Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Rodzinna Patelnia" Bryce Courtenay
#1
Kolejna książka mojego ukochanego autora "Rodzinna Patelnia" to zbiór opowiadań/legend o życiu Rosyjskich Żydów uciekających z Rosji podczas pogromów.
Oto fragment jednego opowiadania/rozdziału, który przetłumaczyłam, zainspirowana innym wątkiem na forum Smile


Taki Sprytny Mały Grzybek
Dzisiejszego wieczoru, Ania podniosi ręke.
Ania jest chudziutką kobietą o smutnej twarzy, być może po dwudziestce lub jeszcze młodsza. Rosja i trudne małżeństwo szybko uporały się z piękną panną młodą. Jednak coś pozostało. Jej oczy są niebieskie jak bławatki , ma pełne usta i, co dziwne, nie brakuje jej zębów, które są idealnie białe. Jej uśmiech jest kojący i anielski. Nocami śpiewa dzieciom głosem słowika i uwielbia czytać na głos, tak jakby książki były jej serdecznymi przyjaciółmi, którymi musi się z nami podzielić, opatulona w płaszcz Pani Abrahamowej, którego schwytałam po napadzie Kozaków. Ania kocha Pana Mendelsohna, skrzypka. Ich miłość, nawet poza więzłem małżeńskim, jest czysta i przepiękna.
Ania często wyrusza do lasu i w pola żeby nabrać dzikich ziół i grzybów. Ofiaruje je nam do wieczornego posiłku, tak że zwykła rzepa staje się wybornym daniem, a ziemiak królem warzyw.
"Opowiem Wam o moim przyjęciu weselnym, tak żebyśmy mogli wybrać naszą dzisiejszą strawę. Zupę godną księcia" Mówi Ania, gdy siedzimy wpatrując się w Rodzinną Patelnię na ognisku.
Ania westchnęła i rozpoczęła swą opowieść:

Wybrano mnie za małżonkę dla syna ziemianina. Byłam zwykłą chłopką mającą zadośćuczynić za zepsutą krew w rodzie. Mój przyszły mąż był wyjątkowo złym okazem. Oczy miał zbyt blisko osadzone, brwi łączące się nad grzbietem nosa. Był bogaty i potrzebował potomka. Ja byłam silna i, zdaje się, dość ładna. Poza tym był to zbyt wielki honor dla mojego Ojca, biednego człowieka, by mógł odmówić. Tak więc za dobrego konia i małe pole kukurydzy, sprzedano mnie synowi ziemianina.
Jeśli chodzi o mnie, nie zostałam spytana o zdanie. Miłość nie była słowem wypowiadanym z lekkością w naszej wiosce, a honor i dobrobyt przyznany naszej rodzinie został przez wszystkich doceniony. Starsze kobiety skrzeczały mi do ucha "Jest brzydki, Aniu, ale nie przejmuj się tym. W ciemnościach, pod pierzyną, któż odróżni pięknego od brzydkiego? Daj mu syna i jednego na zapas i możesz się roztyć i żyć wygodnie do końca swoich dni."
Nadszedł dzień ślubu i gruby ksiądz połączył nas więzłem małżeńskim pośród pieśni i modlitw by nasz związek błogosławiono męskim potomkiem. Potem usiedliśmy razem, sami, przy stole weselnym. Mój mąż i ja. Biesiadnicy tańczyli i pili na naszą chwałę, a my nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia.
Cisza narastała jak przepaść między nami, gdy tancerze wirowali wokół nas, a mężczyźni upijali się dobrą wódką. Skrzypki grały pieśni miłosne, a stare kobiety gapiły się na brzydkiego Pana młodego i oblizywały bezzębne dziąsła na myśl o torcie weselnym. Niektórzy błagali, bym zaśpiewała, ale śmiech i pieśni mnie opuściły.
"Dlaczego się ze mną ożeniłeś?" Wkońcu zapytałam męża. Serce mi waliło jak Carski bęben, tak przeraziła mnie krnąbrność pytania.
"Masz szerokie biodra i duże cycki" chrząknął. "Będzie w nich mleko dla synów, których mi urodzisz. Widziałem, jak nosisz ciężary godne osła i mówią mi, że potrafisz gotować by zadowolić męskie podniebienie. Niczego więcej nie pragnę od kobiety, pomijając milczenie i posłuszeństwo."
"Ale mogę Tobie czytać!" krzyknęłam. "Jako jedyna wśród dziewczyn w wiosce potrafię! Znam się też trochę na łacinie i na zielarstwie!"
"Nie mam czasu na słuchanie, ani Ty na zadowalanie się książkami, których nie będzie w domu!"
"Więc może będe dla Ciebie śpiewać?"
"Dość, że ptaki śpiewają, gdy kradną moją kukurydzę. Co Ty będziesz kradła, gdy zaśpiewasz?"
"Mogę grać na harfie?" Spytałam. "Harfa ukoi Twoją duszę, gdy będziesz zmęczony".
"Wódka sobie z tym poradzi. Harfa jest dla leniwych palców, a Twoje dłonie będą pracować od świtu do zmierzchu. Wstaniesz wraz ze słońcem i jako ostatnia się położysz".
"Więc co, Mężu? Czym mogę Cię uradować?"
"Gotowaniem, sprzątaniem, noszeniem, ciszą i urodzeniem mi wielu synów, których będziesz karmić cyckami do trzeciego roku życia. Jeśli wszystko będziesz dobrze wykonywać, nie będę Cię bił częściej, niż jest to konieczne".
"Cóż mogę gotować, by najlepiej Ci służyć?" spytałam, cała drżąc.
"Jest taki rosół, który moja Matka gotowała. Gęsty jak gulasz, przyprawiony świeżymi ziołami z pól, z dzikimi grzybami z lasu. To właśnie zioła czynią ją wyjątkową. Znasz je, kobieto? Przyrządzisz taką zupe?"
"Każda dziewczyna we wsi zna te zioła. Zupę też. Ugotuję ją dla Ciebie, ale, jak mniemam, nie będzie taka wspaniała, jak Świętej Pamięci Matki."
"Będziesz co wieczór przyrządzała tę zupę, podasz ją bez słowa i z pokorą. Jeśli nie będzie równie dobra, jak mojej Matki, będziesz bita, gdyż Matka mawiała, że to właśnie zupa ze świeżych ziół, dzikich grzybów i tłustego kurczaka dała mojemu Ojcu siłę i witalność na spłodzenie tak wspaniałego syna, jak ja".

Tak więc tysiąc razy przyrządziłam tę zupę. Za każdym razem pyszniejszą. Lata mijały, ziemianin zmarł, a ja musiałam nazywać swojego męża "Panem".
Każdego wieczoru wąchał:
"To niewłaściwy zapach!" wrzeszczał. "Wychudzony kurczak! Nie ma co!" Po czym, jak zmiótł całość, bił mnie. "Nie tak dobra, jak mojej Matki!" krzyczał, gdy rzucał mną o ziemie. "To zioła! Dajesz je w złych proporcjach!" Wskazywał palcem na mój płaski brzuch "Jesz mój chleb i, widzisz, nadal jesteś bezpłodna. Oszukujesz mnie i nie dajesz synów! Jesteś tylko nieszczęsną, wiejską kurwą!"

Pewnego wieczoru pogardliwie powąchał zupę. Czekałam na naganę, ale nic nie powiedział. Gdy wyżłopał ją jak świnia, wytarł usta wierzchem dłoni, spojrzał na mnie. Brwi mu drgały jak u żuka, a oczy były twarde i zimne jak agat.
"Idealna! Zapach idealny, kurczak idealny, zioła we właściwych proporcjach! Dzisiejszej nocy, kobieto, poczniemy pierwszego syna!"
Póżniej, gdy wchodził na mnie, nagle złapał go wielki ból brzucha i wkrótce nadeszły wymioty i zawroty głowy.
"Otrułaś mnie rosołem mojej Matki i nie dałaś mi syna! Nie mam potomków, moje dobre imie jest na zawsze stracone!" Wrzeszczał między ostrymi napadami bólu.
"Nie, Panie! Zupa była dobra!" protestowałam. "To zupa Twojej matki. Zrobiona dokładnie tak, jak lubisz. Być może szczypta więcej soli, nic poza"
"Wezwij lekarza, kobieto!" jąknął.
Lekarz przybył w swoim meloniku i eleganckim powozie. Potrząsnął głową. "Wezwać księdza!" krzyknął.
Gruby ksiądz przybył i odbył się ostatni sakrament. Wysłuchał ostatniej spowiedzi mojego Pana i przyznał ostatnie namaszczenie. Stałam za księdzem, bym mogła usłyszeć ostatnie słowa skruchy mego męża, grzechy popełnione i rozgrzeszenie tak chojnie udzielone.
"Wybacz mi, Ojcze, bom zgrzeszył. Czasami zbyt mocno chłostałem swego osła i nie zawsze sprawiedliwie wydzielałem chłopom kukurydzę"
"Bóg jest miłosierny, synu." intonował ksiądz. "Ból w twoim żołądku jest wystarczającą karą. Poza tym osły nie mają duszy i są w najlepszym razie upartymi stworzeniami, potrafią nadwrężyć cierpliwość świętych." Ksiądz oblizał wargi. "Jeśli chodzi o chłopów, to ich dola, że są oszukiwani przez ziemianina." Zrobił znak krzyża. "Tej właśnie nocy możesz przejść przez bramę raju, synu". Ksiądz spauzował, zakasłał i rzekł dalej "Mogę to zagwarantować, jeśli pozostawisz po sobie myśl o Królestwie Pana tutaj, na ziemi. Nasze skarbce są puste, a potrzebujemy pięknego, złotego krzyża wysadzanego drogimi kamieniami, rubinami, brylantami i perłami z morza Kaspijskiego. Krzyż taki, by wszyscy, którzy przychodzą po rozgrzeszenie wiedzieli, że nasza parafia jest szczególnie ważna w oczach niebios!"
"Jestem otruty! Umrę!" Wrzeszczał mój Pan, wskazując na mnie drżącym palcem. "To ona mnie otruła. Musi się smarzyć w piekle! Musi być okrzyknięta wiedźmą!" Jego owłosione palce darły skórę na brzuchu i krew płynęła mu z ust. Ale człowiek kościoła jakoś tego nie słyszał, wypisywał umowę, pióro skrobało ostatnią wolę mojego Pana. Oczami wyobraźni, ksiądz już widział złoty krzyż i popołudniowe słońce wpływające przez okna kościoła, oświetlające złoty krucyfiks, by błyszczał na chwałę Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

CDN...
"Chude Dziecko"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości