Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Żołnierz i aniołek
#1
Wojna na podwórku zaczęła się we wrześniu 1939 roku. I zakończyła się w październiku. Później już nie docierała na podwórko. Nawet kiedy Henio z czwartego piętra wyprowadził się do babci na wieś, bo „rodzice zniknęli”, wojna nie dotarła na podwórko. Henio tylko bardzo płakał i dzieci zaczęły się bać, że ich rodzice też znikną. Mama Antka mówiła, że teraz zniknąć to gorzej niż umrzeć, a to działało na wyobraźnię. Raz dziennie wysyłali więc kogoś, najczęściej najszybszego - Roberta, żeby się przebiegł po piętrach i popytał, czy ktoś nie zniknął. Ale nikt nie znikał, a dorośli tylko uśmiechali się smutno.
Było ich na podwórku dwunastu. I trzy dziewczynki. Rude bliźniaczki Marysia i Anusia, i blada Anielka z sutereny. Dziewczynek było pięć, jeśli liczyć siostry Icusia, ale one nie nadawały się do tego, żeby je liczyć. Weronka była za mała. Miała sześć lat i przed wojną nawet jeszcze nie zaczęła szkoły. Poza tym – była chora. Kiedy Rudy Jaś, najlepszy przyjaciel Icusia, wpadał do niego na zupę, mała zawsze leżała w łóżku i miała zupełnie przezroczystą buzię. Była jeszcze Inka. Inka z warkoczem do pasa i niebieskimi oczami. Ale Inka była za duża i nie liczyła się już na podwórku. Była taka duża, że mogła wybiegać z domu z torbą pod pachą nawet późno wieczorem. Rudy Jaś kochał się w Ince. Raz nazrywał dla niej kwiatków. Anielka powiedziała, że dobre będą niebieskie – żeby pasowały do oczu. Inka ucieszyła się, powiedziała: „Jaki z ciebie dżentelmen” i pocałowała go w policzek. Jaś nie wiedział, co to znaczy „dżentelmen”, ale poczuł się jak prawdziwy mężczyzna. Inna dziewczyna powiedziałaby pewnie, że jest „słodki” albo coś w tym guście i byłby upokorzony. Ale Inka dobrze wiedziała, co powiedzieć. Zawsze. Dlatego się w niej kochał.
Icuś zawsze mówił o siostrach z powagą i z dumą. Przyciszał głos i ogłaszał:
- Mam dwie siostrzyczki, młodsza będzie niedługo aniołkiem, a starsza będzie niedługo żołnierzem.
Zawsze w tej kolejności. Bardzo kochał Inkę, ale jednak aniołek jest w hierarchii wyżej od żołnierza. Nawet najlepszego. Tak mówiła mama. W ogóle to właśnie mama mówiła, że Weronka będzie aniołkiem. Dla Icusia wcale nie wyglądała na aniołka. Włoski miała czarne jak smoła i piegi na nosie - nie jak aniołek z obrazka. Ale mama tak mówiła, a chodziła do kościoła co niedzielę i słuchała kazania, więc raczej lepiej niż Icuś znała się na aniołkach.
Inka wyglądała na aniołka, ale absolutnie nie mogła nim zostać. Icusiowi było przykro, ale Inka zupełnie nie mogła być aniołkiem. Mama zawsze mówiła, że jest „bez serca”. Zawsze, kiedy Inka stukała do drzwi cztery razy, wpychała coś pod łóżko, wypijała szklankę zimnej herbaty i padała wycieńczona na kanapę. No, a jak ktoś nie ma serca, to na aniołka się nie nadaje. Co innego na żołnierza! Inka mogła zostać żołnierzem. Kiedyś miała w domu karabin. Prawdziwy! Ktoś kto nosi prawdziwy karabin, musi być przecież prawdziwym żołnierzem.
Na podwórku zawsze bawili się w wojnę. Icuś był generałem – jego tata służył w wojsku zanim umarł, więc posada się Icusiowi należała. Chodził z założonymi za plecami rękoma i wydawał rozkazy. Nikt nie chciał być „niedobrym” (mamusie zawsze powtarzały, żeby nawet w zabawie nie strzelać do „Niemców”, więc wróg był już tylko „niedobrym”, a wszyscy i tak wiedzieli, o co chodzi), więc walczyli z drzewami. Drzewa były głupie i nie umiały oddać ani uciec, ale dzięki temu armia Icusia zawsze wygrywała. Blada Anielka opatrywała rannych – wcale nie chciała strzelać, chociaż Icuś uważał (i nawet, broniąc tego poglądu, podbił Antkowi oko), że dziewczynki mogą być w wojsku (miał przecież Inkę) - po czym siadali przy ognisku, pili bimber i palili papierosy. Oczywiście tylko na niby. I klęli też tylko na niby – to znaczy mówili: „O przekleństwo!” – i bardzo się z tego śmiali.
Rodzice nie znikali i było dobrze. Czasem tylko bardzo chciało się jeść, zwłaszcza zimą, ale ciocie z kamienicy zawsze były dobre i jak któraś dostała kartofle, to gotowała nawet dla wszystkich z podwórka klawą zupę.
A potem zniknęła Inka.
Wiadomość przyniósł Rudy Jaś – Icuś nie mógł być już generałem, bo Inka zniknęła. I Icuś nie może wyjść z domu. Jaś, mimo że kochał się w Ince, dbał o dobro oddziału - zarządził wybory nowego generała – zastępcy. Wybrali Antka, bo był najsilniejszy. I miał już prawie dwanaście lat. Nie lubił specjalnie Icusia, ale generałem był dobrym. Tylko kazał Anusi i Marysi oddać karabiny i opatrywać rannych.
Icuś zszedł na podwórko się pożegnać jakoś pod koniec marca. Powiedział, że Antek musi zostać generałem na zawsze, bo mama ich gdzieś zabiera. Weronce się pogorszyło, a po tym, jak zniknęła Inka, mama mówi, że w Warszawie niebezpiecznie. Zaraz potem chłopiec wbiegł do bramy. Ale Rudy Jaś wiedział, że nie wrócił prosto do domu. Znalazł przyjaciela siedzącego na stopniach i głęboko zamyślonego. Jaś usiadł obok i też się głęboko zamyślił.
- Co się stało z Inką? – zapytał w końcu Icuś. – Mama mówi, że nie została aniołkiem. Mama mówi o Ince brzydkie rzeczy. Mówi, że była głupia, bezczelna i narwana. I że nas chyba nie kochała. Mama się gniewa na Inkę, że zniknęła. Ale mnie Inka kochała, dała mi swoją czapkę… I w ogóle… Ale boję się, że na aniołka to za mało…
- Głupi jesteś – oznajmił z przekonaniem Rudy Jaś. – Inka na pewno jest ślicznym aniołkiem. Siedzi w niebie i ma we włosach te kwiatki, co jej dałem. Na pewno.
- Wiesz co… - Icuś wydawał się całkiem przekonany do tej wersji. – W takim razie, teraz mam dwie siostrzyczki. Jedna jest aniołkiem, a druga niedługo nim będzie... To chyba ja muszę zostać żołnierzem.
I za cztery lata Icuś został żołnierzem. A potem aniołkiem. Ale to już zupełnie inna historia.
"Opatrzności wyroki, jak po deszczu - rynna:
Kto jeno w niebo patrzy - tego i zamoczy."
Odpowiedz
#2
Czy tylko u mnie pojawia się to opowiadanie dwa razy?
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#3
Nie mam pojęcia, co zrobiłam, ale chyba naprawiłam - u mnie jest już tylko raz. Przepraszam za zamieszanie :wstyd: .
"Opatrzności wyroki, jak po deszczu - rynna:
Kto jeno w niebo patrzy - tego i zamoczy."
Odpowiedz
#4
U mnie jest raz, ale i tak się cieszę, że w ogóle jest - bardzo mi się spodobało.
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#5
Ładne *-`-
Odpowiedz
#6
MacB napisał(a):cieszę, że w ogóle jest - bardzo mi się spodobało.
Mnie tez.

e.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości