Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Wyborcza 12 kwietnia 2014
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Wielkiego artysty nic nie zbruka
tylko kurduple muszą się pilnować

JK miał ten przywilej, że mógł nie tylko podawać rękę komu chciał
ale i popierać kogo chciał
i tak mu to było wybaczane

inna rzecz, że gestów artystów nie traktuje się do końca poważnie
ale to już inny temat
lc napisał(a):To że JK występował przed każdym, kto go chciał słuchać - jest oczywiste.

Tyle, że my wspomnieliśmy wcześniej o Gintrowskim, który, jak stwierdziłeś

lc napisał(a):od zawsze był po prawej stronie i ostro zwalczał ROAD, a potem Unię Demokratyczną, i wreszcie Unię Wolności od 1989 r! Pominę jakimi dokładnie 2 słowami nazwał Mazowieckiego w kampanii prezydenckiej 1990 r. ale zapewniam, że trudno by te słowa uznać za komplement dla pogromcy biskupa Kaczmarska

I co, ze sceny, na której występował z Kaczmarskim przez ładnych parę lat w latach 90. już nie miał tyle odwagi żeby opluwać tych przed, którymi śpiewał i co śpiewał?
Faktycznie, ostra ta walka!
Sorry, ale taki z niego wojownik mniej więcej jak Piekaraczyk :)
lc napisał(a):...JK miał ten przywilej, że mógł nie tylko podawać rękę komu chciał...
Palikot, z tego co obserwuję, również może podawać rękę komu chce. Problem tkwi raczej w tych, którzy ręki nie chcą przyjąć. Prezes publicznie odmówił już podania ręki innemu politykowi, pisowski profesor wzdraga się na samo wspomnienie, że "o mało ręki nie podał"; ciekawi mnie prywatnie, czy ci panowie przekazują bliźnim znak pokoju na wspomnienie przykazania, które im pozostawił ich Bóg...
Generalnie - opluwanie kogokolwiek ze sceny nie jest kwestią odwagi, lecz jedynie stosowności chwili

Jeżeli się gra na czyjeś zaproszenie to się tego kogoś nie opluwa bo takie są wymogi kultury - niczego więcej.
Zdarzyło mi się parokrotnie grać na imprezach ludzi z innej bajki politycznej, gdzie - skoro już przyjąłem zaproszenie - nie robiłem żadnych niestosownych uwag czy aluzji. Nie trzeba znać protokołu dyplomatycznego aby wiedzieć jak się trzeba zachować w czyimś domu.

Natomiast nie czuję żadnych oporów by na neutralnym terenie walić pięścią (to metafora rzecz jasna) prosto w twarz, tych których uważam za wrogów.
Gintrowski też zresztą nie czuł takich oporów w takich miejscach. Był ostry. Zresztą od zawsze był ostry.
A Piekarczyk to nawet często idzie jeszcze dalej niż chodził Gintrowski (ostatnio zagraliśmy dużo koncertów z nowego programu razem więc wiem o czym mówię).

A co do podawania ręki.
Mnie jest wszystko jedno co kto robi - ja tam rękę podaję wszystkim (nawet osobistym wrogom) bo z wiekiem coraz mniej się czymkolwiek przejmuję. Nie odpowiadam ani za Prezesa ani za Profesora z Krakowa - jest mi to obojętne co czynią - i tak jestem po ich stronie.

PS
przekazanie znaku pokoju nie musi odbywać się w formie podania ręki.
A co kto czuje w takich momentach... wie tylko ten co czuje i Bóg.
Zasadniczo zgadzam się z Leszkiem z jego powyższego posta. Może poza zdaniem o Piekarczyku. To bezideowy koniunkturalista, pozbawiony jakiegokolwiek sytemu wartości poza parciem do tzw. pójścia w górę. W zasadzie wszystko, co robi, robi pod publiczkę, nie z powodu jakichkolwiek przekonań - bo ich po prostu nie ma.
lc napisał(a):Generalnie - opluwanie kogokolwiek ze sceny nie jest kwestią odwagi, lecz jedynie stosowności chwili

Jeżeli się gra na czyjeś zaproszenie to się tego kogoś nie opluwa bo takie są wymogi kultury - niczego więcej.

Oczywiście, zgadzam się. Poza tym, nie bardzo wyobrażam sobie Gintrowskiego w takiej roli, to do niego nie pasuje. Natomiast, chodziło mi o samo przyjmowanie zaproszenia do występu dla gremium, z którym podobno się ostro wojuje.

Luter napisał(a):Może poza zdaniem o Piekarczyku. To bezideowy koniunkturalista, pozbawiony jakiegokolwiek sytemu wartości poza parciem do tzw. pójścia w górę. W zasadzie wszystko, co robi, robi pod publiczkę, nie z powodu jakichkolwiek przekonań - bo ich po prostu nie ma.

Ma! Przecież niejednokrotnie demonstrował swoją niechęć do niektórych Leszka piosenek, także tych mniej oficjalnych. Potrafił także ostro opluwać Macierewicza, któremu teraz z kolei przyklaskuje występując w tym środowisku. ;)
No ale o tym właśnie pisałem - że on nie ma żadnych faktycznych przekonań; kieruje się tylko tym, co w danym momencie uzna za korzystne dla niego.

Co do Gintrowskiego, to obaj oni zostali w ten występ trochę wmanewrowani. Ja natomiast w ogóle nie rozumiem w czym problem. Jeśli w ogóle, to raczej zwolennicy Kwacha czy Millera powinni mieć pretensje, że ich polityczni idole słuchali wywrotowców. Kaczmarski z Gintrowskim grali swoje piosenki, a więc to dobrze, że słuchali ich ludzie postkomuny.
W dzisiejszej Wyborczej jest wkładka (3 strony) poświęcona Jackowi.
Stron: 1 2