Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: O motoryzacji, czyli czym jeździcie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6
Czyli jak mam 5tys na samochod to kupic taki za 5tys czy ztargowac tego poloneza z silnikiem rovera do 700zl czy tam 1000 i go wziac??? W sumie ten lekarz to pierwszy wlscicile no i jego corka tez nim jezdzila ,ale ogolnie no nie wiem ja sie nie znam ,hmmm doradzcie cos Kuba ,Pawel?? :poklon: :v: :tak: Confusedlonik: :agent: Big Grin
Duch77 napisał(a):Czyli jak mam 5tys na samochod to kupic taki za 5tys czy ztargowac tego poloneza z silnikiem rovera do 700zl czy tam 1000 i go wziac???
Od Poloneza to ja bym się trzymał z daleka. Nawet jak na oko nic nie wskazuje, że będzie sie psuł to jeszcze wcale nie znaczy, ze będzie smigał bezawaryjnie. Poldki były ogólnie konstrukcją kiepską i do tego jeszcze paliwożerną (choć nie wiem, jak te z silnikiem od Rovera). Tyle, ze ten silnik to taka pozłotka na gównie, bo poza tym, ze pod koniec produkcji pododawno do Polonezów różne "unowocześnienia", np. wspomaganie, albo właśnie te silniki, najważniejsze elementy konstrukcji pozostały nie zmienione i nawet w połowie lat 90 były już dawno przestarzałymi rozwiązaniami.
Nawet jak utargujesz do tych 700 zł to i tak za chilę 4700, które masz na samochód wpompujesz w naprawy.
I nie stawiaj tak sprawy, ze jak masz 5 tys to trzeba kupić taki za 5. Jak to ma być pierwsze Twoje auto to kup coś, co będzie możliwie tanie w naprawach. Bo za 5 tys raczej nic bezawaryjnego w świetnym stanie nie nabędziesz. Ale możesz kupic samochód w miarę niedrogi w eksploatacji.
Paweł Konopacki napisał(a):Od Poloneza to ja bym się trzymał z daleka.
Niekoniecznie. W pracy miałem Poloneza Trucka i to była najlepsza opcja w firmie. Przebijał Citroeny blaszaki dostawcze i inne samochody. Był pakowny, wygodny i stosunkowo bezawaryjny.
Luter napisał(a):Z mojego doświadczenia wynika, że nawet w godzinach szczytu przemieszczanie się komunikacją miejską w Warszawie trwa średnio dwukrotnie dłużej niż jeżdżenie samochodem.
Widocznie komunikacja poznańska jest znacznie lepiej rozwiązana niż warszawska :]
Np. 6 km dzielące peryferyjne dzielnice osiedlowe od centrum miasta przejeżdżasz tramwajem w 10 minut i to niezależnie od pory dnia.

Pozdrawiam
Z.
Duch77 napisał(a):Czyli jak mam 5tys na samochod to kupic taki za 5tys czy ztargowac tego poloneza z silnikiem rovera do 700zl czy tam 1000 i go wziac???
Trudno na odległość coś doradzić. Mój Pan Mąż też ma takiego poldka i właściwie nie ma z nim większych problemów. Natomiast fakt, trochę pali. Nasz jest na gaz, więc i cenowo to wychodzi nie tak źle, dużo też zależy od jakości gazu, ale tu chyba z każdym paliwem tak jest. Tak czy inaczej - musisz go dokładnie obejrzeć, tak jak już inni wspomnieli - warto go wziąć do warsztatu i sprawdzić.
Jeżeli ma instalację gazową - chyba warto się potargować. Jest wygodny, w miarę pakowny (przy gazie trochę mniej).
Ale chyba we Wrocławiu macie jakąś giełdę samochodową? Przejdź się, popatrz, zorientuj w cenach, bo przecież na odległość nikt Ci nic sensownego nie doradzi.

A co do komunikacji: samochód, o ile nim jedzie więcej niż jedna osoba - jest tańszy i wygodniejszy. Zwłaszcza, gdy do pokonania jest nieduża odległość a brak bezpośredniego dojazdu. W Warszawie bilet kosztuje 2,80. Powiedzmy: jedna przesiadka - to już 5,60, powrót drugie tyle. Bilet dobowy to 9.00 zł. Tak np jeżdżę do mamy, do której mam ok. 7 km.
Mój Pan Mąż to wielokrotnie przeliczał, zawsze wychodziło, że samochodem taniej.
Zwłaszcza - jak się da - służbowym. Wink
Zeratul napisał(a):Widocznie komunikacja poznańska jest znacznie lepiej rozwiązana niż warszawska :]
Oj chyba tak, bo w Poznaniu macie, zdaje się, tak zwane szybkie tramwaje. W Warszawie też bywają wydzielone torowiska, ale to nie tylko o to chodzi - warszawski tramwaj ma gęściej przystanki niż najzwyklejszy autobus.
Zeratul napisał(a):Np. 6 km dzielące peryferyjne dzielnice osiedlowe od centrum miasta przejeżdżasz tramwajem w 10 minut i to niezależnie od pory dnia.
Peryferyjne dzielnice osiedlowe od centrum Warszawy dzieli 15 kilometrów, a tylko dwie z nich mają metro. I rzeczywiście - metrem z Ursynowa jest szybciej niż samochodem, no chyba że w nocy - wtedy jest tak samo. Druga strona medalu jest taka, że w godzinach szczytu w metrze można zostać zgniecionym, a nierzadko trzeba przepuścić dwa, trzy pociągi, bo nie sposób wsiąść.

Ja w godzinach szczytu staram się nie jeździć, zresztą w czasie porannego szczytu zwykle głęboko śpię. A po dziewiątej da się już dość swobodnie jechać, chyba że wypadek albo jakaś inna stłuczka.
Przemek napisał(a):W pracy miałem Poloneza Trucka i to była najlepsza opcja w firmie
No ok. Być może. Ja znam głównie złe opinie o tych autach. Sam bym sobie takiego nie kupił. Mając 5 tys na zakup samochodu, starałbym się szukać czegoś, co będzie mozliwie tanie i szybkie w naprawach. Mówiąc o czymś szybkim w naprawach mam na myśli samochód, do którego łatwo można dokupić części nowe, lub np. ze szrotu, ewentualnie zamienniki. I znów, za takie pieniądze można znaleźć jakąś Felicię w niezłym stanie.
Dla zainteresowanych mogę podrzucić artykuł porównujący Poldka i Felę. W zasadzie pod każdym względem lepiej wypada Skoda.

A tak w ogóle to rację ma Gosia, która pisze, że tak na odległość to niewiele można stwierdzić.
To też wszystko zależy. Mój rekord, to ode mnie ze wsi na Korotyńskiego jechałam 14 minut. Oczywiście komunikacją miejską, z przesiadką. A do teściowej , jak jeszcze mieszkała na Duracza, samochodem koło 2 h .
Paweł Konopacki napisał(a):artykuł porównujący Poldka i Felę.
Ale sam pomyśl, jak to brzmi: "mam Poloneza na Roverze"... Wink

Fakt, tramwajami jest szybciej. Moja mama mieszka na Ciołka. Pomijam tu już kwestię ostatnich remontów (w zasadzie trwających). Gdy u niej jestem Pan Mąż mówi, że albo wychodzimy przed 17.00 albo po 19.00... A zna wszystkie skróty i najszybsze przejazdy, bo sporo jeździ...
Luter napisał(a):Z mojego doświadczenia wynika, że nawet w godzinach szczytu przemieszczanie się komunikacją miejską w Warszawie trwa średnio dwukrotnie dłużej niż jeżdżenie samochodem.
To zależy z jakiego miejsca. Dojazd tramwajem do ścisłego centrum Warszawy zabiera dużo mniej czasu niż jednak podróż samochodem czy autobusem. Nie wspominając już o metrze. O ile oczywiście ktoś dojeżdża z Żoliborza lub Mokotowa.
Jesli chodzi o Wroclaw to rower jest git ,tylko trzeba jezdzic z maska przeciw spalinami i z nausznikami przeciw halasom silnikow.Dziwie sie,ze mimo,ze gosc jedzie 3godz z pracy do domu -bo korki samochodem,a ta sama droge na rowerze pokuje w godzinke -nie przesiadzie sie na dwa kolka??
Ja od 10lat jezdze na rowerze przez ten czas zaoszczedzilem majatek ,a takze zyskalem kondycje ,czas i nie zniszczylem srodowiska. Np. kraje takie jak Holandia,Dania,Szwecja,ale rowniez Belgia,Szwajcaria,Niemcy,Francja-bardzo propauguja ruch rowerowy i sprzyjajja rowerzystom od drog rowerowych-gdzie w Holandii ponoc jest pierszenstwo przez samochodami ,po przepisy ,ktore ulatwiaja rowrzystom zycie ,u nas pod tym wzgledem Rumunia Sad( ;( :o :' Sad :wzruszony: :ups: :niepewny: Smile) :mur: :v: :tak: Confusedlonik:
We Wrocławiu to chyba jednak najlepiej tramwajami... Poza tym, to w dużej mierze zgadzam się z Duchem. Tylko coś Ty się tak tej nieszczęsnej Rumunii przyczepił?
Paweł Konopacki napisał(a):starałbym się szukać czegoś, co będzie mozliwie tanie i szybkie w naprawach. Mówiąc o czymś szybkim w naprawach mam na myśli samochód, do którego łatwo można dokupić części nowe, lub np. ze szrotu, ewentualnie zamienniki.
Wydaje się, że w tej kategorii to właśnie polonez wypada najlepiej. Szczególnie starsze modele, które można było naprawiać nawet u tzw kowala.
Ja osobiście miałem dwa Polonezy i np za pierwszego (nie pamiętam jakie to lata były) konkurencja ze strony Skody wypadała na Favoritkę. Moim zdaniem można było porozmawiać jedynie o różnicy w spalaniu (oczywiście na korzyść Skody), ale ja bym się nie zamienił.
Nawet jak weszła Felicia nie brałem jej pod uwagę, tylko zmieniłem wtedy już pełnoletniego Poldka na nowszy model. Rozumiem jednak, że to zależy od każdego indywidualnie.
Jedni mają alergię na Poloneza inni na Skody Smile
Dla zainteresowanych Wink można poszukać jakiegoś porównania w którym Polonez nie wypada tak źle, natomiast połowa artykułu skupia się na obskurnych i trzeszczących plastikach.
Duch77 napisał(a):Ja od 10lat jezdze na rowerze przez ten czas zaoszczedzilem majatek
Stary, to dlaczego kupujesz samochód za pięć tysięcy ? są przecież salony, nie żałuj kasy, z nowym będziesz miał spokój na parę lat.
Niestety ta zima byla tragiczna dla mnie finansowo wdalem 12tys -czyli wszystkie oszczednosci na oplaty za mieszkanie i jedzenie mimo ze oszczedzamy z mamusia jak mozemy ,ale oplaty mnie zjadly ,no i mialem z tych koncertow finanse rowne zeru,nie liczac ,ze stracilem czas i energie i nic nie zarobilem ,na samych biletach po oplaceniu artystow zostaje w kieszeni 50zl Sad(
Stad raczej nawet nie mysle o wydaniu teraz 5tys. raczej bede staral sie ztargowac do 1000 lub 700zl za tego poldka w sumie jest oplacony do sierpnia i ma przeglad wazne do 2010.Glownie chodzi mi o obycie sie z autem,bo mam prawko od 2003r. ,ale poza kursami jazdy to nie szczegolnie jezdzilem czymkolwiek :lol: :rotfl: :niepewny: :zly: :wstyd: Smile) Wink
Alek napisał(a):Poza tym, to w dużej mierze zgadzam się z Duchem.
Ja też. Rowerem często jest szybciej i nie traci się nerwów w korkach. Tak jest ogólnie też z motocyklami czy skuterami. Łatwiej się wcisnąć i ominąć korek. Tyle, że - jak już zostało wcześniej napisane - gorzej, gdy jest zimno, mróz i pada...

[Dodano 19 marca 2009 o 13:24]
Duch77 napisał(a):raczej bede staral sie ztargowac do 1000 lub 700zl za tego poldka w sumie jest oplacony do sierpnia i ma przeglad wazne do 2010
Zwróć uwagę na instalację gazową, który właściciel i czy był garażowany. No i na ilość kilometrów.
My kiedyś kupiliśmy dużego Fiata. Miał chyba ze 12 lat, ale był od pierwszego właściciela (mój wujek), garażowany i miał mały przebieg. To też jeden z tych samochodów, który można naprawić "na poczekaniu".
Jak to mawiaja Norwedzy:"Nie ma zlej pogody tylko czasem ubranie nieodpowiednie" Big Grin Smile :Smile Wink :agent:
czapon napisał(a):nie wypada tak źle, natomiast połowa artykułu skupia się na obskurnych i trzeszczących plastikach.
akurat te plastiki to w Polonezie były chyba lepsze niż w Feli.
tu porównanie Poldka i Feli: <!-- m --><a class="postlink" href="http://skoda.autokacik.pl/felavspoldek/">http://skoda.autokacik.pl/felavspoldek/</a><!-- m -->
Paweł Konopacki napisał(a):http://skoda.autokacik.pl/felavspoldek/
Ciekawy artykuł, dzięki, miło było powspominać Smile
A propos Poldka, to chyba Dłuzewski twierdził, że Polonez jest samochodem ekologicznym. Dlaczego ? Bo po roku ulega biodegradacji. Smile
tmach napisał(a):po roku ulega biodegradacji.
Coś w tym jest Smile, może nie po roku, ale jednak blacha była chyba największym problemem Poldków
czapon napisał(a):blacha była chyba największym problemem Poldków
Ja uważam, że przednia klapa, która potrafiła się otworzyć w czasie jazdy! Sama słodycz...
Ale większość osób, które je miała porobiła już sobie zabezpieczenia. Smile
gosiafar napisał(a):Ja uważam, że przednia klapa, która potrafiła się otworzyć w czasie jazdy! Sama słodycz...
Ale większość osób, które je miała porobiła już sobie zabezpieczenia.
Miałem dwa, ponad dziesięć lat,ale takie historie ? to pierwsze słyszę :o . W mojej pamięci, raczej utkwiło właśnie bardzo rzadkie zaglądanie pod maskę. Myślę, że w tym tkwił cały sekret, nawiedzeni blokowi mechanicy, całymi dniami unowocześniający technologię Smile mieli właśnie różne przygody ze spalaniem, z zapalaniem itd
czapon napisał(a):ale takie historie ? to pierwsze słyszę :o
A jednak. Mojemu Panu Mężowi też się otworzyła, w dodatku na jakimś wiadukcie. Całe szczęście, że jest to człowie opanowany i jeździ spokojnie. Naprawę pokryło ubezpieczenie, więc pół biedy. I z tego, co wiem wiele Polonezów miało tą przypadłość, zwłaszcza 1.4 i 1.6.
Tego poldka mamy cały czas. Właśnie popatrzyłam w dowód rej. Mamy go już 10 lat, kupiliśmy jako dwulatka. Fakt, że z blachą jest nieco roboty. Silnik bez zarzutu, jeśli coś szwankuje, to żarówki, czasem rura wydechowa. To chyba nie tak źle. Też jest z silnikiem Rovera, zainstalowaliśmy gaz, bo jeździliśmy nim sporo i po całej Polsce, więc się opłacało (zwłaszcza, że jak twierdzi Pan Mąż - mi z Krakowa do Warszawy najbliżej jest przez Gdańsk...). Teraz najbardziej mnie w nim irytują drzwi, które nie zawsze udaje się otworzyć (tylne) i opadająca z tyłu klapa od bagażnika. Ale to też detale.
czapon napisał(a):blacha była chyba największym problemem Poldków
Na szczęście mnie ta "przyjemność" ominęła. Podobnie jak Maluch.
Freed napisał(a):Wobec tego polecam Toyotę. Corollę albo Avensis.
I tak właśnie zrobię.
Luter napisał(a):I tak właśnie zrobię.
jeśli tylko fundusze puszczają Smile, to bardzo dobra i rada i decyzja
gosiafar napisał(a):Łatwiej się wcisnąć i ominąć korek.
Pomijając fakt, że jest to niedozwolone Smile a osobiście oduczyłem się tego, jak sobie mijałem korek z prawej strony a w jednym stojącym w korku samochodzie ktoś otworzył drzwi pasażera... To bolało Smile
Duch77 napisał(a):mialem z tych koncertow finanse rowne zeru,nie liczac ,ze stracilem czas i energie i nic nie zarobilem ,na samych biletach po oplaceniu artystow zostaje w kieszeni 50zl
czyżby kryzys finansowy albo inny spisek żydowski odbił się na uduchowionej muzyce ?? :rotfl:
Duch77 napisał(a):przepisy ,ktore ulatwiaja rowrzystom zycie ,u nas pod tym wzgledem Rumunia
a jak z tym nad Donem ??

jeśli chodzi o alternatywne środki transportu to pozostaje jeszcze "trepcedes". ale to raczej rozwiązanie dla mieszkających w centrum i mających wszędzie blisko. na uczelnię mam jakieś 30-40min piechotą a autem (zależnie od natężenia ruchu) 20-40min (w nocy 7 Big Grin ). nie mniej jak pogoda nie rozpieszcza to zdecydowanie wolę posiedzieć w ciepłym autku niż wystawiać twarz na porywiste podmuchy.
Jaśko napisał(a):Ja często jeżdzę do Wwy...
A którędy jeździsz? Ja miałem okazję jechać w piątek do Torunia drogą nr 10. Masakra. Po drodze chyba z osiem mijanek, na każdej z nich stałem 10 do 15 minut (ile lat można remontować jedną drogę?!). W sumie jechałem cztery i pół godziny.
Powrót w niedzielę przez Włocławek i Płock. Mały ruch, most Solidarności w Płocku, w sumie dwie i pół godziny.
Jaśko napisał(a):...i przejazd autem kosztuje mnie w obie strony przy obecnych cenach ON ok. 55-60 zł (Yaris Diesel, poza tym mam lekką nogę)
No to mnie przejazd w obie strony kosztował odrobinę ponad dwa razy więcej (Avensis benzyna 2.0i, do tego automat). Wziąwszy pod uwagę te mijanki (nie wyłączałem silnika) plus przez cały czas w obie strony włączoną klimatyzację - i tak całkiem nieźle, zwłaszcza, że ten samochód cięższy jest o około 200 kg od mojego poprzedniego, a pali o prawie litr mniej na setkę.
Luter napisał(a):Masakra
Masakra. W ciągu ostatniego roku jechałem tamtędy chyba tylko raz, w grudniu, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło. Jeżeli już jadę autem, to przez Włocławek-Płock (choć ostatnio częściej jeżdżę pociągiem, żeby móc ten czas jakoś lepiej spożytkować).
Stron: 1 2 3 4 5 6