Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Rzeczpospolita kłamców. Salon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
piotru napisał(a):Dalekie to wszystko od Jacka, ale ciekawe, jak by artykuł skomentowali nasi wojujący oponenci.
Linku do GW nie znam, ale kto chce, szybko znajdzie. Confusedpoko:
Nie jest to zbyt trudne do przewidzenia Sad
GW to tuba propagamdowa "salonu" - spisku Żydów, masonów, cyklistów i wszelakiej maści lewactwa :twisted:
Nie liczyłbys chyba na rzeczową odpowiedź :?: :o
BTW polecam: forum wydziałowe :wink:
piotru napisał(a):Cóż, Mackiewicz Polakiem niewątpliwie był, ale koncepcyjnie był większym Litwinem, niż Miłosz. Ba! Powiedziałbym, ze nawet i Wielkim Litwinem...
Wydaje mi sie, że wątek Mackiewicza już się w tym temacie pojawił, może nawet za bytności Smakosza :?: (sprawdziłem w wyszukiwarce - o Mackiewiczu pisałeś już Ty, wqrwiony, a nawet Geppard w stylu wiadomym)

Pozdrawiam
Zeratul

zbych

Na stronie Łysiaka znalazłem ciekawą opowieść o tej nagrodzie. Otóż Łysiak zapodał, że go nominowano i zdobył pierwszą nagrodę (poinformował go sponsor telefonicznie), ale ruszył się zapewne Salon (tak się domyślam, w każdym razie wrogowie), zachachmęcił spiskowo i nie dostał ostatecznie żadnej nagrody.

Mało tego – Geppard przytacza listę nominowanych, na której Łysiaka w ogóle nie ma. I zastanawia się, dlaczego nawet spośród nominowanych skrzętnie wykreślono wszelki ślad Łysiaka? Kto za tym stoi i komu na tym zależało, bo przecież i jury i organizatorzy to nie jacyś lewacy, tylko bogobojni prawdziwi Polacy?

Zagadka jest fascynująca, mroczna i tajemnicza, nie jestem w stanie jej rozwiązać i nawet nie wiem, czy by mi zależało, bo problem nie gnębi mnie nadmiernie.

Natomiast przypomniał mi się przy okazji dokumentalny film o UFO, który kiedyś oglądałem. Autorzy zastanawiali się przez godzinę, dlaczego w dokumentach lotnictwa amerykańskiego czy innego, nie pamiętam już, nie sposób natrafić na doniesienia o spotkaniach pilotów z latającymi talerzami, o których to spotkaniach każdy widz przecież wie doskonale. Czy dowództwo nie dopuszcza do ich zamieszczenia? Czy rząd blokuje tajne suplementy? Czy agenci rządowi niszczą akta po fakcie? Kto zorganizował ten spisek i kto odnosi korzyść z tych machlojek. Komu zależy na ukryciu obecności kosmitów na Ziemi?

Przez cały film nie rozpatrywano tylko jednej hipotezy – że może nie ma wpisów, bo piloci nie spotkali UFO.

Da swidanija

PS. Zeratul, mnie tez nikt nie widzial, wiec nikt nie moze byc na moim tropie, nawet Admini, bo byc moze ja nie istnieje.
No i na koniec jakże wciągającej wymiany postów przez którą śladem ambitnych Forumowiczów również się przedarłem (w odcinkach...Wink) Zbych podał pod wątpliwość własne istnienie...
Wiedziałem że z tego wyjdzie jakaś afera...Wink

Pozdrawiam...
Ja liczę na nasze wywiady. Właśnie zerknąłem na ów stronę podaną przez Zbycha i jest tam taki list.

Cytat:"Witam!

Mnie frapuje sprawa Kaczmarskiego z Salonu. Przygladalem sie rozmowie na forum Kaczmarskiego w tej sprawie. Napisalem tez maila poprzez wydawnictwo Nobilis do Wilka z prosba wskazania zrodel sadow o Kaczmarskim. Moja sugestia jest taka, zeby poprosic Autora o podanie periodykow australijskich, moze ich skanow, skoro masz Grzechu z nim kontakt osobisty. Zamknelo by to paru osobom usta, a i nas ( przynajmniej mnie) by troche oswiecilo.

Pozdrawiam
kasza"

Istnieje jednak obawa, że jeżeli autor Salonu zacznie szukać na czym się oparł to już nic nie napisze, bo będzie szukał przez resztę życia dowodów na nawrócenie się w wiedeńskim łóżku albo że "Wyemigrował do Australii tłumacząc że robi to dlatego iż nienawidzi Polaków"

Zbych istnieje - napisał już 129 postów Wink
Do Zeratula: Faktycznie, o Mackiewiczu pisałem ja właśnie w kontekście owej nibynominacji do nagrody jego imienia. Zbych pewnie przegapił, ale właśnie wspominałem, że Łysiak w ostatniej książce na końcu (ksiązki nie czytałem w całości, losowo przekartkowałem w supermarkecie :lol: ) biadoli, jak to owej nagrody nie dostał, mimo, ze mu obiecano. No tak, to teraz nagrody się obiecuje a nie przyznaje Big Grin . No i biadolił, ze jednak w ostatniej gonitwie kopytem zawadził, łeb mu się cofnął , strzemiono pękło i wygrał inny koń. A wszystko spisek Michnika i lewactwa, co to pluli plasteliną z trybun. Interpretacja oczywiście moja.
Geppcio pisał o Mackiewiczu? Nie zauważyłem. A on w ogóle coś czytał owego? To dla fanów publicystyki Łysiaka raczej za trudna literatura. Ja przeczytałem prawie wszystko, co opublikowano (skromnie :roll: przyznam, ze zostały mi jeszcze dwa ostatnie tomy tomy z 17 Dzieł Zebranych - nota bene nie do końca jeszcze zebranych, bo jest też publicystyka nie zawarta w tychże).

Do Arta:
Szefie!! A propos wywiadów - po raz drugi wysłałem Wam ( do Ani) wywiad Jacka z tygodnika Solidarność bodaj z 1990r. Minęły już chyba ze 3 tygodnie i nic. Tym razem był nie tylko skan ale i cały tekst przeflancowany na Worda. I co? Nawet nie potwierdziliście nabytku. Fuj! :x
piotru napisał(a):Szefie!! A propos wywiadów - po raz drugi wysłałem Wam ( do Ani) wywiad Jacka z tygodnika Solidarność bodaj z 1990r. Minęły już chyba ze 3 tygodnie i nic. Tym razem był nie tylko skan ale i cały tekst przeflancowany na Worda. I co? Nawet nie potwierdziliście nabytku. Fuj!
Piotrze! Nie bij! Wink Miałam problemy z kompem, teraz mam tony maili do przejrzenia. Dzisiaj dokopałam się do przysłanych przez Ciebie wywiadów. Dzięki wielkie Smile
Ciężko się coś odbiera jak płyta główna leży na biurku z wyschniętymi kondensatorami :lol:
To ją podlewaj Arturze, podlewaj, coby nie wyschła zupełnie Big Grin . A tak na marginesie: to jak wy u licha w ogóle administracicie stroną , kiedy co chwila macie rozbebeszonego kompa? Ja wiem, że nie każdy musi mieć supersprzęt, ale jak ktoś lubi grzebać ciagle w bebechach maszynki to robi to na egzemplarzu do tego przeznaczonym. Komp do pracy jest święty i nie robi się na nim tuningu i innego overclokingu. Poprzednim razem też Wam padł komp. :lol:

Aniu- przeprosny przyjęte, maila dostałem.
Piotru - kompy mamy dwa. Jeden u mnie, drugi u Artura. Rozbebeszony był ten stojący u mnie Wink I nie było to wynikiem tuningu (poza wstawieniem święcącej na niebiesko grafiki - ale to akurat przypadek Wink ) ani overclokingu. Po prostu padła mi płyta głowna, potem ram i tak to trochę trwało :rotfl: A potem jeszcze doszły problemy z siecią Sad
piotru napisał(a):To ją podlewaj Arturze, podlewaj, coby nie wyschła zupełnie
Ani kupiliśmy nową płytę. Na swojej wymieniłem 4 spuchnięte.
piotru napisał(a):to jak wy u licha w ogóle administracicie stroną , kiedy co chwila macie rozbebeszonego kompa?
Szybko składamy Wink Ania widziała, ile to mi zajmuje :wink:
Widziałam Smile Czasem tylko procka trzeba wziąć na spacer :rotfl:
Już dobrze, dobrze... przecież nie strzelam! Big Grin Big Grin :beer:
Artur napisał(a):Ciężko się coś odbiera jak płyta gówna leży na biurku z wyschniętymi kondensatorami :lol:
Co rozumiesz przez "wyschnięte" - czyżby miały kontakt z jakimś płynem :twisted:
Z góry przepraszam za złośliwość, ale ta "płyta gówna" wygląda po prostu pięknie :lol:

Pozdrawiam
Zeratul

P.S. W kwestii płyt głównych - może chce ktoś płytę pod P III - tanio sprzedam.
Zeratul napisał(a):P.S. W kwestii płyt głównych - może chce ktoś płytę pod P III - tanio sprzedam.
to ja sprzedam płytę na socket a Tongue
Zeratul napisał(a):Co rozumiesz przez "wyschnięte" - czyżby miały kontakt z jakimś płynem
Nie, raczej kiepskiej jakości i elektrolit wyparował z czasem. Zdarza się to dość czesto w tańszych płytach. Ale wóćmy do tematu. Gdzie Łysiakowcy?
Artur napisał(a):Ale wróćmy do tematu. Gdzie Łysiakowcy?
Geppard - specjalista od wywiadu(ów)
<werble> Poległy na polu chwały.
Smakosz - minister propagandy
<werble> Poległy na polu chwały.

Co powiecie na Pomnik nieznanego Łysiakowca? :wink:
Z inskrypcją: "Polegli w obronie swego mistrza broniąc Polski przed zalewem Żydokomuny inspirowanej przez masonerię i cyklistów oraz Salon"

Pozdrawiam
Zeratul

Yaddo

Mistrz intelektu Geppard na forum łysomaniaków.

Temat: Ostatni laureaci Nagrody Nobla


Freddy pyta:

Co myślicie o literackiej nagrodzie nobla dla Elfriede Jelinek?? Wogole co myślicie o ostatnich laureatach nagrody Nobla?? Pozdro


Odpowiedź Gepparda:

Jak na razie to ja nic nie myśle, bowiem Wilk nie wypowiedział się jeszcze publicznie w tym temacie... (a może to jego milczenie jest bardziej wymowne? )


Link: <!-- m --><a class="postlink" href="http://lysiak.chrzanik.com/index.php?name=PNphpBB2&file=viewtopic&t=87&sid=f80c85e4cf5cf9ca63037706851c7306">http://lysiak.chrzanik.com/index.php?na ... 06851c7306</a><!-- m -->
Oj Yaddo czepiasz się...
Geppard w Australii po uszy w archiwach przekopuje tony papieru a Ty byś jeszcze chciał żeby samodzielnie się wypowiadał na jakikolwiek temat... No trochę wyrozumiałości...
Wink...

Pozdrawiam...
Yaddo napisał(a):Odpowiedź Gepparda:

Jak na razie to ja nic nie myśle, bowiem Wilk nie wypowiedział się jeszcze publicznie w tym temacie... (a może to jego milczenie jest bardziej wymowne?
Powiem ze ten post, to chyba kwintesencja działalności twórczej Gepparda. Jeśli Łysiak się zgodzi dałbym mu antynobla.
Ciekawe jak wywiady. Chyba po znalezieniu tych wszystkich smaczków, Geppard gania kangury na urlopie w Australii.
[Obrazek: t_weronka_trolle.jpg]
Chyba działalności ODtwórczej :lol: ! Dobrze,że Łysiak nie pisze encyklik, bo kazaliby wszystkim uczyć się na pamięć.
Kiedyś było hasło "Słowo partii słowem Narodu" czy jakoś tak. No to mamy tu to samo. Myśl jak Łysiak, mów jak Łysiak. Myślenie własne wykluczone. Ech, gdybyż jeszcze faktycznie mysleli jak Łysiak. Niestety wyznawcy potrafią tylko nieudolnie naśladować swojego guru...

[ Dodano: 2005-04-28, 19:09 ]
Mam nadzieję, że Art nie przywali mi upomnieniem za post po poscie. Wszak piszę po 1,5 miesiąca!

Uwaga! Będzie długo, głównie za sprawą obszernych cytatów z Łysiaka. Kto nie ciekawy, ten niech sobie odpuści!

Dlaczego reaktywuję temat i do tego przewrotnie bronię Łysiaka? Ano dlatego, że podstawowa kwestia nadal nie jest udowodniona przez krzykaczy - apologetów autora "Rzeczpospolitej kłamców", a ich postawa na tym forum sprawiła niedźwiedzią przysługę ich mistrzowi. Większość z nas ( zwłaszcza osób młodych, nie mających okazji zapoznać się z dawną twórczością pana Ł.) wyrobiło sobie o nim zdanie na podstawie fragmentu jego ostatniej, paszkwilanckiej książki, a zwłaszcza na podstawie zachowania na tym forum jazgotliwych i zaślepionych szczekaczy, jakoby znawców Łysiaka. I ci pierwsi będą twórczość Łysiaka omijać szerokim łukiem, a niesłusznie!

Jak już wcześniej pisałem, chamskie docinki niejakiego Smakosza odniosły pewien pozytywny skutek. Ano jeden z forumowiczów (o mnie mowa :- )) na przekór sobie postanowił szerzej zapoznać się z twórczością pana Ł., bo uznał, że na podstawie 3 lektur przeczytanych bardzo dawno ("Perfidia", "Konkwista", "Asfaltowy saloon" - czytane 20 lat temu, wiec niewiele pozostało w głowie) trudno wyrokować o ich autorze. Tak wiec ten rok w moich lekturach zaczyna upływać pod znakiem Łysiaka. O wrażeniach z "Kielicha" i "Stulecia kłamców" pisałem wcześniej, nie będę się powtarzał. Były raczej negatywne i przyznaję, że moje krytykanctwo miało na celu nie tyle ośmieszenie autora, co jego apologetów. Teraz trochę o następnych dziełach, a to o "Wyspach bezludnych" i "Łysiak na łamach" (wyborze publicystyki Łysiaka z różnych periodyków, LSW 1988). Nie ukrywam, że przeczytałem te książki z zapartym tchem i nie żałuję. Łysiaka warto czytać!! Ale raczej tego starszego....eeee... znaczy się Łysiaka młodszego, kiedy mniej zajmował się polityką i krytyką samego systemu ustrojowego, a więcej obnażaniem zwykłej głupoty, obłudy i zwyrodnienia, które - tak się akurat złożyło - w dużej mierze miało swoją podstawę właśnie w komunistycznym ustroju. Ale czy tylko w nim? Jak na razie po 15 latach demokracji stwierdzam, że niewiele się zmieniło i felietony Łysiaka o szkolnictwie i piłce nożnej z przełomu lat 70/80 są ciągle aktualne, może nawet bardziej, niż wtedy. A to już 25 latek minęło! Książki z zakresu sztuki, architektury i historii to niewątpliwie perełki i nikt nie powinien wstydzić się ich na własnej półce!

Jednak w tym miejscu chcę "polecieć Łysiakiem" w kontekście różnych zarzutów i potwarzy pod adresem tego Forum i dalej wyłuskiwać nad wyraz trafne myśli mistrza Ł. rzucając je w twarz osobom wiadomym, którzy lubują się w takim samym cytowaniu, jakże jednak selektywnym, wybiórczym i prawiczkowo ;-) tendencyjnym.

Co zarzucił Łysiak Kaczmarskiemu? Dla przypomnienia: że jest wojującym Żydem szkalującym i opluwającym dobre imię Polski (jakoby w prasie australijskiej) oraz Kościół (zwłaszcza katolicki w Polsce). Ministerstwo Propagandy Łysiaka i jej ministrowie w osobach Gepparda i Smakosza krzyczą: Prawda! Hm... Gebels i Urban też różne rzeczy krzyczeli i to nawet bardzo skutecznie. Z wypowiedzi rzeczników Ministerstwa pojawia się niebezpieczne równanie sugerujące, że jakakolwiek krytyka poczynań Jana Pawła II jako głowy Kościoła jest jednoznaczna z krytyką tego Kościoła w Polsce. O ile to rozumowanie od biedy można zrozumieć to niepodobna zrozumieć karkołomne wygibasy sugerujące, że krytyka dostojników polskiego katolicyzmu jest atakiem na JPII.

A wiec wreszcie do rzeczy! Pogrubienia w cytatach moje, moje komentarze w cytatach w nawiasach kwadratowych kursywą.

Jednym z dowodów łysiakofanów na szkalowanie przez JK Polaków i Polski jest jakoby "Sarmatia" i wypowiedź Jacka w jednym z wywiadów, że chciał dowalić temu fragmentowi naszej historii, czyli odbrązowić.
No to 2 cytaty z Łysiaka:

"Angielskie plucie do talerza z historią" Kulisy, 6.05.1979 - felieton o fali angielskiej historiografii odbrązowujacej największych narodowych bohaterów.
" Niełatwo jest jednak przywrócić dobre imię człowiekowi, którego już ubabrali historycy. [lub historycy z zamiłowania, jak Łysiak] Angielskie plucie do talerza z kryształowo czystą zupką historii ma, być może, swoją negatywną stronę w zbytnim epatowaniu publiki intymnościami, ma jednak także pozytywną, gdyż walczy z lukrowaniem i brązownictwem historiograficznym."

"Bolesne sprawy" WTK 29.03.1981, 6.04.1981
"(...) czas, żebyśmy sobie wreszcie uświadomili (wszyscy, a nie tylko specjaliści!), iż zagłada byłej mocarstwowości Polski jest w większym stopniu wynikiem głupoty i złej woli naszych tak zwanych dzisiaj "decydentów" na przestrzeni kilku minionych stuleci niż diabelskich sił zewnętrznych, które się przeciwko Rzeczypospolitej sprzysięgły".

O sprzedajności, korupcji, zdradzie i sobiepaństwie Polaków w historii Łysiak pisał w świetnych esejach i felietonach bardzo często. Czy Kaczmarski nie miał do tego prawa, bo był "wojującym Żydem"? A Łysiak może na całego, bo Polak z dziada pradziada?

W 1976 Łysiak opublikował w "Kulturze szeroka analizę publicystyki polemicznej. Warto zacytować obszerne fragmenty ( za "Łysiak na łamach" 1998). Polecam wziąć do serca, a Geppard i Smakosz: obowiązkowe wykucie na blachę. Mistrz do Was mówi, do cholery!

"Co tydzień kilku lub kilkunastu facetów, językiem kulturalnym i wypolerowanym jak rękojeść kastetu, udowadnia czarno na białym, ze inni faceci to durnie lub hochsztaplerzy, bo napisali same idiotyzmy lub kłamstwa. (...) Większość polemistów tak dowcipnie czyta atakowane teksty, jakby ich w ogóle nie czytała, po czym wybiera z nich jakieś urwane na przecinku zdania [ Łysiak jest specem od takiego cytowania wyrwanych, wręcz pojedynczych słów zwłaszcza w Stuleciu kłamców i Rzeczpospolitej kłamców] i rąbie autora po grzbiecie. [to pewnie prekognicja tego o Jacku i australijskiej prasie :- )]. (...) Polemiści źle czytają, za to ganią, i nieszczęśni autorzy piszą odpowiedzi, w których rozdzierają szaty i złorzeczą swoim nieuczciwym polemistom, albo - jeśli są ludźmi wyższego ducha - starają się ich boleśnie ośmieszyć, przynajmniej tak samo boleśnie, jak sami zostali ośmieszeni. [Skąd ja to znam, skąd.]
Druga metoda typowej u nas polemiki polega na tym, ze się atakuje u niekochanego autora jakichś opisów, sądów lub poglądów coś, czego on w ogóle nie napisał, ale co polemista ma mu za złe, że jednak napisał. Tutaj też stosuje się "cytaty" w taki sposób, w jaki klei się kawałki taśmy na stole montażowym. Słowa są, niestety, jak pieniądze - nie tylko się wyświechtują i dewaluują, ale i podlegają fałszerstwom przy niezmienionym kształcie (...)."

Czy w kontekście wielotygodniowej pyskówki i ataków łysiakowców trzeba powyższe komentować?

W "Wyspach bezludnych" (KAW 1987) we wstępie mamy taką nad wyraz celną i ciekawą opinię: "(...) moralność twórcy i wartość artystyczna jego dzieła to dwie różne sprawy (...). Prawda wysłuchana po jednej stronie barykady nie zawsze bywa prawdą."

Gdybyż fani Łysiaka chcieli wziąć to do serca. Tymczasem by zacytować "Dzień świra" łysiakowcy wyznają teorię, że "Moja prawda jest mojejsza!", a inni to uprawiają lewacki relatywizm moralny.

Wspomniana książka jest interesująca choćby tylko z jednego rozdziału (nie mnie oceniać, czy wersja Łysiaka jest prawdziwa, bo przecie cienias jestem ;-). "Blizna" opisuje konflikt Bolesława II Śmiałego z biskupem Stanisławem, którego Kościół obwołał świętym i patronem Polski. Wg Łysiaka doszło do haniebnej manipulacji kościelnej, bo jakoby był on zdrajcą spiskującym przeciw królowi (i papieżowi) z państwami ościennymi, za co król ów skrócił biskupa o głowę. I wersja Łysiaka trafia mi do przekonania! Ale ciekawym jest, co Łysiak pisze o Kosciele:

Str. 116:
"Kłamstwo, ze zły król własnoręcznie zamordował na stopniach ołtarza dobrego i niewinnego biskupa, i że ten biskup "poniósł śmierć za kościół i za naród"( ksiądz Kalinka) - ma potworna moc, gdyż jest to kłamstwo kościelne, a Kościół nie popełnia błędów. Kościół nie zna pojęcia własnego grzechu."

Trzeba być ślepym, by nie dostrzec gorzkiej ironii i ataku (wg mnie uzasadnionego) na polski Kościół.

Nieco dalej, str. 117:
"Lecz czyż nie jest droga przez mękę dla wszystkich inteligentnych katolików każda wędrówka w historię [ i to niekoniecznie tę daleką!] Kościoła? Lepiej w nią w ogóle nie zaglądać, [wielu, włącznie z hierarchami tak robi i potem opowiada z ambon o Kościele same pierdoły] , bo z czarnej jamy minionych stuleci wyłażą ohydne stwory z malowideł Boscha - postacie Torquemady (...) [tu następuje wyliczenie jeszcze 9 papieży- morderców, gwałcicieli, kazirodców etc.] Inni zamykali Polskę żywcem do trumny i potępiali wszystkie nasze powstania (...) [tu kolejna wyliczanka] . Albo te setki polskich prymasów, biskupów i księży, którzy za petersburski żołd piętnowali prawdziwych patriotów, zabraniali się modlić w kościołach o wolność ojczyzny, układali katechizmy gloryfikujące carat, żądali straszliwych kar dla rebeliantów (...), wyklinali Piłsudskiego i jego ruch niepodległościowy, zakazywali (...) grzebać legionistów na cmentarzach! Ileż zbrodni i nieprawości popełniono w imię Chrystusa?! I Kościół jest wieczną dziewicą! Ludzie może czasem błądzili, zapomnijmy o tym, ważne, że system jest bezgrzeszny. Każdy system."

I ja się akurat znowu zgadzam z Łysiakiem w 100%. Tyle, że jeśli Jacek, "wojujący Żyd" opluwał Kościół, to Łysiak wprost rzygał! Gdzieś całkiem ostro wyrażał się o Glempie - skądinąd słusznie, ale cytat zgubiłem.

Str. 122, o papieżu JPII, którego skądinąd Łysiak baaaaardzo szanuje i poważa:
"On jest w zgodzie z tą częścią świata nauki, która broni kłamstwa zrodzonego dawno temu przez Jego kościół. I w zgodzie z kardynałem Sapiehą, który wyświęcił Karola Wojtyłę na kapłana. I w zgodzie z własnym sumieniem."

Str. 312 (to już inny rozdział):
"Synonimujacy miłość z ginekologią Wielki Akuszer, Kościół, który wbrew naturalnym atawizmom uczynił kanon z monogamicznego małżeństwa i obłożył pożycie swoich owieczek lawiną klątw i zakazów - odegrał tu rolę adwokata diabła. Narzucona przezeń etyka seksualna pozostawała w całkowitej opozycji do praw biologicznych, w następstwie czego nieuniknione grzechy ciążyły sumieniom wywołując eskalację stresu. Wolni od tego byli tylko ateiści, ale przecież ateiści, choćby i mieli rację, to zbrodniarze: stawiając człowieka w obliczu śmierci bez żadnej nadziei na jakąkolwiek kontynuację, czynią zgon o wiele bardziej przerażającym, niż on jest (...)."

Łysiak for ever! To mi się podoba. Kaczmarski to po prostu Wersal, jeśli chodzi o krytykę Kościoła. Zanim Geppard i Smakosz napiszą jakieś brednie, niech zrobią sobie powtórkę ze swojego mistrza, bo my ze swojego odrobiliśmy lekcje znacznie lepiej! Na miejscu Łysiaka wstydziłbym się takich fanów.

W innym miejscu: str.131
"Nie jestem wyznawcą "spiskowej teorii dziejów", w każdym obrocie politycznym widzącej przebiegłych konspiratorów, Żydów, masonów i mafie różnych odcieni."

Musi w ciągu tych 15 lat coś zaszło w mózgu Łysiaka, bo ostatnie książki temu zaprzeczają, a do spisku dorzucił lewaków, leseferystów, liberałów i relatywistów moralnych.

To jak? Czytać Łysiaka? Czytać! Warto! Przede mną leżą "Cesarski poker" (ten okres w historii mnie nie fascynuje, ale co tam!) i "Wyspy zaczarowane". Potem "Statek" i "Szuańska ballada". I już rozumiem, czemu w bibliotekach są "stare Łysiaki" a nowych raczej brak. Nie z powodów finansowych. Te stare książki po prostu czyta się jednym tchem, do nowych trzeba się zmuszać.
Ciekawy post, gratuluje wytrwania w temacie Łysiaka.
Ja osobiście miałem plan przeczytać "Rzeczpospolitą kłamców" ale rzeczywiscie zostałem skutecznie zniechęcony.
Widze, że Łysiakowcy nie do końca znali twórczość swojego mistrza. Wydawało mi się że Geppard jest autorytetem jeśli chodzi o wszystkie złote myśli W.Ł., a tu takie przeoczenie...

Ciekawe co z wywiadami, ciekaw jestem co teraz by Geppard napisał, czy przyznał by się w końcu do błędu...

Post Piotru nie wymaga komentarza... Smile

Pozdrawiam

Ps. Jakoś nie zauważyłęm tego dopisanego posta...
A jednak ktoś czyta moje wypociny. Dziękuję. Post, który napisałem po długiej ciszy po prostu samoistnie :wink: dołączył się do mojego poprzedniego. Więc tak naprawdę to dwa posty. Obecnie jedtem po "Wyspach zaczarowanych". Ciężko się czyta, bo moc nazw i odniesień do historii sztuki i architektury. Niewiele ilustracji, więc trochę kłopotliwe dla kogoś, kto nie interesuje się tą dziedziną. Tu podziwiam Ł. za bardzo plastyczne opisy. W ksiązce praktycznie nie doszukałem się cytatów, które byłyby jakoś anty do tego, co głoszą łysiakomaniacy lub sam ich mistrz obecnie. Jeśli zbiorę jakiś kolejny materiał - odezwę się na pewno.
Podziwiam i pozdrawiam... Smile
Brawo Piotru! Kawał dobrej roboty wykonałeś. Pozdrawiam Smile
Bardzo piękna metoda, Piotru, aczkolwiek podejrzewam, że to jest zrobione inteligentnie z naszego punktu widzenia, a nie z punktu widzenia tamtych osób, ponieważ oni nie potrzebują prawdy, tylko idei (no, idejki). Z tego punktu widzenia prawda jest ostatnią rzeczą, na którą by zwracali uwagę, choć oczywiście zdaje im się inaczej. Gdyby chodziło o prawdę, już dawno któryś przyznałby, że Łysiak przeholował. Przecież nie musieliby od razu wrzeszczeć na cały Internet, że Łysiak kłamie, ma złą wolę, ogłupia albo coś takiego. Nie, wystarczyłoby „pomylił się”. Każdemu się może przydarzyć. Ale dla kogoś, kto posiadł nieomylną wiedzę o prawdzie absolutnej, nawet jedna pomyłka jest śmiercią. Żeby żyć godnie i spokojnie – pozostaną przy swoim w myśl starego hasła „Jeżeli fakty nie zgadzają się z naszą ideą, tym gorzej dla faktów!”

W starym Bim Bomie (chyba, albo w STSie) był skecz, o którym może już wspominałem przy podobnej okazji, ale powtórzę, bo warto. Na scenie dwóch facetów, a głos z góry mówi: „Okazało się, że nasze idee są niezgodne z rzeczywistością.” Facet z prawej mówi „Więc trzeba zmienić idee”. Facet z lewej „Nie, trzeba zmienić rzeczywistość”. A na to głos z góry znowu „Nie, trzeba zmienić, że okazało się!”

I nasi byli goście to właśnie zrobią. Mogą powiedzieć, że kłamiesz, że naginasz interpretację, że insynuujesz, a najlepiej po prostu przemilczą i nie ma sprawy. Nie wiedzą, że coś się okazało. To forum im nie po drodze, nie zaglądali tu od wieków i nie zamierzają, bo się brzydzą.
Metody stare jak świat, kurewskie jak świat i smutne jak świat.
Dziękuję, kłaniam się
Dodałbym, że "tamci" postępują w myśl zasady "Bo moja prawda jest mojejsza!" i dla podkreślenia tego walą butem w mównicę jak niezapomniany Chruszczow na forum ONZ. Bo prawda jest taka, że prawiczkowymi szczekaczom jest nad wyraz blisko do skrajnie lewicowych. metodologia ta sama, nieco inaczej zabarwione idee. Skutki takie same, czyli opłakane. Pozdrawiam wszystkich, Namiętny :wink: Czytacz Łysiaków Zwłaszcza Starszych

[ Dodano: 2005-05-25, 19:37 ]
To moja ostatnia na razie relacja z wrażeń z Łysiaka. Powód jest prosty. Siedem tytułów w niespełna 5 miesięcy to całkiem niezły czytelniczy rezultat, jak na jednego autora. Tymczasem niedawno przyniosłem nowe "łupy" z Międzynarodowych Targów Książki a i zaległości lektur domowych uzbierało się sporo, wiec Łysiaka odstawiam do kąta ;-).

Ale na razie kilka jeszcze cytatów z mistrza Łysiaka, które per analogiam sa frapujace w kontekście ostatnich jego książkowych publicystyk i postaw znanych nam łysiakofanów.

Niewątpliwie Łysiak jest jednym z najlepszych naszych napoleonistów, jeśli nie najlepszym. Tak to często bywa z amatorami - fascynatami, którzy nie są spętani karbami savoir vivre'u oficjalnych środowisk naukowych. Jego napoleoniana czyta się z zapartym tchem, choć książki te mogą być dość trudne dla tych, których epoka ta niezbyt fascynuje i nie są w trakcie lektury w stanie przyswoić zbyt dużo nazwisk i dat za jednym razem. Trudno jest śledzić liczne nawzajem przenikające się sieci intryg.

Ad rem: W "Wyspach zaczarowanych" w rozdziale "Półnaga królewna z marmuru" str. 112 (strony bywają mylące, bo ich zgodność nie jest całkowita w zależności od wydania) mamy tak:
"...wszystkie wymysły paszkwilantów [...] fabrykowano w jednym celu: dla unicestwienia rodzącej się wówczas i coraz potężniejszej legendy napoleońskiej. Należało opluć i zohydzić cesarza, by imię jego przestało oddziaływać na narody, jak imię świętego."

No tak...Nie śmiem nawet porównywać Napoleona z Kaczmarskim, nie mówiąc o legendzie tego pierwszego z - jakby nie było - lokalną legendą drugiego, ale mam wrażenie, że Łysiak w ostatnich czasach obrał metodę, którą ongiś gardził na opluwanie nie tylko Jacka. Na potwierdzenie, że coś jednak w postawie Łysiaka uległo zmianie w ostatnich latach niech posłużą cytaty z "Cesarskiego pokera" 1978 wyd. II z 1991. Od strony 116.

"- Oto granica dwóch imperiów. Po jednej stronie powinien panować pański monarcha, po drugiej ja.
Te słowa prawie wszyscy historycy [...] wzięli za dobrą monetę i uznali za podstawę do szkalowania Napoleona twierdzeniem, iż zamierzał Polskę zlikwidować. Napoleon nie był świętym Franciszkiem z Asyżu, i jest za co go smagać, ale, do licha, nie można tego robić na podstawie komicznych plotek, trzeba mieć rzetelnie udokumentowaną podstawę."

No właśnie. A co z podstawą szkalowania Kaczmarskiego? Jeśli Geppard tak bezgranicznie wierzy w swego mistrza, nic nie stoi na przeszkodzie, by zapytał go o te słynne australijskie wywiady Jacka, choćby i na stronie fanów Łysiaka. Byłoby szybciej, miast uganiać się za kangurami w poszukiwaniu lokalnych gazetek.

I ciut dalej:
" Wspomniane słowa znane są wyłącznie z jednego "źródła" - od człowieka, który przy rozmowie obecny nie był (!) i napisał je... w trzydzieści dwa lata później, w niewielkiej książeczce, cytując ponoć za kimś, kto mu je powtórzył."

Może i Łysiak cytuje jakieś kalumnie o Jacku, które nie do końca witały się z prawdą?

I dalej:
Powyższy fenomen podałem jako przykład klasyczny. Takich rzekomych antypolskich wypowiedzi i intencji Bonapartego historiografia zanotowała wiecej, lecz gdybym kazdą z nich chciał omówić równie dokładnie, ta ksiązka straciłaby urok relacji z gry dwóch panów przy zielonym stoliku Europy [...].
Oszczędzę tego czytelnikom, lecz zarazem uczulam ich na podobne sztuczki ze "źródłami."

A ja tym cytatem uczulam Gepparda i spółkę, żeby byli ostrożni również z blaskomiotnym ( jeden z ulubionych neologizmów Łysiaka, którego nadużywał totalnie w dawniejszej twórczości) źródłem, jakim mieni się Łysiak. Blask może być złudny. Łysiak przecie też może się mylić i to bez podejrzeń o perfidię i obłudę.

Str. 136
"Cytuje się różne, sprytnie okrojone wypowiedzi Napoleona, dając im, w sposób skończenie tendencyjny, antypolską interpretację."

Zupełnie jak Łysiak ostatnio. Bo czy można za cytat z wypowiedzi i probierz poglądów uznać cytaty 2-3 wyrazowe, których w Rzeczpospolitej kłamców i Stuleciu kłamców nie brakuje?

I ciekawy przyczynek do "dyskryminacji i prześladowań" Łysiaka za komuny:
str. 137:
'Nie można pisać prawdy o układzie Ribentrop - Mołotow, ale z rozkoszą pisze się kłamstwo o czymś podobnym, żeby dokopać człowiekowi Zachodu, Francuzowi-imperialiście."

W egzemplarzu, który mam w ręku widnieje copyright Łysiaka 1978. Nie znam dokładnej daty wydania pierwszego Cesarskiego pokera, ale jeśli Łysiak pisał takie zdania za komuny to albo był niespełna rozumu, albo celowo prowokował. Za takie zdanie dziwnym by było, gdyby komuna go nie tępiła.

Str. 140, to do "tematu", jak Kaczmarski "opluwał" polskie warcholstwo, prywatę i jaki z niego antypatriota. Łysiak pisze o postawie masowej Polaków, kiedy Napoleon nawoływał do ogólnego powstania.
"I co? I nic. Wszystkie apele nawołujące do powstania zawodzą, przysłowiowy" groch o ścianę". Polska nie drgnęła. Polacy - jak złośliwie i celnie skonstatował Norwid - "czekają, aż Francuzi przyjdą zrobić im Ojczyznę". Mizerna ruchawka w Wielkopolsce została przez Dąbrowskiego i Wybickiego wzniecona wówczas, kiedy już nie było tam prawie z kim walczyć, bo Prusak uciekał przed wkraczającymi Francuzami w panicznym strachu."
[...]
...lecz cesarz oczekiwał dużo więcej, oczekiwał, że w każdym Polaku wobec takiej okazji wskrzeszenia ich mocarstwowego bytu, obudzi się lew. Zawiódł się bardzo - Polacy z ziem polskich pod panowaniem pruskim, austriackim rosyjskim nie ruszyli się.[...] Tylko w Panu Tadeuszu wygląda to krzepiąco; cytowana złośliwość Norwida była wymierzona właśnie w Pana Tadeusza, w ów prześliczny poemat, który jest lustrem uroczego stylu życia polskiej szlachty, potrafiącej cudownie pić, bawić się i rozprawiać o wolności, którą... ktoś przyniesie na półmisku.
[...]
Ale nie zrobili tego, bo "naród spał"."

Panie Łysiak, czegóż chcesz więc od Kaczmarskiego, do cholery? A o czymże on śpiewał w niejednej swojej piosence? Właśnie o tym. Odbrązawiał ile się dało naiwne polskie mity.

Na koniec jeszcze cytat ze str. 235 jak ulał pasujący do "kwiatków" serwowanych wybiórczo przez Gepparda dla obrony mistrza:
"Tego typu szalbierstwa historiograficzne są bardzo łatwe i w gruncie rzeczy dość bezpieczne. [...] Bierze się jakiś dokument, niech to będzie depesza Napoleona do Caulaincourta z lipca 1810 roku, i wyławia się z niego takie zdanko: "nie myślę przywracać Polski". I już mamy "niezbity dowód" na to, ze Bonaparte nie zamierzał Polski odbudowywać, czyż to nie jego własne słowa? Czarno na białym: "Nie myślę przywracać Polski". Sprawa bezpieczna, bo czytelnik pana "poważnego historyka" jest na tyle ignorantem, iż nie wie, ze toczy się akurat gra o oszukanie cara, i że ( co jest w tym przypadku rzeczą ważniejszą) cytowane słowa oznaczają: teraz, obecnie, nie myślę odbudowywać Polski, bo mam piekielnie zagmatwaną sprawę hiszpańską, więc muszę mieć spokój na wschodzie. [...]...ale tych następnych zdań pan "poważny historyk" już nie cytuje, bo to rozniosłoby w proch i pył jego całą [...]koncepcję o antypolskości cesarza."

Czytając ostatnie "Łysiaki" mam wrażenie, ze ich autor skutecznie nawiązuje do tej metodologii, a brak przypisów jest celowym i ordynarnym manipulowaniem czytelnikiem.

„Szuańską balladę” powoli kończę (fajna sprawa), ale ciekawych cytatów nie znalazłem, odpowiadających powyższemu.

I tym smutnym (smutnym, bo stare "Łysiaki" są naprawdę dobre) stwierdzeniem pozdrawiam wszystkich, także Gepparda.
Witam
Mój 1 post piszę (po przetrawieniu całego tego długaśnego wątkuSmile, by wyrazić swoje zdanie na temat kilku omawianych tu kwestii, w niektorych sprawach wziąc Łysiaka w obronę (jako, że uważam się za jego fana, a ci nominalni chyba zrejterowaliSmile. Wielość wątków z pewnościa spowoduje, ze o czyms zapomne, wiec jakby kogos cos szczegolnie interesowalo, lub byl ciekaw mojego zdania, prosze pytac bez oporowSmile. Aha, nie jestem masochista by przekopywac sie przez poprzednie posty w poszukiwaniu nickow cytatow etc...mam nadzieje, ze bedzie mi wybaczone.No to zaczynamy:

1. Niektorzy zarzucili Łysiakowi, ze w poprzednim systemie nic nie robil, a teraz probuje robic z siebie represjowanego, kombatanta itd. tradycja lysiakowcow nakazuje mi posluzyc sie cytatem z ŁysiakaWink :
"być może, pisząc w tym stylu obrażam nazbyt lekkim tonem ludzi, którym Dobry[SB -przyp. moj] w tamtych latach odebrał życie lub kawał zdrowia(...). Tych ludzi przepraszam i wyjaśniam im, że pisząc tak kpie tylko z samego siebie; nie zamierzam kandydować na listę kombatancką. Ona juz dawno pękła w szwach od nadmiaru papierowych herosów(...).
Trzy moje wiezienia, dwa zwykle i jedno polityczne, byly rownie niepowazne jak moja kombatancka przeszlosc - zadne nie trwalo nawet calej doby i zadne nie mialo miejsca na ojczystej ziemi"( W.Łysiak"Lepszy" Wawa 1990 s.14)
Natomiast jako pisarz, Łysiak wykazywal sie rzadka odwaga, publikujac zarowno w podziemiu (Mark W. Kingden) jak i na lamach oficjalnych. Dzialalnosc publicystyczna zarowno oficjalna, jak i nieoficjalna zakonczyl jakos na poczatku lat 80, po szczegoly odsylam do "Lepszego" (swoisty zapis potyczek Łysiaka z cenzura, nb. juz wtedy krytykuje Michnika, wiec zarzut koniunturalizmu odpada, wtedy Michnik byl niemal nietykalny).
Oto mala probka tworczosci z okresu:
Kilka dni temu dorwalem napoleonik Łysiaka zamieszczony w "Stolicy" z 21 czerwca 81.
Tekst nosi tytul "Myśli Napoleona"i jego wiekszosc stanowia wypuntkowane sentencje, poprzedzone m.in tekstem, ze "cesarz powiedzial duzo wiecej takich aktualnych dzisiaj nad Wisłą zdan" - to w odniesieniu do cytatu "rzady dotrzymuja slowa tylko wtedy, gdy sa do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne" .wsrod sentencji byly takie:
"partia podtrzymywana bagnetami cudzoziemcow jest tylko banda przegranych kryminalistow"
"bez niezawislej Polski nigdy nie bedzie trwalego pokoju w Europie"
- o tłumieniu manifestacji ludowych "nie odpowiada sie karabinami ludziom żadającym chleba"
- o sprawiedliwosci "Nie moze byc polsprawiedliwosci, sprawiedliwosc jest niepodzielna. Nie mozecie tez czynic arbitrem wladzy administracyjnej, bo to uswieca tyranie. Sprawiedliwosc winna byc egzekwowana przez niezalezne sady."
- o przywodcach" szef panstwa nie powinien byc jednoczesnie szefem partii"
o policji" im wieksza tyrania tym gorsza policja"
o władzy"podejrzliwosc rzadu jest tym, co demaskuje jego slabosc"
i to wszystko w krotkim artykulikuSmile. Łysiak wtedy napisal naprawde wiele podobych rzeczy - caly wspominany przez przedmowce "cesarski poker" to baty na ruskich ( a protest kremla i wstrzymanie druku ksiazek po wydaniu pokerka sa faktami).
Tak wiec stanowczo sie sprzeciwiam twierdzeniom, ktore tu padaly, ze WŁ nic nie robil a teraz sobie dorabia "kombatanckie papiery". papierow sobie nie dorabia a jak na pisarza robil niemalo...pomijam powazne przeslanki mowiace o tym ze zdarzylo mu sie walczyc przeciw komuchom w afryce, wole mowic o sprawach pewnych na 100%.

2. teraz chyba pora na meritum, postaram sie dosc klarownie przedstawic moje zdanie...

