Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: "Scena to dziwna... 1980 - 2001" - nowy box
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Simon napisał(a):
amrik napisał(a):A wiec uwazasz ze te teksty wymagaja oprawy przystepnej formy. Gratuluje pomyslu. Naprawde.
Widzę, że na nic ta dysputa.
Niewiele zrozumiałeś z tego, co napisałem wcześniej, skoro wypisujesz takie sarkastyczne frazy. A mnie nie chce się powtarzać wszystkiego od początku. Tym bardziej, że to gadanie po próżnicy, boś się okopał na pozycjach i strzelasz do wszystkiego co umuzycznione.
Powtórzę jeno - szanuję Twój stosunek do twórczości, przyjmuję do wiadomości Twe stanowisko. I tyle. Niechaj każdy robi swoje.

Nieprawda. Uwielbiam trio, uwazam ze nic lepszego nie powstalo. Moja teza jest taka - zostawmy to tak jak jest. Tylko jesli ktos ma problemy ze zrozumieniem tekstu, to muzyka mu nie pomoze.
amrik napisał(a):Uwielbiam trio, uwazam ze nic lepszego nie powstalo
A jaki to ma związek z tym o czym się tu rozprawia?
amrik napisał(a):Tylko jesli ktos ma problemy ze zrozumieniem tekstu, to muzyka mu nie pomoze.
Aha, jestes przeświadczony, że świetnie rozumiesz wszystkie teksty Jacka.
amrik napisał(a):Moja teza jest taka - zostawmy to tak jak jest.
Ja mam inną tezę, ale chyba zdążyłeś się już w tym połapać.
amrik napisał(a):Uwielbiam trio, uwazam ze nic lepszego nie powstalo.

W kwestii piosenek JK, też tak uważam. Ba, uważam także, że nic lepszego nigdy nie powstanie. Tyle, że nikt nikomu nie broni umuzyczniać tekstów. Każdy może próbować to robić, nie każdy musi tego słuchać.
Simon napisał(a):
amrik napisał(a):Uwielbiam trio, uwazam ze nic lepszego nie powstalo
A jaki to ma związek z tym o czym się tu rozprawia?
amrik napisał(a):Tylko jesli ktos ma problemy ze zrozumieniem tekstu, to muzyka mu nie pomoze.
Aha, jestes przeświadczony, że świetnie rozumiesz wszystkie teksty Jacka.
amrik napisał(a):Moja teza jest taka - zostawmy to tak jak jest.
Ja mam inną tezę, ale chyba zdążyłeś się już w tym połapać.

Nie musimy sie Simonie rozumiec. Naprawde. Jesli naprawde uwazasz, ze muzyka pozwoli lepiej zrozumiec teksty, to gratuluje pomyslu. Niczego lepszego ostatnio nie slyszalem. To piekne.
Luter napisał(a):Owszem, wydawca ma licencję na określony czas, ale też zobowiązuje się do utrzymywania pozycji na rynku wydawniczym. Jeśli produkt jest niedostępny, a wydawca odmawia dodruku, wtedy licencjodawca ma prawo żądać rozwiązania umowy.
Bzdura. Do niczego takiego żaden wydawca nie musi się zobowiązać (oczywiście może się zobowiązać, ale nie musi). I prawdę mówiąc, jak czytam umowy z wydawcami - a czytałem ich ostatnio kilka dość dokładnie - nigdzie nie było zapisu, ze wydawca zobowiązuje się do utrzymania produktu na rynku, zrobienia dodruku itp. Zresztą chyba z punktu widzenia wydawców takie zobowiązanie byłoby obarczone ryzykiem. Wydawca rozpoczynając projekt mimo wszystko nie wie, jak produkt będzie się sprzedawał. Może prognozować, ale ostatecznie nie wie. Dzieje się tak dlatego, ze wydawnictwa myślą właśnie takim schematem, iż wydawanie JK
Luter napisał(a):nie należy do działań, z których wydawnictwa mają szczególnie duży zysk.
Wydawnictwa na wstępie poddają pod negocjacje projekt umowy dość schematyczny, taki, jak już wcześniej negocjonowały przy innych okazjach. W żadnym takim projekcie nie było nigdzie zobowiązania do utrzymania wydawnictwa na rynku i np. puszczeniu dodruku w przypadku braku dostępności publikacji.

