Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Rzeczpospolita kłamców. Salon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
Panie Tomaszu, ja któryś raz z kolei oświadczam, że lektura "Rz-plitej kłamców" skłoniła mnie do poszukiwań na własną rękę.Nigdzie nie stwierdziłem, iż ślepo uwierzyłem Łysiakowi. Nigdzie nie napisałem również, że wierzę w australijskie wywiady. Mam nadzieję, że muszę się powtarzać już ostatni raz. A o Łysiaku możemy rozmawiać, jeśli tego Pan sobie życzy.

Pan Szymon mówi prawdę - na Łmanii nie uświadczysz Pan, Panie Miki, żadnej mojej wypowiedzi.

[ Dodano: 2005-12-05, 23:27 ]
I oczywiście życzę wszystkim Państwu dobrej nocy. Mam nadzieję, że wyjaśniliśmy sobie już wszystko. Uwierzcie, że mam swój rozum, i nie staram się ślepo ufać w byle bzdurę. Ufam, że moja obecność na tym forum pozwoli mi na poznanie faktów, o których do tej pory nie miałem pojęcia. Do jutra więc!
Szanowny Panie Łukaszu,

Polecem Panu serdecznie posłuchanie (w razie niemożliwości lekturę) tekstów z programu Jacka Kaczmarskiego pod tytułem: "Szukamy stajenki". Czy godzi się o Autorze kilkunastu mądrych i pięknych kolęd pisać, że "opluwał Kościół" (jak to napisał W.Ł - a Pan mu, niestety, uwierzył) ? Wiem, że to co teraz piszę to nie są rzeczowe argumenty - niemniej jednak bardzo prosiłbym Pana o zastanowianie się nad tym czy Jackowi Kaczmarskiemu nie należy się szacunek choćby ze względu na to jak bardzo przyczynił się On do rozwoju i utrwalenia języka polskiego. Niewielu można znaleźć w ostatnim półwieczu Autorów, którzy tak pięknie, używając tak wielu, często dziś już zapomnianych słów i wyrażeń pisali po polsku. Ująłem to mało zręcznie - myślę jednak, że jeśli zna Pan chociaż trochę twórczość J.K. pojmie Pan co miałem na myśli.

Pozdrawiam serdecznie

P.S. Dziękuję Ci bardzo Maćku - przypuszczam zresztą , że pod tym "prawdaż" mogłaby się podpisać znakomita większość Użytkowników tego Forum.
Koprzystając z pory snu Celtyckiego Symbolu Szczęścia i Dobrobytu pozwoliłem sobie założyć nowy wątek:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?p=28753#28753">http://www.kaczmarski.art.pl/forum/view ... 8753#28753</a><!-- m -->

Prosiłbym (za słuszną radą Thomasa Neverny'ego) o nie kontynuowanie dyskusji obocznych, skupiając się w tym megawątku na jego zasadniczym temacie.
AA prosiłbym o przesunięcie mojej z Celtem rozmowy na nowe miejsce. O ile to nie kłopot.
Panie Lukaszu...
(tez wole tak tytulowac, bo w tej czesci swiata swastyka naprawde kojarzy sie dosc jednoznacznie; nawet jesli poczatkowo byl to hinduski badz celtycki symbol religijny)

Co do WIARY w australijskie wywiady, to faktycznie mi sie pochrzanilo. Zbyt szybko przeczytalem pewne Panskie tzw pytanie retoryczne. Przepraszam za nieporozumienie.

Mackiewicz : Autor posta sciagnietego z forum WL pisal ze ma wrocic do "Sciagaczek z szuflady Pana Boga". Jest to tytul zbioru tekstow J.Mackiewicza. JM byl zacieklym antykomunista, ale tez osoba dosc tolerancyjna, w staroswieckim slowa znaczeniu ("zyj i daj zyc innym", jak mawiano za Franca Jozefa).

Zachecam do przeczytania w calosci tematu w ktorym sie Pan udziela (wiem wiem... ponad 40 stron...). Bo o tekstach "Czerwony autobus" (1981) i "...a la Polonaise" (2002?) tez juz tu dyskutowano. Moim zdaniem : (a) zawartosc utworow nie moze byc okreslona mianem potepiania w czambul, jak pisal WL, (b) nie zalicza sie to do okresu "drugiej polowy lat 90ych" (jak pisal WL), © dwa utwory (z 20letnia przerwa) gdzie porusza sie watki ukladow polsko-zydowskich to chyba za malo na bezustanne powtarzanie "mantry polskiego antysemityzmu" (jak pisal WL).
Witam

Na poczatku chcialbym powiedziec, ze zaluje, iz w taki sposob potoczyla sie dyskusja. Zdaje sobie sprawe, ze gdy scieraja sie poglady, ktore dzieli wewnetrzne przekonanie, nie nalezy siegac po argumenty latwe, uboczne (ironia, czepialstwo). To przekonanie wynika z checi przedstawienia swojego, czystego, obiektywnego (na ile to mozliwe) punktu widzenia.
Jedna linijka chcialbym zaznaczyc problem, ktory stal sie zarzewiem nieporozumienia i zwyklej pyskowki. Otoz, ten kto stawia niepopularna teze na przeciwnym gruncie, jesli spodziewa sie rzetelnej, bezemocjonalnej wypowiedzi, powinien wazyc swe slowa i wypowiadac je w sposob najmozliwiej neutralny. Ty, Hakenkreuz, nie ustrzegles sie tego, formuujac swoje watpliwosci w sposob zaczepny, prowokatorski. Gwoli przypomnienia fragment cytatu:
Hakenkreuz napisał(a):Kiedy przeczytałem "Rz-plitą kłamców" przeżyłem szok. Oto J.Kaczmarski - czlowiek, którego podziwialem za jego twórczość, okazał się nic niewartą chorągiewką. Kolejny "wielki" wyrzucony na śmietnik autorytetów artystycznych, po Galczyńskim, Lemie, Miłoszu, Szymborskiej
Zgodzisz sie, ze ten sposob wszczecia dyskusji na forum (bylo nie bylo) wielbicieli Jacka Kaczmarskiego, jest wyzywajacy. Taki sposob wypowiedzi nie zapewni ci rzetelnej odpowiedzi na twoje watpliwosci, ale wywola emocjonalny (i nie zawsze przemyslany) sprzeciw na tak postawiony problem.
Jesli sama burza byla twoim celem, mozesz przewinac dalsze moje wynurzenia. Jesli nie, to zachecam do dalszej czytanki, tudziez uwaznego przesledzenia poprzednich postow i wylowienia z nich racjonalnych argumentow. Tyle przydlugiego wstepu.

Pierwszy, i najwazniejszy problem ktory podniosles, to rozdzwiek, pomiedzy tworca i rzecza przez niego stworzona. Ta sprawa zostala w sposob jasny wyluszczona na poczatku tego watku, bezposrednio przez Szymona:
Szymon napisał(a):Osobiste poglądy i wybory życiowe artysty nie powinny mieć wpływu na percepcję jego twórczości. Dobry wiersz pozostaje dobrym wierszem bez względu na to czy jego autor później pędził żywot przykładny czy też popełnił niezliczone zbrodnie. Jeśli tego nie uznajesz to znaczy, że Twój odbiór sztuki zależny jest od biografii artysty, a więc jest tendencyjny.
I doglebniej przez Zbycha:
zbych napisał(a):Otóż donoszę, że sztuka nie dlatego jest wieczna i wielka, że pisze o ludziach jacy są – dobrzy lub źli. Taka sztuka wydawałaby na świat wyłącznie felietony. Sztuka wyższa dlatego trwa, że opowiada o tym, jacy ludzie chcieliby być. Nie potrafią, nie umieją, nie dają rady, ale pragną.
To jest clou tworczosci Jacka Kaczmarskiego. A wiec po pierwsze: Prawosci absolutnej nie sposob osiagnac. Zawsze czlowiek znajdzie sie w sytuacji gdy prawosc stoi w sprzecznosci z inna prawoscia. Bycie sprawiedliwym to balansowanie pomiedzy wyborami, czesto bardzo zblizonymi, a roznica pomiedzy nimi na ogol zalezna jest od aktualnych trendow i mod przystajacych do swiata w ktorym zyjemy wlasnie w TEJ chwili. Zadaniem uniwersalnej poezji jest wzniesc sie ponad to. Wskazac ABSOLUT o ktorym pisal Zbych. Droge musimy znalezc sami. Nie znajdziesz w poezji JK drogi, tak samo jak nie znajdziesz prostej drogi w poezji Herberta. Oni nakreslaja cel.
Jest to swoiste wizjonerstwo. Widzenie celu. I nie mozna wymagac od poety, ze bedzie zawsze wierny drodze do tego celu. Wielki poeta jest drogowskazem poprzez swoja tworczosc, nie poprzez to jak postepuje. Nie mam zamiaru wglebiac sie w droge (zycie) np. Herberta, ktora tez nie byla krysztalowa (zycie osobiste, a jeszcze lepiej niedokladny jego cytat "Gdy tworze, zostawiam swoja zla polowe za zamknietymi drzwiami" - przytoczone z pamieci), ale ta wypowiedz jest w pewnym sensie symptomatyczna, i oddaje moje podejscie do tworczosci.
Tak wiec, z twoim stwierdzeniem, ze sztuka, tworczosc, bez potwierdzenia jej w czynach jest nic nie warta, nie moge sie zgodzic i nigdy sie nie zgodze. Dla mnie to jest kwestia uniwersalna (kwestia sztuki). Bez nalecialosci doraznej interwencji.

Druga sprawa polega na tym, ze choc poczatkowo zaznaczyles, ze czytasz Lysiaka z dystansem, przyjales jego wynurzenia jako rzetelne podsumowanie zycia JK. Po pierwsze Chrzest. Przeczytaj watek(tki?) dotyczace tego zagadnienia? Sprawa nie tylko nie jest jednoznaczna z kanonicznego punktu widzenia (przynajmniej dla mnie wciaz nie jest jasna?), ale przede wszystkim ze zdroworozsadkowego punktu widzenia. Przyjecie chrztu w ostatnich dniach, nie rozbija sie tylko o pytanie: "uwierzyl czy nie uwierzyl", "zabezpieczyl sie, czy bylo to tylko swoiste kpiarstwo". To jest zagadnienie, ktore rozgrywa sie w UMYSLE (DUSZY) czlowieka postawionego przed OSTATECZNYM - SMIERCIA". nikt nie odpowie tobie czy mnie na to pytanie!. Dlatego, tego typu argumenty (podnoszone przez Lysiaka) winny byc schowane do kieszeni, lub do wlasnego sumienia. To jest indywidualna sprawa.

Sprawy "Blacha dla Kwacha" nie zamierzam rozwijac, ale takze nie mam zamiaru sie uchylac. Dla kompromisu skwituje to jednym zdaniem (bynajmniej nie na odczepne). Czy kwestia ta rozbija sie o pytanie: OD KOGO? CZY ZA CO? (Gwoli uscislenia: Dla mnie jest to wyraz uznania za TWORCZOSC, nie za POLITYCZNE ZASLUGI).

Ostatnia kwestia w ktorej chcialbym zabrac glos, jest sprawa poczatkowego poparcia JK co do "Ruchu na rzecz tolerancji". Po czesci odpowiedzialem na to w pierwszej czesci mojego postu. Konkluzja moze byc nastepujaca: JK inaczej pojmowal wolnosc jednostki niz czyni to np. Lysiak (w jego [Lysiaka] osobie chce upersonifikowac pewne postawy spoleczne, ktore sa jednoznacznie przeciwne haslom gloszonym w "Ulotce z Kielc" - nie ma to na celu ublizeniu Lysiakowi czy komukolwiek innemu). Jest to kwestia nierozstrzygalna. Czy jednostka powinna swiadomie decydowac o tym co wolno a czego nie wolno, czy jako komorka spoleczenstwa powinna czuc sie odpowiedzialna za tych "bardziej podatnych", "mniej uswiadomionych", "chromych duchem". Osoby uwazajace Jacka, za sztandard lewicy moga tu dostrzec sprzecznosc. Gdzie w tych idealach jest miejsce dla owych "chromych", "podatnych"? Gdzie odpowiedzialnosc za los blizniego? Z drugiej strony, osoby sprzeciwiajace sie czysto prawicowemu spojrzeniu moga zadac sobie "symetryczne" pytanie. Pelna wolnosc dla wszystkich? Ograniczajac wolnosc jednostki? Coz to za wolnosc?
Hasla "lewica" czy "prawica" nie obejmuja niestety calego spektrum problemow spoleczenstwa (od jednostki po narod). Co wiecej, dodanie kwestii kulturowj, tradycji, religii, patriotyzmu tez tego nie obejmuje. Mozemy tylko bawic sie pojeciami, przesuwac granice wolnosci na prawo i lewo, ale w tym zbiorze slow, ktorymi sie poki co poslugujemy nie znajdziemy rozwiazania ostatecznego. Co najwyzej "zloty srodek", aproksymacje przeciwstawnych tendencji. Tak nienawidziane przez przeciwnikow "rozowego salonu" slowo "tolerancja" jest poki co, dla mnie, tym zlotym srodkiem. Do rozwiazania ostatecznego nie potrafie siegnac wyobraznia...

pozdrawiam

mikaelis
Mnie wypowiedzi Lysiaka kojarza sie z fenomenem opisanym kilka lat temu przez W.Woroszylskiego, juz za III RP.

Woroszylski przypomnial ze - za tzw komuny - oprocz garstki opozycjonistow istniala glownie "zbiorowość ludzi nie uczestniczących w oporze, stroniących od porywania się z motyką na słońce, nie dających się wciągnąć w jałowe, ich zdaniem, bunty, konspiracje, protest i mających je >>kombatantom<< za złe". (…) "Jakąkolwiek niechęcią otaczano w Polsce rządy PZPR i WRON, nie oznaczało to bynajmniej sympatii dla pomyleńców, którzy coś tam knuli, coś tam pisali, manifestowali, tworzyli godzące w aktualny porządek programy i struktury. Wśród zachowujących rezerwę, zamykających się w swoim świecie, ostrożnych - było wielu zacnych ludzi, robiących swoje w rozmaitych dziedzinach, zasłużonych dla powszedniego biegu życia, a czasem też dla nauki i kultury. Absurdem byłoby wysuwanie wobec nich pretensji o taką czy inną postawę. Ale w tych samych środowiskach narastały też niekiedy pretensje pod adresem żyjących inaczej, decydujących się na coś innego - o tę zuchwałą inność, o pychę zatem, o niejasne i podejrzane - skoro nie powszechne - motywy postępowania, narastała potrzeba gloryfikacji własnego wariantu życia kosztem obranego przez tamtych". (…)
Dzisiaj, w III RP "pod hasłem dekomunizacji wczorajszy propagandysta partyjny (czy - jeśli Państwo pamiętacie, co to za okaz - >>koncesjonowany katolik<<) może na łamach chrześcijańskiego pisma gromić >>różowych<< i tropić ich >>sojusz z czerwonymi<<. Ktoś rozumny i przyzwoity może zostać wyparty przez, dajmy na to, niedawnego sygnatariusza petycji >>grunwaldzkiego<< betonu do Biura Politycznego o nałożenie kagańca rozbrykanej inteligencji. Ktoś niepomny własnej młodości może z kaznodziejskim patosem piętnować z trybuny >>pachołków<< i >>płatnych zdrajców<<. Mędrek literat odreagowujący dawny konformizm może odkryć w sobie złoża >>ideologii narodowej<< i obwieścić, że ci, którzy go wciągali do antykomunistycznej opozycji, a teraz mówią o Europie i państwie prawa, to w istocie >>mutanci komunizmu<<, obca narośl na ciele narodu".

Lysiakowi za czasow PRL powodzilo sie dobrze. Znalazl sobie nisze gdzie mogl uchodzic za niezaleznego ale tez i za niezbyt szkodliwego z punktu widzenia rezimu (bonapartysta). Slyszalem ze sie ozenil z corka jakiegos wyzszego aparatczyka (bodajze sekretarza warszawskiego KW PZPR czy jeszcze wyzej, nie pamietam ale przy okazji postaram sie poszukac na stronie Lysiakomanii… :lol: …). Ksiazki mu wydawali. Wiec chyba za bardzo nie wycierpial.

Teraz troche glupio. Chcialoby sie pokazywac wielbicielom „z jak najlepszej strony“, ze „ten zab, Panie, wybili mi za Wolnosc, a tamten za Demokracje“ a tu pokazywac nie ma za bardzo co.
Stad caly ten numer z przewartosciowywaniem, ta potrzewa opluwania innych, tak jak w moim cytacie z Woroszylskiego.

Acha, slyszalem tez ze, juz na nowym etapie (III RP), pan WL rozstal sie z zonka, obsmarowujac ja i wypominajac jej jej czerwone pochodzenie. Bede sie staral poszukac, by sprawdzic. A moze ktos cos wiecej o tym slyszal ?




LOD ! Dzieki za piwko! Pisze dopiero teraz, bo najpierw wstawilem do lodowki by wychlodzic... :wink:
Przykro mi, Szymonie (to cytat z Ciebie, bo naprawdę wcale mi nie przykro), ale Miki ma rację - przynajmniej w tym punkcie, kiedy wprost zarzucasz mu kłamstwo (a więc powinieneś przeprosić). Jestem na tym forum już długi, długi czas i nigdy nie pojawiał się tu temat homoseksualizmu jako argumentu przetargowego w dyskusji (z wyjątkiem czasu, gdy obecny tu był Smakosz). Tym razem się pojawił. Jak myślisz, dlaczego? Komu to chodziło po głowie? Nie musisz się długo zastanawiać, bo Miki przytoczył stosowny cytat z wypowiedzi do mnie. Przeczytaj go ze zrozumieniem.
A potem oburzony H. podał jako przykład ataku na siebie odpowiedzi na swoją subtelną, acz śmiałą insynuację. Najwidoczniej sporo osób źle go zrozumiało, podczas gdy on tylko niewinnie komplementował i odcinał się od fałszywego zarzutu niewłaściwej orientacji seksualnej, którą wrednie przypisałem mu za pomocą słowa "słodki". No, no! Cukier - ten to musi być ale pedał!

A dla odmiany kiedy zaglądam na różne dziwne fora - od argumentu o domniemanym homoseksualizmie i genetycznym komunizmie rozmówcy mającego inne zdanie zaczyna się wszelka polemika.

Pozdrawiam

[ Dodano: 2005-12-06, 12:34 ]
Sorry. Napisałem odpowiedź, a nie zauważyłem, że nie przeczytałem strony bardzo ciekawych postów, gdzie zresztą – głównie za sprawą Thomasa i Mikaelisa – temat zaczął wracać do równowagi.

Otóż zakładałem (bo tak byłoby naturalnie i przyzwoicie), że Łukasz Hakenkreuz przeczytał całość dyskusji i zdecydował się na wypowiedź prowokacyjną wobec tonu całości. Teraz się dowiaduję, że nie znał poprzednio padających argumentów – toteż prowokacyjność wynikła przypadkowo. Nie jest to usprawiedliwienie, ale poniekąd zmienia postać rzeczy. Mikaelis wyjaśnił resztę szczegółowo i trafnie, więc nie będę powtarzał.

Co do myśli zawartych w wypowiedzi Thomasa – mam dokładnie takie samo wrażenie. (Wrażenie, czyli że nie mam żadnych dowodów!) Zdaje mi się, że postponując dzisiaj pewnych ludzi WŁ chce pośrednio dać sygnał, dlaczego nie stał przy nich kiedyś, gdy wymagało to odwagi, której może mu nie starczyło, a może miał inne subtelniejsze powody. W każdym razie dziś chciałby pokazać, że był wtedy odważny – tylko to byli zdrajcy i kombinatorzy, co zawczasu przejrzał.

Krótko mówiąc podstawy dzisiejszego działania WŁ są być może psychologiczne, charakterologiczne (bo jest to człowiek ambitny, dumny, inteligentny, pewien swojej intelektualnej przewagi nad innymi, dającej mu możliwości manipulacji itp.). Krótko mówiąc kieruje nim ochota do podmiany niegdysiejszej motywacji. Z prawdziwej na wymarzoną, szlachetną. Mydli oczy innym, ale też mydli je – jak podejrzewam – sobie. Tzn. jest na takim etapie samookłamywania się, że sam wierzy w to, co mówi. Chyba że jest niebotycznym cynikiem, ale tu nie mam zdania, nie wiem, nie sądzę. Raczej wygląda na pełnego kompleksów.

Podobnie z jego stosunkiem do kobiet, który przewija się w tekstach. Ocenia kobiety źle i wrednie – bo jedna (lub dwie, nie znam jego układów rodzinnych) dała mu kopa. Tego jego duma nie może znieść (cały czas tu spekuluję, zaznaczam) i szuka prawidłowości w swoim indywidualnym przypadku. Jak zwykle znajduje prawidłowość najprostszą – „one wszystkie tak mają, to dziwki, nie będące w stanie docenić mężczyzny z klasą, a kierujące się wyłącznie zewem macicy”. (Może czuje się zdradzony, nie wiem? W wielu tekstach na pewno taki się czuje, tak się czuje wielu z jego bohaterów.)

W każdym razie WŁ należy do ludzi, którzy się nie mylą, czyli nie mógł się też pomylić w wyborze kobiety, czyli wina jest absolutnie po jej stronie. Można się domyślać, że raczej ona powiedziała „dość”, niż on, bo takie słowo byłoby z jego strony przyznaniem się do życiowej pomyłki – zatem do czegoś, co nie mogło mieć miejsca u mężczyzny idealnego.

Mogę się mylić, nie znam jego życiorysu, nawet nie wiem, co on sam o tym mówi, jeśli ktoś wie więcej, proszę mnie sprostować, nie będę się upierał. To wszystko co piszę może być nieprawdą, ale nie jestem w stanie złożyć innej prawdy, która uniesie obecne działania WŁ.

Dałem wykładnię pewnych aspektów działań twórczych WŁ jakiej tu jeszcze nie było ze względów oczywistych – bo jest oparta wyłącznie na intuicji, na poszlakach, nie na dowodach. To wszystko są, jak parę razy zaznaczałem, domniemania. Niemniej domniemania w moim przekonaniu pozostające w granicach psychologicznego prawdopodobieństwa. Nie mogę się zaś oprzeć wrażeniu, że wiele poglądów WŁ ma podłoże właśnie charakterologiczne, a nie ideowe lub rozumowe. (O ile u większości ludzi nie jest podobnie?)

Toteż poddaję pod rozwagę i krytykę tę niepewną hipotezę

Pozdrawiam
Zacznę od tego, że powyższa wypowiedź Mikaelisa jest, moim zdaniem, wręcz wzorcowa pod względem kultury prowadzenia dyskusji, a także zawartości merytorycznej i wszyscy winniśmy z Mikaelisa brać przykład. Chylę czoła, Mikaelisie.

Zbyszku - krótko wyjaśniam, że Miki mijał się z prawdą, do czego poniekąd sam się przyznał. Twoje sugestie co do stosunku Pana Łukasza do kwestii homoseksualnych (zdaje się, że pisałeś coś o urazie z dzieciństwa) uważam właśnie za uchybienie kultury wypowiedzi (na ewentualne protesty, że nie mam prawa tego pisać zawczasu odpowiadam video meliora proboque, deteriora sequor), przyznasz chyba, że stosowanie przez Ciebie określeń w rodzaju "Najsłodszy", "Słodki", "Całuję w czółko" do dyskusji niczego nowego nie wnosi, a może tylko sprowokować Innych Użytkowników Forum do mniej lub bardziej ciętej riposty.

Co do meritum - skoro nie znasz, Zbyszku (jak sam przyznałeś) życiorysu Łysiaka (ani jak mniemam jego samego) to może nie staraj się na siłę dociekać jaki ma on charakter i na ile jego poglądy są generowane osobistymi doświadczeniami. Odnośmy się może do tego co napisał Łysiak - a nie do domniemań (na przykład Twoich) na temat jego charakteru, biografii et cetera. Tego rodzaju "argumentów" podobnie jak bezustannej walki Mikiego z uzytkownikami innych forów do rzeczowych zaliczyć niepodobna. Nie wiem czy ktokolwiek (poza samym Łysiakiem) zdołałby sprawdzić prawdziwość Twojej hipotezy - jak rozumiem jest to Twoje subiektywne odczucia wynikające z lektury tekstów pisanych przez Łysiaka? Być może Twoje (oparte na intuicji) spostrzeżenia mogą znaleźć potwierdzenie w rzeczywistości, jednakże z uwagi na niemożność zweryfikowania ich możemy jedynie dowolnie na ten temat fantazjować - co może być przyjemne, ale wątpię żeby było bardzo pożyteczne.

Jeśli chodzi o zdanie WŁ o kobietach i w ogóle o Ich społeczną rolę wolałbym się na razie nie wypowiadać po pierwsze z szacunku dla Forumowiczek, a po drugie mogłoby to rychło temat sprowadzić do karczmy, czego bynajmniej nie pragnę.

Pozdrawiam bardzo serdecznie
Pozwolam sobie na wklejenie kolejnego cytatu nt WL.
Autorem jest Antoni PAWLAK, poeta. Artykul z roku 2001.
Wlasnie to znalazlem i z przyjemnoscia stwierdzilem ze, nie znajac tego artykulu, wypunktowalismy podobne uwagi i diagnozy... :-)
Przyjemnej lektury !

"Lysiak zbawiciel", Antoni Pawlak.

W drugiej polowie lat 70. zaczely sie ukazywac ksiazki Waldemara Lysiaka. Autor zajmowal sie Napoleonem (którego Polacy z niezbyt zrozumialych wzgledów bardzo kochaja), pisal lekko, nic wiec dziwnego, ze stosunkowo szybko zdobyl liczne rzesze wielbicieli. I wszystko byloby dobrze, gdyby nie to, ze w pewnym momencie Lysiakowi ta popularnosc wyraznie przestala wystarczac. I poczul, ze ma do spelnienia misje. A wlasciwie - Misje. I stal sie, przynajmniej w niektórych kregach, jeszcze bardziej popularny.

Skad sie bierze fenomen poczytnosci ksiazek Waldemara Lysiaka Nosiciela Misji Zbawienia Polski i Swiata? Jest kilka powodów tego stanu rzeczy. W latach 90. nastapil w Polsce krach czytelniczy. Ludzie odwrócili sie od ksiazek. A w kazdym razie od ksiazek ambitniejszych. Czasy, w których w dwa tygodnie wykupiono "Ulissesa" Joyce'a, minely. Te pustke po ksiazce ambitnej musialo cos wypelnic. I tak oto rynek polski szturmem zdobyly ksiazki, których skomplikowanie intelektualne nie jest wyzsze niz poziom froterki.

Ciezka dla wszystkich transformacja ustrojowa, która przeorala nasza swiadomosc na przelomie lat 80. i 90., wprowadzila do polskiego myslenia chaos i tesknote za mysleniem ulatwionym. Tesknote za kims, kto doskonale wie, co jest czarne, a co biale, kto jest dobry, a kto zly, i za kims, kto odwaznie i bezkompromisowo potrafi temu zlemu przy- pieprzyc na odlew. Innymi slowy, polski pólinteligent i wcale pokazna grupa inteligentów poczela odczuwac dojmujaca tesknote za kims w rodzaju Andrzeja Leppera. I tak oto Waldemar Lysiak zostal Lepperem polskiej literatury i publicystyki.

W swym ostatnim bestsellerze - "Stuleciu klamców" - Lysiak stawia teze, ze swiat w wieku XX siegnal dna moralnego. Ze to bylo najwstretniejsze stulecie w dziejach ludzkosci. Dowody, jakie przytacza, sa najprzerózniejsze. Obok siebie, w absolutnej symbiozie, stoja twierdzenia prawdziwe, diagnozy godne srednio inteligent-nego licealisty i kompletne brednie. Bowiem dla autora waga argumentu ma znaczenie drugo- lub nawet trzeciorzedne. Byle byl pod reka, byle pasowal do z góry przyjetego zalozenia.

Upadek swiata, jaki obserwujemy w feralnym wieku XX, spowodowany jest - wedlug Lysiaka - przez demokratów, socjalliberalów, "niemieckiego Zyda K. Marksa", dekolonizatorów, "filozofów" Oswiecenia, lewaków, pedalów, antykatolików, Zydów ("nienawidza Chrystusa bardziej od Hitlera"), "gangsterów zwalczajacych Dekalog", rozpasanie seksualne, Diane Spencer (">lady Di<, cudzolozna zona brytyjskiego nastepcy tronu, wielbicielka >tolerancji< rasowo-seksualnej"), libertynów, lesbijki i feministki,

"wszystkie te Tischnery i Pieronki".

I tu dochodzimy do nastepnego fenomenu pisarstwa Lysiaka, czyli do jezyka jego ksiazek. Otóz, jak zapewne pamietaja ci, którzy chodzili kiedys do szkól, jezyk propagandy panstw faszystowskich i komunistycznych mial przynajmniej jeden rys wspólny. Jego glównym zadaniem bylo zohydzenie wroga w oczach czytelników. I nie chodzilo tu o zadne przekonywanie, polemike czy dyskusje merytoryczna. Zohydzenie mialo nastepowac na poziomie samego jezyka. Stad czeste w tym jezyku porównywanie wroga do wszy, szczurów czy gnid. Stad tez nagminne pisanie o wrogu w liczbie mnogiej ("Michniki i Blumsztajny", jak pamietamy z naszej prasy z roku 1968 czy 1982). Waldemar Lysiak czerpie z tych sprawdzonych wzorów pelnymi garsciami. Z luboscia pisze, ze "triumfuja Michniki, Malachowskie, Mazowieckie"; Michnik zreszta nie mówi, ale wydaje "warkniecia", a Polska jest dzis "nie odszczurzona".

Innym klasycznym chwytem jezyka propagandy panstw totalitarnych byla pogarda dla inteligencji i intelektualistów. I w tej materii Lysiak wydaje sie nieocenionym, choc nieco spóznionym uczniem. "Lewacka inteligencja - przekonuje - (...) za komuny walczyla o zlób z
nomenklatura partyjna tak dlugo, az obie sie dogadaly przy >okraglym stole<".

Upraszczajac, mozna powiedziec, ze u zródel zarówno faszyzmu, jak i komunizmu w wydaniu radzieckim stalo miedzy innymi myslenie drobnomieszczanskie i rasistowskie. W tym nurcie autor kuriozalnego "Malarstwa bialego czlowieka" tez ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. I to praktycznie na kazdy temat.

Literatura.

W "Mistrzu i Malgorzacie" Michaila Bulhakowa "dobre sa (...) tylko partie Pilata, a reszta to satyryczne arietki typu >Krokodil<". Pasoliniego "lewicowi iluzjonisci wylansowali na geniusza, bo byl równoczesnie marksista i homoseksualista".

Historia najnowsza Polski. "Nawet Michnikowi wyrwalo sie kiedys (i to piórem), ze w podziemnym >Tygodniku Mazowsze< wiekszosc redaktorów pracowala dla... bezpieki, czyli dla wroga". A jesli chodzi o Okragly Stól, to "nomenklatura PZPR usadzila wokól tego mebla >opozycje<, ale tylko lewicowa, gesto nafaszerowana agentami bezpieki, i ubila z nia prosty geszeft".

Historia powszechna.

Kolorowi nie zasluguja w najmniejszym stopniu na niepodleglosc, bo "przed nadejsciem >bladych twarzy< Indianie bez ustanku i bez zadnych racjonalnych przyczyn toczyli miedzy soba krwawe wojny, wyrzynajac sie wzajemnie li tylko >dla sportu<, i to z okrucienstwem arcysadystycznym". Natomiast "Murzyni zupelnie nie nadaja sie do tego, by sprawowac rzady, wiec kiedy rzadza, uprawiaja rodzaj autoholocaustu, dzieki czemu prawie wszystkie kraje afrykanskie sa smietniskiem, gnojowiskiem, twierdza masowego glodu, rzeznia, umieralnia i kompletna ruina, bez kultury i bez szans na poprawe sytuacji".

Religia.

"Marksizm byl swiecka >religia< kilku pokolen Zydów" (którzy - notabene - sami wymyslili antysemityzm, bo "okazal sie bardzo dobrym interesem"). Ponadto "zaden (...) Kosciól, zadna religia nie byla w XX wieku tak mocno napastowana, szkalowana i przesladowana, jak katolicyzm".

Na kazdej stronie tej ksiazki roi sie od podobnych przemyslen. Oczywiscie mozna z tym polemizowac, mozna próbowac odklamywac te brednie. Ale to tak, jakby przeprowadzac dowód na to, ze nie jest sie wielbladem - czynnosc to niezmiernie zmudna, a i obrazajaca inteligencje polemisty.

Przez wiele lat obrazane dzis przez Lysiaka srodowiska inteligencji polskiej walczyly z nieludzkim systemem. W tym takze z cenzura. Jednym z powazniejszych kosztów zlikwidowania cenzury jest to, ze dzis kazdy idiota moze napisac i opublikowac wszystko, co mu slina na jezyk przyniesie. Takze Waldemar Lysiak.

Ale problem z Lysiakiem jest daleko powazniejszy. W zakonczeniu swojej ksiazki autor wspomina: "W 1978 roku moja ksiazka wzbudzila furie Kremla i sowieckiej Akademii Wojskowej im. Suworowa, a w rezultacie unikalna interwencje dyplomatyczna Moskwy, przez co Wydzial Kultury KC PZPR >zdjal< z maszyn drukarskich dwie moje ksiazki i zakazal publikacji wszystkich ksiazek Lysiaka". Ta anegdotka nie miesci sie juz w rzedzie
wiekszego lub mniejszego balwanstwa. Bowiem jesli ktos ze smiertelna powaga utrzymuje, ze w roku 1978 Zwiazek Radziecki i jego akademia wojskowa nie mialy wiekszych problemów niz ksiazki sredniego pisarza ze sredniego kraju Europy Srodkowej, to - przykro mi bardzo, panie Lysiak - powinien jak najszybciej rozejrzec sie za jakims kompetentnym lekarzem. Zarówno dla swojego dobra, jak i dla bezpieczenstwa najblizszego otoczenia.
Doprawdy, Szymonie, nie mam pojęcia jak Cię przekonać, żebyś przestał mi tłumaczyć to, czego nie rozumiesz.

Ktoś wbija mi szpilkę, ja oddaję ją właścicielowi, bo należy do niego – i nagle zza węgła wyskakujesz Ty ze świętym oburzeniem, że Ty nawet nie poczułeś tej szpilki, więc o co mi chodzi?
Pozwól, że sam będę decydował, o co mi chodzi.

To, że nie znam życiorysu WŁ – nie pozwala mi ustalić, skąd się u niego bierze uraz do kobiet. Ale absolutnie nie przeszkadza to w ustaleniu na podstawie lektury, że uraz tego typu ma. A przynajmniej kreuje go – tworząc pisarską autokreację, bo tu go nie ogranicza konstrukcja podmiotu lirycznego, maski lub tp.. Pozostaje zatem proste pytanie, co chce poprzez tę kreację zademonstrować?
Pozwól, że sam będę ustalał, które pytania mnie interesują.

Jak widzisz w tekście zacytowanym przez Thomasa, na podstawie książek można zasugerować autorowi wizytę u lekarza specjalisty, osobiście nie mierząc mu choćby temperatury. Bada się nawet psychologię pisarzy, którzy umarli przed wiekami i niewiele danych po nich zostało. Nie przesadzaj.
Pozwól, że to, czego nie wiesz Ty, nie będzie ograniczało mojej wiedzy.

Pozdrawiam
Zbych napisał(a):Ale absolutnie nie przeszkadza to w ustaleniu na podstawie lektury, że uraz tego typu ma.
Czyżby? Po pierwsze czy mógłbyś wskazać jakiś cytat z Łysiaka, który wskazywałby na jego negatywny stosunek do kobiet. Po drugie: nawet jeśli ma takowy - to nie musi to świadczyć wcale o jakimkolwiek urazie.
Zbych napisał(a):na podstawie książek można zasugerować autorowi wizytę u lekarza specjalisty, osobiście nie mierząc mu choćby temperatury.
Można - ale to jest zwyczajne chamstwo. To, że Łysiak wyraża się niejednokrotnie po chamsku nie oznacza, że należy mu tak samo odpowiadać.

Chodziło mi o to, Zbyszku, że to co piszesz to Twoje przypuszczenia i opinie nie poparte jak na razie żadnymi faktami i cytatami z życia i twórczości WŁ - oczywiście masz do takich wypowiedzi pełne prawo i ja absolutnie nie mam żadnej możliwości ani chęci odbierania Ci go.

Ja mógłbym na przykład oceniać "Rzeczpospolitą kłamców" przez pryzmat tego, że mój pradziadek został w niej zmieszany z błotem i obrzucony niewybrednymi epitetami - natomiast o moim dziadku WŁ wyraża się neutralnie z zabarwieniem raczej pozytywnym (chociaż to jest przynajmniej oparte na cytatach z wyżej wymienionej książki WŁ).

Nie robię tego gdyż staram się (zapewne z marnym efektem) nieco zobiektywizować swoje wypowiedzi - czego i Tobie, Zbyszku życzę.


Z jak zwykle serdecznymi pozdrowieniami i z radością ze względu na brak pocałunków "w czółko" z Twojej strony (tutaj następuje szczery uśmiech).
Szymon - gdzie niby się "przyznałem" i do czego mianowicie?

Trafiłem tu w sam środek dyskusji, która zaczęła się zanim poznałem słodycz rozmowy z fanami pana Ł., czy ogólnie z prawicowymi oszołomami wszelkiej maści i gatunku, jakich gromadzą fora Gazety Polskiej, czy Łmanii.

Tam na porządku dziennym jest właśnie to, o czym pisze Zbych.
Cytat:A cóż to za jazgot pełen strachu ?
Cóż to drogiego współobywatela tak poruszyło w ostatniej zmianie warty iż uniósł się takim wzburzeniem ?
Czy drogi współobywatel coś stracić się obawia ?
Zajmował się zarobkowo blendowaniem ?
Zajmował się hobbystycznie publicznym wywijaniem pupą odzianą w latex ?
Wywodzi się z klanu oficerów prowadzących ?
Uzyskiwał z nadania ulicy Ordynackiej apanaże przynoszące znaczne profity ?
Kod:
Tak mnie tam powitano.

A tak pozegnano na forum GaPola: http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=1006

Porównaj to ze sporem, toczącym się tu od roku, budzącym wiele emocji, ale jakoś nikt tu nie dostał bana za wypowiadanie swojego zdania.

Nie mam zamiaru przepraszać za to że żyję. Jeżeli ktoś prowokuje, tak jak znany jako Hakenkrojc Łukasz, właśnie tym nickiem, czy nadwrażliwością na słodycze, to niech nie ma pretensji do całego świata za własną "mądrość" i jej efekty.
Miki - wczoraj o 23:14 sprostowałeś swoją wypowiedź z 22:50. Czyżbyś nie czytał nawet własnych wypowiedzi?

Wielokrotnie zwracałem Ci uwagę, że nie na miejscu jest ciągłe cytowanie wypowiedzi użytkowników innych forów w celu zilustrowania Twojej tezy o tym jakie te "prawicowe oszołomy wszelkiej maści i gatunku" (czy według Ciebie ja się do nich zaliczam?) są głupie, chamowate itp itd. To tak jakby ktoś z faktu, że na tym Forum wypowiadał się antysemicko nastawiony użytkownik (a zdarzali się tacy) wnioskował, że wielbiciele Jacka Kaczmarskiego to antysemici. Walcz sobie z Twoimi Gepardami, Smakoszami i kim tam chcesz jeszcze w miejscach gdzie owi panowie się wypowiadają - bo tutaj wyraźnie zamilkli. Piszemy w tym temacie o Kaczmarskim, Łysiaku, jego książce i zawartych w niej oszczerstwach i prawdach et cetera a Ty wciąż tylko cytujesz i cytujesz wypowiedzi bliżej nieznanych nikomu "prawicowych oszołomów". A tak nawiasem mówiąc napiszesz jeszcze kilka tego typu obraźliwych słów ("oszołomy wszelkiej maści i gatunku") i przestanę się dziwić, że delikatnie rzecz ujmując zdaje się, że nie udaje Ci się z nikim dyskutować sensownie bo wciąż się tylko żalisz, że ktoś tam (nie mający zupełnie żadnego związku ani z bieżącym tematem ani z tym Forum) Cię tak, a nie inaczej powitał, pożegnał et cetera.

Pozdrawiam
Szymon, wszystko Ci się kiełbasi - nigdy nie całowałem Cię w czółko, więc czemu cieszysz się, że teraz tego nie zrobiłem?

I znowu robisz to, co już kiedyś nazwałem publicznym słowem. Skoro Miki mówi, że do niczego się nie "przyznawał", to chyba wie lepiej niż Ty co robi? A Ty wprowadasz w błąd najpierw mnie, a potem nie przyjmujesz do wiadomości tego, co on mówi o sobie samym.

Wielokrotnie zwracałeś mu uwagę, jak piszesz, że nie na miejscu jest cytowanie itd. Więc przestań mu zwracać uwagę (i innym) bo nie od tego tu jesteś i nie masz do tego praw. Są administratorzy, moderatorzy, ale nie Ty. Ty mów tylko za siebie. To i tak jest dla Ciebie skomplikowane, zdaje się.

Czuwaj
Ufff... Szczerze mówiąc nie mam sił i czasu na uważne czytanie waszych postów. Szkoda, bo znów ciekawie się zaczyna.
Ale muszę lróciutko odpowiedzieć Panu Łukaszowi. Po moim ostatnim poście raczył Pan nagle mocno stonować swoje wypowiedzi, co sie Panu chwali, choc nie obyło się bez wpadek, które forumowicze skrzętnie wytknęli Big Grin . To m.in. bulterierach etc. Niechrze jednak Pan uważnie przeczyta swoje pierwsze posty! Kiedy po długiej przerwie wlazłem do tego tematu, co zobaczyłem? Ano jakiegoś hakenkreutza (o skojarzeniach jednoznacznych - pisał Thomas) który niedwuznacznie sugeruje, ze Jacek to nie taki cacy-cacy a Łysiak to ho-ho, w wielu miejscach ma rację, moze i tutaj. Styl pańskiej wypowiedzi przypomniał mi od razu dość chisteryczne i - co tu kryć- chamskie posty FGepparda i Smakosza. No! Ci to dopiero ujadali (sic!). Jeśli my to bulteriery to oni cerbery, rottweilery etc. Big Grin . Masz Pan prawo do własnych pogladów i watpliwości, ale jeśli ktoś tak na starcie prowokacyjnie przygrywa, niech się nie spodziewa, ze inni nagle zamilkną.

Drobna jeszcze uwaga. Swastyka to niemal miedzynarodowy znak. O Indiach ktoś już wspomniał. Dodam też, że to i starosłowiański znak, być moze starczy niż ten u Germanów. I zasadniczo był symbolem słońca.

Mimo różnicy zdań, cieszę się, ze nie ma Pan nic wspólnego z prawiczkołysiakowcami.

Pozdrawiam.
zbych napisał(a):Szymon, wszystko Ci się kiełbasi - nigdy nie całowałem Cię w czółko, więc czemu cieszysz się, że teraz tego nie zrobiłem?
A to ciekawe... to kto w takim razie napisał tydzień temu o 22:07 w tym samym temacie?
zbych napisał(a):Szymonku(...)Pozdrawiam Cię (...)całując w czółko
(Możesz sprawdzić - jeśli uważasz, że cytat jest zmanipulowany)

I to niby mnie się wszystko "kiełbasi"?

Względem Mikiego to każdy każdemu ma prawo zwrócić uwagę, jeśli uważa, że jego zachowanie czy też wypowiedź jest niestosowna. Zarówno Ty jak i Miki jako obrońcy demokracji powinniście o tym wiedzieć. Co do reszty Twojej wypowiedzi to:

Znajdzie się słowo na każde słowo

Więc po cóż ripostować długo i niepotrzebnie...

Pozdrawiam
Panowie zbych i miki bombardują właśnie Pana Szymona czystym bełkotem. Twierdzą mianowicie, że sami lepiej wiedzą, co mieli na myśli i ganią ww. Szymona, aby ten mówił tylko za siebie (po czym następuje inwektywa, która też zapewne w ich mniemaniu się nie liczy, bo nie jest "obraźliwa", tylko sugestywna - nie wiem jak Pan, Panie Szymonie, ale ja swojej inteligencji nie pozwoliłbym obrażać: gallus in suo sterquilinio plurimum potest. I tylko w kupie). Tymczasem mi wzmiankowani Panowie wmawiali przyrównywanie ich do jedynej politycznie poprawnej części rowera. Gdzie sens, gdzie logika? U Panów jej nie ma. Twierdząc, że Pan Szymon nie może mówić w czyimś imieniu i jednocześnie wytrwale wypowiadając się w moim, naginacie Panowie wszelkie zasady, jakie powinny kierować wypowiedziami na forum. Feci, quod potui, faciant meliora potentes. Ukłony.

Pluta-Brzyski


Do Pana, Piotrze, wiadomości: to, że staram się używać swojego "łba" nie znaczy wcale, że z Łysiakiem w niczym się nie zgadzam. Chodzi o to, aby swoich wiadomości nie opierać tylko na jednym filarze. Legutko, Scurton, Wielomski - Ci panowie wypowiadaja sięw podobnym tonie co autor "Rz-plitej kłamców", tyle, że w nieco innym stylu. A żadnemu z tych panów nie można zarzucić ignorancji czy niedoedukowania. Wiem, że tym razem naginam regulamin forum świadomie, ale musiałem odpowiedzieć. To, że jestem "prawicowym oszołomem" nie znaczy chyba, że gorszym od Panów? To, że złagodziłem swoje posty wynikło z prostej przyczyny, mianowicie zdałem sobie sprawę, iż moje "szczekanie" tylko zaostrzyłoby sytuacje (niektórzy użytkownicy woleliby chyba, abym pozostał przy tamtym stylu, gdyż sami chętnie by sobie poużywali). To, że mój post wywołal taka burzę, było zupełnie niezamierzonym przeze mnie efektem niedokładnego przeczytania poprzednich wątków. Mój błąd - nie spodziewałem sie po prostu takiej reakcji. Wypraszam sobie również nazywania moich postów "chamskimi" - twierdzę, że są mniej "chamskie" od komentarzy niektórych fanów Kaczmarskiego, przez co również "bulterierów" póki co nie cofnę.A o kogo chodzi, to wiadomo. Pozdrawiam,

Pluta-Brzyski

[ Dodano: 2005-12-06, 18:59 ]
Ach, i jeszcze coś. Pan Pawlak też kryształowy nie jest. Wsławił się m.in opowiadaniem banialuk, wg. których SB sama fałszowała swoje dokumenty (gdy odezwali się jacyśjego byli koledzy, którzy zarzucili mu kolaborację). Za to z jego poglądami na upadek współczesnej sztuki zgadzam się prawie w zupełności. Chodzi tylko o to, że bajkami bajek się nie zwalcza. A w jego wypowiedzi nie było żadnych konkretnych szczegółów: dat, nazwisk, czegokolwiek. Artykuł tamten może być więc traktowany jako subiektywna wypowiedź z grubsza niepotwierdzona, tak samo, jak łysiakowskie filozofowanie na temat Kaczmarskiego.
Szymon, nie chce mi się sprawdzać tydzień temu, ale zakładam, że tym razem cytujesz dobrze i to mnie się pokiełbasiło od skakania po tematach. Wybacz. W ogóle chyba powinienem już przerwać dyskusję z Tobą, bo nie oczekuję po niej dla siebie niczego więcej oprócz tego, że znowu mi się pokiełbasi.

Krzyż Ci tłumaczy w swojej makaronicznej polsko-łacińskiej mowie, że robię Ci źle, więc weź to sobie do serca.

Pozdrawiam
Makaronicznej polsko-łacińskiej? Znów coś nie tak? Czyżby mój język również nie przypadł Panu do gustu? Ich habe keine anung! Ech...chyba jeszcze wiele rzeczy muszę pojąć, żeby się Panu przypodobać. Kłaniam się,

Pluta-Brzyski
Szymon napisał(a):Po pierwsze czy mógłbyś wskazać jakiś cytat z Łysiaka, który wskazywałby na jego negatywny stosunek do kobiet.
Niemal cały "Statek" jest takim cytatem.
Szymon napisał(a):
Zbych napisał(a):na podstawie książek można zasugerować autorowi wizytę u lekarza specjalisty, osobiście nie mierząc mu choćby temperatury.
Można - ale to jest zwyczajne chamstwo. To, że Łysiak wyraża się niejednokrotnie po chamsku nie oznacza, że należy mu tak samo odpowiadać.
Ależ to nie żadne chamstwo - Łysiak to typowy przykład manii prześladowczej. A to się leczy, a nie wydaje.
W takim razie koniecznie muszę przeczytać "Statek". Jestem zdeklarowanym antyfeministą.

Jak rozumiem sugerujesz, że Łysiak jest osobą chorą psychicznie? Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

Chyba, że użyłeś tego sformułowania w znaczeniu potocznym: taką "manię prześladowczą" można przypisać wielu ludziom - choćby Michnikowi za jego bezustannie wyrażane w artykułach obawy przed Wielkim Lustratorem.

Pozdrawiam
Panie Hakenkreutz! Prubujesz Pan tu prezentować logike myslenia i elokwencję w zucaniu łacińskimi sentencjami. Biorac pod uwagę, że łacina nie jest powszechnie znana w narodzie, moznaby warczeć szczekać, miałczeć lub pisać w swahili. Efekt byłby ten sam. Kiepsko jednak z pańskim logicznym czytaniem. Ja nie nazwałem Pana postu "chamskim". Napisałem jedynie, ze pierwszy post w stylu ( tj. m.in. agresywnosci) przypominał mi chamskie posty Gepparda i Smakosza, a to nie to samo, czyż nie? O Pana dobrej woli ( chciałbym tak sadzić!) swiadczy złagodzenie tonu. Cóż, ja nie mam takiego daru płynnego wysławiania się, wiec czasem mozna mnie troche nieopacznie zrozumieć, ale przypisywanie mi nazywania Pana postu "chamskim" to insynynuacja i manipulatorstwo a la Łysiak.

A tak na marginesie: po przeczytaniu Stuleciu kłamców w wielu punktach przychylałem się do obserwacji Łysiaka, nie zgadzałem się jednak z diagnozą i metodami "leczenia" , które Łysiak proponował. Niewątpliwie społeczeństwo jest chore (z Łysiakiem włacznie) ale jeśli ma się leczyć to raczej u lekarza a nie o rzeźnika.
misiek-st napisał(a):
Szymon napisał(a):Po pierwsze czy mógłbyś wskazać jakiś cytat z Łysiaka, który wskazywałby na jego negatywny stosunek do kobiet.
Niemal cały "Statek" jest takim cytatem.
Dodam, że Kielich nie jest wcale mniej antyfeministyczny (to jeszcze pół biedy :wink: ) ale i po prostu antykobiecy.
Szymonie! odsyłam do mojej "recenzyji" i wyciagów z obu "dzieł" kilka stron wcześniej.
Powtórzę jeszcze raz: Łysiak niemal wprost sugeruje, ze wszystkie kobiety to k...y i grzejace się permanentnie suki. W Kielichu - mam nadzieję, ze teraz nie myle książek - główny bohater dość pozytywnie wypowiada się jedynie o swojej matce oraz o narzeczonej "wiecznie dziewicy" jednego z poboznych wielce bohaterów. Statek bedący w wieeeeelu miejscach autoplagiatem pomysłów i scen z Kielicha jest już zupełnie jednoznaczny. W Stuleciu kłamców też nie brakuje inwektyw pod adresem kobiet.
Nie wiem, co Łysiakowi zrobiła jego własna żona, ale po tym, co napisał Thomas już bardziej jasne jest stanowisko Łysiaka. Po prostu urażowny w swej dumie samiec jest gotów oplówać wszystkie kobiety. Ja tak nie reagowałem nawet w wieku kilkunastu lat, kiedy dostawałem kosza. To faktycznie przypadek nadający sie do leczenia. I nie nazywałbym tego chamstwem. Łysiak opluwa niemal wszystko i wszystkich. To nie Kaczmarski a Łysiak opluwal Kosciol w Polsce. Patrz Wyspy bezludne.
Piotrze, rzecz cała polega na tym, że technicznie niemożliwym jest przeczytanie jakiejkolwiek strony z tego tematu przed 48 stroną - przynajmniej od kilku dni ładuje mi się toto godzinami i to tylko do 48 strony, a "wyżej" już nie. Gdybyś mógł mi to podesłać na priv byłbym zobowiązany. Chociaż prawdę powiedziawszy antykobiecość (a już szczególnie antyfeminizm) nie jest dla mnie czymś całkiem negatywnym. I zapewniam Cię, że nie wynika to z jakichkolwiek psychicznych urazów.

Jak już pisałem wyżej - Łysiak zmieszał z błotem (i to w "sąsiedztwie" Kaczmarskiego) mojego rodzonego pradziadka, a rodzonego dziadka wspomniał w "Rzeczpospolitej kłamców" w kontekście neutralno-pozytywnym... więc sam mógłbym mieć do niego osobiste pretensje. Nigdzie nie napisałem zresztą, że Łysiak jest obiektywny etc. Pisałem tylko, że zgadzam się ze sporą częścią jego poglądów i podzielam jego trafne obserwacje - chociaż podobnie jak Was drażni mnie nierzetelność, dosadny język no i ten nieszczęsny (jak mniemam zamierzony) brak przypisów w jego książkach...

Pozdrawiam bardzo serdecznie
Cytat:Mania prześladowcza - chorobliwy stan psychiczny polegający na nieustannym dopatrywaniu i obawianiu się grożących niebezpieczeństw i działań urojonych wrogów.
Moim zdaniem to właśnie taki przypadek.
Szymon napisał(a):Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
Głównie na podstawie "Stulecia kłamców" i dwóch pierwszych tomów (tylko tyle przebrnąłem, ale i tak uważam to za bohaterstwo) "Łysiaka na łamach" + wywiad-rzeka w drugim z nich, częściowo też "Najlepszego".

Jeśli jesteś zdeklarowanym antyfeministą to "Statek" gorąco polecam, spodoba Ci się. Dla mnie był obsesyjny i wydumany i ogólnie niestrawny.

Pozdrawiam
Ja bym to raczej nazwał łagodniej: megalomanią i zbytnią podejrzliwością... ale jak zwał tak zwał.

"Statek" już mi wcześniej polecano. Na pewno kiedyś przeczytam i nie omieszkam wyrazić swojego zdania na ten temat.

Pozdrawiam
piotru napisał(a):Łysiak niemal wprost sugeruje, ze wszystkie kobiety to k...y i grzejace się permanentnie suki. W Kielichu - mam nadzieję, ze teraz nie myle książek - główny bohater dość pozytywnie wypowiada się jedynie o swojej matce oraz o narzeczonej "wiecznie dziewicy" jednego z poboznych wielce bohaterów. Statek bedący w wieeeeelu miejscach autoplagiatem pomysłów i scen z Kielicha jest już zupełnie jednoznaczny. W Stuleciu kłamców też nie brakuje inwektyw pod adresem kobiet.
Nie wiem, co Łysiakowi zrobiła jego własna żona, ale po tym, co napisał Thomas już bardziej jasne jest stanowisko Łysiaka. Po prostu urażowny w swej dumie samiec jest gotów oplówać wszystkie kobiety. Ja tak nie reagowałem nawet w wieku kilkunastu lat, kiedy dostawałem kosza.
O właśnie, właśnie...
Panie Piotrze! Może i faktycznie jest to nieporozumienie, lecz ja niczego nie próbuję prezentować. Logika nie musi być wyrażona w łacińskich sentencjach, ale jako że ma największe oparcie właśnie w tradycji łacińskiej, a ja kształcę się na kierunku, który łacinę preferuje...cóż, vis maior. Co do problemu "chamstwa" - porównanie to jednak porównanie; nawet nie sugestia. Ale dajmy spokój chamstwu.
Co "O właśnie, właśnie"? W tekście artystycznym wiele wolno - a zresztą wcale się nie dziwię antyfeministom i tym antykobieco nastawionym...w końcu jak można ufać czemuś co... Zresztą przepraszam, ale nie mogę tutaj przytoczyć tego zdania - bo chociaż nie zawiera wulgaryzmów nie jest zbyt eleganckie - chociaż całkiem trafne.

W każdym razie "Statek" i reszta sprzedały się dobrze... książki Łysiaka w ogóle osiągają relatywnie bardzo duże nakłady... może on to wszystko pisze dla osiągniecia doczesnych, materialnych korzyści? Proste to i wiele wyjaśniające.

Pozdrawiam serdecznie
Panie Lukasz...

Nie wykluczam ze Pawlak, ktory zdaje sie pisuje czesto i gesto, mogl sie w jakims temacie pomylic lub myslec inaczej niz Ty. Ale mi chodzilo o wypowiedz Pawlaka o Lysiaku, a nie o lustracji.
Pomijajac koncowy wniosek o leczeniu (gdzie go faktycznie ponioslo) uwazam ze spostrzezenia Pawlaka (np nt brutalizacji jezyka WL) sa warte uwagi.
A to, ze Pawlak moze nie miec racji w innej sprawie lub (w odroznieniu ode mnie) nie umie usmazyc dobrej jajecznicy na boczku zupelnie mi nie przeszkadza.
Bardziej interesuje mnie CO ktos mowi niz Z JAKICH POZYCJI („kto za tym stoi“ etc). Jak napisal kiedys J Mackiewicz : „A jesli faszysta mowi ze sufit jest bialy, to co, trzeba twierdzic ze jest czarny ?“.

W cytowanym artykule Pawlak rzucil cala garsc bredni Lysiaka, za kazdym razem zaznaczajac je cudzyslowem. Nie wiem dlaczego napisales ze „w jego wypowiedzi nie było żadnych konkretnych szczegółów: dat, nazwisk, czegokolwiek“. Nie wyswietla Ci sie, czy co ? Moze to wynik zbyt pobieznej lektury (jak wtedy gdy wziales do siebie uwagi nt chamskich wypowiedzi niejakiego Smakosza ?) ?
Moze przeczytaj jeszcze raz tamten artykul ?


Do reszty dyskutantow…

Nawet sie troche ucieszylem ze dyskusja WL/JK ozyla. Myslalem ze moze da sie ustalic cos nowego lub (chociazby) porownac opinie i interpretacje.
Staralem sie dorzucic troche nowych elementow.

Mialem tez zamiar zrobic taki wykaz tez Lysiaka o JK i porownac je z wypowiedziami samego JK, zarowno w poezji jak i w wywiadach (np lysiakowe "wyemigrował do Australii tłumacząc że robi to dlatego iż nienawidzi Polaków” i wypowiedzi samego JK nt wyjazdu na antypody).

Ale chyba dam sobie spokoj. Z tego co mi sie widzi, wiecej uwagi i energii poswieca sie tutaj na takie duperele jak uganianie za slowkami (polskimi i lacinskimi) badz tez ustalanie (a) kto kogo calowal (b) w ktora czesc ciala © o ktorej godzinie. Temat oszczerstw Lysiaka nt JK przemyka sie gdzies chylkiem po katach.

Pozostaje mi tylko zyczyc Panstwu kontunuacji przyjemnej zabawy.
No, wreszcie, Szymonie! Jestem z Ciebie dumny. On to pisze dla osiągnięcia korzyści! Też tak sądzę. Nawet pominąłbym tu słowo "materialnych", bo nie tylko o takie chodzi, a może nawet nie przede wszystkim.

A co do tego, czemu nie można ufać, skoro krwawi, a nie umiera, jak to wybitnie elegancko ujmują Anglicy. Skąd Twoje wstręty? I chyba jednak nie takiej natury jak u WŁ, bo u niego nie chodzi mi o przekonania, tylko o ich angielską elegancję.

Teraz do Thomasa.
Jesteś ciut złośliwy życząc dobrej zabawy, bo to nie jest dobra zabawa. Zdaje mi się, że problemem nie są łgarstwa Łysiaka (to już tu parę razy wykazano czarno na białym, można jedynie dodawać i mnożyć), tylko niechęć niektórych osób do prostego przyjęcia oczywistych dowodów. Nie zwalczysz głębokiej wiary najtrafniejszymi argumentami. Mnie nie stać na aż tak pozytywne myślenie jak Ciebie. Nie wierzę w to, że wystarczy trafność sądu i jasny wywód. Owszem, też uważam, że należy to robić mimo wszystko i na przekór, ale nie znam w historii ani jednej sprawy, gdy tyle wystarczyło do zwycięstwa.
Słowem - można wierzyć w walkę. W jej efekty - już trudniej. I ten to pesymistyczny i mam nadzieję, że obiektywnie nietrafny pogląd leży u podłoża moich paru wystąpień przyczynkarskich. Nie lekceważę przyczynków.

Pozdrawiam
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31