Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Kursk
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
tekst powstał w ciągu kilku minut, w trakcie Wiadomości telewizyjnych. Impulsem do jego napisania stała się informacja o tym, że 23 marynarzy przeżyło samą eksplozję (czy też inne zdarzenia bezpośrednio poprzedzające zatonięcie okretu), po to by umrzeć z braku tlenu na dnie oceanu, odchodząc od zmysłów, czy też odbierając sobie życie. Rozpisałem wiersz w formie jakby dialogu. Słyszało sie wtedy różne wypowiedzi i opiniie na temat, więc tekst poza końcowym fragmentem, będącym juz moim komentarzem do wydarzeń, jest zlepkiem opinii i komentarzy zasłyszanych w mediach.


********************
zatonął okręt!

- ...co z tego?
- co dzień ktoś ginie na świecie
- co dzień żony tracą mężów
i ojców tracą dzieci

ilu zginęło?

- nikt nie wie
- nazwisk ich nie podano
- spoczęli cicho i wolno w otchłani oceanu

na kartce znaleziono list od ich kapitana
"... jest nas dwudziestu trzech ... ŻYJEMY!!!
... bardzo Cię kocham Mamo"

- za wojnę i ksenofobię?
- losu zrządzeniem głupim?
- a może, bo w murach Kremla siedzi prezydent Putin?

za tych, zginęli młodo, by nie zapomniał nikt!
za Marynarzy Kurska!
wznieś toast
... i módl się dziś
I tu znów kojarzy mi się K.Staszewski:

Posłuchaj! Nie chcę gadać za wiele
Zaklinam cię na wszystko - nie giń za ideę
Nie daj się omotać, byś zaczął zabijać
Żadna idea nie jest warta życia
Dość naprawdę, dość ogłupiania
Nie zabiję cię z powodu miejsca zamieszkania
Mam nadzieję, że wszystko zrozumiałeś
Powiedziałem ci to, o czym sobie myślałem

Nie gódź się na to!
ja tam sobie po prostu piszę o tym o mi w duszy gra Smile świat płynie obok własnym nurtem, którego ja ani przyśpieszę, ani nie spowolnię. Jedyne o co chcę się jeszcze upominać pisząc, to przyrodzone prawo człowieka do upominania się Wink
Sławek napisał(a):Rozpisałem wiersz w formie jakby dialogu.
Dlaczego nie wspomnisz, że od lat istnieje nagranie ? Smile
istnieje, ale w wersji nie nadającej się do publikacji Smile
Pamietam, jak wtedy sledziłem doniesienia na temat załogi. To jeden z niewielu "faktów medialnych", który naprawde przezywałem.

Potem, juz po kilku miesiącach od tragedii, oglądałem jakiś film dokumentalny o jednym z poległych członków załogi. Wykorzystano tam zdjęcia z amatorskiego filmu, kiedy ów mlody marynarz oprowadzał po okrecie swoja narzeczoną...
Kilka miesięcy potem znalazł smierć w tym miejscu, był jednym z tych, którzy umarli ostatni pozostawiając list pożegnalny...
To było naprawde poruszające... ;(
Simon napisał(a):Pamietam, jak wtedy sledziłem doniesienia na temat załogi. To jeden z niewielu "faktów medialnych", który naprawde przezywałem.
Coz mielismy pewnie wszyscy troche nadziei..
Ja jednak najbardziej pamietam inne wydzarzenie (chodzi tez o media) - powtarzane wciaz i wciaz w TV - 'Tu radio Estonia, Mayday, Mayday' -wypowiedziane zupelnie spokojnym glosem. A potem glos radiooficera(?) promu plynacega ta sama trasa - glos przerazony - nie mogacy juz nawet uzyc poprawnego ' tu radioX', tylko 'Estonia, co sie dzieje?? - niemal krzyk. I cisza.
też oglądałem ten dokument Simonie. Bardzo mną wstrząsnął. Pokazywali jeszcze wywiad z takim staruszkiem, który podczas wojny służył bodajże w brytyjskim ratownictwie wodnym. Ten pan opowiadał o tym, że kiedy wydobyto jeden z zatopionych okrętów podwodnych, na pokładzie znaleziono ciała marynarzy, którzy w większości zginęli śmiercią samobójczą wieszając się na własnych paskach, albo po prostu zadusili się z braku tlenu. Najgorsze jest chyba to, że jak się wydaje Kursk można było wydobyć. Inne kraje oferowały Rosji pomoc w tej kwestii i Putin stanowczo odrzucił taką możliwość. Ważniejsza była ochrona tajemnic o rosyjskim arsenale atomowym.
Tak... Pamiętam...
Ratownicy byli juz nawet przy włazie, ale z powodów rzekomych złych warunków pogodowych (w tamtym rejonie to dość wiarygodny pretekst) zaniechano tych prób...
Potworna śmierć.
Mimo iż technologia okrętów podwodnych jest nieporównywalna pod każdym względem z okrętami czasu II wojny światowej - groza śmierci w puszce, bez nadziei na ratunek, pozostała ta sama.

Strach przed rejsem łodzią podwodną jest chyba porównywalny ze strachem przed lataniem - niby rzadko cos takiego tonie lub spada... Ale jak juz dzieje się cos złego, raczej nikłe sa szanse na ratunek...