Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Alina Grabowska o JK
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Tego chyba jeszcza na Forum i na Witrynie nie bylo. Okolicznosciowy artykul pani AG, napisany po smierci JK :

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.sdp.pl/Forum%20Dziennikarzy%202004/linki%20do%20nr%203%202004/jkz.doc">http://www.sdp.pl/Forum%20Dziennikarzy% ... 04/jkz.doc</a><!-- m -->.

Jacek Kaczmarski zmarł

Wiersz Jacka Kaczmarskiego „Pięć sonetów o umieraniu" (napisany w styczniu 1989 r.) zawiera m.in. taki fragment; „A gdy komunizm w śmierci się nie zmieści gryząc nas w oczy jak brudne pazury, z tych, co się skarżą, czy znajdzie się który, czy go dobije na łożu boleści..."
Byłam bardzo wzruszona, ponieważ Jacek zadedykował mi wówczas ten utwór, podkreślając, że przez lata łączyła nas wspólna idea walki ze złem, jakie przynosił komunizm. Towarzyszyłam też Jackowi Kaczmarskiemu w jego pierwszym po upadku komunizmu tournée po Polsce, w roku 1990. Pojechałam w ten objazd (Kraków, Wrocław, Olsztyn, Gdańsk, Lublin, Warszawa), aby zobaczyć, czy „Mury" lub „Obława" mają jeszcze jakieś znaczenie, czy komukolwiek potrzebna jest „Zbroja", czy kogokolwiek obchodzi „Źródło". Otóż, na koncertach Jacka gromadziły się tłumy młodzieży. Entuzjazm dla barda nie miał granic, wszyscy znali teksty jego piosenek. Wstawali z krzeseł, bili brawo, płakali.
Do jego ogromnej popularności przyczynił się tez z pewnością okres kilku lat pracy w Radiu Wolna Europa w Monachium. Rozgłośnia nasza nadawała systematycznie piosenki Jacka Kaczmarskiego, a przy odbiornikach radiowych słuchali go wszyscy.
Jacek Kaczmarski debiutował w roku 1977 na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Sławę zdobyta jego interpretacja ,,Obławy", według Wysockiego, a „Mury" stały się hymnem młodego pokolenia o antykomunistycznych aspiracjach.
Kaczmarski pisał wiersze kasandryczne, o nędzy człowieczej, o ludzkim występku, o występkach całych narodów. Świat jego poezji jest okrutny, męski, bezwzględny. Nie ma w mm grzeczności, układów, kompromisów. Także w stosunkach prywatnych przeważa brak takich układów („Między Tobą a mną jest przepaść"), nie mówiąc już o stosunkach między narodami i państwami. Głęboka filozofia tej poezji jest bardzo charakterystyczna (np. „Mimochodem"). Nie ma w niej kłamstwa ani eleganckich ukłonów pod adresem odbiorcy Po przełomie i zamknięciu RWE, Jacek zdecydował się najpierw na wyjazd do Australii, a później wrócił do Polski. Przed wyjazdem udzielił długiego wywiadu wydawnictwu Nitrotest w Olsztynie („Pożegnanie barda") i między innymi powiedział tam o sobie: „Intencją mojej sztuki jest raczej jątrzenie niż podnoszenie na duchu".
Warto może pamiętać, że Kaczmarski zabierał głos w wolnej Polsce na bardzo drażliwe tematy i że zawsze reprezentował stanowisko człowieka odważnego, konsekwentnego, nie zmieniającego swoich poglądów. Wypowiadał się jednoznacznie i otwarcie o wszystkich trudnych sprawach, z jakimi ścierają się Polacy, na przykład o stosunkach polsko-żydowskich czy o historii PRL. Na pytanie we wspomnianym wywiadzie „Pożegnanie barda", jak widzi stosunki polsko -rosyjskie, Jacek Kaczmarski odpowiedział słowami jednej ze swoich piosenek „Jam po prostu jest rusofil, antykomunista" i podkreślał zawsze, że nie ma w nim żadnego odruchu niechęci czy nienawiści do Rosjan. „Kiedy śpiewam o Rosji - jestem Rosjaninem, kiedy śpiewam o Pompei - jestem Pompejanczykiem" - mówił we wspomnianym wywiadzie. W innym miejscu, zapytany o prawdopodobne żydowskie korzenie swojej rodziny, Jacek Kaczmarski odpowiada: „Nie ma czegoś takiego, jak prawdziwy Polak, prawdziwy Francuz, prawdziwy Anglik. Ktoś się czuje Polakiem albo Francuzem z własnego wyboru. To nie jest kwestia rodowodu".
Nie miał też Jacek Kaczmarski złudzeń co do zachowań społeczeństwa po odzyskaniu wolności. Podkreślał wielokrotnie w rozmowach i wywiadach, że jego sławna pieśń „Mury" odbierana jest tylko w pierwszej części, w tej, która przepowiada, że „Mury runą". Natomiast słuchacze nie chcą zaakceptować końcowej frazy, tej, w której przypomina, że „Mury rosną". Podczas koncertów publiczność zagłuszała tę zwrotkę oklaskami, aby jej nie słyszeć. l już jej więcej nie usłyszymy w jego wykonaniu.

Alina Grabowska

[Forum dziennikarzy nr 3, 2004]
Piękne dzięki za artykuł.

Siedzę akurat nad tym wierszem
Tam gdzie jest człowiek zawsze będą szczury
I krew, co wieczne spryskuje marmury;nam tylko stawiać lub pochylić czoła.

Mam nadzieje, ze artykuł znajdzie się na witrynie, podobnie jak dawno przeze mnie wysłany skan ''Pięciu sonetów o umieraniu komunizmu''. Oficyny wydawniczej 63.
thomas.neverny napisał(a):Natomiast słuchacze nie chcą zaakceptować końcowej frazy, tej, w której przypomina, że „Mury rosną". Podczas koncertów publiczność zagłuszała tę zwrotkę oklaskami, aby jej nie słyszeć.
Uważam, że ten fragment jest całkowitą bzdurą! Nawet jeżeli ludzie zaczynali klaskać przy końcu piosenki, to nie dlatego żeby nie słyszeć ostatniego refrenu. Rozumiem jednak, że taka interpretacja jest dość chwytliwym zabiegiem mimo, że nieprawdziwym...

ps. Myślę, że w czasie koncertu mało kto w ogóle zastanawia się nad treścią piosenek. Nie ma na to czasu, emocje w czasie koncertu Jacka nie pozwalały na to, dopiero później przychodzi czas na spokojne zgłębianie treści utworów.
Przemek napisał(a):Uważam, że ten fragment jest całkowitą bzdurą!
Też mi się wydaje, że to nadinterpretacja jakiegoś jednego wydarzenia.
Przemek napisał(a):Myślę, że w czasie koncertu mało kto w ogóle zastanawia się nad treścią piosenek.
Ale z tym się nie zgadzam. Często bywa tak, że dopiero podczas konceru treść docierała do mnie wyraźniej, czytelniejsze stawały się niektóre teksty. Ba, niektóre utwory zauroczyły dopiero po wykonaniu koncertowym...
pkosela napisał(a):Ale z tym się nie zgadzam. Często bywa tak, że dopiero podczas konceru treść docierała do mnie wyraźniej, czytelniejsze stawały się niektóre teksty. Ba, niektóre utwory zauroczyły dopiero po wykonaniu koncertowym...
Ale to zależy jaki to koncert. Ja nie miałem okazji bywać zbyt często na koncertach JK i Tria. Jak już się udało, to były to nowe programy najczęściej niedostępne jeszcze na kasetach i piosenki, których nie znałem. To w połączeniu z emocjami związanymi z takim wydarzeniem jakim były dla mnie koncerty JK nie pozwalało spokojnie i dogłębnie zastanawiać sie nad treścią śpiewanych piosenek, które ponownie usłyszałem po kupieniu kasety z danym programem. Inaczej jest w sytuacji, gdy częściej można było bywać na koncertach Mistrza, było to pewnie zawsze niezapomniane przeżycie, ale nie takie unikalne i co za tym idzie emocje inne.
Przemek napisał(a):Uważam, że ten fragment jest całkowitą bzdurą! Nawet jeżeli ludzie zaczynali klaskać przy końcu piosenki, to nie dlatego żeby nie słyszeć ostatniego refrenu
Z rozmowy z Krzysztofem Masłoniem - "Spowiedź dziecięcia wieku", 08.07.1994 r.,

Dziennikarz - Z rozumieniem twoich piosenek też były kłopoty. Do dziś nie wiem, jak można było tak wypaczyć sens "Murów". Przecież chyba każdy człowiek mający minimum inteligencji, o ile wysłuchał treści tego songu, nie mógł mieć wątpliwości, o co w nim chodzi.

Jacek - Mnie idziesz pytać? Nawet jeśli ten twój człowiek o minimum inteligencji wiedział, o co mi chodzi, to nie chciał tego zrozumieć i przyjąć do wiadomości. W 1981 r. grałem koncert w Teatrze Ósmego Dnia i moi przyjaciele z tego teatru, aktorzy, wspaniali, myślący ludzie zakrzykiwali puentę "Murów". Wołali: "Mury nie rosną, ale runą, runą"! Nie mam o to pretensji, powiedziałbym nawet, że odczuwam jakąś perwersyjną przyjemność, płynącą z tego, że słowa tej piosenki sprawdziły się.

Pogrubienie moje i nie wydaje mi się by była to nadinterpretacja pojedynczego wydarzenia. Przecież śpiewano Mury i z innym zakończeniem.
Starczy przeczytać na Witrynie ''Mury'- Jacek o utworze.
Elzbieta napisał(a):Pogrubienie moje i nie wydaje mi się by była to nadinterpretacja pojedynczego wydarzenia.
Bo to nie była nadinterpretacja jednego wydarzenia, tylko uogólnienie pojedynczych zdarzeń. Z tekstu pani A.G. wynika że to było dość powszechne, a było wprost przeciwnie jak sądzę...
Niewątpliwie, przy takim naładowaniu treścią, teksty (choć nie wszystkie, oczywiście) JK wymagają kilkukrotnego wsłuchania lub wczytania się w nie. Uogólniłem do tych już znanych. W przypadku premierowych piosenek zauważyłem kiedyś, że piosenka, która od pierwszego wejrzenia zostawała, to na krótko. Te wymagające kilkukrotnego wysłuchania pozostały na dłużej i przeważnie okazywały się bardziej wartościowe. Tylko nie wiem, czy to znowu nie zbytnie uogólnienie... Chyba zgodziłbym się z wersją kompromisową - bywało tak i tak.
Przemek napisał(a):Bo to nie była nadinterpretacja jednego wydarzenia, tylko uogólnienie pojedynczych zdarzeń.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, ale także perspektywy czasu, kiedy "Mury śpiewało się przy ognisku", mogę stwierdzić tylko, że z takimi protestami się nie spotkałem i szczerze mówiąc nie bardzo je sobie wyobrażam. Natomiast milczące wyparcie sensu tekstu widać do dziś. Ludzie słuchają i słyszą ostatnią zwrotkę, której znaczenie wydaje się do nich jednak nie docierać, kiedy w świadomości brzmi refren bez końcowej zmiany. Wydaje mi się, że w cytowanym przez Thomasa tekście nastąpiło życzeniowe upiększenie rzeczywistości, lub właśnie sprowadzenie pojedynczego przypadku (lub sporadycznych przypadków) do zasady.
Przemek napisał(a):Rozumiem jednak, że taka interpretacja jest dość chwytliwym zabiegiem mimo, że nieprawdziwym...
Nie wiem, czy to jest "zabieg". Kiedy AG pisze:
Cytat:Natomiast słuchacze nie chcą zaakceptować końcowej frazy, tej, w której przypomina, że „Mury rosną". Podczas koncertów publiczność zagłuszała tę zwrotkę oklaskami, aby jej nie słyszeć.
to jakby sugeruje, że słuchacze ten ostatni fragment rozumieli, ale go nie akceptowali. A chyba tak właśnie nie było. Oni go nie rozumieli - zwłaszcza jego znaczenia dla całości utworu. I zaklaskiwali nie dlatego, bo chcieli zagłuszyć "niewygodną" zwrotkę, ale dlatego że owczym pędem śpiewali pierwsze, nośniejsze i dynamiczniejsze refreny.
Inaczej mówiąc: w powszechnym odbiorze "Murów" chyba nie chodziło o to, co jest w piosence - całości, ale o to, co jest w wybranych refrenach. Całość utworu nie miała takiego znaczenia, jak te "buntownicze" refreny.
Grabowska chyba nie tyle stosuje świadomy zabieg, co raczej pisze bzdury, bo po po prostu nie bardzo wie, o czym pisze.
Tyle, że ja np. niespecjalnie mam jej to za złe. Wielu bliskich Kaczmarowi wypowiada się o jego twórczości trochę w taki sposób, jakby bladego pojęcia o niej nie miało. Bo w sumie nie musieli mieć. Dla nich Kaczmar był współpracownikiem, kolegą, kumplem, przyjacielem. Nie mieli w związku z tym obowiązku wgryzać się w każde słowo z wiersza. Na podobnej zasadzie, jak np. przyjaciele Zbigniewa Religi wcale nie muszą mieć pojęcia o szczegółach przełomowych dokonań lekarskich zmarłego profesora. I to jeszcze nie znaczy, że od profesora byli głupsi, czy nie dorastali mu do pięt. Co najwyżej nie powinni się na tematy zawodowe Religi wypowiadać. Tak samo z JK - bliscy Poety, którzy traktowali go jak kumpla, czy współpracownika, nie muszą być obeznani w Poezji Mistrza. Mogliby tylko w związku z tym na jej temat nie zabierać głosu. Niestety czasem zabierają. Ale...jak się rzekło, chyba nie ma co im tego brać za złe.

Zwłaszcza, że piosenki Kaczmara niejednokrotnie spotykał taki los, iż ludzie przekładali je na "swój własny język" i używali w potrzebie, jako pomocy do wyartykułowania własnych myśli - często w niewielkim tylko stopniu związanych z wymową całości utworów.
Żeby daleko nie szukać: tutaj, na tym forum i wcześniej jeszcze na Liście kilka razy czytałem pewien fragment "Trenu spadkobierców" cytowany, jako rodzaj komentarza do toczących się sporów, czy kłótni. Choćby te kłótnie były o pietruszkę, czy inny bzdet, zawsze taki cytujący, wklejając fragment:
"Będziemy zatem rozszarpywać schedę
słów przemyślanych myśli przebolałych
każdy dla siebie, każdy podług siebie"

podkreślał swój dystans do toczącej się batalii oraz swoją wyższość i zdystansowanie wobec prowadzących bezowocny spór.
Fragmencik jakże przecież nośny, bo i słowo "rozszarpywać" jest, i "scheda" itd. A że tam chodzi o rozszarpywanie schedy słów przemyślanych podług wizji i oczekiwań rozszarpujących - to już mniej ważne. W jakimś sensie to właśnie ci, którzy cytowali "Tren" po to, by skomentować forumową kłótnię, bardziej niż kłócący się o bzdury użytkownicy, wpisywali się w ów schemat postępowania opisany przez JK.