Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: To moja droga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Simon napisał(a):Mają głęboko w poważaniu samego autora, jak i jego czytelników.
Biznes, panie, biznes. Sad
Ale żeby nie było tak smutno i barowo, to jest jedna rzecz (no, moze nie jedna Wink ), która mnie zaintrygowała. Nie pamiętam kto, ale padło stwierdzenie, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, że bardzo wiele piosenek JK pełna jest aluzji do zdarzeń i osób z Jego otoczenia. Co ciekawe, większość z nich, to piosenki traktowane jako te najbardziej uniwersalne. Nie pamiętam, żeby to było kiedyś poruszane (jestem stary, więc mi wolno), ale to chyba wielkie, nieodkryte pole do popisu dla interpretatorów i badaczy Dzieł Kaczmarskiego...
Simon napisał(a):Wydawnictwo i osoby zań odpowiadające w niebywały wprost sposób nie są zainteresowane "życiem" książki przez siebie wydanej. Mają głęboko w poważaniu samego autora, jak i jego czytelników.
Ja z wydawnictwem specjalnych problemów nie miałem. Dostaliśmy nasze egzemplarze dość szybko. Trzeba było tylko pogadać z odpowiednią osobą - bardzo miłą zresztą. Nie wiem, może to jakaś wyjątkowa sytuacja, ale w sumie cała operacja przypominania, wysyłania i odbioru książek trwała mniej wiecej tydzień.
A o problemach KG z wydawnictwem słyszałem - smutne to.
pkosela napisał(a):że bardzo wiele piosenek JK pełna jest aluzji do zdarzeń i osób z Jego otoczenia
Z pewnościa są takie piosenki, ale czy akurat jest to grupa utworów wcześniej od tej strony nieznanych? Wątpię. Tzn. wątpię, żeby było tak, iż JK świadomie pisał aluzje i komentarze i nikt tego dotąd - zwłaszcza, jako pewnego zamiaru dotyczącego większej ilości piosenek - nie odkrył. Chociaż, zakadając, iż prawdą jest, że otoczenie JK nie dorastało intelektualnie do pięt Kaczmarowi, faktycznie można sobie wyobrazić sytuację, że taki JK pisze aluzje pod adresem otoczenia, ale głupie otoczenie aluzji nie kuma (bo głupie jest). Tyle, że przecież JKgeniuszem był, zatem chyba rozumiał tak prosta sprawę, jak bezsens czynienia aluzji do kogoś kogoś, kto i tak ich nie zrozumie.
pkosela napisał(a):Biznes, panie, biznes.
No, właśnie nie.
G...uzik nie biznes.
Albo - raczej - marketing po polsku.
Przypomina mi to sytuację, kiedy pub jest pełen ludzi, wszyscy siedzą, pija i wydają pieniądze, a obsługa ogłasza, że już nie podają i zamykają.
Biznes w tym wypadku oznaczałby współprace w dystrybucji książki, w pomocy w organizowaniu spotkań autorskich, pokrywaniu kosztów przejazdu autora, ew.lokali, gdzie takie spotkania by się odbywały.
A najśmieszniejsze jest to, że Publicat ma nawet - dumnie brzmiący - dział promocji! :lol:
Jednak ów dział promocji ma głęboko w dupie promocję.
Pawle, miałem na myśli, że ja, nie znający tych osób nie jestem w stanie tych aluzji odczytać. Taka wiedza jest dana wyłącznie nielicznym (np. kolegom z klasy, roku, czy RWE), a może być ciekawa także dla zwykłego odbiorcy. Jak wiadomo Twóczość JK była interpretowana na rózne sposoby, do dziś często wbew intencjom autora, ale chyba nigdy (może z bardzo nielicznymi wyjątkami w rodzaju "Naszej klasy", czy "Doświadczenia") na płaszczyźnie towarzysko-prywatnej. Chętnie poznałbym więcej szczegółów na ten temat. Nie koniecznie "po nazwiskach" i ze szczegółami sensacyjnymi, bo tabloidów jakoś nie trawię, ale żeby zobaczyć jak Poeta wykorzystywał i przetwarzał własne otoczenie. Byłoby to o tyle ciekawe, że często zarzuca się Mu całkowite zanurzenie w twórczość i oderwanie od spraw codziennych.

[Dodano 26 maja 2009 o 13:21]
Simon napisał(a):już nie podają i zamykają
Oj, zdarzyło się i mnie parę razy zostać wyproszonym... Też się zdziwiłem.
Simon napisał(a):ma głęboko w dupie promocję
Może napiszę to wreszcie wprost (najwyżej będziecie mi przysyłać paczki):
Wydawnictwo namówiło Doktora Autora na wydanie książki, mając w zanadrzu przygotowaną dystrybucję opartą wyłącznie na sieci empik, która gwarantowała sprzedaż nakładu. Po co przejmować jakimś czytelnikiem, księgarniami, promocją, reklamą? Czysty i szybki biznes. Tak to wygląda z boku.
Aczkolwiek wysnuwać tak proste wnioski przeszkadza trochę wypowiedź Pawła Wink
pkosela napisał(a):Pawle, miałem na myśli, że ja, nie znający tych osób nie jestem w stanie tych aluzji odczytać. Taka wiedza jest dana wyłącznie nielicznym (np. kolegom z klasy, roku, czy RWE), a może być ciekawa także dla zwykłego odbiorcy.
Ciekawa o ile będzie te osoby znał. Bardzo często mogły te aluzje przecież przy okazji dotyczyć osób, które gdzieś tam w danym czasie wokół Jacka się pojawiały często 'na chwilę', a nam i tak ich nazwiska prawdopodobnie niewiele powiedzą.
Kuba Mędrzycki napisał(a):Ciekawa o ile będzie te osoby znał.
Nie. Jeszcze raz: nie chodzi mi o kontekst plotkarski, ale o przetworzenie i wykorzystanie w twórczości.
pkosela napisał(a):Jeszcze raz: nie chodzi mi o kontekst plotkarski, ale o przetworzenie i wykorzystanie w twórczości.
No, to jest oczywiste. Biorąc pod uwagę geniusz Autora, nie sprawiało Mu to pewnie zbyt wielu trudności.
pkosela napisał(a):Aczkolwiek wysnuwać tak proste wnioski przeszkadza trochę wypowiedź Pawła
Przepraszam. No ja po prostu tych problemów nie miałem. Nawet sobie z panią z Publicatu pogadałem chwilę o samej książce - naprawdę urocza kobieta o miłym głosie.

Natomiast zupełnie nie rozumiem tego problemu z Empikiem. Przecież to jest całkiem normalna sprawa, że dane wydaniwctwo ma okresloną sieć dystrybucji i z niej korzysta. Prawdodpodonie nawet umowa między Publicatem a Empikiem zakłada, że wydawnictwo tylko w określony sposób może rozprowadzać ksiązki, czyli np. nie może ich wstawić do sieci księgarń Matras, albo do Kolportera. W zamian za to ksiązka o JK przez ileś tygodni jest wystawiona w Empiku na jednej z głównych półek, na widoku, na stoliku z nowościami itd...
No takie sa reguły tej gry, która sie nazywa biznesem...Można narzekać, ale...czy naprawdę tak trudno tą ksiązkę kupić? Chyba nie.
Swoja droga - myśmy najpierw kupili a dopiero potem starali się swoje egzemplarze wydobyć z wydawnictwa Big Grin W ten sposób można bylo z miła panią z Publicatu rozmawiać na spokojnie, wsłuchując sie w przyjemną barwę jej głosu Tongue
Paweł Konopacki napisał(a):Przepraszam.
Nie szkodzi Wink
Paweł Konopacki napisał(a):umowa między Publicatem a Empikiem zakłada, że wydawnictwo tylko w określony sposób może rozprowadzać ksiązki, czyli np. nie może ich wstawić do sieci księgarń Matras, albo do Kolportera
No i właśnie, żeby unikać podobnych sytuacji - jak mi się wydaje - powstała ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i urząd antymonopolowy... Jeden sprzedawca nie może stać na uprzywilejowanej pozycji.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Autor dał się namówić na napisanie, znalazł się wydawca, książkę można kupić - z tego się cieszę. Jednak nie tak wyobrażałem sobie wolny rynek księgarski...
pkosela napisał(a):Chodzi mi o Pana, który dementował zarzut, który jakoby pojawił się w książce, że JK na studiach wpadł w złe towarzystwo, które zmuszało Go do picia alkoholu, a kto wie, czy nie czegoś jeszcze gorszego...
