Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Zaczyna się :-(
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
MacB napisał(a):Ale co mam zrobić? Utrudnić dziecku w zamian dzieciństwo?
Nie wiem, czy nie pobrzmiewa w tym przesada.
Znam ludzi wychowanych w rodzinach ateistycznych, z dala od religii. Nie przypominam sobie by ktokolwiek z nich narzekał na jakieś trudności w dzieciństwie.
Simon napisał(a):Nie wiem, czy nie pobrzmiewa w tym przesada.
Być może.
Simon napisał(a):Znam ludzi wychowanych w rodzinach ateistycznych, z dala od religii. Nie przypominam sobie by ktokolwiek z nich narzekał na jakieś trudności w dzieciństwie.
Kilkakrotnie już na tym forum o tym pisałem, że w dobrej religijności (zwłaszcza u dzieci!) nie widzę nic złego, wręcz przeciwnie - sądzę, że jeszcze nie dorośliśmy jako Ludzkość do świata bez Boga. Może to moje przekonanie powoduje, że wbrew swojemu światopoglądowi opowiadam dziecku też historie biblijne. Z drugiej strony kto z nas wierzy, że za siedmioma górami i siedmioma lasami żyje/żyła Królewna Śnieżka w towarzystwie siedmiu krasnoludków? Opowieści biblijne traktuję właściwie jak baśnie i mity, ale baśni nie poprzedzam wstępem "wiesz, dziecko, tatuś wprawdzie nie wierzy, że wilk przebrał się za babcię i w całości połknął Czerwonego Kapturka, ale opowiem ci dziś bajeczkę..." Opowiadając o cudach i potopach też światopoglądowych wstępów nie robię.
Ciekawe jak to było w tych rodzinach, o których piszesz? Czy oni tylko w Boga nie wierzyli, czy nie wierzyli też w rybaka i złotą rybkę, i czy opowiadajć bajki też swą w nie niewiarę jakoś manifestowali? A jeśli w ogóle nie opowiadali swym dzieciom o siedmiu plagach egipskich, o Abrahamie i zaparciu się Apostoła Piotra, to jak potem te luki w wychowaniu, jakby nie było - w pewnej kulturze tłumaczyli?

P.S. Masz dzieci?
MacB napisał(a):Jeśli masz pomysł, jak wytłumaczyć dziecku, którego wszystkie koleżanki w przedszkolu modlą się do tej samej Bozi (przez co czuje się bardziej z nimi zintegrowane), którego zawsze pilnuje Anioł Stróż (przez co czuje się bezpieczniej), i które modli się do Jezusa o zdrowie dla mamusi i tatusia (a on tych próśb dziecięcych wysłuchuje!), że to wszystko to mit/bzdura/indoktrynacja/pomyłka (niepotrzebne skreślić), to bardzo Cię proszę: powiedz mi jak to zrobić? I czy moja niewiara w Boga jest w tym momencie ważniejsza?
Myślę, że Twoja niewiara w Boga jest w tym momencie najważniejsza, bo to Ty będziesz w pewnym momencie rozdarty: z jednej strony będziesz wychowywał dziecko w duchu zasad, którym wierzysz, z drugiej - będziesz pozwalał na to, aby Twoje dziecko było poddawane indoktrynacji, epatowane mitami/pomyłkami/bzdurami, którym nie wierzysz.
Mnie by takie rozdarcie przeszkadzało. Tyle, że ja prawdopodobnie tego jednak nie doświadczę, bo po prostu w Boga wierzę. Wychowanie dziecka w duchu mojej wiary będzie rzeczą dla mnie naturalną.
MacB do Przemka napisał(a):ja np. mam pewien dyskomfort związany właśnie ze sprzeniewierzeniem się własnym poglądom.
No widzisz, Przemku, czyli jednak nie jest to aż takie trudne, aby dojśc do wniosku, że jednak rodzaj sprzeniewierzenia ma tu miejsce.
Simon napisał(a):Znam ludzi wychowanych w rodzinach ateistycznych, z dala od religii. Nie przypominam sobie by ktokolwiek z nich narzekał na jakieś trudności w dzieciństwie.
Też takich ludzi znam. I też nie przypominam sobie, aby mieli do rodziców pretensje o brak imprezy i prezentów na komunię. Mój przyjaciel z liceum (a także jego siostra) był wychwany w rodzinie całkowicie ateistycznej. I życzyłbym wielu rodzinom katolickim tak dobrych relacji między rodzicami a dziećmi, jak w ich przypadku.
Jaśko napisał(a):
tmach napisał(a):Szkoła ma edukować. Od wychowywania są rodzice.
dauri napisał(a):A misją szkoły jest przede wszystkim edukacja, a nie wychowywanie - tak uważam.
Rozumiem, że Waszym zdaniem również opowiadanie dzieciom o równouprawnieniu kobiet i mężczyzn, o tolerancji dla innych (homoseksualistów, muzułmanów, żydów itp) - nie powinno mieć miejsca w szkole?
Powinno. Tylko dziecko powinno to wynieść z domu , a nie uczyć się tego na lekcji.
Doczytałam do końca i z własnego podwórka. Z moim dzieckiem do klasy chodziła dziewczynka - Świadek Jehowy. Na początku nie przychodziła na imprezy, później już była, bo chciała/ nie mówiła rodzicom. Nie wiem. Wiem tylko, że bardzo chciała uczestniczyć np w klasowej Wigilii. Sama nie wiem co bym na miejscu jej rodziców zrobiła. To są trudne wybory i Maćkowi tylko współczuję,ale też mu się nie dziwię, bo , dzieci w swojej nietolerancji, bywają okrutne
Paweł Konopacki napisał(a):Mnie by takie rozdarcie przeszkadzało. Tyle, że ja prawdopodobnie tego jednak nie doświadczę, bo po prostu w Boga wierzę.
A w krasnoludki?
Simon napisał(a):stroisz się w piórka wzorcowego Polaka-honorowego katolika z wytatułowanymi na czole przykazaniami, mówiącymi o poszanowaniu i miłości bliźniego. A jednocześnie głosisz to co głosisz. I dlatego - jestes obłudnym, zakłamanym i fałszywym
głosząc podstawową prawdę i normalność staję sie obłudnym, zakłamanym i fałszywym? :rotfl:

[Dodano 27 października 2008 o 08:35]
MacB napisał(a):Jeśli masz pomysł, jak wytłumaczyć dziecku, którego wszystkie koleżanki w przedszkolu modlą się do tej samej Bozi (przez co czuje się bardziej z nimi zintegrowane), którego zawsze pilnuje Anioł Stróż (przez co czuje się bezpieczniej), i które modli się do Jezusa o zdrowie dla mamusi i tatusia (a on tych próśb dziecięcych wysłuchuje!), że to wszystko to mit/bzdura/indoktrynacja/pomyłka (niepotrzebne skreślić), to bardzo Cię proszę: powiedz mi jak to zrobić? I czy moja niewiara w Boga jest w tym momencie ważniejsza?
tutaj mądrze prawisz !!
Simon napisał(a):A rady ni mam, bom... sam statystyczny katolik.
a jak tłumaczysz tym, którzy zadbali o twoje katolickie sakramenty, że teraz jesteś ateistycznym fundamentalistą ?Smile
tmach napisał(a):Wiem tylko, że bardzo chciała uczestniczyć np w klasowej Wigilii.
bo dzieci dostrzegają błędy swoich rodziców
MacB napisał(a):
Paweł Konopacki napisał(a):Mnie by takie rozdarcie przeszkadzało. Tyle, że ja prawdopodobnie tego jednak nie doświadczę, bo po prostu w Boga wierzę.
A w krasnoludki?
a jednak ignorant :zly:
Paweł Konopacki napisał(a):
Przemek napisał(a):Przecież dzieci Kaczmarskiego miały dwoje rodziców i decyzji była wspólna.
No właśnie, wspólna! Wspólna decyzja a nie decyzja jednej strony, której to decyzji druga strona nie oprotestowuje.
A może po prostu JK nie oprotestowywał tej decyzji zwyczajnie dla świętego spokoju? Mogło to wywołać, co zresztą często przecież się zdarza, jakieś rodzinne konflikty, a On najzwyczajniej w świecie nie chciał się szarpać? Nie miał nic przeciwko uczestniczeniu dziecka w tym 'cyrku' wiedząc, że to dziecko jak dorośnie i tak obierze własną drogę. Czy się go na tę komunię 'puści' czy nie. I tak zdaje się też się stało, nieprawdaż?
Simon napisał(a):No i potem mamy statystyki: Polska w 95% katolicka.
Właśnie o to chodzi!
MacB napisał(a):Ale co mam zrobić? Utrudnić dziecku w zamian dzieciństwo?
Ano widzisz. Rzeczywiście, ciężko dziecku odmówić dziecku udziału w tym 'teatrze'. Bo tak naprawdę dla 8,9 latka jest to teatrzyk, w którym biorą udział jego koledzy i koleżanki. Dziewczynki stroją się niczym królewny, a chłopcy wdziewają coś na kształt garniturów. Wielotygodniowe próby tego przedstawienia, poza tym przyjeżdża rodzina, są prezenty itd. No jakże tego dziecku odmówić? Doskonale Cię rozumiem Maćku. Przecież tak naprawdę, dziecko pamięta wyłącznie te wszystkie fajerwerki związane z tym cyrkiem. I tyle. To co się dzieje później to już jest zupełnie inna sprawa.
Kuba Mędrzycki napisał(a):w tym 'cyrku'
Kuba Mędrzycki napisał(a):w tym 'teatrze'
Kuba Mędrzycki napisał(a):dla 8,9 latka jest to teatrzyk, w którym biorą udział jego koledzy i koleżanki
a ja myśle, że te 8,9 letnie dzieci rozumieją więcej niż Ty
W oczekiwaniu na odpowiedź Pawła (a pytanie banalnie proste, więc chyba długo nie trzeba będzie czekać), pozwolę sobie na mały remanent wątku.
Sławek napisał(a):a jednak ignorant :zly:
A podobno nie ma głupich pytań; coś z odpowiedziami... jak to szło?

Oto remanencik:
Sławek napisał(a):w małżeństwie [bzykanko i modlitwa] się nie wyklucza
A w kapłaństwie?
Przemek napisał(a):[Trzej Królowie zwani przez Simona "trzema królikami"] Którzy zresztą nie byli nawet królami i wogóle nie ma pewności, czy jakiś trzech gości było...
Czy i to już zostało przypisane, jak w księdze buchalteryjnej, w odpowiednią rubrykę?
Sławek napisał(a):nie chrzań mi tutaj o moim braku szacunku dla reprezentantów innych przekonań, bo sama świnia worek drze i sama kwiczy.
Święte słowa - vide: ten wątek
Paweł Konopacki napisał(a):Kościół spełnia całkiem pozytywną rolę. Zwłaszcza, kiedy...
Zaiste przykazania boże i kościelne, jak świat światem okazywały się przydatne, a gdy zaczynały uwierać - tym gorzej dla nich.
Gdy napięcie związane z tabu zbyt narastało, bogobojne owieczki mogły sobie ulżyć w karnawale, gdy przywołane w tym wątku bzykanie zbyt kusi (a do sakramentu małżeństwa jak stąd do nomen omen Nieba), to furda zakazy: od czego mamy spowiedź? Gdy Allah wraz ze słońcem idzie spać, to i Ramadan jakby przestaje obowiązywać (w kk też jakiś taki zdrowy trynd widać dotyczący postów Wink )

No i wreszcie:
Kuba Mędrzycki napisał(a):A może po prostu JK nie oprotestowywał tej decyzji zwyczajnie dla świętego spokoju? Mogło to wywołać, co zresztą często przecież się zdarza, jakieś rodzinne konflikty, a On najzwyczajniej w świecie nie chciał się szarpać? Nie miał nic przeciwko uczestniczeniu dziecka w tym 'cyrku' wiedząc, że to dziecko jak dorośnie i tak obierze własną drogę. Czy się go na tę komunię 'puści' czy nie. I tak zdaje się też się stało, nieprawdaż?
Niezmiernie mi miło postawić pod tą wypowiedzią swojego jateża Wink

[Dodano 27 października 2008 o 09:04]
Sławek napisał(a):a jak tłumaczysz tym, którzy zadbali o twoje katolickie sakramenty, że teraz jesteś ateistycznym fundamentalistą ?Smile
Z samej tej rozmowy widać, jakie potrafi być przywiązanie człowieka do tego, w co wierzy. Tak sobie myślę, że to, co pisałem o relacji z dziećmi, w jakimś stopniu dotyczy również relacji z naszymi rodzicami, bo przecież ich masz na myśli, prawda? Jeśli przywiązanie do wiary jest w nich głęboko zakorzenione, to bezbożność ich dziecka na pewno bardzo boli. Czy trzeba ten ból potęgować? Podsycać? To po katolicku? Jeśli uważasz, że ktoś taki (wiem, wiem - pisałeś do Simona, ale i ja podpadam pod tę kategorię) powinien (być może głęboko wierzącym) rodzicom wytykać, że go wbrew jego woli ochrzcili i że on pieprzy tę całą wiarę wraz z wszystkimi ich świętościami, to gratuluję postawy chrześcijańskiej! Jeśli zaś nie wymagasz od "ateistycznego fundamentalisty" takich zachowań, to po kiego ch... zadajesz takie pytania? Z miłości?
Sławek napisał(a):bo dzieci dostrzegają błędy swoich rodziców
Sławek, brak mi słów . Naprawdę. Aż się nóż otwiera w kieszeni. Jedyna słuszna wiara to katolicyzm??? Chociaż, nie wiem czemu, mam wrażenie, że masz niezły ubaw, że specjalnie prowokujesz.
Paweł Konopacki napisał(a):O ile wiem, w Australii nie ma tak rozdętej obrzędowości pierwszej komunii.
Nie ma Smile Msza odbyła się w dzień powszedni, wieczorem, w kościele stojącym na terenie mojej podstawówki. Dziewczynki były ubrane skromnie, a po uroczystości rodzice obdarowali swoje dzieci drobnymi podarunkami kupionymi w sklepiku kościelnym. Dostałam swój pierwszy różaniec od Ojca, a od Matki jej własną książeczkę do nabożeństwa.
W sięgając jeszcze wcześniej w pamięci. Tuż przed naszym wyjazdem do Australii, Ojciec zabrał mnie do księgarni i kupił mi moją pierwszą biblię dla dzieci. Jestem mu do dzisiaj za to wdzięczna, bo dzięki lekturze tej ślicznie napisanej, pięknie ilustrowanej książki, mam większe pojęcie o postaciach i wydarzeniach z pisma świętego. O Bogu jednak z Ojcem nigdy nie rozmawiałam, ale często wypytywał mnie, co przeczytałam w biblii i obmawialiśmy przesłania niektórych fragmentów. Myślę, że Ojca interesowało Chrześcijaństwo i Biblia tylko i wyłącznie pod kątem literackim - jakimiś archetypami postaci, wydarzeń. Kiedy wróciłam pewnego dnia ze szkoły i chciałam pochwalić się umiejętnością wypowiedzenia modlitwy "Ojcze Nasz" po Angielsku, Ojciec burknął, że powinnam zająć się czymś bardziej pożytecznym. Ojciec bardzo szanował ludzi wiary, szanował wykształconych i mądrych duchownych, ale generalnie potępiał wszelkiego rodzaju fanatyzmy, ślepe poddanie jakimś regułom. Ja poszłam do komunii w wieku 11 lat z własnego wyboru, co Ojciec bardzo uszanował i wspierał mnie w nauce poprzedzającej uroczystość. Myślę, że gdybym poszła, bo Matka mnie namawiała, lub pod groźbą księdza proboszcza, to by się Ojciec zupełnie inaczej zachował.
Sławek napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):w tym 'cyrku'
Kuba Mędrzycki napisał(a):w tym 'teatrze'
Kuba Mędrzycki napisał(a):dla 8,9 latka jest to teatrzyk, w którym biorą udział jego koledzy i koleżanki
a ja myśle, że te 8,9 letnie dzieci rozumieją więcej niż Ty
a na pewno chciałbyś, żeby tak było :'
Sławek napisał(a):
Simon napisał(a):stroisz się w piórka wzorcowego Polaka-honorowego katolika z wytatułowanymi na czole przykazaniami, mówiącymi o poszanowaniu i miłości bliźniego. A jednocześnie głosisz to co głosisz. I dlatego - jestes obłudnym, zakłamanym i fałszywym
głosząc podstawową prawdę i normalność staję sie obłudnym, zakłamanym i fałszywym? :rotfl:
normalność... jakie piękne słowo. nie nadużywasz i nie przeinaczasz jego znaczenia aby ??
Simon napisał(a):Step, a w ogóle - to poświęciłeś już swój komputer? :lol:
uświęcam codziennie Smile na przykład częstymi wizytami na redtube :aniolek:
berseis13 napisał(a):Tuż przed naszym wyjazdem do Australii, Ojciec zabrał mnie do księgarni i kupił mi moją pierwszą biblię dla dzieci [...] często wypytywał mnie, co przeczytałam w biblii i obmawialiśmy przesłania niektórych fragmentów [...] poszłam do komunii w wieku 11 lat z własnego wyboru, co Ojciec bardzo uszanował i wspierał mnie w nauce poprzedzającej uroczystość.
I wyczułaś w Nim jakąś niekonsekwencję? Jakieś wewnętrzne rozdarcie?
stepniarz napisał(a):i jeszcze jedno na koniec. dużo trudniej jest wychowanemu dziecku w duchu religijnym powiedzieć, że Boga nie ma niż odwrotnie. Oczywiście przy założeniu, że jest to "prawdziwy katolicyzm" a nie tylko "bożonarodzeniowy" i prawdziwy ateizm, (który często łączy się z humanizmem) a nie antyklerykalizm.
Szacunek wielki za te słowa!
berseis13 napisał(a):Ojciec bardzo szanował ludzi wiary, szanował wykształconych i mądrych duchownych, ale generalnie potępiał wszelkiego rodzaju fanatyzmy, ślepe poddanie jakimś regułom. Ja poszłam do komunii w wieku 11 lat z własnego wyboru, co Ojciec bardzo uszanował i wspierał mnie w nauce poprzedzającej uroczystość. Myślę, że gdybym poszła, bo Matka mnie namawiała, lub pod groźbą księdza proboszcza, to by się Ojciec zupełnie inaczej zachował.
Bo JK wcale nie był antyklerykalny - no chyba że antyklerykalizmem jest już samo to, kiedy człowiek śmie mieć jakieś egzystencjalne refleksje, a nie ogranicza się do bezmyślnego wysłuchiwania kazań.
Owszem, JK szanował myślenie, a nie wiarę bądź jej brak. Pamiętam, kiedy w czasie grania programu Szukamy stajenki Jacek mi opowiadał, że na jednym z koncertów był pewien wykształcony ksiądz. "Po wysłuchaniu był bardzo poruszony religijnością tych pieśni" - dodał z lekką drwiną.

Pozdrawiam,
KN.
tmach napisał(a):Powinno.
Czyli jednak uważasz, że szkoła powinna wychowywać. Pozostaje tylko pytanie: jak? Narodowo-katolicko, lewicowo-liberalnie czy jeszcze inaczej? A od takich pytań nie da sie uciec przy np. edukacji seksualnej, przy pytaniach o homoseksualizm itp.

[Dodano 27 października 2008 o 10:10]
Kuba Mędrzycki napisał(a):Dziewczynki stroją się niczym królewny, a chłopcy wdziewają coś na kształt garniturów.
Hmmm... czy rzeczywiście tak jest?
Jaśko napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):Dziewczynki stroją się niczym królewny, a chłopcy wdziewają coś na kształt garniturów.
Hmmm... czy rzeczywiście tak jest?
Bywa, Marku - bywa. Chyba coraz częściej, niestety...
MacB napisał(a):Bywa, Marku - bywa. Chyba coraz częściej, niestety...
To może jest róznie w róznych częsciach Polski, bo z moich obserwcji wynika, że jest odwrotnie. Tzn. kiedyś każdy sie ubierał elegancko, a ostatnio wszyscy zakładają tzw. szatki.
Jaśko napisał(a):To może jest róznie w róznych częsciach Polski
Pewnie masz rację.
Ja co prawda własnych dzieci nie mam, ale...

Ktoś z rodziny poprosił mnie kiedyś, bym został ojcem chrzestnym ich dziecka...
Zdziwiłem się trochę, bo nigdy nie należeli do szczególnie gorliwych katolików - i faktycznie przyznali, że im też nie za bardzo po drodze z Kościołem...
To po co chrzest?
"A wiesz, bo inaczej miałby w Polsce ciężkie życie, co ludzie powiedzą..., itp."

Nie mogłem się oczywiście zgodzić, bo zbyt sobie cenię własne słowo, by przyrzec, że przyłożę rękę do wychowania w duchu katolickim...

Jednak dziecko zostało w końcu ochrzczone - i podejrzewam, że tak to wygląda w sporej liczbie przypadków...

Pozdrawiam
Z.
Zeratul napisał(a):zbyt sobie cenię własne słowo, by przyrzec...
Tak się czasem zastanawiam jak to jest u katolików przy sakramencie pokuty, gdy się przyrzeka nie popełniać więcej grzechów, z których się akurat spowiadamy...
Paweł Konopacki napisał(a):No widzisz, Przemku, czyli jednak nie jest to aż takie trudne, aby dojśc do wniosku, że jednak rodzaj sprzeniewierzenia ma tu miejsce.
Tylko pod warunkiem, że oboje rodzice są ateistami. Jeżeli jedno z nich jest wierzące, to nie ma ty sprzeniewierzenia się ze strony tego drugiego, jest miłość i kompromis. Z miłości zgadzam się na Chrzest, komunię mimo, że dla mnie niewiele to znaczy. A może właśnie dlatego, że to nie jest dla mnie coś ważnego łatwiej się zgodzić? Mi to nie zaszkodzi, a bliskiej osobie sprawi radość i satysfakcję.
stepniarz napisał(a):Nie przypomina Ci to pewnego ustroju, który jeszcze nie tak dawno u nas panował?? Powiedz mi jak w takim kraju czułby się osobnik innego wyznania czy ateista.
Przecież to proste. Powinien zrozumieć, że tkwi w błędzie i że przecież mógłby się pomodlić, bo to nikomu nie zaszkodzi (przerabiam to z moją babcią).
Sławek napisał(a):
Przemek napisał(a):Po prosty bzykanko bardziej pociąga niż modlitwa...
Jeżeli życie rodzinne łączysz wyłącznie z "bzykankiem", to gratuluję relacji rodzinnych.
Tata go tego nauczył Wink . [Żeby była jasność, to tylko żert]
Paweł Konopacki napisał(a):A je nie widzę powodów, aby miał się zgadzać na coś, w co nie wierzył, do czego nie był przekonany?
Może dlatego, że jemu czyjaś przynależność do jakiejś religii nie przeszkadza. Ja nie jestem ochrzczony, ale nie widzę powodu dla którego miałbym upierać się przy nie chrzczeniu mojego dziecka. Poza tym dla osoby niewierzącej jest to chyba dużo mniejsze wyrzeczenie niż dla wierzącej i to jest moim zdaniem głóny argument.
MacB napisał(a):Jeśli masz pomysł, jak wytłumaczyć dziecku, którego wszystkie koleżanki w przedszkolu modlą się do tej samej Bozi (przez co czuje się bardziej z nimi zintegrowane), którego zawsze pilnuje Anioł Stróż (przez co czuje się bezpieczniej), i które modli się do Jezusa o zdrowie dla mamusi i tatusia (a on tych próśb dziecięcych wysłuchuje!), że to wszystko to mit/bzdura/indoktrynacja/pomyłka (niepotrzebne skreślić), to bardzo Cię proszę: powiedz mi jak to zrobić? I czy moja niewiara w Boga jest w tym momencie ważniejsza?
Mi powiedzieli, że niektórzy wierzą, ale oni nie i to każdy musi sam ocenić, więc jeśli chcę, to mogę chodzić na religię. Zawsze mi też tłumaczyli, że ważne jest to jakim się jest, a nie to czy się ma jakiś sakrament. Jakoś nie miałem z tego powodu szczególnych problemów.
Torrentius napisał(a):tłumaczyli, że ważne jest to jakim się jest, a nie to czy się ma jakiś sakrament
Amen. Z dedykacją dla Sławka.
MacB napisał(a):Tak się czasem zastanawiam jak to jest u katolików przy sakramencie pokuty, gdy się przyrzeka nie popełniać więcej grzechów, z których się akurat spowiadamy...
No wiesz, idzie się za jakiś czas znów do spowiedzi i... 'format'.
Kuba Mędrzycki napisał(a):No wiesz, idzie się za jakiś czas znów do spowiedzi i... 'format'.
W końcu m. in. po to wymyślili sobie spowiedź. Smile
MacB napisał(a):
Sławek napisał(a):w małżeństwie [bzykanko i modlitwa] się nie wyklucza
A w kapłaństwie?
a widzisz, jednak są głupie pytania
MacB napisał(a):Jeśli przywiązanie do wiary jest w nich głęboko zakorzenione, to bezbożność ich dziecka na pewno bardzo boli. Czy trzeba ten ból potęgować? Podsycać? To po katolicku
czyli lepiej ich obłudnie okłamywać, że się wierzy w Boga, modli w Kościele i przystępuje do sakramentów? zagłuszasz w ten sposób sumienie?
MacB napisał(a):Z miłości?
z ciekawości
tmach napisał(a):
Sławek napisał(a):bo dzieci dostrzegają błędy swoich rodziców
Sławek, brak mi słów . Naprawdę. Aż się nóż otwiera w kieszeni. Jedyna słuszna wiara to katolicyzm??? Chociaż, nie wiem czemu, mam wrażenie, że masz niezły ubaw, że specjalnie prowokujesz.
nie, ja piszę całkiem poważnie i potwierdzam to co już kiedyś pisałem - Świadkowie Jehowy to sekta i bardzo fajnie, że dziecko z rodziny ŚJ czuje potrzebę powrotu na łono Kościoła Katolickiego
stepniarz napisał(a):a na pewno chciałbyś, żeby tak było :'
Zeratul napisał(a):Jednak dziecko zostało w końcu ochrzczone - i podejrzewam, że tak to wygląda w sporej liczbie przypadków...
ja zauważam inną prawidłowość Smile
ateiści z uporem maniaka piszą o powierzchownej wierze większości katolików, zaś obraz, jaki wyłania się z ich opowieści jest taką samo zadowalającą ich egzystencjalny niepokój fantasmagorią, której z ogarkiem w ręku będą szukali po świecie
Jaśko napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):Dziewczynki stroją się niczym królewny, a chłopcy wdziewają coś na kształt garniturów.
Hmmm... czy rzeczywiście tak jest?
oczywiście, ze tak nie jest, od lat powszechnie stosuje się jednolite alby jako stroje komunijne
tmach napisał(a):
Torrentius napisał(a):tłumaczyli, że ważne jest to jakim się jest, a nie to czy się ma jakiś sakrament
Amen. Z dedykacją dla Sławka.
liberalny relatywizm, zamykający się w haśle "bądź jaki bądź i rób co chcesz, aby tylko lubili cie twoi znajomi"

[Dodano 28 października 2008 o 00:00]
Simon napisał(a):W końcu m. in. po to wymyślili sobie spowiedź. Smile
kto wmyślił Simonku?
"Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane." J 20, 22b-23.
Tak, tak, Sławku, weźmijcie, weźmijcie... Big Grin
Coś długo Cię trzyma tym razem nawrót religijnego schorzenia. Jakiś silny ten atak.
Sławek napisał(a):a widzisz, jednak są głupie pytania
To nie jest głupie pytanie. Ciekaw jestem odpowiedzi, bo praktyka i historia pokazują, że się nie wyklucza.
Sławek napisał(a):czyli lepiej ich obłudnie okłamywać, że się wierzy w Boga, modli w Kościele i przystępuje do sakramentów? zagłuszasz w ten sposób sumienie?
Czyje sumienie i na czym polega to zagłuszanie?
Sławek napisał(a):Świadkowie Jehowy to sekta i bardzo fajnie, że dziecko z rodziny ŚJ czuje potrzebę powrotu na łono Kościoła Katolickiego
Ale dziecku nie chodziło o powrót na łono, tylko o pełne uczestniczenie w życiu klasy, żeby się nie wyróżniać i dlatego ze sie podobała atmosfera świąteczna. Nie dorabiaj swojej ideologii do tego...
Sławek napisał(a):oczywiście, ze tak nie jest, od lat powszechnie stosuje się jednolite alby jako stroje komunijne
Gdzieś się stosuje, a gdzieś nie stosuje. Masz jakieś dane potwierdzające tę powszechność ?
Sławek napisał(a):liberalny relatywizm, zamykający się w haśle "bądź jaki bądź i rób co chcesz, aby tylko lubili cie twoi znajomi"
Bzdura. Nikt tego nie napisał, trzeba być debilem by tak to zrozumieć.
Simon napisał(a):Coś długo Cię trzyma tym razem nawrót religijnego schorzenia. Jakiś silny ten atak.
Ale Simon, to raczej Ty odstawiłeś proszki. Wykup koniecznie receptę na Antytaliban Atenol forte.
Przemek napisał(a):Czyje sumienie i na czym polega to zagłuszanie?
Syna. Okłamuje rodziców, żeby mieli mylny obraz jego osoby i w poczuciu owej iluzji nie zadawali mu niewygodnych pytań. Wie przecież, że żyje w obłudzie.
Przemek napisał(a):Ale dziecku nie chodziło o powrót na łono, tylko o pełne uczestniczenie w życiu klasy, żeby się nie wyróżniać i dlatego ze sie podobała atmosfera świąteczna. Nie dorabiaj swojej ideologii do tego...
Na 100% któryś z nas dorabia tę ideologię, a prawdę i intencje zna tylko to dziecko. Ja jednak wierzę w głębsze pobudki owych działań.
Przemek napisał(a):Gdzieś się stosuje, a gdzieś nie stosuje. Masz jakieś dane potwierdzające tę powszechność ?
Od lat nie słyszałem, żeby gdziekolwiek w Polsce stosowano mini garniturki albo mini suknie ślubne jako stroje komunijne.Wątpię, czy gdzieś jeszcze, szczególnie w większych miastach
praktykuje się ten dawny zwyczaj ubierania dzieci do sakramentu.
Przemek napisał(a):Bzdura. Nikt tego nie napisał, trzeba być debilem by tak to zrozumieć.
odpowiem inwektywą na inwektywę - trzeba być d.....m, żeby wmawiać dziecku, że sakramenty są nieistotne
Sławek napisał(a):
Jaśko napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):Dziewczynki stroją się niczym królewny, a chłopcy wdziewają coś na kształt garniturów.
Hmmm... czy rzeczywiście tak jest?
oczywiście, ze tak nie jest, od lat powszechnie stosuje się jednolite alby jako stroje komunijne
Co nie przeczy temu co napisałem. Dziewczynki, a konkretnie ich mamusie prześcigają się w krojach sukien. Tu chodzi o formę, Sławku! O nic więcej. Ośmiolatce co najwyżej się wydaje, że wie o co chodzi. Dopiero po kilku latach są w stanie w miarę trzeźwo ocenić tamte działania. Ale na pewno nie w wieku lat ...kilku.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31