Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: To moja droga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Z początku forma/styl nie bardzo mi pasował. Taki za dogłębny jakby był, ale w z kolei w drugiej części tego mi brakowało Smile . Wiele osób już zauważyło, że jakby druga część jest za mało rozbudowana i ja też się z tym zgadzam. Akcja trochę za szybko idzie Wink

Z takich rzeczy które mnie zaszokowały, a o których nie wiedziałem, to takie "naiwne podejście" jak choćby sprawa z Pomatonem, czy gra w Kasynie. Nie podejrzewałbym Jacka o to...

Po przeczytaniu mam teraz taką manie, odnajdywanie nawiązań autobiograficznych w tekstach, nie wiem czy to dobrze czy nie Big Grin
Nie wiem, czy było w tym wątku to już poruszone, ale mnie uderzyło, że książka jest napisana z niezwykłym poczuciem humoru. Rozsiane po całej książce kryptocytaty z Kaczmara to sprawa jedna, a druga, to takie zdania-perełki jak:

"Zanim Jacek opadł na swoje legowisko, zdążyli jeszcze ujrzeć jego kredowobiałą twarz, z której odpłynęła melodia życia." (s.228).

[Jacek na koncercie w więzieniu:] "- A jakie tu w ogóle panują zasady bezpieczeństwa? - dopytuje ciekawy świata artysta." (s.239).

"Taki to był czas, że na estradę wpuszczano facetów z gitarami klasycznymi, śpiewających przez prawie dziesięć minut o piekielnych kręgach, tragicznym losie i drodze ku zatraceniu." (s.130).

I oczywiście tytuł podrozdziału o Kazimierzu Wojtańcu: "Abstynent z Pruszkowa", albo popis zdjęcia: "Jacek cierpiący" - i wiele innych.
Krajan napisał(a):Z takich rzeczy które mnie zaszokowały, a o których nie wiedziałem, to takie "naiwne podejście" jak choćby sprawa z Pomatonem, czy gra w Kasynie. Nie podejrzewałbym Jacka o to...
??? O co nie podejrzewałbyś Jacka?
Luter napisał(a):
Krajan napisał(a):Z takich rzeczy które mnie zaszokowały, a o których nie wiedziałem, to takie "naiwne podejście" jak choćby sprawa z Pomatonem, czy gra w Kasynie. Nie podejrzewałbym Jacka o to...
??? O co nie podejrzewałbyś Jacka?
Tak jak napisałem... Że można wygrać w szybki i przyjemny sposób duże pieniądze, bądź też powierzyć swój cały dorobek literacki osobie, której się nawet na oczy nie widziało. Chodzi mi przede wszystkim o podejście Jacka do pieniędzy i wszelkich spraw z tym związanych
Krajan napisał(a):Chodzi mi przede wszystkim o podejście Jacka do pieniędzy i wszelkich spraw z tym związanych
Ale dlaczego byś nie podejrzewał? Co zanim przeczytałeś biografię, wpływało na to, że teraz trudno Ci uwierzyć w to czego się dowiedziałeś z lektury?
Słuchaj, może ja mało kumaty jestem, ale nie rozumiem co piszesz.

Pytanie: O co nie podejrzewałbyś Jacka?
Odpowiedź: Że można wygrać w szybki i przyjemny sposób duże pieniądze

Nie rozumiem - nie podejrzewałbyś JK, że mógłby zagrać w kasynie czy że potrafiłby wygrać czy że co?

Co zaś do powierzenia swojego dorobku literackiego osobie, której się na oczy nie widziało, to chyba nie za bardzo zrozumiałeś kontekst całej tej sytuacji. To nie były czasy Internetu, a nawet czasy telefonu za dobrą sprawą. Trudno było inaczej zorganizować sobie desant po dziewięciu latach emigracji. Poza tym w Polsce nie było wówczas prawa autorskiego w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia, skąd wynika między innymi to, że decyzja Jacka nie była jakaś bardzo strategiczna czy nieodwracalna. Opisana w książce Gajdy sytuacja jest raczej świadectwem osobliwych czasów przełomu, a nie świadectwem osobliwego podejścia JK do spraw.
Nawiasem mówiąc, JK rzeczywiście był w tych sprawach spontaniczny i bezceremonialny, ale akurat nie ten fragment książki jest świetnym tego przykładem.
Luter napisał(a):Słuchaj, może ja mało kumaty jestem, ale nie rozumiem co piszesz.

Pytanie: O co nie podejrzewałbyś Jacka?
Odpowiedź: Że można wygrać w szybki i przyjemny sposób duże pieniądze

Nie rozumiem - nie podejrzewałbyś JK, że mógłby zagrać w kasynie czy że potrafiłby wygrać czy że co?
Że uwierzył, że tam się tylko wygrywa. To wydarzenie jest opisane jako, że po wygranej Jacek miał pretensje do przyjaciela, który go tam zabrał, że mu wcześniej nie pokazał tego miejsca. Dopiero wtedy przyjaciel, wytłumaczył jak to naprawdę jest z tym kasynem.
Krajan napisał(a):To wydarzenie jest opisane jako, że po wygranej Jacek miał pretensje do przyjaciela, który go tam zabrał, że mu wcześniej nie pokazał tego miejsca.
No nie, ta "pretensja" JK o miejsce, gdzie tak łatwo można zarobić, była jednak trochę iroczna. Trudno sobie wyobrazić, że dorosły Kaczmar nie miał zupełnie pojęcia, na czym ogólnie polega hazard.
Paweł Konopacki napisał(a):
Krajan napisał(a):To wydarzenie jest opisane jako, że po wygranej Jacek miał pretensje do przyjaciela, który go tam zabrał, że mu wcześniej nie pokazał tego miejsca.
No nie, ta "pretensja" JK o miejsce, gdzie tak łatwo można zarobić, była jednak trochę iroczna. Trudno sobie wyobrazić, że dorosły Kaczmar nie miał zupełnie pojęcia, na czym ogólnie polega hazard.
a jednak nie ironia, niestety. Przynajmniej tak jest to opisane...

"Jacek był z jednej strony bardzo dorosłym człowiekiem, dojrzałym w swojej twórczości a z drugiej bardzo dziecinnym, dziecinnie rozumującym -mówi L. Perth- Pojechaliśmy kiedyś do kasyna, w 4 osoby. Jacek po raz pierwszy. Tak się złożyło, ze wszystkie 4 osoby tego wieczora wygrały. I on miał do mnie straszne pretensje :"Stary, przyjaźnimy się, jak rodzina jesteśmy, czemu ty mi nie powiedziałeś, że jest taka meta, że można tak łatwo forsę zrobić?" Powiedziałem mu" "to są pozory, nie wierz w to". Oczywiście pojechał beze mnie następnego dnia. Jeździł jeszcze parę dnie. Zadłużył się, przepuścił wszystko. Ale to był jego dziecinny sposób rozumowania. To dziecinne zachowanie i myślenie nie pasowało do wymiaru jego piosenek" (strona 192)



"niniejszym wyrażam zgodę na wydanie moich dzieł wszystkich przez spółkę wydawniczą Pomaton w W-wie. J. Kaczmarski

Ot, cała umowa. Kaczmarski powierzył cały swój dorobek młodemu człowiekowi, o którym wiedział jedynie, że był harcerzem w Batorym, i ufał, że ma szczere chęci. Po jednej rozmowie telefonicznej, nie widząc człowieka na oczy. Tak działał w sprawach formalnych, I taki był po prostu" (str. 221)

Zdaję sobie sprawę w jakich to było czasach i okolicznościach. No, ale nie tak jak nie kupuję się np.samochodu czy domu nie oglądając go, uzgadniając tylko szczegóły przez telefon. Tak samo nie powinno się zawierzać całego swojego dorobku, całkiem obcej osobie.

Podkreślam, iż są to tylko moje przypuszczenia oparte jedynie na książce. Sam niestety nie miałem nigdy kontaktu z JK, więc nie wiem jaki naprawdę był. Na tym forum, są ludzie, którzy go znali i na pewno lepiej rozumieją podejście JK do takich spraw ode mnie. Być może z tym kasynym było inaczej, może to faktycznie była ironia, ja jednak bazując tylko na tym fragmencie odbieram to inaczej.
Krajan napisał(a):Że uwierzył, że tam się tylko wygrywa. To wydarzenie jest opisane jako, że po wygranej Jacek miał pretensje do przyjaciela, który go tam zabrał, że mu wcześniej nie pokazał tego miejsca.
Dzięki za doprecyzowanie. W sumie tak właśnie myślałem, ale wolałem się upewnić.
Ja nadal czytam... w zasadzie-czytam, wracam, przewracam, czytam dalej itp... Końca w każdym razie nie widać Smile
Na refleksje chyba jeszcze za wcześnie.. Jedynie powtórzę się z gratulacjami dla Krzysztofa Gajdy.
Mam wrażenie, że teraz słucham utworów JK w trochę inny sposób. Przyznam się, że też często na siłę doszukiwałam się w Jego utworach (nie wszystkich rzecz jasnaSmile ) podtekstów politycznych, ukrytych treści związanych z Solidarnością.. Teraz rzeczywiście zaczęłam w nich szukać tego trzeciego (a może pierwszego?) dna..?

Poza tym narodziło mi się parę pytań..
1) Czy, i ewentualnie jak udało się Kaczmarskiemu wymigać od wojska? Może nie jestem znawcą tamtych czasów, ale nawet studenci musieli przechodzić podstawowe przeszkolenie wojskowe..Chyba :niepewny:
2) Czy istnieje zdjęcie tego symbolicznego pomnika postawionego na Placu Inwalidów w Paryżu w grudniu '81 w ramach protestu, o którym jest mowa w książce? Bom szalenie ciekawa, a nigdzie nie mogłam go znaleźć..

[Dodano 17 maja 2009 o 21:14]
A tak jeszcze na temat Paryża i tego, co się tam działo w grudniu 81.. W biuletynie wydanym przez IPN znalazłam taki fragment:

"Protesty społeczeństwa francuskiego przeciwko decyzji władz PRL o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce były od samego początku powszechne. Ich kulminacja nastąpiła 15 grudnia, gdy w manifestacji w obronie pogwałconych wolności w Polsce zorganizowanej przez pięć central związkowych wzięło udział około 100 tys. paryżan. Trudno jednak mówić o widocznym udziale Polaków czy tez Francuzów polskiego pochodzenia w tych protestach. Najbardziej znanym wówczas miejscem, w którym gromadzili się ludzie manifestujący swój sprzeciw wobec polityki władz stanu wojennego i okazujący solidarność z represjonowanymi
w Polsce, była część placu Inwalidów znajdująca się na wprost ambasady PRL w Paryżu. Dostępu do ambasady strzegły wtedy jednostki specjalne policji francuskiej. Poza kordonem policyjnym przez wiele dni zbierał się czasem bardziej, czasem mniej liczny tłum. Język polski był tam często słyszalny. To właśnie Polacy układali krzyż z kwiatów, modlili się, ale i też przyłączali się do okrzyków protestu wznoszonych w kierunku okien ambasady. Obecność Polaków na placu Inwalidów miała całkowicie spontaniczny charakter. Nie przychodzili tam na apel jakiejś organizacji polonijnej. Były to pojedyncze osoby lub grupy przyjaciół, którzy chcieli
okazać poparcie zniewolonym rodakom. Po kilku tygodniach w tym miejscu kilka osób zabetonowało żelazny krzyż i tablicę upamiętniającą ofiary represji stanu wojennego w Polsce. Wokół tego miejsca zwanego „Pomnikiem Solidarności” gromadzili się przez lata, aż do 1989 r.,
zwolennicy przywrócenia obywatelskich i politycznych swobód w Polsce"

Ciekawe..
zamocik_23 napisał(a):Czy, i ewentualnie jak udało się Kaczmarskiemu wymigać od wojska? Może nie jestem znawcą tamtych czasów, ale nawet studenci musieli przechodzić podstawowe przeszkolenie wojskowe..Chyba :niepewny:
A wiesz na czym takie szkolenie polegało?
JK przeszedł to szkolenie, w czasie studium wojskowego napisał zresztą Trzy listy, czyli pierwszą część Korespondencji klasowej.
zamocik_23 napisał(a):A tak jeszcze na temat Paryża i tego, co się tam działo w grudniu 81
Znalazłem relacje z manifestacji paryskich z 13 i 14.12.1981 oraz recenzje książki Marcina Frybesa:

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.ina.fr/archivespourtous/index.php?vue=notice&from=fulltext&full=pologne+paris&cs_page=0&cs_order=0&num_notice=6">http://www.ina.fr/archivespourtous/inde ... m_notice=6</a><!-- m -->
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.ina.fr/archivespourtous/index.php?vue=notice&from=fulltext&full=pologne+paris&cs_page=1&cs_order=0&num_notice=10">http://www.ina.fr/archivespourtous/inde ... _notice=10</a><!-- m -->

<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/dz_frybes_dziekujemy_iam">http://www.culture.pl/pl/culture/artyku ... kujemy_iam</a><!-- m -->
<!-- m --><a class="postlink" href="http://new-arch.rp.pl/artykul/622092_Solidarnosc_Francuzow.html">http://new-arch.rp.pl/artykul/622092_So ... cuzow.html</a><!-- m -->
Luter napisał(a):A wiesz na czym takie szkolenie polegało?
Trwało chyba miesiąc i nie było zbyt intensywne, ale już dokładniej nie pamiętam.
zamocik_23 napisał(a):Poza tym narodziło mi się parę pytań..
1) Czy, i ewentualnie jak udało się Kaczmarskiemu wymigać od wojska? Może nie jestem znawcą tamtych czasów, ale nawet studenci musieli przechodzić podstawowe przeszkolenie wojskowe..Chyba
Chodzil na tzw. babskie wojsko -to byla nasz terminologia, bo od roku bodajze 73 na Akademiach medycznych wprowadzono dla dziewczyn wojsko bezmundurowe. Chodzili z nami chlopcy z kategoria D i powyzej(ponizej?) -Jacek pewnie ze wzgledu na wzrok byl posiadaczem takiej kategorii. Na Akademii Medycznej wojsko trwalo 2lata (dawniej 6 plus miesiezcy oboz wojskowy)- mnie na pierwszym roku lapalo jeszcze mundurowe), na uniwerku studium wojskowe trwalo rok, bylo niemundurowe dla wszystkich kategoorii, ale po studiach posiadacze kategorii A (czy B lub C tez- nie pamietam) szli do woja jako podoficerowie.( nie pamietam na jak dlugo,chyba na rok). Po upadku komuny wszystko sie zmienilo. Chyba i wczesniej zlikwidowano ten rok po studiach.Zreszta odpowiednia kategorie przy odrobinie znajomosci mozna bylo, jak niemal wszystko w tym skorumpowanym kraju 'zalatwic'
gosiafar napisał(a):nie było zbyt intensywne
Moze i nie intensywne, ale ..upierdliwe, trzeba bylo tam byc, cwiczenia zaliczyc, obecnosc zaliczyc.Zdac egzamin. Na cwiczeniach mozna bylo zajmowac sie wlasna tworczoscia -ta do druku i ta do kosza na smieci.
Konrad Wągrowski na Esensji pisze dając biografi 80%:
Cytat:Pierwsza (nie licząc może nieco autobiograficznego „Autoportretu z kanalią”) obszerna biografia Jacka Kaczmarskiego – człowieka fascynującego, niejednoznacznego, rozdartego, mającego przez lata dwa odmienne oblicza – oficjalne, wykreowane przez prasę, media, legendę, oraz osobiste – bardzo odbiegające od potocznego wyobrażenia. Krótko mówiąc – idealny materiał na ciekawą książkę. I to się Krzysztofowi Gajdzie udaje – jego książkę czyta się jednym tchem. Gajda jak najczęściej stara się oddawać głos rodzinie, znajomym, przyjaciołom barda, dzięki czemu uzyskuje zarówno bardzo dobrą dynamikę opowieści, jak i zapewnia jej wiarygodność. W mniejszym stopniu pisze o twórczości (choć oczywiście kilka słów o „Obławie”, „Murach”, „Epitafium dla Wysockiego” i kilku innych ważnych biograficznie utworach musi się pojawić), w większym o życiorysie Jacka. Nie owija w bawełnę problemów osobistych czy alkoholowych, ale to oczywiste – trudno by było bez tego mówić o wiarygodnej biografii Kaczmarskiego. Ważne, że wyłania się z tego postać złożona, fascynująca, budząca wiele sprzecznych uczuć u ludzi ją wspominających, jednocześnie na długo zajmująca myśli czytelnika. Przyznam, że od czasu „Boskich inwazji” Sutina o Philipie K. Dicku nie czytałem żadnej tak poruszającej biografii.
Fakt, czyta się świetnie. Zostawia niedosyt, ale rozumiem, że całokształt trudno "objąć" w jednej książce. Podobnie jak Luter - wracałam do tego kto się wypowiada. Początek był trochę trudniejszy, później się zbyt szybko czytało. Trochę mam wrażenie, że to nie biografia, raczej książka o JK. Przyznaję, że najbardziej zadziwiła mnie Australia - kwestia prawa jazdy i przekroczenia prędkości i uznania Aborygenów za... ludzi.
Podobnie jak Paweł mam wrażenie, że Jacek wychowywał się bez najbliższej rodziny (rodzice). To nie tylko kwestia listu, to się zwyczajnie odczuwa, także w wypowiedziach Jacka. I nie tylko.
Mam tyle przemyśleń i wniosków, ze nie jestem w stanie ich zawrzeć wszystkich naraz. Mam więc nadzieję, że dyskusja będzie trwała.
Spotkanie autorskie w Warszawie (jutro!):
Cytat:Szanowni Państwo!

W ramach cyklu imprez
„Niespodzianka 2009”
zapraszamy serdecznie na promocję książki

„To moja droga”
Biografia Jacka Kaczmarskiego,

której autorem jest Krzysztof Gajda,
wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie.

Promocja odbędzie się
25 maja 2009 r. o godz. 17.30
w „Niespodziance 2009” (Infoqultura) Plac Konstytucji 4 w Warszawie
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.sws.org.pl/">http://www.sws.org.pl/</a><!-- m -->

Pozdrawiam
Z.

P.S. Autor też ubolewa nad tym, że nie mógł przekazać informacji wcześniej...
Zeratul napisał(a):Spotkanie autorskie w Warszawie (jutro!)
Świetnie. Ja najprawdopodobniej się wybiorę.
Czytając ponownie książkę , już spokojnie i uważnie znalazłam tę powiastkę nastoletniego JK:

" Kiedyś Arue Maremateu stał wraz synem nad brzegiem morza. Gdzieś pod horyzontem pojawił się pienisty wał i zbliżał sie do wyspy. Po chwili widoczny był już jego mętny, zielonożółty brzuch. W następnym momencie uderzył w skałę i rozprysnął się w miriady drobnych iskierek , które opadły na kamienisty brzeg.
- Patrz, jak krótko żyła fala- powiedział mały Auka-nie zdążyłeś nawet zobaczyć pojedynczej kropli.
- Przebyła ona tak wielką drogę i tyle widziała-odparł Arue-że jej życie, odpowiednio do życia innych fal, nie było na pewno krótsze od naszego. A my, czy to możliwe że jesteśmy kroplami z jakiejś rozpryśniętej fali"

(str.41)

Bardzo to mądre i głębokie. Nie tylko ta powiastka , ale i inne króciutkie opowiadanka to "małe dzieła filozoficzne"Aż nie chce się wierzyć, że napisał to nastoletni chłopak. Jak dla mnie, to jeszcze jedno świadectwo jego wielkiej inteligencji i geniuszu Big Grin
basiab napisał(a):A my, czy to możliwe że jesteśmy kroplami z jakiejś rozpryśniętej fali"
''Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą''

Piękne, prawda?
Elzbieta napisał(a):''Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą''

Piękne, prawda?
Tak, też skojarzyłam te dwa teksty.
Zeratul napisał(a):Spotkanie autorskie w Warszawie

Był może ktoś? Bo mi się niestety nie udało dotrzeć.
Był ,był spotkanie kameralne , bez tłumów , na początek mały zgrzyt , na promocji książki "To moja Droga" zabrakło książek , wydawnictwo się nie popisało i książek nie dowieźli , ale najważniejsze ,że był autor Krzysztof Gajda. Rozmawiano o książce, o Jacku , można było zobaczyć i usłyszeć szkolnych kolegów Jacka, na spotkaniu obecny był Zbigniew Łapiński.
Zico napisał(a):wydawnictwo się nie popisało
Nie pierwszy raz. Wydawnictwo rzuciło nakład do supermaketu, który sobie wyciera reklamy kulturą, a resztę ma w... kasie.
Chyba pozostał po spotkaniu niedosyt i wrażenie, że jakby dużymi literami książka nie była wydrukowana i jak zrozumiałym językiem napisana, to jednak znajdą się tacy, którzy odczytają po swojemu, poczują się dotknięci pozornie nic nie znaczącym fragmentem...
pkosela napisał(a):Chyba pozostał po spotkaniu niedosyt i wrażenie, że jakby dużymi literami książka nie była wydrukowana i jak zrozumiałym językiem napisana, to jednak znajdą się tacy, którzy odczytają po swojemu, poczują się dotknięci pozornie nic nie znaczącym fragmentem...
A konkretnie?
MacB napisał(a):A konkretnie?
No właśnie, mnie też ciekawi, co konkretnie masz na myśli, Piotrze (ogólnie z Twoją wypowiedzią całkowicie się zgadzam, oczywiście).
Chodzi mi o Pana, który dementował zarzut, który jakoby pojawił się w książce, że JK na studiach wpadł w złe towarzystwo, które zmuszało Go do picia alkoholu, a kto wie, czy nie czegoś jeszcze gorszego... Przynajmniej ja w ten sposób odebrałem wypowiedź pod koniec wczorajszego spotkania, natomiast, z tego co pamiętam, w książce jest to okreslone znacznie łagodniej. Ja, czytając książkę, potraktowałem ten fragment, jak opis, czy zaznaczeniu momentu, który następuje w życiu (prawie) każdego młodego człowieka (pierwszy szum w głowie, pierwszy papieros...), a fragment zdaje się dotknął kolegę JK ze studiów.
pkosela napisał(a):Nie pierwszy raz.
Och, nawet nie drugi raz...
Wydawnictwo i osoby zań odpowiadające w niebywały wprost sposób nie są zainteresowane "życiem" książki przez siebie wydanej. Mają głęboko w poważaniu samego autora, jak i jego czytelników.
pkosela napisał(a):Chodzi mi o Pana, który...
Dziękuję. Teraz jaśniej.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16