Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Yaro O Almost Def FM, Radiu Dead I Radiu Klęska - czyli o
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Poniżej wpis partnera życiowego Katarzyny Klich - piosenkarki i kompozytorki znanej głównie z jednego utworu. Niestety!
Wpis pojawił się na blogu artystki. Jak donosi K. Klich w sprawie wpisu interweniował Robert Kozyra z Radia ZET domagając się usunięcia tekstu z portalu Wirtualna Polska oraz z bloga Pani Klich.

A cytuję ów wpis, bo jest po prostu ciekawy. Może rzucać nowe światło na od dość dawna przewijający się także tu na Forum problem polegający na tym, że nie do końca wiemy, czy w mediach (nie tylko rozgłośniach radiowych przecież) gra się to, co się ludziom podoba, czy też może jednak ludziom ma się podobać to, co grają media.

Dzisiaj oglądałem wywiad z Yaro. I faktycznie, zwrócił on uwagę na fakt w sumie oczywisty, ale chyba jednak nie zauważny powszechnie. Otóż części artystów - znanych, poważanych, przynoszących zyski - po prostu w mediach nie ma, albo prawie nie występują. Nie gra, lub mało gra się np. Kazika, nie gra się Klich, mimo, ze wydała cztery płyty, nie gra się np. Voo Voo i innych. A to przecież nie są artyści jakość szczególnie niszowi, kierujący swoją propozycję do wąskiego grona odbiorcy. Ich koncerty przyciągają tysiące ludzi, ich płyty potrafią osiągaqć statusy złotych, czy platynowych.
Poniżej teksty, który może nieco rozjaśniać sprawę, dając cząstkową odpowiedź na pytanie, czemu pewnych artystów nie możemy obejrzeć lub posłuchać w popularnych rozgłośniach radiowych.

Yaro O Almost Def FM, Radiu Dead I Radiu Klęska
"THE TRUTH IS OUT THERE...

Witajcie!

Z tej strony ponownie Yaro.

Tak jak się tego spodziewałem - dzisiejsza dyskusja w "Dzień Dobry TVN" nie dotknęła nawet CZUBKA góry lodowej, z którą mamy do czynienia. To nie było miejsce ani czas na POWAŻNĄ dyskusję, jakiej ten temat wymaga. Depresje gwiazd, myśli samobójcze, "ciężki zawód", "gruba skóra", Britney Spears, porady Mandaryny... "Srutu tutu - kłębek drutu"! Wcale NIE O TO, tak naprawdę, w tym wszystkim chodzi...

Ale do rzeczy:

Wierzycie w sny? Miewacie czasem paskudne koszmary, które wracają do Was przez wiele lat, notorycznie nawiedzając Was po nocach? Ja mam taki koszmar - i chciałbym się nim z Wami dzisiaj podzielić... Jestem ciekaw, czy podobne koszmary miewają również inni polscy artyści... bo ci których DOBRZE znam - MAJĄ.

Dawno, dawno temu – za siedmioma górami i za siedmioma lasami – był sobie kraj zupełnie inny od naszego... tak inny, że na „Dzień dobry” mówiono tam „Do widzenia”, zamiast „Tak” mówiono „Nie”, a psy szczekały... wiadomo czym. Czyli - jeśli chodzi o SNY - to raczej standard.

W owym kraju były sobie 3 główne komercyjne rozgłośnie radiowe: Almost Def FM, Radio Dead i tzw. "Klęska". Ich pojawienie się wzbudziło powszechny entuzjazm. Ludzie słuchali ich z zapartym tchem, podziwiając nowoczesny styl prowadzenia audycji. Nawet - co jakiś czas - gorączkowo przeskakiwali z kanału na kanał, by nie ominąć najciekawszych kąsków, serwowanych raz tu – raz tam.

Tamtejsze wytwórnie płytowe, aby w eterze owych radiostacji umieścić swoich artystów, prześcigiwały się w pomysłach – to podsuwając szefom rozgłośni jakieś „drobne prezenty” czy drogie alkohole, to organizując na ich cześć bankiety, czy - w końcu - wysyłając ich na darmowe wczasy pod palmami. Niewdzięczni artyści nie mieli nawet pojęcia, ile tak naprawdę kosztowało to, że tak chętnie ich grano... Tak czy inaczej - wszyscy byli zadowoleni. Radia miały wpływy z reklam, wytwórnie ze sprzedaży płyt, artyści z koncertów, a autorzy i kompozytorzy – z tantiem płynących z tytułu radiowych emisji ich piosenek (które to tantiemy ochoczo wypłacał im tamtejszy odpowiednik naszego ZAiKSu).

Sielanka trwałaby zapewne do dzisiaj, gdyby któregoś dnia szefowie rozgłośni nie zaczęli się zastanawiać, czy aby nie wychodzą na "frajerów", dając tak "za friko" zarabiać autorom i kompozytorom. Że niby co to jest taka "Dead'ka" czy "Klęska"? Matka Teresa? Wpadli więc na genialny pomysł, żeby na jakiś czas "przykręcić wszystkim kurek"... i powoli acz systematycznie... za promowanie WYBRANYCH przez siebie artystów i ich piosenek - zacząć po prostu kasować "działkę" z "ZAiKS'owych" tantiem...

Ponieważ pomysł ten był... ehmm... jakby to ująć... etycznie trochę "nie teges", a materia dość śliska - należało zabrać się do dzieła ostrożnie i w sposób zawoalowany. Wkrótce, jak grzyby po deszczu, pojawili się na rynku jacyś tacy "cicho-ciemni", niby z nikim nie związani, którzy mówili o sobie "publisher", czy jakoś tak (nie wiem... ciemno było...). Rozeszli się po kraju, i tak niemalże staropolskim wzorem "przychodzi R. do M." - z przebiegłością godną dobrze wyszkolonego esbeka - zaczęli nagabywać niektórych autorów i kompozytorów... Że niby oni mogą sprawić, że "wasze utwory znajdą wykonawców i będą wszędzie grane, na najwyższych rotacjach" - oczywiście, w zamian za oddanie się im w tzw. "publishing" i przekazywanie im "drobnych" 30-50 % tantiem (cena rosła wprost proporcjonalnie do czasu trwania medialnej posuchy).

Nagabywanie zaczęto od tych najbardziej podatnych na perswazję. Pierwsza grupa - pazerni na kasę - z nimi można przecież "konie kraść", się wie. Druga grupa - ci początkujący, "nie śmierdzący groszem". Z tymi było już trudniej (no bo... ambicje... i takie tam... wiadomo), ale w końcu "z czegoś trzeba żyć", prawda?... Na koniec, przyszła kolej na "grupę szczególnego ryzyka" - z tymi mógł być już problem...

Wysłannicy dotarli, między innymi, do Piosenkarki X i Producenta Y. Niestety - tutaj czekało ich niemiłe rozczarowanie... Producent Y powiedział: "Sorry, ale ja w takie układy nie wchodzę". Piosenkarka X zaśmiała im się w twarz... Ale jeszcze nie dawali za wygraną... Rzekli: "Wolicie zarobić 50% od CZEGOŚ, czy 100% od ZERA?". "Sto procent od zera. Dziękujemy." - padła odpowiedź. "W takim razie - my również dziękujemy" - odparli wysłannicy. I poszli do innych...

Wkrótce wokół naszych trzech rozgłośni zebrała się śliczna gromadka radosnych, zadowolonych z życia "na gruncie osobistym i zawodowym", wykonawców piosenek. Rozgłośnie grały ich utwory non-stop, organizowały im koncerty, a raczej tzw. "spędy", gdzie nasza urocza trzódka mogła się jeszcze dopromować.

Szefowie rozgłośni zaczęli OSOBIŚCIE doglądać stadka i dbać o odpowiedni poziom "artystyczny" swoich podopiecznych. Przychodzili na sesje nagraniowe, gdzie wokalistom mówili jak mają śpiewać, muzykom jak mają grać, a producentowi - jakie ma być tempo utworów, ile sekund ma trwać "intro" i ile refrenów ma się zmieścić w 3'30'. Wszystko, oczywiście, w trosce o to, by wspólny biznes dobrze się kręcił. Nie było tutaj miejsca na jakieś pomyłki - to miały być stuprocentowe przeboje, które przyniosą im wszystkim kasę - szefowie zrobili już przecież niemalże profesury z "anatomii i struktury radiowego hitu".

Doszło nawet do tego, że nasi BOSSOWIE poczuli się aż tak bezkarni, że zupełnie bez żenady i "po legalu", odkrywając w sobie nagle niebywałe zdolności tekściarskie i kompozytorskie, zaczęli sami niektórym swoim artystom "pisać" piosenki. Przecież nikt nie zabroni im się podpisać pod WŁASNYM dziełem...

Może po prostu "mieli talent"?

Wszyscy, oczywiście, żyli długo i szczęśliwie...

DO CZASU...

Koniec bajki.

Dobrze, że to był tylko sen... Bo przecież U NAS coś takiego byłoby NIE DO POMYŚLENIA... "
Paweł Konopacki napisał(a):BOSSOWIE poczuli się aż tak bezkarni, że zupełnie bez żenady i "po legalu", odkrywając w sobie nagle niebywałe zdolności tekściarskie i kompozytorskie, zaczęli sami niektórym swoim artystom "pisać" piosenki. Przecież nikt nie zabroni im się podpisać pod WŁASNYM dziełem...
To Bob K. taki zdolny?
Paweł Konopacki napisał(a):gra się to, co się ludziom podoba, czy też może jednak ludziom ma się podobać to, co grają media.
Sprawa chyba jest jasna Wink
PMC napisał(a):Sprawa chyba jest jasna Wink
Ja też... jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę? Wink