Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kolejny wywiad
#1
Witam wszystkich zainteresowanych!
"Odgrzebałem" jeszcze jeden wywiad z Jackiem. Mam nadzieję że Anna Bontarska (zapewne pseudonim) wybaczy mi tę "samowolkę", a może też zechce się ujawnić po latach (środowisko warszawskie NZS, rok 1987).
Dziękuję też za miłe słowa i ponad sto odsłon w poprzednim wątku.
Pozdrawiam i życzę miłej lektury -

Adam



Nigdy nie uważałem się za przywódcę
- rozmowa z Jackiem Kaczmarskim


- Jacku, rozmowa ta jest przeprowadzana dla gazety studenckiej „Miś”. Czy jest Ci ona znana?

Tak, oczywiście.

- Chciałabym poruszyć w naszej rozmowie wiele spraw i tematów, ponieważ jesteś postacią niezwykle popularną, a od trzech przynajmniej lat nie bardzo wiadomo wszystkim w kraju co się z Tobą dzieje... Po pierwsze jednak zapytam jak się czujesz w swej nowej roli kosmopolaka?

(śmiech) Już wiecie o wszystkim?

- Niezupełnie o wszystkim, ponieważ Twój nowy cykl piosenek pod tym właśnie tytułem nie dotarł jeszcze do nas. Mimo to chcemy wiedzieć jak się czujesz w tej roli?

Dobrze się czuję. Trudno mi inaczej odpowiedzieć, bo przecież nie robiłbym tego co robię i wydaje mi się że te prawie siedem lat emigracji stawia przede mną jako twórcą nowe zadania poetyckie, jeśli chodzi o poznanie świata i przystosowanie się do zmienionej sytuacji życiowej. To jest chyba dobre bo nie zamyka mnie w takiej szufladzie pieśniarza czy poety, którego sprawy martyrologii narodowej ciężko doświadczyły. Mogę pisać o indywidualnych problemach, a problem emigracji i sytuacja emigranta jest w polskiej historii i literaturze niezwykle znaczący.

- A czy Twoja twórczość emigracyjna nie jest mniej obfita od tej powstałej w Polsce?

Zdecydowanie tak, ale jest to wynikiem nie tyle mojej emigracji co po prostu nawału zajęć, również osobistych. A poza tym znalazłem sie w nowej sytuacji, w której nie mogę poświęcić się wyłącznie temu i nie mogę liczyć na to, że wszystko co napiszę lub powiem będzie miało natychmiastowy oddźwięk. To jest już teraz w pisaniu bardziej zasłuchanie się w sobie, wtedy kiedy naprawdę mam potrzebę pisania, a nie po to żeby wyprodukować kolejny recital.

- Wiąże się to również chyba z całkowitą zmianą odbiorcy Twoich piosenek...

I tak i nie. Jest to raczej problem intensywności odbioru. Odbiorca w Stanach czy w Australii jest w gruncie rzeczy dość podobny do odbiorcy w Polsce. Przekrój sali - bez względu na to czy jest to sala na 50, czy na 1000 osób – jest bardzo podobny. Większość ludzi przychodzi dlatego że jest impreza, więc wypada być. Część ludzi odbiera te piosenki w sposób czysto emocjonalny, a część, przeważnie najmniejsza, wyczuwa to o co mi chodzi.

- A jak wyglądał problem odbioru w Polsce? Zdarzały sie przecież pomyłki, zupełnie chybione przyjęcia Twoich piosenek, czego klasycznym przykładem są „Mury”...

I „Mury”, i „Ballada o spalonej synagodze”, anegdoty można by tu mnożyć... Dlatego mówię że odbiór w gruncie rzeczy wszędzie jest podobny. Natomiast sam fakt odległości, braku czasu, sprawia że ja odczuwam twórczość artystyczną jako mniej intensywną. I to jest jedyna różnica. Oczywiście dochodzi jeszcze w środowisku emigracyjnym charakterystyczna „izolacja” nastrojów i tematów. Rzecz, która w Polsce może być odebrana w sposób naturalny, a operująca jakimiś hasłami wywołującymi natychmiast określone reakcje, w środowisku emigracji, zwłaszcza tej starszej, może być odebrana opacznie, dosłownie. To się zdarza.

- A jaki przewidujesz odbiór Twojego nowego cyklu w Polsce?

Ja te piosenki już prezentowałem ludziom którzy przyjeżdżali z kraju. To było w trakcie ich powstawania, na gorąco. Odbiór był pozytywny, choć są one zasadniczo różne od tego co pisałem w kraju i tu na emigracji zaraz po stanie wojennym. Są to utwory spokojne, refleksyjne, czasem rozliczeniowe...

- Kelusowskie...

Tak, jak najbardziej. Oczywiście może to być zaskoczeniem dla ludzi którzy oczekują ode mnie takiego krzyku na barykadach, ale ja nie mogę bez przerwy dostosowywać siebie samego do modelu z lat 70-tych. Piszę tak jak czuję. I to wszystko.

- Wróćmy może do początków Twojej twórczości.. Widoczne są w niej pewne kręgi oddziaływań: Wysocki, Twoje wykształcenie polonistyczne, polskie malarstwo-pamiątkarstwo, romantyzm. Który z nich jest dla Ciebie najbardziej świadomy i najsilniej na Ciebie oddziaływał?

Zaczęło się oczywiście od Wysockiego. Wydaje mi się, że w tej chwili, już od dłuższego czasu, najsilniejszy jest wpływ romantyczny. Zwłaszcza tu, na emigracji. W ostatnim okresie odczuwam też szalone ciągoty do ironizowania. Podczas koncertu śpiewam, nieraz wbrew sobie dawnemu, coś głupiego, o seksie, o ptaszkach, o pogodzie, żeby rozładować ten nastrój rozpamiętywania naszych ran. Odczuwam tego potrzebę i umieszczam to w programie. Przedtem tego nie było. Może to jest kwestia dojrzewania, a może tego że odszedłem od pewnego, sztandarowego wykonywania swoich piosenek. Po prostu doświadczenie „Murów” przekonało mnie, że pisanie hymnów jest może nie moim zawodem.

- Wracając jeszcze do Wysockiego; jak sądzisz, w jaki sposób odbiegał On od wizerunku narzuconego przez oficjalne przekaźniki; piewcy gór i światka lumpowsko - złodziejskiego?

Oczywiście że odbiegał i to jakby w obie strony. Samo zjawisko Jego twórczości, nawet tej lumpen - proletariackiej, miało silne podłoże społeczne. Jego piosenki nie były w zasadzie piosenkami; były rodzajem społecznej psychodramy, wyzwalaniem jakichś żalów i napięć. Trudno je oceniać w kategoriach ściśle literackich czy artystycznych. To po prostu było żywe mięso. Natomiast z drugiej strony ja go pamiętam jako człowieka żywego, niesłychanie dynamicznego i w dobrym i w złym tego słowa znaczeniu. Był to człowiek który żył trzy razy szybciej niż inni. To dotyczy Jego twórczości i życia prywatnego: alkoholu, rozrób no i pewnych dwuznaczności moralnych. W końcu był on w sytuacji radzieckiej niesłychanie uprzywilejowany; bywał i w salonach i w zakazanych spelunach na nocnych koncertach.

- Można powiedzieć że do pewnego stopnia był również pupilem władz...

Oczywiście, tak jak się to zdarza z wieloma twórcami w systemie komunistycznym. Takie straszliwie groźne dzieci, enfants terribles, są po prostu trzymane na smyczy, a on mimo to potrafił być jednocześnie wyrazicielem społecznych tęsknot.

- Czy nie sądzisz że to jest podobne prawo co we wczesnej twórczości Marka Nowakowskiego - brak sprawiedliwości w tzw. uczciwym świecie powoduje zejście na margines i poszukiwanie tam niezakłamanych wartości?

Ja myślę że to jest zupełnie coś innego: Wysocki a Nowakowski. Wysocki po prostu tam wyrósł, było to u niego naturalne. U Nowakowskiego był to świadomy proces, a Wysocki miał to we krwi. Byl to taki Nikifor Moskiewski, a jednocześnie z kolosalną świadomością literacką. Nowakowski jakby szukał marginesu, a Wysocki z niego wyszedł.

