Forum o Jacku Kaczmarskim
Rzeczpospolita kłamców. Salon - Wersja do druku

+- Forum o Jacku Kaczmarskim (https://kaczmarski.art.pl/forum)
+-- Dział: Jacek Kaczmarski (https://kaczmarski.art.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Życie (https://kaczmarski.art.pl/forum/forumdisplay.php?fid=13)
+--- Wątek: Rzeczpospolita kłamców. Salon (/showthread.php?tid=500)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31


- zbych - 01-30-2005

No bo wiecie, jemu się mylą obce słowa. Jest filofobem, a myśli, że jest homofobem. Albo ma się za chrześcijanina, a już któryś post z rzędu mantruje.
Nawet odpowiadać nie trzeba, bo sam sobie rufę oporządza. Wystarczy czytac.
W każdym razie poważnie – jak widze – już mało kto go bierze, więc sukces odniosl specyficzny, ale szybki. Słynny błazen Friko musiał na to pracować latami.

Naszuka się po książkach, naprzepisuje, żeby zabłysnąć, a takie fraszki – dla naprzykładu - ja mogę cztery na kwadrans wymyślić i to z konkretnym adresem personalnym.
Weźmy za motto zacytowanego przezen w mojej sprawie Sztaudyngera, że „Powodzenia połowa – wierzyć we własne słowa.”

Tiepier ja:

„Ma Es pelne powodzenie – Uwierzył w swoje pieprzenie.”

Albo:

„Miała być bomba, jest mokra petarda – To skutki rozblysków Esa i Gepparda.”

Można z najniższej półki:

„Srał cię pies – Panie Es!”

Można z wyższej półki:

„Ewidentnie doszła do kresa – Inteligencja Esa.”

Można z najwyższej:

„Homo homini lupus est – A świnią Es.”

Można w pełnym brzmieniu i po staropolsku:

„Wielu jest durniów, wszakoż – Przoduje wśród nich Smakosz.”

Co ja mówię kwadrans, pięć minut to nie zajęło. Jeśli nie potrzeba argumentów, żeby komuś nawrzucać, to ja tak mogę cały dzień jechać z finezja lub bez, kameralnie lub z rozmachem Homera, tyle że on miał swoich bohaterów, ludzi honoru, którzy z klasą rozróżniali, kiedy wygrywają, a kiedy przegrywają. Ja tworze fraszki w pustce tematycznej, wiec ślad po nich w dziejach nie przetrwa i po ich tworzywie.

Ponadto coraz częściej przypomina mi się przy okazji fragment „Lalki”, kiedy baron Krzeszowski ubolewa, że musi pojedynkować się z kupcem. Jak on mnie zastrzeli, mówi, to jakby mnie furman batem przejechał, a jak ja jego zastrzelę, to jakbym wyszedł na niedźwiedzie, a zabił chłopu cielną krowę.

No i tu też pojawił się taki, z którym przegrać źle, a wygrać jeszcze gorzej. Zgrozą powialo. Jak mawia ksiąze w tejze "Lalce": "Nieszczesliwy nasz kraj!"

Tym bogoojczyznianym akcentem zakoncze.


- Geppard - 01-30-2005

Arturze:
„Różnica między Bogiem a historykami, polega głównie na tym, że Bóg nie może zmieniać przeszłości.” Richard Austen Butler
Parafrazując tę maksymę:
Różnica między Bogiem a Arturem, polega głównie na tym, że Bóg nie może zmieniać znaczenia słowa chrześcijanin.
Przez niemal dwa tysiąclecia słowo >>chrześcijaństwo<< oznacza religię monoteistyczną założoną przez Jezusa Chrystusa, a >>chrześcijanin<< oznacza wyznawcę tej religii. Od pewnego czasu Artur, by nie przyznać mi racji, używa nowej „sufitowej” definicji słowa „chrześcijanin” (osoba żyjąca wśród chrześcijan i czerpiąca z kultury śródziemnomorskiej etc.). Jak tu polemizować z takim „ignorantem”?? I jeszcze z większą „ignorancją” śmie twierdzić, że nie wie (tylko podejrzewa) co miała na myśli Pani Wolska pytająca J.K. czy przeszedł na chrześcijaństwo...
A już szczyt „ignorancji”, to wypowiadanie się o „Reportażu z Bośni” i (kłamliwej) interpretacji „Listu Ojca Św. ...” przez J.K. gdy się nie czytało tego listu...
Bez komentarza.

„Co dziwniejsze, jako jeden z nielicznych obecnych tu katolikow czujesz się tym wywiadem obrażony. Prawda jest taka, że po prostu chcesz być obrażony. To rodzaj masochizmu?”

Nie czuję się tylko „obrażony”, lecz również udowadniam, że tymi słowami J.K. przedstawia religię chrześcijańską w złym świetle. (Każdy wychowany w tradycji śródziemnomorskiej jest w tym sensie „wyznawcą religii chrześcijańskiej” czyli chrześcijaninem).
Nie widzę rzeczywiście tutaj zbyt wielu prawdziwych katolików w tej „zalewie” relatywizowania niemal wszystkich wartości. Lecz odpowiem Tobie w następujący sposób:
Każdy (zarówno wierzący jak i niewierzący) gdy go pytam: „czy wiesz, że Stalin kulturowo był chrześcijaninem”?, albo „czy osoba odrzucająca stanowczo religię lecz żyjąca wśród chrześcijan i czerpiąca z kultury judeochrześcijańskiej może nazywać się kulturowo chrześcijaninem?”, kwituje to słowami, które „niewerbalnie” można określić jako pukanie się palcem wskazującym w głowę w okolicy skroni. Poza jednym wyjątkiem. Młoda kelnerka w lokalu, w którym konsumuję czasem kolację ze znajomymi, gdy jej zadałem pytanie (pierwsze z tych, które przytoczyłem) odrzekła: „nie wiem, musiałabym poczytać o tym Stalinie, kto to był, żeby tobie odpowiedzieć na to pytanie”.

Zbychu (jeszcze przez „be”)
Gdzie manipulowałem? Bo w Twoich postach jest tyle wody, że po każdorazowej lekturze twoich „postów” muszę wycierać biurko pod monitorem. To raczej ja udowodniłem Tobie manipulację „chronologią zdarzeń”. Przypomnij sobie jak się do mojego zarzutu ustosunkowałeś.
Co chciałeś udowodnić wypisami z moich postów? (Że propaguję Mniszkównę zachwaszczając polską kulturę?) Uzasadnij to.
Yaddo kpi niezgrabnie bowiem twierdzi, że używa „metodologię” Łysiaka, a udowodniłem, że z metodologią Łysiaka (Łysiak często w publicystyce „podpiera” się cytatami nie tylko krajowych twórców, publicystów, historyków etc.) ma to tyle wspólnego co „szczanie w piwnicy” z „piciem w Szczawnicy”...
Zacytuję fragment swojego postu:
>>Nie jest do przyjęcia dla nas i dla, chyba wszystkich, Łklubowiczów pomysł wysyłania postów do „ocenzurowania” PRZED zamieszczeniem na Łforum.<<
Wątek krytyczny? Proszę bardzo:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.lysiak.chrzanik.com/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&p=1338#1338">http://www.lysiak.chrzanik.com/index.ph ... =1338#1338</a><!-- m -->
Racz zauważyć proszę co jest napisane na stronie głównej:
„Nie Tylko Internetowy Klub Miłośników Twórczości Waldemara Łysiaka”.
A teraz zapytam „alegorycznie”:
Czy członkowie klubu bilardowego byliby zadowoleni, gdyby wtargnął im do klubu jakiś „anonimowy” zboczeniec i nasrał na środku stołu bilardowego?
Bo większość „ataków” na W.Ł. nosi znamiona „srania”, i z prawdą ma tyle wspólnego co świnka morska ze świnią i z morzem. U nas takiego czegoś nie tolerujemy. Tolerujemy jedynie „zarzuty” pod adresem Łysiaka na pewnym poziomie kulturalnym. Innego typu ataki pod adresem W.Ł. można znaleźć na innych „stronach” ynternetowych.

Wszyscy „zainteresowani”:

<<(...) ustawiczne zagrożenie państwowości polskiej i polskiego, wolnościowego modelu życia, znienawidzonego przez sąsiadujących z nami wrogów wolności, kształtowało w Polakach cnotę prawdziwie męskiej dzielności, bez której życie jednostek i wspólnot albo ulega anarchizacji, albo bez oporu poddaje się tyranii. Można dzielności nie lubić, ale nie można wmawiać sobie i innym, że to nie jest wartość.>>
Jerzy Narbutt

<<Przed II Wojną Światową patriotyzm był ołtarzem Polaków. Media krzewiły go ze wszech sił, a szczególną uwagę przywiązywano do wpajania miłości ojczyzny dzieciom (powieści historyczne, szkoła itd.). Pamiętano bowiem czym jest utrata suwerennego bytu, nad którą tak kiedyś bolał Słowacki:
„...................Ojczyzna
Minęła także! i ów wierszyk złoty,
Że dla niej każda smakuje trucizna,
Ów wiersz, co niegdyś zachęcał do cnoty...”
W PRL-u relatywizowano wszelkie cnoty po sowiecku, a gdy „Ludowa” padła – zaczęła się zmasowana relatywizacja według przepisu zachodnioliberalnego (libertyńskiego), co szybko (5 lat) przyniosło znaczące owoce: A.D. 1995 sondaż CBOS-u wykazał, iż tylko 9 % młodzieży respektuje patriotyzm. Prasa lewicowa skomentowała to sentencją: „Młodzi patrzą inaczej”; prasa antylewicowa pisała o „kłopocie z odbudową patriotyzmu” (A. Nowak). Kłopot z odbudową patriotyzmu będzie tym większy, im większa będzie globalizacja (kosmopolityzacja) i relatywizacja etyki sarmackiej.>>
(W. Łysiak, „Stulecie kłamców”, s. 209-210).

<<Ja tę „hucpowatą sitwę” publicznie nazwałem kilka lat temu „zmową umoczeńców”. Czyli lożą lewicowych intelektualistów polskich (najpierw kolaborujących z reżimem, a później popieranych gwoli dysydencji przez lewicę zachodnią), którzy formowali opozycyjny „Salon” późnego PRL-u. Złączeni biologicznym wręcz sojuszem złej woli i faryzeuszostwa, byli umoczeni w każde zło krzywdzące Polskę od roku 1945 – w stalinizm, w bezpiekę, w klakierowanie „socjalistycznym odnowom”, w PZPR, ZSL i SD, w zwalczanie „bohaterszczyzny” (antyreżimowej partyzantki), „ksenofobii”, „antysemityzmu”, „klerykalizmu”, „tradycjonalizmu” i „szowinizmu” (czytaj: patriotyzmu), w „europejskość” i prosowieckość, w postmodernizm i postmoralność, w „poprawność polityczną” i we wszelkie formy lewactwa.>> (W. Łysiak „Salon Rzeczpospolita Kłamców”)

<<„W programie „Sarmatia” przeciwstawiam się ksenofobii. Program pisany był pod wpływem tego co się działo w ciągu ostatnich lat w Europie. Narody, które odzyskiwały niepodległość próbowały bronić swojej tożsamości przed potężnymi, utrwalonymi kulturami państw dominujących w świecie. Ucieczka w ksenofobię jest najgorszą obroną tożsamości, gdyż jest jej zakłamaniem. (...) Pisząc „Sarmatię”, założyłem sobie, że potępię naszych przodków. Stopniowo jednak odkrywałem i w sobie cechy, które chciałem im wytknąć. Zacząłem ich rozumieć, pojąłem smutek i lęk przed śmiercią, nadzieję, że w życiu pozaziemskim znajdą zadośćuczynienie.>>
J. Kaczmarski (z „gazety australijskiej”)

c.d.n.

Zbigniew Wilczyński


- Artur - 01-30-2005

A gdzie ja napisałem, że JK był chrześcijanienem (wyznawcą religi)? Mówmy o tym, że kulturowo był chrześcijaninem, a to nie to samo! Obie rzeczy mogą funkcjnować oddzielnie czego Jacek jest najlepszym dowodem. Można napisać wiersz o Piotrze Apostole nie wierząc w jego powołanie. Nic nie stoi na przeszkodzie. I tu jest problem, bo na religi Ci nie powiedzieli, że tak można zrobić a sam widać tego nie odkryłeś.

Geppard napisał(a):Jak tu polemizować z takim „ignorantem”?? I jeszcze z większą „ignorancją” śmie twierdzić, że nie wie (tylko podejrzewa) co miała na myśli Pani Wolska pytająca J.K. czy przeszedł na chrześcijaństwo...

Nie czytam w ludzkich myślach, a kobiet oprocz Ann nie staram się zrozumieć wogule :lol:

Geppard napisał(a):A już szczyt „ignorancji”, to wypowiadanie się o „Reportażu z Bośni” i (kłamliwej) interpretacji „Listu Ojca Św. ...” przez J.K. gdy się nie czytało tego listu...
Bez komentarza.

Dochodze do wniosku, że czytas zpo łepkach. W tym temacie już było powiedziane, że wiersz jest opisem tego co się działo w prasie a nie tego kto ma racje. Zresztą nie zrozumiałeś sensu wiersza, bo stanełeś na samym poczatku przy tym wersie.

Geppard napisał(a):Nie czuję się tylko „obrażony”, lecz również udowadniam, że tymi słowami J.K. przedstawia religię chrześcijańską w złym świetle. (Każdy wychowany w tradycji śródziemnomorskiej jest w tym sensie „wyznawcą religii chrześcijańskiej” czyli chrześcijaninem).

Jakimi słowami? Tym, że mowi, że kulturowo jest chrześcijanienem? Masz obsesje czy jak?

Geppard napisał(a):Nie widzę rzeczywiście tutaj zbyt wielu prawdziwych katolików w tej „zalewie” relatywizowania niemal wszystkich wartości. Lecz odpowiem Tobie w następujący sposób:

A ja widzę, i to lepszych od Ciebie. Nawet się zlitowali nad tobą i jak widze unikają tego wątku. Szkoda zresztą, bo to mądrzy ludzie i moze by przemówili do Ciebie jeśniej niż my.

Naszczęście obracamy się w różnych środowiskach, w moim łatwiej przyjmują do wiadomości fakty.

Geppard napisał(a):Czy członkowie klubu bilardowego byliby zadowoleni, gdyby wtargnął im do klubu jakiś „anonimowy” zboczeniec i nasrał na środku stołu bilardowego?
Bo większość „ataków” na W.Ł. nosi znamiona „srania”, i z prawdą ma tyle wspólnego co świnka morska ze świnią i z morzem. U nas takiego czegoś nie tolerujemy. Tolerujemy jedynie „zarzuty” pod adresem Łysiaka na pewnym poziomie kulturalnym. Innego typu ataki pod adresem W.Ł. można znaleźć na innych „stronach” ynternetowych.

Świetnie to określiłeś. U was nie można ale u nas już tak? Jak nazwiesz to co tu ze Smakoszem wyprawiacie? Obrzucanie wyzwiskami wszystkich wokoło i śmiesznymi insynuacjami co do JK?

A co do innych "stron" internetowych to ten cydzysłów powinien być użyty w przypadku strony Łysiaka postawionej na PostNuke... naprawdę sie namęczyliście... Inna sprawa, że wywaliliście stopkę co w przypadku licencji GNU jest jeżeli nie nielegalne to malo morlane.

Co to za gazeta? Masz wiecej? Jeżeli tak to nie chowaj. Jacek mnie zadziwia coraz bardziej, po historii z ekwitą w "Z XVI wiecznym portretem..." podejrzewam, że czytał jakeś źródła pisząc te wiersze.


- Filip P. - 01-30-2005

Przykro napisać ale wszystko co tu się pojawia, jest marną próbą naśladowania dyskusji. Panowie zaangażowali się w wzajemne docinki. Geppard po staremu udowadnia swój obraz Jacka Kaczmarskiego. Szaman deklarował nie dyskutowanie ze Smakoszem, ale na deklaracjach się skończyło.
Nie wiem czemu Artur pozwala na to wymyślne obrażanie się wzajemne.
Mam prośbę do Gepparda żeby dał sobie spokój, bo to co dla niego jest oczywiste dla reszty w tym mnie jest totalną nadinterpretacją. Pozatym, inni zaangażowali się w przepychanki a nie dyskusję. A ja staram się czytać to co pisze, chociaż już nie mam siły. W kółko o chrześcijaństwie i nic pozatym, fragment z wywiadu o Sarmatii...
Drogi Geppardzie czy Tobie podoba się to ze polska szlachta wolała oddać kraj we władanie Rosji? Podobały Ci się zajazdy, kupowanie głosów itd.? Jackowi chyba się nei podobało więc postanowił to pokazać, a natępnie jak pisze w wywiadzie dostrzegł te wady w sobie. Gdyby zastanowić się dłuzej każdy je w sobie znajdzie w mniejszym bądź większym stopniu, są w życiu publicznym i prywatnym. Czy nie rozumiesz roli poety? Idealny człowiek to taki jak W.Ł., który pisze co mu się podoba, a potem ktoś za niego musi bronić jego genialnych tez. Ty również używasz podobnego języka, chodzi mi o to "sranie" czy naprawde nie można inaczej napisać? Widocznie czytanie Łysiaka zabija w ludziach przyzwoitość...

Pozdrawiam


- SzAMaN - 01-30-2005

sizer napisał(a):Szaman deklarował nie dyskutowanie ze Smakoszem, ale na deklaracjach się skończyło.

Nie... Ja już skończyłem, naprawdę Smile


- Robertek - 01-30-2005

W trakcie lektury niektórych postów tego forum doznałem nagłego uczucia paramnezji. Niespodziewane deja vu powtarzało mi w kółko: "już to gdzieś czytałem, znam ten styl, rodzaj retoryki, klimat protekcjonalności, poszczególne wyrażenia i zwroty - nie mogę sie mylić!" Jakiś czas temu napisałem kilka listów do forum dyskusyjnego poświęconego Waldemarowi Łysiakowi. Posty te były w większości krytyczne pisarzowi, choć nie brakło w nich uznania dla dorobku i zasług literata, oraz pojednawczych gestów w stronę urażonych uczestników forum. Mój brak entuzjazmu dla megalomanii, egotyzmu, nachalnej autokreacji i bufonady Łysiaka szybko uczynił ze mnie enfant terrible tego grona. Postanowili dokonać resekcji mojej skromnej osoby wymyślając finezyjne epitety ("menda"), kwestionując moje kwalifikacje intelektualne, przypisując mi wiele różnych bytów (w tym kobiecych!).
Najbardziej zajadłym adwersarzem był niejaki Andrzej Fromm (o ile dobrze pamiętam nazwisko, jeżeli przekręciłem - przepraszam), którego styl pisania i taktyka prowadzenia sporu trącąca sofistyką jednoznacznie kojarzyła mi się z twórczością Łysiaka. Kładłem to wówczas na karb bezrefleksyjnej fascynacji osobą "Mistrza", graniczącą z fanatyzmem, czego dowody daje do dzisiaj Geppard, pracowicie wycinając niezliczone cytaty z dzieł "Wilka", czym chce zastąpić podjęcie własnego rozumowania, czyli ryzyka indywidualnej konkluzji. Ale teraz, gdy czytam posty Smakosza czuję ten sam klimat, co u Łysiaka i Andrzeja Fromma. Być może to nadmierna podejrzliwość, być może - jak u Platona - przedmiot jest tylko odbiciem idei, czyli - być może - zwyczajnie się mylę. O ile wiem, temat ten jest jeszcze na stronie poświęconej Łysiakowi w archiwum pt."Łysiak o muerte!" ( przy okazji: to ja byłem pierwszy, nie Jan Rokita).
To tyle, co chciałem dorzucić do tej dyskusji, notabene niekoniecznie "w sprawie, o której mowa". W sferze meritum stoję na środku ulicy między dwiema barykadami, co w przypadku włączenia się do konfliktu naraziłoby mnie na zmasowany ostrzał z wszystkich stron. Chwilowo nie mam na to ochoty, choć podwójna moralność osoby, która ukrywa się pod pseudonimem Smakosz woła o pomstę do nieba. Nie zgadzam się również z wieloma tezami Zbycha, zwłaszcza tymi o Michniku, Miłoszu, Kuroniu i innych. Nie deifikuje on jednak Jacka Kaczmarskiego, co gorliwie usiłują robić z Łysiakiem jego fani. Mimo, że z wieloma wnioskami Łysiakomaniaków trudno się nie zgodzić, ich postępowanie to czysty hunwejbizm.
Znalazłem adres mojego postu i komentarzy (to chyba nazywa się link): <!-- m --><a class="postlink" href="http://lysiak2.chrzanik.com/forum/forum_pok.php3?id=20031020_22_26_43">http://lysiak2.chrzanik.com/forum/forum ... 0_22_26_43</a><!-- m -->
Nie wiem, czy dobrze napisałem - kto będzie chciał, ten znajdzie.
Pozdrawiam - Robert.


- Luter - 01-30-2005

sizer napisał(a):Nie wiem czemu Artur pozwala na to wymyślne obrażanie się wzajemne.

Myślę, że w imię wolności wypowiedzi.
Czy zastanawiałeś się, Sizerze, co by się stało, gdyby Artur zaczął cenzurować posty?!
Moim zdaniem lepiej jest nie reagować na oczywiste impertynencje niż narazić się na zarzut wycinania wypowiedzi pod płaszczykiem kultury dyskusji.

KN.


- Artur - 01-30-2005

Witaj Robertek,. Mam nadzieje, że spotkamy Cię w innych działąch forum i nie jesteś tu przejsciowo Smile
Dziękujemy za adres... post faktycznie wydaje mi się bardzo trafny i co ciekawe parę z tych stwierdzeń padło i tu, więc prawdopodobnie jest w nich bardzo wiele racji. Zadziwiają natomioast komentarze pod spodem. Mam nadzieje, że Panowie Smakosz i Geppard w gościach umieją się jednak lepiej zachować niż w domu.


- Smakosz - 01-31-2005

SzAMaNie,

zdecyduj się. Albo wyżyny absurdu, albo rynsztok - pomieszanie logiczne źle o Tobie świadczy, jeszcze gorzej Ci wróżąc. I wybacz (ponieważ bardzo mi przykro), lecz tyle sensu, logiki i argumentów w postach kierowanych pod moim adresem zawarłeś, że dla mnie treści merytorycznej już nie starczyło. Będę płakał!

Co do wzmiankowanego cytatu - bądź sobie Wujem, skoro taka wola Twoja, ale choć raz mógłbyś i człowiekiem! Zbychu co i rusz zabija mnie moim własnym śmiechem, lecz Ty stokroć gorsze niebezpieczeństwo sprowadzasz: starasz się zabić mnie moją własną niewiedzą! Ponieważ już płakałem, teraz umieram!!!



Arturze,

ciekawym, z jakiego kraju Twój muzułmański przyjaciel pochodzi. Przy okazji zapytaj go z łaski swojej, ile wolnego mają jego współobywatele - chrześcijanie z okazji Bożego Narodzenia. Wiesz, to takie głupie chrześcijańskie święto.

"Obydwu przytoczonych gazet nie czytam z tegoż samego powodu co listów papieża. Nie potrzebuje opinii redaktorów gazet by mieć swoje zdanie."
Ffffenomenalnie!
Szszszczygiełek!
W takim razie na jakiej podstawie list Papieża określiłeś "bzdetem", skoro nie masz zwyczaju czytać Jego listów? To może być trudne, ale wyobraź sobie, że jeśli nie przeczytasz choćby tego jednego, to nie będziesz wiedział o co chodzi z tą Bośnią i dlaczego zarzut Gepparda w stosunku do Kaczmarskiego jest słuszny. Obrona Kaczmarskiego w tym punkcie, obrona stanowiska, iż "wiersz jest opisem tego co się działo w prasie a nie tego kto ma racje", brzmi infantylnie i nie wymaga kontrargumentacji.

Co to znaczy: "lubi w rufę"? Podejrzewam, że chcesz mnie obrazić, ale pewności nie mam. Dlatego nie zapytam, czy Ty wolisz w dziób. Objaśnisz, zapytam. Albo oberwiesz awansem. Bo że zasługujesz, to pewne.

Napisałem: "Usiądź, poczytaj, napisz pracę o partiach lewicowych w latach 1944-2004 (...) w deklaracjach ideowych PPR, PZPR, SdRP, SLD i SDPL znajdziesz pewnie spokój, którego duch Twój tak pragnie."
Na co odparłeś: "Partie, które wymieniłeś są przegięciem w drugą stronę. Dowodzi to tylko, że ekstremiści z prawej i lewej strony są siebie warci."
Zgadzam się. Od 1944 roku w Polsce komuna przeginała non-stop, nawet naśladowców zdążyła sobie wychować. Problem w tym, że tacy jak Ty zachowują się niczym dzieci, nie umiejące dostrzec konsekwencji odłożonych w czasie. Implikacje to dla Was słowo obce, że nie wspomnę o ekstrapolacji. Żenada! Wogule!



Piotru,

przywracasz mi wiarę w Ciebie.
Tak i ja spróbuję przywrócić Ci wiarę we mnie.

1. Kwestia stopnia i stylu złośliwości to rzecz gustu. Chcesz dyskutować o gustach? Zbychu preferuje ślimaki, ja kaszankę. Przełknę ślimaka, tak jak Zbychu zapcha usta kaszanką, lecz na dłuższą metę naszych preferencji to nie odmieni. To, co dla Ciebie jest inwektywą, dla mnie może zabrzmi dowcipnie (lub, jeśli to przypadkiem osiągnięcie Zbycha, nawet kuriozalnie) - i vice versa.

2. Powiadasz, że mam "ograniczony horyzont". Dupa tam, ograniczony. Powiedz, czemu usiłujesz wytłumaczyć dzisiejszą sytuację emeryta dookoła, zamiast wprost? "Nie zrzucajmy całej winy na komuchów" - to brzmi jak apel o miłosierdzie. O, tak, jestem miłosierny. Miłosierdzie wypełnia mnie po przełyk - choć łapią torsje, do sprawców polskich tragedii w latach 1944-2004 nie zamierzam strzelać, nawet na żarty mnie stać: deklaruję się jako zwolennik komunizmu warstwowego. Znaczy: warstwa ziemi, warstwa komunistów. I tak dalej.

Gdyby choć przyznali się, uderzyli w piersi i odeszli... Powiadasz: "Ja może zaraz bym nie wieszał złodziei, bo po chrześcijańsku dawałbym szansę na pokutę i poprawę". No, ja tam skłonności do ekspiacji po lewej stronie nie widzę. Oni są dumni z tego, jaką Polskę zbudowali. Nie tak dawno Miller cedził przez zęby: "Mamy prawo nadal zajmować się Polską", a Janik perorował: "Ten sejm nie wyczerpał jeszcze swoich możliwości". Zaś za kilka godzin SLD postanowi, kiedy w Polsce odbędą się wybory. Chcesz się założyć, że jesienią 2005, choć obiecywali, że przeprowadzą je siedem miesięcy temu?

Bardzo Cię proszę, nie pieprz o uwarunkowaniach, o drogach czy domach, tu czy tam. W zamian porównaj wysokość emerytury partyjnego kacyka, funkcjonariusza MSW z lat 80. czy oficera LWP, z emeryturą nauczycielki. Albo dzisiejsze świadczenia siwiuteńkiego ubowca i rentę staruszka, któremu w latach 50. tenże wpychał stopy w żar. Porównuj i, na Boga, daj namówić się na wnioskowanie!

3. Nawiązując do współczesności, wymieniłeś kilku premierów III RP, podkreślając,
że "rządy Mazowieckiego, Suchockiej, Olszewskiego, Buzka trudno nazwać lewicowymi". Pewnie Cię to zdziwi, ale jedynie rząd Olszewskiego można - i to od biedy - zaliczyć do prawicy z prawdziwego zdarzenia. A pamiętasz, co działo się przez te pół roku? A efekty? Te obleśne ataki "Wybiórczej" na Parysa, na Macierewicza... Przypomnij sobie, w jakim tempie - a przede wszystkim dlaczego - odwołano tamten rząd? Jak i komu nadepnął na odcisk?
Haczysz o współczesność, zatem i ja doń nawiążę, łącząc bardzo współczesną współczesność z przeszłością, ba, z przyszłością nawet. Pozwól, w formie zagadki: który z posłów złożył wniosek o odwołanie rządu Olszewskiego? Czy będzie to miało jakieś przełożenie na tegoroczne wybory? A na działalność nowego rządu?

4. "Partyjniactwo i prywata szerzą się po obu stronach sceny" powiadasz. Ano. Zdolny z nas naród. Ludzie patrzą i uczą się, nawet Zbychu się uczy. A poważnie: powiedz, kto miałby Polaków wychowywać, skoro nauczyciele z prawdziwego zdarzenia nigdy się w tym kraju nie urodzili, ponieważ ich rodziców wymordowali hitlerowcy i komuniści?
Przytaczasz casus syna Wałęsy. Świństwo, pewnie. Nie zastanawiało Cię, dlaczego akurat to wyszło na jaw? Dlaczego teraz wychodzą na światło dzienne niemal wyłącznie afery związane z lewą stroną? Kto tym gra?

5. Dobra, pogadajmy jak cienias z cieniasem. Pytasz: "Chyba nie chodzi o to, by się ty przekonywać o swoich racjach światopoglądowych, nie?" Nie? To ja rzeczywiście cienias jestem. Się spotkały dwa sznurowadła...

6. Cieszy mnie Twoja deklaracja o gotowości do "poznania tFUrczości Łysiaka". Zgadzam się, iż zarzuty pod adresem Kaczmarskiego na tym forum musiały zabrzmieć absurdalnie, jak dla mnie ponad szczytem absurdu unoszą się supozycje o agenturalności Łysiaka. Twoje uwagi co do meritum - czyli pytanie, czy Łysiak przegiął pałę - akceptuję. Ja też czekam na dowody - w mojej ocenie Geppard przedstawił istotną przesłankę (idzie o Bośnię) - Kaczmarski splunął, a tutejsze towarzystwo wrzeszczy, że to łzy poety były.
Rozumiem jednak, że to za mało, by opinię Łysiaka zaakceptować w całości.

7. Co do kwestii ortograficznych, to w ogóle masz rację, ale wogule bardzo nie lubię Artura. To w jego intencji było, jest i będzie. Chyba, że za którymś razem się poprawi.

8. Homofob jest skrótem od fobii homoseksualnej i to jest właściwa etymologia tego wyrażenia. Nie wykręcaj kotu ogona.

9. I przestań z tą rufą. Odszczekam i będziesz miał powody, by określić mnie chamem, na dodatek mało wyrafinowanym.


KN,
nie ma sprawy z tą terapią.
Jeśli pomogła Tobie, pomoże każdemu.


- zbych - 01-31-2005

Gdy Smakosza czytujesz
Bardzo szybko zwariujesz!
Ja czytałem sam
I za swoje mam –
Gdziekolwiek siadam,
Do wiersza gadam.

Oto fraszka na kutaszka,
Przeczytajcie, jeśli łaszka.

Nie wychodź bez kalosza,
Bo wdepniesz w Smakosza.
Będziesz skrobał z obcasa
Tego... wybitnego dyskutanta o wyjątkowym czarze osobistym.
Już lepiej rozdepcz glisty!

PS.
To jest strona poezji,
Więc żaden z nich tego nie zji.
Lecz choć lizną dla ochłody
Zamiast ciągle te odchody.

Nie chcę za fraszkę Nobla ani pomników,
Bo będą na mnie pluli na stronie Miłośników.
A jak się obejdę smakiem
To może zostanę Łysiakiem?
Czego mi oszczędź, Boże!
Już chyba się położę.


- Artur - 01-31-2005

Z jakiego? Z takiego, z którego musial wiać z całą rodziną gdy Serbowie zaczeli robić czystki. Chyba też mogę sobie darować odpowiedź na drugie pytanie o czytaniu listu papieża. Wierz mi, starczy mi tego co usłyszałem by mieć swoje zdanie.

Smakosz napisał(a):Albo oberwiesz awansem. Bo że zasługujesz, to pewne.

Za to Ty zasłużyłeś już dawno na relegowanie z forum. I naprawdę zaczynam to już rozważać. A tym tekstem tylko mnie utwierdzasz, że o ile można pozwalać na krytykę to na chamstwo nie, bo nie likwidowane odrazu zamienia się w to co tu się teraz dzieje. DO czego również się ku memu zniesmaczenu przyczyniam.

Smakosz napisał(a):Zgadzam się. Od 1944 roku w Polsce komuna przeginała non-stop, nawet naśladowców zdążyła sobie wychować. Problem w tym, że tacy jak Ty zachowują się niczym dzieci, nie umiejące dostrzec konsekwencji odłożonych w czasie. Implikacje to dla Was słowo obce, że nie wspomnę o ekstrapolacji. Żenada! Wogule!

Zgadzam się z Tobą. Właśnie mam tego dowód w tym temacie.


- Filip P. - 01-31-2005

KN napisał(a):Moim zdaniem lepiej jest nie reagować na oczywiste impertynencje niż narazić się na zarzut wycinania wypowiedzi pod płaszczykiem kultury dyskusji.

Ale tak można w nieskończoność... Koledzy będa sobie udowadniać kim są itd. i nic z tego nie wyniknie...


- Smakosz - 01-31-2005

Arturze:
"Mogę sobie darować odpowiedź na drugie pytanie o czytaniu listu papieża. Wierz mi, starczy mi tego co usłyszałem by mieć swoje zdanie."
Na pierwsze pytanie odpowiedziałeś w połowie, na drugie wcale. Brawo, Arturze, bravissimo! Tak właśnie należy reagować na posty oszołomów w rodzaju Smakosza. Miód, cud, ryba, kit. A te Twoje argumenty! Cóż za poziom wysublimowania! Zaprawdę powiadam Ci, powalająca jest ich siła i moc ogromna. Już się nie podniosę!

Przy okazji: nie strasz mnie eksmisją z forum. Racz łaskawie zauważyć: gdyby literalnie trzymać się Waszego regulaminu, tak samo zasługujesz na eksmisję jak i ja. I jak jeszcze parę innych osób.

A poza tym za bardzo bierzesz do siebie moje przytyki, zdaje się. Chcesz sądzić we własnej sprawie?


- Yaddo - 01-31-2005

Geppart zarzucił mi, że nie do końca udało mi się wejść w styl Waldemara Łysiaka.
Faktycznie, bije się w piersi. Jego książki można by nazwać zbiorami cytatów. A gdy jego archiwum cytatów się wyczerpuje cytuje sam siebie. Przypuszczam, że niedługo wyda książkę całą złożoną ze swoich własnych cytatów z poprzednich książek.

Zacząłem szukać, czy ktoś ze znanych osób napisał coś o ostatniej książce Łysiaka. Niestety nie udało mi się nic znaleźć.
Nie pozostało mi nic innego jak wywołać ducha Zbigniewa Herberta.
Nie było łatwo. W końcu się zjawił.

Wziął książkę, obejrzał swoje zdjęcie i zaczął czytać. W miarę czytania jego łagodne duchowe oblicze zaczęło się wyostrzać.
W końcu rzucił książkę i zawołał:

„Zaiste jego retoryka jest aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obraca się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu”.

I zniknął.

Zaniepokoiłem się. Cóż mogła oznaczać ta jego duchowa przemiana, jaka dokonała się na moich oczach. Sięgnąłem po stare buddyjskie teksty opisujące światy duchów. Wynika z nich, że w chwili przybycia jego duch przebywał w najwyższym świecie duchów to jest w „Świecie Duchów Przygotowanych Do Kolejnej Reinkarnacji”. A ostatnie jego oblicze przypominało opisy duchów przebywających w jednym z niższych światów w „Świecie Duchów Złośliwych”. Nie przypuszczałem, że działanie tej książki może być tak piorunujące.
A swoją drogą, nie chciałbym być teraz w skórze pana Waldka.


- zbych - 01-31-2005

Sizerze, KN ma rację i Artur też ma rację, choć całkowicie rozumiem jego rozterki.

Ciebie też rozumiem, że bezradność jest przykrym uczuciem, ale takie jest życie, niestety. Istnieją zjawiska, na które się nie poradzi (co nie znaczy, że trzeba siedzieć z założonymi rękami, oczywiście) – od tsunami zaczynając na skończonym chamie kończąc.
Cham jest cham i kiedy przegrywa czego ma się uczepić jak brzytwy jeśli nie istoty swego jestestwa? Maski spadają. Wejdź np. pod linka, którego podał Robertek i przekonasz się, że może być gorzej. Na stronie JK nie jesteś jedynym normalnym wśród chamów, proporcje są dokładnie odwrotne.

Arturze, olej go. Usunąć zawsze można, a na razie nie warto psuć zasad pod Leppera. Przecież widać, że chory. Jeżeli ktoś pręży muskuły i grozi, że da w dziób przez internet – to nie może być normalny. Niech daje. Wyżej nerek nie podskoczy.

Robertek, jeśli masz odmienne zdanie niż ja – nie mam nic przeciwko temu. Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć, powiadają.
Nie jestem zażartym fanem niepodważalności własnych opinii.
Najlepszy dowód, że kompletnie nie wiem, że w ogóle coś tu kiedyś powiedziałem o Kuroniu. Dałbym głowę, że nie, więc pewnie się mylę. O Miłoszu też, zdaje mi się, że mówiłem głównie jako o poecie. O Michniku wypowiedziałem jakąś opinię, ale pewnie jednozdaniową ripostę. Wystrzegam się prezentowania światopoglądu w jakikolwiek sposób politycznego. A nawet go poniekąd nie mam. Są lepsze metody, żeby oddzielić ziarno od plew (co nie znaczy, że je posiadłem i wiem wszystko). Moim zdaniem to złudzenie naszych czasów, że z politycznego punktu widzenia można opisać i ocenić świat w całej złożoności.
Tak więc nie pamiętam tych moich ocen - tylko z tego powodu byłoby mi trudno odnieść się do sedna sprawy.

Geppard, co do wykazywania sobie nawzajem to już jesteśmy umówieni i czekam. Nie gmatwaj jasnej linii dowodowej.
Co do lania wody i wycierania pod monitorem. Rzecz gustu, oczywiście, ale ja byłbym ostrożny zarzucając komuś lanie wody, gdybym sam napisał kilkanaście sążnistych postów na temat wątpliwego użycia pojedynczego słowa „chrześcijanin”. Może się po prostu zesikałeś?

Jak mam Ci udowodnić, że kicz jest kiczem, jeżeli sam nie zauważasz? Nauka twierdzi, że to niemożliwe. Musiałbyś dorastać w atmosferze kultury wyższej, musiałbyś aspirować do tego, musiałbyś włożyć trochę wysiłku w opanowywanie kodów kulturowych, a jakże ja – nawet gdybym miał chęć – mam Cię wychować wstecznie? Jakże mam Ci wykształcić inny gust, skoro masz taki jaki masz? Gust nie jest to rzecz dana od Boga, tylko coś, co człowiek w sobie formuje. Stąd powiedzenie, że ktoś ma „wyrobiony gust” albo „niewyrobiony gust”. Ty masz niewyrobiony. Jak mógłbym udowodnić aborygenowi z Australii, wychowanemu w innym guście, że Mona Liza jest warta podziwu? Więc jak Ci mogę udowodnić, że to, co propagujesz, to kicz totalny. Zawsze znajdziesz dziesięciu sprawiedliwych, którzy będą Twojego zdania – że to fajne. Ale spytaj jakiegoś literata, krytyka, do którego masz zaufanie, kogoś, kto ma pojęcie, czym powinna być literatura. Więcej ludzi uwielbia „Kiepskich” niż niebieski okres u Picassa.

Możesz czytać chały, jakie tylko chcesz, po to mamy wolność. Ale jeżeli nie masz świadomości, że to chały, to nie kwestia wolności, tylko braku otrzaskania literackiego i przy tej konkretnej książce – wybacz - także życiowego, bo cytowane złote myśli, przy ich oczywistej na pozór trafności społeczno-psychologicznej, są infantylne do bólu.
Ale jeśli chcesz, zacznijmy – co powiesz o filmach Bergmana, co powiesz o książkach Marqueza, co powiesz o operze Verdiego? Nie mówię, że jestem koneserem tego wszystkiego. W żadnym razie. Ale jeżeli wymagasz dowodu – to proszę, zacznijmy zbliżać gusty, polaryzować je, coś ustalać. Od czegoś trzeba zacząć nadrabianie wieloletnich zaniedbań. Albo nie wymagaj udowadniania niemożliwego w tej sytuacji.

Jak Ci w ogóle mam cokolwiek udowodnić, jeżeli Ty nie przyjmujesz żadnych argumentów? Jeżeli Ty nawet u kelnerek obsesyjnie szukasz potwierdzenia swojej racji. Nie jesteś zainteresowany odmiennością cudzego zdania, więc jakże je właściwie zinterpretujesz? „Odmienne” jest dla Ciebie synonimem „nietrafnego”. Bo swiat jest wg Ciebie jednoznaczny przeciez. Nie istnieje zadne drugie znaczenie.

Sądzę, że fakt, iż nie możemy się dogadać, nie wynika z naszej chęci lub niechęci. Jest to niemożliwe z powodów znacznie głębszych. Jedyne, co mógłbyś zrobić, to tolerować moje poglądy bez ich zrozumienia. Ale nie zrobisz tego – bo wydaje Ci się, że je rozumiesz. To złudzenie. Ty je rozumiesz PO SWOJEMU.

Wolność poglądów kończy się tam, gdzie zaczyna się ubliżanie innym. I już wszystko jedno, czy nazywa się ich „lewackimi terrorystami intelektualnymi” czy „gównem”, bo z obiema wersjami mieliśmy tu do czynienia.


A na koniec złota myśl amerykańskich farmerów, skoro tyle tu cytujemy.
Dedykuję ją wszystkim, którzy zapewniają po raz setny, że są prawidłowo ukierunkowani seksualnie, że argumenty ich śmieszą i chyba umrą pod ich wątpliwym ciężarem dowodowym, że słowo użyte przez kogoś jest inaczej użyte niż jest użyte itd.
Myśl brzmi:

„Facet, który po dziesięć razy zapewnia, że jest prawdziwym facetem – musi mieć co do tego jakieś wątpliwości.”


- Filip P. - 01-31-2005

Czytałem co tam jest napisane i w sumie Geppard mnie nie zaskoczył, szczególnie postem w którym nie ma ani jednego jego słowa, bo wszystko to cytaty z Łysiaka. Pomyślałem ten człowiek jest chory na Łysiaka. Smutno było czytać, ale cóż, dorastając uświadamiam sobie że świat jest strasznie złożony i dzięki takim dyskusjom widze, że ciężko czasem mieć własne zdanie, chociaż jest to bardzo potrzebne. Smakosz napisał że światy idealne nie istnieją, a ja jestem młody i narazie nikt mi tego brutalnie nie uświadomił, można powiedzieć że jestem naiwny, ale nie mam jak zweryfikować swojej postawy. Dlatego chciałbym w tej naiwności żeby nikt się wzajemnie nie obrażał, Geppard podał argumenty, udałoby się dojść do prawdy... Przypomniała mi się piosenka: "Pieśń o śnie". Pewnie jak dorosne to "kryształowe pojęcia" znikną.
Pozdrawiam


- Robertek - 01-31-2005

Znalazłem w moim tekście kilka literówek (hunwejbinizm!) i niezgrabności stylistycznych, za co niniejszym przepraszam.

[ Dodano: 2005-01-31, 12:00 ]
Zbychu, istotnie - niezbyt uważnie przeczytałem wszystkie wątki tego forum. Prawdopodobnie na podstawie jednej Twojej wypowiedzi w obronie Michnika wyciągnąłem pochopny wniosek, że sympatyzujesz z tym środowiskiem (moja definicja tego grona nie ma znaczenia, przypisałem Ci coś, co nie miało miejsca i za to przepraszam.


- zbych - 01-31-2005

Robertek, nie ma sprawy, dyskusja jest skomplikowana i wielowątkowa, czytając to hurtem można się pogubić.

Ja nawet nie wiem, czy Twój wniosek był pochopny, jak go nazywasz. Nie mówię, że nie sympatyzuję z tym środowiskiem. Ani nie mówię, że sympatyzuję. W ogóle staram się nie wplątywać w dyskusję sympatii i antypatii (chyba że pojawia się taka konieczność nie do ominięcia), ponieważ to nie służy jasnemu wyrażaniu opinii, tylko emocjonalnemu podpinaniu się pod gotowe etykiety, szablony, transparenty.
Nieźle jest mieć poglądy i sympatie – ale to nie znaczy, że zawsze i w każdych okolicznościach należy się z nimi afiszować. To mi przypomina gówniarza, który krzyczy w przedszkolu: „A mój tatuś jest ministrem!”
Równie dobrze ja mógłbym krzyczeć na przykład „Kocham Pana Boga!” i sądzić w swej naiwności, że to to samo, jakby Bóg krzyczał, że kocha mnie.


- Filip P. - 01-31-2005

Zbych napisał(a):Nieźle jest mieć poglądy i sympatie – ale to nie znaczy, że zawsze i w każdych okolicznościach należy się z nimi afiszować
Tego nie napisałem, uwazam ze należy wtedy kiedy coś wybitnie niezgadza się z moim poglądem właśnie. Jeśli coś razi że się tak wyraże, wtedy człowiek z własnym zdaniem reaguje. Pomyślałem o Geppardzie, czy on zareagował na tej zasadzie, chyba bronił autorytetu pana Łysiaka.


- zbych - 01-31-2005

Nieporozumienie, Sizer. Spójrz na adresata mojego posta – Robertek. Zawsze zaznaczam, jeśli w trakcie zwracam się do kogoś innego personalnie, więc wymieniłbym Cię w razie czego.

To pisałem do Robertka, ale nie znaczy, że kierowałem uwagi do niego albo do kogokolwiek. Raczej opisywałem moje własne rozterki. Jeśli ja wyznaję taką zasadę, to mogę ją w razie ataku megalomanii co najwyżej polecać, ale nie wymagać od innych. To byłoby nierealne.

Poza tym masz racje, jesli dobrze rozumiem nieporozumienie.

Pozdrawiam


- Filip P. - 01-31-2005

Powiem tak: Jakoś nie pasowało mi ta wypowiedź do posta Rebertek-a. W każdym razie za błąd przepraszam.
Pozdrawiam


- SzAMaN - 01-31-2005

sizer napisał(a):Pomyślałem ten człowiek jest chory na Łysiaka.

Sizer wejdź (jeżeli jeszcze nie byłeś) na forum poświęcone Łysiakowi: <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.lysiak.chrzanik.com">http://www.lysiak.chrzanik.com</a><!-- m --> Pierwsze, w co musisz kliknąć, to link zatytułowany "Łysiakomania". Nie wiem, jak Tobie, ale mnie to sie kojarzy z tandetną Małyszomanią, tyle, że chyba zasięg oddziaływania nieco mniejszy... Ale z tej strony wprost emanuje bałwochwalcze uwielbienie dla WŁ. Banner - WŁ na tle wilczego łba, a to wszystko na tle flagi naszej narodowej. Czy ma to oznaczać: Łysiak jako samotny Wilk (nie wiem, skąd się wziął ten pseudonim i czym sobie WŁ na niego zasłużył... może mi ktoś wyjaśni?) jedyny stojący na straży Polski i polskości? Aż mi w duszy gra "Mazurek Dąbrowskiego". Co chwila można się natknąć na słowa ze wciśniętą na siłę literką "Ł". Nawet w słowie Łuwaga :? Geppard nosi tam dumny tytuł CeŁbera, więc chyba stoi na straży owego bałwochwalczego uwielbienia. Ja błądząc po tym forum i po stronie, której owo forum jest częścią poczułem się zniesmaczony. Pozostaje mi tylko współczuć "jednemu z najpoczytniejszych pisarzy polskich, kroczącemu swoją drogą indywidualiście, niechętnemu wszelkiemu establishmentowi*", że jego fani wielbią go w taki sposób... Ale może jedynej i słusznej Wyroczni oraz Sumieniu naszego Narodu akurat takie czołobitne hołdy odpowiadają?

*cytat ze strony głównej


- Smakosz - 01-31-2005

Geppardzie,

czy ja wspominałem coś o daremnym trudzie?

"Gust nie jest to rzecz dana od Boga, tylko coś, co człowiek w sobie formuje" - poucza Cię Zbychu. Wyjątkowo nie łże. Nie mataczy. Nawet nie manipuluje. Potem jest gorzej: "Stąd powiedzenie, że ktoś ma "wyrobiony gust" albo "niewyrobiony gust". Ty masz niewyrobiony." I dalej, tym samym tonem, już na pazurki, bo z górki.
Rozumowanie Zbycha nieodmiennie opiera się na aksjomatach zbliżonych do powyższego. On uważa, iż rację ma z założenia. Pewnie podejrzewa, że się z nią urodził. I ta przewrotna spolegliwość, zauważyłeś? O gustach się nie dyskutuje, przy czym Ty masz niewyrobiony.

Co prawda znowu coś mu się kićka, tym razem publicystyka Łysiaka z twórczością filmową Bergmana, powieściopisarstwem Marqueza i muzyką Verdiego, ale to u niego charakterystyczny rys polemiczny, te typy tak mają. Słowa i pojęcia interpretują w oderwaniu od znaczeń, za to proporcjonalnie do stopnia zacietrzewienia. Ani ich przekonasz, ani przegadasz. Zaczynasz wierzyć, że racjonalny dyskurs nie istnieje, a obiektywizmu nawet nie śmiesz dopraszać.

By the way, wybacz wtręt poniekąd intymny: poznałeś Robertka? Góra z górą! A jakież u niego pamiętanie! Tu, przylizany zaiste po wersalsku, ę-ą, wyjawia złośliwie, bo bez pytania o zgodę, moje imię i nazwisko, zarzucając przy okazji podwójną moralność, choć sam nie ma na tyle odwagi, by otwarcie przyznać, że jego stosunek do Łysiaka ma charakter pozamerytoryczny, bo personalny, wręcz osobisty.

Zadam Ci teraz pytanie retoryczne, by Towarzystwo tutejsze mogło pojąć, w czym rzecz. Mianowicie, gdybyś Ty, Geppardzie, nosił w sercu osobisty uraz do Jacka Kaczmarskiego - czy miałbyś czelność krytykować Go na forum Jemu poświęconym?

Otóż Robert Gargas tę czelność ma, niedaleko pada jabłko od jabłoni. On, śladem Anity Gargas, orbituje ponad takimi szczegółami jak przyzwoitość. Pomija fakt, iż pryncypialnie gromiąc Łysiaka, stał się sędzią we własnej sprawie. Innymi słowy ma facet tupet, choć za grosz nie ma w nim klasy. (Zainteresowanym rekomenduję fragment publicystyki Łysiaka z tomu "Piórem i mieczem", strony 260-265.)

Pozwól, Geppardzie, wrócę jeszcze na moment do Zbycha, jako że jak raz odczuwam silne parcie na mocz.
"Wolność poglądów kończy się tam, gdzie zaczyna się ubliżanie innym" - oznajmił Ci, szczytując. I wielka jasność spłynęła na świat. W razie wątpliwości, posługując się kodami kulturowymi, a jakże, wyjaśni Ci też zapewne, iż kiedy Kali ukraść krowę, to źle. A kiedy Zbychu, to Wersal.
Ja się nie dziwię: tak to jest, gdy kogoś przekonano, że grubas to nie grubas, a co najwyżej jednostka puszysta nielimitowana wagowo, nieporządek to nie bałagan, tylko alternatywna aranżacja przestrzeni, zaś śmieciarz to broń Boże śmieciarz, lecz terenowy przedstawiciel przemysłu utylizacji zużytych dóbr materialnych. Ja się nie dziwię, powtórzę, gdy ktoś poddany wersalskiej indoktrynacji w te bzdury uwierzy. Nic też dziwnego, że produkuje później maszkary w rodzaju wersalskich mądrości imć Zbycha. Pełna kultura, panie, ino podziwiać, tylko czasem zwieracze puszczają, jak z tym sikaniem na Twoje biurko. No, ale widocznie jak to ma w zwyczaju sikał po wersalsku więc choć rozumie wszystko, niezręczności we własnej wypowiedzi zrozumieć nie potrafi. Czy raczej nie chce.
Ale trącał go pies.

...Wiesz co, Geppardzie? Zaczyna mnie to nużyć. Musimy w końcu zrozumieć, nieszczęśni, że my postrzegamy świat PO SWOJEMU, zaś Zbychu oraz jemu podobni rozumieją go OBIEKTYWNIE. I że w związku z tym powinniśmy jednak ustąpić tej obiektywności pola. Bowiem, rzecz ujmując subiektywnie, obiektywność Zbycha (i paru innych gamoni) dyskusji nie podlega, ona jest NIEDYSKUTOWALNA. Chcesz któryś raz z rzędu zobaczyć jak wywleka się kota za ogon, śledź ciąg dalszy, zwłaszcza wypowiedzi Zbycha. Oczywiście nie gmatwając w ripostach linii dowodowych, bo ten gotów na Ciebie napluć i nasikać, przekonując, że to z wersalskiej chmury mży.


- Przemek - 01-31-2005

Smakosz napisał(a):jako że jak raz odczuwam silne parcie na mocz.

Chyba parcie na pęcherz, bo nie wiem na czym miałoby polegać parcie na mocz .

Smakosz napisał(a):zobaczyć jak wywleka się kota za ogon

Kota też nie wywleka się za ogon, a co najwyżej odwraca ogonem.

Jak na Smakosza to zbyt poważne błędy, ale to chyba zależy czego Smakoszem jesteś.


- Geppard - 01-31-2005

Witam,
Tym razem tylko do Yaddo:
„Zacząłem szukać, czy ktoś ze znanych osób napisał coś o ostatniej książce Łysiaka. Niestety nie udało mi się nic znaleźć.”
Rzeczywiście z tego trawnika na Liberty Island (gdzie pewnie trawa nie wyrasta zbyt wysoko, tylko jest przystrzyżona) niewiele można dostrzec.
Więc postanowiłem pomóc Yaddo (niech pozna moje chrześcijańskie serce):

Powiedzieli o Łysiaku:

Krzysztof Kąkolewski

Czysty głos


Wśród gnicia postkomunizmu i stęchlizny eurosocjalizmu jedni się gną, inni łamią, a inni schną. Głos Waldemara Łysiaka zabrzmiał czysto i ma szczególne znaczenie.

Marcin Wolski

„6x9”


Dawno temu funkcjonował u nas żart o kawałach „sześć na dziewięć” – 6 lat dla słuchających i 9 dla opowiadających. Dziś w podobnych proporcjach kształtuje się stosunek tzw. elit do Waldemara Łysiaka. Sam znakomity autor objęty jest zmową milczenia (jakoś nie zauważyłem, żeby go recenzowano, nie mówiąc już o nominacjach do nagrody im. Mackiewicza, a tym bardziej „Nike”), a czytelnicy...? Czytać jeszcze mogą, ale chwalić się lekturą nie powinni.

Mimo to ośmielam się twierdzić: Łysiak wielkim pisarzem jest. Wielkim i różnorodnym. Te wspaniałe eseje o sztuce – „francuskie ścieżki” i „muzea wyobraźni”, niezrównane „napoleoniana”, sprawnie pisane powieści i opowiadania, łącznie z tymi publikowanymi pod pseudonimem, wreszcie publicystyka.

Nie jestem szczególnym miłośnikiem pamfletu jako gatunku literackiego, jednak muszę przyznać, że mało kto pisze tyle, tak ostro i tak wnikliwie o zakłamanych rewirach naszej rzeczywistości, co Waldemar Łysiak. Czyni to z takim samym ferworem jak podczas swych bonapartystycznych szarży. Namiętnie, bezkompromisowo.. I trudno, żeby zyskiwało to poklask wśród pluskiew, ujawnionych poprzez zerwanie dywanu...

Inna sprawa, że wolałbym w odpowiedzi na szarżę autora rzeczową polemikę jego przeciwników. A nie ukamieniowanie milczeniem.

Rafał Ziemkiewicz

Po prostu fenomen


W czasach gdy nawet chrupiących bułeczek nie da się sprzedać bez odpowiedniej kampanii reklamowej, każda następna książka pisarza, od lat konsekwentnie zamilczanego, z punktu staje się bestsellerem. Bez recenzji, bez promocyjnych wywiadów, nawet bez informacji, iż rzecz się ukazała. Jest to fenomen, który potrafię wytłumaczyć tylko połączeniem erudycji z wielką pasją, sprawiającym, że Łysiak, nawet jeśli się gdzieś tam omyli czy przesoli, to w sposób fascynujący.

(Wszystkie wypowiedzi pochodzą z końca grudnia 2004)

Czyli ponad miesiąc po premierze najnowszej książki pt. „Salon Rzeczpospolita Kłamców”.

Zbigniew Wilczyński

P.S. Smakoszu:
1. Gargasowie tak się w Łysiaku "zakochali", że dziwisz się, że nie mogą się od odczepić od obiektu swojego „uwielbienia”? (Nb. wszelkie poszlaki wskazują, że A.G. znowu chciała poobrażać Łysiaka na Łysiakomanii, tym razem ukrywając się pod „bezpłciowym” nickiem „44”)
2. I co ja mam zrobić z resztą „smaczków á la Kaczmarski”??


- Przemek - 01-31-2005

Geppard napisał(a):2. I co ja mam zrobić z resztą „smaczków á la Kaczmarski”??

Cour de Balanse, to Ty masz jeszcze jakieś smaczki "á la Kaczmarski"???????????


- Artur - 01-31-2005

Czy masz je w jakiejś zwartej formie? Na razie dawałeś raczej wycinki i to bez podawania źródeł Sad. Podeślij je na adres: <!-- e --><a href="mailto:anng@poczta.onet.pl">anng@poczta.onet.pl</a><!-- e --> wraz z adnotacjami skąd są i z kiedy a zamieścimy w dziale wywiady. Najbardziej mnie zafascynował przyznam ten z Sarmatii, gdzie pośrednio można zaobserwować jak powstawały programy. Jest o tym coś jeszcze?


- ann - 01-31-2005

O - ja popieram prośbę o wywiady. Przydadzą mi się do pracy 8)


- piotru - 01-31-2005

Smakoszu! Swoim ostatnim postem przywracasz mi wiarę w Ciebie z kolei. Cóż, że tylko na czas czytania postu. Ale kierunek słuszny Big Grin . Nie miejsce tu na dalsze dyskusje polityczno społeczne, kto ile zła narobił w ostatnich 15 latach. Nie to, ze nie jest to wazne i zajmujące, ale na tym forum mi sie po prostu nie chce, capisce? I tak do wielu racji mnie nie przekonasz i vice versa. Więc po co.
Ale by nie pozostawić Twoich punktów tak zupełnie bez odpowiedzi: wg mojego cieniaskiego rozumku z prawicowymi partiami w Polsce jest jeden zasadniczy problem. One nie mają żadnego przyszłościowego programu społecznego lub mają tak głupich przywódców, ze nie potrafią tego ludziom rozsądnie zaprezentować. Bo program pod tytułem, rozliczyć komuchów, masonów, cyklistów, Żydów etc. to dla mnie patrzenie jedynie wstecz, a ja bym chciał dowiedzieć się co potem. I tu zwykle nastepuje cisz, ołów w oczach i dym wali z przegrzanych mózgów. Capisce? Wszelkie postczerwone i postróżowe, centrowe etc mają jakąś wizję przyszłości. Ja się w pełni zgadzam, że w 99% albo ta wizja jest do - by nowy neologizm zastosować - do rufy :wink: , albo niemozliwa do zrealizowania. Ale jest, co - być moze robiąc wodę z mózgu - daje jakieś nadzieje masom, które głosuja. I ja do cholery chcę głosować na konkretnych ludzi, a nie na klucz partyjny. Tymczasem giertychopodobne jedyne, co mi oferują to polowanie na kryptożydostwo i pogoń za czerwonym. No fajnie! A kiedy już wszystkich przełozymy z ziemią, co potem? Wiesz? Komuna Paryska też zaczynała się pod szczytnymi hasłami. Podobnie różne przewroty w Argentynie, Chile i Hiszpanii. Ja bym chciał, zeby taki Maciarewicz nie pieprzył o rozliczeniu komuchów, lecz rozliczeniu wszystkich, niezaleznie od barwy. Bolesław Piasecki był komuchem, czy szowinistycznym endekiem? Ot dylemat, nie? To takiego rozliczmy, czy nie? Można by długo.

Do Gepparda: Jeśliś już taki fundamentalista chrześcijański, to przynajmniej nie chrzań głupot. Chrystus nie załozył zadnej religii, bo i nie miał takiego zamiaru. Wszyscy wtedy oczekiwali nadejścia Mesjasza, bo wierzyli, że koniec swiata jest bliski. Jezusa ukrzyzowali (otoczkę dogmatyczną o wniebowstąpieniu tutaj sobie odpuśćmy), wyznawcy powrotu swego Mesjasza nie doczekali się, końca dni swych tak, ale nie końca swiata swiata. Uznali, ze widać trza trochę poczekać na dni sądne ( to nie to samo, co Dzień Sądu Ostatecznego, wiesz?). Więc wyznawcy Chrystusa byli załozycielami nowej religii, Chrystusowi by to nawet do głowy nie przyszło. Był praktykujacym Żydem. I przyznają to nawet najtęższe głowy katolickie. Amen


- Geppard - 01-31-2005

Witam,
Arturze
Postanowiłem dzisiaj rozwinąć pewne „wątki” w życiorysie Twojego mistrza:

<<(...)
W tym czasie Jacek Kaczmarski daje ciągle koncerty bez względu na widownie. Śpiewa i dla opozycji jak i dla partyjnych przyjaciół ojca. Dzięki źle odczytanemu przesłaniu w tekście piosenki " Mury " staje się Bardem Solidarności i zaczyna koncertować dla środowisk opozycyjnych a jego twórczość rozprzestrzenia się w drugim obiegu.
W 1980r. bierze ślub z córką dygnitarza i zakłada własną rodzinę(...)>>

Czyli:

<<Natchniony i młody był
Spieszcie się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” napisał poeta ksiądz Twardowski. Jego słowa w tym cholernym 2004 roku nabierają szczególnego wymiaru: dopiero co Niemen, teraz Jacek Kaczmarski.
Niemena spotkałem raz w życiu, przypadkowo, za to z Jackiem łączyło mnie wiele. Dość powiedzieć, że przez dłuższy czas byłem jego menedżerem. Przyjaźniliśmy się, setki godzin spędziliśmy na niekończących się rozmowach o wszystkim i na niszczeniu kolejnych butelek ginu, za które zawsze płacił ON, bo ja w owych czasach nawet nie mógłbym pomarzyć o kupnie dolarów u cinkciarza pod Peweksem.
Zmarł Jacek po długiej, nierównej walce z chorobą, która zaatakowała to, co miał najcenniejszego - głos. Ot, taki żart Pana Boga.
Teraz zacznie się wielka, narodowa stypa po Kaczmarskim, od której dostanę torsji. Telewizja pokaże kilka programów „na okoliczność”, a na Festiwalu Piosenki Aktorskiej poświęci się MU jeden dzień. Przy okazji kilka osób opowie przed kamerami, jaki to ON był wielki i ile Polska straciła po JEGO śmierci.
Rzeczywiście był wielki, ale innym rodzajem wielkości - nie pomnika, tylko niebywałego talentu. Jacek zmarł w sobotę, a ja już od niedzieli słyszałem w telewizji i radiu, że odszedł największy bard „Solidarności”, poeta i balladzista podziemia, tworzący i śpiewający poza ówczesnym oficjalnym obiegiem. Ba... nawet wbrew niemu. Sumienie narodu!
Guzik prawda! Kaczmarski tworzył rewelacyjne teksty i jeszcze lepiej je wykonywał, ale za pieniądze. I wcale nie pytał, kto za to płaci. Często natomiast pytał, „ile płaci”, a targować to ON się umiał. Nie widzę w tym zresztą nic nagannego - talent powinien być wartością tak samo wymierną finansowo, jak jest nią na przykład umiejętność murowania prostych ścian czy perfekcyjnego spawania.
Był rok 1981. Czekałem na Jacka, marznąc na peronie. W końcu przyjechał odziany w gigantyczny kożuch. Natychmiast zażyczył sobie pokazania najlepszej knajpy i... się zaczęło.
Dlaczego o tym piszę? A dlatego, że Kaczmarski przyjechał wówczas na Podkarpacie zaproszony przez Polską Zjednoczoną Partię Robotnicza, zaś umowę na kilkadziesiąt koncertów podpisał z nim Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Pierwszy koncert w jego wykonaniu był imprezą zamkniętą i BARD grał tylko dla „nastojaszczich kamunistow”. Przyszło ich coś ze dwie setki. Po odśpiewaniu „Murów” i „Obławy” dostał nieśmiertelne goździki, a na zapleczu zaliczkę „na przeżycie”. [Wybolodowania są moje – Z.W.] Część zaliczki zaraz „upłynniliśmy” w pobliskiej restauracji.
Dawał z siebie podczas występów wszystko. Skroplony pot - dosłownie! - kapał mu z czoła na gitarę „a on wciąż śpiewał i grał”. A jednak nawet gdy wziął do ręki instrument w prywatnym mieszkaniu mojej przyjaciółki, gdzie zgromadziło się ze czterdzieści luda, zanim uderzył w struny i opowiedział nam o „Źródle”, puścił w obieg kapelusz...
Przenosiliśmy się z koncertu na koncert, przemierzając setki kilometrów w czarnej wołdze wypożyczonej przez Komitet Wojewódzki PZPR. Jacek wyłączał się na całe godziny i „pisał” teksty. Słowo pisał wziąłem w cudzysłów, bo ON układał je w głowie, mamrotał coś niezrozumiale pod wąsem, a czasem zagadnął, czy mam pomysł na jakiś sprytny rym. W ten sposób kilka słów w powstającym wówczas cyklu „Muzeum” jest mojego autorstwa. W mordę...
A jednak mimo licznych wad - materializmu, kłótliwości, skłonności do alkoholu - był wielki. Udowodnił mi to w Sandomierzu. Ktoś zorganizował tam kolejny koncert, a inny idiota w tym samym miejscu i czasie wynajął salę na wesele. Myślałem, że mnie szlag trafi, ale Kaczmarskiego nic nie trafiło. - No to co, że wesele? Zagram na weselu!
I zagrał, a podchmielone towarzystwo, które czekało na przyśpiewki „do kotleta”, nagle zamilkło, znieruchomiało i tak trwało przez półtorej godziny. Patrzyłem oniemiały na twarze słuchaczy. Nie do wiary... nikt nie nalał sobie „kolejnego”, nikt nie krzyknął „gorzko”. Później były owacje, łzy i... balanga do rana.
I taki był właśnie prawdziwy Jacek. Genialny i zwyczajny zarazem, co może bardziej podkreśla jego wielkość, niż obecne dęte panegiryki. Dajcie więc sobie, „uczeni w piśmie”, spokój z bardem „Solidarności”, z „represjami” cenzury (dostał wówczas oficjalną zgodę na koncerty), z podziemiem i songami śpiewanymi szeptem. To wszystko nieprawda. A jaka jest prawda? Taka:
„On natchniony i młody był
Ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił
śpiewał, że blisko już świt.”>>

Marek Szenborn
„Fakty i mity” nr 16 z dn. 22 IV 2004 r.

Jak skończę argumentację swojej tezy o tym, że „Łysiak miał prawo i podstawy etc.” to oczywiście, że z tego, co zebrałem nt. Kaczmarskiego w sieci i nie tylko (a trochę się tego zebrało), i co będzie się nadawało, i czego nie masz jeszcze na swojej stronie, to wyślę na podany przez Ciebie adres. Podam oczywiście pełne „namiary” źródeł, by można było zweryfikować ich prawdziwość.
(Chyba, że w międzyczasie trafi mnie jakiś „szlag”, albo ktoś zabije mnie śmiechem...)
c.d.n.

Zbigniew Wilczyński