Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Fragment z "Życia z Arką Noego"
#1
Zaznaczam, iż nie jest to tekst kabaretowy Wink . Jestem w trakcie tłumaczenia książki, którą pisałam podczas wizyty u Ojca w 2003r. Ciekawa jestem Waszych opinii.


Życie z Arką Noego



Rozdział 1 Marylin Monroe bez seksapilu

Pisząc te słowa, leżę na łóżku w małej oddzielonej części domu stanowiącej moja sypialnię. Światełka powieszone na ścianie, jako element dekoracji, rzucają różowy odcień na wszystko. Nawet to romantyczne.
Podsłuchuję, jak Zosia I Kasia, córki obecnej kobiety mojego Ojca, kłócą się w sąsiednim pokoju. Tym razem przedmiotem sporu jest maleńka srebrna korona zdobiąca głowę blond piękności, lalki o imieniu Flora.
Zosia, blada i dostojna, wygląda wyjątkowo pięknie, kiedy jest wściekła. Kasia zaś nabiera buraczanych odcieni.
- To moja korona! Po co Ci ona? - Zosia zadaje retoryczne pytanie.
- Żadna Twoja, tylko moja! - Kasia strzela z powrotem.
Oczami wyobraźni widzę, jak biała furia przepełnia oczy Zosi. Nagle z pełną pasją leci w stronę swojego pokoju. Kasia w ryk. Jako starsza i bardziej doświadczona w bijatykach, powinnam pójść wytłumaczyć Kasi, że się wygłupia, ale tutaj tak wygodnie...

- ANIA! - Słyszę furiacki wrzask Kasi.
- Chwila - ociągam się leniwie, jednak trzeba będzie pójść...

Wróciłam, udało mi się stłumić kryzys przy pomocy techniki przekupstwa.
- Naprawdę się wygłupiasz – łagodnie tłumaczę Kasi.
- Jestem głodna
- To mały kawałeczek plastiku – mówię o koronie.
- Mam gorączkę, daj mi Panadol - smakuje jej
- Chodź. Zjesz coś?
- Muszę się położyć, mam migrenę...
Nie wytrzymałam. Wybuchłam szczerym śmiechem . W nagrodę zostałam obdarzona pełnym pogardy I nieszczęścia spojrzeniem.

Ośmioletnia Kasia bywa za bardzo dziecinna jak na moje gusta. No ale w końcu musi podtrzymywać swój autorytet jako najmłodsza. Gdyby dorosła, to znaczyłaby, że musi DOROSNĄĆ! Wtedy straciłaby swój status jako dziecko, nie byłaby już bobaskiem, niegodna uwagi poświęconej bobaskowi... nie do wiary.

Zosia wyłoniła się ze swojego pokoju, ściskając felerną insygnię.
- Masz – Rzuca biedną zabawką w stronę Kasi.
- To nie ta! - Kasia nawet nie spojrzy.
- Co znaczy, nie ta?
- Moja była złota, ta jest niebieska
- To MOJA była złota, Twoja niebieska
- Zosiu, idź, przynieś ptasie mleczko z mojego pokoju – wtrąciłam.

Posiadam bezcenną wiedzę, że najszybszy sposób na uspokojenie Kasi, to słodycze. Najprędzej znikną łzy przy pomocy słodyczy, prosta droga do jej serca prowadzi przez jej maleńki żołądek, a drogę oświetlają...słodycze.

- Możesz mieć tą koronę, albo nic! - Z dramatycznym machnięciem głowy, Zosia odchodzi.
- NIE!!! - echa wściekłego krzyku odbijają się od ścian. Wpycham jej do buzi dwa kawałki ptasiego mleczka.
- Nie! - już mniej wściekle gdy ptasie mleczko uspokaja jej wzburzone emocje.
- Kasiu, zachowujesz się naprawdę dziecinnie
- Nie pwafda – odpowiedź z pełnej buzi

Dzień 2

W trakcie przejażdżki po Gdańsku, Ojciec bystrym wzrokiem zauważył afisz na hotelu, ogłaszający kasting dla dziewczynek. Szczycąc się obecnością aż czterech kobiet w samochodzie, zdecydował nami trochę poszpanować.
Wkroczyliśmy ceremonialnie do ogromnej sali hotelowej. Policzyłam szybko, że na każdego obecnego mężczyznę przypadało z osiem kobiet. Ojciec, poczuwszy się jak ryba w wodzie, zniknął z pola widzenia. Przyszła pora na badanie psychologiczne przyszłych modelek:
Marylin Monroe bez seksapilu (Pani z agencji) zadawała nam kilka bardzo wnikliwych pytań:

- Jakim jesteś kolorem?
Zosia: niebieskim
Kasia: niebieskim
Ja: czarnym

Kiedy kobitka starała się zrozumieć słowo “theatre” na moim angielskim CV, spytała:

- A jakim zwierzęciem?
Zosia: Tygrysem
Kasia: Delfinem
Ja: Czarną panterą (ależ jestem ponura)

Po półgodzinnych poszukiwaniach, wyrwałyśmy Ojca ze szponów żywego manekina wystawowego, który koniecznie chciał wiedzieć, kiedy Tata wróci na scenę. Zapadła decyzja, agencja wybrała Kasię i mnie. Zosia z całego serca starała się udawać nieludzko zranioną, by w ten sposób wyłudzić dzień wolny od szkoły.

Następnego dnia zostałyśmy z Kasią uhonorowane dwu godzinną sesją przed kamerą. Przemiła Pani fotograf nie chciała, za Chiny Ludowe, odczepić się od moich włosów:

- To niesprawiedliwe, też chcę takie loki! - jęczała.

Nadeszła kolej Kasi. Jej naturalnie bujne usposobienie ustąpiło zdumiewającej pokorze.

- Bądź groźna! - syczy pani fotograf
(Kasia się uśmiecha)

- bądź słodka
Kasia mruży oczy

Patrząc na nią, śmieję się w kołnierz swojego płaszcza. Zamarzam. Wzywają mnie.
Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.
Kasi nagle wraca pewność siebie, pozuje z boku w nadziei, że fotograf ponownie ją zauważy. Przy okazji udziela mi bezcennych rad... cóż bym zrobiła bez niej?
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#2
ciekawa jestem dalszego ciągu. Ten fragment całkiem mi się podoba.

Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to niekonsekwencja w kwestii castingu. Najpierw jest, że ojciec nagle bystrym okiem dostrzega afisz o castingu. Chwilę później pani w hotelu przegląda angielskie cv bohaterki. Skąd to cv?

"też chcę takie loki!" - dodałabym tu "mieć". Będzie mniej potocznie.

i jeszcze tylko zapytam: pisałaś tę książkę z myślą o jakiejś docelowej grupie odbiorców, czy nie myślałaś jeszcze o tym?

pozdrawiam,
j.
Odpowiedz
#3
Ciekawe.
Poproszę więcej.
Drobna uwaga: felerne insygnium (to).

Pozdrawiam.
[i]A jeszcze inni - pojęć gracze -
Bawią się odwracaniem znaczeń
I, niezliczone czerniąc strony,
Stawiają domki z kart znaczonych.[/i]
Odpowiedz
#4
jeszze coś mi się nasunęło, "w kwestii formalnej":
berseis13 napisał(a):Gdyby dorosła, to znaczyłaby, że musi DOROSNĄĆ!
chodziło Ci o "to zaznaczyłaby", czy "to znaczyło by"? Smile
Odpowiedz
#5
jodynka napisał(a):jeszcze tylko zapytam: pisałaś tę książkę z myślą o jakiejś docelowej grupie odbiorców, czy nie myślałaś jeszcze o tym?
Nie, szczerze mówiąc, pisanie książki było jednym z moich nastoletnich sposobów radzenia sobie z życiemSmile. Dopiero, jak Ojciec to przeczytał i zachęcił do stworzenia z moich zapisków książki, zaczęłam pisać trochę pod odbiorcę niż w formie takowego pamiętnika.
Freed napisał(a):Drobna uwaga: felerne insygnium (to).
Tu już nie mogę zmienić, ale u siebie poprawiłam. Dzięki Smile
jodynka napisał(a):chodziło Ci o "to zaznaczyłaby", czy "to znaczyło by"?
znaczyło by.

Piwka dla Was. Dzięki.

[ Dodano: 15 Marzec 2008, 13:07 ]
Aha
jodynka napisał(a):Chwilę później pani w hotelu przegląda angielskie cv bohaterki. Skąd to cv?
Akurat byliśmy w mieście, bo chciałam podrzucić CV do jednej agencji artystycznej. Wtedy Ojciec zobaczył afisz na hotelu Holiday Inn, bodajże. Weszliśmy, i zaczął się proces 'castingowy', czyli rozmowa, zdjęcia próbne itp (wszystko oczywiście okazało się kichą, zdjęcia powisiały trochę w internecie, po czym zniknęły bez echa Smile )
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#6
Życzliwe redaktorskie uwagi Smile
1. Tekst trochę za bardzo pourywany, poszczególne "sceny" sprawiają wrażenie niedokończonych, powierzchownych. Ja wiem, że to opis z perspektywy dzieci, ale jednak uzupełniłabym trochę narrację.
2. Potrzebny byłby szlif redakcyjny... jak będziesz gotowa na publikację, służę współpracą w zakresie redakcji i korekty Smile
Odpowiedz
#7
Karol napisał(a):jak będziesz gotowa na publikację, służę współpracą w zakresie redakcji i korekty
Dzięki Smile Piwko
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#8
W pracy nie piję, ale dzięki Wink
Odpowiedz
#9
OT o pracy Karol poczytacie w HP Tongue
Odpowiedz
#10
Kolejny fragment:

12.Wojna Trojańska na Arce Noego.
Śniadanie.

- Proszę podać chleb – mruczę cichutko, starając się zachowywać normalnie.
- Proszę – Mówi Bóg.
- Wielkie dzięki – Biorę kromkę jak nadęta Lady Makbet i oddaję koszyczek z godnością. Zosia rzuca mi dziwne spojrzenie zza filiżanki.
- Dobrze spałeś? - Pytam Boga głosem królowej... Nie ważne jakiej...
- Tak
- To świetnie – (Boże, Boże, Boże... Wstydź się, Ania... jesteś wstydem dla płci żeńskiej!)
- Czemu się tak dziwnie zachowujesz? - Pyta Kasia.
- Co masz na myśli, dziecko?
________________________________

- Mówi, że jesteś sztuczna! - Zadeklarowała triumfalnie Zosia.
- Sztuczna?
- Pusta, jak skorupka po jajku, zachowujesz się sztucznie i wyniośle...
- Spoglądam na nią i podnoszę poduszkę z kanapy.
- Tak przynajmniej mówi...
Jęczę bezgłośnie ale udaję niewzruszoną.
- Sztuczna – Warczę – Zaraz mu pokażę sztuczną!
Zabieram się po raz kolejny za trzepanie poduszki...
- Kochanie, już trzepałaś tę... - Odzywa się Ojciec. Rzucam mu spojrzenie p.t „ODCZEP SIE!!” - No dobrze, to trzep, trzep, kochanie. - Wycofuje się do swojego kąta z książkami, jak każdy rozsądny mężczyzna powinien.
- W ogóle to on miał nie przychodzić na tą całą głupią zabawę na dzień dziecka! Jakim prawem on tutaj.. przyszedł?...
- Jest naszym kuzynem – rzeczowo odpowiada Zosia
- Co z tego? Ja siostrą przyrodnią!
- Naprawdę? Możesz mi napisać zwolnienie z Wfu?
Wydobywam z siebie kolejny jęk.
Telefon dzwoni
- HALO! - wrzeszczę do słuchawki, prawdopodobnie chwilowo ogłuszając osobę po drugiej stronie.
- Ee... cześć... Czy rozmawiam z Anią?
Serce podskakuje mi do gardła, puszczam poduszkę do wiadra pełnego robaków dla aksolotli.
- Eee... tak
- Tu Mateusz.. Poznaliśmy się wczoraj
- Eee...tak
- Wiesz, mam taką sprawę. Muszę oddać wypracowanie o Wojnie Trojańskiej.. Mogłabyś coś dla mnie skrobnąć? Poprosiłbym Twojego starego, ale skoro on taki chory...-

No tak, to że jest chory go wyklucza, owszem. Wyklucza go pewnie i to, że mój chory Ojciec (Magister Polonistyki) wraz z innym magistrem polonistyki przedtem napisali mu wypracowanie na tróję.

- Ee... pewnie... czemu nie? - Wykrztusiłam dodatkowe trzy słowa!
- Świetnie. Przefaksuję Ci zadanie. Super jesteś. Dzięki
Odkładam słuchawkę.
- Jestem super... super (chichoczę) Super jestem.. BOŻE, JUŻ IDZIE FAKS! I to jest.. .JEGO PISMO! - wyrywam kartkę i zastygam.
Ojciec się gapi
Zosia się Gapi
Kasia się pojawia by sprawdzić, o co chodzi z tymi wrzaskami
Gandalf zastyga w połowie skrzeku
Och, cud miłości...
____________________

- Dostałem piątkę – Mateusz informuje kilka dni później. Przyjechał razem z rodziną na Ojcowską imprezę urodzinową.
- Więc jestem sztuczna?
- Co?
- Wiesz, nie ufałabym Zosi, jeśli chodzi o zachowanie tajemnic.
- Co?
- Byłam zdenerwowana, wiesz? Jesteś strasznie przy... WYSOKI, a ja mam kompleksy i denerwuję się przy wysokich ludziach, bo sama jestem mała i gruba..
- Gruba? Boże, te baby..
- Nie przerywaj! Wypraszam sobie bycie nazywaną sztuczną, kiedy to Ty byłeś nieuczciwy! -
Podnoszę kolejną poduszkę i zaczynam trzepać. Ojciec błyskawicznie podnosi wiadro z robakami i wrzuca zawartość do akwarium.
- Idę na górę grać w ping-ponga. Dzięki jeszcze raz za wypracowanie...
- Nie ma za co... NIE JESTEM SZTUCZNA! - Chyba nagram te słowa na swojej sekretarce. Wpadam do swojego pokoju i zatrzymuję się przy szafie.
Pół godziny później
- Zosiu! Pomóż mi coś wybrać!
_________________________

Stoję w kuchni układając dla gości kolejne setki koreczków z kabanosem i serem. Druga lampka wina jarzy się romantycznie w świetle zachodzącego słońca. Zaczynam wyobrażać sobie, że jestem jakąś bardzo bogatą i znaną aktorką, która przyjmuje u siebie Prezydenta, i jest z nim na 'Ty', i piszę dla niego wszystkie ustawy...
Do kuchni wkracza kolejny Bóg. Nieco starszy, ale może bardziej spostrzegawczy. Może nie nazwie mnie 'sztuczną'
- Chodźmy na spacer – sugeruje Wojtek.
- Co?
- Potrzeba mi trochę powietrza. Idziesz?
Rozglądam się i stwierdzam, że rzeczywiście, trudno cokolwiek zobaczyć przez dym papierosowy. Ojciec ze smętną miną obserwuje jak jego znajomi cieszą się... jakby to ująć.. delikatesami śmierci..
Oglądam badawczo swoje szpilki i decyduje się zaryzykować przechadzkę (Mamusiu Boska, niech brzegi rzeki będą suche!) W końcu, ile razy Bogowie proponują kobiecie spacery nad rzeką?
Powinnam poświęcić chwilę na opisanie tej reinkarnacji Boga Narcyza (Tego strasznie próżnego śliczniusia, który wymyślił koncepcję przeglądania się w wodzie). Wysoki, brunet, brązowe oczy (niby nie pasuje do klasycznych obrazów Bogów, ale przynajmniej nie ma zrośniętych brwi – wątpię czy wtedy wymyślono wosk czy pęsetę. Ale nawet w dzisiejszych czasach te metody pielęgnacji są nadużywane. Widywałam facetów, którzy ogolili swoje piersi, zostawiając włoski w kształcie trójkąta.)
Zmierzamy w kierunku rzeki.
Błoto, błoto, ciągnij, ciągnij...WYRYWAĆ obcasy z gliny... błoto, błoto, ciągnij, ciągnij..WYRYWAĆ obcasy z gliny.. błoto, błoto...
Tymczasem ten mi opowiada o swoich egzaminach..

- Tak, tak. Zupełnie się z Tobą zgadzam... - Czy mówił coś o dominacji, czy populacji?
- Co o tym sądzisz?
- Ja... wiesz... (błoto, błoto... WYRWAĆ)
- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej.. Możemy usiąść na chwileczkę? (Od ostatniego kilometra patrzyłam tęsknię na ogromny kamień pośrodku ścieżki)
- Na tym bym nie siadał, to zdechła krowa.

12.Jabłonie i całowanie – proszę nie łączyć, skutki mogą być śmiertelne.

Trzy dni minęły od momentu, kiedy o mało nie usiadłam na trupach kiełbasek, które nigdy nie dotarły do rzeźnika, i poziom mojego życia deprecjonuje od niskiego.. do poziomu gleby.
Po otrzymaniu wiadomości, że spacerowałam z Wojtkiem (ciekawe z których dwóch małych źródeł dotarła do niego ta informacja?) Ojciec zadeklarował elokwentnie, że „Żaden skur... (dokończyć bardzo niegrzeczne słowo)... Nie będzie się swoimi brudnymi łapskami dobierał do mojej córki!”. Zdębiałam. Ten człowiek nie wspomniał o naszym pokrewieństwu od momentu, kiedy przyznałam, że lubię serię „Harry-ego Pottera”.
- Ojcze, zachowujesz się nieracjonalnie...
- Jeśli zaczniesz oglądać katalogi mody ślubnej, zapomnij o samochodzie! - Wyrzucił te ostatnie słowa z siebie i otworzył książkę z takim impetem, że wystrzeliła mu z rąk i walnęła mnie w stopę.
Podczas gdy próbowałam zwrócić książkę wielkości encyklopedii do rąk mojego Ojca, jednocześnie usuwając miesięcznik „Twój Ślub” z pola widzenia, usłyszałam znajomy głos zza okna..
- O Chryste!
- Co? On Ci nie pomoże, kiedy zrobię awanturę podczas ślubu!
Rzuciłam mu swój najlepszy „Wiedziałam, że nie wygram tego Oskara” uśmiech, i wystrzeliłam z Ojcowej alkowy.
- Idziemy? - Wojtek pyta przy drzwiach
- Nie możemy. Ojciec ma nagły napad instynktu rodzicielskiego. Skąd się tu wziąłeś?
- Nie możesz się wymsknąć jakoś?
- Wojtku. Nie uważasz, że gdyby była taka możliwość, żebym się wymsknęła z domu, to bym na nią nie wpadła?
- No.. ee...
- Dobrze, bo na nią nie wpadłam. - cichutko zamykam za sobą drzwi.

Spacerkiem przeszliśmy do ogrodu. Nagle przypomniała mi się scena z jednego filmu z Audrey Hepburn. Zaczęłam dumać. Dzień ślubu, nieskazitelna suknia projektu Givenchy koloru kości słoniowej, Ojciec unieruchomiony kaftanem bezpieczeństwa.. Życie rodzinne, małe Kasie biegające po domu... (CO! Nie, niemożliwe... Nie, szczęśliwe życie małżeńskie, moje Oskary będą naszymi dziećmi.)
Wojtek usiadł na ławeczce pod kuchennym oknem. Ja z metr od niego. Zaczęłam liczyć własne palce (z początku wyszło mi mniej, niż powinno). Wojtek coś burknął po męsku (czasami mam wrażenie, że okres mutacji to łaska Boża, żeby można było odpocząć od chłopów gadających bzdury). Przysunął się do mnie.

Miałam wrażenie, że serce wyskoczy mi przez dziurkę w nosie. Pewnie by trafiło w niego, sądząc po moim szczęściu.. Dotknął mojej dłoni (Mario! Matko wszystkiego co dobre i sprawiedliwe! Powiedz mi, że on nie widzi, że zaraz zemdleję).. Jeszcze trzy sekundy.. i będzie.. pocałunek...
Ktoś rytmicznie wali w okno kuchenne. Odwracam się. Czerwona twarz Ojca spogląda na nas z góry. Niedosłyszalna artykulacja pryska kropelkami śliny na świeżo umytą szybę, jego gestykulacja może wskazywać albo na to, że jest nieludzko wkurzony, albo, że ma ogromną głowę.. Otwiera okno z impetem...
- Myślałaś, że ściąłem tę jabłonkę, bo blokowała słońce!? Co, malarzem jestem? Nie! Ściąłem po to, żebym mógł Cię dopilnować zanim stanę się przedwczesnym DZIADKIEM!.. Ty...Ty... Odrażający kretynie! Przecz od mojej córki! -
Lata doświadczenia spowodowały, że w tym momencie wyłączyłam słuch.. Wojtek statecznie podaje mi rękę
- No więc.. Do zobaczenia...
Jasne. Każdy facet wraca biegiem po werbalnym pobiciu przez skrzeczącą barakudę... Do zobaczenia, kiedy będziemy mieli 89 lat. Spotkamy się nad grobem Ojca. Tyle, że on nie zamierza kiedykolwiek umierać...

Minął tydzień bez słowa od Wojtka. No cóż, takie życie. Trzepię poduszkę z furią, potem zaczynam się żalić nad sobą.

Jabłoń, którą Ojciec rzeczywiście ściął, swoją przedwczesną śmiercią zaopatrzyła nas w setki jabłek. Babcia o mało nie zemdlała ze szczęścia.
- Zrobię Wam dżemy, i ciasta.. i konfitury, i pierogi i...
Z sąsiedniego pokoju dociera głębokie westchnięcie Basi.
- Aniu, musisz jeść dużo jabłek, z tą Twoją niestrawnością...
Rozejrzałam się w panice, szczęśliwie nikogo nie było w kuchni.
- Babciu.. (Kochana!)
- A, kochanie, Sara z Herriotem bawili się Twoimi tamponami (Nieużywanymi!).. Wyrzuciłam do kosza..
- I mówisz mi to, dlatego, że...
Słyszę przerażony jęk. Odwracam się. Kasia stoi, sparaliżowana strachem
- Co się stało, kochanie?
- Myślałam, że to zabawki dla kota!
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#11
ŚwietneSmile)))))) Nie będę się czepiał szczegółów, bo ich nie zauważyłem - może po prostu nie ma wyraźnych błędów, albo umykają jak się człowiek zaczyta Big Grin

Ale interesują mnie dwa wątki, które mogłabyś rozwinąć (zakładając że to w jakiejś części autobiograficzna opowieść) Smile))
1. to wypracowanie napisane na trójke prze dwóch polonistów, jak to było faktycznie o ile było ??
2. wątek z Harrym Potterem, tata sie przyznał do pokrewieństwa, bo też lubił to czytać czy wprost przeciwnie?? :>
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#12
Przemek napisał(a):1. to wypracowanie napisane na trójke prze dwóch polonistów, jak to było faktycznie o ile było
Ojciec wraz z Wojtkiem Stroniasem raz napisali wypracowanie dla syna Ciotki Doroty (siostry Alicji). No i faktycznie, dostali tróję Smile
Przemek napisał(a):wątek z Harrym Potterem, tata sie przyznał do pokrewieństwa, bo też lubił to czytać czy wprost przeciwnie?? :>
Wprost przeciwnie Smile
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#13
Bardzo fajne. Masz naprawdę świetny dar obserwacji, słuch (ja to tak nazywam, chodzi mi o umiejętność wyłapania i oddania soczystości, barwności dialogów) i poczucie humoru połączone z dystansem wobec własnej postaci. Wielkie piwko.

:piwko:

Czekam na następne odcinki. Pozdrawiam.
[i]A jeszcze inni - pojęć gracze -
Bawią się odwracaniem znaczeń
I, niezliczone czerniąc strony,
Stawiają domki z kart znaczonych.[/i]
Odpowiedz
#14
No dobra. Właśnie skończyłam przekład. Wrzucam jeszcze jeden fragment, zanim całość poleci do rąk różnych redaktorów (W tym mojej Mamy) Smile

Wycieczka na stare miasto.
Zatrzymujemy się z Zosią przed wystawą sklepu z odzieżą ślubną (wkońcu jesteśmy kobietami, a ja jestem już prawie w wieku handlowym). Dostaję bzika na punkcie oszałamiającej Hiszpańskiej kreacji. Materiał spływa do ziemi jak śnieg.. Jedwabno-satynowy materiał opina gorset
Ja: Mam nadzieję, że moja suknia będzie taka piękna
Wzdychamy z Zosią romantycznie.
Ojcu tryska jad z oczu. Zwraca się do mnie
- Nawet o tym nie myśl. Chciałbym poznać tego (obraźliwe, cenzurowane określenie) z brudnymi łapskami dobierającymi się do mojej córki!
Nie trudzę się, by mu przypomnieć, że już mnie o tym uświadamiał.
Zatrzymujemy się na obiad.
- Jestem na diecie – deklaruje Zosia
- Czemu znowu?
- Chcę schudnąć do swojego wesela. Jestem taka gruba! (Przy niej Lara Flynn Boyle wygląda jak hipopotam). Jeśli zacznę dzisiaj, to jak już będę wychodziła za mąż, będę szczupła!
Ojciec warknął coś i splunął do plastikowej torebki (nie może przełykać, więc żuje jedzenie i potem wypluwa).
Kasia: Mamo! Kup mi sukienkę ślubną! Do zabawy
Splunięcie
- Jeśli ona dostanie, to ja też chcę! - Zosia wrzeszczy
Splunięcie
- No, jeśli one dostaną, to ja też poproszę – dodaję.
Warknięcie, dwukrotne splunięcie.
Basia zerka na Ojca, rozmyśla się.
- Ja to nawet jeszcze ślubu nie mam...
____________________________________

Zastygam z palcami nad klawiaturą. O czym tu dzisiaj napisać? Może o hipopotamie, który na naszych oczach przyłożył dupą opiekunowi? Czy o dwulitrowym opakowaniu lodów, którego Zosia skonsumowała.
Nie. Kontynuując temat niefortunnej miłości. Co prawda, Ojciec nie miał z tym wydarzeniem dużo wspólnego, ale wściekłość mojej Ciotki była porównywalna..
Po uroczym dniu w ogrodzie (udało mi się opalić), poszłam na spacer do pobliskiego parku. Hera dołączyła do mnie. Znalazłam śliczną drewnianą ławeczkę i cieszyłam się letnim popołudniowym słońcem. Nagle Hera zdecydowała, że zapach pomiędzy nogami przechodzącego mężczyzny jest tak interesujący, że absolutnie musi faceta przewrócić, by go zlustrować.
- Boże! Hera! - Wrzasnęłam. Zerwałam się z ławki i pobiegłam na ratunek.
- Niczego nie mam! Obiecuję! - Koleś się śmieje i głaszcze Herę po głowie. Ściągam sapiącą sukę z jego nóg i próbuję uspokoić także i siebie. Czekam, aż znikną moje rumieńce.
- Strasznie przepraszam! Ona jest rąbnięta! Przepraszam...
- W porządku... Mieszkasz w tej okolicy?
- Kurde, szybko wali do rzeczy, prawda? - mówi Hera.
- Tak, mieszkam w tej niedokończonej willi... (Jezu, to zabrzmiało snobistycznie)
- Czekam na kumpla. Mieszka dwa domy dalej. Znasz Konrada?
- Nie... jestem tu tylko na trzy miesiące.
- Mogę się dołączyć do Was? Poczekam tu na niego.
- Pewnie, jeśli nie przeszkadza Ci nawiedzony pies.
Siada obok mnie. Rzucam Herze gałąź i od niechcenia poprawiam bluzkę.
- Denerwujesz się?
- Nie, czemu? - krzyżuje ręce na piersi
- Krzyżujesz ręce...
- No tak...
- Pierwszy znak niepewności... Jestem terapeutą
Patrzę na faceta. Dosyć młodo wygląda.. Na 20, 21 lat
- Dosyć młodo wyglądasz, jak na terapeutę
- Mam trzydzieści trzy lata.
- Niemożliwe! - W porę obniżam poziom decybeli.
- A ty, ile masz lat?
- Ee.. osiemnaście – kłamię bezczelnie
- Też młodo wyglądasz
- To dobrze, to jak będę miała trzydzieści trzy, będę wyglądała na dwadzieścia jeden.

Śmieje się i opowiada mi, że podróżuje po Polsce, zanim wróci do roboty. Hera praktycznie włazi mu na kolana. Nagle, otacza mnie głos starszej kobiety.
Patrzę w kierunku domu. Ciocia Karolina (przyjechała z wizytą) wychyla się przez okno. Gestykulując zamaszyście.
- Krewna? - Pyta Andrzej De Marek (Takie podał nazwisko)
- Tak. Ciotka... Uratowała mi życie, kiedy byłam niemowlakiem. Rodzice byli zagranicą, a moja niańka była szalona... O mało nie udusiłam się własnymi.. .nieważne.. Ciotka przyjechała i mnie uratowała.
- Wygląda na zmartwioną – kłania się Ciotce. Ta znika w domu.
- Trochę nadopiekuńcza... Pójdę sprawdzić, czego chce.
- Chcesz z nami wyjść wieczorem na miasto? Zwiedzamy Bazylikę
Przypomina mi się 400 stopniowa wspinaczka. Potem zdaję sobie sprawę, że nie pójdę gdzieś z jakimś facetem, który, względem wieku, mógłby być moim Ojcem.
- Nie powinnam. Ciotka dostałaby zawału, a Ojciec to dopiero...
Na słowo 'Ojciec', Andrzej posmutniał.
Ciągnęłam i szarpałam zakochaną Herę przez całą drogę do domu. Pierwsza rzecz, to wyjrzałam przez okno. Ławeczka była pusta. Poszłam do ogrodu by zdjąć pranie z suszaka i spotkałam Ciotkę zanurzoną w głębokich trawach.
- Ciociu... Co Ciocia robi?
- Szukam zielonego ręcznika kuchennego
- A co robił ręcznik kuchenny w ogrodzie?
- Upuściłam
- Kiedy?
- Kiedy ten stary drań Cię podrywał! Poczekaj, młoda damo! Któregoś dnia Ojciec sprawi Ci pas cnoty! Zapamiętasz moje słowa!
___________________________________________


14. Wysoce inteligentni ludzie i Wódka.

Panowie. W tym rozdziale opisane są przygotowania kobiety do imprezy. Proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny.

Wieczór przed kolejnym bankietem (mam na myśli spotkaniu wysoce inteligentnych i/lub wybitnych ludzi - wbrew pozorom jest różnica pomiędzy nimi – z zabójczą ilością wódki i czerwonego wina, które Kasia będzie próbowała przemycić w szklance, wmawiając mi, że to sok z czarnej porzeczki. )
Mnie zadano przygotowywanie dziewczynek do przyjęcia gości.

