Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
To moja droga
#1
Książka jest świetna, czyta się jednym tchem! Mistrzostwo narracyjne i bogactwo informacji. Genialna jest konstrukcja książki, ale nie zdradzam szczegółów tym, co jeszcze nie czytali. Poczekajmy, aż więcej osób przeczyta.
Odpowiedz
#2
Śmiechy, oklaski, brzęk szkła... Bez dwóch zdań, gratuluję autorowi ogromnej cierpliwości i pracy przy gromadzeniu i składaniu w całość tego materiału.

Mnie osobiście najbardziej interesowały te wątki i fragmenty, które stanowią jakąś próbę prześwietlenia tajemnicy Jackowego tworzenia i pisania, lub przynajmniej zajrzenia do jego warsztatu. Z przyjętej koncepcji (bądź też z innych powodów) wynika, że jest ich niewiele, ale dla przykładu:

- str. 128, akapit zaczynający się od słów Jacek pracował wówczas starannie
- opisy powstawania Epitafium, Zbroi, Kochanowskiego i Szukamy stajenki
- str. 168, akapit początkowy
- osobiste tło programu Między nami (str. 293/294)
- i last co powinno być first : głęboko przeanalizowane relacje z rodzicami, zwłaszcza z ojcem

Ponadto, mocno mnie zaintrygowały fragmenty Uwolnienia orła - bardzo to dojrzała rzecz jak na licealistę. Może kiedyś opublikowane zostaną jakieś obszerniejsze fragmenty?

Z minusów szczegółowych: analiza Wojny postu z karnawałem ze str. 236 wydaje mi się, no... zbyt płaska jest, kochani. Z obiecanych kilku niedoskonałości programu doczekujemy się jednej, która zresztą sprowadza się do faktu, że treść Wojny... była nieco inna na płytce, kasecie i w książce.

Z minusów ogólniejszych: po swoistym i dającym wiele do myślenia apogeum, jakie stanowi opis rozpadu jednego małżeństwa i początku drugiego, oraz budujących ekscesów artysty podczas trasy Live'90 (o sławetnych gdańskich występach: doszło do nagromadzenia kłopotliwych zdarzeń...) dostrzegam w książce jakby rozprężenie. Pierwsza połowa jest napisana jakby... staranniej, dogłębniej. W drugiej połowie (rok 1990 i wzwyż, tak mniej więcej) zaczyna być jakoś zbyt luźno, mniej jest analiz tak znaczących jak relacja Jacek-ojciec, a coraz więcej relacji ekonomicznych, opisów sporów z wydawcami itp. Język staje się też bardziej skolokwializowany i nastrój zaczyna oscylować ku bardziej kameralnej 'gawędzie'. Choć oczywiście, nie wiadomo czy to jest źle.

Raz jeszcze gratuluję autorowi wytrwałości biografistycznej. I jeszcze dwie uwagi: raz, zgrabnie, że tym razem kręgów jest dziewięć. Dwa, strona 344, był zwolennikiem eutanazji - trzeba poprawić literówkę przed drugim wydaniem.
Odpowiedz
#3
Skoro są już 2 tematy o biografii - może jednak w tym nowoutworzonym starajmy się umieszczać tylko recenzje/wrażenia po przeczytaniu.
Posty typu: "już kupiłem!"/"a ja jeszcze nie Sad"/"można znaleźć tylko w księgarni X w mieście Y" proszę umieszczać tu:
<!-- l --><a class="postlink-local" href="http://www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?f=20&t=7072">viewtopic.php?f=20&t=7072</a><!-- l -->

Zeratul
Odpowiedz
#4
Krasny napisał(a):Ponadto, mocno mnie zaintrygowały fragmenty Uwolnienia orła - bardzo to dojrzała rzecz jak na licealistę
W tym rozdziale był jeszcze piękny fragment książki 'Pod wulkanem' Malcolma Lowry -szkoda,ze wycięto.Z innymi komentarzami poczekam aż większość przeczyta tą niebywałą biografie.
Pomyślcie z iloma ludźmi Krzysiek rozmawiał-w Polsce, zagranicą, ile materiału zebrał -parę tomów biografii by wyszło..Ile potem pracy, by wybrać to co pasuje do koncepcji i zaprezentować nam, którzy przecież co nieco wiedza.Rzeźbił to swoje dzieło....a ja wiedziałam, czułam, ze to będzie niezwykle.
To piękne zdjęcie maleńkiego Jacusia przypomina mi ciągle, ze to nie opowieść o Kaczmarze- diablim, czyśćcowym, boskim, a o drodze człowieka od dnia narodzin do śmierci ze wszystkimi wyborami -dobrymi, złymi, ale z którymi trzeba żyć, aż staniesz się falą.
Gratuluje już nie wiem który raz Krzysiu.Zrobiłeś jeszcze jedną wspaniałą rzecz-jeśli nie zdajesz sobie całkiem sprawy (w co wątpię) to wiedz, ze oddałeś 'ducha emigracji' lat stanu wojennego i paru lat potem.Takiego jakiego ja znam z Lund.Reszta będzie potem.O moich skojarzeniach - ciekawi mnie czy ktoś będzie mieć podobne..

