Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Rzeczpospolita kłamców. Salon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
Zacytowałeś znany nam tekst, ale on nic nie wnosi do dyskusji, bo nie o tym okresie mówimy. Tu są przedstawione lata osiemdziesiąte. A Łysiak przekręca fakty z lat dziewięćdziesiątych. O wcześniejszych nie wspomina.

"Przez całą drugą połowę lat 90-tych opluwał polski Kościół, "polski antysemityzm" i wszelkie "polactwo" hurtem. Wyemigrował do Australii tłumacząc że robi to dlatego iż nienawidzi Polaków. Tam udzielał prasie wywiadów w których wszystko co polskie (papieża, religię, patriotyzm) odsądzał od czci i wiary bez przerwy wałkując mantrę "polskiego antysemityzmu", (...) mało kto wie że ów wojujący Żyd pojednał się na wiedeńskim szpitalnym łóżku z chrześcijańskim Bogiem przyjmując wiarę katolicką, którą tyle lat ganił jak wredny kult. Tak na wszelki wypadek."
Waldemar Łysiak "Rzeczpospolita kłamców. Salon" str. 149-150

Zacytowany przez Ciebie tekst dowodzi zaś czegoś innego. Że JK naprawdę nie był i nie chciał być bardem "Solidarności".

By uprzedzić dalsze rewalacje tego typu - znamy życiorys Jacka i wiemy jakie "błedy" popełniał. Sam o nich mówił i przyznawał się do nich. Taie "rewelacje" nikogo tu po prostu nie poruszą, więc nie wem czy jest sens iść w tym kierunku. Zostańmy przy latach 90, bo znów zboczymy z kursu na który właśnie chyba wracamy.

zbych

Nie jestem pewien, Geppardzie, czy się nie przejęzyczyłeś? Stąd błąd logiczny w Twojej wypowiedzi.

Piszesz, że jak skończysz argumentację swojej tezy... itd.

Miałeś chyba na myśli – jak skończysz zbieranie dowodów, tych nie znanych nam na razie materiałów, które zbierasz i być może już zapoczątkowałeś jakiś większy zbiór, który zamierzasz dokończyć, zanim go przedstawisz publicznie w komplecie.

Argumentacji natomiast nie możesz skończyć, póki jej nie zaczniesz. A nie zacząłeś jeszcze.

Geppard

Witam,
Do Yaddo:
Że mizernie kpisz, twierdząc, że używasz „metodologii” Łysiaka, już wystarczająco udowodniłem.
Że mizernie „wywołujesz duchy”, udowodnię teraz, bowiem to z pewnością nie był duch Herberta (tylko jakiś Twój osobisty „majak”), bowiem Herbert, jeszcze żyjąc, tak określił Łysiaka:

<< - Jeszcze słowo o honorze. Zbigniew Herbert ogłosił na łamach prasy, że gdyby musiał się pojedynkować z jakimś czerwonym bonzą lub generałem, pragnąłby mieć Waldemara Łysiaka za sekundanta. Tylko poeta umie tak pięknie sformułować komplement.
- Tylko wielki poeta. Dla mnie ta jego „propozycja” była zaszczytem pierwszej klasy. Jasne, że Herbert nie pisał serio o możliwości pojedynku, gdyż wie doskonale, że według „Polskiego Kodeksu Honorowego” Boziewicza – z komunistami pojedynkować się nie wolno, gdyż są to kłamcy, paszkwilanci i oszczercy (art. 8, punkty 11, 16, 21 i 22), zdrajcy (art. 8, punkt 2), ludzie „przywłaszczający sobie nieprawnie tytuły, godności lub odznaczenia” (art. 8. punkt 24), wreszcie ludzie „obcujący ustawicznie z ludźmi notorycznie niehonorowymi” (art. 8, punkt 25). Na marginesie – niech pan zauważy, że odkąd Herbert począł w zeszłym roku publicystycznie piętnować czerwonych i różowych, „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” zrewanżowały mu się metodą, którą wobec mnie stosują od paru lat, metodą zwyczajnie plugawą. „Gazeta” porównała Herberta do wampira ze Stevensonowskiej noweli „Doktor Jekyll i mister Hyde”. A „Polityka”, piórem osławionego Grońskiego, spreparowała wierszyk, w którym Herbert został przezwany „szczwanym szczwaczem”, „inkwizytorem” z „Ciemnogrodu” etc. I bardzo dobrze, bo nic lepiej niż takie chwyty nie obnaża nędzy umysłowej i etycznej naszych przeciwników.>>
(„Waldemar Łysiak na łamach oraz wywiad-rzeka 3”, Warszawa 1995)

I co na to Yaddo??

Przytoczyłem ten fragment wywiadu z W.Ł. z jeszcze jednego powodu, bowiem przeczytałem onegdaj wywiad z J.K. i najbardziej utkwił mi w pamięci następujący jego fragment:
<<
- Czy w Pana życiu istnieją autorytety?
- Tak, autorytet to jest ktoś którego dzieło i postawa w życiu, są takim niedoścignionym celem. Mogę wymienić takie dwa: Zbigniew Herbert i ks. Józef Tischner.>>
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/wywiady/program3.php">http://www.kaczmarski.art.pl/wywiady/program3.php</a><!-- m -->

Porównajcie "daty" obydwu wywiadów:
- pierwszy, czyli ten z W.Ł. ukazał się w roku 1995,
- drugi, czyli ten z J.K. przeprowadzony był w roku 1999.
Zabawne, nie?

I jest jeszcze jeden powód: ostatnie wyboldowane przeze mnie zdanie fragmentu wywiadu z W.Ł. dedykuję „wierszykokleciarzowi” Zbychowi.
I na dokładkę zadedykuję Zbychowi jeszcze jedną myśl Łysiaka:

„Sama erudycja, biegła szczekaczka i dobre koneksje środowiskowe nie robią jeszcze prawdziwego intelektualisty.”

c.d.n.

Zbigniew Wilczyński
Wiesz Zbyniu, wywiad z Herbertem ukazał się, jak piszesz, w roku 1995, a Łysiak pieprzył bzdury na temat JK w swej ostatniej książce w zeszłym roku.
Geppard, ale co ów fragmenty mają udowadniać? Bo nie widzę pomiedzy nimi żadnej łączności. Jeden mówi o tym, że Herbert nie lubił komunistów a drugi, że JK za autorytet uważał Herberta i Tishnera. Data też nic nie wskazuje, bo niby co ma wskazywać? Co ma piernik do wiatraka?

Czyżby Łysiak wiedział, że ów fragment oprócz koneksji świetnie go opisuje?

zbych

Geppard obnażył moją nędzę umysłową in astracto, całe szczęście, że oszczędził mnie choć trochę i nie podał argumentów, bo gdyby jeszcze podał, miałbym się z pyszna. Dzięki, Geppard!

Pisze:
„Sama erudycja, biegła szczekaczka i dobre koneksje środowiskowe nie robią jeszcze prawdziwego intelektualisty.”

Oczywiście, że nie, całkowicie się zgadzam. A co dopiero jak się nawet tyle nie ma.

Zresztą znam definicję intelektualisty (zwłaszcza prawdziwego) – to ten, kogo za intelektualistę uznają wiemy kto i wiemy za co.

Lubię czytać Gepparda coraz bardziej, mówiłem? Jego posty przypominają mi daleką młodość, piękną, beztroską, bez (prawdziwych) problemów. Wtedy znałem kogoś, kto miał tę samą uroczą skłonność co Geppard do cytowania swych autorytetów w formie wyroczni.

Jeszcze dziś dźwięczą mi w uszach jego słowa:
„Mama, a pani Malinowska mówi, że twój sernik jest niesłodki!”
„Wojtek, a mój tata mówi, że twój tata jest głupi!”
„Proszę panią, a ja mam wuja w Swarzędzu, co mówi, że w sklepach sprzedawają tylko złodzieje!”
Podmieniam sobie w myśli Malinowską na Łysiaka, a sernik na Miłosza i unoszę się na czarodziejskich falach wspomnień.

PS. Herbertowski wiersz Yaddo jest jak dla mnie całkiem udatny, ale nie dziwię się, że nie zadowala niektórych szczególnie wysublimowanych gustów literackich.

Yaddo, może byś coś wreszcie stworzył na poziomie? Na przykład o polskich dziwkach. Czyli dziewczynach. Czyli że to jedno i to samo. Tu gdzieś był wzorzec patriotyczny w tym temacie, cytowałem wypisy Gepparda. Trzeba kochać ojczyznę!

PS 2. Geppardzie, kazałem komputerowi policzyć moje pytania, na które nie znalazłeś odpowiedzi. Wyszło około 200.
Jednocześnie komputer sam z siebie policzył odpowiedzi, których mi udzieliłeś, choć nie było pytań. Wynik ten sam.

Porównanie liczb jest znaczące. Może to wariant słynnego przypadku faceta, który na pytanie, ile ma lat, odpowiadał „pomidor”, a na pytanie, jaka pogoda, odpowiadał „czternaście kilometrów”.
Niemniej liczba pytań i odpowiedzi zawsze się wtedy zgadza.
I co Ty teraz, Geppardzie niby udowadniasz? To niby kolejny smaczek? My o słoniu, Ty o dżdżownicy, bo traba słonia przypomina tego "robaczka". Powyższy tekst jest od dawna - jesli mnie pamięc nie myli - na stronie Arta. Ja osobiscie czytałem go w Angorze. I ma się on jak mucha i frak do adidasów, eee... odwrotnie oczywiscie. Wspomnienie dotyczy wczesnych lat i - moze demencja Cię dopada, ale nikt ty nigdy nie podejmował trudu udowadniania, że JK absolutnie zawsze postępował słusznie czy rozsądnie. Ba! Jesli łaskawie poczytasz, w wywiadach Jacek nigdy nie krył swoich lewicowych ( nieznaczy to zaraz, ze komunistycznych) pogladów. A ze grał dla komuchów? Mo i co? Jeśli traktujesz to jako czyn haniebny, to równą miarę stosuj do Łysiaka, wszak dawał zarobić komunistycznym oficynom wydawniczym i sam brał od nich srebrniki, nie? Ja też wspierałem komunizm, wiesz? Jeżdziłem komunistyczną PKP, chodziłem do komunistycznej podstawówki i liceum ( komuna w okresie przedszkolnym jeszcze mnie nie dopadła - siedziałem w domu :lol: ), Nawet chodziłem za komuny do kina i teatru. To ci dopiero wspieranie systemu. Nawet raz zaciągnięto mnie do operetki Big Grin . Ba! brałem od komuchów forsę, wiesz? Ze względu na trudną sytuację rodzinną bywało, że dostawałem dofinansowanie do wyjazdów w wakacje. O! Ja wredny komuch!
Nie rozbolały Cie palce od przepisywania wspominek? Bo mnie juz kopytka drętwieją. Chciałem zauważyć, ze Łysiak czepiał się zasadniczo okresu AUSTRALIJSKIEGO! Po 1990 roku! No tak, Ty jesteś gotów dostrzec agenturę PZPR nawet w Australii w 1990. Dajże spokój i daj te niby szkalujące artykuły-wywiady. Niech wywiesi na stronie.
A dlaczego wszyscy milcząco zakładacie, że tekst Szenborna jest wiarygodny i to, co jest tam napisane, można przyjmować jako fakty?
Dla mnie ten tekst brzmi fałszywie. Sam fakt, że facet dołącza do grona tych, którzy wzbudzili się po śmierci JK z przechwałkami, jak to go dobrze znali, podczas gdy ja jakoś nigdy nie słyszałem, żeby Jacek kiedykolwiek wspominał o Szenbornie. Ludzi, którzy po śmierci JK nagle zaczęli opowiadać jak to byli z nim zaprzyjaźnieni pojawiło się od metra. Są nawet tacy, którzy publicznie opowiadali, jak to na dwa tygodnie przed śmiercią JK długo rozmawiali z Nim przez telefon (podczas gdy na kilka miesięcy przed śmiercią Jacek już nie mógł mówić).
Do tego dchodzi kwestia, że tekst Szenborna składa się głównie z interpretacji. Sformułowania typu "grał dla" świadczą wyłącznie o tendencyjnym charakterze wypowiedzi. Ten aspekt bardzo celnie podsumował Piotru, więc nie będę się powtarzał.
Za dobrą sprawą - nie podaje Szenborn żadnego faktu, który kompromitowałby Jacka. Kompromitują - owszem - ale Szenbornowskie interpretacje.

Łysiak napisał stek łgarstw nie tylko dlatego, że pisał o latach 90. a Kaczmarski był np. wojującym Żydem w latach 70. Łysiak napisał stek łgarstw - bez dookreśleń.

Wreszcie na koniec:
Fakt, że Jacek nie był święty na polu swego życia osobistego, znany jest każdemu choć trochę zorientowanemu w biografii Mistrza. (Gdybyście, panowie oszołomy, z mniejszym zaangażowaniem bezmyślnie powtarzali jak mantrę przygłupią bufonadę swojego idola, może byście znaleźli to i owo). Natomiast jako twórca, Jacek Kaczmarski pozostał uczciwy wobec Sztuki, siebie i słuchaczy. A co najważniejsze - nie zastawił talentu w służbie żadnej ideologii. Czego nie można powiedzieć o waszym idolu, który z błyskotliwego felietonisty, zdolnego historyka i niezłego pisarza stoczył się do rynsztoka nikczemnych ideologii kretynizmu stosowanego.

KN.
KN napisał(a):Fakt, że Jacek nie był święty na polu swego życia osobistego, znany jest każdemu choć trochę zorientowanemu w biografii Mistrza. (Gdybyście, panowie oszołomy, z mniejszym zaangażowaniem bezmyślnie powtarzali jak mantrę przygłupią bufonadę swojego idola, może byście znaleźli to i owo).
A najbardziej bawi fakt, jak ktoś usiłuje to ogłaszać jako prawdę objawioną. Jakby to była tajemnica, a nigdy tak nie było, bo Jacek głośno mówił, że ma kłopoty osobiste wynikajace z wad Jego charakteru. Za rozpad pierwszego małżeństwa też nie winił partnerki (jak zdaje się Łysiak) a siebie.

piotru napisał(a):Nie rozbolały Cie palce od przepisywania wspominek? Bo mnie juz kopytka drętwieją. Chciałem zauważyć, ze Łysiak czepiał się zasadniczo okresu AUSTRALIJSKIEGO! Po 1990 roku! No tak, Ty jesteś gotów dostrzec agenturę PZPR nawet w Australii w 1990. Dajże spokój i daj te niby szkalujące artykuły-wywiady. Niech wywiesi na stronie.
Popieram

zbych

Ja o tekscie nic milczaco nie zakladam. Milcząco zakładam, że nie ma o czym gadać z Geppardem, póki nie przedstawi czegoś sensownego – co nie nastąpi, wyznam proroczo (oczywiście można z Geppardem pożartować, co Geppard i ja robimy).

Natomiast tekst owego pana Szenborna jest lekko wredny, jeśli idzie o moje zdanie. Niezależnie od wiarygodności. Ja zakładam, że opisane fakty mogły mieć miejsce – tylko że przy opisywaniu zostały sprytnie wykoślawione. (Zgadzam się z Krzysztofem, że rzecz w interpretacji.)

Ktoś, kto opowiada, że pił za czyjeś pieniądze morze ginu, a potem obrabia tyłek fundatorowi, jest dla mnie podejrzany.

Obrabia tyłek w sposób niesmaczny, ponieważ udaje że chwali, a wypuszcza pokrętne insynuacyjki – nie mając odwagi powiedzieć wprost, że cały ten hałas wokół JK wkurza go i tyle.

Najpierw ubolewa, że już dzień po śmierci w tv stawia się Kaczmarskiemu pomnik jako bardowi „S” i sumieniu narodu. I protestuje. Myślimy sobie – pal licho, że protestuje przeciw sumieniu narodu, może się zagalopował w słusznym oburzeniu, ale przeciw bardowi – słusznie, sam JK protestował.
Ale po uzyskaniu naszej podświadomej zgody, facet wmawia nam swój motyw jak dziecko w brzuch – przecież gościu śpiewał za pieniądze. Normalnie do roboty chodził, nie wydziwiajmy. Po co to czcić normalne zachowanie?
Mało tego – targował się, oj, targował o swoje. I nie pytał, kto płaci! Normalnie brudne pieniądze brał i go to nie obchodziło.
Tu zaczynamy się ciut niepokoić – co ten JK, materialista taki bezideowy, szmal stawiał ponad talent i sztukę?
Ale facet nas uspokaja – bardzo dobrze, że się targował. Za talent trzeba płacić jak za dobrze pomalowaną ścianę czy podzelowane buty. Należało się!

Jaka jest w rezultacie wymowa tego sprytnego wykrętasa?
Pracował sobie jakiś gościu, zarabiał za to jak wszyscy, bo mu się należało, a tu w durnej tv mówią, że sumienie narodu. Och, jakie to obrzydliwe!

Dalej w podzięce za gin facet donosi, że JK śpiewał dla PZPR na umowę z ZSMP, a poza tym i tak bardziej interesował się knajpą. (No tu trochę popada w sprzeczność dając dwa zarzuty naraz – że śpiewał paskud dla PZPR i że wolał siedzieć w knajpie niż śpiewać dla PZPR. Co się znosi nawzajem. To typowy przykład dwóch grzybów w barszcz.)

Plastyczny opis potu staje się podejrzany – bo JK dawał z siebie wszystko jednak dla komuchów. Nie to, że być może dla każdego grając – dawał z siebie wszystko. Ale tu? Już się zmęczył, spocił, a jeszcze śpiewał. Bo czarną wołgą jeździł, to się wywdzięczał. I co to była za wielka praca twórcza? „On mamrotał pod nosem, a ja mu rymy wymyślałem.”
Za to jak śpiewał dla znajomych – to najpierw zbierał forsę. (Może faktycznie zbierał, ja nie wiem, ale akurat w tym przypadku ważne byłyby okoliczności – czy to żartem, czy pazernie, czy coś mówił, czy puszczał kapelusz i odmawiał grania, póki nie wróci – ale akurat w tym jednym momencie nie dowiadujemy się zbyt dużo.)

I taka huśtawka nastrojów dla czytelnika. „Niech se czytając nie myśli, że to była czysta impreza z tym JK. Na oko czysta niby, ale przypatrzcie się moimi oczami.”

Ja czytając ten tekst nie jestem w stanie wychwycić jednej jasnej intencji, która nim powoduje.
Zdaje mi się, że pod pozorem uczłowieczania pomnika (co jest częstym motywem takich wspominków) walczy ze sobą niechęć do JK i chęć wzbudzenia tej niechęci u czytających, tylko dyskretnie i z wyczuciem.

I ów jednoznacznie podejrzany obraz, który sobie zarysowałem, psuje mi na koniec opis wesela. On zdaje się świadczyć, że facet czuł jednak jakąś sympatię do JK. Albo dałem się nabrać.
Zbych napisał(a):Za to jak śpiewał dla znajomych – to najpierw zbierał forsę. (Może faktycznie zbierał, ja nie wiem, ale akurat w tym przypadku ważne byłyby okoliczności – czy to żartem, czy pazernie, czy coś mówił, czy puszczał kapelusz i odmawiał grania, póki nie wróci – ale akurat w tym jednym momencie nie dowiadujemy się zbyt dużo.)
Jeżeli coś takiego było to raczej w formie żartu. Słyszałem o koncertach publicznych za darmo, Jacek jechał bo chcieli go posłuchać. Zdaje się, że nawet to Gintrowski wypomniał w ktorymś momencie, że miał to Jackowi za złe.
Zbychu! Dokładnie o to mi chodziło, ale - jak zwykle - nie umiałem tego wyrazić tak jak Ty.
Można byłoby jeszcze poddać weryfikacji opisane przez Szenborna rzekome fakty. Część z nich mogła mieć miejsce, choć została tendencyjnie przedstawiona, część mieć miejsca nie mogła. Na ten temat mam akurat sporo do powiedzenia. Tyle, że "mądremu to na nic, głupi - nie uwierzy", więc po co?

KN.
Nie wiem, co miał na myśli Smakosz pisząc, że mój stosunek do Łysiaka jest "pozamerytoryczny, personalny, wręcz osobisty". Mój stosunek do Łysiaka jest taki, jak do zeszłorocznego śniegu. Ani personalny, ani osobisty. O ile pamiętam raz zrobiłem z niego bałwana.

Yaddo

Czas wrócić do meritum.
Waldemar Łysiak zaatakował Jacka, ponieważ należał do kręgu dawnej opozycji demokratycznej nazwanej przez Łysiaka „salonem”.

Jego styl jest żywcem przeniesiony z epoki stalinowskich antyimperialistycznych agitek. Ten sam język i podobne karykatury.
Łysiak, wielbiciel Napoleona, musi oczywiście atakować najwybitniejszych Polaków. Można mu tylko delikatnie zasugerować, że powinien raczej udać się w to miejsce, w którym obecnie „Napoleonowie” występują w największej ilości.

Wróćmy do okresu przełomu. Lata 1989-1990. Na najwyższych stanowiskach zaczęli się pojawiać ludzie z opozycji demokratycznej, cenieni za uczciwość i odwagę w głoszeniu własnych poglądów. W dodatku popierali ich najwybitniejsi ludzie nauki i kultury.

I co się stało? Zaczęto ich atakować i z prawa i z lewa. Wszystkie metody były dobre.
Dlaczego tak się stało? Można przypuszczać, że ci z „drugiego szeregu” zrozumieli, że w inny sposób nie będą w stanie „dorwać się do władzy”. Jednocześnie nie potrafili pogodzić się między sobą i umożliwili powrót do władzy komunistom. Co skutecznie zablokowało tempo przemian.

Przypomnę fraszkę Ignacego Krasickiego „Ptaszki w klatce”:

"Czegoż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -
Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".
"Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;
Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".

Nasza sytuacja była trudniejsza, Nas wypuszczono z klatki. I tego nawet nie dałoby się ująć w tak zgrabnej fraszce. Nie byliśmy przygotowani do życia na wolności. Gdy trzeba znaleźć wędkę i jeszcze nauczyć się nią posługiwać.
Większość ludzi tego nie potrafiła. Więc byli rozgoryczeni i szukali winnych. Oczekiwali manny z nieba, a tu było gorzej niż poprzednio. W tej sytuacji w większości staliśmy się podatni na pomówienia i oszczerstwa.

Swoje odegrała też tu telewizja publiczna, podtykając często mikrofon „lepperopodobnym”, którzy uczciwych i mądrych ludzi nazywali złodziejami i ludobójcami. Efekt jest taki, że teraz w sejmie mamy najwięcej złodziei.

Nucąc sobie piosenkę Jacka „Przejście Polaków przez Morze Czerwone”, w latach osiemdziesiątych, byłem na 100% przekonany, że to, o czym Jacek mówi w tej piosence, już się nie zdarzy. Mając w pamięci 10-milionową „Solidarność”. Jednak, niestety dla nas, Jacek, proroczo, miał rację.
Bardzo ładna i zgrabna synteza Yaddo. Chociaż z nie wszystkimi wnioskami mogę się zgodzić (moja intuicja podpowiada mi, że to nie prawda, że w sejmie jest najwięcej złodziei. Wśród nas jest ich tyle samo, tylko nie "świecą").

Dodam jeszcze może, że to nie brak dekomunizacji spowodował, że Polską rządzi "lewica". Spowodowało to to, że "prawica" wcale sobie z tym nie radziła.

Rumcajs

Oj Yaddo yaddo...Z Twojej wypowiedzi klarownie wynika, że jesteś "politycznie poprawnym" UW-olem, święcie wierzącym w to co "Gazeta tfu! Wybiórcza" objawi swoim wiernym fanom...Tak...wielcy

Piszesz:
"Wróćmy do okresu przełomu. Lata 1989-1990. Na najwyższych stanowiskach zaczęli się pojawiać ludzie z opozycji demokratycznej, cenieni za uczciwość i odwagę w głoszeniu własnych poglądów. W dodatku popierali ich najwybitniejsi ludzie nauki i kultury."

Szkoda że nie dodałeś, że większość z tych ludzi to byli zwykli "umoczeńcy", wczesniej liżący dupę czerwonym (vide Geremek,Kuroń i wielu innych), którzy potem "przechrzcili się na antykomunizm i dysydentyzm...A może boli Cię, że Łysiakowi nie możesz zarzucić romansu ze zbrodniczym reżimem, którym to romansem splamili się Twoi "idole"? :lol:
Drogi Rumcajsie!
Gdybyś bardziej uważnie śledził życie polityczne naszego kraju, wiedziałbyś że Łysiakowi też zarzuca się współpracę ze służbami specjalnymi PRL-u. Jak widać zarzucić można każdemu wszystko i właśnie dlatego argumenty, które podałeś przeciwko przedstawicielom opozycji demokratycznej są nic niewarte, a świadczą źle o Tobie.
Czy wiesz, ze Kuroń przesiedział łącznie 9 i pół roku w więzieniach? Dla jasności dodam, że nie siedział za kradzież cukru. Jeśli o człowieku tak jak Kuroń prześladowanym przez władzę ludową mówisz, że "lizał dupę czerwonym", to nie mamy o czym rozmawiać. Ręce opadają.

KN.

Yaddo

Oj Rumcajs, Rumcajs. Chociaż, jeśli chodzi o poziom dyskusji toć ty raczej Cypisek.

O, właśnie, to jest przykład ataku „ad personam”. Nie należy go stosować w poważnej dyskusji. Przepraszam.

Teraz policz ile epitetów jest w Twoim tekście. Tak, epitety to jeden z głównych sposobów używanych przez „łysiakomaniaków” i im podobnych. Brakuje argumentów, to trzeba poniżać przeciwnika, obrzucając go epitetami.

Drugi sposób to szukanie cytatów. Na siłę. Jak ich brak to wspomniane tu towarzystwo wzajemnie się cytuje i chwali.

O czym to świadczy? Po pierwsze podświadomie wiedzą, że nie mają racji. Więc zagłuszają ją potokiem epitetów i cytatów. A po drugie świadczy to o braku samodzielności myślenia.

zbych

A Wysocki sluzyl w carskim wojsku zanim zaczal powstanie listopadowe. Lizal dupe carowi. Tak mozna sie przejechac przez cala nasza historie, warunek jest jeden - zeby zbyt duzo nie wiedziec, znac tylko tysiace szczególów i myslec powierzchownie.
Sytuację tą dedykuję Geppardowi, Smakoszowi i innym.

Pracuję w bibliotece uczelnianej i w związku z tym, że jest sesja, to w bibliotece pustki. Więc siedzę sobie, robię karty katalogowe i głośno (w słuchawkach) słucham "Carmagnole 1981". Przed chwilą wszedł jakiś student:

-Czego pani słucha?
-Kaczmarskiego.
-A! to takie patriotyczne piosenki!

Big Grin

thomas.neverny

...chyba nie tylko Wysocki (w carskiej armiyi). Czy to, o ile mnie pamiec nie myli, nie niejaki Traugutt, zanim zostal dyktatorem powstania styczniowego, dosc dzielnie udzielal sie jako oficer Jego Cesarskiej Mosci ? Ale to chyba byli jacys kaukascy azjaci, nie Polacy ? Wiec moze NASZ honor zostal jednak zachowany ?
Poniższe dedykuję Geppardowi i Smakoszowi (zwłaszcza!).
Zgodnie z obietnicą daną wcześniej Smakoszowi, postanowiłem zacząć szerzej zapoznawać się z twórczością WŁ, nie omijając też tej przez duże TFU, czyli najnowszą. Że na wokandzie jest Rzeczpospolita Kłamców, postanowiłem zapoznać się z podobną produkcją dostępną w pobliskiej bibliotece i dorwałem Stulecie kłamców. Oto w skrócie moje refleksje (bo właśnie dobiegam końca – książki). Tu trza dobrego psychologa, nie wspominając o psychiatrze, żeby zdiagnozować ten casus. Książki! A jeśli więcej takich przemyśleń Łysiaka poczytam, to i mi się lekarz przyda.
Bo jeśli chodzi o imponderabilia, zasadnicze tezy i obserwacje świata (pierwsza część) i kraju ( część druga), to trudno się z Łysiakiem nie zgodzić. I powiem więcej. Łysiak czczony za swe odkrywcze przemyślenia przez apologetów w typie Smakosza, w większości nic odkrywczego tam nie opisuje. Bo że tzw. kultura w społeczeństwie nie tylko Polskim od kilkudziesięciu lat leci na łeb, to nic nowego. Że sport od dawna przestał być ideowym pnięciem się człowieka do doskonałości też. Że tzw. postęp naukowo techniczny przyniósł światu być może więcej nieszczęść niż dobra też nie jest myślą odkrywczą. Generalnie świat schodzi na psy pod wieloma względami, co przynajmniej pośrednio jest związane z tzw. postępem cywilizacyjnym. Bo jeśli gdzieś idzie ku lepszemu – zwykle powoduje, że gdzie indziej jest ku gorszemu. Przyrównując Łysiaka do lekarza ( O! Tak!! Przedmówca mało co nie popuści, takie peany pieje bezkrytyczne ku ponadczasowemu moraliście, filozofowi etc. To o WŁ) to niestety jest kiepskim konowałem. Bo by dostrzec objawy choroby wystarczy być myślącym człowiekiem ( nawet i lewackim terrorystą słowa), nie trzeba kończyć medycyny. I tu z większością spostrzeżeń (tych ogólnych) z Łysiakiem się zgadzam. Co do diagnozy jednak to już Łysiaka co raz ponosi. Nie miejsce tu na dyskusję poszczególnych rozdziałów, poprzestanę na tym , że w kilku miejscach wychodzi u Łysiaka klasyczne nieuctwo ukrywane pod partyjniacką ( oczywiście nie lewacką, o, nie!) demagogią i frazesami. Bo ksiązka jest dosłownie o wszystkim. A jak wiadomo – jak jest o wszystkim, to i o niczym. W innej wersji: jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, czyli do rufy (niekoniecznie tej Smakosza). A nieuctwo owo dotyczy m. in. opowiadania pierdół o ewolucji i Darwinie, które chyba zaczerpnął z pewnej broszury spłodzonej przez jednego z protoplastów Andrzeja Giertycha, nie pamiętam którego, gdzie skądinąd sam przyznawał, ze na biologii to się nie zna, ale intensywnie chrzanił slogany o wyższości kreacjonizmu pseudonaukawego.

Co ciekawe – nawet jeśli zgodzić się z diagnozą rodem ze spiskowej teorii dziejów ( wszystkiemu winni komuniści i wszelkie lewactwo, co do Żydów Łysiak jest niezdecydowany, jak panna na wydaniu), to przeraża totalny brak pomysłu na kurację. I nie przeszkadza Smakoszowi i Gepardowi, że ich mistrz potępia w pień XX wieczne totalitaryzmy i inne rzezie, sami by owo lewactwo wycieli chętnie w pień. Ten wielki myśliciel, moralista, lekarz globalny – jakoś nie potrafi przedstawić metod leczenia. Chociaż… można się domyśleć: Na str.195 jest tekścik: „Nie odszczurzona ( nie zdekomunizowana) Polska jest jak Aleja Zasłużonych Cmentarza powązkowskiego, skąd nie usuwa się gromad renegackiej swołoczy promoskiewskiej.” Hmmm… Skąd ja to znam…buldożerami po grobach, czołgami po krzyżach… Gdzie to przerabialiśmy, no gdzie?
Jak widać elementarny szacunek dla zmarłych ( nawet i swołoczy) jest obcy Łysiakowi i jego pretorianom. Podobnie, jak i lewakom (nie mówiąc o innych nacjonalistach w Polsce). Obecne ziemie zachodnie są pełne ewangelickich cmentarzy zniszczonych celowo lub przykrytych takowoż boiskami, targowiskami, etc. Jas tu nie optuję za czczeniem takich kreatur jak Bierut, ale cmentarz dla mnie rzecz święta, choćby i byli tam pochowani zbrodniarze. Niech obrosną te mauzolea mchem i niech kamień skruszeje, ale 50 lat komunizmu w Polsce – czy się nam podoba to, czy nie – to nasze haniebne dziedzictwo. Jeśli będziemy usuwać groby komuchów z cmentarzy jak pomniki z placów… i jak niszczyliśmy na zachodzie poniemiecką kulturę materialną – to tym bardziej przyszłe pokolenia nie będą miały skąd się dowiedzieć, że taki etap mieliśmy w historii. Ale z tego właśnie znana jest skrajna prawica, jak i lewica. Zakłamać historię, oczernić, najlepiej wymazać z pamięci innych, wybielić swoich. Trochę elementarnego szacunku dla historii, choćby wstrętnej i wstydliwej.

Łysiak na wszystkich stronach stosuje klasyczne chwyty psychospołeczne wypróbowane już i przez Stalina i Hitlera. Ano wszystkie tytuły cytowane są „wyboldowane”, nawet w przedmowie! Patrzcie jaki autor jest oczytany! Taki „oczytaniec” musi być mądry, pierdół nie napisze. Skromności nigdy dość – w tekst trzeba też wrzucić cytaty z własnych książek. No i też wytłuścić. By nie być posądzonym o stronniczość, trzeba też wytłuścić Kapitał Marksa.

Smakosz mnie zbeształ (czytaj: słownie zmieszał z błotem i nawciskał), ze rzuciłem raz miechem na tym forum odrzucając skądinąd mięcho jego. Nie przeszkadza mu jednak, ze w powyższej książce Jego Mistrz swobodnie przeplata mądre słownictwo i sformułowania mające świadczyć o wielkiej erudycji i poziomie moralnym z niewybrednymi aluzjami o tematyce fizjologiczno-społecznym. Bo Łysiak może. Znane twierdzenie, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą przyjętą można odnieść do Łysiaka. Ten wielki moralista lubuje się w powtórzeniach i powielaniu epitetów. Wszyscy są lewakami ogarniętymi leseferyzmem. Autor ma nadzieję, że wszyscy czytelnicy są ogarnięci… leseryzmem umysłowym, czyli lenistwem i uwierzą we wszystko. U Łysiaka dostaje się wszystkim, włącznie z ZChN-em i Wałęsą (str 230 i 162), który dla autora jest ubeckim agentem. Tylko łysiakowcy są święci, nie?

Na stronie 179 mamy taki tekst: „Czemu katolicki naród wybiera sobie takich politruków?[to o Kwaśniewskim] To zjawisko zostało już dawno zdiagnozowane. R. J. Schoenberg:” Niezależnie od tego jak żarliwie wierni modlą się w niedzielę – podczas głosowania okazuje się, ze większość hołduje zasadzie, iż wszystko jest dla ludzi”.
Łysiak wszystkie rozdzialiki tytułuje jako kłamstwo czegośtam. Zapomniał jednak dodać kłamstwa katolicyzmu, czyli opowieści katolickich hierarchów, że w kraju mamy 95% katolików. Ano nie tylko, ze jest ich mniej, ale i tych deklaratywnych wiara jest często powierzchowna i na pokaz. Ale i Janowi Pawłowi II się trochę dostaje. Na str. 217 Łysiak nie może się nadziwić, jak Kwach jako jedyna głowa państwa dostąpił zaszczytu wejścia do papamobile. Nie dziwota, bo ograniczenie umysłowe Łysiaka tego już nie pojmie. Nie ten poziom. Aż dziw, ze nie oskarżył papieża o lewackość i kumanie się z komuchami.
Na stronie 215 pogardliwie: „Wszystkie te Tischnery i Pieronki gadające jezykiem masonów i libertynów…”
Str. 203 o erotyzmie, a właściwie jego braku, jego tępieniu: „Wszystko to razem stanowiło unikalny grunt, gdzie Kościół i PZPR tańczyły ze sobą zgodnego walca.”
Nie wiem, czy to przygana, czy pochwała?
Tak więc Kaczmarski opluwa Polskę, Polaków i Kościół, tymczasem Łysiak absolutnie nie.
Smakosz z Geppardem na pewno zarzucą mi cytowanie Łysiaka wyrwane z kontekstu. Czyli to samo, co nagminnie sami robią. Cest la vie, jak mawiał pewien Francuz.

Pomijam już detal, ze Łysiak manipuluje ostro słowem. Pojecie kłamstwa zakłada celowe działanie i raczej jednego podmiotu względem drugiego. Życie złudzeniami, mitami trudno traktować jako kłamstwo. Zaślepienie ludzkości rewolucją przemysłową a potem naukowo-techniczną i naiwna wiara, że te przyniosą samo dobro to na pewno masowe i głupie złudzenie. To wiemy dziś! Ale mówienie, ze to jakieś kłamstwo to brednia.


