Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: To moja droga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
M.S. napisał(a):Bo wygląda na to, że Twoim zdaniem można być albo płodnym artystą i skończyć marnie, albo zdobyć sławę paroma utworami, po czym tylko leżeć i odcinać kupony od sukcesu.
Trudno jest tłumaczyć dlaczego JK był taki a nie inny. Alkohol ma złe strony, o których przeczytasz w biografiach ale też jak się okazuje dobre. Kaczmar pił, bił ale też, a dla mnie przede wszystkim pisał i śpiewał. Nie mam zamiaru dochodzić dlaczego tak było. Po prostu przyjmuję to do wiadomości i już. Nie ma, w moim przekonaniu oczywiście, potrzeby dochodzić dlaczego Kaczmar nie był
"dorosłym, odpowiadającym za siebie mężczyzną." Nie ma też żadnego sensu twierdzenie że "gdyby trafił na jakąś odpowiedzialną kobietę, którą potrafiłaby o niego zadbać, wówczas inaczej potoczyłoby się jego życie" Bo zawsze można zadać następne pytanie - Lepiej by to było czy gorzej? A poza tym wiem z własnego doświadczenia, że uczucia są raczej ślepe albo mówiąc bardziej oględnie irracjonalne, dlatego więc czasem jest trudno zakochać się we właściwej kobiecie... naprawdę tego nie wiesz?
Trudno jest dziś oceniać czy przy innych kobietach, wśród innych przyjaciół napisałby to co napisał. Może nic by nie napisał?
Ale za najbardziej krzywdzące stwierdzenie uważam
Cytat:Ale zadaniem artysty jest takie pokierowanie swym życiem, żeby nie stoczyć się
Bo widzisz Kaczmara mimo wszystko trudno jest uważać za wykolejeńca. Popełniał błedy, robił rzeczy których mógł się wstydzić, tak. Ale kto z nas ich nie robi? Dla mnie był więc jedynie człowiekiem, który żył zbyt intensywnie, przez co być może stracił w życiu coś ważnego, czego potem żałował ale ludzie tak właśnie dochodzą do życiowych prawd, popełniają błędy a potem ich żałują, a potem znów stają przed wyborem i powtarzają je lub nie... tego też nie wiesz?
Cytat: Niemniej Jacek był strasznie upartym człowiekiem, który nie znosił czyjejś władzy nad sobą.
To bardzo płytkie stwierdzenie, bo niby dlaczego miałby znosić jakąś władzę. Zresztą idąc tym tokiem myślenia to na tym forum w większości są anarchiści: Nowak nie znosi dyktatu, Konopacki, Mędrzycki,Maciek,Sławek, ja, właściwie nie wiem kto lubi czyjąś władzę nad sobą. A uparty też chyba każdy z nas jest. tylko co z tego ma wynikać?
Seim napisał(a):Aż się zirytowali Konopackiego profesorowie z liceum.
Dla porządku: oni się niespecjalnie irytowali tym, o czym śpiewał. Zasadniczo mieli to gdzieś. Raczej z uśmiechem politowania traktowali moją fascynację twórczością JK.
Seim napisał(a):Czy oni wszyscy nie mogli zrozumieć że On jest Artystą? Że nigdy nie będzie dobrym ojcem, mężem itd.?
A dlaczego mieli rozumieć, że "On jest Artystą"? Co z tego, że "On jest artystą" wynika? Jesli np. sportowiec nie potrafi ułożyć sobie w prywatnym życiu podstawowych relacji z otoczeniem to wina leży po stronie otoczenia? Winni są bliscy, bo nie rozumieją, że on jest przecież Sportowcem? No bez jaj.
Zawód zawodem, talent talentem, powołanie powołaniem... A żona oczekuje od męża partnerstwa i oparcia, dziecko chce mieć ojca, wpółpracownicy - lojalnego kolegę. Bycie Artystą, Sportowcem, czy ...kikolwiek innym niczego nie usprawiedliwia w zakresie pokręconych relacji z bliskimi. Bycie Artystą, albo Sportowcem może co najwyżej pewne zjawiska wyjaśniać, ale też niewiele. Już raczej klimat domu rodzinnego, relacje z rodzicami, wychowanie, dzieciństwo więcej tłumaczą - niczego jednak nadal nie usprawiedliwiając.
M.S. napisał(a):Ludzi posiadających talent różni to od innych, że... mają talent.
Ponoć talenty Bóg rozdał sprawiedliwie i każdy człowiek jakiś posiada. Tylko nie każdy w tej samej dziedzinie. Jeden jest utalnetowanym pisarzem, inny księgowym, inny jeszcze pisarzem ikon albo sprzedawcą odpustów. Dopiero Romantyzm wyróżnił artystę, jako tego, którego talent jest w jakiś sposób ważniejszy, aniżeli talenty innych. Dlaczego? Mniejsza o to, ale ów mit romantyczny żywy jest do dzisiaj i bywa znakomitym usprawiedliwieniem dla wielu zjawisk nie dających się racjonalnie usprawiedliwić.

[Dodano 15 sierpnia 2009 o 23:34]
Seim napisał(a):Trudno jest tłumaczyć dlaczego JK był taki a nie inny. Alkohol ma złe strony, o których przeczytasz w biografiach ale też jak się okazuje dobre. Kaczmar pił, bił ale też, a dla mnie przede wszystkim pisał i śpiewał. Nie mam zamiaru dochodzić dlaczego tak było. Po prostu przyjmuję to do wiadomości i już.
To już chyba druga osoba, która czytała tą książkę, podjemuje o niej polemikę a jednocześnie deklaruje, że w zasadzie najważniejsze dla nie jest to, co JK napisał. Ok, ja taką postawę rozumiem, tylko nie wiem po co w takim razie czytacie biografie, skoro prywatnośc w zasadzie was nie obchodzi.
Paweł Konopacki napisał(a):A żona oczekuje od męża partnerstwa i oparcia, dziecko chce mieć ojca, współpracownicy - lojalnego kolegę.
nie wchodząc w pozostałe - szersze kwestie, z tych trzech przykładów w miarę obiektywny charakter ma tylko ten drugi: w to że dzieci chcą mieć rodziców nie można wątpić, w to że mąż ma być partnerem już tak, podobnie jak w lojalność kolegi. Można sobie przecież wyobrazić, że żona spełnia się właśnie przy mężu-dziecku, lub mężu alkoholiku (bo jakoś się w takich relacjach odnajduje), podobnie można założyć, że współpracownicy wiedzą, że facet jest zerem i kiedyś w końcu ich wystawi, ale korzyści, które z wzajemnych relacji wynoszą skłaniają ich do dalszej współpracy. Nawet jeśli trudno nam w to uwierzyć trzeba pamiętać, że tylko dzieci nie mają wpływu na to z kim idą przez życie - reszta otoczenia wybiera sobie bliskich i robi to świadomie. Oczywiście pewne czynniki mogą się zmieniać, ale ostatecznie wszyscy mamy jakąś wolę.
pozdrawiam
km
ok może dodam słowo, żeby było jaśniej: w skrócie ci, którzy wchodzili w jakieś układy z Kaczmarskim - np rodzinne czy zawodowe wiedzieli kim on jest i jakie ma wady, jeśli się decydowali na taką znajomość to dla własnych korzyści i myślę, że generalnie wychodzili na tym nieźle - sam bym się nie wahał Wink
Paweł Konopacki napisał(a):Zawód zawodem, talent talentem, powołanie powołaniem... A żona oczekuje od męża partnerstwa i oparcia, dziecko chce mieć ojca, wpółpracownicy - lojalnego kolegę.
Pochwalam, pochwalam - postawa godna naśladowania!..
Tylko do jakiego stopnia? Wzajemne oczekiwania czasem się rozmijają, co wtedy?
Paweł Konopacki napisał(a):
Seim napisał(a):Trudno jest tłumaczyć dlaczego JK był taki a nie inny. Alkohol ma złe strony, o których przeczytasz w biografiach ale też jak się okazuje dobre. Kaczmar pił, bił ale też, a dla mnie przede wszystkim pisał i śpiewał. Nie mam zamiaru dochodzić dlaczego tak było. Po prostu przyjmuję to do wiadomości i już.
To już chyba druga osoba, która czytała tą książkę, podjemuje o niej polemikę a jednocześnie deklaruje, że w zasadzie najważniejsze dla nie jest to, co JK napisał. Ok, ja taką postawę rozumiem, tylko nie wiem po co w takim razie czytacie biografie, skoro prywatnośc w zasadzie was nie obchodzi.
Cytowany przez Ciebie fragment mojej wypowiedzi nijak ma się do odpowiedzi jakiej udzielasz. Należy tu bowiem oddzielić wiedzę na temat warunków w jakich tworzył od prób tworzenia alternatywnych historii na zasadzie co było gdyby ... ?
Biografia napisana przez dr Gajdę opisuje wiele faktów z życia i procesu twórczego, które ja po prostu przyjmuję do wiadomości bo dyskutować z nimi nie sposób. Zdarzyło się i koniec. To chciałem powiedzieć.
Sfera prywatności, o której wspomniałem we wcześniejszym liście dotyczy mojego krytycznego stosunku do niezdrowej ciekawości jaka towarzyszy wielbicielom chcącym znać każdy krok z życia artystów. Jestem przekonany, że nic złego nie stałoby się gdybym pewnych faktów z życia JK nie znał. Widzisz, z posiadaną wiedzą nieraz nie wiadomo co zrobić, dlatego trzeba ją układać według stopnia istotności. Dla mnie informacje z życia prywatnego są z tego punktu widzenia mało istotne i w ocenie twórczości uważam, że takie informacje jak np nadużywanie alkoholu można pominąć. I nie chodzi tu o żadne odbrązawianie. Utwierdzam się w swym przekonaniu jeśli czytam wypowiedzi przywiązujące do tego alkoholu wagę kluczową. Podobnie jest z żonami, kochankami itd.
A książkę przeczytałem bo przekartkowałem ją w księgarni i wydała mi się ciekawa.
k. napisał(a):nie wchodząc w pozostałe...
Generalnie zgadzam się z Tobą, poza małym wyjątkiem:
k. napisał(a):tylko dzieci nie mają wpływu na to z kim idą przez życie - reszta otoczenia wybiera sobie bliskich i robi to świadomie.
Nie zawsze Wink
Seim napisał(a):Cytowany przez Ciebie fragment mojej wypowiedzi nijak ma się do odpowiedzi jakiej udzielasz.
Ma się, ma się...o czym świadczy dość obszerna Twa odpowiedź Wink
Seim napisał(a):Tylko do jakiego stopnia?
W omawianym przypadku, do jakiegokolwiek
Seim napisał(a):Wzajemne oczekiwania czasem się rozmijają, co wtedy?
Wtedy jest dupa zimna, jak mówili starożytni Grecy. Wtedy są pretensje, żale, roszczenia...
Seim napisał(a):Sfera prywatności, o której wspomniałem we wcześniejszym liście dotyczy mojego krytycznego stosunku do niezdrowej ciekawości jaka towarzyszy wielbicielom chcącym znać każdy krok z życia artystów. Jestem przekonany, że nic złego nie stałoby się gdybym pewnych faktów z życia JK nie znał. Widzisz, z posiadaną wiedzą nieraz nie wiadomo co zrobić, dlatego trzeba ją układać według stopnia istotności. Dla mnie informacje z życia prywatnego są z tego punktu widzenia mało istotne i w ocenie twórczości uważam, że takie informacje jak np nadużywanie alkoholu można pominąć. I nie chodzi tu o żadne odbrązawianie. Utwierdzam się w swym przekonaniu jeśli czytam wypowiedzi przywiązujące do tego alkoholu wagę kluczową. Podobnie jest z żonami, kochankami itd.
No tak. Czyli w zasadzie, z tego co piszesz, można rozumieć, że gdyby biografia w ogóle nie powtała, nic takiego by się nie stało, bo..."nic by się nie stało, gdybym pewnych faktów z życia Jacka nie znał.".
Ja śmiem twierdzić, że nawet lepiej by było, gdybyś pewnych faktów nie znał, bo wówczas nie musiałbyś tworzyć myślowych mechanizmów mających na celu odrzucenie, lub pomniejszenie wagi zdobytej z biografii wiedzy. Ale jednak przeczytałeś biografię i...coś z tym sporym ładunkiem wiedzy musisz zrobić. Racjonalizujesz więc (w zasadzie mówię nie tylko do Ciebie, bo ów mechanizm jest powszechniejszy wśród czytelników) że "najważniesza jest twórczość", że pewnych faktów znać nie musisz, że rozumiesz to i tamto, ale jednak najważniesze, że JK był Geniuszem. Na podobnej zasadzie, jeden ze świadków życia JK opowiadał kiedyś, jak to JK przyjął chrzest. A kiedy się okazało, że może jednak nie do końca wiadomo, czy przyjął czy też ów chrzest mu np. wmuszono - przyjaciel JK stwierdził, że w zasadzie to on nie musi wiedzieć, jak było Wink I co mu zrobisz? Najpierw z pewnością abolutną mówił swoją wersję a potem stwierdził, ze on nie musi wiedzieć. Może gdyby się dowiedział prawdy, musiałby zmienić swoje myślenie o pewnych osobach. A on tego myślenia zmienić nie chce zatem zracjonalizował sobie problem na zasadzie "ja nie muszę wiedzieć".
Jak fakty są niewygodne, to zawsze pozostaje mechanizm racjonalizacji wg. którego te fakty nie są ważne, ważniejsze są inne, nie musimy ich znać, poznaliśmy je tylko z dlatego, bo ktoś o nich napisał, dobrze że nie opisano więcej, bo po co..itd...itd...
Moim zdaniem recjoanlizować zupełnie nie ma potzeby, bo biografia jest bardzo stronnicza na korzyść JK a garść faktów przykrych w zasadzie uwiarygadnia tylko książkę i autora.

[Dodano 16 sierpnia 2009 o 09:58]
Seim napisał(a):Widzisz, z posiadaną wiedzą nieraz nie wiadomo co zrobić,
Otóż to. Własnie tego jestem świadkiem, jak pewna grupa czytelników zupełnie nie ma pojęcia co zrobić z wiedzą, której woleliby nie posiadać.
Cytat:dlatego trzeba ją układać według stopnia istotności.
i to jest właśnie racjonalizacja, tylko opisana innymi słowami. Bo "układać wg. stopnia istotności" to może w praktyce oznaczać wypieranie części wiedzy, jako nieistotnej. A "stopień istotności" każdy określa sobie sam. I właśnie tak postąpił ów świadek zycia JK, który nie wiedział co zrobić ze świadomością, że być może JK ochrzczono bez uwzględnienia woli umierającego. Uznał, ze w jego układzie wartości wiedza o chrzcie jest teraz nieistotna i "on nie musi wiedzieć, jak było" Big Grin I problem z głowy.
Witam wszystkich!

Nie śmiem jeszcze nazwać się Kaczmarofilem. Ostatni czas "zmusił" mnie natomiast do poznania twórczości Jacka, czy Mistrza, jak tu zwykło się mówić o artyście. Po kilku miesiącach zgłebiłania treści zapisanych na tym Forum postanowiłam się przedstawić i zadeklarować swoją fascynację twórczością Mistrza. Oczywiście,twórczość ta kryje jeszcze przede mną wiele tajemnic, ale pracuję nad tym Smile.
Ponieważ jest to wątek o świeżo wydanej biografii chciałabym przychylić się do opinii jednych Forumowiczów, a tym samym nie zgodzić się z innymi.
Uważam, że obiektywizm Krzysztofa Gajdy jest w wielu miejscach pozorny. Poprzez wybór i zestawienie takich, a nie innych opinii osób z Kaczmarskim związanych, powstaje stosunkowo spójny obraz artysty. Stosunkowo, ponieważ rzeczywiście opinie te bywają sprzeczne, ale wlaśnie dzięki temu czytelnik ma okazję opowiedzieć się po którejś stronie. Osobiście odczuwam w tej biografii silną obecność autora, który jednak, pomimo formy wymuszającej obiektywizm, daje czytelnikowi "coś" do zrozumienia. Nie ocenia wprost, to fakt. Ale jednak wiele jest "miejsc", w których usprawiedliwia, czy pomniejsza ludzkie słabości Kaczmara za pomocą wypowiedzi innych osób. Powstaje w oczach czytelnika obraz artysty: pracowitego, dowcipnego, erudyty, poligloty itp. Powstaje też obraz człowieka, w moim mniemaniu, rozdartego, w jakimś stopniu "opętanego" geniuszem. Taki obraz Baudelairowskiego "Albatrosa", niekiedy wulgarnego, niekiedy okrutnego ...sami wiecie, na ziemi mu ciężko. Kaczmarski - artysta przetrwa, mam nadzieję, że wystarczający pomnik wzniósł (o ten horacjański mi chodzi). Wolałabym jednak żeby nie zaistniał na stałe w świadomości jako alkoholik, kobieciarz itd. Bo za 100 lat nie będzie miało znaczenia kogo skrzywdził na tym padole. Mickiewicz również nie był aniołem i to go nie usprawiedliwiało u współczesnych, ale teraz żyje legenda i sztuka, a nie upiórSmile
Pozdrawiam wszystkich, cieszę się, że jest takie miejsce Smile
k. napisał(a):np rodzinne czy zawodowe wiedzieli kim on jest i jakie ma wady, jeśli się decydowali na taką znajomość to dla własnych korzyści i myślę, że generalnie wychodzili na tym nieźle
No nie wiem, czy tak można generalizować. O ile o tzw. współpracownikach różnej maści można powiedzieć, że generalnie wyszli nieźle na zanjomości z JK (Kopeć stworzył firmę, PG stał się znany), o ile cała masa różnych przydupasów obnoszących się ze swoją tzw. przyjaźnią (czasem faktyczną, czasem rzekomą) spija teraz wonny miód podziwu i uznania, o tyle trudno powiedzieć np. o Ince - zwłaszcza po lekturze książki - że zawierała znajomość z JK dla własnych korzyści. Takie stwierdzenie byłoby paskudnie nieuczciwe. Związała się z JK, bo go kochała, imonował jej, był dla niej ciekawy. Albo Kosma? Czy on dobrze na tym wyszedł, ze praktycznie nie znał swojego starego? Moim zdaniem raczej średnio - dziecko wychowujące się bez ojca miewa w życiu ciężko, choć może i tak lepiej, niż dziecko, którego ojciec nie poczuwa się do wychowywania.
W każdym razie uważam za nieuprawnione tego rodzaju generalizowanie, że Ci, co z JK się zadawali, wyszli na tym nieźle. Różnie to bywało.Lepiej wychodzili na płaszczyźnie zawodowej - na prywatnej stopie, jak można się przekonać z lektury biografii, często wychodziło się z JK źle.
Paweł Konopacki napisał(a):Albo Kosma? Czy on dobrze na tym wyszedł, ze praktycznie nie znał swojego starego? Moim zdaniem raczej średnio
Pewnie, zawsze mógł przyjechać do Polski(daleko nie ma), powymachiwać nazwiskiem ojca, trochę na Niego popluć, trochę pochwalić(w zależności oczywiście od okoliczności), co nieco uszczknąć, zahaczyć się tu i ówdzie otwierając sobie drzwi do różnych ważnych i wpływowych osób kluczem z napisem 'Jacek Kaczmarski' i byłoby nieźle. Potem parę kolorowych gazet zrobiłoby z 'synem barda' kilka wywiadów, stacje tv także chętnie by to 'kupiły' i interes by się rozkręcił. A jednak Kosma tego nie zrobił chociaż mógł. Nie skorzystał z tej możliwości. Został na miejscu, przy matce i z tego co słyszałem całkiem nieźle mu idzie jako nikomu za granicą nieznanemu Kosmie Kaczmarskiemu. To jest coś!
Kuba Mędrzycki napisał(a):Pewnie, zawsze mógł przyjechać do Polski(daleko nie ma), powymachiwać nazwiskiem ojca, trochę na Niego popluć, trochę pochwalić(w zależności oczywiście od okoliczności), co nieco uszczknąć, zahaczyć się tu i ówdzie otwierając sobie drzwi do różnych ważnych i wpływowych osób kluczem z napisem 'Jacek Kaczmarski' i byłoby nieźle. Potem parę kolorowych gazet zrobiłoby z 'synem barda' kilka wywiadów, stacje tv także chętnie by to 'kupiły' i interes by się rozkręcił
Dodajamy jeszcze, ze w tzw. międzyczasie, czyli mniej więcej trzy dni po przylocie do Polski, w Kosmy życiu pojawiłby się Kuba Mędrzycki, który zająłby się prowadzeniem muzycznej kariery "syna barda". Pierwszy wspólny koncert duetu miałby miejsce 5 dnia licząc od przylotu "syna barda" do Polski. Niestety obiecująca współpraca skończyłaby się dnia siódmego, ponieważ Kuba Mędrzycki nie roliczyłby się z 200 zł należnych Kosmie a zarobionych podczas rzeczonego występu. :rotfl:
Paweł Konopacki napisał(a):Dodajamy jeszcze, ze w tzw. międzyczasie, czyli mniej więcej trzy dni po przylocie do Polski, w Kosmy życiu pojawiłby się Kuba Mędrzycki, który zająłby się prowadzeniem muzycznej kariery "syna barda".
Pewnie sam by nie zaproponował tej współpracy. Pewnie byłby do niej namówiony. Mniej więcej tydzień po przylocie.
Paweł Konopacki napisał(a):Niestety obiecująca współpraca skończyłaby się dnia siódmego, ponieważ Kuba Mędrzycki nie roliczyłby się z 200 zł należnych Kosmie a zarobionych podczas rzeczonego występu.
Natomiast, gdyby poznał Pawełkę Konopacką, natychmiast współpraca zaczęłaby kwitnąć, tyle że Kosma nie byłby do końca świadom do jakiego stopnia Pawełka chce partycypować w schedzie po Ojcu i do jakiego stopnia sprawia jej to przyjemność i pomaga jej tym samym leczyć swe liczne frustracje i kompleksy. Do tego stopnia, że wybaczyłaby mu rozmaite wyskoki i zdrady nawet z członkami ich ewentualnego wspólnego zespołu, do tego stopnia, że zechciałaby stanąć z nim 22 sierpnia 2009 na ślubnym kobiercu! Big Grin
Paweł Konopacki napisał(a):No tak. Czyli w zasadzie, z tego co piszesz, można rozumieć, że gdyby biografia w ogóle nie powtała, nic takiego by się nie stało,
Tak wychodzi. Fajnie że jest ale gdyby jej nie było pewnie nic by się nie stało.
Paweł Konopacki napisał(a):Ja śmiem twierdzić, że nawet lepiej by było, gdybyś pewnych faktów nie znał, bo wówczas nie musiałbyś tworzyć myślowych mechanizmów mających na celu odrzucenie
Tylko ze ja nie odrzucam. wiem natomiast ze nie każda informacja ma jednakową wagę z mojego punktu widzenia. Nie chcę tu truć! Ale co pijanego dziś obchodzi że jutro ma iść do pracy? Ta informacja jest nieistotna, bo jutro i tak do pracy pójdzie lecz dziś ważne jest tylko to czy w szkle jest pełno? Chyba jednak racjonalizuję?...
Paweł Konopacki napisał(a):Moim zdaniem recjoanlizować zupełnie nie ma potzeby, bo biografia jest bardzo stronnicza na korzyść JK a garść faktów przykrych w zasadzie uwiarygadnia tylko książkę i autora.
I tu się z tobą nie zgadzam. Oczywiście książka dr Gajdy pokazuje Jacka Kaczmarskiego w dość pozytywnym świetle, jak to napisał
frida napisał(a):obiektywizm Krzysztofa Gajdy jest w wielu miejscach pozorny.

I ja się z tym zgadzam. Zresztą całkowicie popieram postawę dr Gajdy ale... pozostaje niedosyt jeżeli chodzi o siłę rażenia pieśni JK. Z tej biografii nie wynika jasno dlaczego ludzie chcieli słuchać Jacka, dlaczego chodzili na koncerty, dlaczego był im bliski. Momentami Autor biografii zbliża się do takich stwierdzeń ale jasne deklaracje nie padają. to mnie trochę martwi. W prologu pisze : " W czasie różnych etapów pracy wielokrotnie ożywało we mnie przekonanie że z materiałów , których nie udało mi się wykorzystać, można by napisać co najmniej drugą biografię. Ale czy napewno inną?"
MYślę że tak! Inną pod względem akcentów. Stawiającą je tam gdzie są one ważne z punktu widzenia słuchaczy, tych obecnych i tych przyszłych.
Kaczmar pisał dużo i różnorodnie. Dlatego Jego twórczość może wydawać się niespójna zbyt zniuansowana dla słuchacza.W takim przypadku jednoczyć te prace może tylko osoba autora jako punkt odniesienia całokształtu i to powinno być moim zdaniem celem pisania biografii. Tego zabrakło mi w tej pracy.
Paweł Konopacki napisał(a):i to jest właśnie racjonalizacja, tylko opisana innymi słowami. Bo "układać wg. stopnia istotności" to może w praktyce oznaczać wypieranie części wiedzy, jako nieistotnej.
Gadanie!... Czy w życiu ludzi istotna jest długość włosów? Nie! Pod warunkiem że nie mówimy o Samsonie. Jeśli tak? - Jest to informacja istotna.
Kod:
że zechciałaby stanąć z nim 22 sierpnia 2009 na ślubnym kobiercu! :D
Czyżbym o czymś nie wiedział?
Seim napisał(a):Zresztą całkowicie popieram postawę dr Gajdy ale... pozostaje niedosyt jeżeli chodzi o siłę rażenia pieśni JK. Z tej biografii nie wynika jasno dlaczego ludzie chcieli słuchać Jacka, dlaczego chodzili na koncerty, dlaczego był im bliski. Momentami Autor biografii zbliża się do takich stwierdzeń ale jasne deklaracje nie padają. to mnie trochę martwi. W prologu pisze : " W czasie różnych etapów pracy wielokrotnie ożywało we mnie przekonanie że z materiałów , których nie udało mi się wykorzystać, można by napisać co najmniej drugą biografię. Ale czy napewno inną?"
Wedle słów samego autora: stosunkowo mała (w ocenie np. mojej) obecność "twórczości" JK w biografii nie wynika z jakiegoś autorskiego zamysłu - po prostu ludzie pytani o twórczość jakoś mniej chętnie się wypowiadali, niż w przypadku Kaczmara-człowieka.
A więc silniejsze uwzględnienie Kaczmara-twórcy musiałoby się odbyć kosztem zmiany formuły książki.

Pozdrawiam
Z.
Kuba Mędrzycki napisał(a):Natomiast, gdyby poznał Pawełkę Konopacką, natychmiast współpraca zaczęłaby kwitnąć, tyle że Kosma nie byłby do końca świadom do jakiego stopnia Pawełka chce partycypować w schedzie po Ojcu i do jakiego stopnia sprawia jej to przyjemność i pomaga jej tym samym leczyć swe liczne frustracje i kompleksy. Do tego stopnia, że wybaczyłaby mu rozmaite wyskoki i zdrady nawet z członkami ich ewentualnego wspólnego zespołu, do tego stopnia, że zechciałaby stanąć z nim 22 sierpnia 2009 na ślubnym kobiercu!
nudny jesteś Tongue
Seim napisał(a):Fajnie że jest ale gdyby jej nie było pewnie nic by się nie stało.
Czytając niektóre inne opinie, a przede wszystkim mając świadomośc, że na forum jest ponad setka użytkowników, z których może z 10 raczyło się wypowiedzieć na temat książki - trzeba dojść do wniosku, że Twoje zdanie, iż "nic by się nie stało", gdyby książki nie było, podziela być może znaczna grupa miłośników twórczości JK.
Seim napisał(a):Czyżbym o czymś nie wiedział?
Nie wiedziałeś o tym, ze cudze życie interesuje Jakubka bardziej, anizeli jego własne. Ja o tym wiedziałem od dawna. Zresztą, gdybyś miał takie zycie, jak Mędrak, pewnie tez by Cię wcale ono nie obchodziło. :]
Paweł Konopacki napisał(a):Albo Kosma? Czy on dobrze na tym wyszedł...
Dziwne... Polemizujesz z Mrozzziem dając przykład syna JK, a przecież
k. napisał(a):trzeba pamiętać, że tylko dzieci nie mają wpływu na to z kim idą przez życie - reszta otoczenia wybiera sobie bliskich i robi to świadomie.
No.. chyba, że chodziło Ci głównie, aby wtrącić swoje trzy grosze na temat zupełnie kogoś innego.
MacB napisał(a):No.. chyba, że chodziło Ci głównie, aby wtrącić swoje trzy grosze na temat zupełnie kogoś innego.
No chyba, ze jakbyś przeczytał cytat z K. do którego się dodniosłem to byś pewnie zauwazył, że K. w jednym poście pisze trochę co innego, niż w drugim. W jednym dzieci wyłącza spośród grona osób nazwijmy to, poszkodowanych , w drugim zaś pisze, że wszyscy, którzy się z JK zadawali, robili to dla własnych korzyści. I ja do tego drugiego posta się odnoszę. Już pomijam, ze przykład Kosmy nie jest jednym, jaki podaję. Podaję tez np. przykład Inki.
No chyba, ze nie chodzi Ci o to, aby czytać to, co napisałem i mój post zrozumieć w kontekście cytatu, do którego się odniosłem, a tylko chcesz "wtrącić swoje trzy grosze" gdziekolwiek, byle się jakoś przypieprzyć. Czyli - inaczej mówiąc - chodzi Ci o to, o co zazwyczaj.
Poprzypieprzam się trochę (bo jeszcze wyjdę z wprawy!)
Paweł Konopacki napisał(a):jakbyś przeczytał [...]to byś pewnie zauwazył
A jakbyś Ty przeczytał to, co
k. napisał(a):nie wchodząc w pozostałe - szersze kwestie, z tych trzech przykładów w miarę obiektywny charakter ma tylko ten drugi: w to że dzieci chcą mieć rodziców nie można wątpić, w to że mąż ma być partnerem już tak, podobnie jak w lojalność kolegi. Można sobie przecież wyobrazić, że żona spełnia się właśnie przy mężu-dziecku, lub mężu alkoholiku (bo jakoś się w takich relacjach odnajduje), podobnie można założyć, że współpracownicy wiedzą, że facet jest zerem i kiedyś w końcu ich wystawi, ale korzyści, które z wzajemnych relacji wynoszą skłaniają ich do dalszej współpracy. Nawet jeśli trudno nam w to uwierzyć trzeba pamiętać, że tylko dzieci nie mają wpływu na to z kim idą przez życie - reszta otoczenia wybiera sobie bliskich i robi to świadomie. Oczywiście pewne czynniki mogą się zmieniać, ale ostatecznie wszyscy mamy jakąś wolę.
pozdrawiam
km
ok może dodam słowo, żeby było jaśniej: w skrócie ci, którzy wchodzili w jakieś układy z Kaczmarskim - np rodzinne czy zawodowe wiedzieli kim on jest i jakie ma wady, jeśli się decydowali na taką znajomość to dla własnych korzyści i myślę, że generalnie wychodzili na tym nieźle - sam bym się nie wahał
w jednym i tym samym poście, to byś zauważył, że piszesz bzdury uznając te fragmenty
Paweł Konopacki cytując k. napisał(a):np rodzinne czy zawodowe wiedzieli kim on jest i jakie ma wady, jeśli się decydowali na taką znajomość to dla własnych korzyści i myślę, że generalnie wychodzili na tym nieźle
MacB cytując k. napisał(a):trzeba pamiętać, że tylko dzieci nie mają wpływu na to z kim idą przez życie - reszta otoczenia wybiera sobie bliskich i robi to świadomie.
za pochodzące z różnych wpisów k.
EOP (end of przypieprzanie się) z mojej strony Wink
MacB napisał(a):za pochodzące z różnych wpisów k.
ok, może nie są to wypowiedzi z dwóch róznych wpisów K (zakodowało mi się, ze to były dwa różne posty, bo po prostu odpowiadałem na różne fragmenty kilku odstepach czasowych), ale sa to w mojej ocenie dwie wypowiedzi, które przynajmniej cześciowo wchodzą ze sobą w konflikt. I ja się odniosłem do tej czesci wypowiedzi K, z którą się nie zgadzam. Podałem przykład Kosmy (być może nie do końca trafny), ale - jakbyś raczył zauważyć - także przykład Inki, jako osoby, która chyba jednak nie zadawała się z JK dla własnych korzyści. Rozumiem jednak, ze przykład matki Kosmy zamieszczony w moim poście już Ci tak do obrazka ścisle nie pasue, zatem przypieprzasz się tylko do przykładu z synem JK.
MacB napisał(a):EOP (end of przypieprzanie się) z mojej strony
I słusznie, bo tak w zasadzie to niebardzo coś wykazałeś swoja wnikliwa analizą mojego posta .
Rzekłeś! Wink
Pawle - sens mojej wypowiedzi był prosty, chodziło po prostu o to, że Twoja opinia na temat tego, czego oczekują żony, dzieci i współpracownicy od innego człowieka jest głupim stereotypem i opierała się na błędnym przekonaniu, że wszyscy chcą tego samego. Otóż nie wszyscy chcą tego samego i z wyłączeniem dzieci - o czym pisałem, wszyscy mają nad swoim życiem wystarczająco dużą kontrolę żeby wybierać tych z którymi w jakiś sposób się wiążą, a w tych wyborach kierują się własnymi kryteriami. Takie założenie tłumaczy dlaczego wokół JK było tyle kobiet ile było, nawet w czasach gdy jego atrakcyjność jako wiernego i solidnego partnera była niska.
Przykład Inki, choć znacznie lepszy niż Kosmy, też jest słaby - ona widziała co robi Jacek, chodziła za nim z tym pudłem od gitary (jak mówi) i na pewno widziała czym ten facet zajmuje się po koncertach i nie tylko. Szczerze mówiąc ja dzięki biografii Gajdy odkryłem co ją w ogóle z nim trzymało i byłbym daleki od mówienia, że JK zniszczył Ince życie (choć finał może nie był zbyt szczęśliwy). Natomiast mówiąc o korzyściach z wzajemnych relacji, które skłaniają do jej podtrzymywania nie miałem oczywiście na myśli korzyści finansowych - chodziło mi właśnie o to że kontakt z JK był jednak dość stymulujący np intelektualnie, może również artystycznie, i np Inka mogła z tej relacji wynieść cholernie dużo (poza tym same listy od JK i wycieczki po europie to też jest chyba jakaś wartość dodana).
Pozdrawiam, na wszelki wypadek uprzedzam, że nie siedzę tu cały czas i najwcześniej odpowiem jutro.
km
ps. Maćku: "mrrroziem", nie "mrozzziem"Wink, ale dziękuję za pamięć Smile
k. napisał(a):Szczerze mówiąc ja dzięki biografii Gajdy odkryłem co ją w ogóle z nim trzymało i byłbym daleki od mówienia, że JK zniszczył Ince życie (choć finał może nie był zbyt szczęśliwy). Natomiast mówiąc o korzyściach z wzajemnych relacji, które skłaniają do jej podtrzymywania nie miałem oczywiście na myśli korzyści finansowych - chodziło mi właśnie o to że kontakt z JK był jednak dość stymulujący np intelektualnie, może również artystycznie, i np Inka mogła z tej relacji wynieść cholernie dużo (poza tym same listy od JK i wycieczki po europie to też jest chyba jakaś wartość dodana).
No tak, w ten sposób pojmując to faktycznie ludzie związuja się ze sobą dla jakichś tam - rozmaicie pojętych - korzyści. Jedni liczą na dobry testament, inni na stymulację intelektualną, jeszcze inni na opiekę albo innego rodzaju emocjonalne wsparcie. Można to jednak objąć wspólnym mianowinikiem: wszyscy chcą tego samego, znaczy chcą korzyści.
W ten sposób traktując problem, i to, co ja napisałem nie jest głupi stereotypem (bo istotnie wszyscy tego samego chcą), a jednoczesnie i Ty się nie mylisz, kiedy piszesz, że ludzie są ze sobą dla wzajemnych korzyści.

I na tym poprzestańmy.
Paweł Konopacki napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):Natomiast, gdyby poznał Pawełkę Konopacką, natychmiast współpraca zaczęłaby kwitnąć, tyle że Kosma nie byłby do końca świadom do jakiego stopnia Pawełka chce partycypować w schedzie po Ojcu i do jakiego stopnia sprawia jej to przyjemność i pomaga jej tym samym leczyć swe liczne frustracje i kompleksy. Do tego stopnia, że wybaczyłaby mu rozmaite wyskoki i zdrady nawet z członkami ich ewentualnego wspólnego zespołu, do tego stopnia, że zechciałaby stanąć z nim 22 sierpnia 2009 na ślubnym kobiercu!
nudny jesteś Tongue
Nie, nie nudny. Po prostu żałosny.
Paweł Konopacki napisał(a):Czytając niektóre inne opinie, a przede wszystkim mając świadomośc, że na forum jest ponad setka użytkowników, z których może z 10 raczyło się wypowiedzieć na temat książki - trzeba dojść do wniosku, że Twoje zdanie, iż "nic by się nie stało", gdyby książki nie było, podziela być może znaczna grupa miłośników twórczości JK.
Nie wiem czy znaczna grupa, to zresztą nie ma znaczenia. Bardziej interesuje mnie to do kogo adresowana jest książka? Jeżeli Autor kierował ją raczej do wielbicieli JK, to naprawdę nic by się nie stało. akty z zycia w większości są znane tym, którzy chcą je znać. W taki czy inny sposób można do nich dotrzeć. Z tego punktu widzenia dobrze że książka jest bo oszczędza czas i energię gdyż nie trzeba docierać. Ale dla tej grupy czytelników nie ma tam nic odkrywczego.

Myślę jednak, że dr Gajda chciał dotrzeć do szerszej rzeszy odbiorców i tu zaczyna się pewien problem, gdyż pomimo zaangażowania Autora z książki nie wynika że Jacek Kaczmarski był wielkim poetą, wieszczem czasu odzyskania niepodległości i związanych z tym zmian obyczajowych i mentalnych Polaków.
Obraz Poety wyłaniający się z książki umieszcza go gdzieś pomiędzy innymi twórcami tego czasu. Ani on lepszy ani gorszy, ot po prostu jeden z wielu. Dla jakiejś grupy legenda ale legendą w tych czasach są nawet aktorzy serialu Klan, więc nie jest to specjalnie nobilitujące określenie. Brakuje wyraźnych stwierdzeń o wartości twórczości Jacka.
Paweł Konopacki napisał(a):pewnie tez by Cię wcale ono nie obchodziło
Niech będzie ze tym razem jestem trochę plotkarzem, więc spytam wprost - Żenisz się?
Seim napisał(a):Niech będzie ze tym razem jestem trochę plotkarzem, więc spytam wprost - Żenisz się?
A ja zapytam: uważasz forum za najlepsze miejsce zadawania takich pytań? Co Cię powstrzymało przed wysłaniem PW, skoro już tak rozpala Cię ciekawość?
Seim napisał(a):Jeżeli Autor kierował ją raczej do wielbicieli JK, to naprawdę nic by się nie stało. akty z zycia w większości są znane tym, którzy chcą je znać.
To chyba jest sprawa oczywista, że autor nie kierował swojej pracy "raczej do wielbicieli", tylko do możliwie najszerszej grupy odbiorców.Zarówno styl narracji, jak i fakt wyboru takiego a nie innego wydawnictwa, wreszcie dość dobra i szeroka dystrybucja - wszystko to świadczy m.in o tym, ze zamiarem było dotarcie do - na tyle, na ile to mozliwe - licznej rzeszy czytelników. Sam to zresztą przyznajsze - zatem zgadzamy się, w tej sprawie.
Seim napisał(a):i tu zaczyna się pewien problem, gdyż pomimo zaangażowania Autora z książki nie wynika że Jacek Kaczmarski był wielkim poetą, wieszczem czasu odzyskania niepodległości i związanych z tym zmian obyczajowych i mentalnych Polaków.
Ale to wynika z pierwszej książki K. Gajdy poświęconej JK - "Jacek Kaczmarski w świecie tekstów". Autor zagadnieniu wagi twórczości JK, temu, że Jacek Kaczmarski "wielkim poetą był" w całości poświęcił się pisząc swoją pracę doktorską, która następnie została wydana jako książka. Biografia z zasady jest o raczej o życiu prywatnym.
Seim napisał(a):Żenisz się?
Jak chcesz odpowiedzi wprost to daj syngał na pw, ale tu mogę Ci odpowiedzieć tylko tyle, że jak zwykle nasz forumowy "Pudelek" jest źle poinformowany.
Simon napisał(a):A ja zapytam: uważasz forum za najlepsze miejsce zadawania takich pytań? Co Cię powstrzymało przed wysłaniem PW, skoro już tak rozpala Cię ciekawość?

Dlaczego ciebie nie można polubić?
Seim napisał(a):Simon napisał(a):
A ja zapytam: uważasz forum za najlepsze miejsce zadawania takich pytań? Co Cię powstrzymało przed wysłaniem PW, skoro już tak rozpala Cię ciekawość?


Dlaczego ciebie nie można polubić?
:piwko:

Swoją drogą, cóż to znowu za tajemnica? Wstyd jakiś?
Seim napisał(a):Dlaczego ciebie nie można polubić?
To już twój problem.
Kuba Mędrzycki napisał(a):Swoją drogą, cóż to znowu za tajemnica? Wstyd jakiś?
Nie wiem, czy tajemnica. Ale - czy Ty byś chciał, żeby na forum rozstrząsać Twoje prywatne sprawy, np. nierozliczone koncerty z byłymi kolegami?
Simon napisał(a):Kuba Mędrzycki napisał(a):
Swoją drogą, cóż to znowu za tajemnica? Wstyd jakiś?

Nie wiem, czy tajemnica. Ale - czy Ty byś chciał, żeby na forum rozstrząsać Twoje prywatne sprawy, np. nierozliczone koncerty z byłymi kolegami?

Chciałbym czy bym nie chciał, kołek konopacki i tak moje prywatne sprawy roztrząsa, a Ty starasz się mu dotrzymywać kroku, zresztą nie po raz pierwszy, dzięki czemu jeszcze bardziej przychylam się do ostatniego posta Seima. Kurcze, nie pamiętam kiedy ostatnio zgadzałem się z tym użytkownikiem Smile
Swoją drogą, poniekąd potwierdziłeś swoim powyższą wypowiedzią, że ten forumowy 'Pudelek', nie taki znowu źle poinformowany Big Grin
Kuba Mędrzycki napisał(a):jeszcze bardziej przychylam się do ostatniego posta Seima
Oczywiście, nigdy bym w to nie wątpił.
Trudno, żebys lubił kogoś, kto przyjaźni się z Konopaciami. Tongue
Kuba Mędrzycki napisał(a):poniekąd potwierdziłeś swoim powyższą wypowiedzią, że ten forumowy 'Pudelek', nie taki znowu źle poinformowany
Masz na myśli te informacje o kradzieży honorariów?
Kuba Mędrzycki napisał(a):Ty starasz się mu dotrzymywać kroku, zresztą nie po raz pierwszy
Kto to mówi! :lol:
Kuba, proszę Cię... :powieka:
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16