Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Rzeczpospolita kłamców. Salon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
Drogi ( i na pewno nie Słodki :wink: ) Szymonie. U mnie wszystko chyba się otwiera, ale z braku czasu nie mogę Ci pomóc. Obiecuję solenni, że postaram się skopiować moje posty w ciągu paru dni i podesłać na priv. Pisanie, ze to recenzje to za duzo powiedziane. po prostu w pewnym momencie prawiczkołysiakowcy ( nie mam awersji do normalnej prawicy, serio!) zaczeli nas na tym forum atakować bez związku z tematem, wyzywać od lewackich terrorystów słowa etc. Mnie nazwano cieniasem, który gada, a nie zna w ogóle twórczości WŁ. No więc wnerwiłem się. W przeciągu tego roku przeczytałem 13 czy 14 tytułów dobijając do liczby 16 czy 17 książek. Myślę, ze to całkiem spora i reprezentatywna ilość, zeby mieć pojęcie o WŁ. Moje recenzje polegały na wykazaniu łysiakowcom, ze sami są zgrają nieuków, która nie zna swojego mistrza. Rzucałem przydługimi cytatami, które były w opozycji do ich własnych twierdzeń... jak i czasem twierdzeń samego Łysiaka. Pokazywałem, ze gdyby oni sami i ich mistrz stosowali sie do tych złotych myśli - swiat byłby lepszy. No i cytatami z samego Ł. pokazywałem, że Kaczmarski w porównaniu z Łysiakiem wypada blado, jak niedouczony gówniarz w umiejetności szkalowania Polaków, Koscioła a nawet i posrednio Papieża. Moherowe bereciki spaliłyby Łysiaka na stosie, gdyby go czytały :lol: .

Statek polecam, bo dość szybko się czyta, tyle ze trzeba przymknąć oko na schematyzm fabuły i uciążliwą manierę Łysiaka. Kielich jest po prostu w sporych fragmentach nudny i udziwniony wtedy, kiedy Łysiakowi wena siadała. Można oczywiście czasem postawić zarzut, ze prawdy wypowiadane przez bohaterów prozy nie muszą być pogladami autora. Niby tak. Ale jeśli prawdy te są wypowiadane wciąż przez 400 stron przez bohaterów "pozytywnych" ( w mniemaniu autora) to chyba mogę te poglady ekstrapolować na samego Łysiaka. Zwłaszcza, że w ten sam sposób Ł. mówi w felietonach i polemikach, np. Stuleciu kłamców.

Życzę przyjemnej, choć mozolnej lektury. :beer:

[ Dodano: 2005-12-08, 11:02 ]
Pytanie do Adminów!

Dlaczego nie mozna otworzyć stron od 5 do 32? :-x
Ani w IE ani w Operze. To główna część dyskusji z Geppardem i Smakoszem, oraz moje cytaty z Łysiaka. Nowowchodzący do tego tematu tracą ważne wątki, powtarzają się i niesłusznie dostają od stałych forumowiczów po uszach. :oops:
Nie zamierzam bronić Hakenkreutza, ale chwilami czepianie sie go w takiej sytuacji to pretensja do garbatego.... :x
piotru napisał(a):Pytanie do Adminów!

Dlaczego nie mozna otworzyć stron od 5 do 32? :-x
Ani w IE ani w Operze. To główna część dyskusji z Geppardem i Smakoszem, oraz moje cytaty z Łysiaka. Nowowchodzący do tego tematu tracą ważne wątki, powtarzają się i niesłusznie dostają od stałych forumowiczów po uszach. :oops:
Nie zamierzam bronić Hakenkreutza, ale chwilami czepianie sie go w takiej sytuacji to pretensja do garbatego.... :x
Artur już raz to wyjaśniał, może tym razem ja spróbuję :|
Otóż (prawdopodobnie) przy któraś z nowszych wersji forum (w końcu na początku problem nie występował) zawierała błąd sprawiający, że w przypadku naprawdę długich postów przekroczenie pewnej sumarycznej ich długości na danej stronie powoduje problemy z jej wyświetlaniem. Problem zauważony został (przez MacB) w temacie o Marszałku Jurku w Hyde Parku - tamten temat dało się "uratować" przez sztuczne podzielenie zbyt długich postów (były na końcu). Postów w tym temacie nie można niestety podzielić ("podzielone" wersje znalazłyby się na samym końcu tematu, co wprowadziłoby chaos w dyskusji).
W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest ograniczenie (przez stosowną opcje w profilu) liczby postów wyświetlanych na stronie (przez co sumaryczna ich długość nie przekroczy "progu krytycznego"). Nie jest to może zbyt elegancka metoda, ale skuteczna Wink Po przejrzeniu całego tematu można bez problemu wrócić do standardowej liczby postów na stronę. Co do ilości postów pozwalającej na przejrzenie tego tematu - trzeba poeksperymentować - stuprocentowo "bezpieczną" wartością jest 1 post na stronę (choć i wyższe ustawienia powinny działać Wink ). W przypadku jakichkolwiek problemów/pytań zapraszam na priv.

Pozdrawiam
Zeratul

P.S. Przepraszam niezainteresowanych użytkowników za zagracanie tematu, ale problem jest dość istotny dla jego dalszego "rozwoju" :]
piotru napisał(a):Pytanie do Adminów!

Dlaczego nie mozna otworzyć stron od 5 do 32?
Powinno być już ok. Wracam do pracy, koniec przerwy
Rzeczywiście. Sprawdziłem i wszystko działa - można teraz przeczytać wszystkie strony w niniejszym temacie, a zatem winniśmy Ci wszyscy wdzięczność, Arturze.

Pozdrawiam serdecznie
Ufff! Cieszę się Szymonie, bo mozesz sobie poczytać moje nibyrecenzyjki. Czytaj je jednak w kontekscie postów Gepparda i Smakosza. Jestem Ciekaw Twojej opinii. Ale na priv, jesli masz mnie strasznie zrugać Big Grin .
Pozdrawiam.
Przeczytałem, Piotru.

Przede wszystkim należą Ci się słowa uznania za to, że jako jedyny (w takim stopniu) sięgnąłeś do argumentów "drugiej strony". Te recenzje (a raczej Twoje wrażenia, cytaty et cetera) są moim zdaniem bardzo ciekawe i sporo do tematu wnoszą. Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi w tym temacie mogę jedynie podzielić się także moim wrażeniem z lektury tych (u mnie) sześćdziesięciu siedmiu stron. Ataki pozostałych Forumowiczy na Smakosza i Wilczyńskiego w moim odczuciu były brutalniejsze i mniej kulturalne niż adwersarzy. Moim zdaniem panowie Smakosz i Wilczyński mieli wyjątkowo utrudnione zadanie w dyskusji ponieważ:

a)zasadniczo wszyscy byli a priori nastawieni przeciwko nim

b)G i Sz. usiłowali nie chcąc "zdradzać" swojego mistrza udowodnić tezę, której udowodnić sie nie da bo jest ona z gruntu fałszywa

c)musieli wciąż wysłuchiwać obelg i wybitnie niemerytorycznych "argumentów" na czele z odsyłaniem ich do psychiatrów - od wielu Forumowiczy.

d)naprawdę ciężko jest dyskutować w pojedynkę z kilkunastoma osobami piszącymi przeciw Tobie - sam to zauważyłem po raz pierwszy wypowiadając się w tym temacie.


Co do WŁ to ma on swoje wady ma też i zalety - co nie oznacza, że należy przedstawiać wypowiedzi powieściowych pisarzy jako poglądy Łysiaka - czego się nie ustrzegłeś, Piotru. A co do fragmentu z bakteriami to było już mało kulturalne (obraźliwe dla WŁ, G i Sz.) i mocno naciągane szczególnie, wyjąłeś ten cytat z kontekstu.

Tak czy inaczej dzięki wielkie za te Twoje refleksje z lektury WŁ bo cenne całe z pewnością one są - tylko, że trzeba często "oddzielać ziarno od plew" - czytając je. W porównaniu zresztą do poziomu wypowiedzi innych Forumowiczy w tym temacie (wiadomo chyba o kogo mi chodzi - z pewnością nie o Wilczyńskiego i Smakosza) Twoje Piotru słowa są naprawdę wyważone, spokojne i tym bardziej dzięki ogromne Ci za to są należne - szczególnie, że zadałeś sobie niemały trud przebrnięcia przez połowę twórczości Łysiaka. Ja osobiście polecałbym jeszcze opowiadania "Łysiak fiction". Zabawne i apolityczne, a także zdecydowanie mniej "nawiedzone" niż także w miarę apolityczna "Szuańska ballada".

Pozdrawiam bardzo serdecznie
Szymon napisał(a):b)G i Sz. usiłowali nie chcąc "zdradzać" swojego mistrza udowodnić tezę, której udowodnić sie nie da bo jest ona z gruntu fałszywa
Przepraszam za podanie drastycznego przykładu ale w takim razie w takiej samej sytuacji byliby np. wyznawcy ideologii faszystowskiej czy komunistycznej, gdyby nie chcieli "zdradzić" swoich "mistrzów". Jeżeli jak sam powiedziałeś pewnych tez nie da się obronić, to ich głosiciele muszą się liczyć z totalnym brakiem akceptacji dla wypowiadanych przez siebie oszczestw i bzdur. I przez nasze gremium zostali potraktowani tak jak na to zasłużyli czyli:
Szymon napisał(a):musieli wciąż wysłuchiwać obelg i wybitnie niemerytorycznych "argumentów" na czele z odsyłaniem ich do psychiatrów - od wielu Forumowiczy.
Choć uważam, że przesadzasz bo słowa powszechnie uwazane za obelżywe raczej nie padały, a odsyłanie do psychiatry było jak najbardziej celowe. Jeśli ktoś nie chce bowiem przyjąć do wiadomości oczywistych faktów to albo robi to celowo albo powinien się leczyć. Poza tym wiele argumentów z naszej strony było jak najbardziej merytorycznych tylko, że rzucaliśmy nimi jak grochem o ścianę.
W takiej sytuacji dyskusja jest niemożliwa i na usta cisną się same przekleństwa.
Szymon napisał(a):naprawdę ciężko jest dyskutować w pojedynkę z kilkunastoma osobami piszącymi przeciw Tobie - sam to zauważyłem po raz pierwszy wypowiadając się w tym temacie.
Oczywiście, że jest ciężko. Ale ja wychodzę z założenia, że jeżeli kilkanaście (lub więcej) osób ma inne zdanie niż ja na dany temat, to w pierwszej kolejności zastanawiam się czy to aby na pewno ja mam rację. Coś musi być na rzeczy, tym bardziej jeśli w temacie wypowiadają się osoby nieprzypadkowe, głęboko znające temat. Uparte trzymanie się swojego zdania w takiej sytuacji rodzi podejrzenie o nieczyste intencje, zwykłą głupotę lub problemy z psychiką.
Ludzie będący stałymi bywalcami tego forum choć często różnią się wyznawanym światopoglądem, charakterem, wiekiem czy wykształceniem, nigdy nie atakują bezmyślnie czy po chamsku swoich adwersarzy. Jeśli pojawiają się agresywne czy emocjonalne sformułowania to przeważnie jest ku temu poważny powód. I taki powód zaistniał w tym temacie. Olbrzymia większość (jeśli nie wszyscy) forumowiczów zareagowała jednoznacznie na kłamliwe tezy postawione przez Łysiaka i idiotyczne komentarze jego obrońców, nie przekraczając przy tym granic dobrego smaku choć często język świerzbiał. Nie oczekuj Szymonie, że jak ktoś nam napluje w twarz, będziemy twierdzić, że pada deszcz.
Mówi się często, że jakie społeczeństwo taka władza, albo cytując stare polskie przysłowie - jaki pan taki kram. Parafrazując te słowa, powiem - jaki mistrz tacy jego wielbiciele. I być może tak jak J.K. wiele nam brakuje do ideału, jesteśmy pełni sprzeczności, często popełniamy błędy, ale za to jasno i prosto potrafimy wygarnąć w oczy jeśli ktoś jest strażnikiem złej sprawy i przeciwstawić się głupocie i draństwu.. Taka drogę wskazał nam Nasz Mistrz. Dlatego Łysiakom i jego klakierom, ziejącym ślepą nienawiścią i wygadującym skurwysyństwa, mówimy zdecydowane nie. W tym wypadku nie ma miejsca na relatywizm czy kompromis. Jeśli tego nie rozumiesz czy nie akceptujesz Szymonie (masz do tego prawo) musisz się liczyć z tym, że będzie Ci ciężko... Pozdrawiam
lodbrok napisał(a):ziejącym ślepą nienawiścią i wygadującym skurwysyństwa
Właśnie uważam, że Łysiak Łysiakiem, ale panowie W. i S. na tym forum akurat wypowiadali się kulturalniej i w mniejszym stopniu obrażali innych Użytkowników niż byli przez nich obrażani, ale to tylko moje subiektywne odczucia - uważam, że w kwestii książki Łysiaka nie mieli oni oczywiście racji, natomiast miejscami pisali nie-głupie rzeczy na tematy ogólne tudzież tyczące się samego przebiegu dyskusji.
lodbrok napisał(a):Przepraszam za podanie drastycznego przykładu ale w takim razie w takiej samej sytuacji byliby np. wyznawcy ideologii faszystowskiej czy komunistycznej, gdyby nie chcieli "zdradzić" swoich "mistrzów".
Mój punkt "b)" to była ironia - czyż to poszukiwanie nieistniejących wywiadów nie było zabawne?
lodbrok napisał(a):W takiej sytuacji dyskusja jest niemożliwa i na usta cisną się same przekleństwa.
No właśnie uważam, że trochę przesadzasz.
lodbrok napisał(a):jaki mistrz tacy jego wielbiciele.
Po pierwsze to jest stereotypowe myślenie, a po drugie niektórzy tutaj starali się dowieść, że "jacy wielbiciele taki mistrz" co jest już kompletnym nonsensem.
lodbrok napisał(a):potrafimy wygarnąć w oczy jeśli ktoś jest strażnikiem złej sprawy i przeciwstawić się głupocie i draństwu..
Ja też potrafię - tylko, że wtedy czytam, że nic nie wiem o Michniku, w ogóle nie wiem co piszę, a jeśli nawet wiem to piszę "bzdury" et cetera.


Pozdrawiam serdecznie
Szymon napisał(a):czyż to poszukiwanie nieistniejących wywiadów nie było zabawne?
Może by i było, gdyby nie to, że służyły - nieistniejąc - do przykopania trupowi, nazywając rzecz po imieniu. Dla mnie to nie jest zabawne w żadnym calu.
Szymon napisał(a):No właśnie uważam, że trochę przesadzasz.
No nie, akurat Lodbrok jest jednym z najbardziej powściągliwych i ważących słowa Forumowiczów. W sytuacji kiedy ktoś jako argument w dyskusji z obiektywnie istniejącymi faktami ma tylko własny ślepy fanatyzm, to naprawdę po iluś tam dniach wyczytywania bzdur takich jak to, że nieistnienie mitycznych wywiadów wcale nie jest argumentem przeciwko ich istnieniu, nóż się w kieszeni otwiera.
A ja uwazam ze dyskusja byla jalowa, bo kazda ze “stron” chciala pisac o czyms innym - wielbiciele JK chcieli ustalac fakty, nawet gdyby bylo to przykre (czyli “gdzie sa te australijskie wywiady ?”); natomiat G & S wyladowali na tym forum by “bronic dobrego imienia Mistrza WL”.

Posuneli sie nawet do ogloszenia ze JUZ MAJA te antypolskie wywiady o ktorych pisal Lysiak (minal juz rok, jak wyczytalem tutaj zapewnienie ze wywiady juz plyna…).
Ale potem uprawiali uniki, wprowadzajac tematy zastepcze (np definicja chrzescijanina wg Kaczmarskiego i wg encyklopedii), wykrecajac kota ogonem lub bawiac sie w osobiste wycieczki. Zamiast UDOWODNIC ze ich Mistrz nie jest oszczerca

A przeciez (przypomnienie) :
Cytat:Lysiak uzyl slow „przez CALA drugą połowę lat 90-tych”, “opluWAł” czy “BEZ PRZERWY wałkując mantrę”. Sprecyzowal wiec ze chodzi mu o dzialanie NAGMINNE, POWTARZAJACE SIE. Sprecyzowal tez ze mialo to glownie miejsce w okresie 1995-2000. Wystarczy wiec przejrzec wypowiedzi JK (wierszem i proza) za ten okres by trafic na (nieuzasadnione) oskarzenia o polski antysemityzm. Ze znalezieniem nie powinno byc specjalnych problemow bo, jak nam wyjasnil Lysiak, w tekstach z tamtego okresu powinno az sie roic od ociekajacych plwiocinami oskarzen o antysemityzm.
Dziwisz sie wiec jesli czasami ktos sie wkurzyl i powiedzial im ostrzej co sadzi o takim robieniu sobie jaj ?

(NB : obawiam sie ze tylko Ty jeden wiesz “o kogo Ci chodzi”, gdy piszac o “poziomie wypowiedzi innych Forumowiczow”… Ale nie musisz - nie chce mi sie w tym grzebac).

Zauwaz ze wypowiedzi G & S nigdy nie byly cenzurowane na tym forum, nawet jesli pisali rzeczy przykre dla wielbicieli JK. Sadze ze swiadczy to o cierpliwosci tutejszej Administracji.
Czy mi sie wydaje, czy tez ktos gdzies tu pisal ze na forum fanow WL (G jest tam moderatorem) za powatpiewanie w geniusz ich Mistrza dostaje sie po prostu bana ?

Lod ! W zasadzie zgadzam sie z tym co pisales ale mam ochote sie zachnac na wszystkie te “potrafiMY”… Przypominam, ze niektorych indywidualistow wolami trzeba bylo zaciagac na zapisanie sie na to forum...

A wywiadow jak nie ma tak nie ma, choc sam tez staralem sie jeszcze niedawno cos w tej sprawie zalatwic... :roll:
misiek-st napisał(a):Może by i było, gdyby nie to, że służyły - nieistniejąc - do przykopania trupowi, nazywając rzecz po imieniu. Dla mnie to nie jest zabawne w żadnym calu.
Chodziło mi o "śledztwo" pana Wilczyńskiego, którego fiasko Wy z niejasnych względów ciągle wspominacie jako swój triumf od początku wiedząc, że takie wywiady nie istnieją - co więcej mając chyba świadomość, że WŁ tego swojego nieszczęsnego fragmentu nie oparł prawdopodobnie na żadnych wypowiedziach JK, tylko na czymś co usłyszał z trzeciej ręki.
misiek-st napisał(a):Lodbrok jest jednym z najbardziej powściągliwych i ważących słowa Forumowiczów
Zgadzam się w całej rozciągłości - co nie zmienia faktu, że w tym konkretnym przypadku, moim zdaniem, trochę przesadza(cie w całym temacie) w ocenie panów W. i S.
misiek-st napisał(a):tylko własny ślepy fanatyzm
Nie mogę się z zgodzić z tym, że był to "ślepy fanatyzm". Niektórzy (nie chcę pisać kto bo się z tego znów zrobi awantura) z Forumowiczy wypowiadali się (także o panach W. i S.) w sposób, który dla mnie jest nie do przyjęcia - ale to jak już pisałem wyżej moje subiektywne odczucie i wątpię żebyśmy mogli dojść w tej wymianie zdań do jakiegoś konsensusu.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
Nie zgadzam się z Szymonem, ponieważ to, co uznaje za wyważenie ocen, mam za letniość emocji i hipokryzję i chorobliwą poprawność polityczną. Ponadto nie podoba mi się (to także moje subiektywne tylko odczucie), że ktoś pojawia się w dyskusji i zamiast powiedzieć swoje zdanie, rozdaje cenzurki - że większość uczestników jest brutalna i niekulturalna w tej dyskusji. Ktoż to rozdaje nam te oceny? Jakiś może autorytet moralny czy kto? Nie, zwykły Szymek. No nie dajmy się zwariować.

Pozdrawiam
zbych napisał(a):Nie zgadzam się z Szymonem, ponieważ to, co uznaje za wyważenie ocen, mam za letniość emocji i hipokryzję i chorobliwą poprawność polityczną.
Co ja niby uznaję za wyważenie ocen? Ja pisałem właśnie o niewyważonych ocenach.

zbych napisał(a):większość uczestników jest brutalna i niekulturalna w tej dyskusji.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą.

Kilkakrotnie sugerowano mi żebym przeczytał całą dyskusję w tym temacie. Przeczytałem i pozwoliłem sobie wyrazić własne zdanie na ten temat, nie rozdawałem "cenzurek" nikomu, ale Zbych odebrał to inaczej. No cóż - do własnych odczuć każdy ma takie samo prawo.

Pozdrawiam
Szymon napisał(a):od początku wiedząc, że takie wywiady nie istnieją - co więcej mając chyba świadomość, że WŁ tego swojego nieszczęsnego fragmentu nie oparł prawdopodobnie na żadnych wypowiedziach JK, tylko na czymś co usłyszał z trzeciej ręki
Przeciez o to chodzilo w tej dyskusji ! Ze odsadza od czci i wiary a tak naprawde to nawet nie wie o czym mowi !
A zas G & S starali sie przekonac ze tak nie jest, ze Mistrz WL to szermierz prawdy z nienagannym warsztatem. I ze dowody w postaci slawetnych wywiadow juz plyna.

O ile mnie pamiec nie myli to Lysiak napisal tez ze SAM czytal te slynne wywiady bo ktos mu je z Australii przyslal.

Jesli wiec WL po prostu lgal, to chyba niezbyt pasuje mu gloszenie wszem i wobec jaki to z niego obronca “prawdy”,“honoru” etc czy pouczanie innych.

Nie, nie ciesze sie z “fiaska sledztwa” (jesli takowe w ogole mialo miejsce) w sprawie “antypolskich wywiadow”. Przypuszczam ze ladujac na antypodach JK mogl udzielic na miejscu jakies wywiady i z zainteresowaniem bym to przejrzal.

Napisales : “z trzeciej reki” ? Ano wlasnie ! Tak mi to niestety wyglada !
Z trzeciej reki I po lebkach, okraszone lepperowskim stylem, bo WL wie co lubi jego publika :

Gdzies przeczytal o kuracji w Austrii, gdzie indziej o chrzcie, wiec palnal o wojujacym zydzie co to sie pojednal z Bogiem na wiedenskim lozku.

Cala pierwsza czesc zas wyglada mi na inspirowana artykulem z “Tysola” (byl tu juz cytowany). Tyle tylko ze musial to przezuc na swoja papke.
Zdanie “Przez całą drugą połowę lat 90-tych opluwał polski Kościół, "polski antysemityzm" i wszelkie "polactwo" hurtem.” (w “Salonie”) wyglada mi na lysiakowe streszczenia zdania Zyszkiewicza (z “Tysola”) o wyznawcach JK “zrażonych atakami na Kościół katolicki i coraz częstszymi oskarżeniami Polaków o szerzenie nienawiści, ignorancję, antysemityzm”.
Mam wrazenie ze Lysiak stal sie ofiara swojego jezyka, walenia z grubej rury.

Jednoczesne pisanie z trzeciej reki, bez sprawdzania ni podawania zrodel, okraszane grubianskim jezykiem.
Na forum lysiakowcow zas ktos wykazal ze WL w “Salonie” zrobil cos podobnego z Miloszem. Mam coraz wieksze watpliwosci na temat rzetelnosci warsztatu pana WL…
Dzięki Szymonie za dobre słowo, aczkolwiek...
Szymon napisał(a):Ataki pozostałych Forumowiczy na Smakosza i Wilczyńskiego w moim odczuciu były brutalniejsze i mniej kulturalne niż adwersarzy.
Nie pamietam, jak kolejno pojawiały sie głosy poszczególnych osób, ale jeśli prześledzisz moje posty, conajwyzej pierwszy był dość emocjonalny i odnosił się do samego cytatu z "Rzeczpospolitej..." Nie bedę się spierał, le wg mnie jeśli tu ktoś pierwszy wyjmował szable to właśnie Geppard i Smakosz. Forumowicze conajwyżej atakowali Łysiaka. Być moze i obraźliwie. Ale - Smakosz zwłaszcza - nasi goscie od razu przypuścili atak na nas wyszydzając i wyzywając ( mnie np. jako cieniasa stukającego kopytkami i merdajacego ogonkiem :lol: ) od lewackich terrorystów słowa etc. I ty sie dziwisz, ze spotkało to się z niekoniecznie kulturalnymi ripostami? :o Dajże spokój!
Szymon napisał(a):a)zasadniczo wszyscy byli a priori nastawieni przeciwko nim
Nie wszyscy! Chociażby Thomas N. nie był! Ja też nie byłem od razu anty, choć daleko mi było do neutralności.
Szymon napisał(a):c)musieli wciąż wysłuchiwać obelg i wybitnie niemerytorycznych "argumentów" na czele z odsyłaniem ich do psychiatrów - od wielu Forumowiczy.
Gdyby sami nie zboczyli na pyskówki polityczne, nie musieliby wysłuchiwać obelg. Ewentualne nasze obelgi ( nie pamietam, czy takowe były) były pod adresem WŁ.
Nie zapominaj, że sami nasi gośćie raczej niewiele merytorycznie poprawnych i logicznych argumentów używali, więc czego mieli sie spodziewać. Zwłaszcza, ze logiczne i merytoryczne argumenty do nich nie docierały. Sugestie o psychiatrze były wg mnie w pełni uzasadnione i do tego delikatne w zaistniałej sytuacji.
Szymon napisał(a):nie oznacza, że należy przedstawiać wypowiedzi powieściowych pisarzy jako poglądy Łysiaka - czego się nie ustrzegłeś, Piotru.
Zasadniczo masz rację, ale... Pewnie miałeś na myśli bohaterów…Jeśli jednak autor wypowiada te same myśli we własnych felietonach, można przyjąć, że bohater powieści jest swoistym alter ego autora, czyż nie? Zwłaszcza jeśli ów bohater przedstawiany jest jako postać pozytywna w powieści i i do tego ma wnerwiającą tendencje do ciągłego wypowiadania prawd objawionych i ostatecznych.
Szymon napisał(a):A co do fragmentu z bakteriami to było już mało kulturalne (obraźliwe dla WŁ, G i Sz.) i mocno naciągane szczególnie, wyjąłeś ten cytat z kontekstu.
Szymon napisał(a):Twoje refleksje z lektury WŁ bo cenne całe z pewnością one są - tylko, że trzeba często "oddzielać ziarno od plew" - czytając je.
Oczywiście, podobnie jak przy czytaniu Łysiaka, Twoich postów i postów nas wszystkich. Ale forum to nie rozprawa filozoficzna i plewy latają. A kto sieje plewy ten plewy zbiera. Smakosz i Gepard rzucili sporą garść plew.
Szymon napisał(a):Twoje Piotru słowa są naprawdę wyważone,
Jasne, starałem się, co nie znaczy, ze w duchu nie ciskałem znacznie gorszych inwektyw, niż te na forum.
Big Grin

I to tyle w tym temacie. Za polecenia dziekuje, już to czytałem. Właśnie kończę 16-ą pozycję z Łysiaka. „Kolebka” jest z dawnych czasów, więc czyta się całkiem sympatycznie, ale wielkie dzieło to nie jest, choć intencje autora były szczytne.
thomas.neverny napisał(a):Lod ! W zasadzie zgadzam sie z tym co pisales ale mam ochote sie zachnac na wszystkie te “potrafiMY”… Przypominam, ze niektorych indywidualistow wolami trzeba bylo zaciagac na zapisanie sie na to forum...
Wiem, wiem Thomasie. Faktycznie moja wypowiedź zabrzmiała nieco jak głos rzecznika interesów ogółu (a żadnej legitymacji przecież nie otrzymałem), ale świadomie przyjąłem taką konwencję. Ten temat bowiem dobitnie pokazał, że pomimo czasami bardzo jaskrawych różnic dzielących kaczmarofilów, to jeśli sprawa jest fundamentalna, potrafimy jednoznacznie się określić w obronie tego w co wierzymy. W tym wypadku wydaje mi się, że są to słowa - prawda, uczciwość, rzetelność pisarska (jeszcze kilka można dopisać). Pozwoliłem sobie więc na użycie liczby mnogiej, bo w tym momencie tak czułem - MY a nie ja. Jeśli ktoś uważa, że to nadużycie, bardzo przepraszam.
Swoją drogą, chyba nie żałujesz zapisania się na forum :wink: ?
Szymon napisał(a):Zgadzam się w całej rozciągłości - co nie zmienia faktu, że w tym konkretnym przypadku, moim zdaniem, trochę przesadza(cie w całym temacie) w ocenie panów W. i S.
Podaj mi jeden powód Szymonie dla którego mam szanować wyżej wymienionych, jeśli oni z uporem maniaka bronią kłamliwych wypowiedzi Łysiaka. Czy gdyby ktoś X obraził przykładowo Twojego ojca mówiąc np., że ten jest złodziejem, nie przedstawiając na to żadnych dowodów albo głosząc oszczerstwa, a ktoś Y twierdziłby to samo, na dowód tego przedstawiając słowa X, to zachowałbyś spokój mówiąc: Panowie no w innych sprawach to macie wiele racji ale w tej to akurat grubo się mylicie? Tak stoicko byś zareagował? Osobiście nie wierzę...
Panowie Geppard i Smakosz powinni się cieszyć, że zostali potraktowani tak jak zostali. Posiłkując się słowami pewnego serialowego bohatera, stwierdzam: Jak się ma przed sobą taką sztukę to trudno zachować kulturę.
Szymon napisał(a):Nie mogę się z zgodzić z tym, że był to "ślepy fanatyzm". Niektórzy (nie chcę pisać kto bo się z tego znów zrobi awantura) z Forumowiczy wypowiadali się (także o panach W. i S.) w sposób, który dla mnie jest nie do przyjęcia - ale to jak już pisałem wyżej moje subiektywne odczucie i wątpię żebyśmy mogli dojść w tej wymianie zdań do jakiegoś konsensusu.
Masz rację, tu na pewno nie będzie żadnego konsensusu
Szymon napisał(a):Kilkakrotnie sugerowano mi żebym przeczytał całą dyskusję w tym temacie. Przeczytałem i pozwoliłem sobie wyrazić własne zdanie na ten temat, nie rozdawałem "cenzurek" nikomu, ale Zbych odebrał to inaczej. No cóż - do własnych odczuć każdy ma takie samo prawo.
Szymonie, mówiłem, że nie będzie Ci łatwo. Prawa do własnego zdania nikt Ci nie odbiera, ale nie oczekuj, że będziesz „oszczędzany” jeśli tam gdzie jest tylko czerń i biel Ty doszukujesz się odcieni szarości. Pozdrawiam
lodbrok napisał(a):Szymonie, mówiłem, że nie będzie Ci łatwo. Prawa do własnego zdania nikt Ci nie odbiera, ale nie oczekuj, że będziesz „oszczędzany” jeśli tam gdzie jest tylko czerń i biel Ty doszukujesz się odcieni szarości. Pozdrawiam
To Ci sie lodbroku udało. Bo kiedy dyskusja była zażarta z pewnymi osobami wiadomych pogladów to my widzieliśmy duuużo szarości. Również u WŁ. Tymczasem właśnie oni widzieli tylko czarne i białe...a własciwie samo czarne po naszej stronie, kiedy biel była u nich. I to taka mocno oslepiajaca ich samych Big Grin .
Ja to zdanie Lodbroka odczytałem inaczej, Piotru. Że czasem jak w Biblii - trzeba powiedzieć "tak" lub "nie", a co więcej jest, od złego jest. Czyli wszelkie "ale jednak po części".
Pozdrawiam
piotru napisał(a):To Ci sie lodbroku udało. Bo kiedy dyskusja była zażarta z pewnymi osobami wiadomych pogladów to my widzieliśmy duuużo szarości. Również u WŁ. Tymczasem właśnie oni widzieli tylko czarne i białe...a własciwie samo czarne po naszej stronie, kiedy biel była u nich. I to taka mocno oslepiajaca ich samych
Jak już o barwach mówimy - to moim zdaniem lepiej być szarym niż różowym. Zresztą nie ma chyba sensu polemizować bo przecież:

Znajdzie się słowo na każde słowo

W każdym bądź razie teraz to ja odnoszę wrażenie, że właśnie Wy opisujecie siebie w tej dyskusji jako białych a S. i W. jako czarnych i to jest nieco nie konsekwetne w kontekście Twoich powyższych słów, Piotru. Przynajmniej taki podział wynika z wypowiedzi Zbycha - o ile dobrze zrozumiałem Zbych sugeruje, że w tej dyskusji On był "tak, tak", a S. i W. byli "nie, nie"? Z góry przepraszam jeśli to moja nadinterpretacja. Tak czy inaczej zastanowiło mnie nieco zdanie:
zbych napisał(a):czasem jak w Biblii - trzeba powiedzieć "tak" lub "nie"
Czasem czyli wtedy kiedy nam wygodniej, tak?

Pozdrawiam
Szymon napisał(a):Czasem czyli wtedy kiedy nam wygodniej, tak?
Oj Szymonie! "Tak, tak" i "nie, nie" nalezy stosowac w sytuacjach gdy dany problem jest logicznie i obiektywnie rozstrzygalny. Jezeli widze przed soba slup, a ktos mi wmawia, ze to jest samochod i zaprasza mnie zebysmy wsiadali, to nie ma tu miejsca na filozoficzny podzial wlosa na czworo i dyskutowanie o odcieniach barw. Sprawa z rzekomymi wywiadami jest analogiczna. Okazalo sie, ze ich nie ma, ale panow G. i S. to nie przekonywalo. Rozpoczeli "rozpuszczanie" dyskusji. Udowadnianie na sile.

A to, ze zycie to nie czern i biel, tylko cos pomiedzy to inna para kaloszy zupelnie nieprzystajaca do aktualnie omawianego przez was problemu.

pozdrawiam

[ Dodano: 2005-12-15, 22:10 ]
Szymon napisał(a):o ile dobrze zrozumiałem Zbych sugeruje, że w tej dyskusji On był "tak, tak", a S. i W. byli "nie, nie"? Z góry przepraszam jeśli to moja nadinterpretacja.

Nie chce sie wypowiadac za Zbycha, ale w odniesieniu do zasadniczego watku tego tematu, to nie tylko nie sugeruje, ale mowi o tym wprost. Podobnie jak wielu innych, w tym i ja. I taki punkt widzenia jest obiektywnie poprawny, z czym sam sie zgodziles uznajac, ze rzekome wywiady czy "antysemitozerstwo" w tworczosci JK to bzdura.
Szymon napisał(a):Czasem czyli wtedy kiedy nam wygodniej, tak?
Ale prowokujesz Szymonie ;/ . Są sytuacje w których trzeba się jednoznacznie opowiedzieć za albo przeciw. W tej konkretnej: jesteśmy zdecydowanie przeciwko Łysiakowi i jego klakierom. Ty zaś przyznając, że Łysiak mija się z prawdą, próbujesz jednocześnie usprawiedliwiać jego klakierów, sugerując w dodatku, że to kaczmarscy forumowicze byli bardziej agresywni. Dla mnie Twoja postawa jest niejasna i "rozmydlona".
Szymon napisał(a):Jak już o barwach mówimy - to moim zdaniem lepiej być szarym niż różowym
Szymonie czy Ty aby nie jesteś daltonistą?

Pozdrawiam
Mikaelis i Lodbrok powiedzieli to, co i ja sądzę, więc dodam tylko, że pytanie, czy "czasem" znaczy "kiedy nam wygodnie" - jest jednym z najbardziej filozoficznych pytań na forum. Bardziej filozoficzne byłoby tylko, czy "czasem" to znaczy "helikopter". Nie jestem w stanie odpowiedzieć na nie serio, ale też podejrzewam, że nie po to zostało zadane, żebym odpowiedział. Zostało zadane w ramach radosnego trollizmu.
Pozdrawiam
Szymon napisał(a):W każdym bądź razie teraz to ja odnoszę wrażenie, że właśnie Wy opisujecie siebie w tej dyskusji jako białych a S. i W. jako czarnych i to jest nieco nie konsekwetne w kontekście Twoich powyższych słów, Piotru. Przynajmniej taki podział wynika z wypowiedzi Zbycha
Logiki Szymonie wiecej! To w końcu Ty odnosisz wrażenie, ze ja..., czy też odnosisz wrażenie, ze Zbych sądzi, ze ja...

Z nieco innej beczki o odcieniach i kolorach:
K...stwo jest k...stwem, jak i inne sk...syństwo, co przecie udowadniali własnie Smakosz i Geppard. jednakze ja sam próbowałem im zasugerować, że życie ma wiecej odcieni i jesli nawet jet różowawe, jak nazywasz ( albo brunatnawe jak ja twierdzę) to nie znaczy, że od razu ma formy skrajne. Bo właśnie różowe jest rózowe, pomimo idiotyzmów Smakosza i Gepparda, kttórzy wmawiali nam, ze rózowe jest czerwone i to w tej najdłuższej fali widma. Czyż nie?
Szymon napisał(a):Jak już o barwach mówimy - to moim zdaniem lepiej być szarym niż różowym. Zresztą nie ma chyba sensu polemizować bo przecież:
A ja myslę, ze lepiej być czystorózowym, ale konsekwentnie, niż szarorózowym albo kryptobrunatnym. Ale, ale... dlaczego Szymonie - do diabła - znów próbujesz merytoryczną dyskusję sprowadzać do politycznej i to - przyznaj sam - prymitywnymi aluzjami. Szczerze mówiąc odnoszę wrażenie ( ja, nie Zbych, lodbrok, czy kto inny), ze pomimo sporego chamstwa u Gepparda i Smakosza, z nimi dyskutowało sie jakoś łatwiej.
Nie próbowaliście dyskutować z nimi na ich terenie. Ja spróbowałem Smile Tyle, że szybciutko pod byle pozorem założono mi knebel.

Zasadniczo zgadzam się z systematyką kolorów a la Piotru. Bardzo dziś modne zaliczanie każdego przeciwnika do "różowych", cokolwiek by to nie znaczyło, pozwala kopać bezkarnie, wręcz przy poparciu najwyższych władz.

Osobiście nie widzę powodu by dzielić zdrajców na lepszych i gorszych w zależnosci od tego, kogo zdradzali, złodziei na swoich, którym należy wybaczyć, i obcych, których należy srogo karać itp.

Złodziej to złodziej, zdrajca to zdrajca itd i nie ma tu znaczenia wiara, poglądy polityczne jakie "posiada?".

Grono, reprezentowane tu przez Gepparda i Smakosza wyznaje nieco inne podejście do moralności, iście "prawicowe". Podejście zgodne z moralnością Kalego.

Nabyłem w dniu dzisiejszym drogą kupna utwór wymieniany w tytule tego wątku. Lekturę rozpocznę mniej więcej za tydzień, i jestem więcej niż pewien, że będę mógł wykazać, iż pan Łysiak łże tam jeszcze w niejednym miejscu.
Dla tych którym umknęło przypomnę, że consensusu być nie może bo Łysiak proponując grę, podyktował również jej zasady. Zgodnie z nimi zwycięzca bierze wszystko, możliwe są więc tylko dwie alternatywy

Kaliber użytych dział i rodzaj amunicji zdeterminował charakter ataku (albo na odwrót jak ktoś woli, bo to czy cel jest pochodną siły posiadanych argumentów czy też argumenty dopasowane są na siłą do arbitralnie przyjętego celu jest właśnie kwestią która nas podzieliła)
Atak jest frontalny i totalny i nie trzeba ani wiedzy ani wnikliwości, ani też uprzedzeń żywionych wobec Łysiaka żeby to zauważyć. Wystarczy lektura "Salonu".
Niezależnie od tego czy do urzeczywistnienia pandemonium zdał się autor na innych czy też furię podparł własną analizą, w pełni świadomie wysadził za sobą wszystkie mosty.
Tylko brak wątpliwości uzasadniał moralny blitzkrieg pozwalający natychmiastowo i nieodwołalnie zniczyć autorytet Miłosza, Kaczmarskiego, Gombrowicza.
Łysiak bezpardonowo podszedł do inkryminowanych postaci i każdy inteligentny w miarę człowiek (łącznie rzecz jasna z samym Łysiakiem), rozumie, że obrona jeśli ma być skuteczna skończyc się musi klęską oskarżyciela
albo albo:
a) Łysiak ma rację (absolutną rację moralną, jak chce on sam żeby widział to jego czytelnik)
b) Łysiak racji nie ma (co oznacza, że absolutnie nic nie usprawiedliwia ataku na Miłosza, Gombrowicza, Kaczmarskiego)


Człowiek którego traktowałem jako ostatnią instancję moralną i intelektualną (co wynikało z mojego przeświadczenia że rozumiał sedno sprawy czyli to co powyżej, dostrzegał doniosłość konsekwencji implikowanych odpowiedziami a i b wreszcie posiadał wiedzę żeby opowiedzieć się za którąś z nich dał mi odpowiedź która uczyniła pustki w sercu moim:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.lysiak.chrzanik.com/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=165&start=15">http://www.lysiak.chrzanik.com/index.ph ... 5&start=15</a><!-- m -->
Wqurwiony - nie ty pierwszy oceniałeś wyżej imć Rycerza z Jeziora, który zaiste ma w sobie dużo z tegoż rycerza mimo pozornej ogłady i równie pozornej logiki w swoich wywodach, niż na to w istocie zasługuje.

Jakoś nie przypominam sobie z lektury dziesiątków postów na tym forum niczego choćby podobnego do postów choćby niejakiego "Witolda" z wątku, do którego prowadzi twój link. Na tle takich kwiatków jest tam kilku użytkowników pozytywnie odbijających od reszty, może przez względnie lepsze wychowanie, czy wykształcenie. Niemniej już w normalniejszym otoczeniu nie są bynajmniej ozdobą, a raczej stanowią dolną strefę stanów średnich.

Już na forum GaPola Lancelot się zbłaźnił i zostało to dostrzeżone, a jest to forum opanowane przez tylko nieco wyżej uorganizowanych osobników niż fauna z Łmanii.

Szufladkowanie ludzi na podstawie jednego, czy nawet wielu potknięć, przy całkowitym pominięciu pozytywnych cech ich charakterów i całokształtu działalności to metoda różnych łysiakopodobnych. Równie łatwo ludzie ci za bohaterów uznają ludzi niepomiernie mniejszego kalibru, niż opluwani przez nich, za to mogących się pochwalić jakimś postepkiem z natury plugawym, ale dla nich korzystnym. Egzemplum płk Kukliński.

Nie oznacza to, że uważam się za kogoś w czymkolwiek lepszego, ja po prostu nie potrafię wypowiadać kategorycznych sądów o innych ludziach na podstawie bardzo znikomych i wybiórczo dobranych przesłanek. Niemniej skłonny jestem dość kategorycznie uważać za oszołoma każdego osobnika głoszącego takie poglądy. Jeżeli Łysiak przeplata nawet najoczywistsze prawdy równie oczywistymi kłamstwami czy też półprawdami, to automatycznie te pierwsze tracą również jakąkolwiek wiarygodność.

Dlatego ten pan nie ma szansy stanąć w jednym szeregu z opluwanymi przez siebie. Nie ma szansy na Nobla, nie ma nawet szansy na taką pamięć po sobie, jaką zostawił Kaczmarski. Bardzo możliwe, że za kilkadziesiąt lat "Mury" będą w podręcznikach szkolnych, ale na pewno nie będzie w nich wzmianki o panu Ł.
Miki napisał(a):Bardzo możliwe, że za kilkadziesiąt lat "Mury" będą w podręcznikach szkolnych, ale na pewno nie będzie w nich wzmianki o panu Ł.
Już są i to nie tylko "Mury".
Dziś jeszcze i Jacek i Solidarność to tematy świeże. Co by nie mówił na ten temat sam Jacek - etykietka barda Solidarności przylgnęła do niego. Tak, jak nie uważam, by z podręczników musiał zniknąć np Broniewski, jak za komuny był w nich Baczyński, tak i Jacek siłą swojej twórczości w nich pozostanie. Dlatego mówię o cerzurze lat kilkudziesięciu.

Pan Łysiak nie popełnił żadnego wielkopomnego dzieła. Mówiąc słowami Kiplinga, za każdym razem "zamiar przerósł oczekiwanie". Mimo usilnej autokreacji widać, słychać i czuć miałkość i małostkowość tego "ostatniego sprawiedliwego". To ostatnie bliższe raczej osobie tak określanej w serialu "Sfora".

Pozostając w kręgu prozy Kiplinga - to mały, safandułowaty, usmarkany Beetle pozostał w pamięci siłą swego geniuszu, King jedynie dlatego, że przypadkiem w pobliżu był. Mimo, iż był święcie przekonany o swej wyższości pod każdym względem.

Pozostaje mieć nadzieję, że wśród naszej młodzieży będzie więcej Beetlech, czy Stalkych, za to niezbyt dużo podobnych do Tulkego. A nasi Kingowie odejdą w niepamieć wraz ze swą niesławną twórczością.
Miki napisał(a):...zamiar przerósł oczekiwanie...
Etc, etc....musiałbym cytować cały poprzedni i kilka wcześniejszych postów.
Ograniczę się do krótkiego komentarza:
Święte słowa!
Na marginesie tego, co mówi Miki - jest to topos literacki, czyli motyw stary jak świat (upraszczając). Na takim pomyśle oparty jest np. "Amadeusz" Shaffera. Doświadczony i uznany Salieri nie może uwierzyć, że geniuszem jest nie on, człowiek głębokiej moralności, tylko ten źle się prowadzący, wariacki, idiotycznie się zachowujący Mozart.
Pozdrawiam
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31