Forum o Jacku Kaczmarskim

Pełna wersja: Nieoficjalne nagranie JK
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
co do nieznania nowych - pisalem, ze "Pochwale lotrostwa" jeszcze kupilem (i uwazam za bardzo slaba)
kolejnej plyty juz nie kupilem - bo nauczony poprzednia poszedlem najpierw do Empiku i ja przesluchalem
a raczej probowalem - wymieklem po paru piosenkach

takze to nie jest do konca tak jak piszesz
obecnie po zakupie boxa mam wszystkie plyty, tak wiec moze kiedys tym poznym dam druga szanse

co do pozostalych 2/3 wielkiego trio - czy slysze czesto?
nie chodzi o ilosc, ale o jakosc
posiadam "Pamiatki", "Kamienie" i "Raport z oblezonego miasta" Gintrowskiego i wszysztkie te plyty uwielbiam
i nie ma na nich bardzo slabych melodii, napisanych na sile - Gintrowski naprawde moglby tez napisac melodie do tysiaca tekstow: tyle ze nie popelnil tego bledu...

z Lapinskim gorzej - spotkalem sie z nim tylko raz w oderwaniu od Kaczmara, na jakims przegladzie poezji spiewanej... Spotkania Zamkowe? Olsztyn? nie pamietam juz, pamietam jednak, ze jego akompaniament na fortepianie do tamtych piosenek, bardzo udanych BTW, byl rownie piekny jak te do piesni Kaczmara

generalnie natomiast nie chodzi mi o benchmarkowanie ich wzgledem siebie, ani o to, zeby "Jacek ciagnal ich za soba" - przez co chyba masz na mysli zeby tworzyl z nimi do konca swoich dni
chodzi mi tylko o uznanie faktu, ze stworzyli pare wielkich rzeczy - RAZEM, a nie zbywanie ich udzialu chamskim tekstem, przypisujac cala zasluge sobie: bo tak jak odbieram wspomniany wers

sprobujcie wyobrazic sobie "Wojne postu z karnawalem" bez Gintrowskiego - chodzi mi teraz juz tylko o wykonanie: stracilaby moim zdaniem caly albo prawie caly urok
nikt nie powtorzy takiego np. Astrologa - porownywalna wysokosc i barwe glosu ma u nas chyba tylko Zembaty, ktory nie pasuje do tych klimatow

co do zas tworczosci - do dzisiaj nie rozstrzygnalem wewn. dylematu, czy za najpiekniejsze melodie odpowiada Kaczmar, czy Gintrowski: mam okresy, ze sie sklaniam ku pierwszej odpowiedzi, mam takie, ze ku drugiej
najczesciej jednak pieknem muzyki i klimatem zabija mnie "Epitafium dla Siergiusza Jesienina", ktore wykonywalo wielkie trio, a z ktorym... Kaczmar nie ma nic wspolnego:
muzyka Gintrowski, slowa Krzysztof Maria Sieniawski

i taka prowokacja na koniec - zestawcie tekst "Wrozba" Kaczmarskiego w jego wykonaniu z jego muzyka razem z wykonaniem Przemka, z jego muzyka:
znajda sie twardziele sklonni bronic, ze te dwie wersje sa porownywalne....?
Chamskim tekstem? Chodzi Ci pewnie o zwrotkę Testamentu. Nie sądzę, żeby któryś się na to obraził, bo sami przyznali Jackowi racje. Przynajmniej Gintrowski.

Co do wróżby - kwestia gustu. Tu tego nikt nie rozstrzygnie. Za dużo zalezy od człowieka i jego upodobań.
co do Gintrowskiego, to kojarze wypowiedz, w ktorej potwierdzil, ze sie obijal a Jacek gonil go do roboty, ale wydaje mi sie, ze ta wypowiedz miala miejsce juz po smierci Jacka: gdy Przemka poproszono o ogolna wypowiedz o Jacku
tak wiec moze byc ona nie do konca szczera - bo nie mowi sie zle o zmarlym, szczegolnie zaraz po smierci
umarl Jacek, Przemka poproszono o komentarz... - co mial powiedziec?
ze to zly czlowiek byl?

tak czy siak to moze byc prawda ze Przemek lapal lenia, a Kaczmar go poganial - jesli tak, tekst "niezbyt wysilal sie Gintrowski" nie jest taki straszny
niemniej jednak z dalszego jego ciagu wynika, ze ze Zbyszkiem bylo odwrotnie - ze sie bardzo staral, i szydzenie z tego jest dla mnie bardzo niesmaczne

generalnie oni sie przyjaznili - i skwitowanie wieloletniej przyjazni w tzw. testamencie takim tekstem... no naprawde....

a wracajac do Twojej poprzedniej wypowiedzi - ja nie jestem maniakiem "Oblawy" i calej reszty piosenek, w ktorych bicie przekracza 8 uderzen na sek. :wink:
tym bardziej, ze mnie one irytuja, bo to jedyne utwory Kaczmara, ktorych nie jestem w stanie zagrac :?
ale nie zgodze sie tez z "pozniejsze sa bardziej zlozone, skomplikowane, dopracowane i piekne w swej spokojnosci" - prosze o przyklad piosenki, ktora moze podskoczyc "Naszej klasie", z jej fantastycznym akompaniamentem na gitarze

a wracajac jeszcze do tria i wspoltworzenia - kultowe dla mnie "Przejscie..." w wykonaniu samego Kaczmara jest muzycznie ubogie: wot, pare kwadratowych chwytow i prosta palcowka (czy tez arpeggio, jak mnie zawsze poprawial moj nauczyciel, tlumaczac z oblesnym usmiechem, ze palcowka to co innego Tongue ); intro Lapinskiego i jego partia odpowiadaja za bardzo znaczna czesc klimatu piosenki
Wypowiedź taka padła wcześniej. Niestety nie mam tego wywiadu na stronie. Emitowanio go w telewizji. Było to z okazji koncertu w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Z tą przyjaźnią też wyszło dość dziwnie. Trafniejszym chyba by było stwierdzenie - pracowali razem. Sprawa przyjaźni jest jakby to powiedzieć w moim odczuciu nie do końca wyjaśniona, bo przyjaciele nie rozstają sie w taki sposób. Na koncertach gdzie zbierano pieniądze np Łapiński i Gintrowski robili wszystko by być po drugiej stronie sali niż "przyjaciel"

Naszej Klasie? Prosze bardzo. Co powesz o Legendzie o miłości? Nie spójna i nie dopracowana? I nie bardziej poetycka niż Nasza Klasa? Takie porównywanie teraz tak myśle jest bezcelowe, ale trudno, spróbujemy iść tym tropem.

zbych

Swadyz, mam wrażenie, że pojmuję, o czym mówisz i nawet w pewnych punktach myślę podobnie, choć nie tak radykalnie. Najpierw różnice – ja poglądów kolegi Łysiaka nie podzielam, ale chętnie korzystam z nie zaproszenia do dyskusji. Wytykanie błędów narodowi to nie jest opluwanie kraju. Zdaje się, że to rozumiesz też, bo mówisz o bólu JK jako podłożu tej postawy. Masz rację – i to jest postawa częsta, np. bodajże o Żeromskim mówiono, że kąsał sercem. Jak się kocha – to strach patrzeć, co się wyrabia i nerwy puszczają. Natomiast zagłaskiwanie kota to nie jest żadna metoda. Kota zagłaskuje się najczęściej na śmierć. Tym, co chwalą wszystko, przeważnie nie zależy na Polsce, tylko na jej ładnym imagu i własnym dobrym samopoczuciu z przynależności do najwspanialszego narodu świata. A on jest dokładnie taki sam wspaniały jak Peruwiańczycy na przykład.
Ten „dokument”, o którym czytałeś, lepiej najpierw obejrzyj sam. Na świecie są tysiące ludzi, którzy na czarne mówią białe – nie, że kłamią, tylko tak widzą na odwrót. Wierzą, że mówią szczerze.
Natomiast ja także zauważam niekiedy u JK pewną niezdrową skłonność do podobania się. Kiedy śpiewa w Ameryce w stanie wojennym, mówi to, czego tamci chętnie słuchają, kiedy śpiewa „dobrym kolegom gwoli” – jak się ongiś mawiało – opowiada beznadziejne dowcipy o tym, żeby „ch... stał”, co ma sugerować, że on potrafi się bawić z każdym itp. (kropkuję dla dobra forum, choć tego nie lubię przy cytowaniu). Na szczęście robi to głównie w komentarzach, w twórczości jest zazwyczaj samodzielny i przekorny względem gustów. Umie iść pod prąd, więc ma zdrowy dla artysty instynkt samozachowawczy.
Co do piosenek – mam wrażenie, że z wiekiem on tekst pogłębia, natomiast muzykę upraszcza – i jest to robione celowo. Maksimum treści przy minimum efektu dla efektu. Taki wczesny „Casanova” to muzycznie prawie opera. Każdy twórca dojrzewając coraz bardziej docenia prostotę. Najgenialniejsze dzieła są najprostsze.
Nie przyznaję JK tych czterech talentów tak skwapliwie jak Ty. Lepiej pisał Herbert, lepszy głos ma Połomski, lepszą muzykę pisze Dębski, lepiej gra Strobel itp. Tylko że oni nie byliby w stanie osiągnąć razem tej siły wyrazu w piosence jaką osiąga JK pojedynczo. On daje pewną niepowtarzalną całość i to jest jego geniusz. On nie ma paru talentów, ma jeden niepodrabialny i wielki.
Natomiast talent i siły wygasają z wiekiem u sportowców i tancerzy, pisarze rzadko podlegają tej prawidłowości. W każdym razie JK nie podlegał.
Gdybyś zadał mi te pytania, które zadałeś Arturowi, odpowiedziałbym tak jak on. Mnie też przychodzą do głowy raczej te nowsze piosenki i teksty. Z tym, że tych starszych słucham już ćwierć wieku, mogły mi się osłuchać. Kiedyś też wolałem „Przejście Polaków...”, z tym, że „Czatów...” jeszcze wtedy nie było na swiecie. Ja myślę tak – JK zrobił swoje, teraz kolej na Ciebie. Jestem przekonany, że za ćwierć wieku też będziesz wolał wysłuchać „Czatów...” niż „Przejścia Polaków...”, choć to bardzo dobry utwór. Z czasem zmienią Ci się potrzeby co do świata i docenisz jego inspirujące skomplikowanie w miejscu patetycznej prostoty. Tak dzieje się z każdym, kto myśli i analizuje i dlatego JK szedł w tę stronę, a nie w inną.

Piotru, myślę, że powodem jest fakt, że wielu z nas tutaj ceni JK, gdyż podobnie patrzymy na świat – a nie tylko na JK. I to, co ktoś powiedział (chyba Swadyz?) o zgromadzeniu fanatyków twórczości JK nie tak do końca jest prawdą. Zdaje się, że można tu trafić na znacznie głębsze motywy fascynacji, czyli nie pozbawione trzeźwej oceny i świata, i JK.

Babywoman, wysłałem Ci list na podany adres.

Pozdrawiam Was
poetycka?
mowilismy o warstwie muz. - jesli chodzi o tekstowa, "Nasza klasa" w swojej oryginalnej, pierwszej wersji, delikatnie rzecz mowiac rekordem swiata nie jest: ot, wymienil co sie stalo z kolegami
niemniej jednak jesli chodzi o muzyke, tzn. i o melodie i o akompaniament gitary, to nie chodzi tylko o to, ze w moim odczuciu jest piekna, ale o to, ze kiedys np. ja puscilem pewnej Japonce, wielbicielce Chopina, grajacej j. utwory i na muzyce sie znajacej - byla zauroczona
ten numer by nie przeszedl z ta piosenka, ktora wlasnie odszukalem i poraz pierwszy przesluchalem - ta linia melodyczna i aranzacja na gitare by wywolaly grzeczny usmiech i zgodne z dobrym wychowaniem "to ladna piosenka jest"

co do warstwy tekstowej - to juz jest czysta poezja, a nie piosenka zaangazowana, wiec tak jak wczesniej pisalem, madrowal nie bede

[ Dodano: 2004-11-01, 18:37 ]
to moze jak dla mnie Kaczmar powinien byl po prostu przestac pisac melodie - skoro twierdzicie, ze jego pozne teksty sa tak udane, a Zbych twierdzi, ze Kaczmar swiadomie ubywal im oprawy, to moze powinien po prostu w ogole jej pozbawic...?
w tomiku obronily by sie same, a ja bym sie nie frustrowal warstwa muz.
:twisted:

bo prawda jest taka, ze dla mnie muzyka w ogole jest cholernie wazna - i o ile przyznaje, ze obiektywnie u Kaczmara wazniejsze sa teksty, o tyle przyznaje tez, ze moja znajomosc z nim zaczela sie wylacznie dzieki muzyce, a i kontynuowala glownie dzieki niej
bo jesli chodzi o poezje, to wole poczytac Herberta
jesli chodzi o przekazywanie wiedzy i pogladow, to tez znam ciekawsze zrodla
Kaczmar porywal mnie i porywa ogolnym klimatem piosenek, z ktorych najwazniejsze skladniki to jednak muzyka i pasja w wykonaniu
gdy one opadly...
przyjmujac ze macie racje, a pozne teksty sa wysokiej klasy, nie dziwie sie wcale, ze do mnie niedotarly - pozbawione tej urokliwej otoczki
i - tak jak napisalem: z mojego punktu widzenia byloby najlepiej, jakby kilka ostatnie plyt zastapiloby kilka tomikow
i wilki bylyby syte, i owca nie bylaby frustratem
Big Grin
Drogi swadyz, chyba trochę przeginasz i mylisz pewne pojecia. Podpiszę się częściowo pod tezą Arta.
Kiedy potrzebuję kopa, czegoś, co mnie zmobilizuje do buntu, "ataku", czy ma mi dac po prostu adrenaliny - siegam w wiekszości do utworów starszych, tych z powerem, o rytmie marszowym, "charczących". Słucham wtedy duzo wykonań Przemka.
Kiedy szukam czegoś na zdołowanie, do pogłębienia swojej melancholii (czasem mnie to też dopada), słucham nowszych programów. W wielu utworach nie słyszę spadku formy muzycznej. Bez problemu mogę Ci wyliczyć parę "knotów" muzycznych ze starego repertuaru, bo przecież trudno proste rytmy marszowe uznać za wyżyny kunsztu muzycznego. Ale to nic złego. Do pewnych treści potrzeba kunsztu Chopina, do innych właśnie chwytliwych, skocznych melodii a la "Marysia biesiadna".

I nie obrażaj się na starcie, jak primadonna. Na początku pisałeś ogólnikowo i poproszono Cię o konkrety. To nie było przecież szyderstwo!

Z jednym mogę się zgodzić: pochwała łotrostwa to faktycznie najsłabszy program.

O rany! Właśnie doszło parę postów w tym temacie i mój może być ciut zdezaktualizowany...
po raz kolejny - nie zgodze sie z teza ze stary Kaczmarski to szybkie ostre piosenki, o pozny to spokojne ballady:
ja jak mam potrzeby czegos z powerem, to siegam po stare utwory, za to jak szukam czegos na zdolowanie, to dla odmiany siegam po stare utwory - tylko inne

jesli twierdzisz, ze pochwala to najslabszy program, czyli ze potem znowu poszedl w gore, to moze jednak rzeczywiscie dam druga szanse poznym plytom: glowy nie dam, ale wydaje mi sie, ze kolejna po pochwale zawierala aranzacje na wiecej niz gitare - perkusja, klawisze...
to moim zdaniem totalnie chybiony pomysl, i jesli mi sie nie pokielbasilo i tak bylo, to tez na pewno mnie odrzucilo
jesli potem wrocil z poziomem przynajmniej do poziomu Sarmatii, a wiem ze wrocil do "tylko gitary", to moze jeszcze podejde do tych utworow

generalnie jednak jesli podejde, to podejde sam i do calosci
natomiast ciekaw jestem tych knotow ze starego repertuaru - mozesz wymienic?
Ale co Ci przeszkadza, że Jacek je nagrał? nierozumiem czemu każesz poprzestać na tomikach. Nie chcesz to nie słuchasz. Dla mnie Dwie Skały i Mimochodem jest bardzo wazne i wile mi dały. Włąsnie w formie zaśpiewanej.

Instrumenty zniekształciły Pochwałę. Na szczeście istnieją nagrania tego programu bez nich. Zyskuje on wtedy zupełnie nowy blask.
przeszkadza...
chodzi mi o to, ze tak byloby najlepiej z mojego, samolubnego punktu widzenia
jesli komus te piosenki odpowiadaja calosciowo, to git - good for him, a i dobrze ze powstaly

niemniej jednak zrozum mnie - wtedy: ja naprawde mialem swira na punkcie Kaczmara, sluchalem jego i tylko jego, non stop, "Wojne" zdobylem na dlugo zanim sie ukazala plyta...
w momencie, gdy zaczal wypuszczac (w moim odczuciu) gnioty, to mnie zabolalo
wolalbym, zeby "moj idol" "widzial, kiedy wstac i wyjsc", jak pisal Mlynarski, ktory tez nie wiedzial
Big Grin

uzyje dalszego porownania - ogladales kiedys NBA? lubiles Michaela Jordana?
Smile
kolega ten w szczycie formy zdecydowal, ze odchodzi - co dla szczeniaka-maniaka, ktorym bylem, bylo dramatem
ale jakis czas pozniej, gdy troche zmadrzalem, stwierdzilem, ze to byl wlasciwy ruch - i z kolei bolalem nad tym, ze wymiekl i wrocil
Smile

gdyby wytrwal... to jest wlasnie klasa: wejsc na sam szczyt, udowodnic, ze sie wszystkich wciaga nosem, po czym odejsc - w tym momencie, a nie 20 lat pozniej, kiedy sie juz ledwo biega po parkiecie, i w miedzyczase zaliczylo wszystkie kluby, idac w dol do coraz gorszych...

gdyby Kaczmar skonczyl na Wojnie, biadalbym wtedy, ale do teraz bym go podziwial
a jego tworczosc jako calosc bronil w dowolnej dyskusji do smierci

zbych

Swadyz, to nie jest dobra definicja, że zła muzyka to ta, która się Tobie nie podoba.
O ile V Symfonia Beethovena i piosenka JK to w obu przypadkach muzyka, o tyle piosenka a wiersz – to dwie dziedziny sztuki. Więc to, co ironicznie proponujesz, żeby lepiej JK pisał wiersze (bez muzyki), a nie piosenki – to też nie jest trafny argument. To tak, jak w filmie Formana zarzucają Mozartowi, że w operze jest za dużo nut. Nut jest zawsze w sam raz, jeśli robi to fachowiec.
Czy zastanawiałeś się przy tych emocjonalnych zastrzeżeniach nad założeniem, że JK nie jest po prostu dla Ciebie? A przynajmniej nie w całości. Wtedy nie będziesz się frustrował, jak piszesz. Ja znam wielu świetnych ludzi, którzy nie używają JK. Odbierasz muzykę i pasję, czyli powierzchnię zjawisk. Odbierasz pozarozumowo. To jest całkowicie dopuszczalne, ale pod powierzchnią wre życie równie burzliwe. Czyli nie możesz mieć pretensji do budowlańców, że nie zrobili dachu, skoro zadzierasz głowę tylko do pierwszego piętra.
Albo mówić, że z obrazu van Gogha najbardziej podobają Ci się ramy. Muzyka w poezji od czasu średniowiecznych bardów pełni rolę służebną. Pomocniczą dla poety. Ułatwiającą dla słuchacza. Może być piękna, doskonała, ale niczego się nie zinterpretuje wyłącznie na poziomie melodii. Czy znasz jakieś koncerty melodii JK, Okudżawy, Brasensa, Brela, Wysockiego? A ich teksty wydawane bywają osobno. Muzyka sama się nie broni.
Nie wiem czy porownanie do koszykówki jest dobre. W sporcie wyniki można określić jednoznacznie w poezji nie, bo jednemu coś odpowiada innemu nie. Za dużo tu zależy od słuchacza.

Mam rozumieć, ze przestałeś go podziwiać, bo nie spodobała ci się Pochwała łotrostwa i to pod względem muzyki?
to nie jest tak, ze zla muzyka to ta, co mi sie nie podoba: ja po prostu uwazam pozne kompozycja Jacka za po prostu kiepskie i slabe, nie - za "nie w moim stylu"
potrafie docenic kunszt czegos, co mi subiektywnie nie podchodzi - tu po prostu IMHO nie ma czego doceniac
jesli ktos mysli inaczej i/lub mu sie te kompozycje podobaja - to tak jak napisalem: good for him, i good ze w ogole powstaly
i - tak jak mowisz: pozne dziela Kaczmara sa po prostu nie dla mnie

natomiast w ogole nie wyczules opisanej przeze mnie frustracji mlodego fana(tyka):
ja po prostu chcialem, zebym caly Kaczmarski byl dla mnie

niemniej jednak wracajac do moich pogladow - jeszcze raz: uwazam, ze pozne kompozycje sa obiektywnie slabe
nie zamierzam tego dowodzic, bo nie bardzo widze, jak mialbym to robic - niemniej jednak sygnalizuje otwarcie swoje zdanie: ktos ma inne - jego prawo

natomiast nie przyznaje Tobie prawa do autorytarnego roztrzygniecia "w zbitce tekst i muzyka wazniejszy jest tekst", i to nie troche wazniejszy, bo muzyka to jak rama obrazu
po pierwsze nie masz racji, ze muzyka nie obroni sie sama - ogolnie jest troche utworow na swiecie, ktore skladaja sie z samej muzyki i zostaly docenione, a szczegolnie, czyli wracajac do tworczosci tria - moglbym sluchac bez problemu a z przyjemnoscia wrecz wielu piosenek, gdyby zamiast spiewajacego Kaczmarskiego kolejny instrument gral linie melodyczna
czesto takie sluchanie daloby mi wieksza frajde niz deklamowanie tekstu przez Zaluskiego
po drugie nie zgadzam sie z zepchnieciem muzyki do tak sluzalczej roli - tekst moze byc udany lub nie, muzyka tez: jesli sie trafi piosenka o kiepskim tekscie a pieknej melodii, to nadal tekst jest wazniejszy...? a piosenka do bani? dla mnie wtedy piosenka jest (w miare) ok, a wazniejsza muzyka
generalnie piosenka dla mnie to suma slow i melodii - i liczy sie jej matematyczna wielkosc
niemniej jednak zawsze latwiej przyjdzie mi zaakceptowac piosenke z kiepskim tekstem i fajna melodia, niz odwrotnie: i to mnie nie wyroznia z tlumu, caly pop to denne teksty z czasami fajnymi melodiami

kocham muzyke
lubie spiewac
ciezko spiewac takiego np. Bacha - wiec on odpada
takiego Kaczmarskiego spiewac latwo - tyle ze nie sprawia to frajdy jesli strona muzyczna piosenki kuleje

podsumowujac - zaakceptuje kogos, kto spiewa kiepskie teksty do fajnych melodii: bo sie go bedzie milo sluchalo i milo nasladowalo
jesli ktos spiewa dobre teksty do kiepskich melodii - niech pisze ksiazki, przynajmnie jesli o mnie chodzi

arturo,

poczatkiem konca byla "Sarmatia" - ktorej teksty mi sie w duzej czesci nie podobaly, co do muzyki... byly obiektywnie ladne melodie i aranzacje, ale w moim subiektywnym odbiorze nie mialy one klimatu
wyjatek to ostatnia piosenka, ktora jak dla mnie klimat ma, choc puenta oczywiscie mi tez nie podchodzi: niemniej jednak w niej widac to, o czym pisalem, tzn. Kaczmarskiego docinajacego narodowi "na smutno", w przeciwienstwie do utworu przedostatniego, gdzie to robi "na wesolo", zahaczajac o szyderstwo

tak wiec co do Sarmatii mialem mieszane uczucia - co do Pochwaly juz nie
pisales, ze podobaja Ci sie Niech i 1788 - mi tez sie te piosenki podobaja
i tylko one - z calej plyty
w dodatku nie mam zludzen, ze o ile sluchajac tej plyty wydaja mi sie one super na tle innych, a o tyle gdyby wpadly w srode jakiejs starej, odstawalyby na minus
mam caly czas na mysli muzyke i klimat - a raczej jego brak
jesli chodzi o teksty - za najwazniejszy utwor programu uznalem testament, ktory mi sie bardzo nie spodobal
po pierwsze za kwestie juz poruszona, czyli Przemka i Zbyszka, po drugie - za ogolny ton, swiadczacy o przerosnietym ego i popadnieciu w naprawde niezasluzone samouwielbienie

generalnie utwory typu ten o katowaniu kota pobudzaja we mnie jedna refleksje - taka piosenke to i ja moglbym napisac
dluuugo bym musial szukac w starym repertuarze gniota, zeby moc powiedziec to samo
(a propos - caly czas dopraszam sie listy gniotow z dawnych czasow: bez ciekawosc, nie zamierzam sie na ich temat klocic)
to sa piosenki, ktorych Kaczmar mogl stworzyc tysiace - i tysiace innych tfu-rcow tez mogloby jest stworzyc w podobnej ilosci
moim zdaniem, najwyrazniej niepodzielanym
No nie zrozumie postawy "Kaczmarski był dla mnie" z prostego powodu. Od wielu lat robię co mogę by był dla wielu.

Nie mozesz twierdzić, że muzyka jest słaba i nie dawać żadnych argumentów. Prosimy jednak o argument mówiący, że jest słaba, może znajdzie się ktoś z wykształceniem muzycznym, kto będzie odmiennego zdnia do czegoś ciekawego dojdziemy Smile.

Jeżeli ktoś pisze świetne teksty do kiepskich melodi to niech też nagrywa, jeżeli są chętni do słuchania tych "kiepskich" melodi. Nie możesz nakazać z góry wszystkim z "kiepską" muzyką zamiknąć.


Z XVI wiecznym portretem trumiennym uważam za chyba najlepszą piosenkę z albumu. Niesamowita jest jeszcze Kwesia Odwagi, ale się nie zmieściła Sad. A to rozliczenie się z historią bardzo dobrze by Polakom zrobiło. Studiuje historię i widze jak Polacy sami się oszukują.
nie bardzo rozumiem, czego ode mnie oczekujesz, jesli chodzi o dowodzenie wyzszosci muzycznej
muzyka to nie matematyka
moge np. napisac, ze "Nasza klasa" ma linie melodyczna oparta na wielu dzwiekach z przeskokami o duze interwaly, a wspomniane "Zabic kota" ma linie oparte na kilku zaledwie dzwiekach, zblizonych do siebie, nie tworzacych zadnej ciekawej melodii
niemniej jednak nie ma takiej odgornej zasady, ze im wiecej dzwiekow i im wieksze interwaly, tym lepsza melodia
tak jak napisalem - muzyka to nie matematyka
tak naprawde chodzi o to, co sie komu podoba
stymze jesli jedna rzecz podoba sie komus o wyksztalceniu muzycznym, a druga burakowi, to ja bym stawial, ze ta pierwsza jest obiektywnie na wyzszym poziomie

nie chcialbym zeby powyzsze zostalo zle odczytane - nie zamierzam nikogo obrazac, a i jestem pewien, ze co najmniej jeden uzytkownik forum ma wieksza wiedze o muzyce ode mnie
niemniej jednak lubie uwazac, ze cos o niej wiem
nie mam wyksztalcenia muzycznego stricte, ale duzo w niej siedzialem, z ludkami to wyksztalcenie posiadajacymi
ktorzy puszczali mi np. utwory jazzowe czy z rocka progresywnego i zwracali uwage czy to na ciekawe metrum, czy to na dzwiek spoza tonacji, czy to na w ogole zmiane tonacji
sluchalem duzo, przerobilem duzo i czuje sie troche w prawie wydawac osad - co jest na wyzszym a co na nizszym poziomie muz., a nie tylko co mi sie podoba a co nie
Primus w pewnym sensie jest na wysokim poziomie muz. - nie podoba mi sie ni cholery

wracajac do Kaczmara i moich uczonych kolegow - przy niektorych jego utworach prawie plakali, i rozumiem dlaczego, choc ja nadal te numery lubie, choc wiem, ze muzycznie zblizyly sie niebezpiecznie do granicy miedzy "prosty" a "prymitywny", lub wrecz je przekroczyly
niemniej jednak inne utwory akceptowali szydzac ogolnie z Kaczmara jako muzyka

od jakiegos czasu nie mam juz z nimi kontaktu i "nie stestowalem na nich" ostatnich plyt, ale jestem przekonany ze wiem, jaki bylby odbior

podsumowujac - nie znam i uwazam ze nie ma matematycznych wzorow na wyliczenie wartosci muz. utworu
pozostaje tylko czy utwor sie komus podoba czy nie, i czy ten ktos sie cokolwiek zna czy nie
ze wzgledu na wzgledy ze tak powiem uwazam sie znam - i uwazam ze dawniej Kaczmarowi trafialy sie naprawde udane muzycznie kawalki, a potem sie nie trafialy wcale lub prawie wcale

i tyle...

chetnie bym tez przeczytal wypowiedz ekspercka o poziomie tekstow napisana przez kogos, kto jest w prawie ja napisac - stymze znalazlszy ja tutaj podszedlbym do niej bardzo nieufnie, bo caly czas mam wrazenie, ze uzytkownicy tego forum podchodza do Kaczmara, zarowno do czlowieka jak i do tworcy, bezkrytycznie
:-o Że niby późne albumy Kaczmarskiego są gorsze? No cóż, rzeknę Wam tak. Sarmatia jest jedną z moich ulubionych płyt. Sięgam po nią chyba równie częstwo jak po "Live" i "Raj". Ma naprawdę cudowny klimat i zarówno muzycznie jak i tekstowo stanowi zamkniętą całość. Od początku do końca przemyślaną. Jak można napisać, że melodie są do bani? OBIEKTYWNIE: są jednymi z lepszych.

Co do późniejszych płyt warta szczególnego wyróżnienia jest "Między Nami". I to właśnie ze względu na śmiałe aranżacje z większą ilością instrumentów. Momentami lekko jazzujący klimat doskonale pasujący do późniejszych tekstów Jacka. I myślę, że gdyby nie choroba, właśnie taki kierunek obrałby mistrz. Śmielsze aranżacje, jazz, ale nadal dobrze wyeksponowana gitara.

Pochwała... rzeczywiście, nie najlepsza. Ale też do posłuchania i do refleksji. I wcale nie twierdzę, by ustępowała w czymś poprzednim albumom pod względem muzyki. Po prostu NIE ZASKAKUJE i nie olśniewa. Ot, jak zawsze, na wysokim poziomie.
Poza tym, Swadyz, czy znasz artystę, którego wszystkie albumy Cię zachwyciły? Jacek w pewnym momencie zmienił styl (prawdopodobnie, albo i na pewno, spowodowały to przemiany w kraju, które pociągnęły za sobą przemiany wewnętrzne), ale czy można powiedzieć, że na gorsze? Skoro jemu samemu się to podobało (a musiało, kto pisze coś, czego sam nie akceptuje), to na pewno trzymało poziom. Bo mistrz, jakby nie było, słuch i talent muzyczny miał.

No a już najlepszą chyba rekomendacją albumów z lat 90' jest to, że mój kolega, muzyk z wykształcenia, bardzo je chwali. Dodam, że gitarzysta, więc na rzeczy się zna i, jak sam się przyznaje, najpierw słucha muzyki, dopiero za 3-4 razem tekstów. :wink: :wink:

..:Tongueozdrawiam::..

Bartek
co do Sarmatii - napisalem, ze zawiera OBIEKTYWNIE ladne melodie, ale w moim subiektywnym odbiorze bez klimatu
i odnosze wrazenie, ze moje wypowiedzi byly ostrozniejsze...
Big Grin

co do znania kogos, kogo 100% tworczosci by mi sie podobalo - tak jak pisalem, tak bylo z Kaczmarem "do przerwy", tzn. bylo to 99%: podobalo mi sie wszystko poza piosenka "Misja" z programu "Krzyk"
to mnie szokowalo totalnie i przeskok do stanu "podoba mi sie jedna, dwie piosenki na caly program" to byl bardzo niemily przeskok...

co do tego, ze skoro autor wypuscil, to mu sie podobaly, a skoro jemu sie podobaly, a on sie zna, to...
pierwsza implikacja jest falszywa
wielu tworcow wypuszcza gnioty dla pieniedzy
Kaczmarski wg mojej wiedzy napisal ponad tysiac utworow, ze czego wiekszosc w przeszlosci
i wiekszosc z nich nie znalazla sie na kasetach, w wydanych publicznie programach: podejrzewam, ze dlatego, ze autor uznal, ze byly za slabe
potem jednak wydawal piosenki wg mnie na poziomie tych, ktore dawniej pomijal, moim zdaniem dlatego rowniez, ze zabraklo takich, ktore by je wyparly, a zyc z czegos trzeba
a po czesci bylo to wynikiem wsomnianego przeze mnie rozrostu ego - kiedys podchodzil krytyczniej do siebie i swoich dziel, pozniej byc moze stwierdzil, ze wszystko co splodzi, jest cudowne
A właściwie to po co ten temat? No, nie - zartuję. Pojmuję swadyza, ale nie podzielam jego opinii. Oczywiście, ze w zbitce poezja plus muzyka nie mozna mówić, ze tekst jest ważniejszy, ale muzyka jest niejako elementem ilustracyjnym i nie moze byc rozbudowana. Myślę, że przy krytycznych uwagach o "Odpowiedzi" Gintrowskiego właśnie o to szło. Muzyka tak się rozbudowała, że zaczęła przesłaniać tekst. U Jacka warstwa muzyczna była lepsz, lub gorsza, aranżacje muzyczne (Litania i Między nami jako całość) mogą się podobać lub nie, ale muzyka cały czas słuzy tekstowi. Niezależnie jak głosno rozkręcę sprzęt, rozumiem tekst i na nim się skupiam. Nie wyobrażam sobie słuchania Kaczmarskiego przy aranżacjach tak rozbudowanych, jak utwory muzyki klasycznej. Nie chcę powiedzieć, że muzyka jest wturna, bo nie jest, ale po prostu nie może byc bogata.
Wyobraźcie sobie niektóre pieśni Piwnicy pod Baranami z rozbudowaną warstwą muzyczną. Choćby piosenki Szałapak. No, po prostu nie dałoby się tego słuchać. Tu dominuje tekst i jego przesłanie. Muzyka tylko ten tekst ma podkreślać.

Arturze!
Za to zdanie: "A to rozliczenie się z historią bardzo dobrze by Polakom zrobiło. Studiuje historię i widze jak Polacy sami się oszukują." należy Ci się 5 z masą plusów. Ja jestem skromny połykacz historii po amatorsku i stwierdzam, ze jednym z największych grzechów komuny wobec mnie jest wdrukowanie mi przekonania, że to my byliśmy zawsze i wszędzie najwspanialsi, ponosiliśmy najtragiczniejsze ofiary a winni byli tylko ONI. Od kilkunastu lat z bulem odkrywam, ze - jak każdy naród - mieliśmy też te mniej sympatyczne strony - i nie chodzi tu o licytowanie, kto tych ciemnych stron miał wiecej, lecz o sam fakt przyznania sie, że je wogóle mielismy. Ok. ostatnio bijemy sie publicznie w te piersi na potęgę, co może niektórych razić, ale to nie powód, by teraz powiedzieć: no dobra! Piersi mamy posiniaczone, na razie starczy, ponowimy ciosy, kiedy inni sie trochę pobija. Historia to nie bilans bankowy kto komu ile winien.
poprosze o te liste starych gniotow dla mojej ciekawosci, a potem ja juz stad brykam:
nie moge spedzic calej nocy po polowie dnia na klotnie o Kaczmarskim
Big Grin
Co do piosenek, które moim zdaniem są słabe, to chociażby "Rozstrzelanie" z Muzeum.

A co do Polski i Polaków. Moim zdaniem jesteśmy narodem naprawdę rozbitym, niezgodnym i niesamowicie podzielonym. Ukazała to historia już w przeszłości (chociażby rozbiory). Ale, trzeba to przyznać, kiedy nadchodzi kryzys, potrafimy być niesamowicie zgodni, waleczni i dzielni. Często wiąże się to również z tym, że musimy pięknie umrzeć. A nie musielibyśmy, gdyby tylko umieć żyć ze sobą na codzień, a nie tylko "od kryzysu".

I tak sobie myślę, że dywagujemy tutaj nad twórczością Mistrza, o krok nam od jakiej kłótni wielkiej, a jeśliby się pojawił jakiś jegomość krytykujący Jacka Kaczmarskiego za wszystko, zaraz zjednoczylibyśmy swe siły i dowodzili o wielkości każdego z dzieł Mistrza.

Co do mojej tezy, że nagrał, bo mu się podobało, a skoro się zna i mu się podobało, to było... Wiadomo powszechnie, iż Jacek był dosyć pazerny na pieniądzę i nawet jak śpiewał dla przyjaciół, nie omieszkał zebrać jakiś symbolicznych datków :wink: Trzeba jednak pamiętać, że każdy wybitny artysta (a za takiego Jacka uważam) dba o swój wizerunek i nie wypuszcza na rynek rzeczy, które nawet w jego mniemaniu sa gniotami.

Może po prostu nie lubisz postępu i nie potrafisz (nie chcesz?) go zaakzeptować, co Swadyzie mój drogi?? Big Grin

Proponuję zakończyć tą rozmowę konkluzją, iż Kaczmarski wielkim twórcą był i choć zdarzały mu się "słabsze" momenty, lub nie zawsze trafiał w gusta wszystkich odbiorców, to przez całe swe życie tworzył ponad swoje czasy i chyba długo przyjdzie nam czekać na drugiego tak utalentowanego człowieka. Szkoda tylko, że nie możemy powiedzieć "Zobaczymy, jak mu się uda następny album/tomik/program"...

zbych

Swadyz, wyczułem frustrację fana(tyka), ale nie chciałem Ci tego złośliwie wytykać, bo musiałbym powiedzieć, że robisz to samo, co zarzucasz JK – kąsasz sercem.
Na temat stosunku muzyki do tekstu Piotru powiedział wyżej w sposób jaśniejszy to, co miałem na myśli, więc nie będę powtarzał. Oczywiście miałem na myśli tylko jeden rodzaj muzyki i nawet wymieniłem jego przedstawicieli, czytaj dokładnie. Nie miałem na myśli popa, piosenek Natalii Kukulskiej, soundtracków odczyszczonych z warstwy dialogowej itp. Tylko to, co czasem nazywa się poezją śpiewaną, pewnie nieprecyzyjnie, ale nigdy nie nazywa się tego melodią deklamowaną.
Nie przyznajesz mi prawa, mówisz, do autorytatywnego rozstrzygnięcia, że „w zbitce tekst i muzyka ważniejszy jest tekst”. Ciekawi mnie ten tekst zamieszczony przez Ciebie w cudzysłowie, do którego mi prawa nie przyznajesz. Przecież sam to zdanie napisałeś, a przypisujesz je mnie. Gdzie ja taką złotą myśl wykonałem? Sam wymyślasz coś, czego zabraniasz. Ja tłumaczyłem rolę muzyki w tego typu pieśniarstwie. Umówmy się, że muzyka i śpiewanie to trochę co innego niż akompaniowanie i melodeklamowanie. Ale nie ja odbieram znaczenie muzyce, tylko Ty tekstowi – i o to przecież szło.
A co ma do tego, że się nie zgadzasz z zepchnięciem muzyki do służebnej roli? Możesz się także nie zgadzać, żeby trawa była zielona. Ale co z tego? Jeśli tak podejdziemy do sprawy jak proponujesz, to naprawdę wyjdzie nam, że Połomski jest lepszy. Daję Ci słowo, Swadyz, że ja kocham „Złoty pierścionek na szczęście” i „Nie wierzę piosence” i „Tango Milonga” i „Miłość ci wszystko wybaczy” i całą masę supermelodyjnych przebojów liczących sobie już tysiąc lat podobania się. Daję Ci słowo, że mogę cały dzień słuchać jazzu i się nie znudzę i szybciej znudzę się JK niż jazzem (może dlatego, że jego jest nieporównanie więcej), ale na Boga – nie mieszajmy pojęć. Nie we wszystkim chodzi o to samo.
I jeszcze na koniec - Tarko, ja sie z Toba we wszystkim zgadzam oprócz propozycji konczenia spraw przez aklamacje. Mysmy juz to przerabiali.

MD

Tak troche obok dyskusji:
Czy posiada ktos moze w formacie mp3 "Ballade o Janku Wisniewskim", ktora jest grana podczas koncowych napisow "Czlowieka z Zelaza"? Jandzie pomaga Kaczmarski i Gintrowski.

A moze ktos wie, jak sobie zgrac to do pliku muzycznego, jezeli mam film na dvd?

pozdarwiam
Maciek Drogon
co do ostatniego, odpowiedzia jest gordian knot
jakby byla potrzebna pomoc, moge udzielic - banalna sprawa

co do ballady o JW - na zakupionych przeze mnie plytach z PPPP jest tylko wersja jakiegos ludka bez ikry, ktorej sie nie da sluchac: co bylo dla mnie duzym rozczarowaniem, bo liczylem na ta, o ktorej piszesz, a ktora mam niestety tylko na kasecie

zbychu, jeszcze raz, kompletniej
w pewnym momencie napisalem odnosnie Kaczmarskiego, ze tekst jest wazniejszy od muzyki
uscislajac mialem na mysli wczesnego Kaczmarskiego, czyli sytuacje wg mnie, gdy teskt jest na b. wysokim poziomie, i muzyka tez
w tym momencie uwazam, ze pierwsza cecha jest wazniejsza - z prostej ekonomicznej przyczyny, ze sie rzadziej zdarza
jesli zas chodzi o zestawy "slaby tekst dobra muza" i "dobry tekst slaba muza" to definitywnie z dwojga zlego wole to pierwsze - tak wiec nawet zaakceptowanie pogladu, ze pozny Kaczmarski to dobre teksty przy nieakceptowaniu jego poznych kompozycji nie daje mi pocieszenia
i nie zgadzam sie z bagatelizowaniem spadku formy muzycznej ze wzgledu na tekst:
wczesny Kaczmarski to dla mnie zjawisko niesamowite, tak jak napisalem - tekst super, muza super
tak, tekst wazniejszy - ale jezeli ten tekst odrzec z tamtej muzyki, czar pryska
i tyle
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/d/dance_macabre.php">http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/ ... acabre.php</a><!-- m -->

Ten wiersz powstał w czasie choroby. Wyrecytowano go na pogrzebie. Bez muzyki, bez śpiewu. I wiesz co? Tekst powalał tak samo jakby Jacek go zaśpiewał niczym Epitafium dla W.W. Te wiersze mają czar i bez muzyki. Żaden inny poeta nie wywołał u mnie takiego dreszczu samym wierszem. Nawet Herbert.
mysle, ze to byl nastroj chwili
po pogrzebie uwielbiam "Mimochodem", a i "Zrodlo" mocno podskoczylo w notowaniach
sorry, ale tak to rozumiem - dana piosenka/wiersz kojazy sie z wazna chwila i "jedzie" na tym

ilu facetow uwielbia denne piosenki, bo przy nich on i jego dziewczyna...

zbych

To jest wszystko prawda, co mówisz, Swadyz, tyle że ja nie sądzę, żeby on miał spadek formy muzycznej. Jestem zdania, że świadomie i celowo zmieniał swój stosunek do muzyki z uwagi na ewolucję własnych tekstów. Sądzę, że miał świadomość, że ma coraz więcej do powiedzenia i potrzeba mu coraz mniej efektów i ozdobników, żeby osiągnąć równie wstrząsający efekt, że tak powiem, „gołą treścią”. Ale jednak był śpiewakiem, robił swoje pod melodię. (Choć planował zdaje się ograniczyć się do pisania, pewnie nie tylko dlatego, że męczyły go koncerty.)
Dla mnie też jego teksty bez muzyki są zdecydowanie gorsze, ale zwłaszcza dawniejsze teksty. Tu zgadzam się z Arturem – wiele nowych, do których nie zdążył napisać muzyki, radzi sobie doskonale bez niej. Robi ogromne wrażenie. Takie teksty jak o Petroniuszu albo o starości Tezeusza – to perełki, niezależnie od muzyki. Za młodu takich nie miewał albo miewał ich znacznie mniej. Takich, które broniły się same jako poezja wysokiej próby.
Swoją drogą ciekaw jestem jak one by brzmiały, gdyby muzykę zrobił do nich, powiedzmy, Łapiński, a zaśpiewał Gintrowski, albo odwrotnie, albo razem – czyli ludzie, którzy już takie rzeczy z JK robili dawniej i kojarzą się nam podświadomie z tym klimatem. Ale nie mam co do tego żadnej pewności.
Witam!
Chciałbym zabrać głos w toczącej się dyskusji. Padło wiele słów, sporo wątków zostało poruszonych, więc chyba nie uda mi się odpowiedzieć na każdy, postaram się wyrazić swoje zdanie w kwestii rozwoju talentu muzycznego u Jacka.
Po pierwsze - niejaki swadyzie - w Twoich wypowiedziach w sposób bardzo chaotyczny i nieprzemyślany posługujesz się różnymi kategoriami wartościującymi. Z jednej strony przedstawiasz się jako osobę "osłuchaną", posiadającą określoną wiedzę muzyczną (tekst o interwałach), poczuwającą się do wydawania ocen o wartości muzycznej utworów. Z drugiej jednak nie potrafisz podać przekonujących argumentów dla obrony swojej tezy poza tym, że te utwory ci się "nie podobają". Oceniasz albumy jako całości, zapominając, że każda piosenka jest tu (mowa oczywiście o stronie muzycznej) zupełnie odrębnym dziełem. Generalizujesz wypowiadając się o albumach, których nawet tak naprawdę nie przesłuchałeś. Czy tak wypowiada się osoba "osłuchana" i posiadająca wiedze?? Według mnie nie.
Po drugie, mówiąc o muzyce pisanej przez Jacka należy pamiętać o tym, że poruszał on się na gruncie określonych wzorców, na których wypracował swój własny, niepowtarzalny styl. Podobnie zresztą jak Gintrowski. Trudno porównać muzykę Jacka do innych kompozytorów powiedzmy piosenki poetyckiej. Styl Jacka cechuje swoboda w stosowaniu zapożyczeń, wprowadzania stylizacji, dostosowania elementów muzycznych do ekspresji tekstu (służę przykładami). Zarówno w początkowej, jak i w końcowej fazie twórczości. Wedlug mnie kompozycje Jacka z poczatku lat 80-tych, jak i te z 2001roku wyraznie cechuje przynależność do jednego stylu. Rozdzielanie ich jest rzeczą ocierającą się o granice absurdu.
Po trzecie. Późne kompozycje Jacka dają dowód znacznego rozwoju jego talentu kompozytorskiego. Nie podobaja ci się melodie z "Dwóch Skał", czy "Mimochodem"? Mi się podobają. Bardzo. Bo brzmi w nich nie tylko już dawny Jacek, ten od Naszej klasy, czy Katarzyny, ale dużo ciekawszy - skupiony nad kazda nutą, sięgający po coraz śmielsze rozwiązania harmoniczne, niezwykle roznorodny rytmicznie. Tobie się te kompozycje nie podobają, może jesteś jeszcze zbyt mało osłuchany, może nie chce ci się w nie wsluchac. Nie wiem. Podajesz przyklad "Naszej klasy". To akurat bardzo prosty utwor (oczywiscie - bardzo piekny, ale prosty). Akompaniament ogranicza sie praktycznie do wykonania linii melodycznej. Gdziez "klasie" muzycznie do "Muchy w szklance lemoniady", czy "Przepowiedni Jana Chrzciciela"!
Zachecam Cie do głębszego wsłuchania się w ostatnie płyty Jacka - tkwi tam naprawdę wiele pięknych kompozycji. I napewno jest tam dużo tego samego Jacka, którego tak bardzo lubiłeś.
W razie potrzeby, służę konkretnymi argumentami na poparcie moich tez.
Pozdrawiam
Tomek
Zgadzam się z Tomkiem - co do twórczości Jacka (ale bez jego osobistych uczuć nt. SwadyzaWink) Na "uwypuklenie" ważności mojego stanowiska w tej sprawie powiem, że jestem muzykiem.
Cieszę się, że się ze mną zgadzasz, a na poparcie swych słów powiem, że też jestem muzykiem.
A można wiedzieć, na czym grasz?
Pozdrawiam
Tomek

PS. Możesz mi wierzyć, ze nie mam zadnych osobistych uczuć co do osoby swadyza. Uważam po prostu, że się zagalopował.
Studiuję dyrygenturę, ale jeżeli chodzi o instrument, jestem pianistką - wcześniej kończyłam fortepian (no i teraz staram się przynajmniej nie cofać, nie stracić tego, czego się nauczyłam). Może spróbuję zdawać na śpiew, oprócz Jacka kocham też operę :wink: (drugi stopień skończyłam też na śpiewie)
A Ty "jakim" jesteś muzykiem? Smile
Co do Swadyza - wierzę, że do niego nic nie masz i chyba też uważam, że się zagalopował.
Z jednej strony, każdy ma prawo mieć swoje zdanie (degustibus...), ale z drugiej wolę artystę oceniać "po całości". Dla mnie cały Jacek jest doskonały, a teraz, gdy Go tutaj nie ma, nie potrzeba Go krytykować, teraz Jego twórczość jest bardziej doskonała niż kiedykolwiek...
Wiesz, On mi przypomina Beethovena - twórczość, sytuacje społeczno-historyczne, zrozumienie (a raczej jego brak) tej twórczości, śmierć... i geniusz... Czy Ty też widzisz to podobieństwo?
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10