram... a ty... nie pytasz już o mnie...