Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Stary Michał Anioł i Pieta Rondanini
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Mam pytanie natury składniowej Smile

Do czego odnosi się sformułowanie "przed Twoim żalem mą odrazą (...)" na początku trzeciej strofy?

Pozdrawiam

o.
Przed Twoim żalem, mą odrazą do życia (...) niech powie tylko

(albo jest to zdanie eliptyczne, ale wątpię)

Krasny

Ja pozwolę sobie poszerzyć pytanie: jak w ogóle należy rozumieć ten utwór? Nie żebym się nie zastanawiał, ale żadnych wyników sensownych nie osiągnąłem.

A może on po prostu jest jak Pieta Randonini - z założenia ma być niedokończony? Wink
Krasny napisał(a):jak w ogóle należy rozumieć ten utwór?
Nie ma czegoś takiego jak sposób, w jaki należy rozumieć utwór.
Krasny napisał(a):A może on po prostu jest jak Pieta Randonini - z założenia ma być niedokończony?
Nie wydaje mi się.
Cytat:Nie nie uniosę Go pod stropy
Kaplic skąd w gniewie sprawiedliwym
Rozsądza marszczy brew
Ten fragment zdaje się jasno nawiązywać do sceny Sądu Ostatecznego z Kaplicy Sykstyńskiej.
Cytat:Niech moim uchem stukot łopat
Usłyszy, póki jestem żywy
To mi się kojarzy z lemurami i zakończeniem Fausta Wink ale nawet jeśli niesłusznie, to w moim odczuciu chodzi o łopaty, że tak je nazwę, cmentarne.
Cytat:Przed Twoim żalem mą odrazą
Do życia, które chorą nocą
W bólu opuszcza mnie
Niech powie tylko: "Po co? Po co?
Po co lepiłem lalki skoro
W ziemię zamieniam się?"
No i tu już bardzo trudno o jednoznaczność. Żalem Marii i odrazą do życia jest owa Pieta - natomiast co oznaczać mają słowa wkładane w usta Chrystusa przez Michała Anioła? Lepienie lalek może dotyczyć tworzenia człowieka - choć oczywiście byłoby to pewne naruszenie teologii chrześcijańskiej. Zamienianie się w ziemię może oznaczać obracanie się w proch; Bóg stworzył świat żeby być Bogiem, inaczej nie byłby Stworzycielem, a po prostu Duchem (użytkownik Filip P powinien wiedzieć z jakiego dzieła niemal dosłownie zaczerpnięta jest ta myślWink ), być może nawet jednym z wielu. A jednak
Cytat:Ja nie oddzielę Go od skały
Już nie mam zresztą dłut
Proch się o Niego upomina
moim zdaniem chodzi o pewną desakralizację zarówno Boga, jak i Sztuki.

Jestem jednak otwarta na inne propozycje interpretacyjne. Nie ukrywam, że interpretacja przez biografię lub bieżące wydarzenia nigdy mnie interesowała, więc tego typu tropów nawet nie próbuję się doszukiwać.
MaryShelley napisał(a):Przed Twoim żalem, mą odrazą do życia (...) niech powie tylko
Masz rację. Nie prostuje to struktury wiersza, a przynajmniej nie w tę stronę, w którą mi się wydawało, ale chyba jest tak, jak piszesz.
Krasny napisał(a):Ja pozwolę sobie poszerzyć pytanie: jak w ogóle należy rozumieć ten utwór? Nie żebym się nie zastanawiał, ale żadnych wyników sensownych nie osiągnąłem.
Ja też się zastanawiam i taka oto struktura mi się jawi. Posłużę się zwulgaryzowaną, lecz trafną formułą Filozofa znanego.

