Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: "Jacek" - film Kuby Mędrzyckiego
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Jak zapewne większość z Was wie, 20 października odbędzie się krakowski pokaz filmu dokumentalnego pt. "Jacek" w reżyserii Kuby Mędrzyckiego. Niecałe trzy tygodnie temu taki sam pokaz miał miejsce podczas wrocławskiego WSJK. Prawdę mówiąc, ciekaw opinii Forumowiczów po obejrzeniu filmu wyczekiwałem na jakąś wymianę zdań na ten temat. Tymczasem projekcja minęła zupełnie bez echa. Oczywiście nikt nie ma obowiązku nic pisać, ale smutne to, że żadne właściwie wydarzenie związane z Jackiem i jego twórczością nie wzbudza zainteresowania nawet na tym forum. Jeżeli cokolwiek jeszcze się tu dzieje, to dzięki aktywności użytkowników mniej lub bardziej związanych z tymi, którzy sami śpiewają pieśni Kaczmarskiego po różnych festiwalach. To wszystko potwierdza niestety moją opinię, że aż tak duży ruch związany z kaczmaryzmem w Internecie wynikał głównie z przypadku - choroba Jacka zbiegła się w czasie z największym wzrostem użytkowników Internetu w Polsce. Wiele osób, stawiając pierwsze kroki w sieci, trafiło akurat na akcję pomocową dla Jacka i tak się akurat złożyło, że na Liście dyskusyjnej, a później na forum, niejako uczyło się "sieci". Teraz, kiedy atrakcja wynikająca z nowych możliwości, jakie daje Internet (poznawanie nowych ludzi, organizowanie zlotów, bieżąca wymiana informacji) spowszedniała, wychodzi na jaw smutna prawda, jak wygląda tak żarliwie deklarowana niegdyś pasja pod tytułem twórczość JK. Nie jest to dla mnie specjalnie zaskakujące, ale i tak refleksja jest smutna.

Skoro już pojawił się ten temat, może jednak ktoś podzieli się wrażeniami po obejrzeniu filmu? Nie chce nikogo wywoływać do tablicy, ale... Mnie to naprawdę bardzo interesuje.

Pozdrawiam,
KN.
Mnie tez interesuje..Niestety nie widziałam i pewnie szybko nie zobaczę, bo do Polski rzadko teraz zaglądam. Na fb było chyba parę komentarzy. Ja wole poczekać, aż uda mi się zobaczyć i wyrobić własne zdanie. Podzielę się nim oczywiście.

pozdrawiam
e.
Luter napisał(a):Skoro już pojawił się ten temat, może jednak ktoś podzieli się wrażeniami po obejrzeniu filmu? Nie chce nikogo wywoływać do tablicy, ale... Mnie to naprawdę bardzo interesuje.
Nawet dla w miarę zaawansowanego kaczmarofila film Kuby stanowi jakąś wartość dodaną - zwłaszcza ze względu na dobór "gadających głów".
Spory plus za B. Krydę - mówi ciekawie, a dotychczas nigdzie chyba nie można było usłyszeć jej wypowiedzi o JK
Również T. Kopeć nie był nadmiernie eksploatowany.
Z punktu widzenia realizacyjnego nie ma się do czego przyczepić - film ogląda się przyjemnie.

Warto chyba podkreślić, że nie jest to jakiś całościowy film biograficzny (typu urodził się itd.) - bardziej taki przyczynek do legendy o Kaczmarze ;)
Dla mnie to na pewno jeden z lepszych (a może i najlepszy - ciężko mi porównać, bo inne widziałem sporo wcześniej) film kaczmarofilski.

Pozdrawiam
Z.
Na profilu fejsowym WSJK wypowiadało sie kilkanaście osób, więc to nie jest tak, że film przeszedł zupełnie bez echa.
Przypomne więc moje wrażenia.
Oczywiście jest niedosyt, ale to i nieuniknione, i zrozumiałe.
Sądzę, że film jest bardzo nierówny - obok ciekawych wątków, wartościowych merytorycznie rozmówców - pojawiają się zupełnie zbędne wypełniacze. Całkowicie niezrozumiały (poza ewentualną "atrakcyjnością marketingową) jest dla mnie udział Jerzego Urbana oraz marszałka Borusewicza - obaj panowie nie mieli do powiedzenia nic ciekawego, pletli banały.
Natomiast osobne filmy można by zrobic z rozmówcami: Jarosław Lindenberg, Tomasz Kopeć, Krzysztof Nowak czy Jacek Majewski - to najlepsze fragmenty filmu.
Zabrakło - wg mnie - Stanisława Elsnera Załuskiego oraz Roberta Siwca.
Najbardziej przejmujące momenty to serwis Radia Zet oraz relacja Majka o ostatniej rozmowie.
Natomiast najważniejszy moment filmu - to relacja Lutra, po raz pierwszy chyba medialnie wyrazona wprost, kawa na ławe, prawda o okolicznościach rzekomego nawrócenia Jacka oraz teatru, jaki odstawiały środowiska katoprawicowe wokół tego faktu.
Dadam tez, po rozmowach z uczestnikami Salonu, że film jest bardzo wazny dla młodych kaczmarofili - adeptów. Siłą rzeczy - nie sa oni zbyt zaznajomieni z biografią Jacka, a to mieli okazję posłuchac o pewnych sprawach niejako "od zaplecza".
Film jest zatem bezdyskusyjnie wazny i potrzebny.
Dzięki za miłe słowa!
Pozwolę sobie odnieść się jednak do paru poruszonych kwestii.

Michał Wilgocki napisał(a):Miałem też takie techniczne wrażenie, że trochę za dużo było Lindberga i Kopcia, przez co cały dokument trochę tracił na dynamice.

Lindenberga nigdy za dużo! :) Jak słusznie, zauważył Simon, Jarosław Lindenberg to jedna z tych osób, z którymi można by nakręcić osobny co najmniej godzinny film. Naprawdę, "wyciągnięcie" z całego materiału z Jarosławem tego co ostatecznie ma się znaleźć w filmie, było bardzo trudne. Przyznaję, że w trakcie montażu, odstawiliśmy na 2 godziny "robotę" i sami z przyjemnością obejrzeliśmy jeszcze raz cały materiał z Lindenbergiem. Jedno jest pewne - na pewno nie można tego tak zostawić i nie wykorzystać tego w przyszłości ;)
Co zaś się tyczy Kopcia, to po kolejnym obejrzeniu filmu, jestem skłonny zgodzić się z Michałem.

Zeratul napisał(a):Spory plus za B. Krydę - mówi ciekawie, a dotychczas nigdzie chyba nie można było usłyszeć jej wypowiedzi o JK

To w ogóle bardzo ciekawa i niezwykle mądra i skromna osoba. Aczkolwiek, namówienie Jej do wypowiedzi przed kamerą, nie należało do łatwych rzeczy :)

Simon napisał(a):Sądzę, że film jest bardzo nierówny - obok ciekawych wątków, wartościowych merytorycznie rozmówców - pojawiają się zupełnie zbędne wypełniacze. Całkowicie niezrozumiały (poza ewentualną "atrakcyjnością marketingową) jest dla mnie udział Jerzego Urbana oraz marszałka Borusewicza - obaj panowie nie mieli do powiedzenia nic ciekawego, pletli banały.

Nie nazwałbym wypowiedzi Urbana banałami. Chciałem, aby to była pewnego rodzaju ciekawostka, smaczek. Zresztą, do rozmowy z panem Jerzym, można powiedzieć, natchnął mnie Jacek Majewski, który opowiedział mi o jakimś spotkaniu Jacka z nim, zaraz po przyjeździe w 1990. Byłem ciekaw i chciałem się o tym dowiedzieć u źródła. Wydawało mi się, że taki epizod może być ciekawy. A czy on tam mówi prawdę, mówi jak faktycznie było, to już inna sprawa. Poza tym, uznałem że będzie to można po prostu przepleść z fragmentem "Wczasów...". W ten sposób Urban stał się chcąc nie chcąc, w filmie elementem łączącym etap RWE z "powrotem" Jacka do Polski.

Simon napisał(a):Zabrakło - wg mnie - Stanisława Elsnera Załuskiego oraz Roberta Siwca.

Wiesz, zabrakło wielu osób. Można by jeszcze długo wymieniać, ale jak wspominałem wiele razy, ten film trwałby wtedy ze trzy razy dłużej. I oczywiście, zawsze niezwykle trudną kwestią jest wyważenie tego kto jest ciekawszy, ważniejszy i bardziej niezbędny w całej opowieści. Jakąś drogę eliminacji przeprowadzić trzeba. A jest ona bardzo trudna. Dodam jeszcze, że i tak zrezygnowaliśmy jeszcze z dwóch osób, których wypowiedzi są zarejestrowane. Ale, kto wie, może kiedyś jeszcze uda się je wykorzystać.
Michał Wilgocki napisał(a):Chodzi o opowieść o laptopie, który nie spełniał wymagań JK i Majewski mówiący: "Ten incydent zakończył naszą znajomość". Bardzo przygnębiający fragment, zwłaszcza, że jest pod sam koniec filmu i Kuba trochę zostawia nas z takim okropnym wizerunkiem JK.

To rzeczywiście przygnębiające, zwłaszcza, że ten fragment filmu fałszuje rzeczywistość. Ściślej: zostaje tam powiedziana prawda, tyle że nie cała. Rzeczywiście bowiem osławiony laptop się zepsuł. Tyle tylko, że do naprawy tego laptopa wezwany został miejscowy informatyk, który po obejrzeniu go stwierdził, że jest on wart mniej niż połowę sumy, którą Jacek za niego Majkowi zapłacił. Jacek poczuł się oszukany i to było przyczyną zwymyślania Majka przez telefon, a nie fakt, że laptop się zepsuł.
Majek puentuje swoją opowieść mówiąc, że posądzenie Jacka jest tym bardziej przykre, że przez lata współpracy Majek wielokrotnie dał dowody uczciwości. Tyle że to przecież właśnie dlatego Jacek aż tak się zdenerwował. Uważał, że od osoby, z którą przez lata współpracował, miał prawo oczekiwać, że nie zostanie potraktowany jak standardowy klient, z którego zdziera się tyle, ile się da.
Żeby była jasność: osobiście staram się nie osądzać, czy cena, jaką Jacek zapłacił za tego laptopa, była adekwatna, średnio zawyżona czy bardzo zawyżona. Jak wiadomo, żyjemy w świecie cen umownych i ta sama rzecz może kosztować bardzo różnie. Naprawdę jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że Majek sprzedał Jackowi tego laptopa po tej, a nie innej cenie w dobrej wierze i bez poczucia, że robi Jacka w balona. Jednak to nie zmienia faktu, że Jacek poczuł się oszukany, kiedy usłyszał wycenę sprzętu dokonaną przez osobę trzecią, a nie tym, że laptop się zepsuł. Tak więc film, "zostawiając nas z takim okropnym wizerunkiem JK", uczciwie tej sprawy niestety nie przedstawia. Majek nie mówi całej prawdy, a Kuba tego w żaden sposób nie prostuje. Dlaczego? Takich pytań można zadać więcej, o czym za chwilę.

Michał Wilgocki napisał(a):Mimo tego przygnębienia, uważam, że umieszczenie tej wypowiedzi to dobry pomysł.

A ja wprost przeciwnie: uważam, że umieszczenie tej wypowiedzi w takiej formie, czyli w formie podania półprawdy bez dodania jakiegokolwiek komentarza pokazującego druga stronę medalu jest po prostu nieuczciwe i niezasłużenie robi z Jacka pieniacza, kreśląc jego fałszywy "okropny wizerunek".

Simon napisał(a):Całkowicie niezrozumiały (poza ewentualną "atrakcyjnością marketingową) jest dla mnie udział Jerzego Urbana oraz marszałka Borusewicza - obaj panowie nie mieli do powiedzenia nic ciekawego, pletli banały.

A co ciekawego miał do powiedzenia Daniel Olbrychski? Chyba jeszcze mniej niż wymienieni przez Ciebie panowie. A jednak w filmie się znalazł. Dlaczego?

Trzecie duże "dlaczego" jest moim zdaniem takie: Jacek dał tysiące koncertów, z których dziesiątki zostały zarejestrowane. Wśród tych tysięcy było kilka (a może nawet kilkanaście) mniej udanych czy wręcz zawalonych. Spośród tych zawalonych zarejestrowane są podajże dwa - Między nami w Teatrze Powszechnym i Live w hali "Olivii" w Gdańsku. Wśród niewielu fragmentów muzycznych, które pojawiają się w filmie, a dosłownie dwóch czy trzech, na których widać Jacka, umieszczony został również ten z hali "Olivii", gdzie Jacek przerywa Obławę. Mocny to fragment i spektakularny, jak również prawdziwy ("tak było!"). Umieszczenie go w takim kontekście jak to zrobiono w filmie (zestawienie z wypowiedziami Teresy Poprawy i Tomasza Kopcia), a szczególnie w takiej proporcji (jeden z kilku fragmentów pojawiających się w filmie) stwarza wrażenie, że jakość artystyczna występów Jacka była dość mierna ze względu na problemy z alkoholem. A przecież jest to obraz całkowicie fałszywy - jakość artystyczna występów Jacka to jedna z najjaśniejszych stron jego kariery scenicznej, a występy nieudane to absolutny margines, który można policzyć na palcach jednej ręki. Dlaczego więc spośród trzygodzinnego filmu z trasy Live Kuba wybrał akurat ten kilkunastosekundowy fragment?

Odpowiedź na wszystkie trzy wyżej wymienione "dlaczego" jest moim zdaniem następująca: bo zadziałała prawidłowość tabloidu. Dziś w opinii ludzi związanych z mediami (w tym w opinii Kuby) istnieje takie przekonanie, że interesujące jest tylko to, co sensacyjne, obrazoburcze, odbrązowiające, ujawniające wstydliwe dla kogoś fakty, wreszcie: złe. Nikt nie podaje w wiadomościach, ile dzieci poszło dziś do szkół i czego się nauczyło. Podaje się natomiast do znudzenia i ze szczegółami, gdzie był jaki wypadek, ile dzieci zginęło i jak wyglądały otrzęsiny z salezjańskim gimnazjum. Ten mechanizm myślenia jest tak powszechny, że nie ma chyba sensu szerzej go wyjaśniać. I temu myśleniu nie udało się oprzeć Kubie. W efekcie:

Simon napisał(a):Film jest zatem bezdyskusyjnie wazny i potrzebny.

Zgadzam się z tym całkowicie. Szkoda tylko, że przez kilka niepotrzebnych zafałszowań sam obniżył swoją rangę.
Gdzie odbędzie się pokaz filmu?
Kilka uwag odnośnie filmu:
- bardzo ciekawe wypowiedzi Jarosława Lindenberga (zresztą po lekturze jego "wspomnień" trudno było spodziewać się czegoś innego)
- świetnie, że udało się dotrzeć do Piotra Gieraka - zawsze mnie ciekawiło kto zacz i jak potoczyły się jego losy - i Barbary Krydy
- nie rozumiem pomysłu na początek filmu, tego pasażu krótkich migawek - pierwszy raz zobaczyłem film, który zaczynał się własnym trailerem.
- film wydaje się nierówno rozkładać akcenty. Z jednej strony trasę (/trasy?) z początków lat 90 poznajemy relatywnie dokładnie (fragment koncertu, kilka rozmów), z drugiej - nikt nawet nie wspomina o emigracyjnych trasach JK (RPA, USA)
- tym bardziej dziwi poświęcanie czasu na (nie mam tu oczywiście pretensji do wypowiadających się osób) wypowiedzi marszałka Borusewicza czy rzecznika Urbana. Wygląda to tak, jakby do grupy postaci bardzo istotnych dodano "na doczepkę" kilka osób z punktu widzenia meritum - nieistotnych, ale za to publicznych.

Podsumowując: film zobaczyłem z przyjemnością i zainteresowaniem, ale wydaje mi się, że "Jacek" bardziej otworzył temat adekwatnego dokumentu o życiu JK, niż go zamknął.

Krajan napisał(a):Gdzie odbędzie się pokaz filmu?

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.piosenkaztekstem.pl/wydarzenia/2012/10/20/projekcja-filmu-dokumentalnego-jacek/">http://www.piosenkaztekstem.pl/wydarzen ... ego-jacek/</a><!-- m -->
Luter napisał(a):A co ciekawego miał do powiedzenia Daniel Olbrychski? Chyba jeszcze mniej niż wymienieni przez Ciebie panowie. A jednak w filmie się znalazł. Dlaczego?

Zamysł z udziałem pana Daniela był taki, że miał on opowiedzieć o czasach emigracyjnych, kiedy to miał kontakt z Jackiem. Niby coś powiedział, ale faktycznie, nie było to nic ani odkrywczego, ani rzucającego na kolana. Natomiast, skoro udało nam się umówić z Olbrychskim i nakręciliśmy jego ponad godzinną wypowiedź, to szkoda było tego nie wykorzystać. Zwłaszcza, że moim zdaniem, takiej formie dokumentu jak "Jacek", że tak powiem, nie zaszkodzi obecność znanych twarzy i silnych osobowości(to samo dotyczy choćby Urbana), bo w przeciwnym razie wyszłoby nudziarstwo, które wytrzymałaby garstka fanatyków JK.

Luter napisał(a):Spośród tych zawalonych zarejestrowane są podajże dwa - Między nami w Teatrze Powszechnym i Live w hali "Olivii" w Gdańsku. Wśród niewielu fragmentów muzycznych, które pojawiają się w filmie, a dosłownie dwóch czy trzech, na których widać Jacka, umieszczony został również ten z hali "Olivii", gdzie Jacek przerywa Obławę. Mocny to fragment i spektakularny, jak również prawdziwy ("tak było!")

Ten fragment, o którym wspominasz, faktycznie odnosi się, ilustruje wypowiedzi Teresy Poprawy i Tomka Kopcia. Można oczywiście zarzucać, że to były tylko epizody, że większość koncertów odbywała się bez "potknięć". Oczywiście, wiem że tak było. I o tym też mówią wypowiadający się na temat trasy. Ten fragment to po prostu pewnego rodzaju ciekawostka, na zasadzie - tak też było! Poza tym, ów fragment pochodzi z niepublikowanych jak dotąd materiałów. Pokazywanie z nich fragmentu poprawnie wykonanej Obławy czy innego Czołgu, byłoby bez sensu. Po pierwsze, jakość tego materiału jest fatalna, po drugie przecież zapis Live jest ogólnie dostępny i to w dobrej jakości.
Podobną ciekawostką jest przecież umieszczenie migawek choćby z więzienia w Siedlcach. Trochę dla równowagi, jeśli komuś już tak bardzo się nie podoba umieszczenie tej nieszczęsnej obławy z Live :)

DX napisał(a):nie rozumiem pomysłu na początek filmu, tego pasażu krótkich migawek - pierwszy raz zobaczyłem film, który zaczynał się własnym trailerem

Tak? No, ja widziałem ich kilka. Sam tego nie wymyśliłem :)

DX napisał(a):Z jednej strony trasę (/trasy?) z początków lat 90 poznajemy relatywnie dokładnie (fragment koncertu, kilka rozmów), z drugiej - nikt nawet nie wspomina o emigracyjnych trasach JK (RPA, USA)

A kto miałby o tym opowiedzieć?
Tak jak wspominałem wcześniej, można się przyczepić, że w filmie nie ma paru innych ważnych fragmentów z życia Jacka. Ale powtórzę to po raz kolejny - albo film wówczas musiałby trwać ze trzy godziny, albo absolutnie wszystko traktować po łebkach. Zawsze kwestia wyważenia, rozłożenia akcentów - czego więcej, a czego mniej jest trudną sprawą. Zbiór tych wypowiedzi jest oczywiście moim subiektywnym wyborem, co zrobić, wszystkim ciężko dogodzić.
Chciałem jeszcze dodać, że wszelkie uwagi przyjmuję z pokorą i pewnie przyczynią się one do wyciągnięcia wniosków przy ewentualnej następnej produkcji :).

Krajan napisał(a):Gdzie odbędzie się pokaz filmu?

Tu, na końcu tez jest informacja:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.youtube.com/watch?v=--PJv3mLncM">http://www.youtube.com/watch?v=--PJv3mLncM</a><!-- m -->
Obejrzałem*.
W moim odczuciu nikogo nie było za dużo, nic - no może poza panem Danielem, ale jego rola była inna** - nie "spowalniało" filmu.
A kogo zabrakło? Moim zdaniem - a uważam, że film miał ukazać Jacka, jakim odbierała Go "nierodzina" - zabrakłoby... rodziny, ale...
Ale gdyby formuła filmu była inna. A sokoro była jaka była, to listę gości wprawdzie można by powiększyć o kilka nazwisk, ale to już decyzje*** Kuby, który i tak zapewne musiał z bólem serca skracać materiał do ram ostatecznych.