- Skoro jesteśmy przy Wysockim, to może spytam Cię o pewną fascynację Rosją i rosyjskością widoczną w Twoich utworach. Czy wynikająca z odwiecznej ekspansji Rosji na zachód nasza „mickiewiczologia” nie jest zbytnim zawężeniem sobie perspektywy na świat? Mówiąc inaczej - czy nie odczuwasz tego, że ów problem mało kogo w świecie obchodzi poza nami samymi?

Ja nigdy nie myślałem o tym żeby pisać piosenki, które mają kogoś obchodzić poza mną. Fakt że w dość młodym wieku zacząłem być odbierany jako osoba publiczna, był dla mnie sporym zaskoczeniem. W swoim czasie przewróciło mi to porządnie w głowie. Natomiast dla mnie – co być może wyniosłem z domu – kwestia polsko-rosyjska była zawsze podstawowa. Brało się to też z przekory. Drażnił mnie u ludzi ten automatyzm nie uznawania wszystkiego co rosyjskie lub radzieckie. Nie chodziło się na radzieckie filmy, nie czytało się radzieckiej literatury, w szkole odrzucało się wiersze dlatego że są radzieckie czy rosyjskie.

- Nawet wymienne funkcjonowanie tych terminów: rosyjskie i radzieckie, świadczy o głęboko uwewnętrznionym automatyźmie.

Oczywiście że tak. Nawet w środowisku studenckim, w którym wyrastałem, młodzież starała się śpiewać po dylanowsku czy brassensowsku, a nie po okudżawowsku... Brało się to właśnie z tego, że istnieje zapomniany teren naszej świadomości; zapomniany albo automatycznie odrzucany. W naszym związku z Rosją, który jest i skomplikowany i tragiczny zarazem, drzemią ogromne możliwosci.

- Chciałabym przejść teraz do Twoich piosenek współczesnych. W niektórych z nich Twój bohater jest w pewnym sensie prowokacyjny: zagubiony w biegu wydarzeń, zupełnie nieświadomy sensu otaczających go spraw. Jest po prostu przypadkowym świadkiem historii. To się kłóci z sylwetkami Rejtanów i Sowińskich, dzieci prowadzonych na zesłanie. Dlaczego ten bohater jest właśnie taki?

Dla równowagi. Myślę, że po prostu taka jest rzeczywistość. Większość ludzi przypomina tych bohaterów z piosenek. Ocenia się ich czasami negatywnie, bo nie zajmują określonych postaw wobec historii, a w końcu z nich przede wszystkim składa się społeczeństwo. I te piosenki są jakimś antidotum. Zresztą i niektóre z moich postaci historycznych starałem się pokazać w sposób ironiczny. Np. Rejtan - w oczach ludzi spoza Polski - jest śmieszny.

- Dlaczego w takim razie na Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Gdańsku zaśpiewałeś piosenki historyczne?

Dlatego, że wtedy wszyscy starali się śpiewać piosenki jak najostrzejsze i najbardziej aktualne, bo było wolno, a mnie się wydawało, że istnieje potrzeba, lub nawet konieczność pokazywania, że okres „Solidarności” jest również elementem historii. Błędem byłoby twierdzić, że dzieje się coś absolutnie innego, nadzwyczajnego. A przyczyna akurat takiego a nie innego wyboru piosenek była prozaiczna; śpiewaliśmy piosenki dotąd nie puszczone przez cenzurę.

- Czy możesz powiedzieć dlaczego przestałeś śpiewać z Przemkiem Gintrowskim?

Ja wyjechałem na Zachód, a on został w Polsce. To był przypadek, bo miał przyjechać na koncerty do Paryża, ale nie zdążył.

- Natomiast w stanie wojennym ukazał sie wywiad z Gintrowskim w jednym z oficjalnych pism dla studentów, w którym to wywiadzie Gintrowski zarzucał Ci ciągoty przywódcze i apodyktyczność...

Tak, ja jestem spod znaku Barana, więc jestem szalenie wybuchowy i lubię przewodzić, ale to nie dlatego wybuchały między nami kłótnie. Myśmy się kłócili i o sukces i o kształt artystyczny programu i o to że ktoś się spóźnił na próbę albo zapomniał tekstu. Przez te trzy lata współpracy – z perspektywy czasu ja sobie to chwalę że myśmy się kłócili, ale wtedy dochodziło rzeczywiście do bardzo ostrych starć - wszystko się rodziło po prostu w awanturach i wszystko przeważnie łagodził Zbyszek Łapiński. Może mieliśmy nie pasujące do siebie osobowości, ale wydaje mi się że to co razem zrobiliśmy przeczy takiej opinii.

- A czy obserwujesz obecnie karierę Gintrowskiego?

Tak. Bardzo się cieszę że Przemek pisze muzykę filmową i że wreszcie udało mu się rozbudować instrumentarium. Zawsze o tym marzył. Uważam go za człowieka który ma niesłychaną wyobraźnię muzyczną.

- Jednak chodzi mi przede wszystkim o miejsca, czy też sytuacje w jakich występuje; z jednej strony Muzeum Archidiecezji, a z drugiej ZSyP-owski Festiwal Życia...

Wydaje mi się, że mnie akurat nie wolno oceniać jego wyborów politycznych ani zachowań. Nie znam ani kontekstu, ani jego pełnej drogi po stanie wojennym. Szczerze mówiąc, nie podobał mi się jego program „Raport z oblężonego miasta” wg. Herberta; ta chwytliwa pułapka, cierpiętnictwo i barykady, i dlatego to musi być arcyważne i dobre. Natomiast „Pamiątki”, program który powstał na szczątkach naszych wspólnych dokonań, jest jednym z najwspanialszych recitali jakie znam.

- A jak Ty sam oceniasz swoją woltę, od buntowniczego romantyzmu, przez „Zbroję” do „Kosmopolaka”?

Trudno mi ją oceniać. Jak już powiedziałem, piszę to co mi przychodzi do głowy i tak jak czuję. Na pewno jest to kwestia mojego życiorysu i kontekstu, w którym te piosenki powstawały. W pewnym momencie, gdzieś w połowie lat 70-tych, powstała potrzeba walki o pewne rzeczy, które trzeba było wypowiedzieć. Poprzez okres „Solidarności” przeszedłem do postawy refleksji nad światem poprzez pryzmat samego siebie. Zanim zacznie się namawiać ludzi do zastanawiania się, trzeba zacząć od siebie – przyjrzeć się swoim motywacjom, które nie zawsze są czyste. Takie wahania widoczne są i w mojej biografii artystycznej; po programie „Mury”, który miał charakter wybitnie deklaratywny, nastąpił „Raj” o charakterze refleksyjnym. Człowiek stale oscyluje między pokusą mówienia w sposób autorytatywny i podawaniem pewnych prawd „z góry”, a planem wątpliwości i refleksji.

- Twoja sytuacja życiowa obecnie uległa całkowitej zmianie. Z przywódcy pokolenia młodzieży w Polsce, później młodej emigracji w Paryżu skupionej wokół klubu „Nasza Wiosna”, stałeś się etatowym „urzędnikiem” jako pracownik RWE. Posiłkując się złośliwie cytatem z Grotowskiego – „dobra renta to też pointa”...?

To nie Grotowski, to Klawe... A poza tym to nie jest kwestia renty. Ten mój wolnoeuropejski etat jest jednym z etapów w moim życiu; mam nadzieję że nastąpi szereg innych. Ta moja praca wzięła się przede wszystkim z potrzeby kontaktu z krajem, a jest to najlepsza forma jaką mogę sobie wyobrazić. Poprzez przekazywanie moich piosenek i tekstów do kraju i przez otrzymywanie z kraju materiałów, mogę zrozumieć i odczuć to co się w kraju dzieje. Natomiast ja nigdy nie uważałem się za przywódcę młodzieży czy jej rzecznika. Od początku swej kariery podkreślałem to że będę przemawiał wyłącznie w swoim imieniu.

- Jak oceniasz z perspektywy najpierw paryskiej, teraz monachijskiej , zainteresowanie sprawami polskimi, których odbicie jest przecież w Twojej twórczości – czy to zainteresowanie nie spadło obecnie?

Oczywiście że zmalało i to nie tylko wśród Niemców czy Francuzów, ale i wśród Polaków. To jest naturalne. Stąd może elementy ironii w moich piosenkach. Zaraz po stanie wojennym każdy się interesował, czy chciał, czy nie chciał. Teraz trzeba walczyć o to żeby ludzie pomyśleli o Polsce w sposób nieschematyczny i nie podyktowany chęcią otrzymania wizy wjazdowej do kraju. Ale to wszystko traktuję w sposób naturalny, ponieważ nauczyłem się tolerancji wobec ludzi.

- A czy nie zagraża to Twojej twórczości spadkiem emocjonalnego odbioru czy wręcz popularności?

Jak dotąd nie narzekam, dzięki Bogu. Zdążyłem sobie przez te parę lat wychować publiczność i jest mi ona wierna.


Rozmawiała Anna Bontarska. Wywiad został przeprowadzony na przełomie lipca i sierpnia 1987 r.


Pismo Studentów i Absolwentów GRIZZLY nr 2
Wyd. S-ka Prasowa „MIŚ” Warszawa, XI-XII 1987
Odpowiedz
#2
Cytat:To nie Grotowski, to Klawe...

Ehh, dziennikarze mieli z nim ciężkie życie...

Dziękuję za udostępnienie kolejnego wywiadu z Jackiem.

Uwielbiam te wywiady, to bogate słownictwo i poprawność językowa.
Czasami odnoszę wrażenie, że On lepiej odpowiadał na pytania bez przygotowania i namysłu, niż dziennikarze czytali te pytania z kartki po wcześniejszym przygotowaniu.

Pozdrawiam
Odpowiedz
#3
Rowniez dziekuje Smile

e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#4
MasximusDecimus napisał(a):Uwielbiam te wywiady, to bogate słownictwo i poprawność językowa.
Czasami odnoszę wrażenie, że On lepiej odpowiadał na pytania bez przygotowania i namysłu, niż dziennikarze czytali te pytania z kartki po wcześniejszym przygotowaniu.

Pozdrawiam

Bardzo celne stwierdzenie Big Grin
Równiez dziekuję.
Odpowiedz
#5
Cytat: Natomiast „Pamiątki”, program który powstał na szczątkach naszych wspólnych dokonań, jest jednym z najwspanialszych recitali jakie znam.
Kaczmar stwierdza tutaj, że Gintrowski najlepiej wychodzi na piosenkach napisanych przez niego samego . I ja się z tym zgadzam. Nic przecież nie pobije "Autoportretu" z "Pamiątek".
[size=85]My chcemy Boga w rodzin kole,
W troskach rodziców, dziatek snach.
My chcemy Boga w książce, w szkole,
W godzinach wytchnień, w pracy dniach.
[/size]
[b]"Poza Kościołem NIE MA zbawienia"[/b]
Odpowiedz
#6
Zbrozło napisał(a):Kaczmar stwierdza tutaj, że Gintrowski najlepiej wychodzi na piosenkach napisanych przez niego samego.

W sensie, że na piosenkach, do których teksty napisał JK?
Jeśli to masz na myśli, to ja bym się z tym nie zgodził. Moim zdaniem Jacek w tym zdaniu nie stwierdza, że Pamiątki są dobre dlatego, że są programem opartym na utworach do jego tekstów, a jedynie w ten sposób identyfikuje program, przypomina go jako recital, który powstał na szczątkach ich wspólnych dokonań.
Tak zinterpretowana wypowiedź Jacka byłaby zresztą nieprawdziwa, bo na Pamiątkach genialne jest przecież wszystko - i Kaczmarski, i Herbert, i Tercz.

Moim zdaniem istnieje inna prawidłowość: Gintrowski najlepiej wychodzi na piosenkach napisanych pod kierunkiem Kaczmarskiego i Łapińskiego, a mówiąc bardziej górnolotnie - w duchu Tria. Kiedy próbuje robić program na własną modłę, efekt tego jest natychmiastowy - negatywny. Miałkie teksty (Kamienie) czy monotonna, nużąca wręcz muzyka (Raport z oblężonego miasta) rozkładają całość. Bogate elektroniczne instrumentarium tylko pogarsza sprawę.
Potem jest Wojna postu z karnawałem i Gintrowski znów błyszczy. Nie dlatego, że Kaczmarski napisał wszystkie teksty, ale dlatego, że te teksty są świetne, muzyka (cała, w tym Gintrowskiego) różnorodna, pomysłowa, aranżacje rewelacyjne, a wykonanie porywające.
Odpowiedz
#7
Zdecydowanie przychylam się do zdania Lutra. Zbrozło nieco przeholowałeś w interpretacji; poza tym "Autoportret" był pierwotnie w MUZEUM (ale to tylko tak dla chronologii).
Nie podzielam natomiast opinii Lutra co do "Raportu" - nie mogę się zgodzić że muzyka jest w tym programie nużąca. Przynajmniej dla mnie... Zauważ że muzycznie "Raport" jest dziełem Gintrowskiego i Łapińskiego.

pozdrawiam
Odpowiedz
#8
Adam napisał(a):Nie podzielam natomiast opinii Lutra co do "Raportu" - nie mogę się zgodzić że muzyka jest w tym programie nużąca.

Nie no, nużąca jest. Panuje na tej płycie ogólnie ciemny, przygnębiający nastrój, no ale taki był pewnie zamysł.

Adam napisał(a):Zauważ że muzycznie "Raport" jest dziełem Gintrowskiego i Łapińskiego.

To zależy co mamy na myśli mówiąc o wspólnym muzycznym dziele. Kompozytorem wszystkich utworów jest PG.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#9
Kuba Mędrzycki napisał(a):Nie no, nużąca jest. Panuje na tej płycie ogólnie ciemny, przygnębiający nastrój, no ale taki był pewnie zamysł.

Oprócz tego muzyka jest mało melodyjna, mało różnorodna, aranżacyjnie bardzo jednostajna. Każdy utwór pojedynczo jest do przyjęcia, ale wszystkie w zestawieniu tworzą mieszankę strasznie mało różnorodną. Wycie elektronicznych instrumentów, uderzenia elektronicznych bębnów, w ogóle całe te elektroniczne solówki tworzą klimat wybitnie mało pomysłowego Jarre'a.

Kuba Mędrzycki napisał(a):
Adam napisał(a):Zauważ że muzycznie "Raport" jest dziełem Gintrowskiego i Łapińskiego.
To zależy co mamy na myśli mówiąc o wspólnym muzycznym dziele. Kompozytorem wszystkich utworów jest PG.

Otóż to! Raport to program robiony wprawdzie z Łapińskim, ale niewątpliwie pod kierownictwem i pod zamysł Gintrowskiego. To PG dobierał wiersze i to on je wszystkie umuzycznił, a następnie pod swoją wizję całość zaaranżował. Pamiątki natomiast zawierają utwory albo wprost wzięte z wcześniejszych programów Tria, albo takie, które w żadnym programie wcześniej się nie znalazły, ale były przez Trio śpiewane, albo też takie, o których JK z PG rozmawiali lub nad którymi pracowali. Szkielet aranżacyjny też pozostał klasyczny, w każdym razie syntezatory nie zdominowały całości.
Odpowiedz
#10
Cytat:Moim zdaniem istnieje inna prawidłowość: Gintrowski najlepiej wychodzi na piosenkach napisanych pod kierunkiem Kaczmarskiego i Łapińskiego, a mówiąc bardziej górnolotnie - w duchu Tria.

Oni generalnie generalnie najlepiej radzili sobie we trójkę. Jak słucham tych samych piosenek Kaczmarskiego w wykonaniu solowym albo zespołowym, to zdecydowanie wolę te drugie wersje.

Co do słabości muzycznych programów "stanowojennych", to myślę, że ogromne znaczenie miała sytuacja, w jakich powstały - w większości były robione na szybko (raptem w ciągu kilku miesięcy, o ile się nie mylę) w chwilach ogromnej presji. Najważniejsze wtedy było, by w ogóle powstały i ktoś te wysłuchał; była to kwestia życia życia i śmierci. Że Gintrowski potrafił tworzyć bardzo bogate od strony muzycznej programy, udowodnił chociażby w Kamieniach.
Odpowiedz
#11
M.S. napisał(a):Oni generalnie generalnie najlepiej radzili sobie we trójkę.

Moim zdaniem niezupełnie tak jest. Niewątpliwie jako trio tworzyli programy najbardziej atrakcyjne koncertowo, najbardziej nośne, najlepiej uwodzące publiczność (w pozytywnym znaczeniu tych pojęć). Jednak programy solowe Jacka, szczególnie cztery ostatnie, są znacznie bardziej wysmakowane muzycznie i staranniej zaaranżowane na gitarę, bardziej przesycone intymnością, indywidualną zadumą, wsłuchaniem się w siebie, a nawet nieco bardziej refleksyjne. Jacek wykorzystał wszystkie atuty indywidualnego śpiewania, co dobrze zrównoważyło niedostatki wynikające z braku PG i ZŁ. Nie sposób sobie wyobrazić śpiewanej solowo Wojny postu z karnawałem, jak również aż żal chwyta na myśl, że misterna konstrukcja zwana Mimochodem mogłaby być zagłuszona dodatkowymi głosami lub fortepianem.

M.S. napisał(a):Jak słucham tych samych piosenek Kaczmarskiego w wykonaniu solowym albo zespołowym, to zdecydowanie wolę te drugie wersje.

Tak, bo wszystkie te piosenki zostały stworzone z myślą o wykonaniu zespołowym. Jedynie na płycie Live mamy kilka czy kilkanaście utworów pisanych indywidualnie przez Jacka i Łapiński genialnie się do tej formuły dostosowuje, dodając tylko subtelnie zaaranżowany fortepian. Zresztą na Live śpiewa tylko Jacek - Łapiński nie wspomaga go głosowo.
Wyobraź sobie na przykład zaśpiewaną przez Trio Księżniczkę i Pirata tudzież Legendę o miłości. Też sądzisz, że byłyby lepsze?

M.S. napisał(a):Co do słabości muzycznych programów "stanowojennych", to myślę, że ogromne znaczenie miała sytuacja, w jakich powstały - w większości były robione na szybko (raptem w ciągu kilku miesięcy, o ile się nie mylę) w chwilach ogromnej presji. Najważniejsze wtedy było, by w ogóle powstały i ktoś te wysłuchał; była to kwestia życia życia i śmierci. Że Gintrowski potrafił tworzyć bardzo bogate od strony muzycznej programy, udowodnił chociażby w Kamieniach.

Z kwestią życia i śmierci to nie przesadzajmy, aż tak ostro to nie było. Ale nawet gdyby uznać ten argument, to przecież w chwilach największej presji powstawały Pamiątki, nagrywane w czasie trwania stanu wojennego, po kryjomu, przy okazji pracy nad muzyką filmową. Jak słychać, warunki te zupełnie nie przeszkodziły Gintrowskiemu w stworzeniu swojego najlepszego programu zrealizowanego bez Jacka.
Odpowiedz
#12
Cytat:Z kwestią życia i śmierci to nie przesadzajmy, aż tak ostro to nie było.

Wtedy mogło wydawać się inaczej Wink.

Cytat:Ale nawet gdyby uznać ten argument, to przecież w chwilach największej presji powstawały Pamiątki, nagrywane w czasie trwania stanu wojennego, po kryjomu, przy okazji pracy nad muzyką filmową.

Ale piosenki z Pamiątek stworzone zostały jeszcze przed stanem wojennym, w zupełnie innych warunkach (były też w dużej mierze "ograne" przez Gintrowskiego), podczas gdy Raport... powstał zupełnie od podstaw.

Co do wartości muzycznych solowych piosenek Kaczmarskiego - przychylam się do Twojego zdania.
Odpowiedz
#13
M.S. napisał(a):
Cytat:Z kwestią życia i śmierci to nie przesadzajmy, aż tak ostro to nie było.

Wtedy mogło wydawać się inaczej Wink.

Wiesz, nie wiem jak Ty, ale ja swojego stwierdzenia nie opieram na domniemaniu, jak się wtedy mogło wydawać, tylko po prostu pamiętam co mi i różnym innym ludziom się wtedy wydawało. Owszem, PRL lat 80. był groźny, bo pałował, bo straszył, bo potrafił pogonić po ulicach, jednak wypadki zamordowania Grzegorza Przemyka czy księdza Popiełuszki to jednak były ekstremalne wyjątki. W PRL-u schyłkowym, czyli PRL-u lat 80. było raczej śmieszno niż straszno. Nikt w każdym razie nie traktował tamtej rzeczywistości w kategoriach życia i śmierci. Z całą pewnością nie traktował tak PRL-u również Gintrowski - i to z wielu najrozmaitszych powodów. Argument o atmosferze strachu czy przygnębienia determinującej wenę artystyczną kompozytora Raportu z oblężonego miasta ja bym w każdym razie zdecydowanie odrzucił.

M.S. napisał(a):Ale piosenki z Pamiątek stworzone zostały jeszcze przed stanem wojennym, w zupełnie innych warunkach (były też w dużej mierze "ograne" przez Gintrowskiego), podczas gdy Raport... powstał zupełnie od podstaw.

No przecież o tym właśnie pisałem! Pamiątki są dobre dlatego, że są w gruncie rzeczy dziełem Tria, a nie indywidualną, autorską koncepcją Gintrowskiego.

Raport z oblężonego miasta posiada za to wszystkie możliwe słabości - niezbyt dobre literacko, czasem naiwne wręcz teksty, które w swej masie zamiast błyskotliwego przesłania zieją patosem przekraczającym momentami granice śmieszności, nieurozmaiconą, pisaną na jedno kopyto muzykę i mało pomysłową aranżację opartą o możliwości taniej elektroniki.
Odpowiedz
#14
Cytat:
Kuba Mędrzycki napisał(a):Nie no, nużąca jest. Panuje na tej płycie ogólnie ciemny, przygnębiający nastrój, no ale taki był pewnie zamysł.

Tak - zgadzam się, tym bardziej że niewątpliwie znasz lepiej te zagadnienia bo sam grasz... Chciałbym tylko uściślić, że miałem na myśli "Raport..." wykonywany na koncertach (fortepian Z.Ł. i gitara P.G.). I takie wykonanie towarzyszyło mi przez lata ("Pamiątek" zresztą też). Nie muszę chyba dodawać że brzmiało jak dokonania Tria, tyle że niestety bez JK.
Jeszcze małe wspomnienie - miałem przyjemność być na pierwszym po 13 grudnia występie Gintrowskiego z Łapińskim w Krakowie (jeszcze oficjalnie trwał stan wojenny, ale już bez godz. milicyjnej). Recital składał się z wybranych piosenek z trzech programów Tria. Po występie zgromadziliśmy się wokół Przemka i w zasadzie pytano tylko o Jacka, a najczęściej kiedy wróci...

pozdrawiam
Odpowiedz
#15
Wielkie dzieki za ten wywiad. Duzo bardzo ciekawych watkow, np nt ukladow JK-PG. Mam nadzieje ze kiedys ktos znajdzie wspomniany wywiad PG (w "Radarze" ?).
Podziekowania z poslizgiem, bo rzadko tu ostatnio zagladam.

Cytat:Nic przecież nie pobije "Autoportretu" z "Pamiątek".
?
Tak jest :tak: (to jest opinia Zbrozla i moja, ale ja jestem sklonny sie z ta opinia zgodzic... :Smile )

Co do dyskusji nt "Raportu" to pozwole sobie zwrocic uwage na fakt ze JK w tym wywiadzie z 1987 wypowiada sie na temat pierwszych wersji tego programu (kilka dodatkowych "mrocznych" piosenek, pominietych w pozniejszym wydaniu Polskich Nagran). Wersja z PN jest nadal mroczna, martyrologiczna, polityczna etc etc ale nie az tak jak te pierwsze kasety.

PZDR
TN
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#16
Też ostatnio rzadziej tu zaglądam...

Co do relacji kaczmarsko-gintrowskich, to sam Jacek w rozmowie ze mną wyraził się,
że na temat rozstania z Przemkiem ma sporo zapisane w pamiętniku. Dr Gajda na rzeczony
pamiętnik się nie natknął (pytałem Go o to), a zatem albo Jacek całą rzecz "zarzucił", albo pamiętnik czeka jeszcze na swego "odkrywcę"...

Ukłony
Odpowiedz
#17
ja chyba bym znalazła tą gazetę
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jeszcze jeden wywiad z 1987 roku. Adam 3 1,286 01-29-2010, 04:48 PM
Ostatni post: basiab

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości