Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: To moja droga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Elzbieta napisał(a):Wiem co ten papierek znaczyl i zdaje sobie bardzo dobrze sprawe, jaki wplyw na caloksztalt osobowosci JK mialo wychowywanie Go przez Babcie
No właśnie, dlatego zdziwiło mnie, że nie zwróciłaś na niego wczesniej uwagi. Bo przecież to jest dokument istotny. Dziwi mnie, że Kraśny nie zwrócił na ten papier uwagi. Sam się dziwię, że dopiero po jakimś czasie uświadomiłem sobie znacznie tego oświadczenia.

Można tez powiedzieć, że słabością ksiązki jest bardzo płytka analiza psychologiczna osobowości JK. W zasadzie autor w ogóle nie korzysta z ogromnego materiału mogacego posłużyć za podstawę do poważnej refleksji nad tym zagadnieniem.
Paweł Konopacki napisał(a):W zasadzie autor w ogóle nie korzysta z ogromnego materiału mogacego posłużyć za podstawę do poważnej refleksji nad osobowością Kaczmara.
Mysle, ze nic Go do tego nie uprawnia. My sobie mozemy tu na forum czy prywatnie psychoanalizowac, wyciagac wnioski jakie chcemy, ale Krzysiek nie mogl 'bawic sie' w psychologa. Z reszta niech kazdy zbuduje sobie taki obraz JK jaki Mu potrzebny, prawda? Gdyby Krzysiek takiej analizy dokonal, latwo spotkalby sie z dwoma zarzutami- po pierwsze nie pisal ksiazki psychologicznej, po drugie- wlasnie -jakie ma kwalifikacje, by analizowac czyjas osobowosc.
Chyba wartosc Biografii lezy i w tym,ze kazdy moze ja odczytac na swoj sposob rowniez w sferze refleksji nad osobowoscia Kaczmara.Wiele osob chcialoby widziec wiecej o tworczosci, inni anegdot... jak to wszystko pomiescic i dostac zgode wydawcy?
e.
Paweł Konopacki napisał(a):Można tez powiedzieć, że słabością ksiązki jest bardzo płytka analiza psychologiczna osobowości JK. W zasadzie autor w ogóle nie korzysta z ogromnego materiału mogacego posłużyć za podstawę do poważnej refleksji nad tym zagadnieniem.
Ja myślę wprost przeciwnie. Książka nie ocenia, autor nie narzuca swojego zdania poprzez odpowiednio dobrane wypowiedzi różnie oceniających Jacka ludzi. I tak, niektórzy uważają, że Kaczmarski kompletnie nie umiał gotować i przesalał swoje polędwiczki, a inni, że nauczył się gotować dzięki znajomemu z Francji - o ile dobrze pamiętam. Takich przykładów można mnożyć, podałem neutralny ;-) Zapewne Ty Pawle uważasz, że dałoby się obiektywnie przeanalizować Jacka psychikę i nawet jeśli to jest prawda to IMHO bardzo dobrze, że autor się tego nie podjął.
Elzbieta napisał(a):Mysle, ze nic Go do tego nie uprawnia.
Dlaczego? Psychohistoria to obecnie bardzo powszechny nurt badania przeszłości. Jeśli coś go powstrzymywało to tylko indywidualne poczucie braku kompetencji w tym zakresie.
Elzbieta napisał(a):Gdyby Krzysiek takiej analizy dokonal, latwo spotkalby sie z dwoma zarzutami- po pierwsze nie pisal ksiazki psychologicznej, po drugie- wlasnie -jakie ma kwalifikacje, by analizowac czyjas osobowosc.
Ano własnie. Owszem, jesli nie czuł się kompetentny, nie mógł tego rodzaju refleksji snuć. Ale ich konieczność wydaje mi się oczywista a w książce brakuje mi choćby zaznaczenia, że tego rodzaju problematyka wymaga podjęcia. Po porostu uważam analiza osobowości JK może być jednym z kluczy do odczytania jego twórczości. Tak samo - wspomnialem już o tym - sądzę, że np. relacje rodzinne miały potężny wpływ także na literaturę tworzoną przez JK.
Zbigniew napisał(a):Książka nie ocenia, autor nie narzuca swojego zdania poprzez odpowiednio dobrane wypowiedzi różnie oceniających Jacka ludzi
Jest dokładnie przeciwnie. Podawałem w trakcie tej dyskusji co najmniej kilka przykładów, kiedy to autor (świadomie, lub nieswiadomie) bardzo ewidentnie forsuje subiektywny obraz zdarzeń, czyli taki jakiemu sam chce wierzyć (choćby historia z nagraniami "Stajenki" albo fragment na temat prozy JK.). Ma zresztą to tego całkowite prawo.
Zbigniew napisał(a):Zapewne Ty Pawle uważasz, że dałoby się obiektywnie przeanalizować Jacka psychikę i nawet jeśli to jest prawda to IMHO bardzo dobrze, że autor się tego nie podjął.
Nie wiem, czy udałoby się zrobić to obiektywnie, ale wiem, że taka analiza jest potrzebna i z całą pewnością dawałby zupełnie nowe możliwości odczytania tekstów JK.
Paweł Konopacki napisał(a):że taka analiza jest potrzebna i z całą pewnością dawałby zupełnie nowe możliwości odczytania tekstów JK.
Tak przy okazji tego zdania przypomniały mi się dwa inne (dotykające dwóch rożnych, ostatnio poruszanych spraw - utworów młodzieńczych, a raczej ich dedykacji oraz potrzeby analizy twórczości poprzez osobowość:

''Babranie się w autorze à propos jego utworu jest niedyskretne, niestosowne, niedżentelmeńskie. Niestety, każdy może być narażony na tego rodzaju świństwa'' napisał dojrzały już, Stanisław Ignacy Witkiewicz (ze wstępu do ''622 upadków Bunga'')

I z tegoż wstępu Anny Micińskiej:
''Wszelka twórczość jest wynikiem silnych konfliktów podświadomości ze świadomością -każdy pierwszy utwór ''popełniony'' przez młodego autora ma niezmiernie ważkie znaczenie. Napięcie bowiem jest tak nasilone, ze doprowadza do wyładowania w formie autoterapeutycznej sublimacji''
Paweł Konopacki napisał(a):Owszem, jesli nie czuł się kompetentny, nie mógł tego rodzaju refleksji snuć.
Nie wiem czy czul się kompetentny , w każdym razie jak dla mnie- dobrze, ze tego nie zrobił.
A czysto praktycznie -myślisz, ze wydano by Mu książkę w trzech tomach? Wymogi wydawnictwa maja przecież niebłahą role w ostatecznym wyglądzie i tej i innych książek.
Z reszta w Marszowicach będzie okazja by pogadać.

e
------------
Przepraszam czytających- w moim poście z 8:59 wkradł się błąd straszny :wstyd: powinno być naturalnie 'czcionki' :wstyd: a już nie mogę poprawić.
Elzbieta napisał(a):Przepraszam czytających- w moim poście z 8:59 wkradł się błąd straszny powinno być naturalnie 'czcionki' a już nie mogę poprawić.
Poprawiłam.
Paweł Konopacki napisał(a):Jest dokładnie przeciwnie.
Nie odniosłem takiego wrażenia. Myślę, że Krzysztof Gajda nie starał się manipulować wypowiedziami, wprost przeciwnie, wydaje mi się, że dobierał wypowiedzi by przedstawić dwa różne punkty widzenia. Oczywiście, mogły mu pasować wypowiedzi sprzyjające jego zdaniu i umieszczać je chętniej i częściej, zaś to co się nie zgadzało z 'widzimisię' pociąć i zagmatwać. Jeśli odnalazłeś takie fragmenty, to fajnie by było, gdybyś podał numery stron, naprawdę, cieszyłbym się widząc coś, czego wcześniej nie zauważyłem. W każdym razie nie czuję się oszukany, a po lekturze generalnie zachowałem swoje opinie o Jacku Kaczmarskim.
Zbigniew napisał(a):Myślę, że Krzysztof Gajda nie starał się manipulować wypowiedziami, wprost przeciwnie, wydaje mi się, że dobierał wypowiedzi by przedstawić dwa różne punkty widzenia.
Ja też tak myślę. To, że przekazuje - chcący, czy nie -swój subiektywny obraz JK, nie onzacza, że z rozmysłem starał się manipulować wypowiedziami.
Zbigniew napisał(a):Jeśli odnalazłeś takie fragmenty, to fajnie by było, gdybyś podał numery stron, naprawdę, cieszyłbym się widząc coś, czego wcześniej nie zauważyłem.
Podawałem wcześniej przykłady tematów ewidentnie naznaczonych subiektywizmem spojrzenia.
Zbigniew napisał(a):W każdym razie nie czuję się oszukany, a po lekturze generalnie zachowałem swoje opinie o Jacku Kaczmarskim.
Ja tez nie czuję się oszukany. Co więcej, gdzieś już wcześniej pisałem, że generalnie biografia spełnia moje oczekiwania, tzn dostałem to, czego się spodziewałem.
A swoją drogą, taka ciekawostka - drobna niekonsekwencja. Na str. 12 "To moja droga" czytamy:

"Niewykluczone,ze Janusz Kaczmarski jadąc do szpitala z aparatem fotograficznym dzień po narodzinach syna, kupił w kiosku nowy numer tygodnika młodej inteligencji "Po prostu". "

na stronie zaś 20 "niewykluczone" czyli prawdopodobne, zmienia się w oczywiste:

"....Andrzej Wróblewski zginął w Tatrach 23 marca 1957 roku. W dniu, w którym Janusz Kaczmarski jechał tramwajem do szpitala odwiedzić żonę i urodzonego dzień wcześniej syna. Z radzieckim aparatem fotograficznym i dopiero co zakupionym numerem tygodnika młodej inteligencji "Po prostu"
Big Grin
Zbigniew napisał(a):Myślę, że Krzysztof Gajda nie starał się manipulować wypowiedziami, wprost przeciwnie, wydaje mi się, że dobierał wypowiedzi by przedstawić dwa różne punkty widzenia.
Zdecydowanie tak. Krzysztof Gajda włożył sporo wysiłku, by stworzona przez niego opowieść była jak najbardziej obiektywna - w tym sensie, że stworzona z opowieści wszystkich ludzi, do których udało się autorowi biografii dotrzeć. Świadectwa tych ludzi są oczywiście subiektywne i na to Gajda nie jest w stanie nic poradzić. Metoda porucznika Columbo, polegająca na powolnym obnażeniu wszystkich matactw i kłamstewek rozmówcy, z kilku dość oczywistych przyczyn nie wchodziła w grę. W związku z tym najlepsze, co KG mógł zrobić (i zrobił), to zestawienie różnych spojrzeń na te same fakty z życia JK. Dzięki temu Gajda osiągnął dwie bardzo istotne rzeczy: po pierwsze - zachował dla potomności autentyczne świadectwa ludzi, którzy znali Jacka, przebywali z nim, byli naocznymi świadkami wielu zdarzeń z życia JK, i po drugie - dzięki zestawieniu różnych wypowiedzi osiągnął względny obiektywizm. Względny, bo złożony z wypowiedzi subiektywnych, czasem zafałszowanych myśleniem życzeniowym, a czasem najzwyczajniej kłamliwych. No ale, jak już pisałem wyżej, na to nie da się nic poradzić.

Jeśli już czepiać się Gajdy, żeby mu koniecznie coś zarzucić, to w moim odczuciu trochę za bardzo widać w tej książce staranie autora o to, żeby nie narazić się na zarzut braku obiektywizmu czy wręcz jednostronności. Na przykład: nawet w momentach, kiedy ewidentnie widać, że ktoś chrzani albo zwyczajnie kłamie, Gajda nie pozwala sobie na jednoznaczne nazwanie rzeczy po imieniu, tylko zostawia sprawę domyślności czytelnika, co najwyżej zestawiając daną wypowiedź z inną wypowiedzią lub faktem, z którego da się jednoznacznie wydedukować, jaka jest wartość logiczna pewnych stwierdzeń niektórych osób. Ma to oczywiście swoje zalety, a i przyszłym badaczom biografii JK dopomoże, natomiast na "tu i teraz" i dla tak zwanego masowego czytelnika pewne rzeczy pozostają przez to nieczytelne.
Zbigniew napisał(a):Książka nie ocenia, autor nie narzuca swojego zdania poprzez odpowiednio dobrane wypowiedzi różnie oceniających Jacka ludzi.
Zgadza się, i to można i trzeba zaliczyć tylko i wyłącznie na plus.
Zbigniew napisał(a):I tak, niektórzy uważają, że Kaczmarski kompletnie nie umiał gotować i przesalał swoje polędwiczki, a inni, że nauczył się gotować dzięki znajomemu z Francji - o ile dobrze pamiętam.
Dokładnie o to chodzi, wybrałeś doskonały przykład! Dokładnie takich przykładów można podać bardzo dużo i to dotyczących kwestii o wiele bardziej ważkich. Jednak widzisz - założę się, że gdybyś zapytał ludzi, którzy przeczytali książkę, o ich zdanie na temat umiejętności gastronomicznych Jacka, to okazałoby się, że zdecydowana większość osób wybrała jedną z tych dwóch sprzecznych wersji i tylko tę jedną wybraną wersję zapamiętała. Tak jest, bo ludzie mają skłonność do upraszczania i źle się czują, kiedy jakąś sprawę (szczególnie niedotyczącą ich osobiście) mają niezamkniętą. Lubią jednoznaczną odpowiedź na pytanie: "To jak to w końcu jest?", choćby odpowiedź ta (właśnie przez swoją jednoznaczność) była nic niewarta. W ten sposób każdy z biografii wyczyta to i tylko to, co chce wyczytać. Z drugiej strony dobrze wykonana praca u podstaw na pewno nie była tym, do czego ambicje Gajdy się ograniczały, więc nie ma się co dziwić, że napisał książkę dobrą bezprzymiotnikowo, a nie dobrą, bo właściwą.
Elzbieta napisał(a):Babranie się w autorze à propos jego utworu jest niedyskretne, niestosowne, niedżentelmeńskie. Niestety, każdy może być narażony na tego rodzaju świństwa'' napisał dojrzały już, Stanisław Ignacy Witkiewicz (ze wstępu do ''622 upadków Bunga'')
No tak, ale przecież zawsze pozostaje jedno niezawodne wyjście, pozwalające z całą pewnością uniknąć "babrania się". Tym wyjściem jest po prostu nie pisać. Z tym, ze raczej mało który autor korzysta z owej prostej i niezawodnej opcji. Chęć wykreowania się przed odbiorcą jest bowiem silniejsza od potrzeby uniknięcia "świństwa".
Co więcej, jeśli trzymać się takiej romantycznej wizji artysty - a zauważyłem, ze w dyskusji o książce i o Kaczmarze w ogóle, z lubością wiele osób tej wizji się trzyma - to trzeba powiedzieć, że ekshibicjonizm jest wpisany w artystyczną naturę. Tzn. artysta nie tylko nie stara się unikać "babrania się" w nim, ale wręcz po to właśnie tworzy i publikuje, aby zwrócić na siebie uwagę, czyli być może także po to, aby się w nim babrano. W tej sytuacji mówienie o świństwie jest rodzajem kabotyństwa lub tez samooszukiwaniem się.
Ja akurat nie jestem zwolennikiem romantycznej wizji artysty. Nie sądzę, aby artysta był naznaczony przez Absolut, wolno mu było więcej, bo jest artystą. Nie sądzę też, aby prawa odbiorcy dzieła artystycznego były jakoś szczególnie ograniczone, bo dzieło stworzył artysta. Generalnie artyście wolno tyle samo, co każdemu innemu człowiekowi - takoż odbiorcy dzieła wolno tyle samo, co każdemu innemu konsumentowi jakiegoś wytworzonego dobra. Artyście zatem wolno się kreować, a odbiorcy - dociekać motywacji artysty. Taki układ jest uczciwy.
Paweł Konopacki napisał(a):Artyście zatem wolno się kreować, a odbiorcy - dociekać motywacji artysty. Taki układ jest uczciwy.
Tez tak sadze, ale dociekanie motywacji, to jednak trochę co innego niż 'babranie się w autorze'. Poza tym Witkacy mógł tak uważać -podałam cytat bez komentarza.
I nie zgodzę się z tym,ze każdy artysta ma potrzebę skandalu wokół swojej osoby.
Oczywiście każda biografia jest zajmowaniem się cudzym życiem, ale niekoniecznie włażeniem z butami tam, gdzie trzeba na palcach -tu Artysta ma takie same prawa jak każdy śmiertelnik.Jeżeli mamy go traktować na równi z każdym zawodem, to prócz naszego prawa do wiedzy, dajmy mu (Artyście) prawo do zachowania pewnych spraw prywatnie, naszej domyślności i inteligencji zostawiając interpretacje.
Wracając do Biografii -spełniła moje wszelkie oczekiwania. W każdym zakresie.
Luter napisał(a):Na przykład: nawet w momentach, kiedy ewidentnie widać, że ktoś chrzani albo zwyczajnie kłamie
Ja nie zauważyłam, żeby ktoś kłamał w swoich zeznaniach, co najwyżej pomylił kilka faktów. Ale oczywiście odnoszę się do tych rzeczy, które sama mogę potwierdzić bądź sprostować. Np. ze słów Niny Smolar wynika, że to moja Matka zapisała mnie na kurs modelek, gdy tymczasem był to pomysł Ojca i to Ojciec mnie zawoził na lekcje. To tylko przykład fragmentu w którym nie tyle ktoś kręci, co po prostu myli fakty. Drugi przykład to śmieszne żale Ojca, że Matka chciała, by został taksówkarzem. Wiem, skąd się to wzięło, może Ojciec nie zrozumiał żartu? Mieliśmy znajomych w Australii, do których rodzice jeździli na brydża. Lilka pracowała w reklamie, Leszek jeździł taksówką. Pewnego wieczoru rodzice zobaczyli rzędy monet na stole, i Matka zażartowała "Patrz, Jacuś, może ty byś się tym zajął". Widać Ojciec nie potraktował tego jako żart.
Paweł Konopacki napisał(a):Nie sądzę, aby artysta był naznaczony przez
Absolut, wolno mu było więcej, bo jest artystą.
A ja uważam, że prawdziwy Artysta to właśnie widzialny ślad Absolutu na Ziemi; to Sztuka, jako jedna z nielicznych rzeczy różni nas od pozostałych przedstawicieli ziemskiej fauny.

I jeszcze jedno:
Paweł Konopacki napisał(a):A swoją drogą, taka ciekawostka - drobna
niekonsekwencja. Na str. 12 "To moja droga" czytamy:

"Niewykluczone,ze Janusz Kaczmarski jadąc do szpitala z aparatem
fotograficznym dzień po narodzinach syna, kupił w kiosku nowy numer
tygodnika młodej inteligencji "Po prostu". "


na stronie zaś 20 "niewykluczone" czyli prawdopodobne, zmienia się w
oczywiste:

"....Andrzej Wróblewski zginął w Tatrach 23 marca 1957 roku. W dniu, w
którym Janusz Kaczmarski jechał tramwajem do szpitala odwiedzić żonę i
urodzonego dzień wcześniej syna. Z radzieckim aparatem fotograficznym i
dopiero co zakupionym numerem tygodnika młodej inteligencji "Po
prostu"

Big Grin
Masz rację; też zwróciłem na to uwagę - I w miejsce słów "być może" dajemy
"z pewnością"
Wink

[Dodano 29 lipca 2009 o 07:09]
berseis13 napisał(a):Np. z zeznania Niny Smolar...
Z zeznania? Big Grin
MacB napisał(a):Z zeznania? Big Grin
Łojeju, czepiamy się... Big Grin

[Dodano 29 lipca 2009 o 07:14]
berseis13 napisał(a):ze słów Niny Smolar
Lepiej?
berseis13 napisał(a):
MacB napisał(a):Z zeznania? Big Grin
Łojeju, czepiamy się... Big Grin
Tak się tylko czepiłem, z przymrużeniem oka Wink - bo się strrrrasznie poważnie zrobiło z tymi kłamstwami. Faktycznie, można się poczuć jak na zeznaniach, szczególnie z tą wizją porucznika Columbo rozliczającego "żródła" z
Luter napisał(a):wypowiedzi [...] najzwyczajniej kłamliwych
MacB napisał(a):Tak się tylko czepiłem, z przymrużeniem oka Wink - bo się strrrrasznie poważnie zrobiło z tymi kłamstwami. Faktycznie, można się poczuć jak na zeznaniach
Przecież to normalne, że gdy zbierze się "zeznania" tylu osób z różnych stron świata i dotyczących różnych okresów życia, że będą niezgodne, będą pomyłki i niedomówienia. Niestety nie ma takiej osoby, która by mogła sprostować lub potwierdzić absolutnie wszystko. No... chyba, żeby zorganizować wieeeelką konferencję, w której wzięliby udział wszyscy, którzy wypowiedzieli się w książce. Można wyznaczyć kogoś, kto by wyznaczył "kłamliwe" wypowiedzi i wtedy rozpoczęłaby się dyskusja. Ja jestem za! Smile
berseis13 napisał(a):No... chyba, żeby zorganizować wieeeelką konferencję, w której wzięliby udział wszyscy, którzy wypowiedzieli się w książce.
Łoo! Powodzenia! Choć nie sądzę by uznano to za aż tak istotne by organizować takie spotkanie. Poza tym mógłby być problem z kłamliwymi wypowiedziami. Jeden będzie uważał że jest tak, a inny będzie święcie przekonany że jest inaczej.
Każda książka ma różnego rodzaju błędy. Można co najwyżej erraty wprowadzać.
berseis13 napisał(a):nie ma takiej osoby, która by mogła sprostować lub potwierdzić absolutnie wszystko.
nie ma? Ja mam wrażenie, że niektórych - zwłaszcza w dziedzinie kaczmarologii - rozsadza wręcz omniwiedza.
Paweł Konopacki napisał(a):A swoją drogą, taka ciekawostka - drobna niekonsekwencja. Na str. 12 "To moja droga" czytamy: "Niewykluczone,ze Janusz Kaczmarski jadąc do szpitala z aparatem fotograficznym dzień po narodzinach syna, kupił w kiosku nowy numer tygodnika młodej inteligencji "Po prostu". "na stronie zaś 20 "niewykluczone" czyli prawdopodobne, zmienia się w oczywiste:"....Andrzej Wróblewski zginął w Tatrach 23 marca 1957 roku. W dniu, w którym Janusz Kaczmarski jechał tramwajem do szpitala odwiedzić żonę i urodzonego dzień wcześniej syna. Z radzieckim aparatem fotograficznym i dopiero co zakupionym numerem tygodnika młodej inteligencji "Po prostu"
moim zdaniem to nie jest niekonsekwencja. To znaczy literalnie - tak, raz jest napisane przypuszczenie, drugi raz jest słowo wyrażające pewność. Ale wcale nie wykluczam, że jest zabieg celowy. Czytając ten drugi fragment, od razu przypomniała mi się opowieść z początku, i tamten tryb przypuszczający. Autor wie, że jego czytelnik dostał już informację o tym, że wcale nie musiało tak być. Dlatego zdecydował się przypomnieć ten moment z życia Janusza Kaczmarskiego w taki właśnie sposób.
jodynka napisał(a):To znaczy literalnie - tak, raz jest napisane przypuszczenie, drugi raz jest słowo wyrażające pewność. Ale wcale nie wykluczam, że jest zabieg celowy. Czytając ten drugi fragment, od razu przypomniała mi się opowieść z początku, i tamten tryb przypuszczający. Autor wie, że jego czytelnik dostał już informację o tym, że wcale nie musiało tak być. Dlatego zdecydował się przypomnieć ten moment z życia Janusza Kaczmarskiego w taki właśnie sposób.
A ja myslę, że zwyczajnie mamy do czynienia z małej wagi niedopatrzeniem i przerabianie tutaj "szarego na złote" jest zwyczajnie bez sensu.
Paweł Konopacki napisał(a):Ja mam wrażenie, że niektórych - zwłaszcza w dziedzinie kaczmarologii - rozsadza wręcz omniwiedza.
No wiesz.. niektórzy sądzą, że Elvis żyje, a Marilyn Monroe prowadzi sklepik w Arkansas.
Paweł Konopacki napisał(a):nie ma? Ja mam wrażenie, że niektórych - zwłaszcza w dziedzinie kaczmarologii - rozsadza wręcz omniwiedza
Moze i rozsadza. Ale czy pewien jestes tej omniwiedzy? Byc moze jesli chodzi o tworczosc, ale chyba nie jesli chodzi o zycie. Kazdy zna jakis wycinek i na nim buduje swoj obraz.Ja raczej sklanialabym sie do
berseis13 napisał(a):Niestety nie ma takiej osoby, która by mogła sprostować lub potwierdzić absolutnie wszystko.
Najzwyczajniej kłamliwe, pomyłki i niedomówienia, niezgodne, przypuszczalne i pewne - fantastyczny pomysł dauriego z sąsiedniego wątku myślę że i tu by się sprawdził w kolejnej edycji biografii, która powinna być czterokolorowa. Z Biblią jest łatwo, bo mamy nieomylnego papieża, a tu kto byłby papieżem ?
berseis13 napisał(a):Pewnego wieczoru rodzice zobaczyli rzędy monet na stole, i Matka zażartowała "Patrz, Jacuś, może ty byś się tym zajął". Widać Ojciec nie potraktował tego jako żart.
Najwyraźniej wziął sobie to do serca, być może alkohol (bo chyba na sucho nie grali?) sprawił, że po swojemu zapamiętał te słowa?
Elzbieta napisał(a):Ale czy pewien jestes tej omniwiedzy?
Alez ja to z trochę tak żartem....Własnie sie z tej omniwiedzy śmieję, bo oczywiście o to chodzi, ze nikt jej nie ma
Elzbieta napisał(a):jesli chodzi o zycie
Elzbieta napisał(a):Ja raczej sklanialabym sie do
Ja tez bym się skłaniał, że "nie ma takej osoby, która by mogła wszystko sprostować lub potwierdzić". Ale jak pewnie wiesz - bo czytasz watek - nie wszyscy uważają, ze nie ma takiej osoby. Sa nawet tacy, którzy się uważają za taką właśnie osobę.
Przemek napisał(a):Najwyraźniej wziął sobie to do serca, być może alkohol (bo chyba na sucho nie grali?) sprawił, że po swojemu zapamiętał te słowa?
Nie wiem. Sądzę, że tak, jak wiele rozwodzących się osób, chciał znaleźć powody, by obarczyć winą drugą stronę lub ją oczernić. W sumie to dość powszechne zjawisko. Szkoda jedynie, że w przypadku Ojca, niektórzy jego znajomi nie wpadli na to, że w takiej sytuacji mówi się wiele rzeczy, niekoniecznie prawdziwych.
bryce napisał(a):bo mamy nieomylnego papieża
chyba "macie".
Zbrozło napisał(a):
bryce napisał(a):bo mamy nieomylnego papieża
chyba "macie".
A macie?
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16