W takim razie nie pamiętasz dokładnie, bo ten zarzut w książce nie pojawił się "jakoby", ale został wyartykułowany explicite:
J. Lindenberg napisał(a):Można powiedzieć – kontynuuje Lindenberg – że już na początku studiów wpadł w złe towarzystwo, ale nie wiem, czy on w nie wpadł, czy je sobie celowo dobrał.
pkosela napisał(a):Przynajmniej ja w ten sposób odebrałem wypowiedź pod koniec wczorajszego spotkania, natomiast, z tego co pamiętam, w książce jest to określone znacznie łagodniej.
Uważam wprost przeciwnie - w książce jest to określone bardzo ostro:
J. Lindenberg napisał(a):Ta mała grupka przyjaciół to, oczywiście, nie był żaden „margines społeczny”, tylko taka ówczesna „złota młodzież”. W jakimś stopniu oni są odpowiedzialni za to, że Jacek popadł w alkoholizm, że trudno było mu później znaleźć moralne kierunkowskazy. Byli inteligentni, byli zabawowi – ale tylko tyle. Zniżali jego loty – nie jako artysty, ale jako człowieka. Mieli destrukcyjny wpływ na niego jako na osobę. Jacek był za słaby, żeby się spod ich wpływu wyzwolić, albo nie chciał się wyzwolić.
Może to właśnie mu odpowiadało.
Zarówno Czesław Apiecionek jak i Kazimierz Wojtaniec łagodnie protestowali przeciw takiej ocenie życia towarzyskiego prowadzonego przez Jacka na studiach. Na to podniósł się pan Lindenberg (wywołany niejako do tablicy) i tłumaczył, że nie chodziło przecież o to, że to nie tak etc, ale zakończył swoją wypowiedź zdaniem, że nikt do takiego towarzystwa Jacka nie zmuszał, tylko on sam je sobie wybrał - czyli niejako podtrzymał to, co powiedział w książce.

Każdy ma prawo do posiadania i wypowiadania własnych poglądów i ocen sytuacji, a konsensus nie zawsze jest możliwy. Moje zdanie na temat tej rozbieżności poglądów wygląda tak, że Pan Lindenberg ocenia ten okres życia Jacka przez pryzmat liceum, czyli czasów, w których dobrze Jacka znał. A czasy się zmieniają, ludzie też, i jeśli JK przestał być abstynentem, to nie oznacza od razu, że:
"oni są odpowiedzialni za to, że Jacek popadł w alkoholizm",
"trudno było mu później znaleźć moralne kierunkowskazy",
"Byli inteligentni, byli zabawowi – ale tylko tyle",
"Mieli destrukcyjny wpływ na niego jako na osobę".

To są bardzo mocne oskarżenia i jeśli się czemuś dziwię, to raczej temu, że Wojtaniec i Apiecionek zareagowali na nie tak łagodnie.
Simon napisał(a):Przypomina mi to sytuację, kiedy pub jest pełen ludzi, wszyscy siedzą, pija i wydają pieniądze, a obsługa ogłasza, że już nie podają i zamykają.
W Irlandii to normalne, bo jest częściowa prohibicja. Godzina 1 w nocy (czy wcześniej, już nie pamiętam) w lokalach przestają sprzedawać alkohole, więc Irlandczycy starają się wypić jak najwięcej do tej godziny... Nie jest to dobre, bo to (a nawet więcej) co w Polsce wypije uczestnik imprezy w ciągu 8 godzin, Irlandczyk lub Irlandka wypija w pośpiechu zanim zamkną bar w ciągu 3-4 godzin. Efekt jest taki, że są nawalenie do granic możliwości... W sklepach też prohibicja, alkohol sprzedaje się w godzinach 10:30 do 22, a w niedzielę od 12:30.
pkosela napisał(a):No i właśnie, żeby unikać podobnych sytuacji
Ale co właściwie jest złego w tej sytuacji? Tego nie rozumiem! Przecież nie jest winą Empiku, że wydawnictwo niezbyt rychliwie kolportuje książki innymi kanałami - zwłaszcza źle realizuje zamówienia indywidualne.
Jeśli już czyjaś to wina to wydawnictwa właśnie. Przy czym wcale nie jestem pewien, czy - mając zapewnioną dystrybucję masową - wydawnictwu opłaca się pitolić z kilkoma, kilkunastoma, czy nawet kilkudziesięcioma książkami wysyłanymi na zlecenie pojedynczych osób.
