Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Pomyłki w odbiorze
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Błądzić jest rzeczą ludzką, ale temat nie o pomyłkach Mistrza, a naszych (nas-fanów). Nie będę pisał, że wszyscy tak mieli, ale na podstawie własnych doświadczeń mogę domniemywać, że nie tylko mnie to spotkało, że słuchając utworów Kaczmarskiego, coś źle zanotowaliśmy, przeinaczyliśmy i tak już nam zostało.

Przy pierwszym włączeniu "Korespondencji klasowej" mój umysł nie zakodował jednego przecinka i zdanie zabrzmiało mi "Kościół, nauka i praca śledzą nas...", co zważając na wskaźnik uagentowienia tych instytucji nie powinno dziwić, ale mimo wszystko raczej inne były zamiary autora.

Natomiast przy "Zmartwychwstaniu Mandelsztama" poszedłem jeszcze dalej, bo błąd nie interpunkcyjny, ale aż poważna literówka. Przez dobrych parę miesięcy byłem przekonany, że Jacek śpiewa: "Dziś wydawać znaczy - byle co drukować." Ale niech no ktoś z ręką na sercu powie, że nie miałem racji!

Szanowne forum miało podobne problemy?
Ozi napisał(a):Przez dobrych parę miesięcy byłem przekonany, że Jacek śpiewa: "Dziś wydawać znaczy - byle co drukować." Ale niech no ktoś z ręką na sercu powie, że nie miałem racji!

... I dzisiaj bym, k..a, serca nie miała ;).
Ozi napisał(a):zanowne forum miało podobne problemy?

Miało, zwłaszcza to starsze, które słuchało na początku, drugoobiegowych nagrań, bardzo często słabej jakości.
Ja miałem takich "pomyłek" w głowie całe mnóstwo, także wtedy kiedy słuchałem namiętnie nagrań, które sam rejestrowałem choćby podczas "Wojny postu z karnawałem" czy podczas "Kamieni". Robiłem to bardzo kiepskim dyktafonem i było to do tego stopnia momentami nieczytelne, że łapałem się za głowę, kiedy wiele miesięcy później, słuchałem "czystych" nagrań. A przypomnę także, iż dostęp do oryginalnych tekstów niemal graniczył z cudem. Netu nie było! ;)
Dla mnie, źródłem pierwszych kontaktów z Twórczością JK był przede wszystkim przekaz ustny (kolega z gitarą), a z tym, jak wiadomo bywa różnie, zależnie nie tylko od pory dnia i nocy...
Słowo pisane docierało, jak pamiętam, wcale nie w formie "bibuły", ale raczej zeszytów - osobistych śpiewników znajomych, które fragmentami przepisywało się do własnego, a źródłem, jak wspomniał wyżej Kuba, często były nagrania bardzo różnej (przeważnie marnej) jakości*. To też, jak łatwo się można domyślać, było swoistym generatorem błędów...
Pewnym weryfikatorem tekstów stały się wydawnictwa podziemne, które, jak się potem okazało, też nie były wolne od błędów...
Dlatego też z wypiekami powitałem pomatonowskie śpiewniki.
Konkretnych przykładów już nie pamiętam, ale sam fakt ich występowania jak najbardziej...

*Dyktafon? Dyktafony wtedy chyba jeszcze nie istniały...
Raczej nie istniały jeszcze walkmany...
Jak ktoś miał kasetowego grundiga, to często kilka osób zrzucało się dla niego na bilet, żeby tylko przyszedł na koncert ze sprzętem i nagrał (nota bene zdobycie czystej kasety też nie było łatwe, ale to już całkiem inna historia)!
pkosela napisał(a):*Dyktafon? Dyktafony wtedy chyba jeszcze nie istniały...
Raczej nie istniały jeszcze walkmany...

Na przełomie lat 80/90??
Na "Kamienie" miałem pożyczony dyktafon od koleżanki z klasy (1991rok), na MwMR oraz WPzK także :) Zanim pojawił się śpiewnik Wojny i kasety, to się słuchało zjechanych do niemożliwości własnoręcznie nagranych kaset.
Miałem na myśli czasy grundigów na koncertach.
Połowa lat 80-tych? Może nieco wcześniej...
pkosela napisał(a):Miałem na myśli czasy grundigów na koncertach.

W połowie lat 80. to ja jeszcze co najwyżej z mamą do ZOO, albo do kina na Pana Kleksa chodziłem.

Pierwszy koncert, na którym byłem, to były "Kamienie", 8 marca 91.
Co ciekawe, już kilka dni później, pod bramą UW można było dostać kasetę z tym programem. Jedną z tych publikacji mam zresztą do dziś :)
"koniec wojny trzydziestoletniej" ja usłyszałem "On strzelał, odpusty oślepły", a potem "Ona naga, o sakramenty" dziwnie mi to brzmiało, ale skoro poeta tak śpiewał...
Gorzej, że w takich "Kamieniach", nie dość, że nagranie było słabe, to jeszcze Gintrowski sam się mylił, praktycznie w każdej piosence, jak się potem okazywało, był jakiś babol. Tak więc, całość była jednym wielkim bełkotem. Dziś brzmi mi to wręcz groteskowo :)
Ja z kolei zachodziłem z głowę co to są "dobuszlaki" z zacnej piosenki JK.
"Zbezcześci zabłocony Butachaja"
"I lejemy mięsa w proszku i słodyczy" (przecież powinno być: "I lejemy mięsa w płynie i słodyczy!")
MateuszNagórski napisał(a):(przecież powinno być: "I lejemy mięsa w płynie i słodyczy!")

Ja tam się nie znam, ale na stronie jest (i ja też tak słyszę): "Ile jemy mięsa w proszku i słodyczy". ;)
Niemożliwe!
Ha! A ilu słyszy nadal w Warchole: "nie zrobili ze mnie janczara, nie uczynią też i Polaka"? :)
Ja natomiast w Przeczuciu słyszę:

przed którymi na próżno chowamy się w życie

a w Rozbitych Oddziałach:

przy stołach współczucia nurzają się w winie

:)
dodajmy tu jeszcze
poznania przekraczanie granic
i
słowa miast armat

ale o tym był kiedyś inny wątek ;P