Wszystko mi się natomiast podobało - i wypowiedzi, i montaż, i obraz, i głos i sam pomysł wreszcie. Dziękuję Kubo!****

------
* dzięki uprzejmości naszego kolegi forumowego, a że był to pokaz prywatny, to Autor filmu chyba nie będzie Mu miał tego za złe? ;)
** przy całym szacunku dla zaproszonych gości, zawsze trzeba "nazwisk", aby - przynajmniej dla pewnej grupy potencjalnych odbiorców - uatrakcyjnić film.
***lub odmowa/niemożność odnalezienia innych
****dziękuję też profesjonalistom, którzy zadbali aby ton był czysty i obraz jak żyleta, a bez których obraz ten mógłby zostać wepchnięty najwyżej na YouTube, a tak - dzięki ich pracy - czekam na emisję co najmniej w TVP Kultura.
Byłem na wczorajszym pokazie w Warszawie i mi również "Jacek" się podobał. Zauważyłem, że kilka rzeczy wyglądało w praktyce nieco inaczej, niż się, po tej krótkiej dyskusji, spodziewałem.

1. Daniel Olbrychski w ogóle mi nie przeszkadzał. Jego wtręty to z jednej strony góra banałów, jednak odnosiłem wrażenie, że słucham postaci, która naprawdę rozumie geniusz Kaczmarskiego. Nie wiem, czy potraktował to jako zadanie aktorskie, ale oglądałem go z przyjemnością.
2. Jerzy Urban - jak wyżej. Rozumiem, że Pan z końca sali nienawidzi Urbana tak mocno, że najchętniej wymazałby go z rzeczywistości, jednak pytanie o celowość jego krótkiej wypowiedzi wydaje mi się zupełnie nietrafiona. Anegdota o piosence i lekko lekceważąca wypowiedź Urbana "w ogóle nie wiedziałem, kto to jest" nie zabrała wiele czasu, a była ilustracją rodzaju napięcia na linii Jacek - Władza.
3. Z zarzutem o sensacyjnym sposobie przedstawienia alkoholizmu JK w tym filmie - również nie mogę się zgodzić.

Z całego filmu najbardziej podobała mi się końcówka. O ile całość miała raczej suchą i sztywną formę, a reżyser zdawał się powstrzymywać ;) od odreżyserskich komentarzy, o tyle przedstawienie sprawy nieszczęsnego chrztu przez zmontowanie dwóch sprzecznych wypowiedzi było majstersztykiem. Rzeczowa, celna i wiarygodnie skonstruowana wypowiedź KNa skontrastowana z łudzeniem magiczną nadrzeczywistością pana Lindenberga nabrała takiej mocy, że powiadam - gdybym nawet był gorliwym katolikiem, to bym w świadomy chrzest Jacka Kaczmarskiego nie uwierzył.
Tak, Jarosław Lindenberg nieświadomie, jak się zdaje, stał się przykładem ilustrującym mechanizm rozprzestrzeniania się mitu, który jest dla ludzi po prostu bardziej atrakcyjny niż rzeczywistość. Potrzeba potwierdzenia własnych wyobrażeń dotyczących porządku świata skłania do wygodnej dla siebie interpretacji, choćby wbrew oczywistym faktom. Poeta — człowiek-symbol, szczególnie chętnie wtłaczany jest w ramy stereotypu. Ten mechanizm opisał zresztą Jacek w utworze Samobójstwo Jesienina:

Lecz znajoma Rosjanka macha na to ręką:
Zbrodnia dla niej – zwykłością, samobójstwo – męką.
Dać się zabić to klęska, słabość i pokora,
W samobójstwie poety – czyn i metafora!


Nawiasem mówiąc sądzę, że to akurat nie był rozmyślny zabieg reżyserski. Kuba miał do dyspozycji takie dwie wypowiedzi dotyczące chrztu, więc je ze sobą zestawił. A że tak ładnie one ze sobą się skontrastowały, to już kwestia przypadku.
MateuszNagórski napisał(a):2. Jerzy Urban - jak wyżej. Rozumiem, że Pan z końca sali nienawidzi Urbana tak mocno, że najchętniej wymazałby go z rzeczywistości, jednak pytanie o celowość jego krótkiej wypowiedzi wydaje mi się zupełnie nietrafiona. Anegdota o piosence i lekko lekceważąca wypowiedź Urbana "w ogóle nie wiedziałem, kto to jest" nie zabrała wiele czasu, a była ilustracją rodzaju napięcia na linii Jacek - Władza.

Powiem więcej. Wolę Urbana niż nawiedzonych, którzy również się pojawili w filmie.
Stary, ale to nie jest kwestia kogo ogólnie bardziej lubisz, tylko kto wnosi coś do opowieści o Jacku. Urban nie wnosi kompletnie nic (podobnie jak Olbrychski, który, nawiasem mówiąc, nawet nie kojarzy, że to nie Jacek, a Wysocki zmarł młodziej, bo w wieku 42 lat) i stąd uprawnione jest podejrzenie, że jego obecność w filmie podyktowana jest względami li tylko koniunkturalnymi (jest to znana twarz, co jakoś tam sugeruje, że producent filmu sroce spod ogona nie wypadł). Żeby jednak oddać Kubie sprawiedliwość, trzeba napisać, że podejrzenie to, choć uprawnione, nie jest w stu procentach celne. Osoby lepiej zaznajomione z twórczością Jacka wiedzą bowiem, że jest on autorem dwóch utworów w jakiś sposób Urbanowi poświęconych (Wizyta w PRL na zaproszenie rzecznika rządu oraz Polityczne epitafium dla kandydata). Co więcej - w latach 80. dość pokaźną część swojej działalności Urban poświęcał na dyskredytowanie tzw. wrogich rozgłośni, czyli m.in. RWE. Oczywiście te wszystkie fakty są Kubie doskonale znane, stąd wzięcie do filmu Urbana nie jest merytorycznie zupełnie nieuzasadnione. Inną z kolei sprawą jest to, że obecność Urbana rozczarowuje, bo nie mówi on nic ciekawego (nic nie pamięta albo udaje, że nie pamięta, chcąc w ten sposób jeszcze dziś umniejszyć ważność opozycyjnego radia). Samo dotarcie do Urbana jest więc jak najbardziej chwalebne, natomiast po rozmowie z nim należało poważnie rozważyć, czy dawanie go do filmu ma sens. Zadziałał, jak mniemam, mechanizm, że skoro już jest nagrany, to pokażmy go.

MateuszNagórski napisał(a):Z zarzutem o sensacyjnym sposobie przedstawienia alkoholizmu JK w tym filmie - również nie mogę się zgodzić.

Weź poprawkę na to, że jesteś wytrawnym znawcą życia i twórczości JK, w związku z czym film ten nie jest dla Ciebie źródłem nowych ważnych informacji, a tym bardziej źródłem kształtowania wizerunku Jacka. Oczywiście trudno spekulować, jaki wizerunek stworzyłby sobie w głowie widz nie wiedzący zbyt wiele o bohaterze filmu, ale należy raczej zakładać, że nieco inaczej odebrałby część poświęconą trasie Live.
I to jest właśnie to, co w zarzutach o wykorzystaniu tematu alkoholizmu w celu podwyższenia atrakcyjności filmu do mnie zupełnie nie przemawia.

Jeśli zakładamy, że film ma spełniać jakąkolwiek rolę w kreowaniu wizerunku, to przecież te 7 minut w kontrze do pozostałych 43 w najgorszym przypadku pozostawi (stereotypowe) wrażenie, że mamy do czynienia z wrażliwym geniuszem. Ten nieszczęsny alkoholizm może wydawać się niebezpieczny znawcom tematu, bo potencjalnie może przysłonić to, co ważne - rozumiem to. Ale to jest taki rodzaj łaty, która w kontekście całego filmu nie wydaje mi się tak szkodliwa, jak się tego obawiasz. W przeciętnym Kowalskim pozostanie skojarzenie "Jacek Kaczmarski - rodzaj tragicznego geniuszu", a nie "Jacek Kaczmarski - facet, który zapijał się tak, że nie mógł dokończyć piosenki".

Oczywiście, jeśli dla kogoś jedynym źródłem informacji o JK będzie ten film, to zarówno przyczyny geniuszu, jak i tragizmu będę zinfantylizowane. Taki stan rzeczy jest chyba jednak nie do uniknięcia, bez samodzielnego zgłębienia się w twórczość Artysty.
Obyś miał rację, Mateuszu, ale nie mogę się zgodzić z argumentem "matematyczno-statystycznym":
MateuszNagórski napisał(a):...przecież te 7 minut w kontrze do pozostałych 43 w najgorszym przypadku pozostawi...
Czasem jedna scena z filmu pozostaje tą jedyną zapamiętaną!
Maćku - masz rację! Źle to przedstawiłem, bo nie chodziło mi o czystą statystykę. Chodziło mi o połączenie tej statystyki z odczuciem, że ten fragment i tak rozmywa się w całości i nie jest nadmiernie eksponowany. Stąd teza, że moim zdaniem nie ma i nie będzie żadnej krzywdy i tragedii.

Poza tym... mam nadzieję, że zarzut o przekłamaniu rzeczywistości w filmie funkcjonuje jedynie dlatego, że jest to film dokumentalny i od takiego wymaga się możliwie najbardziej rzetelnego przedstawienia rzeczywistości. O ile się z tym nie zgadzam, o tyle mogę taki punkt widzenia zrozumieć.

Ciekaw jest jednak, czy ten sam zarzut pojawiłby się w przypadku filmu fabularnego, dla którego kluczem byłby alkoholizm Jacka Kaczmarskiego.
Luter napisał(a):Inną z kolei sprawą jest to, że obecność Urbana rozczarowuje, bo nie mówi on nic ciekawego (nic nie pamięta albo udaje, że nie pamięta, chcąc w ten sposób jeszcze dziś umniejszyć ważność opozycyjnego radia).

i kłamie, bo twierdzenie byłego rzecznika rządu, który musiał być na bieżąco z RWE (w którym JK był dość aktywny), że nie wiedział kto to taki Kaczmarski jest niepoważne.
Luter napisał(a):Jednak to nie zmienia faktu, że Jacek poczuł się oszukany, kiedy usłyszał wycenę sprzętu dokonaną przez osobę trzecią, a nie tym, że laptop się zepsuł. Tak więc film, "zostawiając nas z takim okropnym wizerunkiem JK", uczciwie tej sprawy niestety nie przedstawia. Majek nie mówi całej prawdy, a Kuba tego w żaden sposób nie prostuje. Dlaczego?

Mi by wystarczyło podanie jaki to był laptop, ile kosztował i w którym roku kupiony, reszta by była chyba banalnie prosta do oceny :)
Luter napisał(a):Nawiasem mówiąc sądzę, że to akurat nie był rozmyślny zabieg reżyserski. Kuba miał do dyspozycji takie dwie wypowiedzi dotyczące chrztu, więc je ze sobą zestawił. A że tak ładnie one ze sobą się skontrastowały, to już kwestia przypadku.

Poniekąd to prawda - nie miałem gotowej tezy, której użyłem w ostatecznym montażu, a jedynie miałem dwie wypowiedzi na temat chrztu. Oczywiście, obie zestawione ze sobą, "ładnie zabrzmiały", ale nie powiedziałbym, iż była to kwestia przypadku. Po prostu dobrze się ze sobą komponowały.

Luter napisał(a):Urban nie wnosi kompletnie nic

Wiesz, podchodząc tak do tematu to można powiedzieć, ze nikt oprócz dwóch, trzech osób, nie wnosi nic do opowieści o Jacku. Urban może faktycznie nic konkretnego nie powiedział, ale swoją wypowiedzią buduje jakąś tam dramaturgię przekazu. Jest postacią barwną i też nie wziął się tam absolutnie bez powodu.

Luter napisał(a):Osoby lepiej zaznajomione z twórczością Jacka wiedzą bowiem, że jest on autorem dwóch utworów w jakiś sposób Urbanowi poświęconych (Wizyta w PRL na zaproszenie rzecznika rządu oraz Polityczne epitafium dla kandydata).

Ano właśnie, nie wspominając już o tym, że o Urbanie Jacek wielokrotnie się wypowiadał, czy to w wywiadach, czy innych publikacjach.

Luter napisał(a):Samo dotarcie do Urbana jest więc jak najbardziej chwalebne, natomiast po rozmowie z nim należało poważnie rozważyć, czy dawanie go do filmu ma sens. Zadziałał, jak mniemam, mechanizm, że skoro już jest nagrany, to pokażmy go.

Nie, nie ten mechanizm akurat tu zadziałał. Uważam, że wypowiedzi Urbana są po prostu w większości zabawne. A to nadaje kolorytu całej opowieści. Poza tym, stały się niejako elementem spajającym etap końca lat 80. i powrót Jacka do Polski w roku 1990.

Luter napisał(a):podobnie jak Olbrychski, który, nawiasem mówiąc, nawet nie kojarzy, że to nie Jacek, a Wysocki zmarł młodziej, bo w wieku 42 lat) i stąd uprawnione jest podejrzenie, że jego obecność w filmie podyktowana jest względami li tylko koniunkturalnymi (jest to znana twarz, co jakoś tam sugeruje, że producent filmu sroce spod ogona nie wypadł

Z Olbrychskim to akurat był mój pomysł.

MateuszNagórski napisał(a):Chodziło mi o połączenie tej statystyki z odczuciem, że ten fragment i tak rozmywa się w całości i nie jest nadmiernie eksponowany. Stąd teza, że moim zdaniem nie ma i nie będzie żadnej krzywdy i tragedii.

Oczywiście. Wydaje mi się, że udało się zachować jednak jakieś sensowne proporcje. Owszem, pokazaliśmy Jacka w krytycznym momencie, ale na boga, to przecież nie determinuje przekazu!

Swoją drogą, wydaje mi się, że nam fascynatom twórczości JK zawsze będzie się wydawało, że można było "lepiej" pokazać Jacka, aby nie było zarzutów o "rozprzestrzenianie mitu", ale pewnych rozwiązań ciężko uniknąć. I tu pojawia się też taka kwestia, że balansujemy na pograniczu prawdy i groteski/laurki. Ja, który dałbym wiele, aby Jacek wciąż z nami był, aby nigdy nie miała miejsca ta nieszczęsna data 10 kwietnia 2004, wydaje mi się, że udało mi się jakoś od tego "uwolnić" i skleciłem z tych wszystkich "gadających głów" obraz, który nie jest ckliwą próbą pokazania życia Jacka, ani jakimś tanim wyciskaczem łez.
Można też zarzucać osobom wypowiadającym się, że nie wnoszą nic nowego/ciekawego do opowieści, ale... film jak już wspomniałem wcześniej, musiałby się opierać o wspomnienia dwóch, może trzech osób.
W każdym razie, dzięki za wszelkie opinie na temat tej mojej próby pokazania życia Jacka.
Kuba Mędrzycki napisał(a):
Luter napisał(a):Urban nie wnosi kompletnie nic
Wiesz, podchodząc tak do tematu to można powiedzieć, ze nikt oprócz dwóch, trzech osób, nie wnosi nic do opowieści o Jacku.

Nie no, nie popadajmy w skrajności! W filmie występują głównie osoby, które wspominają konkretne wydarzenia czy sytuacje bezpośrednio związane z życiem tudzież karierą artystyczną bohatera filmu. I wszystkie te osoby - niezależnie od tego, czy wspominają coś bardzo ważnego czy też tylko jakiś mało istotny epizod - tworzą żywy obraz bohatera filmu, będąc świadkami rozmaitych momentów jego życia. W tym tkwi zresztą wielka wartość tego filmu - że utrwala on dla potomności wspomnienia żywych świadków. W żadnym więc wypadku nie można powiedzieć, że oprócz dwóch-trzech osób nikt nie wnosi nic ciekawego! Moim zdaniem nawet Barbara Hollender coś tam wnosi, bo wspominając tamte czasy mówi, jak pamięta ówczesną atmosferę i Jacka. Nie wnosi nic Urban (zwłaszcza, że to, co mówi, jest wątpliwej wiarygodności), Olbrychski (bo nic kompletnie nie wie o Jacku, nie zna jego twórczości, a widział go może trzy razy w życiu, więc równie dobrze można byłoby wziąć Jandę, Opanię albo Stuhra) i Borusewicz (bo z niezrozumiałych dla mnie powodów pamięta Jacka bardzo powierzchownie; w każdym razie jego wypowiedzi w filmie słucham z zażenowaniem). Cała reszta jednak wnosi, co do tego nie ma dyskusji.


Kuba Mędrzycki napisał(a):Ano właśnie, nie wspominając już o tym, że o Urbanie Jacek wielokrotnie się wypowiadał, czy to w wywiadach, czy innych publikacjach.

Tak, i to zdecydowanie uzasadnia Twoje zainteresowanie Urbanem jako rozmówcą do filmu. Ale po tym, co powiedział (czyli nic), można naprawdę było sobie darować jego udział.

Kuba Mędrzycki napisał(a):Uważam, że wypowiedzi Urbana są po prostu w większości zabawne. A to nadaje kolorytu całej opowieści. Poza tym, stały się niejako elementem spajającym etap końca lat 80. i powrót Jacka do Polski w roku 1990.

No niby można tak to tłumaczyć, choć będę się upierał, że sens udziału Urbana jest jednak wątpliwy.

Kuba Mędrzycki napisał(a):Z Olbrychskim to akurat był mój pomysł.

No widzisz, on akurat rzeczywiście dodaje kolorytu! ("Przeleeeciał, za szyyybko, za krótko..."). Tyle że to treściowo jałowy moment filmu.

Tak czy inaczej film jest ciekawy i wart obejrzenia, temu chyba nikt nie zaprzecza.
Luter napisał(a):bieżąca wymiana informacji) spowszedniała, wychodzi na jaw smutna prawda, jak wygląda tak żarliwie deklarowana niegdyś pasja pod tytułem twórczość JK.

Ta pasja musi być zawsze żarliwa? Nie wydaje mi się by nieustanne przypominanie o "kaczmraofilii" i czy jakiejkolwiek innej "filii" było komuś potrzebne.

Nie widziałem filmu, chciałbym zobaczyć.
Niestety na Podkarpacie nic w temacie nie dociera, a jazda po Polsce nie zawsze jest możliwa.
Nie musi być. Nie ma niczego złego w tym, żeby piosenki Kaczmarskiego lubić tak, jak ja np. lubię zespół Bar Kokhba - raz na pół roku, akurat posiadając odpowiedni nastrój, posłucham ich muzyki.

Lutrowi bardziej chodziło o to, że faktyczny poziom zainteresowania twórczością JK nie odpowiada temu, który wynikał z niegdysiejszych deklaracji. Forum było ongiś miejscem kaczmarowej orgii (nie wiem, czy pamiętasz te czasy?). Twórczość JK to było dla wielu osób "całe życie!" i można było przypuszczać, że śmierć Patrona strony i forum nie zmniejszy tak żywego zainteresowania, jakie było deklarowane.

Trzeba też na to spojrzeć z drugiej strony. Faktycznie choroba JK była silnym magnesem przyciągającym ludzi na forum, ale równie silnym magnesem był sam Kaczmarski - jego osobowość sceniczna, duch koncertów, itp. Spadek zainteresowania wydarzeniami związanymi z JK pokazuje, gdzie leżała największa siła Mistrza i jak wielką stratą jest fakt, że nie można już usłyszeć go na żywo.
MateuszNagórski napisał(a):Lutrowi bardziej chodziło o to, że faktyczny poziom zainteresowania twórczością JK nie odpowiada temu, który wynikał z niegdysiejszych deklaracji.
Deklaracji? Na pewno ktoś się deklarował w tym zakresie? I czy aktywnośc "forumowa" jest jedyną kaczmarofilską? Jesli ktoś się nie udziela/przestał udzielać/mniej udziela, to od razu musi znaczyć, że żarliwość pasji o nazwie "JK" jest mniejsza? A może po prostu ma w dupie to forum, niegdysiejszą listę i np. częśc środowiska, która mu absolutnie nie odpowiada?
MateuszNagórski napisał(a):Trzeba też na to spojrzeć z drugiej strony. Faktycznie choroba JK była silnym magnesem przyciągającym ludzi na forum, ale równie silnym magnesem był sam Kaczmarski - jego osobowość sceniczna, duch koncertów, itp. Spadek zainteresowania wydarzeniami związanymi z JK pokazuje, gdzie leżała największa siła Mistrza i jak wielką stratą jest fakt, że nie można już usłyszeć go na żywo.
Forum i lista zaczęły na dobre funkcjonować dopiero w czasach choroby JK i miały się nieźle także do ok. 2 lat po śmierci Kaczmara. Spójrz na ilść postów z lat 2004 - 2006. A i później nie było źle. Myslę jednak, że pierwszy poważny (bo wcześniej bywały mniejsze) kryzys nastąpił ok. 2006 r. Nie chce mi się babrać w tamtych sprawach. Przypominają sie bowiem najgorsze czasy, w których grupka moderatorów wykluczała jednych użytkowników, a hołubiła innych. Nagle wszystko pękło i oto sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Hołubieni pokazali swoją prawdziwą twarz, a do tej pory wykluczani okazali się wrogiem o najwyżej przeciętnej sile rażenia.
Odnalazłem ostatnio rozmowę via GG między Arturem a Lutrem w sprawie słynnych moderatorskich uprawnień. Ten zapis daje czytelną odpowiedź, czemu jest tak, jak jest i gdzie są poszczególne źrodła dzisiejszego kryzysu w kaczmarofilskim światku. Tamta rozmowa ujawnia wiele patologii, które w latach późniejszych stawały się coraz bardziej Sytuacja, o której wspominam to oczywiście nie jedyna przyczyna. Ale na pewno ważna – zwłaszcza dla losów samego forum.

Trzeba też brać pod uwagę ogólne zmęczenie materiału. Ile można międlić jeden temat? W tym roku mija dekada internetowych kontaktów spod znaku JK. Większość użytkowników przestała się już masować datami koncertów, cytatami z zapowiedzi, wyliczaniem potknięć w piosenkach itp. . Na wszystko przychodzi kres.
To mniej więcej miałem na myśli w ostatnim akapicie. Zaś we wcześniejszym wyjaśniłem o co - w moim przekonaniu - chodziło Lutrowi.

Czy ktoś się deklarował? Ty mnie nie łap za słowo, ja się z kolei nie będę do niego przywiązywał. Niech będzie, że nikt się nie deklarował. Ale atmosfera ekscytacji była tak silna, że chyba każdemu udzielało się poczucie, że koniec tego karnawału jest bardzo odległy. I w sumie... W pewien sposób taki się nawet okazał.
Witam,
Przegladając ten wątek coś mi się skojarzyło i przypomniało, poszukałem więc w pawlaczu a teraz wklejam poniżej felieton pana Jerzego U. vel Jana R., AD 1984. Moze komuś się przyda.
Mam nadzieję ze kiedyś da się dotrzeć do tego wywiadu w „Voice of America”...
PZDR
TN


IMPLIKACJE

Jacek Kaczmarski, bard „zmuszony — jak to wyjaśnił «Głos Ameryki» — do wyboru życia emigracyjnego w Paryżu" udał się na tournée do USA. W Chicago reporter „Głosu Ameryki" poprosił Kaczmarskiego o wypowiedź na temat znaczenia ruchu „Solidarności". Piosenkarz odparł: „W płaszczyźnie szerokiej, politycznej czy historycznej uważam, że było to na pewno najważniejsze wydarzenie XX wieku jak dotąd (pomijając oczywiście wojny światowe, które były zupełnie innego rodzaju wydarzeniami) ze względu na swoją ponadpolityczność, na nie lewicowość tylko moralność".
Niepolityczny, lecz czysto etyczny ruch „Solidarności" wyzwolił — opowiedział on — Kaczmarskiego jako artystę. Przed nastaniem „Solidarności" władze PRL dyktowały otóż Kaczmarskiemu, co ma śpiewać i dla kogo — ubolewał bard.
Tournée Kaczmarskiego w USA urządziła organizacja pn. „Pomost". Statutowo zajmuje się ona zaopatrywaniem konspiracji w Polsce w poglądy, pieniądze i środki techniczne. Jest to więc zapewne organizacja całkowicie apolityczna, w której obrębie Jacek Kaczmarski doskonali swą wewnętrzną maszynerię etyczną.
Czy zjawiska niepolityczne mogą być najbardziej doniosłymi wydarzeniami historycznymi stulecia?
Przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk prof. Zbigniew Wójcik napisał znakomitą książkę o Janie Sobieskim, królu. Minister kultury i sztuki PRL wyróżnił książkę nagrodą. Prof. Wójcik napisał do prof. Żygulskiego grzeczny, trzeba to przyznać, list, w którym odmówił przyjęcia nagrody, ponieważ nie podobają mu się stosunki polityczne w jego kraju. Szczególny motyw, który prof. Wójcik podał w swoim liście (oczywiście nadanym ongiś przez Wolną Europę), jest bardziej zaskakujący. Wybitny historyk protestuje otóż przeciwko powoływaniu się na treść jego książki w intencji politycznej, której profesor nie podziela. Wzmiankowania o jednym z wątków historii na temat Jana III dopuścił się Mieczysław Rakowski.
Obraza prof. Wójcika prowokuje uwagę, że zwolennicy kompletnej wolności myśli, słów i czynów politycznych radzi by jednak sprawować kontrolę nad tym, kto ich książki czyta, jak interpretuje i w jakich wywodach czy zamiarach powołuje się na nie. Jest to zupełna osobliwość. Dotychczas bowiem autorzy, którzy pragnęli utrzymać kontrolę nad interpretowaniem swych myśli, zachowywali je we własnych głowach. Gdy jednak decydowali się napisać książkę i ją wydać, godzili się z góry na to, że czytywać ją będą mogli także ludzie im niesympatyczni, poczem komentować treść, jak zechcą.
W sierpniu 1983 przewodniczący Rady Naukowej IH PAN odmówił przyjęcia nagrody ministra kultury PRL, a już we wrześniu 1983 amerykańska fundacja emigracyjna przyznała mu swoją nagrodę w wysokości 5 tys. dolarów USA. Fundacja ma szybki refleks, tamtejsze jury nie bywa tak marudne, jak nasze Prof. Zbigniew Wójcik wyraził chęć i gotowość przyjęcia amerykańskiej nagrody. Widocznie w polityce USA nie stwierdza oznak rażących.
Tak mniej więcej wygląda i biegnie dzień po dniu owo wyprowadzanie kultury polskiej na emigrację, co programowo głosi nasza konspiracja oraz część jawnie działającej sobie opozycji.
Z treści cytowanych za „Głosem Ameryki" wypowiedzi piosenkarza wynika, że nie odwołam się do rozumu Kaczmarskiego, ale prof. Zbigniew Wójcik jest człowiekiem mądrym. Ma znakomity zmysł do analizowania sytuacji i jej podłoża oraz mechanizmu wywoływania skutków przez przyczyny. Wiem o tym po przeczytaniu książki o Sobieskim, która jest modna. Skoro prof. Z. Wójcik rozpoczął jakąś grę z władzami kraju, pragnie zapewne, aby jego było na wierzchu. Wobec tego chyba próbuje wcielać się czasem w skórę strony przeciwnej dla rozważenia, jak ona postąpić może lub musi, więc jak postępować będzie.
W kraju trwa walka polityczna. Jednym z jej wycinków są zmagania w dziedzinie szeroko pojmowanej kultury. Opozycja głosi program wyprowadzenia kultury na emigrację, w podziemie, czyli w nielegalny obieg do kościołów, oraz jednocześnie zachowywania przez opozycjonistów lub ich sympatyków wszystkich posiadanych funkcji kierowniczych w oficjalnym, np. państwowym życiu naukowym i kulturalnym, a to w celu przeprowadzania swoich przeciw-koncepcji. W języku policyjnym określiłoby się to dosadniej: opozycja chce bronić swych pozycji personalnych i programowych w intencjach dywersyjnych. Zamiary te nie są knute, tylko publikowane.
W oparciu o lekturę książki o Sobieskim przypuszczam, że profesor Wójcik podziela mój pogląd, iż program opozycji jako całość jest niewykonalny.
Kulturę narodu polskiego cechuje pewna żywotność, więc miejsca opróżniane będą się zapełniać i to nie przez żadnych tam amatorów, pies ich trącał. Jednakże mam na myśli inny rodzaj niewykonalności. Nie można z mieszkania się wyprowadzić i trwać w nim zarazem. Nie uda się kultury polskiej ekspediować na emigrację i w podziemie, wyprowadzić z teatrów, wydawnictw, państwowych instytutów, uczelni, zespołów filmowych, filharmonii, telewizji itp. i zarazem zachowywać wpływów opozycji w tych placówkach. Jest to sprzeczne z psychologicznym mechanizmem funkcjonowania ludzi niezdolnych do dewastacji własnego pola pracy. Jednak, co ważniejsze, byłoby to sprzeczne z mechanizmami politycznymi, działającymi zupełnie niezależnie od woli uczestników gry.
Ze strony państwa możliwe jest zawieranie personalnych i programowych kompromisów z osobami o innych niż władze poglądach na różne sprawy, ale pragnącymi rozwijać kulturę w jej oficjalnym obiegu, trzymających się więc reguł konstruktywnej współpracy. Program bezwzględnej walki i zarazem symbiozy, wyprowadzki i trwania, okupowania stołków oraz robienia dywersji nie ma jednak żadnych znamion realizmu.
Mechanika konfliktu wysadzi z siodła zwolenników opozycji. Logika nieodzownych politycznie zdarzeń funkcjonuje bowiem dosyć niezależnie od czyjejkolwiek cierpliwości, woli czy zamiarów uprzednich. Pro gram wyprowadzania kultury za granicę lub w pod ziemie prowokuje ostry konflikt, umniejsza sens i moż liwość kompromisów. Plan dywersji w łonie instytucji państwowych czy społecznych jest wyzwaniem więc wezwaniem do porządków personalnych.
Pewne mechanizmy rządzące polityką nie zmieniły się od czasów króla Sobieskiego. Np. minister Żygulski raczej teraz historyczną nagrodą wyróżni Kowalskiego czy Michtę, niż narazi swój urząd na powtórny despekt ze strony kogoś bliskiego opozycji. W istocie rzeczy nagrodę prof. Kowalskiemu czy Michcie przyzna prof. Wójcik.
Czy prof. Wójcik, jako historyk zdarzeń i mechanizmów politycznych, uznaje za możliwą trwałą tolerancję władz wobec osób związanych z programem wyprowadzania kultury na emigrację i w podziemie oraz kontrdziałań w placówkach oficjalnych? Wątpię.
Ponieważ zapewne prof. Wójcik dostrzega nieodzowność kontrposunięć władz, jawi się kwestia: jakimi tu możliwościami przeciwdziałania władze dysponują? Mogą otóż tylko ograniczać skłonność do ucieczki na emigrację i w podziemie, natomiast są władne uniemożliwić utrzymywanie placówek oficjalnych w rękach osób związanych z opozycją i jej programem.
Tak jak program opozycji zawiera sprzeczność wewnętrzną, tak i możliwości przeciwdziałania jej planom wplątane są w pewną antynomię. Najlepszym sposobem zmniejszania zasięgu decyzji o wyprowadzkach jest tzw. otwarta polityka kulturalna i naukowa, polegająca na dawaniu pola działania i znacznego zakresu swobód także osobom ulegającym częściowo wpływom opozycji. Jednakże zmniejszając sukcesy przeciwnika w zakresie wyprowadzek, zwiększałoby się jego osiągnięcia kontrpropagandowe w instytucjach oficjalnych i odwrotnie. Zasadnicze zmniejszenie możliwości działania i oddziaływania osób związanych z opozycją w obrębie oficjalnego życia naukowego i kulturalnego — napędzałoby mechanizm wyprowadzkowy.
Władze nie są jednak w sytuacji patowej, gdyż cały ów układ nie jest przecież statyczny, tylko dynamiczny. Oddziałują nań przemożne procesy ogólnopolitycznej stabilizacji i powolnego stępiania się żywotności konfliktów politycznych w obrębie postaw nieskrajnie wrogich naszemu ustrojowi. W tym stanie rzeczy dokonuje się także dyferencjacja pośród uczestników oficjalnego obiegu kulturalno-naukowego, tych inaczej myślących niż polityczne i państwowe kierownictwo kraju. Jedni podejmują lojalne współdziałanie mające cechy trwałości, inni, uczestniczący w oficjalnym „obiegu" na statusie piątej kolumny, zostaną odwirowani w trakcie obrotów mechanizmu politycznego, wypadną z jawnego obiegu. Niekoniecznie zwiększy to przy tym rozmiary wyprowadzek, gdyż drożność kanałów, poprzez które kultura emigruje lub schodzi w podziemie, także podlega ograniczaniu. Zmniejszają ją nie tylko władze swą polityką. Polska w planach rządu USA i jego aliantów europejskich staje się już tylko rezerwowym i drugorzędnym zapłonem potencjalnych konfliktów międzynarodowych. Jesteśmy dla nich niewypałem. Przestaje też Polska już być modna. Mniej pieniędzy płynie na beneficjowanie naszej opozycji w kraju, a szczególnie na emigracji. Koniunktura dla intelektualnej opozycji polskiej silnie marnieje.
Minister kultury przyznał nagrodę uczonemu z kręgu „Solidarności" za znakomitą książkę historyczną, nie uwikłaną swą treścią w dzisiejsze spory polityczne i ideowe. Decyzja ta wyrażała otwartą i tolerancyjną tendencję w polityce kulturalnej. Laureat dał tej tendencji kopa, czyli przyczynił się do jej osłabienia. Udzielił jednej z nauczek, że tą drogą niczego się nie wskóra. To było w sierpniu. We wrześniu gest swój wzmocnił wyrażając gotowość i pragnienie przyjęcia amerykańskiej kontrnagrody, czyli, nazywając rzecz po imieniu, wynagrodzenia za manifestacyjne odrzucenie nagrody min. Żygulskiego. Ugodził więc w otwartą politykę kulturalną i podjął za min. Żygulskiego decyzję jej wydatnego zawężenia. Jednakże tak wyraziście określając swoją polityczną opcję, i to w dobie zasadniczego konfliktu z Ameryką w październiku, nie złożył rezygnacji z przewodnictwa Radzie Naukowej Instytutu Historii PAN.
Dwakroć kopnąć, zamanifestować wyprowadzkę i trwać — to już jest chyba nie tylko brak logiki w postępowaniu, ale na dalszą metę także naiwność. Cechy te uważam szczęściem za typowe dla postaw opozycyjnych w Polsce.

Styczeń 1984
Cytat:Mam nadzieję ze kiedyś da się dotrzeć do tego wywiadu w „Voice of America”..
Ciekawe.A jeszcze ciekawszy bylby ten wywiad.

Pozdrawiam
e.
Wywiad z "Głosu Ameryki" raczej przepadł bezpowrotnie, bo stacja ta nie miała zwyczaju archiwizować swych materiałów. Ale może gdzieś czeka na ujrzenie światła dziennego jakieś amatorskie nagranie...

A Urban przenikliwy jak zawsze.