Czytałam i czytam, bo to nie jednorazowe a trwający proces, z wypiekami, odwracając strony jakbym nie wiedziała jak to się skończy.Ogromne gratulacje.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#5
Elzbieta napisał(a):Gratuluje już nie wiem który raz Krzysiu.Zrobiłeś jeszcze jedną wspaniałą rzecz
Ja jeszcze książki nie skończyłem, ale już teraz również chciałem Krzysztofowi pogratulować, bo zrobił kawał tytanicznej wręcz roboty! Od pierwszych stron, od pierwszych rozdziałów, wie się, że to będzie fantastyczna lektura. A odniesienia historyczne wplecione fenomenalnie. Ponadto niezwykle interesująca i świetnie przedstawiona historia rodziców i dziadków Jacka. Ponadto, książkę po prostu świetnie się czyta. To naprawdę w moim odczuciu kawał dobrej literatury.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#6
A mnie - mimo wielu obiektywnych plusów tej pracy - wciąż niebardzo przekonuje formuła polegająca na uczenieniu z subiektywnych wspomnień podstawy biografii.
Poznaję tę ksiązkę na wyrywki. Najpierw rozdział ostatni, potem fragmenty o trasie Live, Wojnie postu z Karnawałem itd. Wielkim plusem ostatniej częsci poświęconej chorobie są cytaty z karteczek pisanych przez Kaczmara. Minusem - płytkie potraktowanie tego ostatniego fragmentu zycia Poety.

Brakuje mi pogłębionej analizy relacji między muzykami z Trio, zwłaszcza po 1990 r. Mało mówi się o różnicy osobowości, charakterów, udziale we wspólnym dziele. Natomiast - dla równowagi - bardzo ciekawie opisał KG cały proces powstawania i kształtyowania się POMATONU oraz relację między Oficyną a Kaczmrem.

Wrażenie robi stosunek matki do Kaczmra, zwłaszcza jej przesiąknięte zimnem naukowe analizy rysunków małego Jacka.

O ile pamiętam, Kosma podczas choroby JK wysyłał ojcu jakies płyty z własnymi nagraniami. W tym sensie chyba nie do końca tak było, ze syn w ogóle w ostatnim okresie życia Poety nie miał kontaktu ze swoim ojcem.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#7
Paweł Konopacki napisał(a):Brakuje mi pogłębionej analizy relacji między muzykami z Trio, zwłaszcza po 1990 r. Mało mówi się o różnicy osobowości, charakterów, udziale we wspólnym dziele.
No, ale to nie jest biografia Trio czy książka o zespole, a biografia Jacka Kaczmarskiego. Poza tym, mimo wszystko, gdyby autor tejże chciał zawrzeć wszystko to czego każdemu z osobna może w niej brakować, książka musiałaby być pewnie ze trzy razy grubsza. KG zresztą sam o tym wspomina, że materiału starczyłoby na kilka takich biografii, więc musiał się najzwyczajniej w świecie zdecydować co zastawić, a co okroić lub wręcz zrezygnować.
Tam - Apokalipsa,
Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
Tu - niezmiennie jest...
Odpowiedz
#8
Kuba Mędrzycki napisał(a):No, ale to nie jest biografia Trio czy książka o zespole, a biografia Jacka Kaczmarskiego.
Całkiem celenie zauważyłes, że ksiązka o której tu mowa to biografia JK.
I właśnie dlatego można się spodziewać po tej książce pogłębionej analizy relacji między Kaczmarskim a ludźmi z jego najbliższego otoczenia - rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami. I generalnie pod tym względem praca KG nie rozczarowuje. Takie analizy tam są. Ale akurat tej, o której pisałem wcześniej, trochę szerszej i bardziej szczegołowej mi brakuje.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#9
Paweł Konopacki napisał(a):A mnie - mimo wielu obiektywnych plusów tej pracy - wciąż nie bardzo przekonuje formuła polegająca na uczynieniu z subiektywnych wspomnień podstawy biografii.
Mnie z kolei bardzo.Dla mnie na tym polega -miedzy innymi-jej niezwykłość. Gdyby była napisana - nie bardzo wiem jakiego słowa użyć - czysto odautorsko, to oparta musiałaby by być na wiedzy i doświadczeniach samego Autora. A czy ta wiedza - pochodząca od bliskich, przyjaciół, znajomych, ze znanych wywiadów byłaby mniej subiektywna? Podejrzewam ,ze gdyby przeszła przez filtr umysłu Autora mogłaby być jeszcze bardziej subiektywna.
Dając ludziom wypowiadać się wprost o Jacku mamy przegląd rozmaitych opinii.
Zresztą obiektywne są tylko daty- urodzin, śmierci, koncertów, parę faktów z życia, ilosc napisanych wierszy. Reszta z racji swej natury musi być subiektywna. Nawet wywiady z Jackiem obiektywne nie są -nie wiemy, kiedy mówi prawdę, a kiedy ja kreuje.
Paweł Konopacki napisał(a):Wielkim plusem ostatniej części poświęconej chorobie są cytaty z karteczek pisanych przez Kaczmara. Minusem - płytkie potraktowanie tego ostatniego fragmentu życia Poety.
Te karteczki mówią o ostatnim etapie życia tyle, ze pogłębianie tego- jak dla mnie (pamiętaj, ze zawsze wypowiedz moja będzie czysto subiektywna, tak jak i Twoja przeciez) byłoby i niepotrzebne i nieeleganckie.Te Jackowe zapiski mówią więcej o jego strachu i cierpieniu niż jakikolwiek opis i pogłębianie tematu. Ten ostatni etap jest niemal napisany tak,ze można by z niego zrobić dokumentalny film.
Co chciałbyś Pawle tu pogłębić? Te zapiski pokazują wreszcie Jacka Prawdziwego - nie sadził przecież, ze ktoś z postronnych je przeczyta.
Paweł Konopacki napisał(a):Brakuje mi pogłębionej analizy relacji między muzykami z Trio, zwłaszcza po 1990 r
No to trzeba napisac ksiazke o Trio Wink Raz, ze malo w biografii miejsca, dwa- czy wyobrazasz sobie jak bardzo subiektywne to by było? Kazdy z trzech panow mial zapewne zupelnie inne zdanie na wzajemne relacje.
Paweł Konopacki napisał(a):Wrażenie robi stosunek matki do Kaczmra, zwłaszcza jej przesiąknięte zimnem naukowe analizy rysunków małego Jacka.
Owszem robi, podobnie jak późniejsze wspomnienia o tym, ze po koncertach domu Jacka nie pytano ja było, robiono to u dziadków (nie wiem czy to ostatecznie weszło w skład książki, bo znam wersje sprzed publikacji, ale już autoryzowana). Podobnie jak to, ze przyjeżdżając do Warszawy mieszkał w hotelu, a nie u rodziców. Dla mnie jeżdżącej do Polski- niewyobrażalne.
No ale pamiętać trzeba o chorobie Matki Jacka, która jednak trochę (choroba, nie matka ) tłumaczy.
Z rzeczy mniej ogólnych -Szkoła Korków od pierwszego momentu skojarzyła mi się z Narcyzem i Złotoustym Hessego. Gdy już wszyscy przeczytają, napisze dlaczego.

Jak dla mnie najcelniejsze określenie Jacka jako twórcy, partnera, przyjaciela, czlowieka- biegł sprintem na etapie długodystansowca.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#10
Pytanie do tych ktorzy juz przeczytali badz wlasnie czytaja:
Nie mogl by ktos, kurcze blade, skrobnac cos nt tego co przeczytal, ot tak na otarcie lez badz na smaczek dla tych ktorzy jeszcze tego "JK w oczach przyjaciol, znajomych i przechodniow" w lapkach nie maja ?
Troche mnie intryguje, troche chcialbym sprawdzic o czym/kim tam cos jest a o czym/kim nie ma...

Napisalem mailik do Merlina, na razie cisza... Ale na witrynie przestawili "date premiery" na 27.04.2009. Jest nadzieja, jest nadzieja...
"Myślę, więc nie ma mnie
na forum Mój adres
skonfiskowano Mówię
tak to ja jeszcze ja Poznaję
Co słychać Ano po staremu"
[Jerzy Ficowski]
Odpowiedz
#11
thomas.neverny napisał(a):Nie mogl by ktos, kurcze blade, skrobnac cos nt tego co przeczytal, ot tak na otarcie lez badz na smaczek dla tych ktorzy jeszcze tego "JK w oczach przyjaciol, znajomych i przechodniow" w lapkach nie maja ?
OK, ale niniejszym ostrzegam, że w dalszej części posta ujawnione zostaną pewne szczegóły dotyczące treści i konstrukcji książki, więc jeśli ktoś nie chce stracić przyjemności odkrywania tego na własny rachunek, to niech nie czyta.

Rzeczą, która wielu czytelników z pewnością zaskoczy, czy nawet zaskoczy negatywnie, jest element konstrukcji książki polegający na tym, że podczas czytania traci się świadomość, kto właściwie w danym momencie jest narratorem. Czytasz i w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać: "Zaraz, ale to mówi Gajda, czy jeszcze Łabędź, czy Seweryn czy kto właściwie?". Jeśli cofnie się stronę, dwie czy cztery i uważnie się sprawdzi, to zawsze można ustalić, jakie jest źródło podawanej w danym momencie informacji. Najważniejsza jest jednak ta "droga", którą wszyscy sztafetą opowiadają.
Mnie przy pierwszym czytaniu to uderzyło, ale bardzo szybko przekonałem się do takiej konstrukcji i uważam, że jest to rewelacja. Oczywiście zabieg ten Gajda stosuje tylko tam, gdzie treść opowiadania nie jest kontrowersyjna i właściwie nie podlega wątpliwości. Wszędzie tam, gdzie pojawiają się sądy bardziej subiektywne, automatycznie uwypuklona jest kwestia osoby narratora.

Rzecz genialna, którą robi Gajda, to zestawianie, konfrontacja wypowiedzi różnych osób, z których to wypowiedzi widać, czy ktoś w danym momencie mija się z prawdą i najczęściej da się wywnioskować kto. Tylko trzeba to wszystko uważnie czytać, bo takie pierwsze czytanio-poznanie to za mało. Przykład: Opisane przez Inkę ich poznanie się itd. stoi w sprzeczności choćby z kartkami pisanymi do niej z Zachodu przez JK, których sporo cytuje Gajda. Ona twierdzi, że JK przybrał rolę koguta, macho, podczas gdy z tych kartek wyłania się całkiem inny obraz. Takich rzeczy tam jest zresztą mnóstwo - całe zamieszanie z Ewą Volny, od poznania do rozwodu, z Pacią itd. Tylko to trzeba czytać i analizować, i zdawać sobie sprawę, że to są żywe świadectwa konkretnych osób, a nie prawda objawiona i zaprotokołowana.

Jakieś wady książka na pewno ma i na pewno możnaby wiele poprawić (a wiele nie, bo przecież wszystkie wypowiedzi były autoryzowane, więc ludzie upiększali jak mogli, żeby tylko siebie postawić w jak najlepszym świetle).
Jeśli za wadę uznamy to, że wielu wątków książka nie porusza, jak również wielu nie wyczerpuje, to oczywiście jest to prawda, ale też nie wydaje mi się, że dałoby się tej wady uniknąć.
Odpowiedz
#12
Luter napisał(a):Najważniejsza jest jednak ta "droga", którą wszyscy sztafetą opowiadają.
To jest dopiero intrygujące Smile Wnioskuję, że cytat, który stał sie tytułem, zainspirował konstrukcję książki.
Mój "głód" się wzmocnił Big Grin
Odpowiedz
#13
Luter napisał(a):OK, ale niniejszym ostrzegam, że w dalszej części posta ujawnione zostaną pewne szczegóły dotyczące treści i konstrukcji książki, więc jeśli ktoś nie chce stracić przyjemności odkrywania tego na własny rachunek, to niech nie czyta.
To ja mam wątek z głowy Smile Wrócę tu... kiedyś Wink
Znajdzie się słowo na każde słowo
Odpowiedz
#14
Właśnie skończyłem czytać książkę (w legnickim Empiku dostępna była już od środy) i muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Koncepcja prowadzenia narracji i sam język Krzyśka jest fantastyczny. Poza zabiegami, o których wspominał powyżej Krzysztof, bardzo spodobała mi się taka nie do końca liniowa narracja. To znaczy - oczywiście porządek chronologiczny jest zachowany, niemniej wątki są też omawiane tematycznie. Tak jest z historią przyjaźni studenckich, powstania "Naszej klasy", czy "Murów". Takie pointy dopisane przez czas są fantastyczne.

Świetnie wpleciony motyw Dylana i słynnego Live Aid, z którego narodziła się pieśń Jacka. Fantastyczny motyw powtarzający się później w książce: "Śmiechy, oklaski, brzęk szkła" - mocna rzecz!

Wielką frajdę sprawiło mi przy lekturze odnajdywanie opowieści, które znałem wcześniej z rozmów ze znajomymi Jacka. "Zróbmy to" Majka to już klasyka Smile

To oczywiście detale, książka ogólnie jest fantastyczna, bardzo wciągająca, świetnie wymyślona i napisana. Gratulacjom i podziękowaniom dla Doktora słów nie staje.

Niemniej po skończeniu coś w gardle rośnie i staje znowu pytanie: "Dlaczego??"

pozdrawiam wszystkich, z Autorem na czele -
Tomek
"Ale po co męczyć gamę
Gdy się gra akompaniament..."
Odpowiedz
#15
Luter napisał(a):Rzeczą, która wielu czytelników z pewnością zaskoczy, czy nawet zaskoczy negatywnie, jest element konstrukcji książki polegający na tym, że podczas czytania traci się świadomość, kto właściwie w danym momencie jest narratorem.
No, jest niewątpliwie taki zabieg zastosowany, to się może podobać oczywiście, bądź nie - de gustibus.

Pies jest zakopany głębiej:
Luter napisał(a):Rzecz genialna, którą robi Gajda, to zestawianie, konfrontacja wypowiedzi różnych osób, z których to wypowiedzi widać, czy ktoś w danym momencie mija się z prawdą i najczęściej da się wywnioskować kto. Tylko trzeba to wszystko uważnie czytać, bo takie pierwsze czytanio-poznanie to za mało. Przykład: Opisane przez Inkę ich poznanie się itd. stoi w sprzeczności choćby z kartkami pisanymi do niej z Zachodu przez JK, których sporo cytuje Gajda.
Faktycznie, to prawda co napisałeś. Ale rzecz w tym, że uznając za plus i 'genialność' książki tenże skomplikowany sposób subtelnego sugerowania, że każda prawda o Jacku jest prawdą cząskową i że nader często był on 'używany w potrzebie', uznając to, zgadzamy się automatycznie, że właściwą formą dla biografii Jacka jest takowy zbiór opinii różnych znających go osób, osób z których każda forsuje swoją prawdę, a czytelnik ma dociekać, czytać uważnie i domyślać się czy tylko "pił, bił i nie był", czy też jednak robił coś więcej.

A to nie jest wcale założenie oczywiste. Rzecz jjasna, bez sensu byłoby krytykować autora z linii "ja bym wolał żeby było napisane w innej konwencji", bo to był jego wybór i tyle. Problem w tym jednak, że to pociągnęło za sobą znaczące skutki. Oględnie rzecz ujmując... dziwnie dużo jest (zwłaszcza w późniejszych partiach książki) wynurzeń znajomych i rodziny Kaczmara na temat tego gdzie i jak bardzo się upił, co lubił jeść, jak bardzo był nieodpowiedzialny i niedojrzały, jakie kochanki do domu sprowadzał itd. A dziwnie mało o tym co czytał, jak pisał i komponował, co myślał... itd.

Czy poza Ukochanymi Rodzicami, Robertem, Krzysztofami i kilkoma jeszcze osobami naprawdę nie było nikogo kto z JK rozmawiał o czymś poważniejszym?
Odpowiedz
#16
Krasny napisał(a):Czy poza Ukochanymi Rodzicami, Robertem, Krzysztofami i kilkoma jeszcze osobami naprawdę nie było nikogo kto z JK rozmawiał o czymś poważniejszym?
No zlituj się, Krasny.
Przecież to banalnie oczywiste, że KG wybrał z każdej wypowiedzi to, co mu pasowało do koncepcji książki. Nie znaczy to, że Iksiński czy Igrekowski nie mówili o innych sprawach, jak tylko o tych, o których mówią na łamach biografii. Dlatego np. Majek opowiada o nagraniach 'Stajenki" a Kopeć o początkach "Pomatonu". Nie znaczy to przecież, że z Kopciem Kaczmarski w ogóle gadał tylko o ZAiKSAch, płytach i prawach autroskich. Pewnie o literaturze także rozmawiali - zwłaszcza, że przecież sporo spędzali ze sobą czasu. Ale nie tego rodzaju wspomnienia Kopcia są najważniejsze przy odtworzeniu historii życia Poety.
Po drugie, bardzo piękne są wspomnienia Inki, z których wyłania się obraz jej głębokich z Kaczmarem relacji.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#17
Paweł Konopacki napisał(a):Nie znaczy to przecież, że z Kopciem Kaczmarski w ogóle gadał tylko o ZAiKSAch, płytach i prawach autroskich. Pewnie o literaturze także rozmawiali - zwłaszcza, że przecież sporo spędzali ze sobą czasu. Ale nie tego rodzaju wspomnienia Kopcia są najważniejsze przy odtworzeniu historii życia Poety.
No, jest banalnie oczywiste, że jest dokładnie odwrotnie.
Odpowiedz
#18
Krasny napisał(a):No, jest banalnie oczywiste, że jest dokładnie odwrotnie.
Co jest dokładnie odwrotnie? Uważasz, żee KG zamiścił pełn wypowiedzi swoich rozmówców? Że ich nie dobierał, nie skracał, nie wybierał interesujących go w danym momencie fragmentów?
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#19
Że rozmowy z Kaczmarem o literaturze są ważniejsze "dla odtworzenia historii życia Poety" niż rozmowy "o ZAiKSAch, płytach i prawach autroskich".
Odpowiedz
#20
Krasny napisał(a):Że rozmowy z Kaczmarem o literaturze są ważniejsze "dla odtworzenia historii życia Poety" niż rozmowy "o ZAiKSAch, płytach i prawach autroskich".
Krasny, czy pamiętasz pytanie, które zadałeś? Pytanie było takie
Krasny napisał(a):Czy poza Ukochanymi Rodzicami, Robertem, Krzysztofami i kilkoma jeszcze osobami naprawdę nie było nikogo kto z JK rozmawiał o czymś poważniejszym?
Bazując na lekturze subiektywnie dobranych przez Autora biografii wypowiedzi osób znających Kaczmara, nie można odpowiedzialnie i poważnie postawić takiego pytania, jakie Ty zadałeś. Z tej biografii nie wyłania się bowiem obraz znajomych i bliskich JK, z których tylko kilku rozmawiało z Kaczmarem na naprawdę poważne tematy,. Być może Alina Grabowska, albo Zdzisław Najder tez poruszyli z Kaczmarem nie jeden ważny temat. Ale to nie znaczy, ze KG winien o tym rozprawiać w swojej książce.
Krasny napisał(a):Że rozmowy z Kaczmarem o literaturze są ważniejsze "dla odtworzenia historii życia Poety" niż rozmowy "o ZAiKSAch, płytach i prawach autroskich".
Ale to nie jest biografia intelektualna Kaczmara? Na to trzeba by osobnej książki.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#21
Może czytaliśmy różne książki?

Dobra, mówiąc wprost: moim zdaniem za dużo jest w tej książce rozmów "o ZAIKSach i Pomatonach", a za mało rozmów nieco głębszych.
Odpowiedz
#22
Krasny napisał(a):Może czytaliśmy różne książki?
Moze czego innego się spodziewaliśmy po książce.
Krasny napisał(a):za dużo jest w tej książce rozmów "o ZAIKSach i Pomatonach", a za mało rozmów nieco głębszych.
Być może na biografię intelektualną jeszcze przyjdzie czas?
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#23
2 x tak.
Odpowiedz
#24
Krasny napisał(a):2 x tak.
No widzisz. Dlatego np. mnie specjalnie ta biografia nie zawodzi, tzn jest mniej więcej tym, czego się spodziewałem.
Może trochę razi asekurancka momentami postawa autora. Może trochę powierzchownie potraktowane są niektóre kwestie, zwłaszcza tematy trudne. Ale mnie ona nie rozczarowuje. Przeciwnie, mam w "Drodze" usystematozowaną i poszerzoną wiedzę na temat JK i dokładnie tego oczekiwałem.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#25
No to na jednym polu mamy porozumienie. Ale już zaraz znowu nie:
PK napisał(a):Może trochę razi asekurancka momentami postawa autora. Może trochę powierzchownie potraktowane są niektóre kwestie, zwłaszcza tematy trudne.
Trudne kwestie powierzchownie? Nie spodziewałem się takiej uwagi. Przeciwnie - mam wrażenie, że autor 'posolił' naprawdę mocno. No, może temat "korzystania z fanek" jest jakoś mało pociągnięty, ale poza tym... Jest jasno powiedziane, że Jacuś był alkoholikiem, tajnym współpracownikiem SB, człowiekiem skrajnie nieodpowiedzialnym, nie dbającym o własne dzieci i wnuki, że bił żonę, lub sprowadzał do domu kochankę i kazał żonie dla niej gotować... Naprawdę jest pełna opcja, myślę, że entuzjaści 'odbrązawiania' mogą się czuć usatysfakcjonowani.
Odpowiedz
#26
Krasny napisał(a):est jasno powiedziane, że Jacuś był alkoholikiem, tajnym współpracownikiem SB, człowiekiem skrajnie nieodpowiedzialnym, nie dbającym o własne dzieci i wnuki, że bił żonę, lub sprowadzał do domu kochankę i kazał żonie dla niej gotować...
Tiaaa... Wink Chyba jednak nie to miałem na myśli, pisząc o kwestiach trudnych.
Krasny napisał(a):Naprawdę jest pełna opcja, myślę, że entuzjaści 'odbrązawiania' mogą się czuć usatysfakcjonowani.
Chcesz powiedzieć, Piotrze, że autor "zaszkodził Sprawie", kalając "dobre imię Świętej Pamięci" ? Wink

A tak poważnie zupełnie, jak się zapatrujesz na relację dotyczącą soboty 10 kwietnia 2004 r.?

[Dodano 27 kwietnia 2009 o 23:42]
Krasny napisał(a):No, może temat "korzystania z fanek" jest jakoś mało pociągnięty, ale poza tym... Jest jasno powiedziane, że Jacuś był alkoholikiem, tajnym współpracownikiem SB, człowiekiem skrajnie nieodpowiedzialnym, nie dbającym o własne dzieci i wnuki, że bił żonę, lub sprowadzał do domu kochankę i kazał żonie dla niej gotować... Naprawdę jest pełna opcja, myślę, że entuzjaści 'odbrązawiania' mogą się czuć usatysfakcjonowani.
Z kwestii trudnych - pozwolę sobie jeszcze pociągnąć ten temat - bardzo podoba mi się opis relacji między Kaczmarem a Pomatonem.Tu faktycznie sprawa została ujęta gruntownie. Mam wrażenie, że autor książki jakoś tam jednak opowiada się postronie JK, ale jednocześniedobrze Gajda pozwolił obszernie wypowiedzieć sięTomaszowi Kopciowi. Dotąd relacje o konflikcie między Kaczmarem a Pomatonem pochodziły głownie ze strony "pokrzywdzonej", czyli od JK. Teraz poznajemy tę sprawę także z punktu widzenia strony "krzywdzącej". I, szczerze powiedziawszy, ja np. całkowicie rozumiem Kopciową optykę.

Z drugiej strony inna kwestia trudna - Stajenka - zostaje omówiona w zasadzie tylko przez Jacka Majewskiego. Trochę szkoda, ze w sprawie niepowodzenia realizacji nagrań nie poznajemy stanowiska Zbigniewa Łapińskiego. W ogóle niebardzo podoba mi się sposób, w jaki momentami prezentuje się postać pianisty. Zwłaszcza, że miałem niedawno okazję trochę posłuchać opowieści ZŁ o Jacku - mówił pięknie, z wielkim dla Kaczmara uznaniem, momentami wręcz wzruszająco opisywał, jak wiele się od Kaczmara uczył, jak bardzo Kaczmar go ukształtował.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#27
Krasny napisał(a):Czy poza Ukochanymi Rodzicami, Robertem, Krzysztofami i kilkoma jeszcze osobami naprawdę nie było nikogo kto z JK rozmawiał o czymś poważniejszym?
Myślę, że to zależy, co masz na myśli, pisząc "kilkoma osobami". Stosunek znajomych i przyjaciół do Jacka to jest temat na osobną rozprawę.
Jedna z rzeczy, która mnie niezwykle zdumiała, kiedy poznałem JK prywatnie, to to, że znajomi Jacka w ogóle lub prawie w ogóle nie znają jego twórczości. Fakt, że znają go osobiście - pili z nim, chodzili do szkoły itd. jest w ich pojęciu niejako nadrzędny nad interesowaniem się twórczością. Chodzenie na koncerty i słuchanie piosenek jest dla pospólstwa, podczas gdy oni, pozostając z Jackiem w relacji towarzyskiej, z samej definicji są już na wyższym poziomie abstrakcji.

Doskonale widać to myślenie w książce Gajdy. Bardzo celnie ujął też ten mechanizm jeden z bliskich przyjaciół Jacka, opowiadając mi o tym, jak powstała Lekcja historii klasycznej.

Balowali razem w Krakowie. Ktoś z nich podsunął Jackowi myśl, że możnaby śpiewać fragmenty pamiętników Juliusza Cezara, których oni się wtedy musieli uczyć. Następnego dnia rano, po ostrej pijatyce, słyszą, jak ktoś na dole w sali jadalnej gra na pianinie. Wchodzą, pusto, tylko pod ścianą siedzi Jacek i gra marszową muzykę. "O! - mówi - mam! Tylko przydałoby się do tego jakieś zwrotki jeszcze wymyślić". Kolejnego dnia były już dwie zwrotki i Jacek mówi: "Będziemy to śpiewali na Festiwalu". Zaciągnął ich na scenę i wykonali piosenkę. Jacek grał na fortepianie i śpiewał, oni robili słynne "pam-pa-ra-ram-pam". Następnego dnia w lokalnej gazecie Poprawa napisał coś w rodzaju: "Zjadliwy ironiczny pamflet odwołujący się do pamiętników Juliusza Cezara". Towarzystwo śmiało się przez cały wieczór, jaki to ten Poprawa naiwniak, bo my tu przecież wiemy, że to takie jaja na resorach, pisana na kacu melodia do jakiegoś tam tekstu łacińskiego, a on że pamflet, że ironia. No frajer po prostu. Mieli ubaw z Poprawy, a Jacek razem z nimi. "Dopiero po kilku latach zrozumiałem - mówi dalej mój rozmówca - że to Poprawa miał rację, a my nic wtedy nie rozumieliśmy. Piliśmy i bawiliśmy się razem, tyle że Jacek potrafił w tej zabawie robić jeszcze coś ważnego i istotnego".

Ten przyjaciel Jacka jest akurat bardzo świadomy, natomiast wiele osób z otoczenia JK żyło kompletnie bez pojęcia, z kim mają do czynienia. A jeśli nawet jakoś tam chcieli zaznaczyć swoją bliskość z Kaczmarskim jako artystą, to co najwyżej skupiali się na tym, że oni akurat widzieli jak Jacek pisał tę czy inną piosenkę - jakby to rekompensowało fakt, że nie mają zielonego pojęcia o jego twórczości.

Zachodzi teraz konieczność wyjaśnienia dwóch kwestii:
Po pierwsze - unikajmy stereotypów. Nie chcę wrzucać wszystkich znajomych Jacka do jednego worka, zresztą o relacji JK z bardzo wieloma z nich nie mam kompletnie pojęcia. O relacji z nielicznymi sam JK mówił, że ceni sobie tę przyjaźń, że bardzo liczy się z ich zdaniem (wśród takich był np. Andrzej Seweryn). Mnie natomiast chodzi o pewien statystyczny obraz relacji Jacka z tymi kilkudziesięcioma osobami, których w kontaktach towarzyskich z JK widziałem, a nie o szufladkowanie kogokolwiek konkretnego.
Po drugie - oczywiście, że były osoby, które potrafiły podjąć rozmowę z JK o czymś poważniejszym, ale takie osoby stanowiły - w ogromnej grupie znajomych Jacka - zbiór naprawdę bardzo nieliczny.

Reasumując - delikatnie rzecz biorąc, Jacek nie cierpiał na nadmiar osób, które były dlań partnerami do poważnej rozmowy, a mówiąc prosto z mostu - intelektualnie ludziska nie dorastały mu do pięt. Dlatego też:
Krasny napisał(a):Oględnie rzecz ujmując... dziwnie dużo jest (zwłaszcza w późniejszych partiach książki) wynurzeń znajomych i rodziny Kaczmara na temat tego gdzie i jak bardzo się upił, co lubił jeść, jak bardzo był nieodpowiedzialny i niedojrzały, jakie kochanki do domu sprowadzał itd. A dziwnie mało o tym co czytał, jak pisał i komponował, co myślał... itd.
Odpowiedz
#28
Otóż to.
Odpowiedz
#29
Ja chciałabym tylko napisać, że bardzo się cieszę, że powstała taka książka - w takiej a nie innej formie, z taką właśnie treścią.
W pewnym momencie zapomniałam, że czytam o własnym Ojcu. I to mnie ucieszyło, bo mogłam spojrzeć na tak barwny i głęboki obraz człowieka - zupełnie inny pod każdym kątem.
Luter napisał(a):Jedna z rzeczy, która mnie niezwykle zdumiała, kiedy poznałem JK prywatnie, to to, że znajomi Jacka w ogóle lub prawie w ogóle nie znają jego twórczości. Fakt, że znają go osobiście - pili z nim, chodzili do szkoły itd. jest w ich pojęciu niejako nadrzędny nad interesowaniem się twórczością. Chodzenie na koncerty i słuchanie piosenek jest dla pospólstwa, podczas gdy oni, pozostając z Jackiem w relacji towarzyskiej, z samej definicji są już na wyższym poziomie abstrakcji.
Dla mnie to nic zdumiewającego. Wręcz przeciwnie. Dla tych ludzi Jacek Kaczmarski był po prostu Jackiem: przyjacielem, kolegą z pracy itd. Fakt, że nie znali ogromu i wagi jego twórczości mógł być nawet atutem - nie patrzyli na Ojca przez pryzmat jego sukcesów czy geniuszu literackiego. Mogłoby to wpłynąć na ich osobisty stosunek. Ojciec zresztą bardzo cenił sobie towarzystwo osób, z którymi można było porozmawiać o czymś, o czym on sam nie miał pojęcia. Mamie też często mówił, że lubi mieć pewność, że kolega X czy koleżanka Y widzą w nim po prostu człowieka, z którym mogą porozmawiać o ulubionym sposobie smażenia schabowego, aniżeli o metaforach ujętych w jego piosenkach. Zresztą pamiętam, jak Ojciec się wkurzał, gdy był u nas w Australii, a my gościłyśmy wspólnych przyjaciół z Polski. Znajomy bez przerwy chciał rozmawiać o najnowszym programie Ojca, dopytywał, wysnuwał jakieś wnioski itp. Ojciec w pewnym momencie już stracił cierpliwość i rzekł (staram się cytować dokładnie, aczkolwiek to było już prawie 10 lat temu) "Człowieku! Czy ja wyglądam na profesora, żeby Ci tłumaczyć wiersze? Weź daj spokój, napijmy się piwa".
Zresztą wiele osób z tzw. "sfery wyższej" - artyści, naukowcy itd. rzadko w towarzystwie znajomych rozmawiają na tematy zawodowe. I to się chwali.
Też powątpiewam, że znajomi nie znali w ogóle twórczości Ojca - raczej obstawiam taką opcję, że znali/znają, i to bardzo dobrze, tylko o takich rzeczach w towarzystwie twórcy raczej się nie rozmawia.. chyba.. (ja bym się krępowała)
Luter napisał(a):Reasumując - delikatnie rzecz biorąc, Jacek nie cierpiał na nadmiar osób, które były dlań partnerami do poważnej rozmowy, a mówiąc prosto z mostu - intelektualnie ludziska nie dorastały mu do pięt.
Myślę, że to nie do końca tak.. zresztą owszem, tak może wynikać z książki, która jest przede wszystkim raczej obrazem człowieka, a nie wielkiego twórcy. Chciałabym jednak zaznaczyć, że brakuje tu świadectw wielu osób, które mogłyby Ciebie uradować pod tym względem. Pamiętam, że z Ciocią Alinką Ojciec potrafił się kłócić w nieskończoność na jakiś temat związany z polityką. Z Jackiem Petryckim często rozmawiał o filmach, o fotografii (zresztą Jacek uczył Ojca, jak powinno się kadrować zdjęcia).
Myślę, że wielką zaletą Ojca był fakt (i to zresztą potwierdzają wypowiedzi w książce), że w sumie potrafił się dogadać ze wszystkimi i od każdego potrafił się czegoś nauczyć - nie wywyższał się, nawet jeśli uważał się za intelektualnie wyższego od swojego rozmówcy. Inna sprawa zresztą, że jeśli już prowadził tzw. "poważne rozmowy", to się denerwował, gdy nie mógł przekonać partnerów do swojej racji. Rzadko więc zdarzało się (przynajmniej u nas) by ktoś zechciał iść z Ojcem na udry. Największym atutem intelektualisty powinna być pewność, że zna się własne racje, bez potrzeby polemizowania z kimś innym. Więc myślę, że nie tyle "ludziska nie dorastały mu do pięt", ile po prostu nie czuli potrzeby podkreślania/chwalenia się swoim intelektem przy przyjacielu.
Reasumując: Do poważnych rozmów są autorytety. Przyjaciele są dla wsparcia i zrozumienia.

Pozdrawiam
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#30
Krasny napisał(a):Otóż to.
jesteś tego pewny? Moim zdaniem, stwierdzając
Krasny napisał(a):Czy poza Ukochanymi Rodzicami, Robertem, Krzysztofami i kilkoma jeszcze osobami naprawdę nie było nikogo kto z JK rozmawiał o czymś poważniejszym?
dajesz świadectwo, ze nie zrozumiałeś tej ksiazki - zwłaszcza jej specyfiki, polegającej na oparciu opowieści o Kaczmarze na relacjach różnych osób.
Naprawdę uważasz, że Agnieszka Holland czy Jacek Petrycki (ich relacji jest w książce mało) nie dorastali Kaczmarowi intelektualnie do pięt? Mniej więcej takie wnioski wyciągasz i to się niestety ociera o zupełny absurd.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości