Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: To moja droga
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
MacB napisał(a):A macie?
Zważywszy, że Koścół jest "jeden, święty, powszechny i apostolski", to mamy.
MacB napisał(a):A macie?
Mamy!
Zbrozło napisał(a):Mamy!
I tego się trzymajcie!
A kysz! Sio!
Rozprzestrzeniajcie się po innych watkach Wink
Watek ma tytuł 'To moja droga', ale nie chodzi tu o droge do zbawienia.Sio Wink :aniolek:
berseis13 napisał(a):Nie wiem. Sądzę, że tak, jak wiele rozwodzących się osób, chciał znaleźć powody, by obarczyć winą drugą stronę lub ją oczernić. W sumie to dość powszechne zjawisko.
Ale z tego co zapamiętałem z książki, to Twoja mama wyjechała do Australii z postanowieniem rozejścia się, tylko to się w czasie trochę odwlekło? Ojcu też to chyba odpowiadało, więc po co by było szukanie winnych? Choć w sumie zawsze to lepiej od siebie tę winę oddalić...
Przemek napisał(a):Ale z tego co zapamiętałem z książki, to Twoja mama wyjechała do Australii z postanowieniem rozejścia się, tylko to się w czasie trochę odwlekło?
Ale to, co Ty piszesz nie stoi w sprzeczności z tym, co ja napisałam.
MacB napisał(a):A ja uważam, że prawdziwy Artysta to właśnie widzialny ślad Absolutu na Ziemi
A ja uważam, że Sztuka i Artysta nie są w żaden sposób bardziej szczególnymi śladami Absolutu na ziemi niż np. kropla wody z bajorka oglądana w dużym zbliżeniu. Raczej skłaniałbym się do stwierdzenia, że dzieła wielkich mistrzów bywają czasami tylko krótkotrwałą atrakcją dla zmysłów, w przeciwieństwie do wspomnianej kropli wody, którą można podziwiać właściwie w nieskończoność.
Owszem, Sztuka wyróżnia nas od pozostałej ziemskiej fauny. Tyle, że niewiele z tego wynika - zwłaszcza w kontekście poznania Absolutu. Dużo więcej o Nim (Absolucie, Bogu, czy jak Go tam zwał) dowiemy się oglądając pod mikroskopem komórkę cebuli czy wspomnianą kroplę z kałuży. Widzialnych śladów Absolutu mamy w swoim otoczeniu mnogość - tzw. Dzieło Sztuki się tu jakoś szczególnie nie wyróżnia.

Swoją drogą, to ciekawe, że w odniesieniu do estetyki przyrody nie ma zastosowania pojęcie kiczu czy tandety - w przeciwieństwie do Sztuki, gdzie te pojęcia są w zasadzie kluczowe. Z drugiej strony, w odniesieniu do przyrody szerokie zastosowanie ma pojęcie doskonałości, które w przypadku Sztuki w zasadzie jest bezużyteczne.
Przykładowo "mgieł pielgrzymki łąką z rana" widziane "na żywo" zapierą swoim pięknem dech w piersiach. W każdym razie do czasu, aż tego widoku ktoś nie przerobi na Sztukę i np. nie namaluje, albo nie opisze. Wówczas mamy już tylko kicz i tandetę.
Paweł Konopacki napisał(a):Wówczas mamy już tylko kicz i tandetę.
Ale tylko w oczach "artystów" tworzących "prawdziwą" sztukę oraz w oczach krytyków tylko tę "prawdziwą" sztuke uznających.
A skoro już wątek odżył.. Wie ktoś, czy plan zekranizowania są dalej martwymi planami, czy całkiem już umarły, a może już poczyniono ku temu jakieś działania??
Witam serdecznie,
po długiej lekturze obu wątków i oczywiście po lekturze samej biografii mogę dorzucić kilka uwag o charakterze mało odkrywczym, raczej dla statystyk:
1. Autorowi oczywiście należą się podziękowania i szacunek za pracę - to jasne;
2. w kwestii formy (portretu na głosy) dołączam do sceptyków - z powodów wyżej już wymienianych, więc niekoniecznie wartych powtarzania;
3. w blisko związanej z wyżej wymienioną kwestii obecności autora w jego dziele - wydaje mi się, że jest go za mało: rozumiem, że nie jest to praca naukowa i forma może być dowolna, ale ja bym chętnie jakieś zakończenie przeczytał, podobnie, jak chętnie dowiedziałbym się co autor sądzi o przytaczanych cytatach z poszczególnych osób. Oczywiście jest to kwestia gustu i możemy mówić jak jedni, że to fajnie, że możemy wybierać z wielu wersji; lub jak inni: że tak naprawdę autor mówi cytatami, a skoro przytacza to znaczy, że się zgadza, itd itp. W każdym razie nie negując prawa autora do wybrania właściwej, a może wygodnej, formy tylko informuję, że czegoś mi tutaj brakuje.
4. jeśli chodzi o odkrycia i zalety to dla mnie wiążą się one z wydaniem w biografii tych źródeł, z którymi zapewne nigdy bym się nie zetknął, przede wszystkim prób literackich Jacka z młodości (zwłaszcza prozy, która chyba jednak wtedy wychodziła mu lepiej niż później), pięknych listów do Inki (które ciekawie kontrastują z tym co JK mówił o niej w "Pożegnaniu..." - a przynajmniej z tym co ja z tego zapamiętałem), no i przede wszystkim niesamowitych i faktycznie wstrząsających zapisek z ostatnich miesięcy życia Jacka. To są dla mnie rzeczy znacznie bardziej cenne niż przytaczane relacje osób różnych - być może dlatego, że mimo dużej liczby głosów nowych i, chyba nie tylko mi, wcześniej nieznanych - faktycznie nowych treści w tych opowieściach dużo nie ma (i.e. dla kogoś kto śledził opowieści pojawiające się na stronie i forum, bo dla szarego czytelnika jest to na pewno znacznie ciekawsze).

W każdym razie cieszę się, że książka jest i że można ją nadal kupić za normalną cenę w normalnym sklepie Smile
pozdrawiam serdecznie
km
p.s. wszystko powyższe oczywiście "moim zdaniem" Wink
Bardzo cieszę się że ta książka powstała. Doktorowi Krzysztofowi należą się słowa uznania za wkład pracy jakie włożył w przygotowania do niej i udaną koncepcję jej napisania. Sam będąc wielbicielem twórczości Jacka Kaczmarskiego nigdy nie przywiązywałem zbytniej wagi do Jego życiorysu uważając że Artysta ma prawo do prywatności i tropienie każdego życiowego kroku ma jakiś niezdrowy charakter. Dlatego też książka ta odsłania szczegóły z życia Artysty, których dotąd nie znałem.
Pewnym błędem jest jednak nazwanie tej pracy biografią, gdyż w moim przekonaniu jest to zbiór wspomnień o Jacku. Wspomnień, które opisując człowieka układają się w obraz skończonej opowieści o życiu i twórczości, czasami ciekawej, czasami przykrej często zbyt subiektywnej. Przyjaciele, żony, dzieci opowiadają o człowieku który był przede wszystkim ich kolegą, mężem, ojcem, czasami bywał artystą co niestety raczej przeszkadzało w ich podstawowych relacjach. Oczywiście twórczość musi rodzić się w jakichś tam warunkach, ta rodziła się w takich jak opisują to poszczególni ludzie. Tylko że moją reakcją, pierwszym odruchem po przeczytaniu tych relacji było pytanie: Czy oni wszyscy nie mogli zrozumieć że On jest Artystą? Że nigdy nie będzie dobrym ojcem, mężem itd.? Dlaczego nie pomagali mu?
Brakuje mi w tej książce akcentów odwołujących się do Twórczości Jacka, próby odpowiedzenia na pytanie – Dlaczego przez wielu ludzi uważany jest za fenomen? Dlaczego na Jego koncertach gromadziły się tłumy? Dlaczego ludzie chcieli go słuchać? Być może należało wypowiedzi niektórych rozszerzyć np. Agnieszki Holland albo dodać relacje ludzi stojących nieco dalej od samego życia Artysty, którzy nieco lepiej potrafiliby Go ocenić przez pryzmat twórczości będąc jednocześnie osobami znającymi go w tym czasie, skoro wynika to z konstrukcji książki. Nie wierzę w to że przez cały czas w otoczeniu Artysty byli wyłącznie ludzie z którymi pił, bawił się stolikowa, a którzy mało interesowali się Jego twórczością. (oczywiście z wyjątkiem Krzysia Nowaka)
Dość znamienne dla postaci Kaczmarskiego jest to, że Jego fenomen nie budził zbyt wielkich emocji w najbliższym otoczeniu. Przynajmniej taki wniosek nasuwa mi się po przeczytaniu tej książki, jak również to, że przytaczane dość przykre epizody z życia nie są równoważone przez ponad przeciętne osiągnięcia artystyczne. Można wręcz odnieść wrażenie, że Jacek Kaczmarski był Artystą przeciętnym, porównywalnym np. z Janem Wołkiem, Antoniną Krzysztoń i innym, dla których bywał kolegą z pracy. A przecież nasza tak liczna tu obecność temu przeczy. Był najwybitniejszym Artystą swego pokolenia, był geniuszem piosenki i wiersza, ale to niestety nie wynika z tej książki. Najbardziej krzywdząca jest tu według mnie wypowiedź Tomasza Kopcia, o tym że miał dość gitary Kaczmarskiego. Według mnie to jest dowodem na przedmiotowe traktowanie twórczości Mistrza, tak jakby ten czkał piosenkami w takim tempie, że Pan Tomasz nie nadąża ich słuchać. Myślę że to dotyczy większości prezentowanych tam poglądów, wśród których dominuje przekonanie że Jacek nie był człowiekiem o którym będzie się pisało książki.

Pozdrawiam SerdecznieSmile
Seim napisał(a):Tylko że moją reakcją, pierwszym odruchem po przeczytaniu tych relacji było pytanie: Czy oni wszyscy nie mogli zrozumieć że On jest Artystą? Że nigdy nie będzie dobrym ojcem, mężem itd.?
A bo artysta to jakiś inny gatunek człowieka? Nie, obowiązują go takie same prawa i obowiązki, co innych ludzi, łącznie z koniecznością dbania o założoną przez siebie rodzinę. Bycie artystą to kiepska wymówka, bowiem jest sporo ludzi nie będących artystami, którzy kompletnie nie nadają się do życia społecznego czy rodzinnego; jest też zarazem sporo artystów, którzy potrafili tak sobie ułożyć życie, że nie stanowili utrapienia dla bliskich, a wręcz przeciwnie. Zgodzę się, że talent może i często jest przeszkodą w osiągnięciu szczęścia osobistego. Ale zadaniem artysty jest takie pokierowanie swym życiem, żeby nie stoczyć się. Wielu to się udało. Jackowi nie całkiem, mówiąc eufemistycznie.
Seim napisał(a):Dlaczego nie pomagali mu?
Bo był dorosłym, odpowiadającym za siebie mężczyzną. Truizm, ale taka jest prawda. Może gdyby trafił na jakąś odpowiedzialną kobietę, którą potrafiłaby o niego zadbać, wówczas inaczej potoczyłoby się jego życie. Niemniej Jacek był strasznie upartym człowiekiem, który nie znosił czyjejś władzy nad sobą.
Seim napisał(a):Brakuje mi w tej książce akcentów odwołujących się do Twórczości Jacka, próby odpowiedzenia na pytanie – Dlaczego przez wielu ludzi uważany jest za fenomen? Dlaczego na Jego koncertach gromadziły się tłumy? Dlaczego ludzie chcieli go słuchać? Być może należało wypowiedzi niektórych rozszerzyć np. Agnieszki Holland albo dodać relacje ludzi stojących nieco dalej od samego życia Artysty, którzy nieco lepiej potrafiliby Go ocenić przez pryzmat twórczości będąc jednocześnie osobami znającymi go w tym czasie, skoro wynika to z konstrukcji książki. Nie wierzę w to że przez cały czas w otoczeniu Artysty byli wyłącznie ludzie z którymi pił, bawił się stolikowa, a którzy mało interesowali się Jego twórczością. (oczywiście z wyjątkiem Krzysia Nowaka)
To już materiał na zupełnie inną książkę, ta w końcu w zamyśle miała być poświęcona wyłącznie życiu artysty.
M.S. napisał(a):jest też zarazem sporo artystów, którzy potrafili tak sobie ułożyć życie, że nie stanowili utrapienia dla bliskich, a wręcz przeciwnie.
Gdybyś tak zechciał z tej rzeszy wymienić choć kilku - takich, którzy życie artystyczne związali z estradą i tworzeniem na potrzeby występów i nagrań autorskiego programu.
M.S. napisał(a):A bo artysta to jakiś inny gatunek człowieka? Nie, obowiązują go takie same prawa i obowiązki, co innych ludzi, łącznie z koniecznością dbania o założoną przez siebie rodzinę.
Tak! Artysta, to inny rodzaj człowieka. Też chciałabym poznać przykład takiego, któremu jak piszesz udawało się pogodzić "życie" w rozumieniu człowieka pozbawionego "tego czegoś".
Ot, chociażby Marek Grechuta czy - zapewne znany nam wszystkim - Przemysław Gintrowski. Dodajmy do tego rzesze pisarzy, poetów lub filozofów, których praca niejednokrotnie była równie (jak nie bardziej) wyczerpująca co praca artystów estradowych. Jest ich tyle, że nawet nie chce mi się dawać przykładów, choć jeśli komuś naprawdę na tym zależy - nie ma najmniejszego problemu.
Prosiłabym o paru filozofów z nienagannie ułożonym życiem osobistym.

pozdrawiam
e.
Robicie sobie żarty? Smile
basiab napisał(a):Też chciałabym poznać przykład takiego, któremu jak piszesz udawało się pogodzić "życie" w rozumieniu człowieka pozbawionego "tego czegoś".
Thomas Mann. Pisał ponoć od 8 rano do 14:00 po południu a potem odkładał pióro i zajmował się rodziną, domem, żoną ...itp przyziemnymi sprawami. Miał jedną żonę i z nią sześcioro dzieci. Był w tym zakresie żywym zaprzeczeniem romantycznej wizji Artysty, który "nie chodzi po ziemi" i mowę duchów "na wylot zna przecież", kocha się z rzeszą fanek a chwilach odpoczynku rozchodzi się z kolejną "miłością swojego życia". Nie przeszkadzało Mannowi życie rodzinne w napisaniu kilku dość poważnych książek, które są nie tylko klasyką, ale i arcydziełami literatury. Na dodatek jeszcze dostał nagrodę Nobla - ale to szczegół ponoć nie mający związku z tym, co i jak się tworzy. Wink

[Dodano 15 sierpnia 2009 o 13:12]
basiab napisał(a):Artysta, to inny rodzaj człowieka.
A ja uważam, ze specjalne prawa należą się utalentowanym spawaczom. Bo oni "mają to coś". Oni są Rembrandtami termicznej obróbki metalu
Paweł Konopacki napisał(a):A ja uważam, ze specjalne prawa należą się utalentowanym spawaczom
Każdej grupie zawodowej nalezą się te same prawa i maja te same obowiązki wobec Rodzin. Tylko tych filozofów byłam ciekawa. Jakos żaden mi do głowy nie chce teraz przyjść.
e.
A jednak chyba trudniej sprostać będąc artysta, co nie oznacza,ze nie należy.Część po prostu nie zakłada Rodzin zdając sobie sprawę,ze nie podoła.Ale by kochać innych trzeba najpierw nauczyć się kochać siebie (a nie siebie uwielbiać ).Chyba.

e.
M.S. napisał(a):Ot, chociażby Marek Grechuta czy - zapewne znany nam wszystkim - Przemysław Gintrowski. Dodajmy do tego rzesze pisarzy, poetów lub filozofów,
To tylko jednostki. Bardzo nieliczne. Sad( Matematycznie rzecz biorąc udział "zdrowych" jednostek w całej sztuce to promile Big Grin Na temat Grechuty też bym dyskutowała.
Skąd wiesz, że promile? To są opinie, właściwie niemożliwe do zweryfikowania. Ja tylko chciałem udowodnić, że można być wybitnym artystą i jednocześnie mieć sensownie ułożone życie, co - mam nadzieję - udało mi się.
basiab napisał(a):Na temat Grechuty też bym dyskutowała.
Na temat każdego można dyskutować. W każdym człowieku jest raj, piekło i czyściec, tak nawiązując do bohatera naszego wątku. Bycie czy nie bycie artystą w żaden sposób niczego nie przesądza. Choć fakt, artyści, jako ludzie wrażliwsi, często są bardziej narażeni na wszelkie przejawy zła w naszym życiu.
M.S. napisał(a):Choć fakt, artyści, jako ludzie wrażliwsi, często są bardziej narażeni na wszelkie przejawy zła w naszym życiu.
I to jest główny powód dla którego są "inni".
Jaśko napisał(a):Robicie sobie żarty?
Jasne że tak Big Grin
basiab napisał(a):I to jest główny powód dla którego są "inni".
A tam inni. Znam ludzi pozbawionych talentu, którzy wrażliwością mogliby obdarować kilka dziesiątek. I też nierzadko źle się czują w naszaej rzeczywistości.

Ludzi posiadających talent różni to od innych, że... mają talent. A to, jakimi prywatnie są osobami, zależy od nich. Nie ma tu żadnych reguł, toteż próba specjalnego traktowania kogokolwiek, bo jest Artystą (koniecznie z wielkiej litery), jest moim zdaniem sporo przesadą. Co oczywiście nie zmienia mojej opinii, że niektórym za to, co stworzyli, należy im się nieco większy szacunek.
M.S. napisał(a):Ale zadaniem artysty jest takie pokierowanie swym życiem, żeby nie stoczyć się. Wielu to się udało.
Oj wielu, wielu! Na przykład taki Jerzy Połomski - wyśpiewała się chłopina parę lat, innej roboty specjalnie nie lubił, do polityki nie mieszał i jak go niedawno telewizja pokazała to jak nowy wygląda.
M.S. napisał(a):Jackowi nie całkiem, mówiąc eufemistycznie
Bo za dużo śpiewał. Po cholere mu było wypowiadać się zawsze i na każdy temat? Co przyobserwował w życiu lub gazecie to piosenka! I atakował ze sceny swoich wielbicieli - "karki cherlawe, serca twarde, umysły prawdę rzec nietęgie..." Ludzie kupili bilety na godziwą rozrywkę, a tu im niejaki Kaczmarski takie rzeczy wyśpiewuje. Aż się zirytowali Konopackiego profesorowie z liceum.
Nawet teraz nie wiadomo dokładnie o czym pisał Kaczmarski!
A jakby sobie poprzestał na "murach" toby dzisiaj jeździł po uniwersytetach i pierdolił elaboraty w stylu" Oj! walczyło się chłopcy walczyło. W stanie wojennym to się walczyło! Jak pisałem piosenkę "mury" to miałem świadomość że dokonuję czegoś wielkiego, że piszę wiekopomne dzieło na miarę Roty. Bo to z założenia miał być hymn Solidarności. Taka była potrzeba chwili i ja ją wyczuwałem. Nie mogłem brać czynnego udziału w walce z reżimem, więc walczyłem pisząc tę pieśń..."
Można wiedzieć, do czego pijesz, Seim? Bo wygląda na to, że Twoim zdaniem można być albo płodnym artystą i skończyć marnie, albo zdobyć sławę paroma utworami, po czym tylko leżeć i odcinać kupony od sukcesu.
M.S. napisał(a):Co oczywiście nie zmienia mojej opinii, że niektórym za to, co stworzyli, należy im się nieco większy szacunek.
A czy zmienia twoja opinię o twórczości Jacka? Czy ważne jest dla ciebie słuchającego go to czy, i komu obrzygał pościel, ile miał kochanek, ile wypił w ciągu swojego życia? Bo mnie jest to zupełnie obojętne. Z całym szacunkiem dla tego co przeszła z nim jedna, czy druga żona i dzieci - dla mnie on jest geniuszem. Biorąc pod uwagę , to co napisał i co przekazał nam jego miłośnikom prowadząc takie życie, to inaczej nie jestem w stanie tego nazwać.
Irytuje mnie to ciągłe wracanie do jego picia. Słucham go co dzień i wciąż na nowo odkrywam. Słucham, czuję i to jest najważniejsze.
Biografia jest bardzo cenną pozycją w moim zbiorze.
basiab napisał(a):A czy zmienia twoja opinię o twórczości Jacka? Czy ważne jest dla ciebie słuchającego go to czy, i komu obrzygał pościel, ile miał kochanek, ile wypił w ciągu swojego życia?
Opinię o twórczości nie, gdyż ta broni się sama. Czy z moich słów wynika co innego?

Ciekawi mnie tylko, dlaczego skoro:
basiab napisał(a):Z całym szacunkiem dla tego co przeszła z nim jedna, czy druga żona i dzieci - dla mnie on jest geniuszem. Biorąc pod uwagę , to co napisał i co przekazał nam jego miłośnikom prowadząc takie życie, to inaczej nie jestem w stanie tego nazwać. Irytuje mnie to ciągłe wracanie do jego picia. Słucham go co dzień i wciąż na nowo odkrywam. Słucham, czuję i to jest najważniejsze.
Napisałeś, że:
basiab napisał(a):Biografia jest bardzo cenną pozycją w moim zbiorze.
Skoro i tak ważna jest tylko jego twórczość, a jego życie osobiste jest Ci zupełnie obojętne, to skąd u Ciebie takie zainteresowanie jego biografią?
M.S. napisał(a):Skoro i tak ważna jest tylko jego twórczość, a jego życie osobiste jest Ci zupełnie obojętne, to skąd u Ciebie takie zainteresowanie jego biografią?
Ważne jest dla mnie wszystko co dotyczy Jacka. Nie napisałam, że nie ważne jest dla mnie jego życie. Napisałam , że irytuje mnie wałkowanie ciągle jego choroby alkoholowej.
M.S. napisał(a):niektórym za to, co stworzyli, należy im się nieco większy szacunek.
Szczególnie, jeśli coś zespawali z talentem. Nie ma to jak termiczna obróbka metalu!
M.S. napisał(a):Napisałeś, że...
Napisała i nawet wytłumaczyła dlaczego Wink
basiab napisał(a):Ważne jest dla mnie wszystko co dotyczy Jacka. Nie napisałam, że nie ważne jest dla mnie jego życie. Napisałam , że irytuje mnie wałkowanie ciągle jego choroby alkoholowej.
Ok, po prostu czytając Twój przedostatni post odniosłem inne wrażenie.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16