Łysiak jest wielkim patriota. jedną z ostatnich osób publicznych walczacych o konserwatywne wartosci, wpaja wciąż swoim czytelnikom ze triada "Bóg, Honor, Ojczyzna" to nie musza byc jeszcze puste slowa. Walczacy o prawde od zawsze, nie bojac sie stawania przeciw wiekszosci. mozna sie spierac, o swiatopoglad i semantyke poszczegolnych terminow i nie zgadzac sie np. z wiekszoscia "stulecia klamcow"...to nie jest az takie wazne. FAKTEM jest, ze Łysiak został skazany na zamilczenie, bo juz w 90 roku("Lepszy")wystapil przeciw reprezentacji spolki, ktorą pozniej nazwał "salonem". ostatnie afery i jawna strona zycia publicznego dobitnie wskazuja, ze w znacznym stopniu ma racje. I to nie Łysiak sie kreuje na zamilczne "sumienie narodu" jak niektorzy tu twierdzili, ale własnie "salon" go tepi. Najswiezszy przyklad to relacje z poniedzialkowych targow ksiazki w Warszawie(chocby onet). W relacji wymieniono wielu pisarzy(paru nad wisla nieznanych kompletnie), do ktorych ponoc ludzie chodzili po autografy, o Łysiaku i o tym, ze do niego stała najdluzsza kolejka (ponad 50 osob) nie wspomniano ani slowem...
Teraz sedno (jak ja to widze):
Łysiakowi dobro kraju lezy na sercu bardzo. Z oczywistych wzgledow utozsamia je z zaprowadzeniem nad wisla ladu wg swiatopogladu konserwatywnego (+wolnosciowej gospodarki)(jesli chodzi o poglady to w wiekszosci mam zbiezne...tradycja rodzinna+ wczesny kontakt z tekstami JKM i Michalkiewicza). Ten swiatopoglad przez" salon" jest tepiony konsekwentnie. I teraz: jesli Łysiak krytykuje porzadki panujace w Rzeczypospolitej, to zna czystosc swoich intencji i jego czytelnicy tez sa ich pewni. Ot, czasem Stańczyk, czasem "sumienie narodu"...z pewnością gorący patriota.
I teraz: jesli Łysiak ( tudziez ktos z jego strony barykady) słyszy głosy krytykujace parzadki w Polsce (a szczegolniej te wpisujace sie w antypolska kampanie, czyli np. sprawiajace wrazenie, ze antysemityzm to w Polsce wlasciwie cecha dziedziczna i bedaca tatuazem wlasciwie kazdego rodaka...), wysuniete z drugiej strony barykady (jezeli nie stricte "rozowej", "salonowej", "lewackiej" - to od strony ludzi, ktorzy ta strone chyba jednak preferowali (takim przeciez byl Kaczmarski)...Po prostu - kazdego kto jest utozsamiany z obozem przeciwnym posadza sie, ze kieruja nim przeciwne do naszych intencje...ze krytyka padajaca z ust np. Kaczmarskiego jest krytyka "wojujacego Żyda" a nie krytyka zatroskanego brata- patrioty (tym bardziej, ze o ile sie nie myle, Kaczmarski byl zwolennikiem daleko posunetego kosmopolityzmu, ale prosze mnie porpawic jesli sie myle).
Czy Łysiak sklamal? Moim zdaniem nie. Klamstwo jest celowym i swiadomym dzialaniem. Czy Łysiak napisał nieprawde na temat Jacka Kaczmarskiego? Nie wiem. Wydaje mi sie, ze chyba tak, skoro tak twierdzicie Wy - znawcy jego zycia i tworczosci (chociaz zastanawiam sie, czy nie napisac co WŁ prosby o przekazanie mi zrodel, na ktorych sie opieral). Mysle jednak, ze to mogly byc rzeczy pokroju tych zamieszczonych tu przez gepparda (szczegolnie wywiad z podkreslonym "niestety tak", zrozumiane niekoniecznie zgodnie z intencjami Kaczmarskiego (dlaczego to pisalem wyzej). Po prostu - jesli ktos, tak jak Łysiak, wciaz przekonuje sie o podlosci przeciwnikow jest narazony na to, ze zacznie im odplacac taka sama moneta, tracac zwykla sobie umiejetnosc chlodnej oceny, ograniczonego zaufania itd...i zacznie popelniac bledy. Przyznam, ze czytajac "Salon" wlasnie to wrazenie mi towarzyszylo - Łysiaka ogarnela szewska pasja (wg mnie uzasadniona) i nie zauwazyl, ze robi to, o co oskarza przeciwnikow...
Ufff...mam nadzieje ze nie zaciemnilem tego za bardzo. Podsumowujac: Moim zdaniem Łysiak się pomylił (chyba, ze naprawde ma tew wywiadyWink, co sie zdarza, lecz przykre jest, ze pomylka zostala popelniona z krzywda dla innego czlowieka.

Kilka pozostalych spraw:
JK jako chrzescijanin. Moim zdaniem niepotrzebnie rozgrzebywany przez gepparda problem. Kwestia semantyki i precyzji wypowiedzi calkowicie przeciez neutralna jesli chodzi o stosunek do chrzescijanstwa. Kiedys w mini wywiadzie do gazety (nb. lokalna wyborcza, juz w 15 roku zycia poznalem jej sposob dzialaniaSmile spytano mnie o hobby. powiedzialem ze lubie czytac ksiazki, a moim ulubionym autorem jest tolkien. w gazecie napisali "lubi czytac ksiazki tolkiena". Kaczmarski mowiac, ze "jest chrzescijaninem o tyle o ile(...)", naprawde mogl miec na mysli tylko to ze sie wychowal w tej kulturze. Czy sklamal? Moim zdaniem nie. czy powiedzial nieprawde? w pewnym stopniu, ale zupelnie chyba niegrozna.
Wiedenskie lozko. (chyba nikt z lysiakowcow sie nie ustosunkowal?). Moim zdaniem "pojednal sie z Bogiem" nie oznacza tego samego co "przyjal chrzest". Wg mnie zanim ktos chrzest przyjmie powinien byc z Bogiem pojednany...Sensowne chyba jest to ze pojednanie ma miejsce w lozku w czasie zmagan z choroba nie wiem, czy Łysiak piszac o wiedenskim łozku mial bledne informacje co do miejsca, czy po prostu dal sie poniesc literackiej fantazji (taka przenosnia...jesli tak bylo to okazala sie mocno niefortunna).
Coz, moge tylko wyrazic zal, ze w publicystyce Mistrz nie zachowuje chyba tej starannosci w podejciu do zrodel jaka cechowala go w okresie napoleoniady...
Co do cytatow z utworow obu autorow. Jesli chodzi o Łysiaka to nie ma sensu utozsamianie wypowiedzi bohaterow z jego pogladami na zasadzie takiej, ze postac, ktora mozna zidentyfikowac jako "alter ego" pisarza mowi to co mowilby Łysiak, natomiast partnerzy dialogu szermuja argumentami ze stajni przeciwnikow WŁ. Nie! Np. najwieksza mowe obronna za kara smierci )zgodna z pogladami WŁ)wyglasza niejaki heldbaum - sb-ek i ogolnie niezgorsza kanalia. CHyba autor niechialby byc z nim utozsamianySmile. Tak samo nie ma sensu cytowanie fragmentow dialogow bohaterow na poparcie jakiejs tezy odnaszacej sie do pogladow Łysiaka, gdyz kazdy taki dialog przewaznie zawiera rownowazne, powazne argumenty obu stron i przewaznie czytelnikowi jest pozostawione rozstrzygniecie slusznosci. Chociaz wiadomo prawie zawsze, ktore kwestie wypowiadalby Łysiak.
To odnosi sie tez do Kaczmarskiego. Sztuka, zarowno proza jak i poezja, nie sa manifestami politycznymi! Ba, w poezji zdanie tzw" podmiotu lirycznego" moze byc przeciez kompletnie sprzeczne ze zdaniem autora (chociaz ze oczywistych wzgledow przewaznie nie jest). Wiec bylbym bardzo ostrozny w przypinaniu latek komus tylko na podstawie cytatu z jego utworu (i znowu: Łysiak w salonie pod tym wzgledem chyba przegial).

Jeszcze co do jezyka Łysiaka: nie wiem czy zarzuty padajace pod tym adresem spowodowane byly tylko ogolnym wkurzeniem, czy tez nie. W kazdym razie jakosc polszczyzny, ktora posluguje sie Łysiak moim zdaniem zasluguje na jak nawyzsze uznanie (nie chcialem mowic ze obiektywnie bo nie uznaje obiektywizmu...ale jeslibym uznawal to byl powiedzial ze moim zdaniem obiektywnie zasluguje;p). Czasem ta polszczyzna jest dosadna, czasem brutalna czasem na skraju wulgarnosci, a czasem delikatna, poetycka, piekna absolutnie (polecam szczegolnie "MW" i niektore wyspy bezludne)... Zawsze jest to jednak piekna, melodyjna polszczyzna...i znowu: moim zdaniem slowa uzyte przez Łysiaka w odniesieniu do australijskich wywiadow( jesli JK wypowiadal sie tak jak w tekstach cytowanych przez gepparda)byly za ostre, nawet jesli wg niego byly sluszne...
zasmucila mnie bardzo ta wasza" polemika". PO pierwsze styl jakby nie patrzec ludzi z "mojej strony barykady". Po drugie styl i flekowanie WŁ przez gospodarzy przy dosc znikomej znajomosci tworczosci jak i osoby pisarza (chociaz w pelni je rozumiem...Was wkurzyl atak na JK, tak jak mnie na WŁ). Po trzecie jeszcze pelniejsze uswiadomienie sobie, ze w "salonie" Łysiak nie gra do konca fair (chociaz nadal uwazam ze to cholernie wazna ksiazka). Nikt nie lubi odbrazawiania swoich Mistrzow. Ale nadal bede Łysiaka za swojego Mistrza uwazal (wszak naiwnym bym byc musial myslac, ze gosc nigdy nie robi bledow, nigdy sie nie myli itd...). Dzieki niemu i jego tworczosci chyba proboje byc troche lepszy i czasem mi sie udaje...
Na pewno o czyms zapomnialem...Smile
-pozdrawiam

ps. przepraszam za chaos slow i mysli - ciezki tydzien mialem i mozg mnie troche boliSmile
Witam

Cieszy mnie ten post szczegolnie, bo tamta dyskusja pozostawila u mnie uczucie wielkiego niedosytu. Niedosytu, z punktu widzenia obserwatora, bo ja sam, tworczosci Lysiaka nie znam, wiec nie zamierzam sie na ten temat wypowiadac.
sucour napisał(a):I teraz: jesli Łysiak ( tudziez ktos z jego strony barykady) słyszy głosy krytykujace parzadki w Polsce (a szczegolniej te wpisujace sie w antypolska kampanie, czyli np. sprawiajace wrazenie, ze antysemityzm to w Polsce wlasciwie cecha dziedziczna i bedaca tatuazem wlasciwie kazdego rodaka...), wysuniete z drugiej strony barykady (jezeli nie stricte "rozowej", "salonowej", "lewackiej" - to od strony ludzi, ktorzy ta strone chyba jednak preferowali (takim przeciez byl Kaczmarski)...Po prostu - kazdego kto jest utozsamiany z obozem przeciwnym posadza sie, ze kieruja nim przeciwne do naszych intencje...ze krytyka padajaca z ust np. Kaczmarskiego jest krytyka "wojujacego Żyda" a nie krytyka zatroskanego brata- patrioty
Wlasnie ten poglad Lysiaka staralismy sie prostowac w poprzedniej dyskusji. To ten poglad byl zarzewiem, pozornie tylko niezwiazanych tematow quasifilozoficznych o sposobie postrzegania swiata (czarno-bialy kontra szary), relatywizmie moralnym, ocenach w zaleznosci od punktu siedzenia itp. Mysmy przeciw temu uparcie protestowali wskazujac, ze taktyka przyjeta w "Salonie" przez Lysiaka jest zla i bardzo czesto prowadzi na manowce. Bo dzieli ludzi wedlug jednego kryterium, przez co do "wrogiego obozu" trafiaja osoby zupelnie don nieprzystajacy (jak Jacek Kaczmarski). Protestowalismy przeciw temu, gdyz, moim zdaniem, Lysiak jako znany i poczytny publicysta, powinien byc swiadomy sily oddzialywania swoich slow i oceniac ludzi opierajac sie na znacznie glebszej analizie. Inaczej krzywdzi ludzi niewatpliwie zasluzonych. I nie mozna tlumaczyc, ze robi to dla jakiegos wyzszego celu, ze jego krucjata przeciwko salonowi musi pociagnac ofiary (chocby i niewinne), by dzieki temu wywolac jak najwiekszy szok w czytelniku. To zakrawa na tanie efekciarstwo i jest niedopuszczalne.
To ze jest to niebezpieczne widac bylo szczegolnie jaskrawo w tym watku. Ludzie (w sensie statystycznym) na ogol nie potrafia zdobyc sie na trzezwy poglad i preferuja dwukolorowa filozofie zyciowa. Tak jest po prostu latwiej. Latwiej ferowac wyroki, gdy mamy jasno nakreslone granice miedzy tym co zle a co dobre, w danej chwili akceptowalne a w innej nie. A przeciez zdrowy rozsadek mowi nam, ze swiat taki prosty nie jest. Takimi ludzmi bardzo latwo jest manipulowac, grac na ich naiwnosci. Geppard wydal mi sie koronnym przykladem "ofiary" tego manipulanctwa.
sucour napisał(a):Czy Łysiak sklamal? Moim zdaniem nie. Klamstwo jest celowym i swiadomym dzialaniem. Czy Łysiak napisał nieprawde na temat Jacka Kaczmarskiego? Nie wiem. Wydaje mi sie, ze chyba tak, skoro tak twierdzicie Wy - znawcy jego zycia i tworczosci (chociaz zastanawiam sie, czy nie napisac co WŁ prosby o przekazanie mi zrodel, na ktorych sie opieral). Mysle jednak, ze to mogly byc rzeczy pokroju tych zamieszczonych tu przez gepparda (szczegolnie wywiad z podkreslonym "niestety tak", zrozumiane niekoniecznie zgodnie z intencjami Kaczmarskiego (dlaczego to pisalem wyzej).
Wydaje mi sie, ze ktos na forum Lysiaka wysunal taka propozycje, ale rozeszlo sie to po kosciach. Zreszta, zgadzam sie z toba w pelni. Na pewno nie bylyby to jakies oczywiste materialy, momentalnie ucinajace wszelkie spory. Raczej, jak piszesz, bylyby przyczynkiem do kolejnych dyskusji w przytoczonym przez ciebie stylu.
sucour napisał(a):Kaczmarski mowiac, ze "jest chrzescijaninem o tyle o ile(...)", naprawde mogl miec na mysli tylko to ze sie wychowal w tej kulturze. Czy sklamal? Moim zdaniem nie. czy powiedzial nieprawde? w pewnym stopniu, ale zupelnie chyba niegrozna.
Geppard i spolka tego nie dostrzegali, choc wydaje mi sie, ze sam nie wierzyl w to co pisal. Niemozliwa jest algorytmizacja jezyka, szczegolnie poetyckiego. Najblizej tego jest jezyk urzedowy, prawniczy - choc i tak nie w pelni. Z jego wypowiedzi przebijala groteskowa teza, ze wszyscy powinnismy sie takim jezykiem poslugiwac. Wtedy na pewno nie byloby problemu ze stwierdzeniem "co poeta chcial przez to powiedziec" : ))

O skomentowanie reszty moze sie skusi ktos inny, gdyz jak wspomnialem, nie znam utworow Lysiaka. Do wnioskow ktore zawarlem powyzej, ta znajomosc nie jest potrzebna. To tak na zapas. W razie gdyby mi ktos owa nieznajomosc wytykal w kontekscie tego co napisalem powyzej.

pozdrawiam i witam na forum
Piotru - wyrazy uznania za przebrnięcie przez twórczość Łysiaka, a zwłaszcza zamieszczenie co ciekawszych fragmentów.
BTW W "Dniu Świra" (swoją drogą genialny film) było chyba: "Moja racja jest mojsza" :wink: (aczkolwiek sens ten sam)

Pozdrawiam
Zeratul

P.S. Witam na forum "pozytywnego łysiakowca" (parafraza z "Zielonej Gęsi" :winkSmile
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31