Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Most Hated Song
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3
jakiej piosenki jacka najbardziej nie lubicie? JAka was drazni, irytuje, i wkurza? Jakiej nie mozecie sluchac?

ja: oj, nie moge sluchac wielu, bo w zasadzie wiele nic w sobie nie ma. Takie poczatki programu "Bankiet" sa bez sensu. Wkurza mnie tez KROWA i pare innych ktorych po tytulach nie pamietam, a was?
Krowa to bardzo dobra piosenka Jacka- nie wiem co w niej może irytować, dziwi mnie to bardzo. Piosenki Jacka raczej mnie nie irytują, jestem pasjonatem jego muzyki i uważam ją za bardzo dobrą.

Natomiast jedyne co mnie może irytować to niektóre piosenki z koncertu w Monachium w 88 roku typu Midnight Cowboy, lub Ballada o pustym stole, ale są one niueliczne i uznałem je za wypadek przy pracy Jacka.
takich odpowiedzi sie spodziewalem.
wiesz, jest roznica miedzy "slucham bo cos lubie" a slucham bo jestem fanatykiem. Fanatycy sa nic nie warci, bo nigdy nie wytkna ci zadnego bledu a mysle ze kazdy artysta pragnie szczerosci.
nie ma sensu chwalic wszystkiego, mi np. kompletnie nie lezy chociazby epitafium dla dylana, krowa tez nie... a takze uwazam sie za "fana" kaczmarskiego. Fanatyzm nie jest dobry, nigdy Wink
Utwór Kaczarskiego, którego nie mogę słuchać to "Legenda o miłości". Piosenka dla jednych onajważniejszych wartościach a dla mnie o niczym. Przypominajaca Rynkowskiego i innych łzawych pseudo muzyków, piosenkarzy którzy o niczym innym nie spiewają tylko o miłości, ach te wszystkie wzruszajace historie nieszczęsliwej miłości, telenowele meksykańskie itp. Żadnego przesłania, szkoda na to było głosui strun. Bo czym jest miłość? 8)
Ja jestem fanatykiem, bo słucham Jacka na okrągło, ale podchodze krytycznie również nie jestem ślepo zapatrzony w jego geniusz, każdemu zdażają się błędy. Powiem tak nie mam piosenek które mnei wkurzaj, mam takie które omijam lub rzadziej słucham, ale jest ich nie wiele, np: Mury (podwórko), czy nasza klasa '87 troche mi sięto dłuży, chociaż czasem słucham i mi sie wtedy podoba, wszystko zależyood upodobań. Ostatnio słucham programu mimochodem aleczasem mam ochote na cośstarszego i puszczam Raj albo Mury i jest oki... Co do Krowy to traktuje to jako troche lżejszą opowieśc, a Legenda o Miłości nie uwazam żeby była podobna do pioseneczek o miłości do których kręcą teledyski...pozdro
Chyba jedynym utorem Kaczmarskiego, którego nie jestem wstanie słuchać to piosenka "Zabić kota". Ten opis jest zbyt dobitny jak dla mnie...

Co do "Legendy o miłości" - Witka, może Ty po prostu nigdy nie byłaś zakochana tak na serio, co?
" Czasztuszki o pieriestrojce"- ojra, ojra tra la la- nieudany żart muzyczny.

zbych

Zazwyczaj nie słucham „Murów”, „Źródła”, „Naszej klasy”, a nawet „Obławy”, której nasłuchałem się już od 134 lat, o ile sobie dobrze przypominam (to był pierwszy utwór JK, jaki usłyszałem i do dziś pamiętam okoliczności oraz pierwsze wrażenie, co trochę łagodzi moje znużenie utworem).
A teraz do Witki. Intrygujące, że JK w „Legendzie o miłości” zastanawia się dokładnie nad tym samym, nad czym Ty zastanawiasz się w swoim poście. Tyle że on patrzy na sprawy jakby z drugiego brzegu rzeki, którą Ty masz jeszcze do przebycia. Nie mówię o miłości, tylko o całokształcie spraw. A poza tym, Witko, wszystkie piosenki na świecie, i wszystkie wiersze, i wszystkie powieści, są o miłości. Innych nie ma.
(Oczywiście te, które śpiewa Rynkowski, też są o miłości, no ale to już trudno.)
Kiedyś cieżko mi się było "przebić" przez "Misję"... ale teraz już mi przeszło...
Trudno jest mi wybrać coś czego nie lubię w twórczosci JK... Są rzeczy których być może nie rozumiem ale i tak to coś co z nich do mnie dociera wystarcza do zachwytu i zachęca do zgłębiania...

Ach... i pozwolę sobie dodać iż nie uważam "Czastuszek..." za nieudany żart muzyczny... hmmm tak naprawdę nigdy wcześniej nie myślałem o nich jako o żarcie...
A "Krowa" to moim zdaniem świetna opowieść i piosenka...

Pozdrawiam...
Mnie najbardziej drażnią Zatruta studnia i Hymn
A mi się one podobają Smile
Mi nie do końca się podobają się niektóre z piosenek z "Bankietu"
ja od pewnego czasu nie lubie "Murów"
nie z powodu samego utwory ale dlatego ze gdzie nie pojawilo by się coś o JK od razu Mury w tle, a przecież Polacy chyba nie dokonca zrozumieli ten utwór...
Cytat:Mi nie do końca się podobają się niektóre z piosenek z "Bankietu"
Fakt, sluchalem pare razy ostatnio tej plyty, i ciezko mi przez niektore utwory przebrnac.
Znaczy nie moge sie zgodzic z pewnymi tekstami. Za duzo alkoholu.

sp

Zadziwiające są ludzkie gusta... Ja na przykład uważam "Zatrutą studnię" za jedną z lepszych piosenek Jacka; "Mury '87" to wspaniałe dopełnienie pierwszych "Murów", ukazujące ogromny rozwój światopoglądowy Kaczmarskiego; itp.
Wiele z piosenek, które wymieniliście jako nielubiane, mnie jak najbardziej odpowiadają. Oczywiście poza "Legendą o miłości", która jest - według mnie - zwykłą grafomanią, która psuje całokształt programu "Mimochodem".
Ja natomiast najbardziej nie lubię "Potępienia rozkoszy"... Wynika to z tak zwanej - parafrazując Herberta - "kwestii smaku".

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za możliwość zdumienia się nad różnorodnością upodobań ludzkich
Ja nie mam utworów które mnie iryrują, czy takich które nie lubię. To znaczy zdażają się takie, ale wiem ze wtedy taki utwór należy przesłuchać jeszcze kilka razy i będzie wspaniały jak pozostałe
Mateo napisał(a):nie uważam "Czastuszek..." za nieudany żart muzyczny... hmmm tak naprawdę nigdy wcześniej nie myślałem o nich jako o żarcie...
Jednakże są to krótkie,ludowe,żartobliwe przyśpiewki rosyjskie.
JK jak powszechnie wiadomo specjalizował się w tychże , wykonując je oczywiście śmiertelnie poważnie.Przy okazji ,do irytujących mnie piosenek zaliczam także "Rechabilitację komunistów"- niezbyt wnikliwa publicystyka.
Byłam napradę zakochana ale może nie lubię "Legendy o miłość" gdyż Mistrz mówi tu o niej wprost. Każdy inny wiersz mogę interpretowac inaczej a tego nie, gdyż jest zbyt oczywisty.
A mnie sie wiele piosenek podoba. M.in. "Konfesjonał", "Niech..." i "Katyń"
A ja się wyłamię z ogólnej tendencji, bo mi się "Bankiet" podoba. Może niezbyt poważny, na pewno inny, ale też prawdziwy. Zresztą Kaczmarski bardzo dobrze tłumaczy to na początku - "Znudziło mi się pisanie o historii i polityce, więc postanowiłem napisać, czym żyłem wieczorami". Poza tym sporo utworów z tego albumu, choć w formie żartobliwej (i z dużą dawkoą alkoholu), nie jest "płaskich". Ot, choćby seria "knajpianych spotkań" - obwieszcza pewne prawdy psychologiczne i nie tylko Smile. Nie twierdzę, że jest to materiał wybitny, ale nie przeżywam katorgi słuchając go. No, tylko do "pawia na kolanach" nie mogę się jakoś przekonać Wink.

zbych

„Bankiet” w całości należy do gatunku utworów, który w staropolszczyznie nazywał się „dobrym towarzyszom k’woli”, co w tłumaczeniu na dzisiejsze znaczy „żeby kumple się zabawili”. Pisali to najwybitniejsi, od Kochanowskiego poczynając, poprzez Fredrę i Mickiewicza (Mickiewicz tłumaczył Woltera o erotycznych przygodach Joanny d’Arc, zwanej przez niego Darczanką, natomiast z Fredry nawet tytuły trudno było wymieniać przy paniach – wtedy, dziś przy paniach więcej uchodzi, ale to panie sobie wywalczyły), aż po Tuwimów i Boyów i Wisławę Szymborską, choć ona jako kobieta zajmuje się łagodniejszą odmianą. Bo w ogóle jest to tzw. „męska literatura”, opisująca wszelkie nieprzyzwoitości, niecenzuralności seksualne, skatologiczne itp. Radosne świntuszenie, krótko mówiąc, w którym JK skupił się głównie na wątku alkoholowym, z rzadka tylko traktowanym fizjologicznie. Czyli on też dał łagodną odmianę i być może dlatego zdecydował się na upublicznienie piosenek. Ponieważ jedną z głównych zasad w tej gałęzi twórczej jest to, że nie jest przeznaczona do druku. Służy do zabaw w gronie znajomych, choć ci znajomi często rozwłóczą to dalej, ponieważ – nie oszukujmy się – poeci też miewają znajomych, którym najbardziej do gustu przypada tego typu poezjowanie, czyli programowo wyzute z wszelkiej głębszej treści, żartobliwe i dosadne. W końcu karierę równie wielką jak „Pan Tadeusz” zrobiła jego „XIII Księga”, przypisywane Fredrze, choć nie jego, tylko Orłowskiego czy Ostrowskiego czy innego na literę O, powiedzmy Turkucia, kompletnie nie pamiętam. Czasem są to arcydzieła w swoim rodzaju, zbiera się je w różnych wyspecjalizowanych wydawnictwach i opatruje przypisami naukowymi. (Przychodzi mi na myśl zbiorek „Pyta nie błądzi”, a dlatego mi przychodzi, że w innym miejscu analizowaliście „kuśkę”, więc dołóżmy jeszcze „pytę”, dużo jest pięknych nazw na piękne rzeczy.) Słuchać tego wszystkiego i czytać można na trzeźwo, ale oceniać lepiej po pijaku. „Bankietu” ta reguła dotyczy tylko przy niektórych piosenkach, więc jest to jednak wydawnictwo ambitne i artystyczne w dziejach gatunku.
Jakoś nie mogę przetrawić " Głupiego Jasia ". Nie trafia do mnie ten tekst.

Pozdrawiam, Rugnar.

poziomka

Zupełnie nie podobają mi się utwory Jacka, w których zbyt dosłownie opisuje on
miłość fizyczną.
Może i będzie to (akurat na tej stronce) bluźnierstwo (a co tam...), ale są one
wręcz niesmaczne.

Mam tu oczywiście na myśli : "Potępienie rozkoszy" i " Balladę o miłości".
To zaskakujące że poeta o tak wielkim kunszcie, w tych sprawach był tak prostolinijny.

Inna sprawa , że podobne "kwiatki" zdarzały się również w jego powieściach.
Kto nie czytał - zachęcam - są naprawdę dobre. Ale znów podobna historia - mają kilka "niesmacznych wątków " - psujących ogólny obraz utworu.

Pozdro
Droga Poziomko.
Musze przyznać Ci racje, też nie lubie tych piosenek, często je omijam, wole te opisujące przestrzenie, wydarzenia natomiast te zupełnei mi nie podchodzą. Także dla mnie żadnym bluźnierstwem nie jest twoje zdanie, bo się pod nim podpisuje. A reszta piosenek naprawde mi nie przeszkadza, każda na swój sposób jest wyjątkowa.
Pozdrawiam
E tam, nie przesadzajmy Big Grin

"Potepienie rozkoszy" powinno byc doslowne, poniewaz jest utworem ironicznym, komentujacym nieumiejetnosc rozmawiania o milosci i pozyciu. Dla prawie wszystkich jest to temat niezreczny (poczerwieniale liczka, wzrok bladzacy gdzies po suficie), a dla wielu nawet grzeszny. "Potepienie..." jest polemika z takimi postawami, wiec musi byc napisane wprost (jak kazdy "normalny" temat) a nie gustownymi metaforami.

Natomiast "Legenda o milosci" chyba nie jest az tak niesmaczna i prostolinijna. W ogole jest to bardziej traktat filozoficzny o milosci, jej sensie w obliczu szybkiej i nieuchronnej smierci itd., niz glupawa opowiastka "o dwoch takich co sie zakochalo". Co najwyzej moga sie nie podobac uzyte metafory ("prezny tulipan", "rozchylone platki rozy"), ale one, az tak niesmaczne chyba nie sa. Big Grin

pozdrawiam Michal
Akurat do "Legendy o miłości" nic nie mam natomiast te "dosłowne" mnie nie przekonują.
poziomka napisał(a):Zupełnie nie podobają mi się utwory Jacka, w których zbyt dosłownie opisuje on
miłość fizyczną.
Może i będzie to (akurat na tej stronce) bluźnierstwo (a co tam...), ale są one
wręcz niesmaczne.
Mam tu oczywiście na myśli : "Potępienie rozkoszy" i " Balladę o miłości".
To zaskakujące że poeta o tak wielkim kunszcie, w tych sprawach był tak prostolinijny.

A Jacek to po prostu lubił i wcale się z tym nie krył Wink
Czyli miłość fizyczną, ale widać jej opisywanie - również. Big Grin

Mi to nie przeszkadza. Nawet bardziej Jacka "uczłowiecza". Za bardzo na piedestał próbujecie Go tu postawić.

Zresztą, takie np.: tulipan i róża to stare symbole seksualne - zatem i do kunsztu ich uzycie nalezy, i wcale nie jest takie prostolinijne. Wink

[ Dodano: 2005-01-15, 18:27 ]
A co do "Potpienia rozkoszy" Wink

"Choć może dość niesmacznie
Zagłębiać się w te treści" Big Grin

Coś a propos "zniesmaczenia":

Fragment przepisany z wrzesniowego Zwierciadla, apel Wojciecha Eichelbergera.
"...Gdy nie ma wewnetrznej otwartosci i zgody ze soba, gdy nasza seksualnosc
pozostaje gdzies w ukryciu, a jestesmy bombardowani z zewnatrz ogromna
iloscia bodzcow erotycznych-to sytuacja jest postawiona na glowie...
W rezultacie zamiast kultury seksualnej mamy kulture pornograficzna.
Kultura wyzsza ciagle nie chce zagospodarowac seksualnosci-byc moze dlatego,
ze jej korzenie nadal tkwia w sredniowiecznych klasztorach,
Judeochrzescijanska kultura wyparla sie seksualnosci....
Czas juz chyba zdac sobie sprawe z tego, ze droga dotychczas uczeszczana w
tych sprawach, czyli droga zakazow, karania, zawstydzania i obrzydzania do
niczego dobrego nie doprowadzila.
Trzeba szukac czegos nowego. A na pewno wyprowadzic seksualnosc z wygnania do
krainy rynsztoka i obludy!!"

"Erotogroza" Zwierciadlo -wrzesien 2004

----------

Uważam, że tego m.in. tyczy sie "Potępienie rozkoszy" Smile
Każdy ma prawo decydować co mu się podoba a co zniesmacza, nie musze na siłę tolerować pewnych zachowań czy nawet tektów, tylko po to żeby ktoś mógł powiedzieć ze wyszliśmy z odrzucenia seksualności.

poziomka

Droga Hydrozagadko:

Nie rozumiem czemu zarzucasz mi stawianie Jacka na piedestale.
Swoją wypowiedzią chciałam po prostu dać wyraz temu, że nie podoba mi się to w jaki sposób przedstawiał on treści związane z seksem.

Przytoczyłaś tekst :

Hydrozagadka napisał(a):Czas juz chyba zdac sobie sprawe z tego, ze droga dotychczas uczeszczana w
tych sprawach, czyli droga zakazow, karania, zawstydzania i obrzydzania do
niczego dobrego nie doprowadzila.

Hej, hej , chwileczkę :

Ja nikogo nie mam zamiaru zawstydzać ! A już na pewno nie opieram swego zdania na moralności "średniowiecznych klasztorów, czy judeochrześcijańskiej kultury.

Jestem jednak przekonana, że istnieje granica pomiędzy erotyką w literaturze (subtelne, wysublimowane, nieco "rozmyte" i niedopowiedziane opisy miłości fizycznej), a prostolinijnym , dokładnym opisywaniem seksu.

Pragnę zapewnić , iż przekonanie to nie wynika bynajmniej z pobudek religijnych...
Jak to już wiele razy na tym forum zostało powiedziane - "to kwestia smaku..."

Pozdrowionka
poziomka napisał(a):Jak to już wiele razy na tym forum zostało powiedziane - "to kwestia smaku..."
No tak! Jeden lubi homary i ostrygi, a drugi nie.

KN.

Gość

poziomka napisał(a):Mam tu oczywiście na myśli : "Potępienie rozkoszy" i " Balladę o miłości".
To zaskakujące że poeta o tak wielkim kunszcie, w tych sprawach był tak prostolinijny.

Prostolinijny? Mogłabyś to rozwinąć/uzasadnić?

Chyba będę prostolinijny i wysunę supozycję, że tak nieswojo czujecie się wobec wspaniałych metafor Jacka, bo nikt z was bachantek zachłannych nie uczynił (barbażyńców)
Proponuję zatem poczekać z ocenami.
Stron: 1 2 3