Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Krzyk (2)
#1
Urodziłam się dość późno bo w 1982 r.. niewiele pamiętam z tych czerwonych czasów, jednak gdy słyszę piosenkę "Krzyk" to czuję jakby Kaczmaski stał przede mną i w gołych dłoniach trzymał moje serce. Śmiało mogę powiedzieć, że utożsamiam się z tą piosenką. Nie trzeba być samemu by czuć się samotnym i Jacek o tym wiedział. Dlatego też ten tekst jest tak ustrojowo uniwersalny Smile. Pozdrawiam
Odpowiedz
#2
Bardzo mi się podoba to określenie - "ustrojowo uniwersalny". Myślę, że trafiłaś w sedno. A oto, co Jacek sam miał na ten temat do powiedzenia:

"Piosenka „Krzyk” jest opisem obrazu Edwarda Muncha, słynnego obrazu kobiety krzyczącej na moście, przejmujący obraz, nakładający się na moje osobiste doświadczenia z pewną osobą, która doświadczała lęku istnienia na granicy choroby psychicznej, tego lęku, o którym potem napisałem w „Przeczuciu, czyli czterech porach niepokoju.” Ale tamten czas był czasem krzyku, to był 1981 rok. Ta płyta zresztą się nie ukazała wówczas na rynku, cały nakład poszedł na przemiał, ale jego część została gdzieś ukryta przez Solidarność Polskich Nagrań i potem wydawana w kopertach piosenkarki Eleni i rozsyłana po świecie, nawet taki egzemplarz dotarł do mnie teraz, po latach. Chodziło mi oczywiście o krzyk, o zaznaczenie tego i lęku istnienia, i przerażenia światem, i wyrażenia buntu jednocześnie".

Pozdrawiam
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#3
Dla mnie ten utwór to wspaniały poetycki zapis czegoś tak strasznego jak choroba psychiczna. "Krzyk" jest dla mnie naprawdę bardzo ważny.
Ci co zginęli idą w bohatery
Ci co przeżyli muszą walczyć dalej
Odpowiedz
#4
Ja czułam się czasem, jka ta kobieta z "Krzyku". Wszyscy się odwrócili i byłam całkiem samotne. Krzyczałam. Tak to płytko uzasadniałam wtedy, bo między wierszami znalazłam coś takeigo, co pasowało wtedy do mojej sytuacji. Interpretacja moja była fatalna, ale mnie budowała. Że nie tylko ja znam tego typu uczucie, bo przecież JK, pisząc tą piosenkę musiał znać uczucie, które opisywało moim. Jak zwykle pokompikowałam wszystko Smile
Odpowiedz
#5
Myślę, że osobą z "Krzyku" może stać się każdy, kto myśli i czuje. Zwłaszcza jeśli myśli i czuje ponad normę. (-> "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya"). Myślę, że wielu, choćby przez sekundę w swoim życiu czuło, że jest na granicy choroby psychicznej. W moim przypadku nieraz było to fałszywe uczucie. Zmyślone, wyolbrzymione, uramatycznione. Spłycone. Na szczęście teraz akceptuję swoją normalność Smile
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#6
Ja nie myślałem nigdy o tym jak o chorobie psychicznej... Raczej - jako o widzeniu rzeczy innymi niż widzą je inni ludzie. Może właśnie wyraźniej? Może prawdziwiej? Kto to wie...
Pozdrawiam!
Odpowiedz
#7
Dla mnie choroba psychiczna nie istnieje w ogóle. Są tylko różne sposoby widzenia, odczuwania, a i kontaktowania się ze społeczeństwem. Bo to społeczeństwo przykleja etykietki "zdrowych" i "chorych".
A lęk istnienia dla mnie tez nie jest chorobą. Tylko silniejszym odczuwaniem... być może wszystkich innych lęków. Osoby widzące, czujące więcej być może widzą, czują więcej niż wytrzymałość ich człowieczeństwa znosi. Każdy człowiek jest mistyczny - oni są widzialnie mistyczni.
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#8
gertruda napisał(a):Dla mnie choroba psychiczna nie istnieje w ogóle.
A dla mnie istnieje. Bardziej niż w ogóle. A mówienie,że czegoś takiego nie ma jest albo przekorą,albo egzaltacją,albo głupotą. Ja jestem niewidzialnie realistyczny,więc widzę Krzyk też jako utwór polityczny.
Ale oczywiście mogę się mylić,ale tu akurat wolałbym nie...
Pozdrawiam! Smile
Odpowiedz
#9
gertruda napisał(a):Dla mnie choroba psychiczna nie istnieje w ogóle. Są tylko różne sposoby widzenia, odczuwania, a i kontaktowania się ze społeczeństwem. Bo to społeczeństwo przykleja etykietki "zdrowych" i "chorych".
Oj, przesadziłaś, choroby psychiczne jak najbardziej istnieją i nie są tylko innym sposobem widzenia, odczuwania i kontaktowania sięze społeczeństwem. No chyba że goś uważający się np. za Chrystusa (znam takiego) jest dla Ciebie całkiem normalny i tylko mu etykietkę nierozumiejące go społeczeństwo przykleiło. A może człowiek mordujący innych ludzi, bo ma jakieś zwidy przed oczami jest normalny, tylko my go nie rozumiemy ??
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#10
Okej istnieją. Morderca mnie przekonuje, ale Chrystus nie. Jakieś dwa tysiące lat temu temu też żył gość, który uważał się za Syna Bożego i co? Był świrem?
A jeśli chodzi o mordercę... myślę, że to wynika w większym stopniu ze słabości umysłu niż z choroby.
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#11
gertruda napisał(a):Jakieś dwa tysiące lat temu temu też żył gość, który uważał się za Syna Bożego
Czyżby?
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#12
gertruda napisał(a):A jeśli chodzi o mordercę... myślę, że to wynika w większym stopniu ze słabości umysłu niż z choroby.
Dajmy na to przeziębienie wynika ze słabości organizmu...
Odpowiedz
#13
Hmmm, dosyć ciekawe.
Mistszu napisał(a):widzę Krzyk też jako utwór polityczny
Nienawidzę doszukiwania się politycznych aspektów (w utworach Jacka chyba zwłaszcza).
Ja tam widzę aspekt polityczny w smerfach symbolizujących Rosję za czasów komuny. Wszyscy są równi i mają białe czapeczki, poniważ są czyści, bo propaganda ich unieświadamia. Dziadek Smerf jest żółty, jest zalążkiem rewolucji (Lenin), zaś Papa smerf jest już w pełni czerwony i jest pokazany jako idealny miły ojciec (Stalin pokazany przez propagandę). Jest też podział na pracusiów, osiłków itd. Ważniak jest symbolem prześladowanej inteligencji (propaganda go ośmiesza :roll: ). Wszyscy są nieświadomi i ubóstwiają wilkiego Papę Smerfa. Gargamel to obrzydzony zachód, kóry goni tylko za złotem i chce zniszczyć biedną Rosję. :lol: Wszędzie można znaleźć coś takiego, więc naprawdę nie lubię upolityczniania wszystkiego.

A co do chorób psychicznych, ja to wiążę z "normalnością". Według mnie można uznać wszystkich za normalnych albo wszystkich za nienormalnych. Innej opcji nie ma według mnie. Tak samo jest z chorobami. Albo każdy ma w sobie jakąś taką chorobę albo nie posiada jej nikt. Chorobą psychiczną możnaby było określić chore ambicje albo wizje artystyczne (np u Dalego), ale to już jest postrzegane jako geniusz.

Mordowanie z powodu głosów i wizji zrównuję z zabijaniem z powodó pieniężnych itp. Trzeba być chyba chorym psychicznie, zeby przekładać pieniądze nad życie ludzkie.
Kiedy Chrystus twierdził, ze jest zbawicielem, to nie przylepiono mu tabliczki, że jest chory psychicznie. :wink:

Pozdrawiam

[ Dodano: 2006-01-04, 12:22 ]
Żeby nie było zbyt dużo Offtopicu, to dopiszę, że nie uważam Krzyku jako traktujacego o chorobie psychiczniej, tylko o indywidualiźmie jakiejś osoby, która jest w nim sama i traktowana z tego powodu za gorszą.
Bo z wolnością jest jak z kołdrą, pod którą się śpi ze wszystkimi na jednym łóżku.
Każdy chciałby mieć ją tylko dla siebie, ale jak za mocno ją pociągnie
to osobie z drugiej strony jest zimno.
Odpowiedz
#14
Mistszu napisał(a):Dajmy na to przeziębienie wynika ze słabości organizmu...
Z tym, że słabość umysłu możemy zmieniać. Stopniowo człowiek staje się silniejszy psychicznie itd. Ale to zależy tylko od niego. A choroby chyba w duuużo mniejszym stopniu są zależne od człowieka...
Zresztą mówienie o chorobach psychicznych to duże uproszczenie. Nie można kogoś usprawiedliwić albo zlekceważyć nazywając chorym psychicznie.
Ja mogę powiedzieć że jesteście paranoikami doszukującymi się chorób psychicznych. A jesteście? Chyba nie. Wszystko zależy od punktu widzenia. Nie jestem realistką, ale w tej kwestii wydaje mi się, że myślę całkiem sensownie. A jeśli chodzi o Chrystusa... no właśnie. Koleś po prostu w coś wierzył i dzięki temu zrobił niesamowicie dużo dobrego. Wiara i dobro to chyba nie choroba.
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#15
Nie wiem jak przebiega zależność między chorobami tymi a tamtymi. Ale choroby "zwykłe" zależą w dużej mierze od kondycji orgaznizmu,a odporność fizyczną można zwiększać jak i psychiczną.
O Chrystusie nie ja mówiłem,więc nie będę ciągnął dalej wątku kolesia.
Pozdrawiam!

Koleś (choć się za Niego nie uważam)
Odpowiedz
#16
Myślę że odporność umysłu można nieporównywalnie bardziej zwiększać niż odporność organizmu.
Temat tej dyskusji chyba się wyczerpuje. Nie zmieniłam swojego sposobu myślenia o "chorobach psychicznych", więc zapewne dalej jestem przekorna, egzaltowana lub głupia.
(Uważasz określenie "koleś" za niestosowne/obraźliwe? Dla mnie koleś to prawie że synonim słowa "człowiek". )
Pozdrawiam z szacunkiem - cieszę się z dyskusji pozbawionej osobistych "wrzutów".
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#17
gertruda napisał(a):Jakieś dwa tysiące lat temu temu też żył gość, który uważał się za Syna Bożego i co? Był świrem?
Nie można i tego wykluczyć. Zabawnie to określiłaś w każdym razie :wink:
Mistszu napisał(a):Ja jestem niewidzialnie realistyczny,więc widzę Krzyk też jako utwór polityczny.
Ale oczywiście mogę się mylić,ale tu akurat wolałbym nie...
Może jednak napisz o co konkretnie masz na myśli. Bo ja w przeciwieństwie do CeCe nie
Cece napisał(a):Nienawidzę doszukiwania się politycznych aspektów (w utworach Jacka chyba zwłaszcza).
Nie znoszę natomiast, kiedy jakiś "uczony" polonista czy inny "autorytet" albo grupa autorytetów stwierdza (ba! nawet "dowodzi naukowo"), że jakaś interpretacja jest z całą pewnością błędna. Obraz Muncha można odczytać na różne sposoby, J.K. nawiązał (czy też opisał) go na swój sposób - a to co my wywnioskujemy dla siebie z wiersza J.K. lub to co nam przyjdzie do głowy w związku z tym tekstem - to już zależy od nas i najróżniejszych spraw można tam się dopatrywać.

Co do chorób psychicznych to znam takich "chorych psychicznie" i coś w tym jest, że w wielu przypadkach (szczególnie paranoji, depresji i tak dalej) tego dałoby się uniknąć. Niestety na skutek leczenia szpitalnego większość osób mających problemy z psychiką rzeczywiście staje się chora z powodu skutków ubocznych lekarstw.

Nie wiem czy wiecie, że jeden z najbardziej znanych polskich "tekściarzy" jest od wielu lat ciężko chory na schizofrenię (i nie mam na myśli Marka Grechuty)? Miewa co jakiś czas ataki natomiast w przerwach pomiędzy nimi jest w stanie świetnie funkcjonować, pisać i tak dalej - prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie zdecydował się na "leki", które niszczą całkowicie człowieka tak jak zniszczyły choćby Grechutę.
gertruda napisał(a):Dla mnie choroba psychiczna nie istnieje w ogóle.
Co to znaczy, że dla Ciebie nie istnieje? Twoim zdaniem obiektywnie nie istnieje czy też nie ma dla niej miejsca w Twoim życiu? :wink:

W każdym bądź razie obiektywnie istnieje. Poczytaj sobie Kępińskiego, albo chociaż obejrzyj film "Piękny umysł" - to nie są oczywiście dowody na istnienie chorób psychicznych, ale pozwolą Ci to zjawisko lepiej zrozumieć.
gertruda napisał(a):Uważasz określenie "koleś" za niestosowne/obraźliwe? Dla mnie koleś to prawie że synonim słowa "człowiek".
Co to właściwie jest "prawie synonim" i to "dla" Ciebie? Tak czy inaczej jeśli dla Ciebie to są synonimy to sporo tłumaczy. "Git" to zapewne dla Ciebie "prawie synonim" do słowa "wyśmienicie" ? A "joł" znaczy mniej więcej tyle samo co "dzień dobry"?

Jeśli większość tego Narodu zacznie mieć podobne poglądy to za kilkadziesiąt lat nikt nie będzie w stanie zrozumieć piosenek J.K., albo niektórych wypowiedzi na tym Forum. Optymistyczna prognoza, nieprawdaż?

Pozdrawiam serdecznie
[b][i]
Z wiekiem człowiek myślący widzi, że wszystko jest śmieszne i przestaje się rzeczami przejmować.
[/i][/b]
JK
Odpowiedz
#18
Szymon napisał(a):W każdym bądź razie obiektywnie istnieje. Poczytaj sobie Kępińskiego, albo chociaż obejrzyj film "Piękny umysł" - to nie są oczywiście dowody na istnienie chorób psychicznych, ale pozwolą Ci to zjawisko lepiej zrozumieć.
Nie twierdzę, że takie rzeczy jak schizofrenia czy paranoja nie istnieją. Chciałam tylko powiedzieć, że nie uważam ich za chorobę. Oglądałam "Piękny umysł" i zrozumiałam z niego właśnie to, że czlowiek - jak to wy mówicie - "chory" sam wybiera swoją drogę, bo jest w stanie odróżnić rzeczywistość od tych "iluzji", które mogą go zniszczyć.
Szymon napisał(a):Co to właściwie jest "prawie synonim" i to "dla" Ciebie? Tak czy inaczej jeśli dla Ciebie to są synonimy to sporo tłumaczy. "Git" to zapewne dla Ciebie "prawie synonim" do słowa "wyśmienicie" ? A "joł" znaczy mniej więcej tyle samo co "dzień dobry"?

Jeśli większość tego Narodu zacznie mieć podobne poglądy to za kilkadziesiąt lat nikt nie będzie w stanie zrozumieć piosenek J.K., albo niektórych wypowiedzi na tym Forum. Optymistyczna prognoza, nieprawdaż?
Oto przykład kolejnego uproszczenia. Być może Ty używasz na codzień nienagannej polszczyzny, a każdy wyraz potoczny uważasz za kaleczenie języka. Nie znaczy to jednak, że człowiek, który używa słowa "koleś" ma ograniczony zasób słów. "Prawie synonim" - bo synonimem to nie jest. Gdy powiem "człowiek", obrażą się katolicy. Z kolei, gdy powiem "Bóg" zaatakują mnie fanatyczni przeciwnicy Kościoła. A "dla mnie" - bo jak wynika z Twojej wypowiedzi - dla innych nazwanie kogoś "kolesiem" świadczy o ograniczeniu umysłowym.
Swoją drogą nie cierpię, gdy ktoś wytyka mi (niewielkie zresztą, moim zdaniem praktycznie żadne) błędy językowe, zwłaszcza w dyskusji na zupełnie inny temat.To zwykła próba podważenia pewności rozmówcy.
Zastanów się więc, kto być może nie rozumie niektórych wypowiedzi na tym forum (w pojęciu nie rozumie zawierają się pojęcia: upraszcza, przeinacza).
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#19
gertruda napisał(a):Nie twierdzę, że takie rzeczy jak schizofrenia czy paranoja nie istnieją. Chciałam tylko powiedzieć, że nie uważam ich za chorobę. Oglądałam "Piękny umysł" i zrozumiałam z niego właśnie to, że czlowiek - jak to wy mówicie - "chory" sam wybiera swoją drogę, bo jest w stanie odróżnić rzeczywistość od tych "iluzji", które mogą go zniszczyć.
To może jednak poczytaj tego Kępińskiego.
gertruda napisał(a):Gdy powiem "człowiek", obrażą się katolicy

Śmiem wątpić, ale należałoby spytać samych zainteresowanych.

Drodzy Forumowi Katolicy, co jest bardziej obraźliwe dla Was?

a)nazwanie Chrystusa człowiekiem

b)nazwanie Chrystusa kolesiem

gertruda napisał(a):A "dla mnie" - bo jak wynika z Twojej wypowiedzi - dla innych nazwanie kogoś "kolesiem" świadczy o ograniczeniu umysłowym.
Swoją drogą nie cierpię, gdy ktoś wytyka mi (niewielkie zresztą, moim zdaniem praktycznie żadne) błędy językowe, zwłaszcza w dyskusji na zupełnie inny temat.To zwykła próba podważenia pewności rozmówcy.
Zastanów się więc, kto być może nie rozumie niektórych wypowiedzi na tym forum (w pojęciu nie rozumie zawierają się pojęcia: upraszcza, przeinacza).
Znowuż chyba "dla Ciebie" wywnioskować z mojej wypowiedzi można coś o ograniczeniu umysłowym. Nie napisałem nic takiego.

A tak gwoli jasności słowo "koleś" zalicza się do tzw.gwary miejskiej i oznacza tyle co "kompan", "dobry znajomy" i tak dalej.

Jak rozumiem, Jezus Chrystus był Twoim dobrym znajomym, "kumplem", a może nawet "ziomkiem"?

Interesujące.

Widzę, że zmieniłaś kolesia na gościa. Niech Ci będzie. Przepraszam, jeśli odebrałaś to jako atak na siebie - irytuje mnie po prostu nagminne używanie wyrażeń slangowych i tym podobnych w rozmowach pisanych.

Pozdrawiam serdecznie
[b][i]
Z wiekiem człowiek myślący widzi, że wszystko jest śmieszne i przestaje się rzeczami przejmować.
[/i][/b]
JK
Odpowiedz
#20
Szymon napisał(a):To może jednak poczytaj tego Kępińskiego.
Wolałabym, żebyś przytoczył mi swoje konkretne argumenty, a nie odsyłał mnie do książek.

PS. A gdzie jest ten "gość"? Może pisałam coś przez sen :? Więc w razie czego poproszę o cytat.
PS.2. Mnie irytuje to o czym pisałam wyżej - czepianie się o takie - moim zdaniem - szczegóły. Dla mnie (tak, znowu "dla mnie") liczy się przede wszystkim treść, a nie nieskazitelna forma wypowiedzi.
PS.3. Mniemam, iż jesteś osobą, która bardzo dba o formę wypowiedzi. Moja sugestia: Mógłbyś popracować nad tym aby polemika nie przypominała ataku.
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you...

Mama's gonna keep baby cosy and warm...
...of course mama's gonna help build the wall
Odpowiedz
#21
O ile się nie mylę to mówimy to na maszy bodajże na "Wierzę w Boga Ojca..." (niestety mówię to za bardzo automatycznie i nie potrafię ot tak powtórzyć, mam nadziję, że wiecie co mam na mysli) ale jest chyba taki fragment "I stał się człowiekiem, ukrzyzowany również za nas..." i tutaj mowa o Chrystusie, dlatego moim skromnym zdaniem określenie Jego zamiast kolesiem mianem człowieka byłoby nieco lepsze. Tak na marginesie tego, że katolicy mogliby się rzucać na okreslenie człowiek to ostatnio moja koleżanka (chrescijanka, jak najbardziej) wysmiała mnie za to, że powiedziałam, że Jezus jest Bogiem Big Grin
Odpowiedz
#22
Szymon napisał(a):Śmiem wątpić, ale należałoby spytać samych zainteresowanych.

Drodzy Forumowi Katolicy, co jest bardziej obraźliwe dla Was?

a)nazwanie Chrystusa człowiekiem

b)nazwanie Chrystusa kolesiem
Szymon napisał(a):A tak gwoli jasności słowo "koleś" zalicza się do tzw.gwary miejskiej i oznacza tyle co "kompan", "dobry znajomy" i tak dalej.

Jak rozumiem, Jezus Chrystus był Twoim dobrym znajomym, "kumplem", a może nawet "ziomkiem"?

Interesujące.
Przypomniało mi się, że w USA słowo czarnuch jest uznawane za szczyt braku kultury i uznawane przez murzynów za strasznie obraźliwe. Nie każdy jednak jak go używa, myśli o tym człowieku negatywnie, więc to słowo również nie ma w jego ustach negatywnego znaczenia. Nie przytaczaj słownikowych definicji, bo to może sprawdzić każdy. Gertruda nie myślała nic złego używając tego słowa, nie chciała go użyć dla podkreślenia bliskiego "ziomalskiego" kontaktu z Chrystusem. Jak się ma 16/17/18 lat, to slang przenika w szkole i nie tylko tam wszystko, więc użycie takiego słowa przychodzi naturalnie, wręcz odruchowo. Nie miej więc do niej o to pretensji, bo nic "antyklerykalnego" nie miała na myśli.

Pozdrawiam.
Bo z wolnością jest jak z kołdrą, pod którą się śpi ze wszystkimi na jednym łóżku.
Każdy chciałby mieć ją tylko dla siebie, ale jak za mocno ją pociągnie
to osobie z drugiej strony jest zimno.
Odpowiedz
#23
Zgoda, może trochę przesadziłem.

Nie oskarżałem zresztą bynajmniej Gertrudy o "antyklerykalność".
CeCe napisał(a):Jak się ma 16/17/18 lat, to slang przenika w szkole i nie tylko tam wszystko, więc użycie takiego słowa przychodzi naturalnie, wręcz odruchowo.
I to właśnie jest smutne i irytujące.

Pozdrawiam
[b][i]
Z wiekiem człowiek myślący widzi, że wszystko jest śmieszne i przestaje się rzeczami przejmować.
[/i][/b]
JK
Odpowiedz
#24
Szymon napisał(a):I to właśnie jest smutne i irytujące
Nie wierzę, że Ty, kiedy byłeś w takim wieku (chociaż może jesteś, nie wiem) nie używałeś współczesnego sobie "slangu". Być może tylko ten używany dzisiaj Ci przeszkadza?
Najsmutniejsze i najbardziej irytujące (przynajmniej dla admina, moderatora i tego, kto zamieścił ten temat :roll: ) jest to, że dyskusja toczy się tam, gdzie nie powinna. :wink:

Pozdrawiam
Bo z wolnością jest jak z kołdrą, pod którą się śpi ze wszystkimi na jednym łóżku.
Każdy chciałby mieć ją tylko dla siebie, ale jak za mocno ją pociągnie
to osobie z drugiej strony jest zimno.
Odpowiedz
#25
W takim razie zakończmy tę dyskusję. Mam zresztą wrażenie, że nie ja ją rozpocząłem, ale to w zaistniałej sytuacji jest najmniej ważne.

Pozdrawiam
[b][i]
Z wiekiem człowiek myślący widzi, że wszystko jest śmieszne i przestaje się rzeczami przejmować.
[/i][/b]
JK
Odpowiedz
#26
gertruda napisał(a):Dla mnie koleś to prawie że synonim słowa "człowiek"
Szymon napisał(a):Co to właściwie jest "prawie synonim"
Jak to się mówi "prawie robi wielką różnicę" :lol:
Pozdrawiam Cię Gertrudo - nie chciałem Cię w żadnym razie urazić!
Odpowiedz
#27
No i się znalazł Smile

<!-- m --><a class="postlink" href="http://wiadomosci.onet.pl/1379008,12,item.html">http://wiadomosci.onet.pl/1379008,12,item.html</a><!-- m -->
Być wciąż spragnionym - to nektar istnienia.
Odpowiedz
#28
Dla mnie w utworze jest tak dużo obłędu, przerażenia, ale jednocześnie trzeźwego myślenia, że odciska się on w umyśle, jak te czerwone pasy na niebie u Muncha.
Jednocześnie skłaniam się bardziej ku stwierdzeniu, że tekst jest jedynie nawiązaniem do paru motywów na obrazie, a nie jego "opowiedzeniem". Dlaczego tak uważam?
Otóż JK otoczył krzyczącą postać (uczynił z niej kobietę) mrokiem.. Nie ma słowa o ognistym, krwistym niebie, które jest tak ważne przy interpretacji obrazu, gdyż bez tego nie zrozumiemy twórczości Muncha... Trzeba tu nadmienić, że ten motyw pojawia się kilkakrotnie w jego obrazach. Był jego zmorą, chorobliwą fascynacją.. Zresztą nie bez przyczyny, ale to już nie ten wątek.

Mistrz stwarza most... jednak uczynił z niego przedmiot katuszy... most jest obłędny, przeraża, nigdy się nie kończy, mało tego- idzie po nim prześladowca krzyczącej... A na obrazie? Most stanowi jedyną stabilną konstrukcją.. Zarówno morze, niebo jak i sama postać tworzone są krzywymi pociągnięciami pędzla..- są jednym obłąkanym tworem... Zaś most jest prosty, nieugięty, wie dokąd zmierza, jest oparciem dla roztrzęsionych nóg.

U Muncha widać, gdzie znajduje się obłąkana. Jest to port, za miastem, widać zatoczkę, statki.. JK zawiesza postać w próżnej przestrzeni, gdzie istnieją tylko most, krzyk, prześladowca i ona... I tylko to jest ważne.. nie krwawe niebo, nie falujące morze..

Co ciekawe JK wspomina tylko o jednym prześladowcy...Ma zamknięte oczy, przeraża, śledzi obłąkaną... Na obrazie są dwie osoby- kobieta i mężczyzna. Są wyprostowani, zrelaksowani- idą przecież na spacer. Krzycząca postać może ich zdziwić, przestraszyć, ale na pewno nie mają zamiaru robić jej krzywdy.

Sama postać kobiety jest tu również bardzo istotna.. Czy ktoś z Was widział obraz Muncha "Trwoga"? To samo niebo, morze, most.. a na pierwszym planie twarz dziewczynki.. Za nią stoją inni.. ale ona nie krzyczy, ona jest niema i przerażona, a pozostali wraz z nią...

Obrazu prześladowcy można poszukać na innym obrazie Muncha- "Rozpacz", ale to tylko luźne skojarzenia, gdyż tam wystepują róznież dwie postronne postacie, bardziej chłodne i nieczułe, niż w samym "Krzyku".

Dla mnie Krzyk to połączenie tych trzech obrazów oraz własnych rozważań nad istotą samotności w szaleństwie i jej tragizmu.. Wszystko przeraża, nic się nie tłumaczy, wszystko dziwi, ktoś poluje i śledzi.. I ten krzyk, który najbardziej boli tego, kto otwiera usta wołając o...
A Ty czcij, co żyje radośnie! A Ty szanuj to, co umiera.
Odpowiedz
#29
Myślę, że do interpretacji obrazu istotne są również zapiski Muncha (np. z jego dziennika):
Cytat: Szedłem drogą z dwoma przyjaciółmi –
Słońce zaszło
niebo nagle stało się krwią i poczułem
jakby oddech smutku
Zatrzymałem się – oparłem o balustradę
śmiertelnie zmęczony
Nad niebiesko-czarnym fiordem i miastem wisiały chmury kapiącej
parującej krwi
Moi przyjaciele poszli dalej a ja zostałem
Drżąc ze strachu z otwartą raną w mojej piersi
Wielki, nie kończący się krzyk przeszył naturę.
Jeśli to nie jest schizofreniczna wizja, to ja nie wiem, co to może być Smile

Natomiast jeśli chodzi o interpretację polityczną, to (powtarzając za Iodbrokiem słowa Kaczmarskiego):
Cytat:Ale tamten czas był czasem krzyku, to był 1981 rok. (...) Chodziło mi oczywiście o krzyk, o zaznaczenie tego i lęku istnienia, i przerażenia światem, i wyrażenia buntu jednocześ­nie.
Moim zdaniem - w tym przypadku - żadna z interpretacji nie jest naciągana, chociaż osobiście skłaniam się ku tej dot. choroby psychicznej.

Wykorzystuję "Krzyk" Kaczmarskiego do prezentacji maturalnej, więc staram się poznać wszystkie możliwe interpretacje utworu... Dlatego takie pytanie mam:
Czy końcówka ("I wiem że już nadchodzi czas...") nie kojarzy się wam z romantycznym wizjonerstwem (Szaleniec-wizjoner, jak np. u Mickiewicza)? Być może jestem po prostu zbyt skrupulatna...

I jeszcze jedna rzecz - podmiotem lirycznym jest kobieta... Sam Kaczmarski mówi, że obraz przedstawia właśnie kobietę... Orientuje się ktoś, czy jest to związane z interpretacją obrazu Muncha, jakoby postacią pierwszoplanową miała być jego siostra, która przebywała w szpitalu psychiatrycznym? Bo jak dla mnie, postać na obrazie kobietą nie jest.
Odpowiedz
#30
"Munch" Ulrich Bischoff, Edipresse, Warszawa 2005, str. 53, 54:

[Obrazek: m01.jpg]

[Obrazek: m02.jpg]

[Obrazek: mumia.jpg]
[size=85][color=darkgrey][i]Jak jest tylko śmiesznie – może być niewesoło[/i]
Edward Dziewoński[/color][/size]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "Krzyk" i "Upadek Ikara" gredler 22 6,483 04-15-2007, 12:19 PM
Ostatni post: Wenus

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości