Odpowiem może posługując się cytatami
patrycja napisał(a):takiej metafizyce tomistycznej odkrycia naukowe wcale nie przeszkadzają, bo zajmują się zupełnie czymś innym.
Metafizyce tomistycznej - dodajmy - we współczesnym rozumieniu. Trudno żeby sam imć Tomasz twierdził że jego metafizyka jest rzeczą rozłączną od nauki, choćby z tego względu że jeszcze kilku stuleci brakowało do tego aby nauka w ogóle zaczęła istnieć, a tym bardziej aby zaczęła aspirować do roli objaśniającej. Chodzi mi o rzecz ogólną - religia rościła sobie prawo do autorytatywnego wypowiadania się w bardzo wielu kwestiach, dopóki nie łokciami w ludzkich głowach nie zaczęła się rozpychać nowożytna nauka. Przykładowo - obecnie religia twierdzi że stworzenie w sześć dni przed 6000 lat jest metaforą. Twierdziła jednak że jest to prawda jak najbardziej dosłowna, dopóki rozwój nauki nie spowodował że dalsze podtrzymywanie takiego twierdzenia byłoby kompromitujące.
Ola K. napisał(a):to coraz dalej posunięte tłumaczenie racjonalne odsłania można powiedzieć miejsce Boga właściwe (jeśli takie istnieje). Okopuje się On/on bowiem w doświadczeniu metafizycznym, numinosum, czy jakiego by określenia nie użyć.
Z jednej strony może tak być. Ale jak się spojrzy z innej, to widać że to co można interpretować jako wycofywanie się Boga na właściwą mu pozycje jest po prostu retorycznym zabiegiem aby nazwać proces o którym cały czas tu mowa - że religia się cały czas systematycznie usuwa i oddaje pole nauce.
Ola K. napisał(a):w sumie rzecz w tym, że nie do końca ten Bóg wziął i umarł
No tak, ale przecież dlatego właśnie reaktywowałem ten wątek, aby dodać że ów proces o którym mówiliśmy ciągle
trwa, tzn nie dotarliśmy jeszcze do punktu całkowitej śmierci Boga.
Jaśko napisał(a):pomimo znacznego postępu naukowego przez ostatnie kilkaset lat, to dyskusyjne staje się twierdzenie, że nauka może zastąpić religię.
Marku, chyba się nie rozumiemy. Przecież ja nigdzie nie napisałem że nauka może zastąpić religię. Co więcej - właśnie o to chodzi że
nie może jest zastąpić. Nauka ją wyprze, ale nie będzie w stanie zająć na trwałe jej miejsca. Nastąpi więc pewna przemiana, wydarzy się coś nowego. Co? - tego nie wiemy.
Jaśko napisał(a):Ale jakie masz argumenty na poparcie tej tezy?
Że religia się wycofuje pod naporem nauki? Pytasz serio czy żartujesz?
Markowa napisał(a):Do tego co już napisaliście ja bym jeszcze dodała, że z moich obserwacji wynika, że jest coraz więcej świadomych wierzących, bo Ci którzy chodzili do kościoła z presji społecznej czy przyzwyczajenia dawno już sobie odpuścili
Widzisz, zapytałem o co Ci konkretnie chodzi i nie odpowiedziałaś, ale na podstawie tego zdania zdaję się że potrafię wydedukować w czym rzecz. Ty piszesz o tym że (jak mniemam) jak chodziłaś do liceum / gimnazjum to obserowałaś w swoim otoczeniu wiele osób które chodziły do Kościoła na skutek tradycji i presji rodzinno-społecznej. Z biegiem lat jednak nastąpiła polaryzacja - te osoby które chodziły 'bez przekonania' darowały sobie o ogóle i wśród praktykujących pozostały raczej osoby z inklinacją do głębszego przeżywania niedzielnej mszy.
Ja natomiast piszę o przemianach jakie zachodziły w świadomości zachodniej cywilizacji na przestrzeni ostatnich kilkuset lat.
Markowa napisał(a):Hmm, cieszy mnie taki zwrot w dyskusji. Pierwszy raz słyszę na forum, że są tez inteligentni wierzący ludzie.
A tego to już kompletnie nie rozumiem