Tak na marginesie to wychodzi mi, że Geppard i Smakosz po prostu gadają Łysiakiem. Te same aluzje, te same pojęcia. Ten sam poziom logiki.
Ale do rzeczy. Łysiak w Rzeczpospolitej kłamców poczynił konkretny zarzut Kaczmarskiemu. Załóżmy, że miał do tego prawo, bo miał ku temu konkretne podstawy. Tymczasem Gepard cytuje nam jakoby Jacka, że ten pisząc Sarmatię założył sobie dowalić Polsce i Polakom przedrozbiorowym, wytykając im różne przypadłości charakteru.
A cóż o tym pisze Mistrz Łysiak:
Str. 176 – „Mieliśmy kiedyś, dawno temu, rozległa demokrację ( tzw. demokrację szlachecką) i wykorzystaliśmy ją […] dla skasowania własnego państwa. Przez następne sto kilkadziesiąt lat […] ćwiczyliśmy niewolę i krwawe buntownictwo, gdy inni ćwiczyli reguły gry politycznej, ergo: kształtowali społeczeństwo politycznie świadome…”
Trudno się z tym nie zgodzić, ale przecie to nic innego, jak to, co właśnie krytykował w Sarmatii Jacek. No tak, ale on nie może, bo był lewicowcem, Łysiak może, bo swój. A tak w ogóle, to polska szlachta była przesiąknięta lewackim leseferyzmem a Kopernik była kobietą…

Na koniec Rzeczpospolitej kłamców Łysiak biadoli, jak to miał już w kieszeni literacka nagrodę im. Józefa Mackiewicza, ale na skutek spisku lewackiego, jego kandydatura została utrącona. Narcyzm górą! Mackiewicz pewnie w grobie się by przewrócił. Mackiewicz też był komunożercą i nieprzejednanym wrogiem wszelkich kontaktów z sowietami, ale jakże się go czyta! Jaka wspaniała polszczyzna. Przy Mackiewiczu Łysiak to jak pluskwa przy dostojnym orle.

Na koniec: jeśli wszystko, co nie w smak łysiakowcom nazywane jest pogardliwie lewackością, włącznie z łagodnie prawicowymi poglądami, to pozwolę sobie analogicznie nazwać poglądy Łysiaka… prawiczkościa. A jego apologetów… już sami wiecie jak. A jak wszyscy wiedzą prawiczkość cechuje się tym, ze jest zwykle naiwna i kiedyś w końcu nią być przestaje, z wyjątkiem księży i zakonnic ( a i to nie zawsze, jak powszechnie wiadomo).
I tą cienką aluzją a la Łysiak kończę.
Obyś nam Piotru stukał kopytkami po wsze czasy!
:beer:
Za piwo dziękuję, ale ja to -Tomku - nie dla poklasku. Jak nie raz pisałem, jam prosty człowiek i często błądzę. Ale na odległość czuję tak lewackie, jak i prawicowe oszołomstwo. Łysiak nie jest głupcem, to fakt, ale jego demagogia ( i jego wielbicieli) pachnie mi na odległość skrajnym szowinizmem, kolor nie ma tu znaczenia. I jeśli nawet mają rację, że całe zło tego swiata pochodzi od lewactwa w osobach Michnika, Kaczmarskiego, Mazowieckiego, Wałęsy, Kuronia etc. to ich demagogia i upiorna logika nie gwarantuje, ze przejście na ich stronę zapobiegnie rzeźi wcale nie mniejszej niż ta komunistyczna. Smakosz kiedyś napisał, ze uznaje komunizm warstwowy, tzn. komuniści przekładani warstwowo ziemią. Ja natomiwst uwielbiam sałatki owocowe i warzywne. I ja bym wrzucił do jednego kotła oszołomów i uzdrawiaczy z obu stron drobno siekanych bykowcami. A jak wiadomo dobra sałatka jest wtedy, kiedy wszystkie składniki puszczą soki i dobrze sie przegryzą Big Grin.

P.S. Ktoś tu kiedyś pisał o dekomunizacji i totalnej lustracji :wink: , nieprawdaż? mamy oto wielką aferę w związku z tzw. listą Wildsteina. Oczywiście nie jest to lista li tylko agentów, ale... na liście tej widnieje imię i nazwisko identyczne z naszym głównym oponentem. Big Grin Big Grin Big Grin . I co Geppardzie? Jak sie czujesz z moją podłą i - jakżeby inaczej - całkowicie bezpodstawną insynuacją? Ja przecież nic nie sugeruję, o nie? Ja - do cholery- nie jestem Twój Mistrz Łysiak, żeby kogokolwiek bezpodstawnie oskarżać i rzucać prawicowym gównem w twarz, ja tylko tak sobie. Ot, ironia losu. czy Wildstein to lewacki terrorysta, czy patriota? Dla uczciwości: mojego nazwiska na liście nie znalazłem, Smakosz też powinien się cieszyć. Merdasz ogonkiem Smakoszu?

Rumcajs

Do Yaddo i KN- Łysiako wystapił o status osoby pokrzywdzonej i status takowy otrzymał, w odróżnieniu np. od byłej kumpeli panów Mazowieckiego i całej reszty Małgorzaty N... :rotfl: Drogi Yaddo- Jeśli nie wiesz czym parał się tow. Kuroń za czsów swej młodości, kiedy w katowniach bezpieki prawdziwych patriotów przerabiano na krwawą miazgę, to mogę Ci przypomnieć. A że przesiedział w sumie 9 lat w więzieniu?Po odtajnieniu akt bezpieki w Niemczech okazało się, że rytynową metodą działania komunistycznych bezpiek było wsadzanie swoich "kabli" wśród opozycji do więzień...Czołowi opozycjoniści NRD, którzy byli agentami bezpieki jednocześnie, też sporo czasu przesiedzieli w pierdlach. Ciekawi mnie bardzo w takim razie, dlaczego u nas (bo że komuchy są przeciw lustracji to rzecz jasna) środowiska związane z dawną unią wolności są z reguły przeciwne lustracji)...Z góry zaznaczam, że wcale nie uważam że wszyscy byli uw-ole byli agentami...No może najwyżej połowa... Big Grin

Yaddo

Rumcajs! Proszę o konkrety.
A jak na razie same pomówienie i insynuacje.
Do dobra dyskusji może ograniczymy się do Jacka Kuronia.
Kwestia podniesiona przez Rumcajsa niewątpliwie ważna i ciekawa, ale cokolwiek już poza tematem. Trochę mnie jednak wnerwia założenie, że kazdy opozycjonista, jakiejkolwiek by on był barwy, niewątpliwie był wtyczką, a tylko tacy, jak Łysiak zawsze prawi. Wychodzi na to, że jak opozycjonista siedział - jest podejrzany, nie siedział - o! to dopiero podejrzany. Taka spiskowa teoria dziejów i baaardzo stalinowskie podejście Rumcajsie. Każdy jest podejrzany, a jeśli nie to i tak paragraf się znajdzie, nie? Flirt z komuną miało wielu. Kwestia, czy z nią zerwali i kiedy. I co robili dla ludzi później. Co do Kuronia - może i nie odpokutował w całości swojej młodości, ale daj Boże żeby dla zwykłych ludzi kazdy polityk tyle zrobił, co Kuroń.
Przy podejsciu Rumcajsa mozna założyć, ze Solidarność w 1980 w 95% to czerwone komuchy, bo przecież poza skrajną frakcją nikt nawet nie marzył, ze ówczesny ustrój mozna obalić. Wszyscy mówili o mocnym zreformowaniu. Ja się nie załapałem ani na ciupę, ani na czerwone harcerstwo. Albo mnie jeszcze nie było, albo za gówniarzowaty jeszcze byłem Big Grin . Gdyby wszyscy chcieli obalać ustrój w ogóle, to Ruscy i Niemcy niezależnie od naszych kłopotów zrobiliby powtórkę z 1956 (Węgry). Honecker miał duże chęci!

Co do Łysiaka - pewnie, że wystąpił. Bo wstrzymali mu druk książki? Niezłe represje Big Grin . Nie sugeruję żadnej agenturalnosci Łysiaka, czy czegokolwiek podobnego, ale mówienie, ze był specjalnie represjonowany to nieała bzdura. Represjonowani nie jeździli sobie po całym swiecie, zwłaszcza po "imperialistycznym, zgniłym Zachodzia". A wracajac do Kuronia. Gdyby był jakąś wtyczką (no nieżle - niezły masochista, 9 lat w pierdlu), wypuscili by go dużo wcześniej, a nie na bodaj 2 dni przed smiercią ciezko chorej żony.

zbych

Rumcajs, Yaddo nie odpowiedział wprost na Twoją propozycję, ale jeśli nie masz nic przeciwko temu – ja odpowiem.

Okej, zgadzam się. Zrób tak jak mówisz.

Przypomnij, kim był Kuroń. W ogóle powiedz, co wiesz o Kuroniu. O jego życiu. Ale uczciwie i w całej rozległości tematu, nie jednym zdaniem, nie ograniczając się do epitetów, ponieważ epitety nic nie powiedzą o samym problemie. Biografię raczej wszyscy znamy, więc nakreśl na jej tle sylwetkę Kuronia, skoro sam wyrażasz na to chęć. Widzę, że masz własne głębsze przemyślenia na ten temat. Najwidoczniej inne niż ja, może trafniejsze. Chciałbym je poznać zanim zacznę się z nimi zgadzać lub nie zgadzać.

Mam nadzieję, że faktycznie coś wiesz o Kuroniu i może na przykład wyciągasz pochopne wnioski z powodu zapewne swojego młodego wieku, który nie pozwolił Ci jeszcze posmakować złożoności życia, wobec tego czcisz proste oceny.

Bo nie wierzę, że przy tak surowych poglądach mógłbyś być dojrzałym starcem, który juz nie wie, co mówi. Podobnie jak absolutnie nie uwierzylbym w najprostsze wyjaśnienie - mianowicie, że jesteś bezczelnym idiotą. Widocznie jakieś przekłamania na linii albo niedokładnie przeczytałeś te książki o NRD. Wyjasnij dla pewnosci.
----------------

zbych

Olaff ma rację w tym, co mówi, i poniekąd nie ma racji. Mogę zabrać głos tylko na zasadzie „uderz w stół, a nożyce się odezwą”, ponieważ i ja zabierałem głos na ten temat.

Po pierwsze, to fundamentalna różnica, gdyby JK powiedział „jestem świnią”, a jeżeli ktoś postronny powiedziałby „JK jest świnią”.

Po drugie nikt nie polemizował z faktami – ja napisałem dosłownie „zakładam, że opisane fakty mogły mieć miejsce”, KN napisał w odpowiedzi, że niektóre tak, niektóre nie, ale też tego nie roztrząsał, bo nie było potrzeby. Fakty – niezależnie od ich prawdziwości lub nie – są w tym przypadku nieistotne.

Natomiast istotne, bo nieodosobnione dzisiaj – i temu poświciłem stosowny post – są formy, w jakie się te fakty obleka. Kłamanie wprost jest jedną sprawą, insynuowanie (podstępnie, na pozór z sympatią) – drugą. Opis formy uznałem za ważny, gdyż symptomatyczny nie tylko dla tej jednej sprawy.

Więc nie o informacje chodzi, ale o styl ich preparowania.

Każdy fakt można opisać tak, że się go zohydzi – nie jest to nic trudnego dla średnio rozgarniętego człowieka. Wyobrażam sobie, że życie Matki Teresy da się przedstawić jako pasmo świństw czynionych bliźnim. Wystarczy mieć złą wolę i nie mieć skrupułów.

A potem ten styl się rozprzestrzenia i na przykład – jak widać powyżej – 9-letni pobyt Kuronia w więzieniu traktuje się jako dopiero ale przewrotny przykład działalności agenturalnej.

Niestety, ten styl myślenia i pisania potrafi łączyć wszystko ze wszystkim na zupełnie dowolnej tendencyjnej zasadzie. I moim zdaniem to jest szkodliwe, jeśli nie groźne. Milczec nie ma powodu.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31