Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
doceniają Jacka i we Frondzie
#31
gosiafar napisał(a):A tak - swoją drogą - ciekawa jestem, dlaczego grupa Bez Jacka wykonując w/w utwór, czyli
"Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali" pominęła jedną zwrotkę
Jak to dlaczego?
Żeby ich nie opluli obrońcy krzyży, ludzie głębokiej wiary i Prawdziwi Polacy Katolicy Smile
Odpowiedz
#32
Simon napisał(a):Jak to dlaczego?
Żeby ich nie opluli obrońcy krzyży, ludzie głębokiej wiary i Prawdziwi Polacy Katolicy Smile

No, ja wiem i Ty wiesz.

Swoją drogą - JT miał wtedy chyba ostrą chandrę, gdy to pisał. Smile
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#33
Simon napisał(a):Nie zacznij tu tylko "doceniać" Mickiewicza
to już mój ostatni post. Ale nie mogłem się powstrzymać kiedy właśnie przed chwilką przeczytałem świetny tekst Wencla gdzie właśnie dochodzimy też do wspomnianego Mickiewicza.

:"Ludzie, którzy nie potrafią dostrzec historycznej i metafizycznej rangi katastrofy smoleńskiej, mają kłopot z racjonalną analizą rzeczywistości – pisze Wojciech Wencel dla „Teologii Politycznej”.


Co łączy Bronisława Komorowskiego i Nikołaja Nikołajewicza Nowosilcowa? Ryzykowne pytanie, bo czy godzi się zestawiać legalnie wybranego polskiego prezydenta z carskim namiestnikiem? Przyjazne gesty Komorowskiego wobec Kremla nie mają przecież nic wspólnego z lojalnością Senatora wobec cara. A przynajmniej większość Polaków takiego związku nie dostrzega.

Jest jednak coś, co ewidentnie łączy obu panów. To niechęć do odczytywania zdarzeń w perspektywie metafizycznej. „Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku” – mówi Komorowski o powodzi. „No i cóż w tym strasznego? – Wiosną idą chmury,/ Z chmury piorun wypada: – taki bieg natury” – powiada Nowosilcow o rażeniu piorunem.

Słowa te wkłada Senatorowi w usta Adam Mickiewicz w trzeciej części „Dziadów”. To publiczna reakcja na gwałtowną śmierć Doktora, senatorskiego zausznika. Przed grozą Bożej interwencji Nowosilcow usiłuje się bronić racjonalizmem. W gruncie rzeczy jednak boi się księdza Piotra, który przepowiedział czas i okoliczności zgonu Doktora. Zwłaszcza, że natchniony duchowny i dla niego ma przykre proroctwo: „Ty najwięcej zgrzeszyłeś! Kary nie wyminiesz,/ Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz”. „On bredzi!” – woła zirytowany Senator, ale nie decyduje się na ukaranie księdza. Pogroziwszy mu palcem na wypadek kolejnego spotkania, każe odejść.

Wszyscy jesteśmy księdzem Piotrem
Przerwany przez burzę bal u Senatora to dzisiejsza Polska. Przyjęcie zorganizowane przez Nowosilcowa jako żywo przypomina uprawianą przez PO politykę miłości. Damy i panowie tańczą, jak się im zagra. Jak nasze autorytety moralne i coraz większa grupa dziennikarzy, ale też jak zwykli wyborcy. Gdy orkiestra zaczyna grać menuet z „Don Juana”, w niepamięć idą wszystkie grzechy gospodarzy: nagonka na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mowa nienawiści Janusza Palikota i Stefana Niesiołowskiego, afera hazardowa, polowanie na IPN, oddanie Rosjanom śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wprawdzie po kątach słychać szepty: „Te szelmy z rana piją krew,/ A po obiedzie rom”, ale na głos wypowiadane są same komplementy: „Jaka muzyka, jaki śpiew!/ Jak pięknie meblowany dom!”.
Nic w tym dziwnego. W salonie ludzie chcą się bawić, a nie roztrząsać czyjeś winy i narażać się na kłótnie. Tańczyliby do białego rana, gdyby nie burze z piorunami. Ostatnio mieliśmy takich burz kilka. Katastrofa smoleńska, powódź, mobilizacja elektoratu Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, obrona krzyża – wszystkie te nieprzewidziane zdarzenia zaburzały na chwilę przebieg balu. W dodatku pojawił się współczesny ksiądz Piotr, traktujący je jako metafizyczne znaki. Są nim wszyscy ci, dla których katastrofa smoleńska jest czymś więcej niż wypadkiem lotniczym, powódź – czymś więcej niż skutkiem przegryzania wałów przez bobry, a renesans nastrojów patriotycznych i obrona krzyża – czymś więcej niż grą polityczną PiS-u.

Smoleńsk – źródło mitu
Reakcją salonu na pojawienie się księdza Piotra jest – jak w „Dziadach” – odwołanie się do racjonalizmu. Z postawy duchownego naśmiewają się już nie tylko politycy PO i służące im media. Równie ochoczo czynią to publicyści kojarzeni z prawicą: Janusz Korwin-Mikke, Paweł Milcarek czy Paweł Lisicki. Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” ubolewa nad naszą kondycją intelektualną: „Jedni mówią o męczennikach, inni o poległych pod Smoleńskiem, jeszcze inni o ofierze złożonej przez naród albo o zbrodni. Zamiast analizy króluje mętna mistyka. (…) Zamiast widzieć ludzkie błędy, bałagan, niechlujstwo, złą organizację, tromtadrację; zamiast próbować wyciągnąć wnioski na przyszłość, tak aby podobna katastrofa nigdy się nie powtórzyła, autorzy takich wypowiedzi dzień po dniu przegrywają walkę o rozum, pławią się w cierpiętnictwie i pseudomartyrologii”.

Ale czy wizjonerstwo księdza Piotra zaprzecza zdrowemu rozsądkowi? Kto naprawdę przegrywa walkę o rozum? W katastrofie smoleńskiej zginął prezydent Rzeczypospolitej, który wyjątkowo konsekwentnie realizował politykę zabezpieczenia polskiej niepodległości przez współpracę z państwami – podobnie jak my – narażonymi na wpływy Rosji. Zginęli także niemal wszyscy dowódcy polskiego wojska, szef Instytutu Pamięci Narodowej i liderzy środowisk patriotycznych. Bez względu na przyczyny katastrofy, jest to jedno z najważniejszych i najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii Polski. Dlatego na naszych oczach staje się źródłem mitu. Funkcjonuje i będzie funkcjonować nie tylko w sferze faktów, ale i w przestrzeni symbolicznej, podobnie jak powstanie warszawskie, pontyfikat Karola Wojtyły czy Sierpień’80.

Ludzie, którzy nie potrafią dostrzec tej rangi, mają kłopot z racjonalną analizą rzeczywistości. Sprowadzając katastrofę smoleńską do „wypadku lotniczego, jakich wiele”, postępują nieracjonalnie, bo nawet jeśli był to wypadek lotniczy, trudno go porównać z jakimkolwiek innym. Wypadek, w którym ginie elita narodu, zmienia bieg historii, stając się wydarzeniem dziejowym, godnym własnej mitologii i interpretacji metafizycznej. Dlaczego więc niektórzy publicyści uparcie drwią z „mętnej mistyki”? Co zakłóca ich tok myślenia?

Psychoanaliza Putina
Z jednej strony, jest to przekonanie o końcu historii i bylejakości naszego życia. Dla wielu intelektualistów nie ma już bowiem niczego godnego pieśni. Są tylko notatki w serwisach informacyjnych. Choćby zaczęła się apokalipsa i „wszelkie stworzenie żyjące w morzu zginęło”, oni będą twierdzić, ze to przez wyciek ropy z tankowca. Rozsądek w ich ujęciu to fanatyczna obrona Przypadku, Usterki i Błędu Człowieka jako sił rządzących światem. Jak głęboko sięga ten dogmatyzm, doskonale widać w tekście Lisickiego, który nie ma żadnych wątpliwości co do przyczyn katastrofy smoleńskiej. Śmierć wspierającego Gruzję prezydenta na terytorium wrogiego jej państwa to dla niego nic nadzwyczajnego. Choć rozsądek nakazywałby przynajmniej wziąć pod uwagę możliwość zamachu, on już wie, że nic takiego nie miało miejsca. Poddał Władimira Putina psychoanalizie i stwierdził, że podjęcie takiego ryzyka by mu się nie opłacało.

Z drugiej strony, daje o sobie znać nienawiść do PiS-u, która zaciemnia obraz narodowego uniesienia po katastrofie smoleńskiej. Dotyczy to głównie sympatyków PO, ale też wielu zwolenników Marka Jurka, obrażonych na Jarosława Kaczyńskiego o to, że w wyborach prezydenckich ośmielił się odebrać głosy „prawdziwej prawicy”. Dobrą ilustracją jest stosunek obu grup do obrońców krzyża. Twierdzenie, że zmęczeni, poranieni, wyszydzeni ludzie pod pałacem prezydenckim prowadzą jakąś „grę polityczną”, to efekt partyjnego zaślepienia. Bo czy Jarosław Kaczyński kazał komukolwiek bronić krzyża? Czy namówił Ewę Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego do nakręcenia filmu „Solidarni 2010”? Czy aby osiągnąć partyjne cele, zmusił nas wszystkich do szczególnego celebrowania smoleńskiej ofiary? Przecież to absurd.

Biało-czerwony krzyż
Nic nie poradzę na to, że Smoleńsk stał się centralnym wydarzeniem mojego życia. Tak po prostu jest. Dla mnie i podobnie myślących ludzi tragedia ta nie ma żadnego związku z doraźną walką polityczną. Nieustannie o niej przypominając, wpisując ją w narodową historię, poszukując jej eschatologicznego wymiaru, pochylamy głowy nad tajemnicą śmierci i staramy się iść ścieżką, która przez to zbiorowe doświadczenie prowadzi nas do nowego życia. Nie godzimy się, by jedno z najważniejszych wydarzeń w naszych dziejach było trywializowane i uznawane za dzieło Przypadku, tego złotego cielca XXI wieku, który wszelkimi sposobami próbuje zastąpić nam Boga. Gdzie tu miejsce na partyjną interesowność, którą się nam zarzuca? Jeśli naszym celem jest polityka, to wyłącznie w rozumieniu Arystotelesa – jako dobro wspólne. W dodatku duchowe, a nie materialne.

– Tu nie chodzi o tajemnicę krzyża, lecz pewną wizję prezydentury Lecha Kaczyńskiego i niemal sakralizację jego pamięci – uważa ksiądz Adam Boniecki. Trudno pojąć, skąd ta skłonność do izolowania znaku zbawienia. Czyżby tajemnica krzyża kłóciła się z tajemnicą polskiej duszy? A może właśnie on jest kluczem do jej zrozumienia? I nie da się go ostatecznie wyprać z bieli i czerwieni, bo wciąż na nowo objawia się w naszej historii? A cóż złego jest w sakralizacji pamięci? Przecież o każdym zmarłym chrześcijaninie pisze się „świętej pamięci”. Czy poległy w Smoleńsku Lech Kaczyński na to nie zasługuje, tylko dlatego, że jego prezydentura nie była doskonała?

Obawiam się, że w sporze między dwoma duchownymi bardziej bezinteresowny i, mimo wszystko, logiczny jest ksiądz Piotr z „Dziadów” Mickiewicza. Może i miewa „odloty”, ale jego dystans wobec Nowosilcowa to kwestia sumienia, a nie osobistej niechęci. Dlatego uczestnikom balu u Senatora radzę przygotować się na długotrwałą dolegliwość. Jeszcze nie raz rozpęta się burza i będziecie słuchać, co ma wam do powiedzenia typ z posępnym wzrokiem. Wykrzykniecie: „On bredzi!”. Ale świece pogasną, damy się spłoszą i menuet z „Don Juana” nie będzie już brzmiał tak samo.

Wojciech Wencel
Mów mi to co dzień: oni górą
Odpowiedz
#34
Wojciech Wencel napisał(a):Nic nie poradzę na to, że Smoleńsk stał się centralnym wydarzeniem mojego życia.
Widzisz colt - a dla mnie to jest dowód, że to Wojciech ma, jak to sam zresztą zdiagnozował
Wojciech Wencel napisał(a):kłopot z racjonalną analizą rzeczywistości

Dla mnie i większości znanych mi osobiście osób - Smoleńsk nie stał się centralnym wydarzeniem mojego życia. Bo mamy swoje "życia", swoje problemy, a wielu z nas ma lub miało swój "Smoleńsk" (kto jak kto - ale Ty akurat powinieneś dobrze czuć tę metaforę...)

Nawet empatia powinna mieć swoje granice.
I tak jak współczuję rodzinom ofiar - tak również współczuję wam, żyjącym, nie związanym w żaden sposób z ofiarami, ale próbującym, niczym ten kot z opowiadania Mrożka przejąć na siebie to cierpienie, zawłaszczyć sobie tę sferę emocjonalną i być bardziej cierpiącymi od krewnych i bliskich samych ofiar.
Tyle że Wam - współczuję już z innego zgoła powodu.
A już osobną kwestią jest, nie kryję - obśmiewana przeze mnie niemożebnie, Wasza mania i upór w dążeniu do wykreowania z obu Kaczyńskich ludzi wybitnych, ludzi wielkiego formatu - tak moralnego, jak politycznego. Na Twoich oczach Twój pupil dosłownie okłamał znaczną część narodu udając na czas kampanii człowieka innego niż jest - ale Ty pewnie do tej pory jeździsz z jego, wątpliwych walorów estetycznych, facjatą, która okleiłeś auto... Czy w swym zaślepieniu naprawdę nie dostrzegasz, w tym morzu motywacji, intencji, ambicji itp. - zwykłego, po prostu kłamstwa i chamstwa?
colt napisał(a):to już mój ostatni post.
Może, faktycznie, nie odpowiadaj...
Odpowiedz
#35
Simon napisał(a):A już osobną kwestią jest, nie kryję - obśmiewana przeze mnie niemożebnie, Wasza mania i upór w dążeniu do wykreowania z obu Kaczyńskich ludzi wybitnych, ludzi wielkiego formatu - tak moralnego, jak politycznego. Na Twoich oczach Twój pupil dosłownie okłamał znaczną część narodu udając na czas kampanii człowieka innego niż jest - ale Ty pewnie do tej pory jeździsz z jego, wątpliwych walorów estetycznych, facjatą, która okleiłeś auto... Czy w swym zaślepieniu naprawdę nie dostrzegasz, w tym morzu motywacji, intencji, ambicji itp. - zwykłego, po prostu kłamstwa i chamstwa?
colt napisał(a):to już mój ostatni post.
Może, faktycznie, nie odpowiadaj...

no, to może ten będzie ostatnim postem celem sprostowania kilku "nieścisłości"
1."Wasza mania i upór w dążeniu do wykreowania z obu Kaczyńskich ludzi wybitnych"
-------
nie rozumiem dlaczego używasz słowa "wasza"? nie odczuwam manii i uporu w dążeniu do wykreowania Kaczńskich.. Miałem swoje zdanie krytyczne na temat prezydentury LK , miałem swoje zdanie krytyczne na temat niektórych poczynań JK. W żaden sposób nie jestem związany z PiSem (ani z resztą żadną patrią).
2. "Twój pupil dosłownie okłamał znaczną część narodu udając na czas kampanii człowieka innego niż jest"
-------------------
znowu: "mój pupil"...mam ci przyrzec na kolanach że to nie jest mój pupil?? dlaczego uporczywie mi to przypisujesz? czy ten twój podział dychotomiczny masz już na stałe utrwalony czy jeszcze jakieś argumenty są go w stanie zmienić? Co do kwestii "kłamstwa" to nie czuję się na siłach tego udowadniać , że może być inaczej niż myślisz...
3."ale Ty pewnie do tej pory jeździsz z jego, wątpliwych walorów estetycznych, facjatą, która okleiłeś auto..."
---------------------
śpieszę donieść, że nalepka okazała się krótkotrwała, była mała (z "GP",to dla potencjalnych czytelników którzy sobie pewnie wyobrażają całego busa w "facjacie kaczora") i nie ja ją nakleiłem.
4."Czy w swym zaślepieniu naprawdę nie dostrzegasz, w tym morzu motywacji, intencji, ambicji itp. - zwykłego, po prostu kłamstwa i chamstwa?"
-------------------------
moj Boże, ależ oczywiście że dostrzegam! niestety muszę Cię rozczarować -bo dostrzegam go również tam gdzie Ty go niestety nie dostrzegasz. Oczywiście , że kłamstwo i chamstwo jest wszędzie tam gdzie są ludzie, niemniej proporcje w tym przypadku są znaczące.
aha- gdzie zauważyłeś to moje "zaślepienie"?

na wypadek gdyby to miał być faktycznie mój ostatni post to zamieszczę jeszcze wpis tegorocznego gościa "Nadziei" Jacka Kowalskiego. Wpis pod którym się w całości podpisuję.:
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
„Jak to możliwe” po raz pierwszy:
Jak to możliwe, iż w społeczności odrzucającej działania Bronisława K. mieszczą się zarówno obrońcy Krzyża przed Pałacem Prezydenckim, jak i ci, którzy na Krzyżu w Ossowie wymalowali bolszewickie gwiazdy? Czyż to nie zgorszenie?

Odpowiedź prosta jest...
...choć dwoista, albowiem jest to zgorszenie, lecz zważmy, iż – mimo że i jeden, i drugi Krzyż to nade wszystko ponadczasowy Znak Zbawienia, symbol Śmierci Chrystusa – oba przypisane zostały konkretnej, historycznej sytuacji. Jeden zrósł się ze śmiercią Prezydenta, drugi ze śmiercią najeźdźców. Jeden – z opcją patriotyczną, drugi – z opcją antypatriotyczną, reprezentowaną w tym przypadku przez niedoszłego odsłaniacza i doszłego inicjatora budowy pomnika (żebym został dobrze zrozumiany: „antypatriotyczną” w rozumieniu tych, którzy tak to rozumieją).

„Jak to możliwe” po raz drugi:
Jak to możliwe, że Polacy, którzy są chrześcijanami, protestują przeciwko upamiętnieniu pokonanych żołnierzy wrogiej armii, ludzi teoretycznie niewierzących, lecz bez wątpienia ochrzczonych (więc znak Krzyża im się należy)? Zarazem ci sami Polacy, którzy są chrześcijanami, protestują przeciwko przeniesieniu Krzyża upamiętniającego ich Prezydenta – do kościoła... Czyż to po chrześcijańsku?

Odpowiedź prosta jest...
...choć również dwoista, albowiem w Polsce bardzo wiele Krzyży przydrożnych, będących znakami Chrystusa – upamiętnia przede wszystkim ofiary wypadków; i nikt tych Krzyży nie przenosi, ani nie zapowiada, że je przeniesie, bo, dajmy na to, nie powinny rzekomo stać tam, gdzie stoją; albowiem bardzo wiele Krzyży (oraz czerwonych gwiazd!) stoi sobie spokojnie na grobach naszych wrogów – i nikt ich nie bezcześci,

...a zatem problem nie tkwi...
...w tym, że jest się nastawionym wrogo do upamiętniania naszych pokonanych a poległych wrogów, albo w tym, że nie chce się umieścić Krzyża w kościele. Problem tkwi w tym, że sposób upamiętnienia bolszewików zaczął w y d a w a ć się wielu ludziom uwłaczający pamięci narodu polskiego, t a k s a m o jak plan usunięcia Krzyża spod Pałacu. Nie fakt, że Krzyż ma zostać umieszczony w kościele – lecz fakt, że jakby powiedziano pod Jego adresem: „won z tego miejsca”. Sprawa wyglądałaby zapewne ZUPEŁNIE inaczej, gdyby Bronisław K. powiedział tak mniej więcej: „Miejsce to trzeba trwale upamiętnić. W miejscu prowizorycznego Krzyża stanie więc trwały pomnik, a dla Krzyża, jako świadectwa tego, co działo się na Krakowskim Przedmieściu w tych dniach, znajdziemy inne godne miejsce”. Ale powiedział inaczej.

Kwestia smaku
Oczywiście, jeśli rozważy się sprawę tę bez kontekstu, to dojdzie się do wniosku, że protesty w obu przypadkach są niesłuszne, a nawet gorzej: nielogiczne i niezrozumiałe. Jakże bowiem nie upamiętniać poległych? Jakże nie stawiać Krzyży w kościołach?

Ale jak się rozważy sprawę w kontekście, a zwłaszcza na gorąco, okaże się, że protesty są w gruncie rzeczy bardzo logiczne, choć w przypadku malowania czerwonych gwiazd – bluźniercze niemal lub wręcz. Ale do tego rozumowania dodać trzeba jeszcze kwestię SMAKU, którym przyprawiono obie te sprawy, SMAKU, który czuć nawet przez skórę. Z daleka.

Bo co tu dużo mówić, Panie Bronisławie K.: ten smak to nie smak, tylko smród, którego smakować nie ma po co, a Pan jesteś, niestety, smrodu tego przyczyną - a w zasadzie wręcz... no, producentem
Mów mi to co dzień: oni górą
Odpowiedz
#36
colt napisał(a):Co do kwestii "kłamstwa" to nie czuję się na siłach tego udowadniać , że może być inaczej niż myślisz...
Jasne. Sam fakt, że w tym przypadku wziąłeś kłamstwo w cudzysłów - świadczy już o Twoim do niego stosunku...
Jacek Kowalski napisał(a):Zarazem ci sami Polacy, którzy są chrześcijanami, protestują przeciwko przeniesieniu Krzyża upamiętniającego ich Prezydenta – do kościoła... Czyż to po chrześcijańsku?
Rad jestem, że się pod tym podpisujesz!
Zatem przestań już klecić krzyżackie kuplety i zacznij postępować po chrześcijańsku Smile
colt napisał(a):i nie ja ją nakleiłem.
Ach, te niesforne dzieciaki! Big Grin
Zwłaszcza te o wyrobionych i ugruntowanych poglądach politycznych, dziwnym zbiegiem okoliczności zbieżnych z poglądami taty :lol:
colt napisał(a):moj Boże, ależ oczywiście że dostrzegam!
Cóż, zastanawiam się co jest gorsze: niedostrzeganie takiego postępowania czy mójbożedostrzeganie, ale popieranie go i nań przyzwalanie... Bo biorąc kacze oszustwo i kłamstwa w cudzysłów - jednoznacznie określasz się moralnie...
Odpowiedz
#37
dajżesz , chłopie spokój.

i niech każdy idzie w swoją stronę
Mów mi to co dzień: oni górą
Odpowiedz
#38
Nie mogę się powstrzymać od pewnej konstatacji.

Zagrożeniem dla demokracji są grupy mniejszościowe - np. homoseksualiści - które walcząc o swoje prawa, terroryzują normalną większość

Taki pogląd jest popularny wśród tych radykałów, którzy protestując pod krzyżem, walczą o swoje prawa i manifestują w ten sposób, że ... sami stają się mniejszością.
Odpowiedz
#39
Ok, colt.
Sorry, jeśli dotknąłem - ale cóż, jak sam rzekłeś - takie czasy, panie, że... nie sposób pozostać obojętnym.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Popisów Jacka Kurskiego c.d. Jiři 42 10,228 01-02-2013, 03:06 PM
Ostatni post: liptus
  Artykuł Jacka Kowalskiego w Bibule. Adam 9 2,427 04-29-2012, 09:12 PM
Ostatni post: Alek
  Epitafium dla Jacka Kaczmarskiego MacB 6 1,724 12-30-2011, 10:41 PM
Ostatni post: superxana
  Obóz młodzieżowy dla miłośników twórczości Jacka glenkora1 0 884 03-22-2011, 12:52 PM
Ostatni post: glenkora1
  "Nurt utajony" Jacka Dehnela dla wp.pl coltrest 16 3,332 07-08-2009, 10:01 AM
Ostatni post: MacB
  Stanisław Elsner-Załuski wspomina Jacka Kaczmarskiego Blaki 5 1,827 07-01-2009, 12:52 PM
Ostatni post: Kuba Mędrzycki
  MP3 Jacka Kaczmarskiego do kupienia w internecie stopawel 8 2,511 10-10-2007, 07:35 PM
Ostatni post: Artur

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości