Forum o Jacku Kaczmarskim
"kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Wersja do druku

+- Forum o Jacku Kaczmarskim (https://kaczmarski.art.pl/forum)
+-- Dział: Różności (https://kaczmarski.art.pl/forum/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Hyde Park (https://kaczmarski.art.pl/forum/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni (/showthread.php?tid=5616)

Strony: 1 2 3 4 5 6


- Przemek - 01-27-2008

rosa napisał(a):Widzę, że rozpętałam mini burzę Wink
Forum bez burzy jest nudnym forum. Należy tylko mieć baczenie, by pioruny w ludzi nie zabijały.

[ Dodano: 27 Styczeń 2008, 22:47 ]
Jaśko napisał(a):Jeżeli tak, to dlaczego ich odstrzelenie przez ludzi byłoby nieekologicznym zjawskiem (człowiek jest wszak częścią natury)? A jeżeli nie, to jakie jest kryterium rozróżnienia?
Wiesz jak prawie wyginęły bizony w USA?? Dzięki człowiekowi, ale ja bym akurat takiej metody "doboru naturalnego" nie nazwał ekologiczną.


- piotrek - 01-27-2008

Jaśko napisał(a):A na czym polega różnica między zjawiskiem ekologicznym i nieekologicznym?
"Ekologiczne" dotyczy organizmów żywych i ich związków ze środowiskiem. Zmiany liczebności populacji (w tym spadek do zera) to zjawisko ekologiczne. Spadanie meteorytów na Księżyc to nie jest zjawisko ekologiczne.

Nie mylić z pojęciami typu "ekologiczna choinka", "ekologiczna żywność", "ekologiczne kosmetyki" itp., bo tam przymiotnik "ekologiczny" może znaczyć co tylko sobie ktoś wymyśli, a ma znaczyć "lepszy" i "warty wyższej ceny".
Jaśko napisał(a):Jeżeli tak, to dlaczego ich odstrzelenie przez ludzi byłoby nieekologicznym zjawskiem
To byłoby zjawisko ekologiczne (w zależności od skutków - np. w randze katastrofy ekologicznej), ale jakoś moim zdaniem mało warte obserwacji. Wink Byłoby to też zjawisko antropologiczne, socjologiczne i jakieś tam jeszcze z dziedzin, którymi się nie zajmuję.


- gosiafar - 01-27-2008

Olo napisał(a):za to ryby mają głos... (no, może poza tymi w Ukajali Wink )
No jak poza? Toż tam ryby śpiewają! Smile


- Niktważny - 01-28-2008

piotrek napisał(a):Tzn. brak pożywienia zimą zawsze był dla zajęcy problemem, ale zawsze przeżywała odpowiednia liczba, żeby odbudować populację.
Nieprawda! Własnie w tym tkwi jeden, z - że tak powiem - zajęczych problemów. Nie tylko zajęczych. Otóż wyjątkowo ostre i długie zimy (jak np. ta sprzed chyba trzech lat albo zima z roku bodaj 1982) trzebią populacje zajęcy albo kuopatw. Zawsze po tych zimach obserwowano drastyczny spadek liczebności i długi proces odbudowy (czasem, jak w przypadku roku 1982) nigdy nie zakończony powrotem do stanu sprzed klęski.
piotrek napisał(a):Zające mają się źle, bo ostatnio trafiła je epidemia, a nie z powodu braku pożywienia.
Epidemia to jedna z wielu przyczyn. Brak pożywienia, a przede wszystkim brak miejsc do rozrodu jest kolejną, bardzo ważną przyczyną. Do tego dochodzi mechanizacja rolnictwa, presja wielu drapieżników (lisa dużo, ptaki drapieżne pod ochroną, zdziczałe psy i ktoy).
Dokarmianie ma swoją rolę, zwłaszcza w czasie ostrych zim. Zające, które - jak w 2005 r - musiały się obywać bez dostatecznej ilości pożywienia przez okres ponad 4 miesięcy - po prostu giną.
W Czempiniu robiono badania na ten temat - polecam uwadze.


- piotrek - 01-28-2008

Paweł Konopacki napisał(a):Otóż wyjątkowo ostre i długie zimy (jak np. ta sprzed chyba trzech lat albo zima z roku bodaj 1982) trzebią populacje zajęcy albo kuopatw.
Owszem - napisałem o tym przecież.
Paweł Konopacki napisał(a):Zawsze po tych zimach obserwowano drastyczny spadek liczebności i długi proces odbudowy
Jak i o tym.
Paweł Konopacki napisał(a):proces odbudowy (czasem, jak w przypadku roku 1982) nigdy nie zakończony powrotem do stanu sprzed klęski.
Pozostaje pytanie, czy to rzeczywiście klęska. Gdyby populacja zająca naprawdę wyginęła albo osiągnęła stan poniżej minimalnej wielkości żywotnej populacji, czyli dostała wyrok na wyginięcie w ciągu kilku(dziesięciu) następnych pokoleń, to też uznałbym to za klęskę. To, że nie odzyskała stanu maksymalnego, jeszcze nie musi oznaczać klęski. Oczywiście, jeżeli ktoś chce eksploatować zające w jakikolwiek sposób, np. na nie polując lub badając w sposób uszczuplający liczebność, zapewne będzie miał w interesie im więcej, tym lepiej. Także ktoś chcący je fotografować itd. też wolałby większą liczebność, żeby zwiększyć szansę spotkania.
Paweł Konopacki napisał(a):Epidemia to jedna z wielu przyczyn. Brak pożywienia, a przede wszystkim brak miejsc do rozrodu jest kolejną, bardzo ważną przyczyną. Do tego dochodzi mechanizacja rolnictwa, presja wielu drapieżników (lisa dużo, ptaki drapieżne pod ochroną, zdziczałe psy i ktoy).
Zgadzam się. Rzadko jest tylko jedna przyczyna (choć w przypadku wyginięcia gołębia wędrownego, alki olbrzymiej, dodo, tura, niemal wyginięcia żubra itd. przyczyna była niemal jedna i w każdym z przytoczonych przykładów był to człowiek plus ewentualnie jego towarzysze - szczury, psy).
Paweł Konopacki napisał(a):zwłaszcza w czasie ostrych zim.
Tyle że ostatnio zim ostrych i długich! za wiele nie ma, a stan populacji zajęcy pogarsza się stale.
Paweł Konopacki napisał(a):ptaki drapieżne pod ochroną,
Sugerujesz, że już jest ich w Polsce za dużo? :o
Paweł Konopacki napisał(a):W Czempiniu robiono badania na ten temat - polecam uwadze
Jakieś namiary bibliograficzne? Chętnie skorzystam. Przy okazji przypomniał mi się pewien wykres, który przez kilkadziesiąt lat był w wielu krajach wykorzystywany na lekcjach ekologii.
[Obrazek: image?id=6543&rendTypeId=4]
Przez lata uważano, że to dobry opis relacji drapieżnik-ofiara. Im więcej ofiar, tym więcej pożywienia dla drapieżników, zatem tym więcej drapieżników; im więcej drapieżników, tym silniejsza presja na ofiary, zatem tym mniej ofiar; im mniej ofiar, tym mniej pożywienia dla drapieżników itd. (Notabene, z tego wykresu wynika, że "równowaga ekologiczna" to bardzo faliste pojęcie.)
Tymczasem okazuje się, że ten wykres w miarę dobrze opisuje zależność populacji rysia w zależności od populacji zająca, ale niekoniecznie w drugą stronę. Otóż trzeba dodać trzecią zmienną - rośliny zjadane przez zająca. Okazuje się, że fluktuacje liczebności zająca lepiej odpowiadają zmienności dostępności pokarmu niż presji rysiów. Tzn. to zając jest "drapieżcą" zależnym od liczebności "ofiar". (Szczegóły może już pominę.)


- Niktważny - 01-28-2008

piotrek napisał(a):Jakieś namiary bibliograficzne? Chętnie skorzystam
Oczywiście. Generalnie, wiele ciekawych referatów opartych na badaniach m.in. ośrodka w Czempiniu a dotyczących kondycji zwierzyny drobnej, znajduje się w dwutomowym zbiorze materiałów z konferencji zatytułowanej, o ile dobrze pamiętam, "Zwierzyna drobna, jako element bioróżnorodności środowiska przyrodniczego". Ponieważ w tej chwili wydawnictwa tego nie mam pod ręką, dokładny namiar bibliograficzny podam Ci najszybciej, jak to możliwe.
piotrek napisał(a):Sugerujesz, że już jest ich w Polsce za dużo?
Nie, nie sugeruję tego. Nie sugeruję, bo nie wiem, co to znaczy "za dużo". Chyba ptaki drapieżne nie mają w tej chwili jakoś szczególnie sprzyjających warunków do tego, aby ich liczebność miała się nadmiernie rozrosnąć.
Ale już np. krukowatymi (czy też, jak to sie wedle nowej nomenklatury powinno chyba napisać, krukowymi), owszem, ostatnimi czasy bardzo obrodziło. Liczebność srok - wyrządzających wielkie szkody w zniesieniach i lęgach innych ptaków - wzrosła znacznie. Widać to gołym okiem, przede wszystkim w miastach, ale nie tylko.
NIe wiem, czy krukowatych jest za dużo. Wiem, ze jest ich o wiele więcej, niż 5,7 czy 10 lat temu.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - dauri - 01-07-2009

Ku przestrodze:
Cytat:Trzeba uważać co się dziedziczy, Zwłaszcza jeśli jest to spadek po myśliwym, czy amatorze strzelectwa. 50 letni Łukasz Ł. spod Nowego Dworu na Mazowszu został zatrzymany przez policję, bo miał broń po zmarłym ojcu. (...) Usłyszy zarzut nielegalnego posiadania broni. Grozi mu za to od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

<!-- m --><a class="postlink" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6131587,Za_spadek_po_ojcu_grozi_mu_8_lat_wiezienia.html">http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... ienia.html</a><!-- m -->


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - dauri - 07-19-2010

dauri napisał(a):obecnie jesteśmy na etapie walki z rasizmem i nietolerancją wobec rozmaitych mniejszości. W kwestii stosunku do zwierząt zaczynamy dostrzegać, że ryby też odczuwają ból i strach (akcje "uwolnić karpia"). Jak się uporamy z rybami przyjdzie kolej na owady, a potem zajmiemy się roślinkami.
Nastąpiło to wcześniej, niż myślałem:
Cytat:Rośliny wcale nie są prostymi i biernymi organizmami. Nasi zieleni kuzyni mają podobnie jak my układ nerwowy, dzięki któremu potrafią zapamiętywać informacje i... myśleć.
<!-- m --><a class="postlink" href="http://wyborcza.pl/1,75476,8151919,Rozumne_zycie_roslin.html">http://wyborcza.pl/1,75476,8151919,Rozu ... oslin.html</a><!-- m -->


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Karol - 07-19-2010

Ja o tym czytałam już kilka lat temu. I od tego czasu widzę to jako new chyba trzeci albo czwarty raz. Pewnie ludzkość nie może się z tym pogodzić i co kilka lat "odkrywa" ten fakt na nowo


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - dauri - 02-15-2011

Niekorzystny precedens dla miłośników polowania:

Cytat:Nie będzie odszkodowania za nieudane polowanie w Afryce - postanowił dziś sąd rejonowy w Poznaniu. Biznesmen z Pomorza domagał się od organizatora wyjazdów 37 tysięcy złotych (...)

Z pozwu: "W rezultacie zrealizowanie celu podróży, który sprowadzał się do strzelenia słonia trofealnego i uzyskania ciosów, okazało się niemożliwe". "Powodowi nikt nie gwarantował stuprocentowego napotkania słonia o parametrach, jakie założył" - formułuje odpowiedź adwokat Jaworskiego. (...)

- Sąd nie zgadza się też z twierdzeniem, że słoni nie było w miejscu polowania. To, że były tam słonice, świadczy, że występowały i słonie. A że słonia nie spotkano, nie znaczy, że go tam nie było - mówił sędzia Piotr Kurek. - Nie zawsze w Afryce uda się spotkać takiego słonia, jakiego się chce, nie zawsze polowanie kończy się ustrzeleniem takiego zwierza, jakiego się chce.
<!-- m --><a class="postlink" href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9105217,Sad__Nie_zawsze_spotka_sie_takiego_slonia_jakiego.html">http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... kiego.html</a><!-- m -->


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Przemek - 02-15-2011

a co z tymi ciosami by zrobił pan myśliwy, przecież nie można ich wwozić do UE? Druga sprawa, za chęć zabicia słonia powinien po jajach dostać :/


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - MacB - 02-15-2011

I to "trofealnego"!


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - gosiafar - 02-15-2011

A ja mam takie głupie pytanie. Ostatnio buszowałam po Puszczy Kampinowskiej, śladów - mimo błota - było niewiele, raczej dopisywały odchody. Czy jakieś zwierzę - oprócz konia i kuca - wydala podobnie?
Kopyta były wyraźnie mniejsze i nie "szły" po drodze, raczej poprzecznie. :wstyd:


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - MacB - 02-15-2011

Kopyta czy racice?


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - dauri - 02-15-2011

gosiafar napisał(a):Czy jakieś zwierzę - oprócz konia i kuca - wydala podobnie?
Podobnie do słonia? Z tego, co się orientuję, to wszystkie ssaki wydalają podobnie, tylko słoniowi lepiej coś nadstawić:

[Obrazek: 610_ciekawa_praca_lapanie_odchodow_slonia.jpg]


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Niktważny - 02-15-2011

gosiafar napisał(a):Czy jakieś zwierzę - oprócz konia i kuca - wydala podobnie?Kopyta były wyraźnie mniejsze i nie "szły" po drodze, raczej poprzecznie.
Poniżej galeria odchodów najpospolityszych zwierząt naszych pól i kniejiBig Grin
Podaj numer kupki, która wizualnie najbardziej pasuje do uroczych wspomnień z Kampinosu a ja Ci odpiszę, w jakich trzewiach się uformowała.
[Obrazek: jpeg]

A może to po prostu były odchody konia albo kuca?W końcu w lesie konie wciąż jeszcze pracują, sprawdzając się w różnych rolach - od zwierząt pociągowych zatrudnionych w leśnictwie, po służbę w celach czysto rekreacyjnych.
Zupełnie poważnie mówiąc, w celu identyfikacji producenta stolca, należy w pierwszej kolejności - poza ogólną formą, barwą a także konsystencją - przeanalizować widoczną zawartość kupy. Jeśli są tam np. resztki słomy to prawie na pewno mamy do czynienia z odchodami końskim.
I to by było tyle, tytułem gównianego wątku.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - MacB - 02-15-2011

Niktważny napisał(a):W końcu w lesie konie wciąż jeszcze pracują
Ale tamte
gosiafar napisał(a):nie "szły" po drodze, raczej poprzecznie.



Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Niktważny - 02-15-2011

A masz pewność, że trop należał do producenta odchodów, a nie np. jakiś zwierz przechodził w poprzek ścieżki, na której leżały odchody?


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Kuba Mędrzycki - 02-15-2011

Ludzie, litości...


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - dauri - 02-15-2011

Niktważny napisał(a):Zupełnie poważnie mówiąc, w celu identyfikacji producenta stolca, należy w pierwszej kolejności - poza ogólną formą, barwą a także konsystencją - przeanalizować widoczną zawartość kupy.
A ja myślałem, że najłatwiej jest dojść po smaku...


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Niktważny - 02-15-2011

dauri napisał(a):A ja myślałem, że najłatwiej jest dojść po smaku...
No wiesz, ja tam nie wnikam, kto po czym najszybciej dochodzi...


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Simon - 02-16-2011

Gosiu - zazdroszczę dylematów! :-)


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - gosiafar - 02-16-2011

MacB napisał(a):Kopyta czy racice?

Kopyta raczej, akurat tam ziemia była bardziej twarda.


Niktważny napisał(a):A masz pewność, że trop należał do producenta odchodów, a nie np. jakiś zwierz przechodził w poprzek ścieżki, na której leżały odchody?

W sumie nie mam. Może były to wcześniejsze odchody. Zdziwiło mnie to, że na bardziej błotnistym odcinku drogi nie było śladów konia czy kuca.



Niktważny napisał(a):
dauri napisał(a):A ja myślałem, że najłatwiej jest dojść po smaku...
No wiesz, ja tam nie wnikam, kto po czym najszybciej dochodzi...
:poklon:

Simon napisał(a):Gosiu - zazdroszczę dylematów! :-)

Każdy ma takie dylematy, na jakie zasługuje! Wink


Przyjmuję do wiadomości, że to jednak był kuc, inaczej Paweł by pewnie wiedział, co. Najbardziej podobna jest 8, ale na rysunkach, czy nawet zdjęciach wszystko wygląda inaczej.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Simon - 02-16-2011

gosiafar napisał(a):Każdy ma takie dylematy, na jakie zasługuje!
Gosiu, troche wiary w siebie!


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Elzbieta - 02-16-2011

Niktważny napisał(a):
dauri napisał(a):A ja myślałem, że najłatwiej jest dojść po smaku...
No wiesz, ja tam nie wnikam, kto po czym najszybciej dochodzi...
:poklon: :lol: ConfusedlonikSad duuchowo wyszło...)

Piękna replika Pawle!
e


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - MacB - 02-17-2011

gosiafar napisał(a):
MacB napisał(a):Kopyta czy racice?

Kopyta raczej, akurat tam ziemia była bardziej twarda.
A, ziemia twarda! To rzeczywiście nie mogły być racice.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Alek - 02-29-2012

<!-- m --><a class="postlink" href="http://wyborcza.pl/1,75400,11249659,Jestem_wsciekly_na_mysliwych.html">http://wyborcza.pl/1,75400,11249659,Jes ... iwych.html</a><!-- m -->


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - gosiafar - 03-02-2012

Kłusownictwo istnieje, nie oszukujmy się. Sama kilkakrotnie niszczyłam w lasach różne wnyki i inne takie urządzenia. Ale znam też myśliwych "z prawdziwego zdarzenia", którzy to piętnują, tępią itp. Jak dla mnie, tak, czy inaczej, wolę takich z obiektywem niż z bronią.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - Niktważny - 03-02-2012

Artykuł niestety nie jest o typowym kłusownictwie, tylko o procederze bezprawia dziejącym się nagminnie przy udziale myśliwych, tj. osób, które formalnie posiadają uprawnienia do odstrzału określonych gatunków zwierząt. Ptaki drapieżne - przez myśliwych często uważane za szkodniki uszczuplające liczebność zwierząt łownych - w tej grupie gatunków łownych się nie znajdują.

Istnieją dwa aspekty problemu.
Pierwszy to istnienie pojęcia szkodnika (ściślej: szkodnika łowieckiego), czyli takiego gatunku zwierzęcia, które - rzeczywiście, lub w myśliwskich wyobrażeniach - szkodzi gatunkom łownym. Myśliwi zazwyczaj mylą konkurencję pokarmową ze szkodnictwem. Po drugie, zazwyczaj nie dysponują rzetelną, tj. naukowo potwierdzoną wiedzą na temat faktycznych rozmiarów presji tzw. szkodników na gatunki łowne. Przez to presja ta jest często wyolbrzymiana, co w połączeniu z mylnym przeświadczeniem, ze każda konkurencja równa się szkodnictwu daje skutek taki, iż myśliwi prześladują te wszystkie niełowne gatunki drapieżne, które żerują na drobnej zwierzynie.

Drugi aspekt to prawo, które niejednoznacznie odnosi sie do kategorii "szkodnika". Z jednej strony w ustawach i rozporządzeniach nadrzędnych, pojęcie takie w ogóle nie występuje. Z drugiej strony mówi się i piesze o nim w wykonawczych do rozporządzeń aktach prawnych. Przykładowo, rozporządzenie w sprawie listy gatunków łownych nie przewiduje kategorii szkodnika łowieckiego, co sprawia, że na taką ogólną kategorie zwierząt nie da sie zapolować. Inaczej mówiąc, myśliwi posiadający uprawnienia do wykonywania polowania nie mają prawa strzelać do gatunków innych, aniżeli te wymienione w rozporządzeniu ministra. Z drugiej jednak strony wszelakie zarządzenia wojewodów, regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych, Nadleśnictw, urzędów gminy po wielokroć teju kategorii używają, także w odniesieniu do tzw. konieczności redukcji szkodników. Oznacza to, że myśliwi mają mniej lub bardziej sformalizowany obowiązek odstrzeliwania szkodników.

Poza tymi dwoma aspektami - które pewnie dałoby się wyprostować i uczyni wzajemnie zgodnymi, jest jeszcze zwykla niewiedza ornitologiczna. Rozpoznawanie ptaków drapieżnych to nawet dla wprawnych specjalistów zadanie często bardzo trudne. Zwłaszcza młode sztuki, tj. takie, które nie w pełni wykształciły wszystkie cechy charakterystyczne dla swego gatunku i płci, wyglądają często podobnie. Dla niewprawnego oka młody orzeł przedni i myszołów wyglądają bardzo podobnie. A dla wyjątkowo nieporadnego myśliwego orzeł przedni i myszołów podpadają pod jedną kategorie "jaszczomb". A do "jaszczymbia" się "szczylo" i już.

Na koniec: wszystkie ptaki drapieżne w Polsce podlegają całkowitej ochronie prawnej.


Re: "kocham łów szalenie", czyli jak zostałam łowczyni - MacB - 03-02-2012

Niktważny napisał(a):Oznacza to, że myśliwi mają mniej lub bardziej sformalizowany obowiązek odstrzeliwania szkodników.
Czyżby?

Cytat:W zeszłym roku opisywałem sprawę żubra zastrzelonego na skraju Puszczy Białowieskiej. Myśliwy pomylił go z małym dzikiem
Bo przecież...
Niktważny napisał(a):...do "jaszczymbia" się "szczylo" i już.

Niktważny napisał(a):Na koniec: wszystkie ptaki drapieżne w Polsce podlegają całkowitej ochronie prawnej.
Niktważny napisał(a):A do "jaszczymbia" się "szczylo" i już.

Poznałem nieco tę grupę (tj. myśliwych), sam się do niej zaliczam...