Luter napisał(a):No właśnie tak nie jest, ale nie o to nawet chodzi...
No właśnie często tak bywa, choć to zależy od ostatecznego kształtu umowy licencyjnej.
Luter napisał(a):też każda inicjatywa wydawnicza doitycząca twórczości Twojego Ojca wiąże się z pewną dozą dobrej woli wydawcy. Oczywiście żaden wydawca raczej do tego nie dokłada, ale jeśli już decyduje się na wydanie JK, to bardziej ze względów prestiżowych niż komercyjnych. Dlatego też uważam, że nie należy za bardzo wybrzydzać, kiedy już znajdzie się chętny wydawca
Otóż właśnie. To jest taka dośc uległa postawa wobec wydawnictw, które najszybciej i możliwie najniższym kosztem próbują pchnąc na rynek produkt, który ma przynieść możliwie największy zysk. Niestety tak uległym często po prostu być nie można, bo może to źrodłem kłopotów wszystkich spadkobierców. Wydawnictwa generalnie - jak zauważam - są dośc bierne w negocjacjach a każdy postawiony warunek traktują z dużą dozą niezrozumienia. Być może dzieje się tak dlatego, ze wystepują z pozycji kogoś, kto okazują "pewną dozę dobrej woli".
Tymczasem przypadku schedy po JK istnieje dość poważny problem prawny, ktory w praktyce blokuje czasem możliwość udzielania licencji na zasadach, jakie najchętniej przyjełyby wydawnictwa. Problem ten polega - ogólnie mówiac na tym - że licencjonodawców jest trzech, ale majątkowe prawa autroskie po JK są ich majątkową wspólnością. Krótko mówiąc, za konsekwencje źle udzielonej licencji przez jednego ze spadkobierców odpowiedzialnośc ponoszą wszyscy trzej spadkobiercy. I tu powstają problemy, których wydawnictwa zdają się nie rozumieć. Zaś proponowanymi sposobami obejścia trudności oficyny nie są zazwyczaj zaintresowane.
Luter napisał(a):Dlatego spekulowanie czy to dobrze, że tak szybko ten box wychodzi jest moim zdaniem bez sensu - jeśli oczywiście ktoś twórczości JK dobrze życzy
O właśnie! I to jest ta Twoja parszywa retoryka, która w wydaniu bardziej agresywnym sprowadza się do pomówień o blokowanie i torpedowanie. Bo co w istocie piszesz? W istocie piszesz, jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, coś tam spekuluje, nie zgadza się np. z Twoim zdaniem na temat częstotoliwości wydawania (ja np. się nie zgadzam) - źle zyczy twórczości JK. Inaczej mówiąc: ja widząc problem i spekulując, źle tej twórczości życzę. Nosz kur... przecież to ręce opadają. Czy naprawdę każdy, kto ma jakąś inną optykę, nie zgadza się z Twoimi oswieconymi prawdami - musi zaraz źle życzyć twórczości JK? Masz jakiś monopol na dobre i serdeczne zyczenia?
Najlepiej należałoby klepnąć szybko warunki wydawnictw i pchać na rynek kolejną publikację - wykonaną wg. Twojego projektu. Wówczas istnieje cień szansy, ze posta takiego, jaki napisałeś w lutym tego roku, ponownie nie napiszesz.
Ja natomiast myslę, że jeśli ktoś nie spekuluje, przyjmuje warunki, jakie mu wydawnictwo podaje, realizuje politykę jak najszybszego wydania możliwie jak największej ilości rzeczy - nie tyle źle życzy twórczości JK, co przede wszystkim myśli krótkowzrocznie. Podobnie krótkowzroczny jest projekt wydawania od razu całego boksu - bo tak chciało wydawnictwo.
Można to było rozłożyć w czasie na dwa trzy lata, wydając po np. dwie płyty na rok a na końcu zbiorczy boks. Tyle, że, jak mi wiadomo, takiego pomysłu nikt nawet MMP nie podrzucił.
Wydawnictwa mają w nosie, co będzie się wydawać za pięć, czy dziesięć lat. I mają prawo mieć to w nosie. Ale ignorować tej sprawy nie mają prawa osoby, które twórczości JK "dobrze zyczą". Tymaczasem odnoszę wrażenie, ze właśnie teraz ów problem się ignoruje w myśl zasady, aby szybko klepnąć kolejną licencję, rzucić kolejny produkt i - przy ogólnej radości małej grupy fanów - cieszyć się, że się znów coś zrobiło.
Luter napisał(a):Jednak przez czas obowiązywania umowy wydawnictwo zobowiązuje się do utrzymywania książki na rynku. Jeśli pozycja jest niedostępna, a wydawnictwo nie chce zrobić dodruku, to umowa traci rację bytu - i to nie musi być nawet zaznaczone w umowie. Po prostu fakt, że wydawnictwo zamknęło już projekt związany z daną książką jest wystarczającym powodem, by licencjodawca wnioskował o rozwiązanie umowy.
Co ty za wypisujesz? Umowa licncyjna jest podpisywana na dany okres i w tym czasie wydawnictwo ta licencje ma. Ma ją nawet wówczas, gdy produkt nie jest dostępny na rynku. Bez porozumienia stron, zwłaszcza, jeśli licencja jest wyłączna, licencjonodawca nic nie może. W ogóle rozwiazanie umowy dokonuje się za porozumieniem stron, chyba, ze wydawca lub licencjonodawca nie wywiązali się z jej warunków.
Po drugie, każda umowa licencyjna okresla minimalną ilośc egzemplarzy danej publikacji, która to ilośc ma się znaleźć na rynku. Minimalną a nie maksymalną. W przypadku, gdyby publikacja zniknęła z rynku, wydawnictwo ma prawo puścić dodruk. Ale nie musi. Nie ma takiego obowiązku.
Właśnie dlatego, że określona jest tylko ilośc minimalna egzemplarzy, nie można mówić o zmaknięciu projektu przed upływem licencji. Jeśli dana minimalna ilośc zniknie z rynku projekt - nawet, jeśli wydawnictwo nie chce zrobić dodruku - nadal nie jest zamknięty.
Jeśli już bardzo chcesz wiedzieć, to problem z wznowieniem antologii między innymi na tym polega, że nie jest jasna sytuacja prawna części wierszy, kóre miałyby się w nowym zbiorze znaleźć. Na część z nich bowiem nadal co najmniej jedno wydawnictwo ma licencję i będzie ją jeszcze miało przez najbliższe kilka miesięcy. Wydawnictwo to wydało rzeczone wiersze chyba tylko raz, dodruków nie było, ale licencja jest nadal aktualna i do czasu jej wygaśnięcia inne wydawnictwo nie może na omawiane teksty licencji dostać. No chyba, zeby za porozumieniem stron rozwiązano umowę wcześniej. Ale, z tego, co wiem, żaden ze spadkobierców takiego wniosku narazie nie zgłosił.
Paweł Konopacki napisał(a):wydawca zobowiązuje się do utrzymania produktu na rynku, zrobienia dodruku itp. Zresztą chyba z punktu widzenia wydawców takie zobowiązanie byłoby obarczone ryzykiem. Wydawca rozpoczynając projekt mimo wszystko nie wie, jak produkt będzie się sprzedawał.

Na tematy wydawnicze - co do umów - się nie wypowiadam. Ale - tak na zdrowy rozum - jeżeli chodzi o dodruki - ryzyko żadne. Bo chociaż wydawca rozpoczynając projekt ewentualnie ryzykuje, to gdy widzi zainteresowanie i popyt - już wie, że warto.

A co do umuzyczniania kolejnych utworów - też zdecydowanie jestem za!
I - cytując klasyka - "jak rzadko kiedy zgadzam się" z Simonem! Wink

Umuzycznienie wcale nie przeszkadza w odbiorze tekstów J.K. Raczej pomaga wydobyć nowe myśli. Oczywiście odpowiednie umuzycznienie.
gosiafar napisał(a):Bo chociaż wydawca rozpoczynając projekt ewentualnie ryzykuje, to gdy widzi zainteresowanie i popyt - już wie, że warto.
No tak, ale co wówczas, gdy tego zaintersowania nie widzi? Np. wydawca zainteresowania nie widzi, ale widzi je licencjonodwca przekonany na dodatek, ze wydawca ma obowiązek utrzymac publikację na rynku.
Luter pisze, że w takim wypadku na wniosek licencjonodawcy wydawca powinien dodruk zrobić a jesli nie to licencjonodawca ma prawo wnioskowac o rozwiązanie umowy.
Oczywiscie, wnioskować można zawsze i o wszystko. Tyle, że to się odbywa za porozumieniem stron, czyli wydawca musi ów wniosek poprzeć. Nic tu się automatem nie dzieje na zasadzie "wygaśnięcia projektu". Projekt nie wygasa nawet z chwilą zniknięcia z rynku minimalnej ilości egzemplarzy określonej w umowie (np. 4000 egz). Jedno małe słowko "minimalna" wiele tu sprawia. Gdyby umowa zawierała zapis o konkretnej ilości egzemplarzy (wydajemy 3 tys), ewentualnie o ilości minimalnej i maksymalnej (nie mniej niż np. 3 tys. i nie więcej niż 6 tys)- wówczas mogłoby ewentualnie mieć zastosowanie to, o czym pisze Luter. Ale przed takim obrotem spraw zabezpieczają się wydawcy określając tylko ilośc minimalną. Chodzi o to, aby nie blokować sobie drogi do ewentualnego dodruku a jednocześnie oprzeć się ewentualnym pretensjom licencjonodawcy o dodruk. Gdyby było tak, jak pisze Luter, wydawca musiałby robić dodruk nawet jeśli jawnie byłoby to w sprzeczności z opłacalnością takiego posunięcia.
Oficyna ma puścić na rynek nie mniej niż, natomiast nie ma obowiązku puścić więcej niż...(ilośc określona w umowie).
Z drugie strony, wszystko jest kwestią warunków umowy. No własnie, ale te warunki muszą być precyzyjnie określone. Precyzyjne określanie czyli negocjacje zajmują jednak sporo czasu. Czas zaś nie jest sprzymierzeńcem ani wydawców (bo one chcą szybko i najtaniej) ani wygłodniałych fanów (oni chcieli by szybko, dużo, często, tanio i dobrze). No niestety, tak się zazwyczaj po prostu nie da
Przemek napisał(a):Czyli jednak udzielenie licencji nie jest takim dramatem jak opisywała Pacia
Pacia nie opisała udzielania licencji, jako dramatu, tylko jako czasem dość skomplikowaną czynność. Skomplikowaną tym bardziej, że w przypadku schedy po JK jest trzech licencjonodawców i wspólnośc majątkowa. Sprawia to, że za błędny krok jednego ze spadkobierców odpowiedzialność mogą ponieść wszyscy (np. gdy podpisują umowę, w której stronami są zbiorow trzej spadkobiercy, z drugiej zaś wydawnictwo).
Luter zaś pisze z pozycji kogoś, kto po pierwsze w takiej sytuacji, w jakiej są spadkobiercy JK sam nigdy nie był. Co prawda można w sytuacji nie być, ale ją rozumieć - z tym, ze nie w przypadku KNa.
Po drugie pisze z pozycji kogoś, kto każdą wątpliwość pod adresem inicjatywy wydawniczej oraz "dobrej woli wydawców" poczytuje za ogólnie złą wolę wobec twórczości JK, jeśli nie wobec tzw. Sprawy. Z takiej perspektywy rzeczywiście wszystko wydaje się proste. Wątpliwości nie są sprzymierzeńcami fanatyków.
Paweł Konopacki napisał(a):Krótko mówiąc, za konsekwencje źle udzielonej licencji przez jednego ze spadkobierców odpowiedzialnośc ponoszą wszyscy trzej spadkobiercy. I tu powstają problemy, których wydawnictwa zdają się nie rozumieć.
Paweł Konopacki napisał(a):Sprawia to, że za błędny krok jednego ze spadkobierców odpowiedzialność mogą ponieść wszyscy (np. gdy podpisują umowę, w której stronami są zbiorow trzej spadkobiercy, z drugiej zaś wydawnictwo).

Nie bardzo rozumiem co chcesz przez to powiedzieć. Przy okazji dyskusji o testamencie wyszło, że nie może licencji udzielić tylko jeden ze spadkobierców, bo wszyscy mają równe prawa w tym względzie. Tak więc nie może licencji udzielić tylko jedna osoba, a reszta tylko będzie ponosić tego konsekwencje. Licencji muszą udzielić wszyscy razem i nie mają obowiązku godzić się na formę licencji, którą tylko jedno z nich uzna za stosowną. Nie muszą podpisywać wszystkiego co im się podtyka pod nos i mają prawo domagać się poprawienia warunków umowy, a bez podpisu wszystkich licencja czy umowa jest nieważna. Tak więc to co napisałeś chyba jest bez sensu.
amrik napisał(a):Nie musimy sie Simonie rozumiec.
Och, oczywiście. Ani przez moment sądziłem, że musimy.
amrik napisał(a):Jesli naprawde uwazasz, ze muzyka pozwoli lepiej zrozumiec teksty, to gratuluje pomyslu. Niczego lepszego ostatnio nie slyszalem. To piekne.
Widzisz, dyskusja z Tobą (konkretnie ta) zaczyna mi przypominać moje rozmówki z niegdysiejszym słynnym użytkownikiem tego forum. Przynajmniej pod jednym względem: ja o niebie, Ty o chlebie. Ewentualnie odwrotnie.
Gdzie Ty, chłopie, wyczytałeś, że głoszę pogląd jakoby muzyka pozwalała (lepiej) rozumieć teksty? Piszę, że dzięki formie piosenki jest szansa dotarcie do większej grupy osób z konkretnym wierszem, którego - gdyby nie to - pewnie nigdy by nie poznali, bo nie każdy ma "Tunel", czy Wielką Księgę np.
Ty sobie siedzisz w pustelni i medytujesz nad kartkami papieru, ale już ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, iż jest to tylko jeden z MOŻLIWYCH sposobów przeżywania tej twórczości, nie jedyny i nie jedynie słuszny. Są ludzie, dla których przekaz słowno-muzyczny stanowi pewną całość, umuzycznienie stanowi pewien walor. Utwór zaczyna żyć, można go powtórzyć, zaśpiewać, zanucić. Dla Ciebie to nie jest ważne, ba! wydaje się, że to dla Ciebie wręcz idiotyzm. Ok, rozumiem to.
Ale dla wielu - nie.
Panie Kubo: Powołując się na przykład Agnieszki Osieckiej, kompletnie nie miałam na myśli jej piosenek, które oczywiście istnieją w wielu wersjach i wykonaniach. Mnie chodziło przede wszystkim o porównanie dorobku "do wydania", że tak powiem. Chodzi o to, że w samym roku 2008 ukazały się chyba 4 książki i dzienniki, które dotąd nie zostały upublikowane. Takich projektów, w przypadku Ojca, już prawie nie ma.
Luter napisał(a):Dlatego też każda inicjatywa wydawnicza doitycząca twórczości Twojego Ojca wiąże się z pewną dozą dobrej woli wydawcy. Oczywiście żaden wydawca raczej do tego nie dokłada, ale jeśli już decyduje się na wydanie JK, to bardziej ze względów prestiżowych niż komercyjnych.
Moim zdaniem takie myślenie jest wręcz uwłaczające dla twórczości mojego Ojca - Bardzo mnie dziwi, że piszesz to właśnie Ty, jako wielki miłośnik twórczości i osoby mojego Ojca.
Wystarczy podać przykład płyty "Świadectwo", której pierwszy nakład w ciągu dwóch lat (nie jest to błyskawicznie, ale też nie bardzo długo) został wyprzedany. Każde wydawnictwo nie będące produktem komercyjym można uznawać za prestiżowe - ale nie należy traktować samą oficynę wydawniczą jak jakieś Bóstwo, które łaskawie zgodziło się wydać twórczość Ojca. Oni też muszą na tym zarobić i jeżeli im nie zależy na projekcie, albo stwierdzą, że nie będzie przynosiło zysków – po prostu zrezygnują.
Ta twórczość broni się sama i będzie się sprzedawać. Zapominamy, że miłośników twórczości Ojca jest więcej niż użytkowników forum kaczmarski.pl. Sam Prezydent Kaczyński posiada nieomal cały zbiór twórczości Ojca Wink

Przemek napisał(a):Nie bardzo rozumiem co chcesz przez to powiedzieć. Przy okazji dyskusji o testamencie wyszło, że nie może licencji udzielić tylko jeden ze spadkobierców, bo wszyscy mają równe prawa w tym względzie. Tak więc nie może licencji udzielić tylko jedna osoba, a reszta tylko będzie ponosić tego konsekwencje. Licencji muszą udzielić wszyscy razem i nie mają obowiązku godzić się na formę licencji, którą tylko jedno z nich uzna za stosowną. Nie muszą podpisywać wszystkiego co im się podtyka pod nos i mają prawo domagać się poprawienia warunków umowy, a bez podpisu wszystkich licencja czy umowa jest nieważna. Tak więc to co napisałeś chyba jest bez sensu.
Przemku, chodzi o to, że autorskie prawa majątkowe należą do wszystkich trzech spadkobierców - stanowią wspólnotę. Podam przykład (przepraszam, że taki): jest trzech właścicieli kamienicy. Ktoś chcę wydzierżawić w niej np. 5 lokali. Każdy z właścicieli podpisuje inną umowę (np. dwóch na umowę najmu, trzeci odsprzedania praw na określoną ilość lat). W momencie, gdy np. pierwszy właściciel np. zapomniał, że jeden lokal jest już wydzierżawiony przez kogoś innego, wszyscy właściciele bulą odszkodowanie temu pierwszemu najemcy. Jest to niestety absurdalną sytuacją - że jest trzech właścicieli, a zarazem trzeba ich traktować jako jednego, a wszyscy mogą podpisać inną umowę. W takim przypadku trzeba by przeprowadzić dział majątku - czyli długą i męczącą procedurę.
To bardzo prosty, też nie do końca oddający sedno sprawy przykład - ale lepszego nie mogłam wymyśleć.

Co zaś się tyczy nagrań/koncertów epigonów.
Publiczność fascynująca się jakąkolwiek twórczością będzie łaknęła żywych doznań. Miłośnicy Beethovena nadal będą chodzić na koncerty symfoniczne, mimo, że nagrania (dobra, nie oryginalne, ale wciąż) istnieją. Publiczność może sięgnąć po nagrania samego Młynarskiego, ale jednak koncerty chociażby zespołu "Raz Dwa Trzy" nadal cieszą się powodzeniem. I nawet gdyby wydano box DVD z nagraniami koncertów samego artysty, nadal będzie istniała potrzeba pójścia na prawdziwy koncert. Gdyby taka potrzeba nie istniała - nikt by nie chodził na takie imprezy artystyczne, skoro może sobie obejrzeć/posłuchać nagrań w domu. Nikt by nie poszedł do teatru na kolejną inscenizację "Moralności Pani Dulskiej", skoro za 10zł może sobie kupić nagranie z Teatru TV (znakomite zresztą). Twierdzenie, że Paweł widzi w boksie zagrożenie jest po prostu absurdalnym żartem- coś na miarę kabaretu Ani Mru Mru.
.
Przemek napisał(a):Przy okazji dyskusji o testamencie wyszło, że nie może licencji udzielić tylko jeden ze spadkobierców,
Licencji udziela kazdy ze spakobierców, ale różne są sposoby załatwiania tej sprawy przez wydawnictwa. Jedne chcą podpisywać zbiorczą umowę ze wszystkimi spadkobiercami, jako stroną (opcja gorsza), inne podpisują z każdym osobno (opcja lepsza). Działania spadkobierców nie są koordynowane, wobec czego może dojść do przedziwnych sytuacji, w której np. jeden podpisał z wydawnictwem umowę na licencję a drugi np. oddał prawo do druku wiersza na zasadach okreslonych w paragrafie 29 Ustawy Prawo Autorskie. Bywa i tak, że wydawnictwo zwraca sie tylko do jednego ze spadkobierców, pomijając pozostałych. Nie może tak robić, ale robi. I jeśli ów spadkobierca nie poinformuje wydawnictwa, że są jeszcze dwaj, licencja udzielona jest tylko przez jednego a publikacja leci na rynek. Nikt przecież nie będzie w tej sytuacji szedł do sądu, bo sprawa rozbija się np. o jeden, czy dwa wiersze. Niemniej licencję na ten wiersz jakieś tam wydawnictwo ma, nie wiadomo, czy wyłączną czy niewyłączną i z wierszem zaczyna być problem.
Nie wiadomo też do końca, jak miała się sprawa udzielania licencji w czasie, gdy Patrycji nie było jeszcze w Polsce. Nie wiadomo, komu i na jak długo różnych licencji udzielono, na jakie wiersze itd. A na pewno udzielano. Drobnych okazjonalnych wydawnictw z wierszami JK pojawia się na rynku w ciągu roku całkiem sporo.
Panowie, trochę się nie zgadzam. W wielu umowach jest zapis o nieprzerwanym rozpowszechnianiu utworu na czas trwania umowy, a nawet jeśli nie ma, a wydawca nic nie robi w tym zakresie, można, nie uzyskawszy konkretnych działań, doprowadzić do rozwiązania umowy. Zawsze można powalczyć z art. 56 Ustawy o prawie autorskim Smile.
Karol napisał(a):W wielu umowach jest zapis o nieprzerwanym rozpowszechnianiu utworu na czas trwania umowy,
No to też mówię, ze wszystko jest kwestią negocjacji. Ale nic nie dzieje się automatycznie, zwłaszcza, jak stosownych zapisów w umowie nie ma.
Luter napisał(a):
dauri napisał(a):
Luter napisał(a):gdyby za czasów Chopina istniała technika nagrywania dźwięku, dziś płyty z wykonaniami nawet wybitnych wirtuozów nie tylko nie sprzedawałyby się po 80 złotych, ale pewnie w ogóle nie miałyby racji bytu.
Myślę wręcz odwrotnie i uważam, że bardzo dobrze, iż za czasów Chopina nie istniała technika nagrywania dźwięku, bo gdyby istniała, to być może bylibyśmy bardzo rozczarowani tymi nagraniami. A sam Chopin, gdyby nagle ożył, pewnie nie przeszedłby przez eliminacje do Konkursu Chopinowskiego.
Czemu tak uważasz?
W wielu dziedzinach, również w muzyce, kryteria oceny bardzo się zmieniły na przestrzeni wieków, a nawet dziesięcioleci. Przykładowo, Johnny Weissmuller był uważany za fenomenalnego pływaka, a Sarah Berhnardt za fenomenalną aktorkę. Johnny Weissmuller to 22-krotny mistrz Stanów Zjednoczonych, 67 razy poprawiał pływackie rekordy świata, ale dziś ze swoim rekordem 58,6s na 100m stylem dowolnym mógłby być gwiazdą co najwyżej w jakiejś powiatowej mieścinie. A gdyby ktoś zagrał jak Sarah Berhardt, po minucie zostałby wygwizdany ze sceny.
W przypadku Chopina zastanawia również, dlaczego tak rzadko koncertował (w dorosłym życiu dał tylko ok. 30 koncertów publicznych). Podobno nie lubił występować (mówiono też też, że gra zbyt cicho), ale z drugiej strony praca zawodowa polegająca na udzielaniu lekcji pannom z dobrych domów też nie musiała być dla fenomenalnego pianisty zbytnio atrakcyjna. No i nie wykształcił chyba żadnego pianisty godnego uwagi - przynajmniej ja o żadnym nie słyszałem.
Karol napisał(a):Zawsze można powalczyć z art. 56 Ustawy o prawie autorskim
No to powodzenia. Ciekawe, co szybciej nastąpi, wyrok sądu czy koniec licencji. Wink
Karol napisał(a):W wielu umowach jest zapis o nieprzerwanym rozpowszechnianiu utworu na czas trwania umowy,
Może i jest taki zapis w wielu umowach. Problem w tym, co to znaczy "wielu" i czy ten zapis jest obligatoryjny. Otóż śmiem twierdzić, że nie jest (może być, ale nie musi) oraz śmiem twierdzić także, że nikt z nas nie potrafi określić, co to znaczy "wiele".
Karol napisał(a):można, nie uzyskawszy konkretnych działań, doprowadzić do rozwiązania umowy.
ale co to znaczy "można doprowadzić"? Iśc do sądu? Jasne, że można iść, pozywać można zawsze i o wszystko. Rzecz w tym, czy takie działanie ma sens. I to nie chodzi tylko o to, czy ma sens z perspektywy prawa (czy faktycznie prawo przemwia na korzyś pozywającego), tylko czy np. takie procesowanie ma sens w perspektywie czasowej. Jeśli do wygaśnięcia licencji zostanie rok, sprawa idzie o dwa wiersze to ja bym np. do żadnego sądu nie szedł.
A jeśli nie sąd to co? Porozumienie stron, tak? No, ale to już jest obustronna zgoda, która może nastąpić, ale nie musi.
Luter napisał(a):Były próby poprawiania koncertów Chopina
Nie tylko Chopina. Dzieła wielkich kompozytorów były niejednokrotnie kończone przez ich ucznów lub przyjaciół po śmierci Smile
amrik napisał(a):A wiec uwazasz ze te teksty wymagaja oprawy przystepnej formy. Gratuluje pomyslu. Naprawde.
Rany Boskie! A w czym Tobie to przeszkadza? Czy ktoś przywiązuje Cię do fotela i na siłę każe Ci wysłuchiwać umuzycznionych wersji?! Nie wydaje mi się - w związku z tym nie ma powodu obrażać kogoś, dla kogo wersja umuzyczniona jest przystępniejsza. Mnie osobiście nie podoba się przytłaczająca większość "umuzycznień" wierszy JK, ale to nie jest powód, żeby wygłaszać filipiki przeciwko umuzycznianiu jako takiemu. Tak długo, jak długo mamy świadomość, że takie umuzycznienie jest już formą interpretacji, nie widzę niebezpieczeństwa w takiej formie podawczej. Nie mówiąc już o tym, że wygłaszanie poglądów w stylu
amrik napisał(a):Mysle ze powinnismy zostawic jego spuscizne w takim stanie w jakim zostawil ja on sam. Nic nie poprawiac, nie dopisywac muzyki. To zamknieta ksiega.

jest po prostu nierealistyczne, bo muzyka do wierszy powstaje i będzie powstawać, choćbyśmy nie wiem jak darli szaty. Poza tym widzisz, sam piszesz
amrik napisał(a):Ja mialem to szczescie sluchac tria, gintrowskiego z lapinskim i kaczmara solo. Trio bylo najlepsze, tekst fantastycznie sie uzupelnial z brzmienien dwoch gitar i fortepianu.
czyli przyznajesz, że w jakiś sposób tekst był "wspierany" przez muzykę i to w konkretnym zestawie. Jednocześnie twierdzisz, że
amrik napisał(a):Zakladacie, ze bez muzyki te teksty sa zbyt hermetyczne. Ergo - uwazacie ze jego wielbiciele tylko dlatego sa wielbicielami JK, bo te utwory byly spiewane. Ja uwazam, ze czesc z nich zapewne by do nich nie dotarla, ale przeciez nie o ilosc tu chodzi (a moze sie myle??)
Otóż istota sprawy polega na tym, że dziełem Kaczmarskiego nie jest TEKST piosenki, ale całość - tekst plus muzyka plus wykonanie. Tak więc w pewnym sensie sam tekst jest formą dla sztuki JK niepełną - możemy się co najwyżej spierać, czy muzyka lub wykonanie nie-JK jest godnym uzupełnieniem, czy też lepiej pozostawić tekst w takiej formie, z jaką nas Artysta zostawił.
Tak się jednak składa, że jedno drugiego nie wyklucza. Można wydawać antologie i boksy wszelkiej maści obok epigońskiej twórczości i występów. Zabawne jest, że strona "ortodoksyjna" tego sporu zdaje się dużo bardziej zaciekła - tak, jakby uznawała, że to, że Konop, Czajkower i kilku iksińskich napisze muzykę do jakichś wierszy JK albo zorganizuje koncert na którym będzie śpiewać jego piosenki miało tym wierszom i piosenkom zaszkodzić. Kiepskie macie widać zdanie o twórczości tego, którego nazywacie Mistrzem, skoro uważacie, że nie potrafi sam się bronić.

Krasny

Mary Shelley napisał(a):No i tu jest pytanie - czy lepiej, żeby na wsi orkiestra przy OSP zagrała V Symfonię Beethovena żeby ludzie choć raz ją usłyszeli, czy lepiej, żeby nie usłyszeli jej nigdy niż mieliby jej słuchać w tak zeszpeconej wersji.

I to jest bardzo dobrze postawione pytanie!
MaryShelley napisał(a):Można wydawać antologie i boksy wszelkiej maści obok epigońskiej twórczości i występów.

Tak jest! I każdy ma prawo cenić antologie i boxy "wszelkiej maści" ponad przeróbki bądź podróbki. Nie każ nikomu mieć do wydawnictw wszelkiej maści, jak je byłaś uprzejma nazwać, stosunku równie pobłażliwego jak Twój.

MaryShelley napisał(a):Zabawne jest, że strona "ortodoksyjna" tego sporu zdaje się dużo bardziej zaciekła - tak, jakby uznawała, że to, że Konop, Czajkower i kilku iksińskich napisze muzykę do jakichś wierszy JK albo zorganizuje koncert na którym będzie śpiewać jego piosenki miało tym wierszom i piosenkom zaszkodzić. Kiepskie macie widać zdanie o twórczości tego, którego nazywacie Mistrzem, skoro uważacie, że nie potrafi sam się bronić.

Nie zauważyłem by ktoś takie tezy stawiał.
Luter napisał(a):I każdy ma prawo cenić antologie i boxy "wszelkiej maści" ponad przeróbki bądź podróbki. Nie każ nikomu mieć do wydawnictw wszelkiej maści, jak je byłaś uprzejma nazwać, stosunku równie pobłażliwego jak Twój.
Pokaż mi, proszę, gdzie zwalczam takie stanowisko.
Krasny napisał(a):I to jest bardzo dobrze postawione pytanie!

No ba!

MaryShelley napisał(a):Pokaż mi, proszę, gdzie zwalczam takie stanowisko.

Piszesz o "stronie ortodoksyjnej" tego sporu - samo to sformułowanie już narzuca pewną optykę. Piszesz też że strona ta jest dużo bardziej zaciekła. Czynisz absurdalny zarzut jakoby rzeczona strona ortodoksyjna uważała, że przeróbki i podróbki szkodzą twórczości JK.
Luter napisał(a):Piszesz też że strona ta jest dużo bardziej zaciekła. Czynisz absurdalny zarzut jakoby rzeczona strona ortodoksyjna uważała, że przeróbki i podróbki szkodzą twórczości JK.
Bo stwierdzenia sugerujące, że jeśli do kogoś nie dociera sam tekst i potrzebuje umuzycznienia to jest godzien współczucia są agresywne i ortodoksyjne, tak samo jak sugestie, że nagrania epigońskie nie mają racji bytu. Poza tym nie jest to odpowiedź na moją prośbę - prosiłam, żebyś udowodnił mi, że mam coś przeciwko uznaniu wersji autorskiej za lepszą od nieautorskiej.
Luter napisał(a):Piszesz o "stronie ortodoksyjnej" tego sporu - samo to sformułowanie już narzuca pewną optykę.
wg. prof. Markowskiego (Słownik Poprawnej Polszczyzny, PWN 2006) - ortodoks - człowiek ściśle przestrzegający zasad wyznawanej wiary, ideologii. Co w tym określeniu jest obraźliwego lub "narzucającego optykę"?
berseis13 napisał(a):Chodzi o to, że w samym roku 2008 ukazały się chyba 4 książki i dzienniki, które dotąd nie zostały upublikowane. Takich projektów, w przypadku Ojca, już prawie nie ma.

Owszem, ale moim zdaniem to bardzo dobrze! Należy się cieszyć, że Twój Tata doczekał się tak obszernych wydawnictw - 37-płytowego boxu audio, będącego ewenementem nie tylko na polskim rynku fonograficznym, a teraz pięciopłytowego boxu video. Przecież to wspaniałe! Fakt, nie pojmuję jak można to kontestować.

berseis13 napisał(a):Moim zdaniem takie myślenie jest wręcz uwłaczające dla twórczości mojego Ojca - Bardzo mnie dziwi, że piszesz to właśnie Ty, jako wielki miłośnik twórczości i osoby mojego Ojca.
Wystarczy podać przykład płyty "Świadectwo", której pierwszy nakład w ciągu dwóch lat (nie jest to błyskawicznie, ale też nie bardzo długo) został wyprzedany. Każde wydawnictwo nie będące produktem komercyjym można uznawać za prestiżowe - ale nie należy traktować samą oficynę wydawniczą jak jakieś Bóstwo, które łaskawie zgodziło się wydać twórczość Ojca.

Paciu, mieszasz różne rzeczy. Oddzielmy sprawę boxu DVD od płyt audio i książek.

1) Płyta Świadectwo, którą tu przywołujesz, sprzedała się, ale po pierwsze - była to płyta sponsorowana, a nie komercyjne przedsięwzięcie, które zarobiło na siebie i jeszcze przyniosło zysk. A to, że sprzedawała się przez dwa lata i będzie jeszcze się sprzedawać to akurat bardzo dobrze - świadczy to właśnie o tym, że w przypadku twórczości Twojego Taty nie ma znaczenia kiedy i w jakich porcjach co się wyda, bo to nie są rzeczy sezonowe, które spalą się jak fajerwerk, tylko będą się sprzedawać wolno, ale bezustannie. Dlatego powinny być stale dostępne na rynku.

2) Box DVD to całkiem inna sprawa. Materiał "Świadectwa" jest własnością spadkobierców, nie trzeba było płacić żadnych opłat licencyjnych, które w przypadku boxu DVD są przecież ogromne. I naprawdę jest zrządzeniem losu, że znalazł się wydawca, który szarpnął ten projekt. Inaczej trzeba byłoby liczyć na łaskę TVP, która być może kiedyś zdecydowałaby się na wydanie jednej czy dwóch płyt.

Paciu, nikt nie traktuje wydawców jak bóstwa, ale jeśli zna się trochę rynek wydawniczy, to się wie, że wydawnictwa są bardzo rozbestwione, bo materiałów byle jakich, ale na tu i teraz chodliwych jest dużo. Wydawnictwo nie musi zabiegać o klienta, pomijając oczywiście maszynki do robienia pieniędzy w rodzaju Harrego Pottera.
amrik napisał(a):Ale po co? Nie wystarcza ci teksty?
Nie lubisz Gintrowskiego śpiewającego teksty Herberta?
MaryShelley napisał(a):jest, że strona "ortodoksyjna" tego sporu zdaje się dużo bardziej zaciekła - tak, jakby uznawała, że to, że Konop, Czajkower i kilku iksińskich napisze muzykę do jakichś wierszy JK albo zorganizuje koncert na którym będzie śpiewać jego piosenki miało tym wierszom i piosenkom zaszkodzić.
Tzn ja nie zauważyłem aby strona ortodoksyjna wprost mówiła, ze umuzycznianie, czy organizowanie koncertów może szkodzić tej twórczości. Wprost tego nie Luter nie mówi, ale częstotoliwość, z jaką powtarza frazę, że epigonów od JK dzielą lata świetlne, że nigdy Kaczmarowi epigoni nie sprostają itd itp sugerować może, że swoich świętych prawd Luter jakby nie był pewien i musi je sobie (oraz innym) ustawicznie wmawiać. Śmieszne to trochę - zwłaszcza u owładniętego obsesyjną miłością do JK fanatyka.
Natomiast wprost KN twierdzi, ze jakiekolwiek wątpliwości w stosunku do inicjatyw wydawniczych są przejawem złej woli wobec twórczości i Sprawy. I to akurat jest całkowicie zgodne z postawa fanatyczną, ktora przecież nie znosi jakichkolwiek wątpliwości.
Luter napisał(a):Należy się cieszyć, że Twój Tata doczekał się tak obszernych wydawnictw - 37-płytowego boxu audio, będącego ewenementem nie tylko na polskim rynku fonograficznym, a teraz pięciopłytowego boxu video. Przecież to wspaniałe! Fakt, nie pojmuję jak można to kontestować.
A kto te fakty kontestuje? czy ktoś napisał, ze to źle, iż takie wydawnictwa się ukazały lub mają ukazać. Nie! Nikt tego nie napisał. To Ty widzisz jakąś nieistniejącą kontestację. Wątpliwości są co do częstotliwości ukazywania się wydawnictw, a nie co do samych wydawnictw, jako faktu. Rozumiesz, czy jeszcze Ci trzeba jaśniej? Częstotoliwość pojmowana w kontekście długofalowej polityki wydawania JK - to budzi wątpliwośi. Ewentualnie wątpliwości są też co do detali wydawnictw (że coś mogło by być inaczej zrobione, pomyślane, zatytułowane itd). Natomiast samego faktu wydawnictw nikt nie kontestuje.
Luter napisał(a):Dlatego powinny być stale dostępne na rynku.
O widzisz, tu już lepiej gadasz. Owszem powinny być stale, dlatego nie można się ze wszystkiego wypsztykac w ciągu 5, czy 10 lat.
Luter napisał(a):Materiał "Świadectwa" jest własnością spadkobierców, nie trzeba było płacić żadnych opłat licencyjnych, które w przypadku boxu DVD są przecież ogromne.
Ścislej byłoby powiedzieć, ze opłat licencyjnych w przypadku "Świadectwa" było mniej i niższe, aniżeli w przypadku boksu DVD. Ale na "Świadectwo" Spadkobiercy licencji też udzielali, co wiązało się z opłatą.
Paweł Konopacki napisał(a):Luter napisał(a):
Dlatego powinny być stale dostępne na rynku.

O widzisz, tu już lepiej gadasz. Owszem powinny być stale, dlatego nie można się ze wszystkiego wypsztykac w ciągu 5, czy 10 lat.

Ale nikt nie mówi o wypsztykiwaniu. Jakby nie było, twórczość Jacka jest skończona. W takim sensie, że przecież Jacek już nic nigdy nie napisze, ani nie zaśpiewa. A więc chodzi o to, że kiedy wydane zostaną już w miarę możliwości wszystkie publikacje, DVD i CD, trzeba będzie je co kilka lat wznawiać, aby ta ciągłość nie została przerwana.
Kuba Mędrzycki napisał(a):W takim sensie, że przecież Jacek już nic nigdy nie napisze, ani nie zaśpiewa. A więc chodzi o to, że kiedy wydane zostaną już w miarę możliwości wszystkie publikacje, DVD i CD, trzeba będzie je co kilka lat wznawiać, aby ta ciągłość nie została przerwana.
Tak! Tu się zgadzam. Ale ten moment, w którym dojdzie do opublikowania możliwie wszystkiego można przyspieszyć, albo nie. I o to chodzi, aby go nie przyspieszać a jednoczesnie zachować ciągłość wydawnictw i ich obecnośc na rynku.
Przykład, jak to mozna było zrobić podałem wcześniej. Oczywiście będzie wówczas w sumie drożej, ale...coś za coś...
W tym wszystkim kluczową rolę odgrywają warunki umów. Nie powinno dochodzić do sytuacji takich, ze ktokolwiek, jakkolwiek ponagla spadkobierców w negocjacjach.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16