Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
„Polska do wymiany”
#1
Witam po dluzszej przerwie.
Uplynelo juz chyba piec lat od czasu kiedy, z powodu innych spraw, przestalem systematycznie wpadac na to forum. Po prostu mam inne zmartwienia na glowie. Z drugiej strony zas : zdarzalo mi sie tu czasami zerknac a nawet cos podrzucic, ale to co zaobserwowalem w tym miejscu bylo srednio przyciagajace.
Z okazji pewnej Smutnej Rocznicy zamierzalem podrzucic tutaj troche nowych badz zapomnianych materialow o JK. Niestety, nie udalo mi sie tego zalatwic « na dziesiatego » bo znowu wyskoczylo mi cos nowego, tym razem w zyciu zawodowym.
Robie to wiec teraz, po niewczasie. Mam nadzieje ze przyda sie fanom, zbieraczom, przyszlym biografom itd itp.
W tym watku postanowilem przypomniec troche niezauwazony fragment arcyciekawej ksiazki o literaturze polskiej ostatnich lat. Robie to w duzej mierze dlatego ze, tak jak autor, zawsze wolalem « Chorobe wiezienna » Andermana niz “Autoportret z kanalia”.
PZDR
TN

- - - -

« (...) Wyjąwszy powieść Siejaka, krytyka „Solidarności" - prowadzona w warunkach, gdy krytykowany nie miał prawa głosu - nie mogła być wiarygodna. Kiedy w 1989 roku nastąpiła radykalna zmiana, literatura przystąpiła do demitologizacji.
Bodaj najbardziej ryzykowną próbę „odsłonięcia normalnosci” podjął Jacek Kaczmarski, który w paszkwilanckiej powieści Autoportret z kanalią (1994) dokonał rozrachunku z własną biografia.iSkierowanie ostrza sarkazmu w siebie samego było gestem nader trudnym, ale uczciwym; chcąc jednak uwiarygodnić krytycyzm, Kaczmarski nie oszczędził nikogo: środowisko KOR-u, przywódcy „Solidarności", pogrudniowi emigranci - wszyscy oni, przekonywał autor, byli „estradowcami", to znaczy ludźmi zawsze spragnionymi uznania, a nie społecznych zmian, żądnymi zbiorowej uwagi, a nie równości. Wytwarzali swoje wizerunki, które publiczność brała za prawdę, nie dostrzegając brzydoty modeli. Kiedy wyemigrowali, Europa przywitała ich garścią nowych złudzeń, które na powrót więziły w bohaterskich ramach. Kaczmarski chciał więc swoją powieścią wypisać sie z heroicznej legendy „Solidarności", to znaczy odzyskać prawo do nazwiska i biografii. Znaczące wydaje się, że wykorzystał do tego strategię pamfletu: kompromitował ciało „Solidarność i odsłaniając, jak wiele w nim było nałogów, pożądliwości, pokus i przywar. W ten sposób wskazywał na konieczność weryfikowania każdej - jednostkowej i zbiorowej - narracji, która pomija ukryte (ambicjonalne, cielesne, popędowe) motywacje uczestnictwa wzniosłej historii68. Weryfikacja ta - łatwa do wpisania w tradycję rodzimego cwaniactwa - przybrała postać pamfletu niszczącego wszystkich, więc nie tylko nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, skąd wzięła się więź między szeregowymi ludźmi, lecz także dlaczego jedynym sposobem wyjścia z fałszywego heroizmu powinno być odsłonięcie podłości.
Rzeczywisty „sprawdzian normalności" polegał na czym innym - nie na odsłonięciu cielesnego dołu oficjalnej wersji historii, lecz na uświadomieniu, że wielkość nigdy nie tworzy się dzięki cudzej karłowatości. Nader często po 1989 roku uczestnicy dawnych wydarzeń zdawali się zapominać, że nikczemność przeciwników - a przecież „przeciwników [...] mieliśmy nikczemnie małych" (jak napisał Herbert w wierszu Do Ryszarda Krynickiego list) - nie czyni nikogo wielkim. Przestroga rozpisywana przez literaturę miała więc zapobiec „popadaniu w świętość", a także temu, by wielkości dokonań wspólnych nie traktować jako zasługi prywatnej. W to właśnie, jak się zdaje, mierzył Janusz Anderman w powieści Choroba więzienna (1992) - najlepszym tekście weryfikacyjnym. Pisarz osadził akcję u początków III RP, stawiając swojego bohatera, byłego „internatowca", przed życiowym problemem: jak przekształcić doświadczenia walki o wolność w pomysł na życie w wolności. Okazuje się jednak, że „choroba więzienna" nadal trwa, ponieważ jej istota polegała na oczekiwaniu, iż nowa rzeczywistość ułoży się sama wedle wzorców, nad którymi nikt w więzieniu nie myślał. Klęska bohatera jest zatem wieloraka: chce odkłamać dawną rzeczywistość (przypominając, na przykład, że Kardynał nie życzył sobie w 1982 roku, by wierni podczas mszy układali palce w literę „V" i by śpiewali „racz nam wrócić, Panie"; że niektórzy działacze „Solidarności" dawali łapówki, aby dostać się do „internatu", bo pobyt taki ułatwiał wyjazd na Zachód), ale wszyscy, którzy pomagają mu w tworzeniu filmu (Kościół, kombatanci, koledzy z ministerstwa przyznający pieniądze) skutecznie cenzurują jego dzieło; zarazem, pragnąc ujawnić prawdę niską obok heroicznej, bohater nie ma odwagi opowiedzieć prawdy o sobie i dopuszcza su przeinaczeń i kłamstw. Książka Andermana nie była więc demistyfikacją Sierpnia, lecz unaocznieniem interesowności jego przedstawień, a także odsłonięciem problemu, który dotyczył wszystkich: wyzwanie nowego czasu polegało na tym, jak zagospodarować własne życie tak, aby przetrwała w nim choćby cząstka dawnej wielkości, lub jak uniknąć resentymentu, gdy wysiłek się nie powiedzie. Ponadto autor pokazywał też, że dzień po odzyskaniu niepodległości wspólnota tak łatwo przemieniła sie w zbiór egoistycznych jednostek, ponieważ „choroba więzienna” czasów „Solidarności" polegała również na idealizacji własnych motywów i na usunięciu zła poza nawias wspólnoty.
Powieść Andermana antycypowała o dekadę późniejsze utwory rozrachunkowe, które rozliczały „Solidarność" z realnej władzy. Nastąpiło wtedy odwrócenie metody: w pierwszym dziesięcioleciu dominowała weryfikacja „od dołu", w drugim przyszedł czas na odsłonięcie praktyk zdobywania i utrzymywania władzy przez dawnych działaczy „Solidarności" w nowej Polsce. »
(Przemysław CZAPLINSKI, „Polska do wymiany”, wyd.WaB 2009, str.201-205)
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#2
To jest prawda nasz kraj jest na prawdę bardzo skłócony.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości