Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Rzeczpospolita kłamców. Salon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31

zbych

Kochani, nie dajcie się wpuścić w kanał. Geppard przepisuje cokolwiek i sam nie wie, co chce przez to udowodnić, bo jak widzicie – nawet nie komentuje. Udaje, że komentuje. Pogrubia. Moim zdaniem sensowniej by skomentował pochylając druk, no ale woli pogrubić, trudno. Można też tłustą kursywą, wtedy komentarz wydaje się najbardziej błyskotliwy.

Poza tym, Geppardzie, niepotrzebnie trudziłeś się w Australii. Ten kawałek, który zacytowałeś, jest dostępny w Polsce bez problemu.

Piosenka Młynarskiego dla Gepparda w prezencie:

Trzeba cenę swoją znać,
Kochany,
Trzeba trzeźwo życie brać,
Kochany,
Trzeba wiedzieć, kiedy wstać
I wyjść.

Wróżba dla Gepparda:
Ponieważ nie umiesz pogodzić się z przegraną, a żaden jeszcze człowiek nie przeszedł przez życie tylko wygrywając, jako wybitny wieszcz widzę Twoją przyszłość smętnie:
Siedzisz stary, zgorzkniały, samotny wobec profanów, bawisz się wyplowialym „Fletem z mandragory” i wszystkim masz za złe Twoje minione życie. Łysiakowi już też.

Więc na koniec - nie chwal się, że nie skończyłeś, bo wszyscy dawno wstali z łóżka, a Ty pracowicie robisz miednicą na pustej kołdrze. Dawniej kościół katolicki twierdził, że taka czynność prowadzi do rozmiękczenia mózgu, ale zmienił już opinie. Masz więc szczęście, ale racji nadal nie masz. Przekraczasz granicę, za którą obrona własnego zdania staje się egoistycznym świństwem wobec innych.
Aniu! Żle mnie zrozumiałaś. Podobnie jak Zbych, podziwiam prostotę Twojego rozwiązania i zaradność. Podkreślam tylko, ze jam jest już dinozaur i googel nie przyszły by mi do głowy w pierwszej kolejności. Tak to jest, jak ktoś był wychowany na szperaniu w bibliotece. Za moich czasów :wink: netu nie było.
piotru napisał(a):Za moich czasów netu nie było.

Teraz też są twoje czasy Smile)))
piotru! dzięki! faktycznie - nie zrozumieliśmy się (nie pierwszy raz zresztą Wink ). najlepsze jest to, że dzisiaj, kiedy szukałam konkretnych metod dydaktycznych - gogle przyszły mi do głowy w ostatniej kolejności :rotfl:
Geppardzie wiem ze nie odpowiadasz na moje posty, ale zamieszcze tu to co myśle: Sam już nie wiesz czym, ale starasz się bronić przed uznaniem klęski, którą poniosłeś. Wrzucasz jedno pytanie, które w gruncie rzeczy jest na korzyść Jacka i udowadniasz, a może próbujesz ostatkiem sił udowodnić że to my się mylimy. Jest to sytuacja niemalże komiczna...
Pozdrawiam

Geppard

<<Ten sam problem miałem ja (co zrobić z dobrą pamięcią?), słysząc i czytając (w prasie wszelkich odłamów) bombastyczne peany nad grobem „wielkiego Polaka”, J. Kaczmarskiego, jakby wszystkich ogarnęła amnezja i jakby nie liczyło się, że ów „bard” przez całą drugą połowę lat 90-ych opluwał polski Kościół, „polski antysemityzm” i wszelkie „polactwo” hurtem.>> W.Ł.
<<Ubywało mu wyznawców, zrażonych atakami na Kościół katolicki i coraz częstszymi oskarżeniami Polaków o szerzenie nienawiści, ignorancję, antysemityzm.>> W.Ż.

W.Ł. pisze, że nie tylko w prasie australijskiej <<ów „bard” etc...>>
Gdybym miał zamiar wyrwać z kontekstu, wtedy zacytowałbym tylko to, co „pogrubiłem”.
„Czy świat cynicznej polityki, Dyzmów, bezrefleksyjnego katolicyzmu wg ciebie nie istnieje?”
Oczywiście, że istnieją w Polsce cyniczni politycy, Dyzmowie etc., lecz mnie nie podoba się to, że J.K. wsadzał „Polskę i Polaków” „hurtem” („Czy rzeczywiście tak widzi Pan dzisiejszą Polskę i Polaków?”) do wora pt. „cyniczna polityka, antysemityzm, nacjonalizm sprzęgnięty z bezrefleksyjnym katolicyzmem”.

„- W Australii nie przeżywa się tak intensywnie jak w Europie czy w Polsce różnych wydarzeń. Nie będzie tego panu brakowało?
- Jednym z powodów, dla których osiedliłem się w Australii jest to, że nie mogłem się do tej intensywności przyzwyczaić. Jestem jednym z tych ludzi, którzy nie potrafią pogodzić się z tym, co dzieje się na świecie i źle się czują ze swoją bezradnością. Odsunąłem się od tego wszystkiego, gdyż po prostu było mi już ciężko znieść to, co dzieje się nie tylko w Polsce, bo akurat w Polsce dzieją się rzeczy groteskowe, a tragiczne dzieją się gdzie indziej. Potrzebuję też dystansu, żeby to wszystko objąć i opanować, a nie odreagowywać na zasadzie ping-ponga.”

Lub hurtem do wora pt. „rzeczy groteskowe”.

Odsądzić kogoś od czci i wiary - <<obmówić kogoś, przypisać komuś same ujemne cechy>>
<!-- m --><a class="postlink" href="http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=39311">http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=39311</a><!-- m -->

Dla porównania przytoczę fragment wywiadu z Łysiakiem (z gazety „australijskiej"), tylko udzielonego trzy lata wcześniej (1993r):

„-Zastanawiam się nad czymś innym. Nad tym, co tacy ludzie jak pan mogą zrobić, by ten stan rzeczy w Polsce zmienić.
-Mogą się modlić o drugi cud nad Wisłą. O to, żeby społeczeństwo zrzuciło bielmo z oczu i żeby zrzuciło z tronu czerwono-różową oligarchię, która rządzi Polską. Bo to są rządy haniebne, kompromitujące i niszczące kraj, tak politycznie, jak i gospodarczo.
-Jeżeli mówi pan o modlitwie, czy to znaczy, że nie ma w panu nadziei, że można to zmienić bez udziału sił nadprzyrodzonych?
-Tak, przyznaję, nie ma we mnie zbyt wielkiej nadziei, z przyczyn, które już panu wymieniłem. W którejś ze swoich książek napisałem, iż bezradność, to najgorsze uczucie dla mężczyzny. To jest właśnie mój rak – poczucie bezradności. Być może zdziwię pana, ale lepiej czułem się żyjąc w komunizmie. Wtedy sytuacja była czysta jak kryształ: po jednej stronie barykady czerwona bestia, po drugiej ty. Jeśli nie dałeś się sprostytuować w żaden, nawet w najmniejszy sposób, to znaczy, że ocaliłeś swoje człowieczeństwo, i to był triumf, zwycięstwo człowieka. A dziś żyję w hybrydzie, która jest rzekomo wolną wyzwoloną z komunizmu Polską. Tylko, że w tej Polsce cnota, a już najbardziej cnota patriotyzmu, jest występkiem, występek natomiast (wszelkie przeniewierstwo, złodziejstwo, kłamstwo, wysługiwanie się esbecji i Moskwie, każda forma łamania dekalogu) reklamowany jest jako cnota. W tej Polsce ludzie, którzy mówią prawdę, są ośmieszani i opluwani, dostają etykietkę „oszołomów”. Nigdy nie przestanę być „oszołomem”. Gdybym przestał, ojciec wstałby z grobu i dałby mi po gębie.>>

J.K. nie pokazywał to „co jest złe”, tylko to, co sam uważał za złe a to jest chyba różnica? Bo część z tego co dla niego jest „złe” dla wielu innych wcale nie jest.

Zbychu (przez jeden „chu...”), powtórzę: jeszcze nie skończyłem...
(Archiwum „australijskie”, do którego dotychczas miałem dostęp było trochę „przetrzebione” z dwóch roczników było tylko ok. 30% numerów. Mam nadzieję, że „szerszy” dostęp będę miał na początku lutego.)

Zbigniew Wilczyński

P.S. Wiem, że nie odpowiedziałem (nie będę się powtarzał, dlaczego) na dużo wcześniejszych „zarzutów” pod moim adresem, postaram się na część z nich „odpisać” wkrótce...

Smakosz

Geppardzie,

będzie już może dosyć?

Naprawdę rajcuje Cię rzucanie grochem o ścianę?

Udowadniasz, że - zdaniem Kaczmarskiego - Polskę można opisać za pomocą określeń w rodzaju "antysemityzm", "nacjonalizm" oraz "bezrefleksyjny katolicyzm", że w jego ocenie między Bałtykiem a Tatrami dominuje "cyniczna polityka", której z pasją oddają się miernoty vel "polscy Dyzmowie", wreszcie, że sam Kaczmarski przyznaje, iż olewa obiektywizm ("literatura nie jest od tego, żeby obiektywnie oceniać rzeczywistość") - i cóż z tych Twoich starań wynika?

Ano, tyleż samo, co z poczynionej wcześniej konfrontacji przesłania Ojca Świętego z intryganckim fragmentem utworu Kaczmarskiego, zawierającego ocenę poczynań Papieża. Nic nie wynika i wyniknąć nie może, tutejsze towarzystwo wzajemnego uwielbienia (oraz adoracji Jacka Kaczmarskiego) bez reszty uodporniło się na rację.
Ślepocie sięgającej po hipokamp nie poradzisz. Szkoda zachodu, "Ciao, Darwin" obejrzyj, dla meritum skutek będzie jednaki.

Udowodnij, że w tym i tym miejscu Kaczmarski kłamał, a wykręcą się eufemizmami o prerogatywach artysty do pomyłek. Wykaż, że tu i tu przeszarżował, a spróbują zamydlić Ci oczy czczą kazuistyką, usłyszysz, że to jego przywilej, prawo do artystycznej wizji, przerysowań czy egzaltacji.
Bo Jacek Kaczmarski wielkim poetą był i szlus. I człowiekiem nieskazitelnym takoż. I basta. Co prawda aż do zacietrzewienia opiewał świat wieloznaczny, ale prawda niech idzie do diabła, na idola cień paść nie może, co to, to nie.
Niestety, apologetom barda daleko do uczciwości. Pogubili się na tyle, że i uczciwość straciła w ich oczach status jednoznaczności.

Reasumując: pokaż im, że lew bywał osłem, a zakrzykną, żeś głupi. Babski argument, wszelako nie zdobędą się na przyznanie Ci racji, na to nie licz. Oni "nie dadzą wpuścić się w kanał". No pasaran!

Ciekawym ich reakcji, gdy wyłożysz na stół asy. Jakąż ekwilibrystykę zaprezentują?

Pozdrawiam,
Smakosz.
Geppard napisał(a):J.K. nie pokazywał to „co jest złe”, tylko to, co sam uważał za złe a to jest chyba różnica? Bo część z tego co dla niego jest „złe” dla wielu innych wcale nie jest.
No brawo, myślałem że już do tego nie dojdziesz. Długo to trwało, ale wreszcie pojołeś - każdy człowiek po swojemu ocenia świat i ma do tego prawo. I ma prawo to powiedzieć czy zaśpiewać. Dlaczego ma milczeć bo ktoś, tego nie uważa za złe? Przy takim toku myślenia, to wszelkie pieśni walczace z komuną nie mają prawa istnieć a ich autorzy to oszołomy, przecież dla niektórych komuna była dobra.


Smakosz napisał(a):Udowadniasz, że - zdaniem Kaczmarskiego - Polskę można opisać za pomocą określeń w rodzaju "antysemityzm", "nacjonalizm" oraz "bezrefleksyjny katolicyzm", że w jego ocenie między Bałtykiem a Tatrami dominuje "cyniczna polityka", której z pasją oddają się miernoty vel "polscy Dyzmowie", wreszcie, że sam Kaczmarski przyznaje, iż olewa obiektywizm ("literatura nie jest od tego, żeby obiektywnie oceniać rzeczywistość") - i cóż z tych Twoich starań wynika?
A wynika to, że słabo i bardzo powierzchownie zna twórczość Jacka.


Smakosz napisał(a):Udowodnij, że w tym i tym miejscu Kaczmarski kłamał, a wykręcą się eufemizmami o prerogatywach artysty do pomyłek.
Panowie Geppard i Smakosz, jersteście żywymi dowodami, że nie kłamał.

Smakosz napisał(a):Wykaż, że tu i tu przeszarżował, a spróbują zamydlić Ci oczy czczą kazuistyką, usłyszysz, że to jego przywilej, prawo do artystycznej wizji, przerysowań czy egzaltacji.
Odmawiasz tego przywileju? nie ma sprawy, należy spalić dzieła publicystyczne Łysiaka, bo mocno przeszarżował i to nie raz.

Smakosz napisał(a):Ciekawym ich reakcji, gdy wyłożysz na stół asy. Jakąż ekwilibrystykę zaprezentują?
Będę piał z zachwytu. Od dawana nie przybył żaden wywiad.
Gość napisał(a):Ano, tyleż samo, co z poczynionej wcześniej konfrontacji przesłania Ojca Świętego z intryganckim fragmentem utworu Kaczmarskiego, zawierającego ocenę poczynań Papieża.

W drugiej zwrotce piosenki "Reportaż" Jacek Kaczmarski nawiązuje do wypowiedzi papieża, w której ten poucza zgwałcone bośniackie kobiety, że usunięcie ciąży powstałej w wyniku gwałtu jest grzechem.
To - jak je nazywasz - "przesłanie", jest popisem nikczemności, przedmiotowego potraktowania człowieka oraz braku elementarnej empatii.
Możnaby pomyśleć, że tego rodzaju przesłanie zakrawa na zwykłe chamstwo, gdyby nie to, że o chamstwo akurat Wojtyły nie podejrzewam; raczej o zaślepienie, gruboskórność i bezmyślność.

KN.

PS Słowo "papież" pisze się z małej litery. Sprawdź w słowniku. To przynajmniej zrobić umiesz.

yaddo

Łysiak-Kali uzurpuje sobie prawo do oceny czyja krytyka jest słuszna, a czyja nie. Skąd my to znamy? Jak on krytykuje Polaków (akurat tak się składa, że tych najwybitniejszych) to jest OK, a jak ktoś inny, to jest to atak na Polskę.

A jak postać Waldemara Łysiaka mógłby opisać sam pana Waldemar Łysiak, wykorzystując swoją metodologię. Myślę, że tak jak poniżej.
----------------------
Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych. Więzienia pełne ludzi sprzeciwiających się stanowi wojennemu. A co porabia nasz kochany pan Waldemar. Wydaje książki w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i spokojnie wykłada na uczelni. Skrobie swoją rzepkę.

W roku 1984 wychodzi “MW” Wydawnictwo KAW Kraków, nakład 50 000 egzemplarzy.
We wstępie agent ps. Lachowicz chwali „poetycki język” autora.
W tekście natykamy się na następujące zdanie: „Uczymy się złodziejstwa tak jak kłamstwa, stopniowo, od dziecka”. Panie Waldku, w kłamstwie faktycznie osiągnął pan niebotyczne mistrzostwo. Chylimy czoła.

W wydawnictwie Polonia w roku 1986 wychodzi „Asfaltowy Saloon” w nakładzie 100 000 egzemplarzy. Ciekawe, komu i co, autor za to lizał. Ooo, może się mylimy, może tylko z tej naszej przebogatej czterowymiarowej czasoprzestrzeni wybrał tą jedną słuszną, czerwoną linię. Tę tezę potwierdza zdjęcie, na którym pan Waldek sfotografował się z czerwonoskórym. Panie Waldku, takie niedopatrzenie, taki dowód, że był pan czerwony.
No i przejechał się pan po tych Stanach jak po „łysiakowatej kobyle”. Brawo!
(Proszę jeszcze zwrócić uwagę na następujący dialog z tej książki:
- „... czy Polska jest wolnym krajem?
- Oczywiście!”). Przypomnijmy rok wydania: 1986.

Jeszcze w roku 1984 w wydawnictwie PAX ukazał się „Empirowy pasjans”. Nakład tylko 30 000 egzemplarzy. Na obwolucie z jednej strony mały Walduńcio Napoleonik, a z drugiej pan Waldek w kurtce z wielkim kołnierzem futrzanym. Spójrzmy jeszcze na zdjęcie pana Waldka w „Asfaltowym saloonie” w stroju „dżinsowego kowboja”.
Panie Waldeczku, no, no, no, takie przebieranki, bo jeszcze sobie coś pomyślimy.

Teraz troszkę psychoanalizy. W tym czasie, gdy wydawano powyższe książki naszego bohatera, Adam Michnik siedział w więzieniu. Był poważany za swą działalność. Później w okresie przełomu znalazł się na świeczniku. A o panu Waldku ni słowa. A to przecież taki superbohater.
A jeszcze, gdy Adam Michnik wybaczył swoim oprawcom, to miarka się przebrała. Taki ateista i lewus, a podąża śladami Chrystusa. Tego pan Waldek już nie zdzierżył. Jeszcze usłyszał śpiew:
„Panie Waldku, pan się nie boi
Całe KGB za panem stoi”.
(Na marginesie: chodziły słuchy, że w Moskwie wszczepiono naszemu bohaterowi microchip, żeby był bardziej sterowalny, ale to wierutna bzdura, prawdziwy opis pobytu pan Waldka w Moskwie znajdziemy w przypisach.)
I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju.
Co pan Waldek postanowił tak czyni. Skąd czerpie natchnienie? To ujawnili łysiomaniacy, tak tytułując ostatnie dzieło naszego bohatera: „Salon... kłamców - MŁOT NA RÓŻOWYCH!!!!”. Już wiemy, pan Waldemar czerpie duchowe wzorce z wielkopomnego średniowiecznego dzieła „Młot na czarownice”.

P.S.1. Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów oficerów KGB z roku 1976. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer Piutinko mówi o agencie „Łysiolu”:
„Jest w tej chwili w Moskwie. Planowaliśmy zaangażować go w sposób jawny. Ale mam o wiele lepszy pomysł. Będzie nasz nie wiedząc o tym. Zwróćcie towarzysze uwagę, że to typowy polski warchoł o wyjątkowo wysokim współczynniku megalomaństwa. Trzeba by mu ten współczynnik „niemnożko” podwyższyć. Zamkniemy go na jakiś czas w więzieniu na Łubiance. A jak uczy historia, nic tak bardzo nie szkodzi polskiemu państwu jak taki warchoł”.

P.S.2. Ta strona internetowa wyglądała na niewiarygodną. Żeby oficer KGB był taki mądry. No, nie. Pan Waldek był tylko agentem SB ps. „Łysik”. Parę znanych osób już o tym mówiło.
I co na to pan Waldek. Napisał list otwarty do IPN’u, żeby zlustrować jego teczkę. Skąd taka hardość u pana Waldka. Tak, domyślacie się. Pan Waldek wie, że towarzysz Kiszczak zniszczył jego teczkę. Ale, agencik „Łysik” dostał ostatnie zadanie: niszczenie inteligencji polskiej (zdradza go tylko jego język). Nawet mu to nieźle idzie. Wystarczy spojrzeć na poziom naszego sejmu. Co było do dowiedzenia.

Full Copyright: WŁ
---------------------------

zbych

Brawo, Geppardzie! Z dumą zauważam, że pod moim wpływem nabierasz błyskotliwości. Znasz już słowa na „chu...” Wprawdzie tylko do połowy, ale nie wątpię, że wkrótce opanujesz całość.

Co do merytorycznej części Twojej wypowiedzi: że nie skończyłeś.
Toż ja widzę sam, że nie. Ale sądzę, że skończenie przekracza Twoje możliwości, mimo że ambicje masz większe. Jeżeli skończysz to słowo na „chu...”, to będzie jedyny sukces, jaki odniesiesz. Którego Ci zresztą nie życzę, bo to słowo jeszcze brzydsze niż stan Twego umysłu.

Posłuchaj Kolegi, który mówi Ci, że może dosyć. I mało, że mówi, to jeszcze podrzuca Ci argumenty, dzięki którym możesz wyjść z twarzą. No, z częścią twarzy. Albo z jakąś inną częścią ciała – pójdźmy na kompromis.

Czy Ty myślisz, że On, jako człowiek inteligentny, nie wie, że mówi nonsensy? Ale robi to dla Ciebie, podaje w potrzebie pomocną dłoń. Doceń – i zamilknij w połowie swej bohaterskiej pieśni.

Naprawdę nie widzisz, że już własny obóz traktuje Cię ironicznie?

„Intrygancki fragment utworu Kaczmarskiego” – czujesz szyderstwo w tym cytacie czy nie?

Nie zauważasz, że pochwałę literatury obiektywnie opisującej rzeczywistość jako jedynej wartościowej On, specjalnie dla Ciebie, napisał wspólnie ze Stanisławem Lemem, twórca takiej literatury swiatowego formatu. Dla Ciebie!

Nie doceniasz finezji wywodu – pokaż „im”, że lew jest osłem, a zastosują babskie argumenty, zaplują się kłamliwie, zamroczy ich bezsilność, odwrócą kota ogonem, sczezną, pójdą do piekła.
To prawda! Tak będzie! Zrób tylko ten jeden wstępny drobiazg, żeby doprowadzić to zacietrzewione nieuczciwe grono do autokompromitacji – pokaż, że lew jest osłem. Ale lew - nie Ty czy ktoś znajomy. Czy ktoś jeszcze posunal sie dla Ciebie do tego, żeby pluć na swoich i Twoich rozmówców? Niewielu już takich dżentelmenów.

Czy nie widzisz, że dla Ciebie pisze, że JK wielkim poetą był i wielkim człowiekiem był, mimo że obok ma dwie wielkie dyskusje na oba tematy z podzielonymi zdaniami. Zakrywa oczy dla Ciebie!

Ty jeszcze nie skończyłeś, Geppardzie, ale mnie już się nie chce kończyć. Innym razem.

PS. Jeszcze słowo do Krzysztofa.
Krzysztofie, Artur trafia od jakiegoś czasu w idealny ton dla potrzeb tej dyskusji, ale Ty dajesz się jeszcze ponieść emocjom. Na drugą stronę argumenty i tak docierają jak chcą, więc rozumiem, że starasz się je wyostrzyć. Ale w tym stanie rzeczy ja na przyklad nie mogę zgodzić się ze wszystkimi.

Papież pisze się z małej litery, ale ten konkretny – z dużej, bo to forma grzecznościowa, nie ortograficzna.

Poza tym ja Go nie podejrzewam ani o chamstwo, ani o zaślepienie, ani o gruboskórność, ani bezmyślność. Sądzę, że sprawy wyglądają subtelniej w ich niewątpliwym zawikłaniu. Nawet jeśli nie zgadamy się, że nie wolno usuwać ciąży będącej wynikiem gwałtu (bo ja też nie byłbym rygorystą w sprawach ludzkiego cierpienia, ale i Papieża o taki rygoryzm nie podejrzewam).

No a kiedy piszesz o Nim per Wojtyła, to wybacz, ale kojarzy mi się to ze szczęśliwie niedawno minionym czerwonym szefem „Wiadomości”, który pisał o Janie Pawle II per „szef Watykanu”.
Ale jego nie lubiłem i było mi wszystko jedno. Ciebie lubię i nie jest mi wszystko jedno.

Pozdrawiam

Jeszcze jedno PS, bo zauważyłem tekst Yaddo. Kłaniam się nisko! To jest właśnie ta metoda - łapania za słówka, za specjalnie zinterpretowane zdjątka, małe insynuacyjki poplątane z domysłami, których się nie zaznacza jako domysły i wszystko podlane złą wolą oraz erudycją zwichrowaną w jedyną słuszną stronę.
I efekty z tego tez, niestety, takie jak piszesz.

Tylko pamiętaj, że stworzyłeś pastisz, a Ci Panowie nie rozróżniają pastiszów, wierszy, karykatur, w ogóle żadnych form literackich. Oni rozumieją w literaturze tylko formę partyjnego przemówienia programowego. A i to mylą ją ze stekiem obelg.

Pozdrawiam Cię z podziwem
Zbychu!
Cóż, człowiek jest słaby. Czasem daje się ponieść emocjom. Dziękuję za słuszne zwrócenie mi uwagi. Postaram się więcej nie popełniać podobnych błędów. A że i tak trochę się starałem, niech świadczy fakt, że nie napisałem "pan Wojtyła" ani nic podobnie obrzydliwego. Uznajmy, że kiedy pisałem "Wojtyła", to myślałem: "papież Wojtyła". Może mnie to w Twoich oczach trochę zrehabilituje.

Tekst Yaddo jest oczywiście genialny! Czy to natomiast jest pastisz - to już zależy od punktu widzenia. Mówisz, że ci panowie nie rozróżniają pastiszów. Słusznie, bo przykładając ich sposób patrzenia na świat - Yaddo napisał świętą prawdę.

Pozdrawiam,
KN.

zbych

Masz rację, Krzysztofie, pastisz służy do pisania świętej prawdy. W ogóle literatura – łącznie z karykaturą czy bajką - służy do pisania świętej prawdy (co nie znaczy, że ma opisywać jakąś wyimaginowaną prawdę obiektywną i jedynie słuszną). Wyjątkiem jest partyjne przemówienie programowe, bo ono nie ma pokazywać świata, tylko bronić okopu.

Pastisz to wg słownika – „dzieło sztuki naśladujące styl albo manierę innego dzieła lub twórcy”.
Pastisz może być zabawny lub poważny. W odróżnieniu od parodii, która ośmiesza styl innego dzieła lub twórcy, przestylizowuje go komicznie. Yaddo nie parodiował, bo WŁ jest już lekko komiczny w oryginale. Dał regularny pastisz, patrząc od strony teoretycznoliterackiej. Choć naturalnie ten pastisz w tym kształcie nie miał w zamierzeniu poważnego traktowania pierwowzoru. I słusznie.

A co kto w nim zobaczy, to już – jak sam dobrze wiesz – temat na osobną rozprawę. I to raczej z dziedziny psychologii, delikatnie mówiąc.

Pozdrawiam
Znowu (jak zwykle zresztą) masz rację, Zbychu! Trochę pomieszały mi się pojęcia pastiszu i parodii.

Pozdrawiam,
KN.

Smakosz

Panowie,
tak, tak, posłuchajcie sprawniejszego intelektualnie Kolegi i idźcie z Geppardem na kompromis Obiektywizmu Wam od tego nie przybędzie, ale ocalicie choć odrobinę samozadowolenia. W końcu więcej Wam do szczęścia nie trzeba.
No i zawsze kompromis lepszy niż kompromitacja.
...Tylko czy Geppard zechce?

Yaddo,
okoliczność, iż dokładasz starań wykraczających poza potencjał jakim dysponujesz, by z właściwą sobie swadą sparodiować rzeczywistość, nie oznacza bynajmniej, że wiedzę o rzeczywistości posiadasz. A przydałoby się.
Z przyjemnością napisałbym, że marnujesz swój talent, niestety nie mogę. Nawet gdybym zmienił nick.
Na marginesie: z tą swoją wyobraźnią uważaj. To, co dziś Cię przerasta, jutro może Cię zabić. I nie bierz do serca podziwu Kolegi, skoro chwali nieszczerze: bo to, coś spłodził, to nie pastisz Łysiaka, przeczytaj definicję, nie ta liga! Choć istotnie widać, jak bardzo się starałeś, nawet Wołoszańskiego nie sięgnąłeś, niestety.
Ale nie zrażaj się, pracuj nad formą. Wszystko przed Tobą.

KN,
1) w tym wątku kwestię papieskich pouczeń oraz swobodnej ich interpretacji w wykonaniu Kaczmarskiego rozwałkowano precyzyjnie. Być może to dla Ciebie kłopot, ale w przyszłości najpierw przeczytaj, nim zaszczekasz.
2) Nie możesz uczyć mnie pisowni, tym bardziej, iż najwidoczniej obce Ci pojęcia w rodzaju rewerencji, szacunku, poważania, estymy, atencji... i tak dalej, i tak dalej. Uzupełnij braki, być może wówczas wymienimy opinie nt. ortografii.
3) Istotnie, dałeś ponieść się emocjom i słusznie zwrócono Ci uwagę. Ale zbytnio się nie przejmuj. I tak zachwyt wzbudziłeś, zdoławszy powstrzymać się przed wyartykułowaniem obrzydliwości w rodzaju "pan Wojtyła", w zamian poprzestając na mało znaczącym merytorycznie "zaślepieniu", "gruboskórności" i "bezmyślności" Papieża, a także Jego "popisie nikczemności". To było wielkie poświęcenie z Twojej strony, tak radykalne ograniczenie ochotności. Może nawet szkoda, żeś zrezygnował? Mógłbym wówczas zapytać, skąd czerpiesz tak głębokie myśli, "s kątowni"? I przypadkiem czy celowo sięgasz tak nisko, byle tylko zaplątać się w kroczu Urbana?

Geppardzie,
nie objaśniaj, proszę, związku między wyrażeniami "Zbychu" a "chu". Kto chce, związek ów widzi nadto wyraźnie. Zbychu sam go dostrzega, choć odzwierciedlony na tych stronach stan jego umysłu z kolei zdaje się na to nie wskazywać. Cóż, taka wersalska maniera: ble ble ble, byle sens zapodziać. Bywa, skoro tak sens jak i sedno mylą Mu się z sedesem.
I jeszcze jedno: nie nabieraj błyskotliwości pod Jego wpływem, błagam! Te Jego wyszukane metafory, ta frazeologiczna wirtuozeria, ta mentalna finezja, wreszcie ta intelektualna lotność - one Cię nie wzmocnią, one Cię zabiją!
Witamy w kolejnym odcinku programu "Śmiechu Warte".
Nie uważam się za ślepo zapatrzonego w Jacka Kaczmarskiego, ale argumenty dowodzące o jego "winie" mnie nie przekonują zupełnie! Ja przynajmniej nie bazuje na wypowiedziach innych tylko na własnym zdaniu.
Pozdrawiam
Jak zwykle nie zrozumiałeś, Smakoszu. (Swoją drogą aż obrzydzenie bierze, jak się pomyśli, czego Ty musisz być smakoszem). Możesz przyjąć, że na Twój użytek pisałem jednak "pan Wojtyła". Przeprosiny etc. były dla Zbycha, nie dla Ciebie.
W kwestii kto z piszących w tym wątku sięgnął nizin intelektualnych i kto jakim umysłem dysponuje, pozostaje nam się chyba tylko pięknie różnić.

KN.

zbych

Petroniusz mawiał o chrześcijanach – może i oni chcą dobrze, ale jakże są przeraźliwie nudni.

Ci, którym nieobce są pojęcia szacunku, rewerencji, poważania, estymy, atencji – piszą o chu, kroczu Urbana, sedesie, szczekaniu, a także zabijaniu, które wisi nad ludzkimi wysiłkami jako ponura groźba – o tym ostatnim piszą nawet dwa razy. Oto walka światłej idei z mroczną podświadomością. Byłoby to fascynujące poznawczo, gdyby nie było takie chrześcijańskie w petroniuszowskim rozumieniu (i wyłącznie petroniuszowskim, bo nie Chrystusowym przecież).

Powiem jeszcze o tekście Yaddo, który został poddany ostrej krytyce przez Krytyka bez udziału argumentów. Więc ja go dla równowagi krótko pochwalę – z argumentami.
Przede wszystkim to nie jest parodia rzeczywistości tylko literackie przedrzeźnianie kogoś, kto rzeczywistość parodiuje. Niewprawnemu oku Krytyka może się zatem wydawać, że to parodiowanie rzeczywistości. Albo dochodzi u Krytyka do klinicznego pomylenia WŁ z rzeczywistością.

Cytat z WŁ z 1986 roku (że Polska jest krajem wolnym OCZYWIŚCIE) nie został skomentowany przez Krytyka i nigdy nie zostanie, pomimo że nie trzeba go poszukiwać aż w Australii. A dlaczego nie zostanie? Bo nie mamy do czynienia z ludźmi zaślepionymi jak nędzni Kaczmarofile.

Na stronie WŁ (tam, gdzie Geppard na nas donosi swoim, jak się dowiaduję z dobrze poinformowanych źródeł, i tak dobiera cytaty z niniejszej dyskusji, żeby na stronie WŁ to on wygrywał) rzuca się różnymi ciekawymi słowami na różnych ciekawych ludzi, więc zdaje się, że finezyjniejsza forma ścierania się jest tamże obca. I to po przeflancowaniu się tutaj prowadzi do niezrozumienia tekstów, jeśli nie są wykładem dla maluczkich.

I... I... I... I, jak Boga kocham, tak już mi się nie chce rzucać wspomnianym grochem, bo cokolwiek napiszę - nie jest dla mnie zagadką, jaką dostanę odpowiedź. Jestem w stanie wyobrazić sobie jej chimeryczną treść i nieadekwatne wyrazy użyte do przekazania tej treści i wiem, że nie zaskoczy mnie błysk apokaliptycznej inteligencji... Boże, jakie uprzykrzenie! Panowie, weźcie może razem sprzęgnijcie ducha i napiszcie coś intrygującego. Zaskakującego. Błyskotliwego. Coś, co ma choć luźny związek z argumentacją. Co odpowiada choć pobieżnie na cokolwiek. Nawet w żartach i docinkach można przemycić treściwą myśl. Tylko tak moglibyście zwyciężyć. Zabijanie nudą się nie liczy!

thomas.neverny

Nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo sie ciesze ze dawno sie z tej pyskowki wylaczylem. Zwlaszcza ze w sednie tematu wlasciwie nic sie nie ruszylo.

Prezencik dla amatorow "pastiszow parodii" czy "wysmiewania paradii pastiszow". Znalazlem to na Sieci i dosc mnie rozbawilo:

Cytat:"Łysiak był prześladowany za czasów komuny! Oto wyjątki z jego życiorysu:

"Waldemar Łysiak
Pisarz, publicysta, historyk sztuki. Urodził się w 1944 roku w Warszawie. Ukończył studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, później także historię sztuki na Uniwersytecie Rzymskim oraz Międzynarodowe Centrum Studiów nad Ochroną i Konserwacją Zabytków w Rzymie. W swej macierzystej uczelni wykładał historię kultury i cywilizacji."

Z tego fragmentu życiorysu zamieszczonego na stronie <!-- m --><a class="postlink" href="http://www.petlaczasu.pl/ksiegar">http://www.petlaczasu.pl/ksiegar</a><!-- m --> nia/autorzy/11/waldemar-lysiak.h tml wynika jednoznacznie, że sadystyczna komuna wyrzuciła wlatach '60 -70 -tych młodego absolwenta Politechniki z kraju i zmusiła go do odbywania dodatkowych studiów w Rzymie.
Ponurzy ubeccy siepacze prowadzali pod strażą młodego studenta do muzeów, gdzie musiał trawić wiele godzin na będącej obrazą duszy Prawdziwego Polaka kontemplacji pornograficznych "dzieł" zdegenerowanych malarzy i rzeźbiarzy takich jak da Vinci, Michała Anioł czy Rafael.

Następnie komuniści zmuszali go do podróży po wielu krajach świata i pisania książek, będących tych podróży pokłosiem.
Książki Łysiaka są żywym obrazem jego martyrologii w warunkach komunistycznego zniewolenia.
"

Artur, dlaczego nie dolaczyles do kolekcji Witrynu tych kilku cytatow o JK (tygodnik "S" etc), ktore sie pojawily przy tej okazji ?

Dobranoc, Xiaze...

Smakosz

KN,
jeśli myślenie wiedzie Cię do obrzydzenia, by uniknąć (nie daj Boże!) torsji i to z mojego powodu, może po prostu przestań się wysilać? Nie ma obowiązku, a i odpoczniesz. W końcu byle każdy może myśleć, ale nie byle każdy potrafi. Z Twojego wywodu wynika nawet, że nie każdy powinien: zaiste prawdziwy to dramat, gdy głupota zaczyna myśleć.

Przeprosiny za plucie inwektywami pod adresem Papieża do Zbycha kierowałeś, nie do mnie, powiadasz? O, święta naiwności! W takim razie przepraszajcie się dalej do woli, nie będę się wtrącał.

Pozwolę sobie jedynie podkreślić uczciwość Zbycha, wytykającego mą obojętność wobec "cytatu z WŁ z 1986 roku". Bardzo mi przykro, że niemal cała retoryka mego Oponenta tykająca kwestii merytorycznych tego wątku (w tych nielicznych fragmentach, kiedy rzeczywiście ma to miejsce) opiera się o równie wiarygodne... bo ja wiem, jak to nazwać? Niedawno Zbychu otarł się o prekognicję, więc chyba wizje?

Otóż, Szanowne Panie i Szanowni Panowie, Łysiak nigdy nie twierdził, że w 1986 Polska była krajem wolnym. Udowadnianie tak pokracznej tezy nawet na tych stronach uznałbym za uwłaczające Waszej inteligencji. Pisząc: "Cytat z WŁ z 1986 roku (że Polska jest krajem wolnym OCZYWIŚCIE) nie został skomentowany przez Krytyka i nigdy nie zostanie (...)", Zbychu precyzuje przyjętą metodę quasi-polemiczną: niewygodne fakty zamieść pod dywan, rzucić kilka akuratnie po wersalsku wykwintnych pomówień i czym prędzej zamknąć wątek (charakterystycznym przykładem jest również casus piosenki Kaczmarskiego nt. Bośni i kłamliwych zarzutów poety kierowanych pod adresem Papieża).
Otóż abstrahując od meritum, jest to objaw bardzo szkodliwy dla jakości dyskursu w ogóle i w Waszym interesie leży uważne kontrolowanie rozprzestrzeniania się tego zjawiska. Ratujcie, ile zdołacie.

Btw: zwróciliście uwagę, że utyskiwania Zbycha stają się nużące niczym brazylijska telenowela? Julian Tuwim mawiał o takich: "Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa".
Ech, wypala się Wam człowiek. A żal.

Piotr T. Waszkiewicz

Mam ogromny szacunek (ba! darzę miłością) wczesną twórczość J.K. Tym niemniej w mojej skromnej opinii, Jego piosenki późniejsze - z kilkoma wyjątkami - były dużo słabsze. Jest to subiektywne odczucie i płynie ono - być może - z tego, ze były one bardziej wulgarne i zdecydowanie nie-patriotyczne (w przeciwieństwie do tych wcześniejszych).

Mam ogromny szacunek do Pana Łysiaka i Jego twórczości. W dyskusji padło stwierdzenie, że teraz to Łysiak jest nieomal Urbanem. Ja proponuję, zanim się zrobi takową woltę, pomyśleć, czy Urban się nie czai np. pod postacią Autora komentowanego tekstu...

Kaczmarski z biegiem lat trafiał do mnie coraz mniej - Łysiak - poza tym, że tak uwielbia tego plebejskiego rewolucjonistę i uzurpatora, Pana Buonaparte, trafia do mnie wciąż. A poza tym - oczywiście pewności nie mając, co się działo w sumieniu J.K., muszę przyznać, że Chrzest na łożu śmierci nie jest w pełni przekonywający i sprawia wrażenie przyjętego "na wszelki wypadek". Tym niemniej - chwała i za to, że dał nam J.K. nadzieję na spotkanie w przyszłym życiu w okolicznościach innych niż otchłanie piekielne... Uważam (choć nie mnie sądzić Go), że dość ma J.K. inszych od pierworodnego grzechów do odpokutowania - a przecie Niebo bez Jego śpiewu to jakby nie to...
Smakosz napisał(a):zaiste prawdziwy to dramat, gdy głupota zaczyna myśleć

Święte to słowa, choć złamanego grosza nie postawię, że rozumiesz wygłaszany przez siebie tekst.

KN.
Jak chcesz posłuchać pieśni patriotycznych to sobie pieśni legionowe włącz. JK był poetą, czy tego chcecie czy nie, i opisywał to co czuł. Nie pisał na zamówienie pieśni patriotycznych bo nie czuł takiej potrzeby. Czy wg Was każdy musi uderzać w struny narodowe? Litości, nawet Baczyński nie wszystko napisał o tym jak pięknie umierać za ojczyznę.

Gdzie w "Mimochodem" są wulgaryzmy ja przepraszam?

Czy państwo wogule wiecie o czym piszecie? Co znaczy późniejszy Kaczmarski? od którego programu jest późniejszy? Bo mam wrazenie że dla was skończyło się na Muzeum. w jakim programie Wy widzicie patriotyzm do jasnej anielki? Jak słyszę takie teksty to widze tego pijaczka z Przemyśla, który darł się by mu zaśpiewać Mury, których kompletnie nie rozumial , ale wydawały mu się chyba wzniosłe, patriotyczne itd... coś ala LPR.

zbych

O-ho-ho, byłem pierwszy! Już w poprzednim poście napisałem, że nudne! Uwielbienie Smakosza dla mnie przekracza normy skromności. Teraz zaczyna nudzić moimi własnymi słowami. To tak, jakby Leonarda da Vinci przemalować na Nikifora. (Zauważcie, że ganiąc po wersalsku nie użyłem tu słowa sedes ani innych pokrewnych - bo nie mnie pokrewnych.)

Dalej Samkosz jak zwykle ma rację. Pisze, że mam wizję. Jakby zgadł! Mam ją – widzę wykwintnego Smakosza, mądrego Gepparda, uczciwego Łysiaka. To piękna wizja, ale ponad obecny stan posiadania Rzeczypospolitej.

Dalej Smakosz twierdzi, że WŁ nie uważał Polski A.D. 1986 za wolny kraj. Bardzo mi się podoba, że taki był przenikliwy. Ale dlaczego o tym nie napisał, mój Boże, miałby dzisiaj jak znalazł piękny dowód swojego bohaterskiego oporu?

Dalej Smakosz poucza nas z wyżyn przenikliwszego intelektu, że prowadzimy szkodliwy dyskurs. Jasne, że tak. Bo z kim! Nie powinniśmy tego robić i nasze chrześcijańskie uczucia dla ubogich duchem nie usprawiedliwiają nas.

Dalej porównuje mnie do brazylijskiej telenoweli. Nie znam brazylijskich telenowel, ale przypuszczam, że i tym razem Smakosz wie, o czym mówi. Opowiedz jakąś pokrótce, Smakoszu, wtedy będę mógł w pełni docenić trafność Twej metafory.

Dalej Smakosz ubolewa, że się wypalam. Też – jak wspomniałem w poprzednim poście – odnoszę takie wrażenie. Zdaje mi się, że dyskusja ze Samkoszem i Geppardem i to jeszcze na temat WŁ – absolutnie nie rozwija mnie intelektualnie. A nawet – masz rację – cofa mnie.
Jeszcze parę postów i nabiorę maniery porównywania ludzi do sedesu. No nie, jednak nie! Do pisuaru – to tak bardziej z wersalska brzmi, zwłaszcza gdy wykwintnie zagrasejować.

Uważam, że Thomas nie wie, co mówi, ciesząc się, że wycofał się z dyskusji. Intelektualnie ona może nie rozwija, nudzi jak diabli, ale ile może dać radości, że tak małym nakładem sił osiąga się taką miażdżącą przewagę intelektualną w naszym kabaretonie. (Smakosz na pewno wie, o czyjej przewadze mówię i dlaczego o mojej.)

Smakoszu, ja wiem, że dumnie wycofałeś się z dyskusji i Twojej żelaznej decyzji nie zmienią byle błahe okoliczności. Cieszę się więc, że mój post uznałeś za tak epokowy. Przesadny komplement moim skromnym zdaniem, ale to miłe z Twojej strony.

Jedyne, o czym tradycyjnie zapomniałeś, Smakoszu, to argumenty, ale nie można mieć wszystkiego naraz. I tak dałeś więcej niż miałeś. Ale jeżeli kiedykolwiek zdecydujesz się na cośkolwiek rzeczowego, opartego na konkretach – może dam się skusić. Ale musiałbyś uczciwie czytać i oceniać, co się do Ciebie pisze, więc na razie ani się nie ciesz, ani nie martw tą szlachetna propozycja. Tak jak ja.

A co do Tuwima, czy nie on napisał też: „Nie można wymagać od krowy, żeby fruwała”? W każdym razie pisz, co chcesz, będę dla Ciebie wyrozumiały. Tudzież wersalski do granic.

Trzymaj się ciepło i z dala od niezdrowych emocji
Nagle sypnęło postami z wieloma wątkami aż mi ogonek znieruchomiał i kopytka się rozjechały z wrażenia (ciesz się Smakosz, jak Twoja metafora mi się spodobała ) wiec wybaczcie, jeśli czasem powtórzę w nieco innej formie myśli innych.

W większości mam raczej retoryczne pytania (Smakoszu – wpierw sprawdź w słowniku, co to znaczy, zanim Twe rączęta sięgną klawiatury!) do wczorajszej „twórczości” Gepparda i Smakosza.

Geppard napisał:
„...., lecz mnie nie podoba się to, że J.K. wsadzał „Polskę i Polaków” „hurtem” („Czy rzeczywiście tak widzi Pan dzisiejszą Polskę i Polaków?”) do wora pt. „cyniczna polityka, antysemityzm, nacjonalizm sprzęgnięty z bezrefleksyjnym katolicyzmem”...”
A ja się pytam, gdzie ten hurt? Może miał wymieniać z nazwiska każdego skorumpowanego lekarza, prawnika, urzędnika, nauczyciela i całą rzeszę ludzi, od których w mediach aż huczy? A tak na marginesie – zechciej Geppardzie nie wyrywać z kontekstu cytatów i niech ci dojdzie do rozumu, ze sposób formułowania wypowiedzi w wywiadzie ściśle zależy od sposobu pytania zadanego. Kiedy czytam wywiady zamieszczone na tej stronie – dochodzę do wniosku, ze większość dziennikarzy to straszne lenie, którym nie chce się przygotować do wywiadu. Pytają wciąż o to samo, wałkują jakąś mantrę. Nie słuchają odpowiedzi. Zupełnie, jak Geppard i Smakosz. Wręcz narzucają pytanemu styl i logikę wypowiedzi. No i właśnie pytają o to, co Jacka boli, co się nie podoba, czego nie znosi. Takie są media. Dobra wiadomość, to zła wiadomość. Nikt nie pytał Jacka, co mu się w Polsce czy Kościele podoba, bo to już czytelników nie interesuje. Nie, nie Smakoszu, ja nie twierdzę, że to dziennikarze wtłaczają Jackowi pewne poglądy do głowy i on jest niewiniątko! Wiec niech nie pojawiają się w Twoim mózgowiu głupie, bezpodstawne insynuacje pod moim adresem! A Tobie gepardzie przypomnę, że w tej dyskusji nie chodzi o to, co się Tobie podoba, co nie. To sprawa tylko Twoja i nam nic do tego. Na marginesie takie samo prawo do własnych pogladów, jak Ty miał i Jacek, co z lekka niektórzy tu już kwestionują.

Dalej Geppard pisze:
„Lub hurtem do wora pt. „rzeczy groteskowe”. – to dalej o pluciu i szkalowaniu przez Jacka. A Ty uważasz, ze w Polsce jest cacy, cool, normalka etc? W przeciągu ostatnich 5-10 lat Polska stała się krajem nie tylko groteski, ale i tragifarsy połączonej z dramatem, dla wielu ludzi z horrorem. A udział reżyserski w tym spektaklu mieli nie tylko czerwoni z ostatniego rządu, o czym raczysz Ty i Łysiak zapominać.

Dalej mamy obszerny cytat z Łysiaka z myślą przewodnią: „Mogą się modlić o drugi cud nad Wisłą.” I dalej: „Tak, przyznaję, nie ma we mnie zbyt wielkiej nadziei...” No własne! Dobrze się modlimy, z resztą już gorzej jest. Interpretacja druga: jest tak źle, że już tylko cud. Jeśli tak jest źle, to Jacek jednak miałby rację ostro krytykując sytuację w kraju, nieprawdaż? Miał rację! Czyli WŁ i JK po tej samej stronie barykady. Obaj krytykują zło, tyle, ze z odmiennych punktów widzenia i – być może na innych obszarach. A jeśli nie, to w takim razie Łysiak też opluwa, szkaluje i wrzuca do jednego wora. Przepraszam. Do dwóch. jeden jest malutki dla Łysiaka i myślących podobnie.
Dalej: „ Jeśli nie dałeś się sprostytuować w żaden, nawet w najmniejszy sposób, to znaczy, że ocaliłeś swoje człowieczeństwo.” Bingo! Łysiak mistrzem obłudy i zaprzaństwa! Uniwersytecka posadka nie wystarczała? Nimb wojującego antykomunisty też nie? No tak, żyć trzeba. Podobnie jak prostytutki. Zarabianie na książkach wydawanych w oficynach bywających też tubą komunistycznej propagandy (KAW) to nie prostytucja. To bogobojna i patriotyczna działalność. Nie twierdzę, że Łysiak w wielu wypowiedziach nie mówił prawdy. Zdanie o hybrydzie i masowym sprzeniewierzeniu nie tylko dekalogu, ale po prostu zwykłej uczciwości międzyludzkiej jest nad wyraz prawdziwe, czego mamy przykłady na tym forum. Nicków nie wymienię, nożyce na pewno się odezwą. Nie chodzi mi tu o potępianie WŁ. Chciałbym tylko, by sam Łysiak, jak i jego apologeci tę samą miarę stosował do siebie, jak i tych, których krytykuje. Boć Łysiak właśnie dał się sprostytuować – i to wcale nie w tak najmniejszy sposób.

Dalej Geppard: „J.K. nie pokazywał to „co jest złe”, tylko to, co sam uważał za złe a to jest chyba różnica? Bo część z tego co dla niego jest „złe” dla wielu innych wcale nie jest.” No, jaki Ty jesteś mądry i błyskotliwy! Sam intelektualny miodek. Sam bym pewnie na to nie wpadł. Kopytne maja mały IQ.
A może Łysiak, Geppard, Smakosz...ale i zbych, Art. i ja też, i wszyscy inni też tak robią, co? My wszyscy pokazujemy to, co wg nas jest złe i choć w dużym procencie nasze pojecie zła – tego najgorszego – się na pewno pokrywa, w jakimś procencie się różnimy, co do tego mniejszego zła. Gdybyśmy się nie różnili – to dopiero byłaby urawniłowka! No tak, ale są lepsi i lepsiejsi. Geppard & S-ka maja prawo pokazywać, co złe i – logicznie podchodząc do cytatu – oni już osobiście tego za złe nie uważają, jedynie głoszą nie swoje prawdy objawione – reszta nie może. Gdyby zastosować logikę tego cytatu do Biblii, znaczyłoby, ze Dekalog jest „ok”, ale to nie Mojżesz twierdził, bo on nie pokazywał tego „co jest dobre”, tylko to, co sam uważał za dobre a to jest chyba różnica. Tylko jak przekonał do siebie owieczki? No i doszliśmy do absurdu. Geppard doszedł już dawno.

Dalej następuje wyjątkowo łagodna wypowiedź Smakosza skierowana do Gepparda.
No tak, do swoich nie rzuca się wiadomo czym. „Udowadniasz, że - zdaniem Kaczmarskiego - Polskę można opisać za pomocą określeń w rodzaju "antysemityzm", "nacjonalizm" oraz "bezrefleksyjny katolicyzm", że w jego ocenie między Bałtykiem a Tatrami dominuje "cyniczna polityka", której z pasją oddają się miernoty vel "polscy Dyzmowie", wreszcie, że sam Kaczmarski przyznaje, iż olewa obiektywizm ("literatura nie jest od tego, żeby obiektywnie oceniać rzeczywistość") - i cóż z tych Twoich starań wynika?”
A ktoś z nas tu mówi, ze to nie są poglądy JK? Czy my mówimy, ze z tymi poglądami się zgadzamy w 100%? Nie! Nadal jednak nie dostrzegam słynnego pomawiania i opluwania. Może mam bielmo na oczach.
Nauczyłem się od Smakosza złośliwości, więc ten jeden raz nie mogę się powstrzymać: „Ślepocie sięgającej po hipokamp nie poradzisz.” O! To Ty wiesz, co to hipokamp? No tak, wiedzieć a mieć, to nie to samo! Nie wiem, co ty masz w mózgoczaszce, ale mózg normalnego człowieka nie jest wrażliwy na światło.

Dalej smakowicie ze Smakosza „Udowodnij, że w tym i tym miejscu Kaczmarski kłamał a wykręcą się eufemizmami o prerogatywach artysty do pomyłek.” A kto mówi, ze nigdy nie kłamał? Przedstawiał swoją wizję świata i Polski – niechby i wypaczony, ale to była jego wizja i nie aspirował do jedynej prawdy objawionej ex catedra, jak aspiruje Łysiak i jego pretorianie.

Dalej: „Bo Jacek Kaczmarski wielkim poetą był i szlus. I człowiekiem nieskazitelnym takoż.” Z pierwszym się zgadza większość z nas, inaczej nie byłoby tego forum. Co do drugiej części - tego tu nikt nie powiedział, a przynajmniej nikt z głównych aktorów tej dyskusji.
„ I basta.” No właśnie. Sam łżesz, jak nakręcony, stwierdzasz coś, czego nie było, i głosisz to w koło. Ale czego można się spodziewać po kimś, kto nie ma hipokampa... albo ma światłoczuły.
Dalej:
„Niestety, apologetom barda daleko do uczciwości. Pogubili się na tyle, że i uczciwość straciła w ich oczach status jednoznaczności.” Ping-pong, piłeczka po waszej, zamieńcie „barda” na „Łysiaka”.
Dalej:
„Reasumując: pokaż im, że lew bywał osłem, a zakrzykną, żeś głupi.” A niby co sam robisz? Przecież od pierwszego postu drzesz się w niebogłosy plując treścią mocno przetrawioną, ze to my jesteśmy głupi.
Dalej:
„Ciekawym ich reakcji, gdy wyłożysz na stół asy.” Ano ja zamknę wtedy swego wrednego ryja w ciup i krzyknę „mea culpa”, niech bicz Łysiaka (Smakosza, Gepparda – niepotrzebne skreślić) na mnie spadnie, bom pobłądził. Ale ty jesteś tak zaślepiony swoją racją, ze przecie w to wyznanie nie uwierzysz, nieprawdaż? Bo jak można uwierzyć komuś, kto stuka kopytkami i merda ogonkiem? Nasza ekwilibrystyka jest skomplikowana, fakt. Za to Twoja zasługuje na etat wszechświatowego clowna w najlepszym cyrku. Robisz wielokrotne salta na trapezie z zamkniętymi oczami rzygając ogniem ze wszelkich otworów. Tylko jakoś ten królik z kapelusz nijak – ścierwo! – nie chce wyjść. Królika schował Geppard i nie chce pokazać.

W następnym poście:
„...posłuchajcie sprawniejszego intelektualnie Kolegi i idźcie z Geppardem na kompromis Obiektywizmu Wam od tego nie przybędzie, ale ocalicie choć odrobinę samozadowolenia.” PING-PONG. Jednak to nie tylko brak hipokampu. Czy nie widzisz – czy taż masz sklerozę i nie pamiętasz, co było pisane kilka stron wcześniej? My tu ze szczerego serca chcemy iść na kompromis. Ale do tego musi być podstawa. A dla nas podstawą jest to, co Geppard nam obiecuje i nie możemy się doczekać. poza tym – elokwentny erudyto – sprawdź, co to jest kompromis. Do tego trzeba woli obu stron, a ty oczekujesz, ze my tu się pokajamy, przyznamy Wam racje i padniemy na kolana przed waszą – zwłaszcza Gepparda – genialnością. A na marginesie: możemy nie mieć racji, ok., ale na kompromis nie chodzi się z kimś, kto rzuca produktem końca układu pokarmowego i nie chce przed tym wytrzeć rąk. Bo jakby powiedział nie tylko Kobuszewski – chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnosciom osobistom. Więc na razie do kompromisu nie ma podstaw! Pierw umyjcie ręce.
„No i zawsze kompromis lepszy niż kompromitacja.” PING-PONG

I jeszcze do Smakosza: popatrz intelektualisto nawiedzony, jak można pięknie potraktować zdanie wyrwane z kontekstu. Napisałeś: „To, co dziś Cię przerasta, jutro może Cię zabić.” Taka groźba wypowiedziana publicznie zwłaszcza do konkretnej osoby – a było to do konkretnej – jest czynem karalnym więzieniem. Kiedy słucham takich, jak Ty, zawsze mam przed oczami widmo brunatnych koszul z odpowiednimi opaskami.

By zakończyć to przynudzanie: Geppard stanął na wysokości zadania jedynie swoim pierwszym postem. Słusznie zauważył, że BYĆ MOŻE Łysiak mówi prawdę. Tylko, że od tamtego czasu stara się udowodnić nam wszystko, tylko nie wykreślić to „być może” ze zdania.

Do Arta:
„Będę piał z zachwytu. Od dawana nie przybył żaden wywiad.”
Przybył, przybył, ale go zgubiliście. Niebawem doślę znowu, tyle, ze jest on z 1990 roku, więc nie pasuje do teorii łysiakowców, bo nie ta cezura. Nota bene tygodnik „Solidarność” i tam „jeszcze” JK nie opluwa ;-)))...chyba....

Do Krzysztofa N.:
No, Krzysztofie, ja rozumiem twoje wzburzenie, ale tym oświadczeniem zasłużyłeś na stos całopalny. Kiedy klan Giertychów dojdzie do władzy, Geppard i Smakosz spalą wraz z Tobą wszystkie płyty Jacka. Ciekawe kogo oskarżą o podpalenie sejmu, a i o noc kryształową będzie trudno, bo sklepy już nie w tych rękach, a i szyby tłuka się inaczej.

Dziękuję wszystkim, którzy podjęli trud przeczytania powyższego.

Piotr T. Waszkiewicz

Po pierwsze nie twierdzę, że w "Mimochodem" są wulgaryzmy. Twierdzę zaś, że Kaczmarski stał się bardziej wulgarny. Wydaje mi się, że wulgaryzm z wulgarnością tożsamy nie jest. A przykłady - w "Dwóch skałach" nie znajdziemy?

Ponadto - odnośnie patriotyzmu w piosenkach Kaczmarskiego - ja za ten patriotyzm Go tak ceniłem. A poza tym - owszem, kiedy słyszę piosenki tworzone przez "późnego" J.K., wolałbym posłuchać pieśni legionowych. Choć nie tyczy to wszystkich piosenek - takie np. "20 lat później" mi się podoba... Ale to - podkreślam - kwestia gustu.

Piotr T. Waszkiewicz

"Był poetą" - nie neguję. I dlatego Jego twórczość podlegała interpretacji na wiele sposobów. "Mury..." np. żyły własnym życiem - wbrew temu, co Autor miał na myśli. A mi się podobały jako hymn - i "co autor miał na myśli" nie interesowało mnie. Rozumiałem pesymistyczne przesłanie, ale tak czy siak - podobało mi się. I było patriotyczne. Nawet jeśli Autorowi o to nie chodziło. Przynajmniej w mojej (i milionów "pijaczków") opinii.

Smakosz

KN,
bez obaw, na moją zdolność rozumienia mógłbyś postawić i te kilka szarych, co to Ci zostały. Ponieważ jednak komórki to ostatnie, nie rób tego, Przyjacielu. Pamiętasz swoje obrzydzenie? Ono szpeci Cię wystarczająco srodze.


Piotrze T.,
no sam widzisz. A jak nie widzisz, to Artur Ci objaśnił. JK był poetą i opisywał to co czuł. Potrzebę znaczy. A jak nie czuł potrzeby, to jej później nie opisywał, strunami Anielkę uderzając. A może to struny Baczyńskiego były zanim umarły?
Pojmujesz, Piotrze? Wywód prosty jak sznurówka. A wogule włoncz sobie pieśni legionowe i daj towarzystwu wogule spokuj. Najlepiej odwiedź Przemyśl, wstąp do LPR i napiwszy się, posłuchaj "Murów". Wogule nie wiesz o czym piszesz!
Artur wie.
Wie?
On nawet nie wie, że nie wie.
Pewien znany poeta wykazał (zapytajcie Panowie Zbycha, który poeta), że głupotę można stopniować. Wypowiedź Piotra, przykładowo, to bliskie spotkanie z tym ostatnim, najgorszym rodzajem głupoty. Podobno w tym przypadku terapia trwa do końca życia a i to rokowania brzmią niepomyślnie.
Walcz z tym, Arturze, na Boga!
Piotrze, moim zdaniem "późniejszy Kaczmarski" po prostu, wybacz słowo, "przeintelektualizował", wybijając się na poziom abstrakcji nazbyt wyrafinowany dla odbiorcy "Murów" czy "Obławy". Jak gdyby pisał o sobie i dla siebie. Co oczywiście nie znaczy, że te Jego późniejsze utwory niegodne są uwagi.


Zbychu,
nie, Tuwim nie napisał, że "Nie można wymagać od krowy, żeby fruwała". Ale od Ciebie, choć żeś przecie nie krowa?, lotności również wymagać nie sposób. Nic w Tobie precyzji. Już co najmniej raz wstydziłeś się, i znowu musisz...
Dziękuję Ci serdecznie za oprowadzenie po Wersalu, ale mam dość, już mnie to mierzi. Wersalski jesteś do granic przyzwoitości, ale ten Twój wersalski sznyt to jakieś jedno wielkie oszustwo, zbudowane z łgarstw, o, przepraszam, z prawd a'la Zbychu. To nie może być Wersal, co najwyżej nędzna imitacja.
Udowodniłeś, że słowami w kozi róg zdolnyś wieśniaka zapędzić. Pogratulowałbym szczerze, gdybyś w tym celu nie odwoływał się do pominięć, przeinaczeń, nadinterpretacji i kłamstw. Nawet jeśli sądzisz, że to metody "wersalskie" - musisz się mylić.
Zastanawiam się, co mam Ci rzec na zakończenie... Może to: "Ekscelencjo, pozwól, że Ci zejdziem z drogi - jak do gówna na drodze zwykły mawiać nogi".
No i nie obiecuj mi wyrozumiałości, bądź wyrozumiały dla siebie. Nie trać wiary. Ktoś, kiedyś, na pewno, nawet Ciebie zechce przytulić. Świat roi się od idiotów.


Piotru,
słusznie dziękujesz, rzeczywiście, to było trudne. Gdyby wena dopadła Cię w przyszłości, zdecyduj: kąsasz czy troszczysz się o merytoryczną stronę polemiki. Inaczej zamieszanie tylko po sobie zostawiasz.
Królika ładnieś ujął.
Ponieważ trudziłeś się, by jak sam mówisz skonstruować pytania retoryczne, jak rozumiem nie będziesz miał do mnie pretensji, że pominę milczeniem te, jakże urokliwe, perełki Twojej niemocy, ograniczając się do trzech nieskomplikowanych refleksji. Piszesz mianowicie tak: "W przeciągu ostatnich 5-10 lat Polska stała się krajem nie tylko groteski, ale i tragifarsy połączonej z dramatem, dla wielu ludzi z horrorem. A udział reżyserski w tym spektaklu mieli nie tylko czerwoni z ostatniego rządu, o czym raczysz Ty i Łysiak zapominać."
1) Najwyraźniej nie znasz tekstów Łysiaka.
2) Trzecią Rzeczpospolitą zbudowano na kupie gnoju. Stąd groteska, tragifarsa, dramat i horror, o których wspominasz. A sedno tkwi w braku dekomunizacji.
3) Reżyserzy siedzieli przy "Okrągłym stole". Ale pies ich trącał, oni i tak nie wychodzili poza scenariusz. I ja o tym pamiętam, i Łysiak. A Ty?

Piotr T. Waszkiewicz

Może rzeczywiście "przeintelektualizował"... Tyle że w takim układzie powinien był zadowolićsię rolą poety, a porzucić śpiewanie. Jakoś kiepsko się komponuje "przeintelektualizowany" tekst z trywialną muzyką. A tak poza tym - w mojej skromnej opinii - Kaczmarski "nieprzeintelektualizowany" był dużo lepszy. Ale może nie dla mnie intelekt.

No i ponadto niech mi ktoś powie, że w "Potępieniu rozkoszy" (jeśli mnie pamięć nie zwiodła co do tytułu) jest gdzieś intelekt, że o przedrostku "prze" nie wspomnę...
Dlaczego mial tylko pisać a nie śpiewać skoro na koncery chodziły tłumy i ludzie chcieli go słuchać? To, że Tobie się nie podoba to nie oznacza, że wszystkim. To tak jakby żądać, by Łysiak pisał tylko o Napoleonie. Dlaczego ma to robić skoro są chętni czytać i inne jego "dzieła"? Pozwól ludziom samym ocenić co chcą słuchać czy czytać.

W "Potępieniu rozkoszy" widać właśnie ów intelekt w tym, że wszyscy wiedzą o czym jest piosenka a nie pada tam żadne słowo mówiące o tym dosłowne.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31