Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Intermezzo (wersja alternatywna)
#1
Intermezzo (wersja alternatywna)

-Dobry wieczór, panie Mahler. Pan już pewnie wie, kim jestem? Będziemy razem mieszkać. Proszę się rozgościć i czuć jak u siebie. Dwa łóżka nade mną, na miejscu, które zajmował pewien logik. Nie wiem, gdzie teraz jest. Mówią, że żółć go zalała. Ale poczciwota był człowiek, do rany przyłóż. Nauczył mnie tak mieszać cukier w szklance, żeby zrobić kwadraturę koła, liczyliśmy pochodne, dzięki niemu pojąłem też dysfunkcje – sinusa i coselusa.
-Opowiem coś panu o sobie. Słynę z wysokiej kultury i nawet wtedy, gdy czyjeś sacrum jest dla mnie profanum - milczę jak grób. Ale tylko do momentu, gdy ktoś nie zaczyna spluwać mi do kieliszka. Inaczej mówiąc, zawsze niosę ludziom serce wyciągnięte na dłoni, ale niektórzy przede mną spierdalają. Mogę o sobie powiedzieć dokładnie to samo, co pewien niedoszły prezydent Białegostoku, ale być może przyszły prezydent kraju : „Nie mam żadnych wadów”. Pan pewnie sobie myśli, panie Mahler, że jest inteligentny? Ustalmy to sobie od razu na początku, żeby była jasność. Wyjaśnię to słowami innego wybitnego męża stanu :
Andrzej Lepper napisał(a):Wie pan, czym się różnimy? Że pan jest inteligentny, ale pan inteligencji się uczył, a ja inteligentny urodziłem się.
-I jestem też geniuszem szachowym. Tylko widzi pan, żyjemy w takich ciekawych czasach, że jak gdzieś używam słowa „koń” i „dama”, to wszyscy zaczynają mówić o aborcji, kioskach, aptekach, wodzie muszyniance, a najbardziej nastoletni ministranci i ja już na nikim nie mogę zrobić żadnego wrażenia, gdy mówię, że potrafię skończyć w trzech ruchach.
- Pan zna się na religii, Panie Mahler? Jak to jest - wspaniały, wszechmocny i nieomylny Bóg zużył idealnie doskonałą ilość budulca i stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a następnie kazał mu się obrzezać ? A Bóg – jest obrzezany ? I pomyślałem sobie, że im więcej nagrzeszę, tym prawdopodobieństwo ( probabilistyki nauczył mnie też pana poprzednik) zdarzenia, że Bóg przyjmie mnie z otwartymi ramionami, nie kopnie w aureolę i nie połamie skrzydeł jest większe, skoro :
„Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone były jak purpura, staną się jak wełna” (Iz 1, 16-19).

Od tamtej pory sam sobie stworzyłem religię, w której – mogę to powtórzyć za Laplace’m – hipoteza Boga nie jest mi potrzebna – żyję tak, abym każdemu mógł zawsze spojrzeć prosto w oczy, nie istnieją powody, dla których nie mógłbym mówić prawdy z uśmiechem na ustach. W tej domowego wyrobu spójnej doktrynie filozoficznej nie ma już miejsca na cuda-wianki, objawienia i inne mistyczne bzdury. Nie interesuję się zaświatami, a w postępowaniu kieruję się sumieniem i wiedzą, jaką pozostawili nam wielcy tego świata. Kiedyś chciałem napisać autobiografię, założyć bloga, ale jeden z wielkich tego świata ( bo właśnie czytywaniem rozważań wielkich tego świata głównie się zajmuję) mnie ostrzegł, wyłuszczając mi to tak jasno, że nawet ja zrozumiałem :
Cytat: jak napisze za madrze to bede sie za bardzo wyrozniual

Inny z kolei stwierdził :
Cytat: klasę ludzi poznaje się po tym, że nie obrażają się śmiertelnie za sprawy drugorzędne i nie żyją pretensjami do całego świata

Ale wie pan, żeby nie zwariować od nadmiaru elokwencji, staram się niekiedy sięgać po coś lżejszego. W jednej z broszur niejakiego Emila Ciorana natknąłem się na coś takiego :

„Dobrze osadzona i dość czujna uraza może sama stworzyć osnowę człowieka : słabość charakteru wynika w większości przypadków ze szwankującej pamięci. Jedną z tajemnic powodzenia jest pamięć o zniewadze, sztuka niezapominania, którą opanowali wszyscy bez wyjątku ludzie o silnych przekonaniach, gdyż przekonanie przede wszystkim składa się z nienawiści, a dopiero później miłości.”

-Wyobraża pan sobie, panie Mahler, co za pętak? Że niby ta ubrana w pozór uczoności i natchniona kwiecistym pustosłowiem brednia ma mnie przekonać o tym , iż pamięć draśniętej ciętym słowem pychy, tkwiącej w człowieku przez stulecia ma świadczyć o silnych przekonaniach a nie o klasie? Wolne żarty! Postanowiłem najsubtelniej, jak potrafię zainterweniować i napisałem mu sms-a:

„Bredzisz, życzę Ci, durniu, żeby los postawił Cię kiedyś przed dokonaniem takiego wyboru:
a) uwierzyć tym, co się na tym znają ?
b) pozostać tym, który nie uwierzy ?"

Niestety w poczcie głosowej usłyszałem głos wspomnianego już przeze mnie polityka z Białegostoku, który powiedział:

"Zmienił miejsce zamieszkania. Jest w niebie teraz."

- Łóżka tu są wygodne, proszę pana - śpię dobrze, ale niekiedy miewam koszmary. Ostatnio na przykład śniło mi się, że goniły mnie chochoły. Jeden miał taką właściwość, że potrafił wbiec na scenę i wprowadzić na nią zupełnie żywego ducha w zielonej czapce, następnie krył się w mateczniku chochołów i pokrzykiwał : „Wyrósł na totalnego oszołoma!”, „Znam tego debila!”, ale na szczęście nie w moim kierunku.
Drugi też mnie gonił, ale – trzeba przyznać – niezbyt długo, widocznie miał słomiany zapał. Nie chciał być kojarzony z działaniami tego typu i poszedł sobie, ubrany w togę mentora, maskę arlekina i błazeńską czapkę, z dumnie podniesioną głową i podszytym złośliwością uśmiechem.
Trzeci nazywał się Miodek, ale za to dzielny i wielki był jak niedźwiedź. I jak niedźwiedź, dostojnie odszedł, powziąwszy dojrzałą i przemyślaną decyzję.
Najgorszy był ten czwarty. Słoma wystawała mu z buciorów. Co ja mówię słoma - całe snopy! Aż mu canona zasłaniały! Pędził w moim kierunku coraz prędzej, wirując w chocholim tańcu, bezkarność dodawała mu impetu, strzykał dookoła żółcią i wypluwał pod moim adresem stek oszczerczych bredni. Do rękawa miał przyczepioną małą kukiełkę, która potrafiła jedynie kiwać głową z góry na dół. Pewnikiem wirusy filipińskiej choroby miały do niej zbyt łatwy dostęp. Obudziłem się, zlany zimnym potem. Dobrze, że to był tylko senny majak.

- Jednak w prawdziwym życiu, panie Mahler, też nie jest tak różowo. Niekiedy, choćby nie wiem jak się chciało i stawało na głowie, to i tak się nie podskoczy wyżej sam wiesz czego. Świat piękny, naród wspaniały, tylko ludzie ch… Zżera ich codzienna nienawiść. Prezentują zawiść bezinteresowną, czyli jak to trafnie nazwał Wańkowicz- kundlizm. Zazdroszczą mi tego, gdzie jestem każdego dnia, a oni nie będą nigdy. Chociaż… niektórzy będą, ale w dalekiej przyszłości. Pan jesteś człowiekiem muzyki, więc powiem to panu słowami pewnego poety przeklętego, po którego zakurzoną twórczość sięgnęło Stare Dobre Małżeństwo w ubiegłym roku :

"Jedyny ratunek"
„Tak, przyjacielu. Dojdziesz i ty do tego.
Jedyny ratunek jest w obłędzie.
W śrubie, zajobie, pierdolcu i obłąkaniu.
Tylko tam, w tym, uwierz mi. To pewne.
"Błogosławieni ubodzy duchem
albowiem ich jest Królestwo Niebieskie."
Błogosławieni szurnięci
albowiem już tu ,na ziemi,
są w raju.”



„A więc czego zazdrościcie artyście?
Że na głos wyrykiwał to,
o czym wy baliście się nawet myśleć ?”






Tak, Mahler. Zazdroszczą mi tego, że jestem w raju. Udają szczęśliwych, bo mają swoich przyjaciół w Józefowie. Ale przecież ja też mam swoją przyjaciółkę, Józefinę. Jest śliczna, ma cudowne blond włosy, wpatruje się we mnie jak w obraz, jest demonem chuci i zawsze inteligentnie milczy. To nic, że jest nadmuchiwana, najważniejsze, że dobrze mi tu z nią na Elbie.
"nawet jeżeli czyjeś sacrum jest dla mnie profanum, to sama kultura osobista, szacunek dla innego człowieka nakazuje mi pewną powściągliwość słowną."
Odpowiedz
#2
A tak po ludzku, to o so chozzzi?
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#3
Przemek napisał(a):A tak po ludzku, to o so chozzzi?

Cóż: cały bryce, cały On! Smile
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Intermezzo Adam_Leszek 2 938 09-24-2009, 09:16 AM
Ostatni post: DX

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości