Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: "Scena to dziwna... 1980 - 2001" - nowy box
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Paweł Konopacki napisał(a):Tu chyba jednak potrzeba bardzo zdolnego grafika
Dobrego grafika: tak! Ale istotniejsza jest właśnie kwestia pomysłu!

I tu - właśnie o to chodzi! Tytuł wypadł Ci tak, "z rękawa"... Postawiłeś przy tym odpowiednią "ikonkę" ale chyba wszyscy, którzy są zaangażowani emocjonalnie w wydawnictwa dotyczące J.K. właśnie szukają właściwego tytułu... Ten jest całkiem, całkiem...
Natomiast okładka - powinna być też kwestią pewnego "olśnienia".
Dlatego Cię spytałam, bo np wg mnie - jeśli ten tytuł - okładka symboliczna, czyli ani obraz, ani portret, coś, co bardziej skłoni do myślenia...
Jasne, że trudne...! Smile
gosiafar napisał(a):Ale istotniejsza jest właśnie kwestia pomysłu!
Zgadzam się. Ale pomysł jest zawarty w tytule. "Portret zbiorowy we wnętrzu" może być hasłem wyzwalającym, zwłaszcza w głowach ludzi nie zarażonych kaczmarozą przeróżne idee. Zwłaszcza ci, którzy rozumieliby nawiązanie tego tytułu do klasyki malarstwa, mogliby (teoretycznie!) przedstawić pomysły bardzo ciekawe. Dlatego dobrym pomysłem wydaje mi się konkurs. Tyle, że na to potrzeba czasu i pieniędzy - trzeba by zainwestować jeszcze więcej, aniżeli już zainwestowano w licencje itp. Czas i ryzyko chyba nie są sojusznikami wydawnictw. Przyglądając się z boku różnym inicjatywom wydawniczym, odnoszę wrażenie, ze większośc oficyn chce pchnąć na rynek kolejną publikację możliwie szybko, możliwie najniższym kosztem i ...przy tym możliwie najwięcej zarobić.
Ale wracając do tematu "olśnienia". Właśnie poszukiwanie właściwej idei oprawy graficznej, poszukiwanie jej w głowach ludzi niekoniczenie głęboko wrośniętej w kaczmarologię (konkurs), może być żrodłem olśnienia. Po prostu ludzie nie związani tak silnie z JK mogą mieć umysły bardziej otwarte, aniżeli osoby zaangażowane.
Zdaję sobie sprawę, że powyże słowa są przejawem jakiegoś zupełnie niemarketingowego idealizmu. Ale coż, pogdybać i pomarzyć zawsze można...Wink

[Dodano 2 września 2008 o 01:19]
gosiafar napisał(a):Postawiłeś przy tym odpowiednią "ikonkę"
Ikonkę postawiłem, bo wiem doskonale, ze, po pierwsze, taki, lub inny tytuł nie będzie wzięty już pod uwagę (większośc spraw związanych z boksem "klepnięto" dawno temu). Po drugie, nawet, gdyby ktoś ów, lub inny zupełnie tytuł zaproponował np. pół roku temu, też by te pomysły raczej nie były przedmiotem chocby skromnej dyskusji.
Może to sie w przyszłości zmieni, ale na dziś, jeśli chodzi o wydawnictwo aktualnie będące w realizacji, wszystkie decyzje zapadały poza jakąkolwiek szerszą dyskują, w gronie kilku osób zainteresowanych w zasadzie wyłącznie pchnięciem na rynek jeszcze jednej publikacji.
Paweł Konopacki napisał(a):Zdaję sobie sprawę, że powyże słowa są przejawem jakiegoś zupełnie niemarketingowego idealizmu.
I właśnie dlatego może by "chwyciło"! Tak mi się widzi, że gdyby ten box był wydany pod innym t
ytułem - na forum i tak zyskał by odbiorców. Pytanie: jak przyciągnąć tych "sporadycznych",
"przypadkowych" itd...

[Dodano 2 września 2008 o 01:28]
Paweł Konopacki napisał(a):bo wiem doskonale,
Ja też, ale może to coś wniesie w przyszłość? Wink
A - może jeszcze skłoni do myślenia? Wink
gosiafar napisał(a):I właśnie dlatego może by "chwyciło"! Tak mi się widzi, że gdyby ten box był wydany pod innym t
ytułem - na forum i tak zyskał by odbiorców.
Na forum boks zyskałby odbiorców, chocby nawet miał tytuł "Zbiór DVD koncertów Jacka Kaczmarskiego".
Wystarczy poczytać wypowiedzi: ludzie deklarują chęc kupna niezależnie od tego, co on zawiera, jaki ma tytuł, jaką okładkę. Wazne, że jest coś nowego. Nie jest to absolutnie zarzut. Sądzę tylko, że grupa fanów JK jest gronem szczególnym, jeśli chodzi o konsumpcję propozycji wydawniczych.
Szczerze mówiąc, nie rozumiem trochę tego głodu kaczmarowych wydawnictw. Jak policzyć, co najmniej raz w roku ukazuje się coś z zakresu kaczmarologii. Po smierci JK ukazał się "Tunel", "Świadectwo", "Arka", "Koncerty 1997", za chwilę będzie boks. Raz w roku coś się pojawia a fani zachowują się tak, jakby już nie pamiętali, kiedy ostatnio ukazła się jakaś publikacja. W planach jest Antologia, kolejne koncerty przygotowywane przez Janka Cieślaka.
Inna sprawa, że materiał się kończy. Za 3, czy 5 lat, puszczając na rynek kolejne publikacje z taką częstotoliwością, byc może nie będzie już czego wydawać.
Częstotoliwośc (wcale nie mała) wydawnia kolejnych kaczmaryków jest tez dyktowana faktem, że dla niektórych zainteresowanych wydawnictwa, ziksy, tantiemy są w zasadzie jedynym sposobem zachowania jakiej takiej płynności finansowej. Tyle, że to nie jest studnia bez dna. Osobiście uwazam, ze nalezy z niej korzystać bardziej umiarkowanie, z większym rozmysłem, nie iśc w ilość a w jakość.

[Dodano 2 września 2008 o 01:52]
gosiafar napisał(a):Ja też, ale może to coś wniesie w przyszłość?
A - może jeszcze skłoni do myślenia?
Niestety! Smutny fakt jest taki, że do myslenia zmuszają wyłącznie twarde zapisy paragrafów a nie jakieś tam idealistyczne rojenia mniej lub bardziej zainteresowanych Sprawą osób.
thomas.neverny napisał(a):"Ze sceny" bardziej by tu pasowalo niz "Scena to dziwna" (bo niby co tu dziwnego).
Nie wiem..wygląda tak jakbym tylko ja to wiedziała. Pisałam, ale pewnie pomijacie moje posty..Scena JEST dziwna..Jak najbardziej. Przez Lata Jacek Kaczmarski stawał /siadał na krześle na dechach klubów, teatrów, domów kultury, prywatnych mieszkań. I dla Niego to były zwyczajne sceny -wtedy śpiewał ze sceny. Teraz zagra dla nas bardzo dziwne koncerty -raz na zawsze utrwalone Jego uśmiechy, smutek, głos, pomyłki,żarty, raz na zawsze utrwalony Jacek.Nie możesz pomyśleć, ze na następnym koncercie zachowa sie inaczej.. Zawsze mnie trochę przerażało, ze film przezywał aktora... Scena to dziwna powtarzana w kolo az do zdarcia. Gdy jako młody chłopak startował w festiwalach, gdy brzmiała Obława, ten, przecież wtedy chłopak jeszcze, wiedział o istnieniu magnetowidu, ale nie DVD czy nawet VHS do prywatnego użytku. Wtedy nie myślał, ze prócz płyt wyda jeszcze i koncerty. Wiec teraz występuje przed nami prywatnie, przed każdym z osobna, dla każdego z nas inaczej, bo możemy włączyć pauzę czy przesunąć mniej lubiany otwór, czy odszukać bardziej do danego dnia pasujący -scena to zaiste dziwna.
Dla statystki okładka płyt powinna swoja szata korespondować z dziwnością tej sceny -nie jestem grafikiem, ale co innego jawi mi się na tej okładce.

Tak czy inaczej, nie znając treści, z nieciekawa okładka, pięknym tytułem boksu ,kupie go i będę słuchać Jacka jak gra dla mnie z tej dziwnej sceny.

e.
Paweł Konopacki napisał(a):Szczerze mówiąc, nie rozumiem trochę tego głodu kaczmarowych wydawnictw.
No widzisz, to stwierdzenie, choć zdumiewające, pozwala choć trochę lepiej zrozumieć Twoją optykę.

Szczerze mówiąc wydaje mi się, że box Scena to dziwna... postrzegasz jako konkurencję dla Twojej, nazwijmy to, propozycji artystycznej. Kiedy video nagrania autorskie będą dostępne w takiej ilości, argument o niezwykłej atrakcyjności "żywych" wykonań jeszcze bardziej zblednie. Moim zdaniem to chybione myślenie, bo zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej. Wydanie boxu nie wpłynie zatem negatywnie na Twoje powodzenie jako odtwórcy piosenek JK.

Żeby w miarę możliwości uniknąć niepotrzebnej przepychanki dodam to, co mówiłem już wielokrotnie: moim zdaniem niszą, którą Ty (Paweł) czy Wy jako zespół macie do zagospodarowania jest tworzenie nowych piosenek do tekstów JK wcześniej nieumuzycznionych. Jest to zadanie twórcze, Wy jesteście w tym jak na razie bezkonkurencyjni, a wynik takiej pracy niezwykle atrakcyjny dla odbiorcy. Kręcenie się w kółku grania Arek Noego, Obław , Epitafium itd jest na dłuższa metę ślepą uliczką, bo choć w miarę możliwości wierne odtwarzanie JK jest lepsze niż udziwnianie, to przecież do oryginału macie lata świetlne i tej przepaści nie przeskoczycie. Kilka lat temu pisałem tu lub na Liście: gdyby za czasów Chopina istniała technika nagrywania dźwięku, dziś płyty z wykonaniami nawet wybitnych wirtuozów nie tylko nie sprzedawałyby się po 80 złotych, ale pewnie w ogóle nie miałyby racji bytu.
Paweł Konopacki napisał(a):Osobiście uwazam, ze nalezy z niej korzystać bardziej umiarkowanie, z większym rozmysłem, nie iśc w ilość a w jakość.
A kto tu idzie w ilość? Kaczmaryki wydawane są na naprawdę wysokim poziomie. Syn marnotrawny zawiera wszystkie płyty Jacka, nawet te, gdzie dotarcie do właścicieli praw i taśm matek było niezwykle trudne. Suplement: całość jest bardzo przemyślana, by doskonale uzupełniać Syna marnotrawnego, a wykonanie każdego utworu dobrane jest bardzo starannie spośród wszystkich dostepnych. Arka Noego dopełnia całości - zawiera najistotniejsze dodatki i prostuje dyskografię JK pod kątem programów przez niego stworzonych. Scena to dziwna... jest również dobrze opracowanym wydawnictwem - zarówno pod względem dotarcia do dostępnych materiałów jak i wyboru ich pod kątem reprezentatywności i kształtu całości. Co jak co, ale powiedzenie o ww wydawnictwach, że są pójściem w ilość kosztem jakości jest kompletnym absurdem.
Elzbieta napisał(a):Pisałam, ale pewnie pomijacie moje posty..Scena JEST dziwna..Jak najbardziej. Przez Lata Jacek Kaczmarski stawał /siadał na krześle na dechach klubów, teatrów, domów kultury, prywatnych mieszkań. I dla Niego to były zwyczajne sceny -wtedy śpiewał ze sceny. Teraz zagra dla nas bardzo dziwne koncerty -raz na zawsze utrwalone Jego uśmiechy, smutek, głos, pomyłki,żarty, raz na zawsze utrwalony Jacek.Nie możesz pomyśleć, ze na następnym koncercie zachowa sie inaczej.. Zawsze mnie trochę przerażało, ze film przezywał aktora... Scena to dziwna powtarzana w kolo az do zdarcia. Gdy jako młody chłopak startował w festiwalach, gdy brzmiała Obława, ten, przecież wtedy chłopak jeszcze, wiedział o istnieniu magnetowidu, ale nie DVD czy nawet VHS do prywatnego użytku. Wtedy nie myślał, ze prócz płyt wyda jeszcze i koncerty. Wiec teraz występuje przed nami prywatnie, przed każdym z osobna, dla każdego z nas inaczej, bo możemy włączyć pauzę czy przesunąć mniej lubiany otwór, czy odszukać bardziej do danego dnia pasujący -scena to zaiste dziwna
Nie wiem, Elu, co napisać. Zatkało mnie. W każdym razie trafiłaś w samo sedno. Dokładnie o to chodzi! Dodać należy, że tytuł podkreśla również osobliwość sztuki, jaką uprawiał Kaczmarski - chociażby w sensie, że zwykła, prosta scena i forma piosenki była dla Jacka miejscem stawiania pytań zasadniczych. Tylko JK powiódł gatunek piosenki poetyckiej w tak odległe rejony.
Podzielam w pełni zdanie Eli: Scena ta JEST dziwna - i stąd tytuł.

[Dodano 2 września 2008 o 11:48]
pkosela napisał(a):Wracając do wielkości/ilości płyt, to nie przekonują mnie Twoje argumenty, jednak może zostawmy to.
Ale co Cię konkretnie nie przekonuje i do czego? Bo nie zrozumiałem...

[Dodano 2 września 2008 o 11:56]
gosiafar napisał(a):Ja też, ale może to coś wniesie w przyszłość? Wink
A - może jeszcze skłoni do myślenia? Wink
Do myślenia nad czym nawołujesz, Gosiu?
Słowo daję, że myślałem o tytule "Portret zbiorowy we wnętrzu". Rzecz w tym, że słowo "zbiorowy" nie pasuje. Słowo to z samej istoty swego znaczenia sugerowałoby nie zbiorowy charakter publikacji, a zbiorowy charakter prezentacji artystów. Ten tytuł byłby więc idealny, gdyby chodziło o prezentację twórczości Tria. A tu mamy portret jednego wybitnego artysty, któremu czasem towarzyszą inni. Z ww względów tytuł ten odpadł.
Luter napisał(a):Ale co Cię konkretnie nie przekonuje i do czego? Bo nie zrozumiałem...
Nie przekonałeś mnie do zasadności użycia w wydawnictwie nośników mniejszej pojemności, zamiast istniejących i - jak widać - mogących poprawić niedoskonałości układu nagrań - większej. Ale, jak napisałem, chyba dość o tym.
pkosela napisał(a):Nie przekonałeś mnie do zasadności użycia w wydawnictwie nośników mniejszej pojemności, zamiast istniejących i - jak widać - mogących poprawić niedoskonałości układu nagrań - większej.
Ale ja Ciebie wcale nie miałem zamiaru przekonywać! Sam nie jestem przekonany do zasadności użycia takich czy innych nośników. Pisałem tylko jakie przypuszczalnie względy skłoniły wydawcę do decyzji o użyciu nośników jednowarstwowych.
Luter napisał(a):
MaryShelley napisał(a):Tobie może nie, ale wielu ludzi, którzy słuchają piosenek Kaczmarskiego ma także skojarzenia niezwiązane z tym artystą.
No zlituj się, ale na to to już ręce opadają.
Ale o co chodzi? Przecież założenie jest chyba takie, że boks mają kupić nie tylko ludzie, którzy znają na pamięć wszystkie piosenki JK. W dodatku, tytuł ma głównie znaczenie marketingowe, więc akurat jest istotne z czym się może kojarzyć. Mnie się tytuł Arka Noego nie podobał akurat z innych powodów, ale o tym rozmawialiśmy swego czasu.
Luter napisał(a):Kiedy video nagrania autorskie będą dostępne w takiej ilości, argument o niezwykłej atrakcyjności "żywych" wykonań jeszcze bardziej zblednie. Moim zdaniem to chybione myślenie, bo zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej.

Okrutne to i niesprawiedliwe. Komuś, kto miał okazję chodzić na koncerty JK bardzo zazdroszczę, ale, niestety, oglądanie nagrań video nijak nie budzi we mnie tych emocji, o których słyszałam i w które jak najbardziej wierzę. Najzwyczajniej na świecie nudzi mnie wpatrywanie się w ekran telewizora, na którym nieustająco pokazuje się tę samą zapoconą twarz, ewentualnie z przerywnikami w postaci publiczności lub towarzyszy koncertu. Komuś, komu to się z czymś kojarzy - wywołuje własne wspomnienia, jeśli nie z konkretnego koncertu, to z jakiejś doświadczonej na własnej skórze atmosfery - może to dawać frajdę i pozwalać na zbliżenie się do prawdziwego doświadczenia. Dla mnie, która nigdy nie miałam niestety okazji zobaczyć JK na żywo, na dłuższą metę jest to ciężkostrawne, zwłaszcza zaś mało prawdopodobne, żebym miała ochotę ten sam koncert oglądać n razy. Dlatego koncert na żywo ma tę zaletę, że angażuje, pozwala, nawet, jeśli jest marny, poczuć jakieś "tu i teraz".
Nie chcę, żeby z mojego posta wynikało że uważam, że wydawanie boksu DVD jest bez sensu, ale... ma sens bardzo specyficzny, o wiele bardziej specyficzny, od tego, jaki ma wydawanie nagrań audio.
MaryShelley napisał(a):Najzwyczajniej na świecie nudzi mnie wpatrywanie się w ekran telewizora, na którym nieustająco pokazuje się tę samą zapoconą twarz, ewentualnie z przerywnikami w postaci publiczności lub towarzyszy koncertu.
Się wtrącę ze zdaniem przeciwnym. Ja wręcz uwielbiam patrzeć kto i jak do mnie przemawia ze sceny. Czuję się wtedy bliżej i myślę, że więcej do mnie dociera z tego, co mi przekazuje.
MaryShelley napisał(a):Komuś, komu to się z czymś kojarzy - wywołuje własne wspomnienia, jeśli nie z konkretnego koncertu, to z jakiejś doświadczonej na własnej skórze atmosfery - może to dawać frajdę i pozwalać na zbliżenie się do prawdziwego doświadczenia.
To, jeśli pozwala przywołać wspomnienia, bywa czasem miłym dodatkiem.
Inna sprawa, że zrealizować dobrze koncert i potem go godnie wydać jest niezmiernie trudno, co może być powodem Twojego zniechęcenia, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę większość obecnych produkcji telewizyjnych.

Luter napisał(a):Ale ja Ciebie wcale nie miałem zamiaru przekonywać! Sam nie jestem przekonany do zasadności użycia takich czy innych nośników. Pisałem tylko jakie przypuszczalnie względy skłoniły wydawcę do decyzji o użyciu nośników jednowarstwowych.
Rozumiem. A przynajmniej tak mi się wydaje.
Paweł Konopacki napisał(a):W planach jest Antologia,
A coś więcej? Jakaś przybliżona data ?
Luter napisał(a):No widzisz, to stwierdzenie, choć zdumiewające, pozwala choć trochę lepiej zrozumieć Twoją optykę.
Moja optyka na częstotliwość ukazywania się wydawnictw została w jednym z poprzednich postów chyba dość prosto wyjaśniona. Kaczmaryki, licząc od 2004r, ukazują się conajmniej raz w roku. Nie jest to mało, nie jest to rzadko. I tyle.
Luter napisał(a):Szczerze mówiąc wydaje mi się, że box Scena to dziwna... postrzegasz jako konkurencję dla Twojej, nazwijmy to, propozycji artystycznej. Kiedy video nagrania autorskie będą dostępne w takiej ilości, argument o niezwykłej atrakcyjności "żywych" wykonań jeszcze bardziej zblednie. Moim zdaniem to chybione myślenie, bo zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej. Wydanie boxu nie wpłynie zatem negatywnie na Twoje powodzenie jako odtwórcy piosenek JK.
Przepraszam, ale zupełnie nie wiem, co Ci odpowiedzieć. Interpretacja, jakobym w wydawnictwie DVD upatrywał konkurencji dla swoich występów jest już nawet nie absurdalna. Według mnie, to jakaś piramidalna brednia. Zważywszy choćby na to, że kalendarz koncertów mamy wstępnie opracowany do połowy grudnia, narzekać na brak zainteresowania naszą propozycją raczej nie mogę. I nie sądzę, aby box cokolwiek w kwestii zainteresowania ofertą naszego zespołu zmienił.
bryce napisał(a):A coś więcej? Jakaś przybliżona data ?
O ile mi wiadomo, nie ma przybliżonej daty. Negocjacje w sprawie antologii utknęły w martwym punkcie. Co gorsza, nie wiadomo tak na prawdę z jakich przyczyn. Ostatni mail w rzeczonej sprawie został wysłany półtora miesiąca temu i jak do tej pory brak na niego jakiegokolwiek odzewu ze strony zarówno wydawnictwa Muza, jak i Pani Alicji Delgas. Czekamy zatem i nie umiem powiedzieć, kiedy się doczekamy odpowiedzi.
Luter napisał(a):bo zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej
Lutrze nie obrażaj ludzi pisząc, ze 'żywe' wykonanie nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych. Zależy czyich, zależy kogo się słucha i w jakich okolicznościach.Nie zawsze chodzi o to przysłowiowe piwko czy chwile rozmowy.

W zasadzie to OT ..

e.
Luter napisał(a):Szczerze mówiąc wydaje mi się, że box Scena to dziwna... postrzegasz jako konkurencję dla Twojej, nazwijmy to, propozycji artystycznej. Kiedy video nagrania autorskie będą dostępne w takiej ilości, argument o niezwykłej atrakcyjności "żywych" wykonań jeszcze bardziej zblednie. Moim zdaniem to chybione myślenie, bo zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej. Wydanie boxu nie wpłynie zatem negatywnie na Twoje powodzenie jako odtwórcy piosenek JK.
Chyba odrobinę się zapędziłeś. Jak dla mnie wybór między płytą , a wykonaniem na żywo przez Trio czy "Pro Formę" piosenek Kaczmara jest jednoznaczny. Wolałabym posłuchać Pawła na żywo. Niekoniecznie priorytem byłoby picie piwa. Niezmiennie jestem zdania, że jak na razie nikt nie potrafi interpretowac JK tak by zadowolić moje ucho oprócz wyżej wymienionych.

Jeszcze słówko do Eli - mam dokładnie te same odczucia. Ja mam to ułatwienie jeszcze, że gdy patrzę na ekran i widzę jak JK śpiewa, gdzieś z zakamarków duszy wychodzi na wierzch zapisane tam jak na płycie odczucie przeżywania koncertów na żywo. Widzę jak siedzi na tej małej scence u nas w Niedżwiadku, a jego głos odbija się od ścian. Ach.
Luter napisał(a):zapotrzebowanie na "żywe" wykonania nie wynika z potrzeby wrażeń artystycznych, tylko z potrzeby rozrywki przy piwie podczas imprezy towarzyskiej.
Ja myślę, Krzysztofie, że jest dokładnie odwrotnie, tzn. chyba więcej piw wypiłem siedząc przed ekranem telewizora i oglądając Jacka "z taśmy" niż podczas imprez towarzyskich w ramach "żywych" wykonań. Choćby dlatego, że domowych nasiadówek z towarzyszeniem nagrań jest więcej niż koncertów z tymi wykonaniami. A jak wyjdzie box DVD - będzie jeszcze więcej.
OK, w takim razie wycofuję się z tych kontrowersyjnych stwierdzeń i przepraszam.
Tak czy inaczej - Pawłowy brak zrozumienia dla głodu Kaczmarowych wydawnictw uważam za zdumiewający. Ale oczywiście można mieć inne zdanie.

Pozdrawiam,
KN.
Luter napisał(a):gdyby za czasów Chopina istniała technika nagrywania dźwięku, dziś płyty z wykonaniami nawet wybitnych wirtuozów nie tylko nie sprzedawałyby się po 80 złotych, ale pewnie w ogóle nie miałyby racji bytu.
Myślę wręcz odwrotnie i uważam, że bardzo dobrze, iż za czasów Chopina nie istniała technika nagrywania dźwięku, bo gdyby istniała, to być może bylibyśmy bardzo rozczarowani tymi nagraniami. A sam Chopin, gdyby nagle ożył, pewnie nie przeszedłby przez eliminacje do Konkursu Chopinowskiego.
Czemu tak uważasz?
Paweł Konopacki napisał(a):Szczerze mówiąc, nie rozumiem trochę tego głodu kaczmarowych wydawnictw.
To ja chyba Ciebie nie rozumiem Smile
Paweł Konopacki napisał(a):Tyle, że to nie jest studnia bez dna. Osobiście uwazam, ze nalezy z niej korzystać bardziej umiarkowanie, z większym rozmysłem, nie iśc w ilość a w jakość
Z twoich zdań wynika raczej, że nie chodzi ani o ilość, ani o jakość, tylko maksymalnie rozciągnięty w czasie dopływ gotówki. Ja tam nie miałbym nic przeciwko gdyby absolutnie wszystko zostało wydane od razu...

[Dodano 3 września 2008 o 00:00]
Paweł Konopacki napisał(a):Kaczmaryki, licząc od 2004r, ukazują się conajmniej raz w roku. Nie jest to mało, nie jest to rzadko. I tyle.
Jest to mało i rzadko. Zawsze było mało i rzadko.
dauri napisał(a):Myślę wręcz odwrotnie i uważam, że bardzo dobrze, iż za czasów Chopina nie istniała technika nagrywania dźwięku, bo gdyby istniała, to być może bylibyśmy bardzo rozczarowani tymi nagraniami. A sam Chopin, gdyby nagle ożył, pewnie nie przeszedłby przez eliminacje do Konkursu Chopinowskiego.
Dokładnie to samo sobie pomyślałem Smile
Przemek napisał(a):Dokładnie to samo sobie pomyślałem Smile
Zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro jak wieść niesie Chopin był fenomenalnym pianistą.
Tak czy inaczej - Jacek w interpretacji swoich utworów był niedościgniony, więc fakt istnienia nagrań w jego wykonaniu powoduje, że ewentualne nagrania epigońskie nie mają racji bytu. Chyba żeby nagrać płytę z dobrze zrobionymi utworami do nieumuzycznionych przez JK ani przez wielkie Trio tekstów Jacka. To by było coś i tego Trio Łódzko-Chojnowskiemu serdecznie życzę.
Luter napisał(a):Zupełnie nie rozumiem dlaczego, skoro jak wieść niesie Chopin był fenomenalnym pianistą.
No właśnie dlatego, że tylko wieść niesie, a nie możemy tego sprawdzić. Może był fenomenalny na ówczesne warunki na dzisiejsze co najwyżej dobry? Możemy sobie tak właśnie pofantazjować, bo tego nie sprawdzimy...
Luter napisał(a):..Tak czy inaczej - Pawłowy brak zrozumienia dla głodu Kaczmarowych wydawnictw uważam za zdumiewający.
Pozdrawiam,
KN.
Ja też prawde mówiąc.
basiab napisał(a):
Luter napisał(a):..Tak czy inaczej - Pawłowy brak zrozumienia dla głodu Kaczmarowych wydawnictw uważam za zdumiewający.
Pozdrawiam,
KN.
Ja też prawde mówiąc.
Myślę, że nie chodzi o brak zrozumienia. Chodzi o to, że w porównaniu z np Agnieszką Osiecką, której dorobek nadal ukazuje się w ilościach zdumiewających, większa część twórczości Ojca została już opublikowana. Dzisiaj (po wyd. DVD) możemy co najwyżej zmodernizować i ponownie wydać to, co nie ukazało się na rynku od ładnych kilku lub kilkunastu lat (albo to, co ukazało się tylko w drugim obiegu wydawniczym). Teraz więc już nie stawiamy na ilość ale na jakość. Prosty przykład zmodernizowania antologii: moim zdaniem nie ma po co ponownie wydawać wielkiego tomiszcza z dokładnie tym samym składem plus Tunel i rarytasy typu "Oda do Kremla". Dzisiaj można kombinować z np. z innym formatem wydawnictwa, oprawą graficzną (zważywszy, że dotąd nie widziane zdjęcia są i powinny być wykorzystane) no i np. CD dołączonym do książki. Moim zdaniem fajnym dodatkiem byłaby np. umieszczenie w antologii rozdziału pt "Jacek o utworze", a na końcu płyta z wszystkimi utworami w plikach. Można też pomyśleć o nowych, ponownie opracowanych śpiewnikach. Ponownym wydaniem prozy. Możliwości jest dużo, ale jednak trzeba też myśleć przyszłościowo. Nie ma sensu wydawać wszystkiego od razu - bo po prostu nie wszystkich stać, by wszystko od razu kupić. Z punktu widzenia marketingowego lepiej jest wydać antologie np. w lutym, a w listopadzie np. śpiewniki. Przede wszystkim zależy mi na tym, żeby twórczość Ojca nadal pojawiała się na rynku i była dostępna dla kolejnego pokolenia odbiorców. Jest też taka kwestia, że kiedy wydawnictwo X wydaje np. książkę, to wyd. X ma licencję do tej książki przez określoną ilość lat. Tak więc, jeśli wszystkie nowe projekty zostaną wydane w roku np. 2009, to przez, powiedzmy, 5 kolejnych lat nie ma nic do wydania - bo wszystkie projekty podlegają licencji i mogą ukazać się w kolejnym nakładzie, albo nie. Mam nadzieję, że wyrażam się dosyć jasno, postaram się podać przykład:
Książka pt. Y nie ukazała się od roku np. 2004, bo do roku np. 2014 wydawnictwo X ma wyłączne prawo do jej upublikowania i jeśli rzeczone wydawnictwo nie zdecyduje się na kolejny nakład, trzeba odczekać te 6 lat, zanim inne wydawnictwo będzie mogło tę książkę ponownie wydać.
Tak więc stopniowe, rozłożone w czasie wydawanie projektów jest sensowniejsze. Bo w momencie, kiedy ostatni projekt zostanie wydany, wygasa licenca dla pierwszego - i można kombinować dalej. W między czasie można opracowywać nowe pomysły, a na rynku regularnie pojawiają się nowe wydawnictwa.
Ja to bym chciała, żeby mój ulubiony tomik "Mój Zodiak" został w całości umuzyczniony - wtedy możnaby go wydać i dołączyć płytę. Bardzo mi się podoba twórczość Ivana Kuklika, który stworzył ilustracje do "Mistrza i Małgorzaty", myślę, że jego obrazy mogłyby się pięknie komponować z wierszami z ww. tomika.
Przemek napisał(a):Jest to mało i rzadko. Zawsze było mało i rzadko.
Ja rozumiem, że dla Ciebie najlepiej by było, aby ukazywało się raz w miesiącu przez najbliższe 70 lat. Niestety to raczej nie będzie możliwe.
Przemek napisał(a):Z twoich zdań wynika raczej, że nie chodzi ani o ilość, ani o jakość, tylko maksymalnie rozciągnięty w czasie dopływ gotówki
No właśnie nie rozumiesz. Problem z ilością materiału do publikacji przedstawiła klarownie Pacia. O to dokładnie chodzi, że jak się od razu wyplujemy ze wszystkiego, to przez najbliższe 5 czy 10 lat (w zależności od licencji) nie będzie czego wydawać. Trzeba pamiętać, że licencja jest w istocie oddaniem części praw autorskich na określony czas. Jeśli jest to licencja wyłączna, na okres jej udzielenia nikt inny nie ma prawa dostać licencji. I teraz, gdyby wszystko wydano od razu, w jakiejś jednej zbiorowej publikacji oprawionej w walizkę, to upierdzielamy się na długi okres. Radocha z nowego wydawnictwa szybko minie, głód się pojawi i nie będzie go czym zaspokoić. Pacia pisze słusznie, że Kaczmarski nie jest Osiecką w tym także sensie, że w przeciwieństwie do Osieckiej, większość jego twórczości już wydano. Można oczywiście wznawiać tą czy inną prozę, kolejny raz publikować antologię z uzupełnieniami, ale to są w sumie działania doraźne. Na prawdziwe nowości (w sensie formy i treści) coraz mniej będzie można liczyć. Ja właśnie w tym sensie nie rozumiem głodu Kaczmaryków. Ludzie przecież dostają, conajmniej raz w roku, coś nowego do kupienia, chcieliby - tak jak Ty, Przemku- dostawać więcej i częściej, a zupełnie nie zastanawiają się nad tą sprawą w perspektywie najbliższych pięciu czy dziesięciu lat.
Luter napisał(a):Chyba żeby nagrać płytę z dobrze zrobionymi utworami do nieumuzycznionych przez JK ani przez wielkie Trio tekstów Jacka. To by było coś i tego Trio Łódzko-Chojnowskiemu serdecznie życzę
Wybacz Lutrze, ale zupełnie nie rozumiem Twojej niepohamowanej potrzeby składania mi kolejnych "serdecznych życzeń". Jak nie składasz serdecznych życzeń to znów wcielasz się w role surowego cenzora. Też tego nie rozumiem. Co Cię tak nagminnie skłania do wypisywania swoich nie podlegających dyskusji ocen? Zupełnie jakby to kogoś interesowało.
Paweł Konopacki napisał(a):Wybacz Lutrze, ale zupełnie nie rozumiem Twojej niepohamowanej potrzeby składania mi kolejnych "serdecznych życzeń". Jak nie składasz serdecznych życzeń to znów wcielasz się w role surowego cenzora. Też tego nie rozumiem. Co Cię tak nagminnie skłania do wypisywania swoich nie podlegających dyskusji ocen? Zupełnie jakby to kogoś interesowało
Pawle, może nie doceniasz Lutra? Uwierz, niektórzy potrafią nie być stronniczy!
Paweł Konopacki napisał(a):Pacia pisze słusznie, że Kaczmarski nie jest Osiecką w tym także sensie, że w przeciwieństwie do Osieckiej, większość jego twórczości już wydano.
Wydaje mi się, że powyższy przykład jest nieco chybiony. Dlaczego? Ano dlatego, że Osiecka była poetką/tekściarą nie wykonującą swoich wierszy. Pisała dla kogoś, dla siebie, do 'szuflady'. Jej umuzycznione przez wielu kompozytorów teksty, odkrywają no nowo, interpretują rozmaite zespoły, aktorzy itd. Jest tego mnóstwo i co jakiś czas pojawiają się te piosenki w nowych aranżacjach, nowych interpretacjach. Jedne ciekawe, inne nieco mniej. To są piosenki w dużej części 'rozrywkowe', a więc jeszcze długo będą pojawiać się nowe wykonania i będą na pewno chętnie kupowane. Tak więc, nikt nie próbuje dorównać autorce w kwestii wykonań Jej tekstów, ponieważ takowych nie ma i cała 'zabawa' polega na kolejnych interpretacjach i aranżacjach. W przypadku Kaczmara, takowe wykonania są i jak słusznie napisał Krzysztof, są to wykonania niedoścignione. I są one głównym punktem odniesienia dla naśladowców. Osiecką próbuje się odkrywać na nowo i większość takich prób wypada ciekawie. Podsumowując, rzeczywiście nagrania Kaczmara są zbiorem zamkniętym, w przypadku Osieckiej zaś nowe nagrania wykonawców Jej tekstów, będą się jeszcze ukazywać na rynku bardzo długo. Tak długo jak ktoś będzie miał nowe pomysły na interpretacje, aranżacje, no i kompozycje. A tu, jak napisałem, pole do popisu jest ogromne.
Kuba Mędrzycki napisał(a):A tu, jak napisałem, pole do popisu jest ogromne.
W przypadku Kaczmarskiego również. Czy nie śpiewa się piosenek Okudżawy, Wysockiego, Brassensa, Brella? Przecież kolejne pokolenia odkrywają je dla siebie na nowo niekoniecznie w oryginalnych wykonaniach. Być może musi przeminąć pokolenie, które wkłada JK do szufladki politycznej, a wtedy, ktoś całkiem nie obciążony tamtymi czasami, sięgnie po te teksty i muzykę. Tym bardziej żal, że media sięgają po Kaczmara tylko pod koniec sierpnia i w połowie grudnia, zapominając, że Jacek Kaczmarski "wielkim poetą był"... No i opór "środowiska" przed interpretacjami innymi niż naśladownicze będzie ewoluował. Na szczęście beton nie jest podobno taki trwały jak się powszechnie uważa. Wink
Ja cenię teksty Osieckiej. Chociaż sama nie wykonywała swoich piosenek - jest co podziwiać i w czym wybierać...
Paweł Konopacki napisał(a):No właśnie nie rozumiesz. Problem z ilością materiału do publikacji przedstawiła klarownie Pacia.
No i teraz rozumiem. Argumentacja Paci ma sens.

[Dodano 3 września 2008 o 17:38 ]
Paweł Konopacki napisał(a):Wybacz Lutrze, ale zupełnie nie rozumiem Twojej niepohamowanej potrzeby składania mi kolejnych "serdecznych życzeń". Jak nie składasz serdecznych życzeń to znów wcielasz się w role surowego cenzora. Też tego nie rozumiem. Co Cię tak nagminnie skłania do wypisywania swoich nie podlegających dyskusji ocen? Zupełnie jakby to kogoś interesowało
Hmmm, Krzysiek starał sie być miły, a Ty zaraz wietrzysz podstęp. A co do owych ocen, to być może jednak kogoś interesują...
Kuba Mędrzycki napisał(a):Ano dlatego, że Osiecka była poetką/tekściarą nie wykonującą swoich wierszy.
Była też twórcą bardzo obszernego zbioru prozy i właśnie prozę Osieckiej stara się - oczywiście przy pomocy odpowiednich instytucji - promować i wydawać Fundacja "Okularnicy" Agaty Passent. Wystarczy wizyta w porządnej księgarni, by się o tym przekonać, ewentualnie lektura strony "Okularników".
Nie chodzi o to, że Osiecka sama nie śpiewała, śpiewali zaś inni i pewnie długo jeszcze będą śpiewać zatem długo jeszcze będzie co wydawać.
Chodzi o to, że Osiecka ma w dorobku masę swojej własnej twórczości literackiej, której zwyczajnie jeszcze w ogóle nigdy nie wydano. Jakiś tydzień temu słuchałem bardzo ciekawego wywiadu z A. Passent, która szczegołowo opowiadała o pracy i planach "Okularników". Zdumiały mnie rozmiary dorobku twórczego - w szczególności prozatorskiego - o którym pani Passent mówiła. Też do niedawna Osiecką postrzegałem głównie przez pryzmat tekściarstwa i piosenek. Okazuje się, że to tylko jeden z wymiarów jej artystycznej osobowości.
gosiafar napisał(a):Pawle, może nie doceniasz Lutra? Uwierz, niektórzy potrafią nie być stronniczy!
Przemek napisał(a):Hmmm, Krzysiek starał sie być miły, a Ty zaraz wietrzysz podstęp.
Ależ ja wcale nie myślę, że pan Krzysiek pisał swoje życzenia ironicznie. Baa, najpewniej na swój specyficzny sposób starał się być nawet szczery . Rzecz w tym, że ja już za dobrze znam ten "swój sposób" i tego rodzaju serdeczność bardzo źle mi się kojarzy. Wolałbym aby Luter nie był wobec mnie tak wylewny i życzliwy.
Już pomijam, że "serdeczne zyczenia" i staranie, aby być miłym tuż po poście, w którym KN wypisuje najrózniejsze fanstamagorie na temat mojego lęku przed boksem - to zakrawa na jakąś najtandetniejszego sortu kpinę.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16