Utwór jest niewątpliwie o sztuce, o tworzeniu sztuki - w oczach artysty. I o relacji sztuka - religia. Argumentacja rozgrywa się dialektycznie (nie w sensie sokratejskim Wink ). Z jednej strony bowiem mamy sytuację, w której rzeźbienie Piety jest modlitwą samego Michała Anioła, ostatnią prośbą o to, by Chrystus-Sędzia powstrzymał gniew. Co więcej, sam utwór jest zwrotem do Matki, a więc też poniekąd modlitwą, choć nietypową. Ale można spojrzeć na to jako na formułę deesis, gdzie Maria jest pośredniczką w kontakcie śmiertelników z Chrystusem.
Z drugiej strony jest to, o czym MaryShelley wspomniała - to Michał Anioł unosi - lub nie - swą sztuką Chrystusa pod sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej. Bez Artysty nie ma religii w jej kształcie odczuwalnym poprzez sztukę lub w sposób pokrewny ze sztuką. Jeśli Michał Anioł nie jest już w stanie podnieść Go, to proch się u Niego upomni. Ale sprzeczności ze sobą się zetkną, naturalnie Smile Mechnizmem poetyckim, poprzez który JK łączy te dwa ujęcia, a jednocześnie puentą jest to, że, jeśli się nie mylę, dochodzi tu do zjednoczenia Artysty z tworzonym obiektem. Obydwaj są ściągani przez śmierć, zaczynają ważyć tyle co trup. Mają nawet wspólny zmysł słuchu. Takoż pytanie, którego się Michał Anioł domaga na koniec od Syna, dotyczy zarówno Jego jak i artysty, Michała Anioła.

W tym sensie nie ma wiersz zakończenia, że nie rozstrzyga. Chrystus pozostaje wymiarem eschatologicznym, które Michał Anioł się obawia. Ale jest jednocześnie emanacją jego twórczości i w ogóle wyodrębnieniem (przepraszam za brzydkie słowo, ale hipostazą) aktu twórczego. Oczywiście wszystko to w obliczu śmierci, cierpienia, niemocy.

Tak z grubsza. Mogę się tłumaczyć Smile

Krasny

MaryShelley napisał(a):Nie ma czegoś takiego jak sposób, w jaki należy rozumieć utwór.
Coż, to był tak zwany skórt myślowy. Chciałem powiedzieć mniej więcej tyle: Skoro został poruszony już temat tego wiersza, to może ma ktoś jakieś fajne pomysły z nim związane? Jest to niewątpliwie jeden z trudniejszych wierszy, co zarazme oznacza, że jest jednym z ciekawszych. Ja mam pewne przemyślenia, ale nie są oni na tyle spójne, ani na tyle kompletne by się nimi móc podzielić. Może jednak inni mają coś do powiedzenia? Mniej więcej tyle mam na myśli pytając 'jak Wy rozumiecie ten utwór'.
MarySchelly napisał(a):Bóg stworzył świat żeby być Bogiem, inaczej nie byłby Stworzycielem, a po prostu Duchem (użytkownik Filip P powinien wiedzieć z jakiego dzieła niemal dosłownie zaczerpnięta jest ta myślWink

Ja też wiem, ale nie powiem Smile
MaryShelley napisał(a):Nie ukrywam, że interpretacja przez biografię lub bieżące wydarzenia nigdy mnie interesowała, więc tego typu tropów nawet nie próbuję się doszukiwać.

Ano! Sola scriptura! (wiadomo z jakiego myśliciela dosłownie zaczerpnięta jest ta myśl) Wink
----

Ale co do 'ad remu'.
MaryShelley napisał(a):Lepienie lalek może dotyczyć tworzenia człowieka
Tak, to dobre! I, że tak powiem płodne, bo obraz byłby podwójny: zarówno stary Michał Anioł umiera i zamienia się w ziemię, jak też Bóg lepiący człowieka powoli i nieubłaganie zmierza ku temu czego święty nie wiedział w swym lesie.

Postaram się coś skecić na ten temat, ale to dopiero za czas jakiś.

A na razie - pozdrawiam serdecznie!
Ola K. napisał(a):Jeśli Michał Anioł nie jest już w stanie podnieść Go, to proch się u Niego upomni.
Dobre!
Ola K. napisał(a):Mają nawet wspólny zmysł słuchu.

Ten fakt przebrzmiewa mi znanym skądinąd zwrotem chociaż zniszczyć go jednym mógł wzruszeniem ramion - Bóg Michała Anioła odejdzie razem z nim. (a Bóg Michała Anioła to ten z Piety, z Piet poprzednich, a także z Kaplicy Sykstyńskiej)

Krasny

Hmm... Chrystus jako hipostaza aktu twórczego? Pamiętajmy o przypomnieniu Marii - trzeba trzymać się tekstu, a karmienie interpretacji interpretacją jednak (w miarę możliwości) ograniczać. Ale z drugiej strony, to się by chyba dało poskładać w pewną całość!

Przemyślę, ale zdaje mi się, że jakaś subtelna différance między nami będzie.
1.
Na początek taka ciekawostka: o owej rzeźbie Michała Anioła wiersz napisał także Aleksander Wat:

Przed ostatnią Pietą Michała Anioła

Ja jestem Twoim ojcem,
bo ja Cię do grobu składam.

Ostatnie to dzieło rąk mych.
Dłuto połamię.
Pędzel utopię.

Bo Ciebie do grobu składam,
Synu mój, Synu.
I to jest wszystko.
Dalej jest noc.
Nic.

Wszystko, co przecierpiałeś,
i ja przecierpiałem wraz z Tobą.
Ale cierpiałem dłużej
i nie przestaję cierpieć.

Wszystko, co przemyślałeś
i ja przemyślałem z Tobą.
Teraz dłuto połamię
pędzel utopię zdradziecki
kaptur założę zakonny
i będę milczał.

Ale cierpiałem dłużej
ale cierpiałem gorzej.

Bo ja nie jestem Boży
ale człowieczy - robak.

Bo mnie mój Ojciec opuścił
nie wczoraj
- ale od zawsze.
Bo mnie jaka czeka nagroda
- prócz Gehenny ogniowej?
Nicość
może.
Morze milczenia.

2. Ciekawostka nr dwa: u Kaczmarskiego dwa razy pojawia się określenie "lepić lalki" w stosunku do Michała Anioła - raz w "Starym Michale Aniele i Piecie...", a raz w wierszu "Wytworna wenecka kurtyzana...".

3.
Kilka krótkich refleksji na temat wiersza, chaotycznie to wyszło, ale mam nadzieję, że jakiś sens zachowało:

Wyjściowa sytuacja w tym wierszu jest taka, że podmiot liryczny - Michał Anioł - zwraca się do Matki Boskiej ("Nie dźwigniesz Matko swego Syna...), a wypowiedź dotyczy Chrystusa. Jest to modlitwa do Chrystusa (pojawiają się prośby do Niego: "niech powie tylko..."), a Matka Boska jest tu pośredniczką.

Maria urodziła Chrystusa, Michał Anioł "urodził" Go jako artysta - i chyba ze względu na tę analogię rzeźbiarz zwraca się akurat do Bogurodzicy.
Tyle że artysta zaraz mówi o swojej niemocy: "ja nie oddzielę Go od skały." - Chrystus jest zawarty w skale, ale najpierw trzeba "odłupać to, co zbędne", żeby Go z tej skały wydobyć. Ale Michał Anioł już tego nie potrafi, ma świadomość, że jego dzieło nie zostanie ukończone.

Druga zwrotka zawiera w początkowych wersach, jak się wydaje, nawiązanie do fresków z Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie Chrystus "w gniewie sprawiedliwym/rozsądza marszczy brew". Nie stworzy więc już artysta ani wizerunku martwego Chrystusa (co zaznacza w pierwszej strofie), ani Chrystusa-Sędziego (o czym mówi w drugiej).
Oddaje jednak Chrystusowi własne ciało, skoro nie potrafi już tego ciała utrwalić w kamieniu - "Niech moim uchem stukot łopat/usłyszy, póki jestem żywy/i niech powstrzyma gniew." Stukot łopat oznacza kopanie grobu.

Wymowę tej strofy rozumiem tak:
Żyjemy, ale już słyszymy, jak kopie się groby dla nas. Trzeba "użyczyć słuchu" (czyli niejako poprosić o empatię) Bogu, aby zobaczył, jak ciąży na nas śmierć - i wtedy może zrezygnuje z "gniewu sprawiedliwego", "powstrzyma gniew".
Nasza nieporadność, niepełność w oddawaniu mu czci (Michał Anioł nie potrafi już dokończyć rzeźby) zasługuje na sprawiedliwy gniew i sąd, ale jako "okoliczność łagodzącą" artysta podaje to, że jesteśmy kalecy, śmiertelni i ciągle paraliżowani przez strach przed śmiercią.

Idziemy dalej:
"Przed Twoim żalem mą odrazą do życia": ów "Twój żal" to żal Matki Bożej do życia o to, że zabrało Jej ono Syna; z czego wynika jednak odraza artysty do życia? Jak to rozumiem, z nieodwołalności śmierci i mizerności naszych ludzkich działań. Dlatego ostatnie pytanie, skierowane przez artystę za pośrednictwem Matki Bożej do Chrystusa, jest pytaniem zarówno artysty, jak i każdego człowieka: "Po co lepiłem lalki skoro/w ziemię zamieniam się."
Dramatyzm tego pytania i zachłanne poszukiwanie odpowiedzi na nie zostaje jeszcze wzmocnione przez uprzednie: "Niech powie tylko: Po co? Po co?"

A przecież Chrystus też umarł, wszak "Proch się o Niego upomina/a tak jest ciężkie Jego ciało/jak ciężki bywa trup." Człowiek umiera, Bóg umiera, człowiek nie potrafi uwiecznić (!) Boga, bo śmierć wytrąca mu z ręki dłuta. Jedyna nadzieja w litości, w powściągnięciu gniewu.
Nie ma tutaj jednak optymizmu, jest olbrzymie napięcie i dramatyczne pytanie - umierający artysta zwraca je do Matki, która trzyma właśnie na rękach martwego Syna - i Ona ma się tego właśnie martwego Syna zapytać o istotę życia i śmierci!

[ Dodano: 12 Czerwiec 2008, 12:56 ]
Przepraszam, że to wszystko tak "obok" dyskusji, ale jak pisałem posta, to jeszcze nie widziałem tych poprzednich. Jakbym widział, tobym trochę inaczej napisał.

[ Dodano: 12 Czerwiec 2008, 13:57 ]
Zorientowałem się, że jednak z tym pytaniem końcowym w tekście to trochę inaczej jest.
W piosence cudzysłowu nie słychać i nie pomyślałem o tym, że ma to być wypowiedź Chrystusa. Sądziłem, że to wypowiedź Michała Anioła, a pytanie jest skierowane do Chrystusa, który ma na nie odpowiedzieć.

Teraz rozumiem to tak, że artysta, skoro może przedstawiać w swoich dziełach Boga, to może równocześnie wkładać w Jego usta różne cytaty i przesłania, tworzyć swojego Boga.
U szczytu możliwości twórczych Michał Anioł namalował Boga gniewliwego, Chrystusa-Sędziego.
Pod koniec życia nie miał sił na dokończenie rzeźby. W zamierzeniu być może ten Bóg z piety miał mówić co innego. Ale że jest okaleczony, niepełny, to mówi tylko: "po co lepiłem lalki skoro/w ziemię zamieniam się."
Człowiek w obliczu śmierci nie ma sił na dookreślenie swojego Boga. Umiera człowiek - tworzyciel sztuki/wizerunku Boga, umiera Bóg - stworzyciel człowieka i jego możliwości twórczych. Wszystko zamienia się w ziemię.
MaryShelley napisał(a):Lepienie lalek może dotyczyć tworzenia człowieka - choć oczywiście byłoby to pewne naruszenie teologii chrześcijańskiej. Zamienianie się w ziemię może oznaczać obracanie się w proch;
Adam_Leszek napisał(a):Ciekawostka nr dwa: u Kaczmarskiego dwa razy pojawia się określenie "lepić lalki" w stosunku do Michała Anioła - raz w "Starym Michale Aniele i Piecie...", a raz w wierszu "Wytworna wenecka kurtyzana...".
Jacek Kaczmarski napisał(a):"Po co? Po co?
Po co lepiłem lalki skoro
W ziemię zamieniam się?"
Nie należy zapominać o tym, że końcowy, ujęty w cudzysłów, fragment Starego Michała Anioła i Piety Rondanini jest zniekształconym cytatem z wiersza samego Michała Anioła, który to wiersz został napisany na kilkanaście lat przed śmiercią artysty:
Michał Anioł napisał(a):Che giova voler far tanti bambocci,
se m'han condotto al fin, come colui
che passo il mar e poi affogo ne' mocci?
Michał Anioł w tłumaczeniu Leopolda Staffa napisał(a):Po cóż lepiłem lalki, gdy kres czyha
Na mnie, jakiego doznał człek, co w sile
Przebywszy morze, potem w bagnie zdycha.
Michał Anioł w tłumaczeniu Johna Fredericka Nimsa napisał(a):The puppets once I postured, cocky lot,
size up my here and now: I'm like the one
who, having swum wide ocean, drowned in snot.
MaryShelley napisał(a):Bóg Michała Anioła odejdzie razem z nim.
Moim zdaniem tutaj własnie tkwi pewna sprzeczność - celowa i nierozstrzygalna. Bowiem owszem, odejdzie. Ale i nie odejdzie, bo Michał Anioł Go jednym wzruszniem ramion nie niszczy, obawia się Sądu.
Krasny napisał(a):trzeba trzymać się tekstu, a karmienie interpretacji interpretacją jednak (w miarę możliwości) ograniczać.
Krasny napisał(a):zdaje mi się, że jakaś subtelna différance między nami będzie.
Derridą operujesz, a jednocześnie domagasz się, by ograniczać (co w ogóle jest umiarkowanie możliwe) karmienie interpretacji interpretacją. To niekonsekwentne Wink

A poważnie. Miałam na myśli to, że, jak sam zauważyłeś,
Krasny napisał(a):obraz byłby podwójny
Michał Anioł mówi o Chrystusie-sędzim jako istniejącym poza nim, karzącym, a jednocześnie jako o swoim tworze, dziele w Kaplicy Sykstyńskiej. A gdy mówi o śmierci i stwarzaniu, mówi zarazem o sobie i o Chrystusie. I w tym sensie to, co myśli o Stwórcy, jest hipostazą tego, czym jest akt twórczy dla niego samego. To wszystko razem ujawnia się w całej serii sprzeczności, które się tu odbijają echem. Bóg-człowiek. Artysta śmiertelny-nieśmiertelny. Bóg transcendentny i Bóg jako twór kultury/indywidualnej wyobraźni.

A Szymonowi dzięki! Miałam podejrzenia, że to może być cytat z poezji Michała Anioła, ale zbyt leniwam, by wyszukać Smile
Adam_Leszek napisał(a):Oddaje jednak Chrystusowi własne ciało, skoro nie potrafi już tego ciała utrwalić w kamieniu
To ładne! I wykorzystam sobie ten argument dla poparcia tezy, że jednocześnie Michał Anioł uważa się za twórcę Boga i poddaje się Jego mocy, nie neguje jego transcendencji. Smile

Krasny

Olu K., rozumiem o co Ci chodzi (chyba! - bo nie chcę byś poczuła niedosyt, że wszystko co napisałaś jest jasne i klarowne), ale nie bardzo chwytam użycie słowa hipostaza w tym sensie.

Hipostaza to:

1. Jak u Plotyna: "Umysł jest hipostazą Jedni", czyli "Umysł wyemanował z Jedni"
2. Wszelkie pojęcie abstrakcyjne
3. Byt któremu nadajemy istnienie, mimo iż wymyka się on bezpośredniej obserwacji (np. zakładając istnienie powszechników)

Rozumiem, że idzie nam tutaj o pierwsze znaczenie, pozostałe w ogóle się nie odnoszą. W takim razie to co powiedziałaś znaczyłoby, że Bóg (poza tym, że jest Bogiem w potocznym rozumieniu, Tym który ponad brzozami) wyemanował z tego jaki jest stosunek Michała Anioła do jego własnej twórczości. I to już jest - moim zdaniem przynajmniej - mnożenie bytów ponad konieczność. Bo sytuacja wyglądałaby tak: jest Michał Anioł i jest jego akt twórczy. Między nimi zachodzi pewien stosunek (byt numer trzy), ściślej biorąc: Michał Anioł ma do swego aktu twórczego jakiś stosunek*. I dopiero z owego stosunku emanuje (w poetyckiej przenośni) Bóg. Jako byt numer cztery.

Mam nadzieję, że Cię dobrze zrozumiałem. Jeśli taka była Twoja myśl, to przepraszam, ale ja tego kompletnie w tekście nie widzę. Myślę jednak, że mogła to być omyłka w słowach i że zgadzamy się oboje z tym, że obraz jest znacznie jednak prostszy (co przecież nie znaczy, że gorszy) - Bóg stworzył świat, Michał Anioł zaś, tworząc dzieło sztuki, tworzy Boga. Jeśli chcieć się trzymać Twej emanacji, czyli przychylając się do neoplatońskiego nurtu w chrześcijaństwie, można powiedzieć, że Michał Anioł wyemanował z Boga (razem z całym światem), obraz zaś poetycki polega na tym, że jest to uzupełnione przez metaforyczną emanację w przeciwnym kierunku.

Mam nadzieję, żę udało się to jakoś rozupłać, a ja sam się nie zapętliłem. Odezwę się jeszcze w tym temacie, bo myślę, że można by parę rzeczy jeszcze dodać, ale na razie egzaminy czekają jutro. A jeszcze mecz!

[ Dodano: 12 Czerwiec 2008, 15:43 ]
Powyższe i tak jest dla prostszej interpretacji Twoich słów. Bo w literalnej:
Ola K. napisał(a):I w tym sensie to, co myśli o Stwórcy, jest hipostazą tego, czym jest akt twórczy dla niego samego
mamy już zupełny kociokwik: jest Bóg; jest Michał Anioł; jest akt twórczy Michała Anioła; jest stosunek jaki ma Michał Anioł do swego aktu twórczego; jest to co M.A. myśli o Bogu. I ostatnie miałoby emanować z przedostatniego... To już chyba jest poważna nadinterpretacja, przyznasz chyba, że jest to wielce abstrakcyjna rzecz: "treść dotyczących Boga myśi Michała Anioła emanuje ze stosunku jaki ma on do własnego aktu twórczego". Co miałoby niby znaczyć 'emanować' w tym sensie? I jaki miałby być tego sens poetycki?

W zasadzie, dla mnie już nieźle niejasne jest pojęcie "stosunek twórcy do swego aktu twórczego". Jasne, że można mieć stosunek do tego co się stworzyło, do twórczości własnej jako całokształtu, ale do aktu twórczego? Per analogiam (io ho oggi te generato) : można mieć stosunek do stosunku płciowego, można mieć stosunek do własnego dziecka i wszystkiego co z tym związane, ale jaki można mieć stosunek do samego aktu połaczenia się komórek rozrodczych? To jest coś, co się odbywa poza nami, można jedynie powiedzieć, że jesteśmy tego jakąś pośrednią przyczyna. Co poza tym?
Filozofia analityczna nie jest odpowiednim narzędziem, żeby w ogóle zbliżać się do poezji, ani nawet interpretacji poezji Wink

Hipostazę rozumiem przede wszystkim jako nadanie samodzielnego istnienia bytowi myślowemu, duchowemu, emocjonalemu, abstrakcyjnemu. Poniekąd chodzi mi więc o twoje rozumienie trzecie, a jedynie metaforycznie o pierwsze neoplatońskie. Lub inaczej: Michał Anioł dzięki temu, że ma wyobrażenie o relacji artysta-tworzenie-dzieło, może ją projektować na byt odrębny: Boga i jego relację do stworzenia (jako aktu i jako dzieła). Według mnie o tym, że w Bogu widzi transcendentego Artystę śwadczy to, że ostatnie słowa (cytat, jak wiemy) odnoszą się i do Michała Anioła i do Stwórcy. I tyle w kwestii hipsostazy. Ona się tam pojawiła w nawiasie, jeśli jeszcze innym utrudnia zrozumienie mojej interpretacji, to można o niej zapomnieć Smile Rozwijanie problemu emanacji neoplatońskiej już chyba konkretnie mąci obraz Big Grin
Krasny napisał(a):To już chyba jest poważna nadinterpretacja, przyznasz chyba, że jest to wielce abstrakcyjna rzecz: "treść dotyczących Boga myśi Michała Anioła emanuje ze stosunku jaki ma on do własnego aktu twórczego". Co miałoby niby znaczyć 'emanować' w tym sensie?
Miałoby znaczyć "wynikać", "brać się", "czerpać z". Przecież pyta(ją) "Po co? Po co tworzyłem lalki...". A więc jest to przejaw ustosunkowania się do tworzenia, nie tylko stworzenia. Ale podkreślam, ten aspekt Boga-Stwórcy jako wyobrażenia, które Michał Anioł ma dzięki świadomości tego, czym jest akt twórczy, stanowi zaledwie jedną nić tej plątaniny sprzecznych rozpoznań. Bo jednocześnie Michał Anioł tworzyBoga jako dzieło sztuki (w sensie dosłownym: rzeźbę, fresk) i dalej zachowuję wiarę w Niego jako istniejącego, tworzącego itd. A sztuka jest drogą do Boga.
Krasny napisał(a):W zasadzie, dla mnie już nieźle niejasne jest pojęcie "stosunek twórcy do swego aktu twórczego".
No, tu drogi Kraśny to już nie jest ani difference, ani differance (wybacz brak akcencików Wink ), lecz cała przepraść między nami. Ty chyba jesteś zupełnym romantykiem Smile A i romantycy jakoś się do swojego aktu twórczego odnosili, nawet jeśli dział się w chwili boskiego natchnienia. Nawet przekonanie, że akt twórczy dzieje sie "poza nami" jest już jakimś do niego stosunkiem. Zupełnie nie rozumiem tu Twojego niezrozumienia.

Pozdrawiam!

o.

Krasny

Witam!

Po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że pobieżna choćby próba streszczenia zawartych w tej piosence wątków i aluzji nie jest wykonalna w tekście o sensownej długości.

Smile

pozdrawiam!
Kraśny
skoro tak... :poklon:
ściskam!

o.