Natomiast faktem jest, że oficyna jest zobowiązana do przesłania egzemplarzy autorskich i tutaj "proszenie się" o nie wygląda nieładnie. WYdawnictwo powinno zadbać o tych, przed którymi podjęło się pewnych zobowiązań a w jakimś stopniu zawdzięcza samą książkę. .
Luter napisał(a):nikt do takiego towarzystwa Jacka nie zmuszał, tylko on sam je sobie wybrał - czyli niejako podtrzymał to, co powiedział w książce.
A czy oprócz tego wątku, który już właściwie staje się nudny, coś ciekawego wynikło ze spotkania autorskiego?
Błagam, powiedzcie, że tak Wink
Luter napisał(a):W takim razie nie pamiętasz dokładnie
Rzeczywiście. Następnym razem najpierw sprawdzę w książce.
Przepraszam, że posądziłem Panów o czytanie bez zrozumienia tekstu.
Luter napisał(a):To są bardzo mocne oskarżenia
Zgoda. Jednak chyba trzeba przyznać, że czynnik środowiska, to tylko jeden z prowadzących do uzależnienia i chyba nikt nie obwinia tamtego studenckiego środowiska za wszelakie zło, będące udziałem JK.
Luter napisał(a):Wojtaniec i Apiecionek zareagowali na nie tak łagodnie
Kulturalni, wykształceni ludzie... Jak inaczej mogą polemizować z tą wypowiedzią?
Prostują, jak uważają za stosowne. Szkoda tylko, że szanse na polemikę na bardziej publicznym forum marne. Chociaż może to i lepiej, bo ten temat nie powinien stać się (chociaż właściwie, poniekąd już dawno się stał) głównym przy okazji omawiania biografii JK.
Paweł Konopacki napisał(a):Ale co właściwie jest złego w tej sytuacji?
Sytuacja jest zła.
Niektórzy uważają, że to supermarket jest wszystkiemu winien, bo wymusza takie, a nie inne umowy z wydawcami. Umowy, które maksymalnie mają utrudnić nabycie towaru gdziekolwiek poza siecią.
Wydaje mi się, że po części tak. Ale także:
Paweł Konopacki napisał(a):Jeśli już czyjaś to wina to wydawnictwa właśnie.
Czyli dostawców, którzy narzekają, ale jednak dostarczają "bo nie ma innego wyjścia".
Z zastrzeżeniem, że nie tego jednego, a raczej wszystkich, którym nie chce się
Paweł Konopacki napisał(a):pitolić z kilkoma, kilkunastoma, czy nawet kilkudziesięcioma książkami wysyłanymi na zlecenie pojedynczych osób
Rynek, na którym mam niewielki wybór, gdzie kupię teoretycznie ogólnodostępny towar, nie jest zdrowym rynkiem. Ogranicza mnie do korzystania z dość dobrze zorganizowanych, ale marnej jakości usług jednej sieci. Nie wiem ile wydawnictw zdaje sobie sprawę, że kręcą bicz na własną skórę. Bo moloch, kiedy już będzie miał 99% rynku nie złagodzi warunków. Wręcz przeciwnie.
Taki kapitalizm - zarobić dużo i szybko. Później będziemy się martwić co dalej, jak już wydarzy się coś, co zmusi do takiego myślenia. A ostatecznie, jak się sypnie byznes z książkami, można sprzedawać marchewkę.
Zdaje się, że Karol pisała coś o niezgodnych z prawem praktykach stosowanych przez "pełną kulturę". Tylko nie wiem, czy chce i może tak publicznie dodać coś konkretniejszego od siebie...
/edit
basiab napisał(a):oprócz tego wątku, który już właściwie staje się nudny
Dzięki!
basiab napisał(a):Błagam, powiedzcie, że tak
Nie Tongue
Moloch już ma 99% rynku...
pkosela napisał(a):Dzięki!
chyba Cię lubię Big Grin
pkosela napisał(a):Nie
No właśnie. Odnoszę wrażenie, że biografia w zakresie "alkoholowym" Wink mocno wstrzasnęła karczmarofilami, tak jakby to była dla nich nowość. Jakoś dyskusja się nie klei Sad
Pozdrawiam
basiab napisał(a):chyba Cię lubię
Nawzajem :wredny:
basiab napisał(a):Odnoszę wrażenie, że biografia w zakresie "alkoholowym" mocno wstrzasnęła karczmarofilami, tak jakby to była dla nich nowość.
Oj tam. Ja czytałem nieuważnie, Luter udowodnił, żem niesłusznie się oburzył, przeprosiłem i tyle.
basiab napisał(a):Jakoś dyskusja się nie klei
O wódzie było, to może o pieniądzach teraz? E, to chyba też nie najlepszy pomysł... Wink
Karol napisał(a):Moloch już ma 99% rynku...
A pozostały 1%? Allegro?
PS. Niedawno dziwiłem się narzekaniom na Bonusmedia. Chyba w dowód wdzięczności za darmową reklamę przestali odpowiadać na maile wysyłane przez formularz Allegro. Miałem blisko, ale brak odpowiedzi jest wyjątkowo przykry, więc poszukam sobie innej księgarni... Wygląda na to, że mają za dużo klientów, więc im ulżę.
basiab napisał(a):Odnoszę wrażenie, że biografia w zakresie "alkoholowym" mocno wstrzasnęła karczmarofilami, tak jakby to była dla nich nowość.
Nie przesadzajmy z tym zaskoczeniem. Nie sądzę, aby ktoś z kaczmarofili o tym nie wiedział, chyba że po prostu udaje święte oburzenie.
O Empiku:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.ksiazka.net.pl/modules.php?name=News&file=print&sid=16914,cat=2">http://www.ksiazka.net.pl/modules.php?n ... 6914,cat=2</a><!-- m -->
Jaśko napisał(a):O Empiku
W takim razie albo wydawcy narzekają niesłusznie, albo istnieje "grupa trzymająca empik". Istnieje trzecia możliwość?
Kuba Mędrzycki napisał(a):Nie przesadzajmy z tym zaskoczeniem.
No właśnie ja nie jestem zaskoczona. Wink
Tak odnośnie "złego towarzystwa".
Pomijając określenie (które rzeczywiście brzmi niezbyt przyjaźnie), jednak moim zdaniem jest w tym źdźbło prawdy.
Ojciec, wychowany tak, a nie inaczej, mógł być podatny na wpływy "wolniejszej" młodzieży. Co mam na myśli przez "wolniejszej"? A takiej, która w okresie nastoletnim przeżyła właściwe temu wiekowi bunt, palenie papierosów w kiblu, picie wódki po kryjomu i która miała szansę, by nabrać do tego wszystkiego dystansu. Ojciec, jak mniemam, by wychowany pod przysłowiowym kloszem. Dało mu to wiedzę, wychowało inteligenta, erudytę, niezwykłego człowieka. Ale jednak nastąpił efekt, jak to mówią po angielsku "Ospy wiecznej". Kto nie przeżył jej w dzieciństwie, może mieć kłopoty w dorosłym życiu.
Spróbuję to porównać z własnym doświadczeniem - nieco odmiennym, ale mechanizm jakby ten sam. Wychowałam się w sumie bez wiary. Wierzyłam w Boga, w Chrystusa, znałam biblię, ale nie znałam "wspólnoty" kościelnej. Gdy trafiłam na towarzystwo ewangelików, którzy wciągnęli mnie do swojej gromady, zachłysnęłam się "niesamowitą wiarą" i stałam się prawdziwą "Bible Basher" (Bijący Biblią - bardzo malownicze określenie nadgorliwego chrześcijanina). Chciałam ratować wszystkich i przyprowadzić ich do Jezusa. Przez jakieś 1,5 roku zmieniła się moja optyka, spojrzenie na świat. Byłam gotowa iść do kolegium biblijnego i stać się pastorem (marzyłam, że będę prowadziła kółka teatralne w Australijskich parafiach). Być może tak byłoby do dzisiaj, gdyby nie młody pastor, który jako drugi powiedział mi, że widzi, jak diabeł trzyma mnie za ramię (pierwszy przypadek opisałam w innym wątku). Wracając do sedna: To było moje "złe towarzystwo", które kompletnie wyprało mi mózg na pewien okres czasu (dałam sobie wyprać, to swoją drogą). Na szczęście zakończenie tej przygody nie pozostawiło przykrych powikłań, jak w przypadku Ojca, który ze swego "złego towarzystwa" wydostać się nie mógł.
Stało się to, moim zdaniem, za sprawą niezbyt precyzyjnie wyrzeźbionego charakteru Ojca. W tym sensie, że owszem, powtórzę, był wykształcony, inteligentny, oczytany, ale miał słabo wykształcony charakter moralny. Wiedział, kim jest jako twórca, jako pisarz. Jednak nie mogę być pewna, czy wiedział kim jest jako człowiek. Sugerował się swoim otoczeniem, bliskimi osobami, ale sam nie wiedział, kim ma być jako mężczyzna, mąż, ojciec. Nikt go nie nauczył tych podstawowych, ludzkich wartości. Moim zdaniem jedyną osobą, która mogłaby te cechy w Ojcu wykształcić, był Pradziadek Stasio. Nie wiem, dlaczego tak się nie stało (może być zapracowany? Może nie zdążył, nie mógł?) Pradziadkowie oraz Ciocia Bogna były moim zdaniem ostatnimi osobami w tej rodzinie, które wiedziały, co to znaczy być po prostu człowiekiem. Wyczuwałam to jako dziecko (dziadków się bałam, a pradziadków i Ciocię Bogusię kochałam miłością wielką) i dzisiaj chyba rozumiem, dlaczego.

Pozdr.
-PK
pkosela napisał(a):ale marnej jakości usług jednej sieci
Znaczy Empiku, tak? A co jest nie tak z jakością ich usług?
pkosela napisał(a):Rynek, na którym mam niewielki wybór, gdzie kupię teoretycznie ogólnodostępny towar, nie jest zdrowym rynkiem. Ogranicza mnie do korzystania z dość dobrze zorganizowanych, ale marnej jakości usług jednej sieci. Nie wiem ile wydawnictw zdaje sobie sprawę, że kręcą bicz na własną skórę. Bo moloch, kiedy już będzie miał 99% rynku nie złagodzi warunków. Wręcz przeciwnie.
Taki kapitalizm - zarobić dużo i szybko. Później będziemy się martwić co dalej, jak już wydarzy się coś, co zmusi do takiego myślenia. A ostatecznie, jak się sypnie byznes z książkami, można sprzedawać marchewkę.
Zdaje się, że Karol pisała coś o niezgodnych z prawem praktykach stosowanych przez "pełną kulturę". Tylko nie wiem, czy chce i może tak publicznie dodać coś konkretniejszego od siebie...
Ok, może jest tak, jak piszesz. Ja jestem prostym konsumentem, któremu zależy na tym, aby możliwie szybko nabyć oczekiwany towar. I tych kilka Empików, które mam w swoim mieście zazwyczaj mi to umożliwia. A jeśli nie Empik to jedna z kilku innych sieciowych księgarni. Ostatecznie pozostaje Allegro. No w każdym razie jeszcze tak nie było, abym w ciągu powiedzmy pięciu dni nie dostał oczekiwanej pozycji.
Swoją droga, bardzo często szukam książek, których w ogóle nie ma w żadnych księgarniach. Są to wydawnictwa ukazujące się nakładem różnych maleńkich oficyn i dostępne zazwyczaj tylko bezpośrednio u wydawcy. Przyznam, ze bywa nawet przyjemny ten wysiłek, który kończy się znalezieniem jakiejś książeczki, zamówieniem jej telefonicznie a nastepnie otrzymaniem jej przesyłką poleconą. Wink Taką droga zdobywałem tez niektóre wydawnictwa związane z JK - np. słynną kasetową "Stajenkę" albo pierwszą książkę Gajdy .
pkosela napisał(a):Jednak chyba trzeba przyznać, że czynnik środowiska, to tylko jeden z prowadzących do uzależnienia i chyba nikt nie obwinia tamtego studenckiego środowiska za wszelakie zło, będące udziałem JK.
Teraz to już demagogizujesz. Za wszelkie zło nikt studenckiego środowiska nie obwinia, ale też nikt nie mówi, że ktoś je obwinia za wszelkie zło, więc po co wprowadzasz taką figurę?
W książce są mocne oskarżenia pod adresem towarzystwa studenckiego JK. Towarzystwo poczuło się (notabene słusznie) tymi oskarżeniami jakoś tam dotknięte, no i tyle.
pkosela napisał(a):Prostują, jak uważają za stosowne. Szkoda tylko, że szanse na polemikę na bardziej publicznym forum marne.
A ja wcale nie jestem ciekaw takiej polemiki. Bo co miałoby z niej wyniknąć?
Oskarżenie Lindenberga opiera się na rozumowaniu, że skoro w liceum Jacek nie pił, a potem już tak, to znaczy, że towarzystwo, które sobie dobrał na studiach, było złe. Można się z tym rozumowaniem (z taką oceną sytuacji) zgadzać albo nie - i nie wydaje mi się, by można było coś ciekawego w tej konkretniej kwestii jeszcze powiedzieć. Natomiast sam udział rzeczonych osób w szerszej dyskusji o Jacku byłby oczywiście niezwykle ciekawy.
basiab napisał(a):Odnoszę wrażenie, że biografia w zakresie "alkoholowym" Wink mocno wstrzasnęła karczmarofilami, tak jakby to była dla nich nowość. Jakoś dyskusja się nie klei Sad
pkosela napisał(a):Chociaż może to i lepiej, bo ten temat nie powinien stać się (chociaż właściwie, poniekąd już dawno się stał) głównym przy okazji omawiania biografii JK.
Ja bym tego nie rozpatrywał w kategoriach powinien - nie powinien. Stał się i jest to, niestety, najzupełniej naturalne. Cokolwiek by bowiem nie mówić, jest to temat łatwy. Okazuje się, że łatwiej jest przypomnieć sobie, gdzie i co Kaczmarski pił niż gdzie i co grał tudzież wstrząsnąć się zakresem alkoholowym niż zakresem literackim.
Luter napisał(a):nie wydaje mi się, by można było coś ciekawego w tej konkretniej kwestii jeszcze powiedzieć
Słusznie. Z mojej strony koniec na ten temat.
Ale może z innej beczki:
Czy jest gdzieś dostępne nagranie telewizyjne, o którym była mowa? Jedno z pierwszych wykonań "Epitafium dla Wysockiego" byłoby nie lada gratką. Ktoś próbował do tego dotrzeć?
pkosela napisał(a):Czy jest gdzieś dostępne nagranie telewizyjne, o którym była mowa? Jedno z pierwszych wykonań "Epitafium dla Wysockiego" byłoby nie lada gratką. Ktoś próbował do tego dotrzeć?
Trudno powiedzieć czy się w ogóle zachowało. Jeśli tak, to trzeba by szukać w telewizji szwedzkiej. Może Ela mogłaby coś w tej kwestii zdziałać?
Luter napisał(a):Okazuje się, że łatwiej jest przypomnieć sobie, gdzie i co Kaczmarski pił niż gdzie i co grał tudzież wstrząsnąć się zakresem alkoholowym niż zakresem literackim.
Otóż to!
berseis13 napisał(a):Sugerował się swoim otoczeniem, bliskimi osobami, ale sam nie wiedział, kim ma być jako mężczyzna, mąż, ojciec. Nikt go nie nauczył tych podstawowych, ludzkich wartości.
Ale przynajmniej nauczył się cieszyć życiem i wolnością. Gdyby nie te otoczenie, Kaczmar być może zamiast "Kubusia Puchatka" czytałby Heideggera ( ;-) ) , ale z pewnością nie byłby wtedy takim artystą jakiego znamy. Myślę, że ta studencka wolność zdecydowanie rozwinęła Kaczmara (nie chodzi tu bynajmniej o wzmocnienie głowy, a raczej o szeroką lekturę, którą często ze złym towarzystwem omawiał). Przecież studiów nie zaniedbał. Co więcej, to całe "złe towarzystwo" przeszło na indywidualny tok studiów!
Myślę, że berseis13 się myli pisząc, że analogicznie do swoich doświadczeń z jakimiś tam ewangelickimi kapłanami, ci panowie z filologii polskiej wyprali mózg Kaczmarowi. Może w przypadku Jacka jakiś łańcuch pękł, a Kaczmar być może jak zerwany pies z łąńcucha, bez kagańca, chwytał łapczywie wolność i życie. Ale czy to jest złe? Niemoralne? Grzeszne?
Dajcie żyć po swojemu grzesznemu, a i świętym żyć będzie przyjemniej
Zbigniew napisał(a):a Kaczmar być może jak zerwany pies z łąńcucha, bez kagańca, chwytał łapczywie wolność i życie. Ale czy to jest złe? Niemoralne? Grzeszne?
Moze być i niemoralne, i grzeszne - czyli złe. Tyle, że wszystkie te pojęcia (zle, grzeszne, niemoralne) mieszczą się w systemie wartości, którego Kaczmar najprawdopodobniej w ogóle nie rozumiał i nie rozumiejąc - odrzucał.
A dlaczego nie rozumiejąc odrzucał. Może rozumiał i mimo to (lub przez to) odrzucał?
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16