- Dobra. Co chcesz włożyć? - Zadaję niebezpieczne pytanie
- Sukienkę koktajlową! - Kasia ogłasza dramatycznie i rusza w kierunku szafy swojej matki.
- Nie, nie, nie, nie, poczekaj z tymi do czasu, kiedy będziesz chciała znaleźć sobie męża – mówię dyplomatycznie, jednocześnie chowając swoją czerwoną sukienkę (koktajlową) pod łóżko.
- Ja zakładam dżinsy i koszulkę – Zosia stwierdza znudzonym głosem.
- Dobra, Kasia, Ty założysz tą różową sukienkę, która wygląda jak mundurek Francuskiej pokojówki. Zośka, Ty czarną bluzkę i tę spódnicę, która tak lubię.. Jeśli tej nie chcesz, możesz założyć moją spódnicę do flamenco..
Na słowa „Moją spódnicę” Zosia promienieje. W przeciągu trzech sekund, zawartość mojej szafy poniewiera się po pokoju. Spódnica flamenco pozostawiona na wieszaku. Gapcio wbiega i mości się na moim czarnym wyjściowym płaszczu. Hera do nas dołącza i decyduje, że absolutnie musi urodzić na mojej białej jedwabnej bluzce. Wzdycham, próbując odwrócić uwagę Olusia, przymierzającego się do zaznaczenia swojego terytorium w moich butach.
Czterdzieści pięć minut później. Dziewczynki stoją przy drzwiach. Lustruję swoje dzieła. Po zmyciu pierwszych pięciu warstw makijażu z buzi Zosi i naciągnięciu sukienki Kasi na jej brzuszek. Ostatecznie badam rezultaty, po czym wysyłam moje podopieczne w wielki świat.
Spoglądam na swój ubiór zastanawiając się, jakim cudem się tak pomarszczył i pobrudził. Patrzę w lustro i przeżywam lekką palpitację.
Śmierć połączona z najgorszą fryzurą Julii Roberts odwzajemnia moje spojrzenie. Łapię najbliższą szczotkę i atakuję szopę na mojej głowie.
Piętnaście minut później nakładam ostatnią warstwę tuszu do rzęs. Hera w tym momencie chce mi zrobić masaż pleców. Wskakuje na mnie, a ja zostawiam ekspresjonistyczną kreskę tuszu na policzku.
Uśmiecham się do pięknego, słodkiego Boskiego stworzenia i mówię czule:
- Hera, kochanie, jeśli w tej sekundzie nie znikniesz mi z oczu.. Zadbam o to, żeby wszystkie Twoje dzieci wyglądały jak Gapcio!
Suka, skomląc, ucieka z domu.

- Kurcze, długo Ci to zajęło – Kasia mówi protekcjonalnie na mój widok. Zatrzymuję się z tacą kieliszków i wódki.
- Przepraszam, musiałam przygotować dwójkę dzieci na imprezę...
- Kogo... O.. - Uciekam za nim do niej dociera, o kim mówię.
Ojciec żąda wódki. Schodzę po schodach i przez gobliny z IKEI.
- Łomatko!
Oblewa mnie fala dymu. Moje astmatyczne płuca wrzeszczą „uciekaj! W tej chwili uciekaj!”
Posłusznie rozdaję kieliszki z wódką, wijąc się, żeby ominąć klapsy, które przyjaciele Ojca wymierzają w mój tyłek.
- To moja córka, Ania – Ojciec skrzeczy dumnie. Uśmiecham się grzecznie i upewniam się, że nie widać mojego dekoltu.
Gandalf obserwuje mnie ze swojej gałęzi. Szczęśliwe stworzenie. Siedzi wysoko i omijają go opary dymu. Może się cieszyć widokiem kobiety powoli duszącej się. Uśmiecham się do niego.
SKRZEK!
- Aniu! Nie strasz ptaka! - Ojciec wrzeszczy (to znaczy skrzeczy, ale „wrzeszczy” brzmi bardziej imponująco).
Taca opróżniona. Wracam do świata żywych. Wyłaniam się zza kotar i biorę głęboki oddech.
- Aniu?
Krztuszę się
- Igor
Kiedy wracasz do Australii?
Udaję niewzruszoną. Mijam go powoli (jak to robią gwiazdy serialów)
- Co Ci do tego?
- Wiesz, bo mam takie drugie wypracowanie... Na temat Greckiej mitologii
Nie lubię wódki, ale po drugiej setce jakoś się przyzwyczaiłam.
____________________________________

Następnego ranka potykam się o trupy leżące po domu gdzie popadnie. Docieram do kuchni i zaczynam szykować śniadanie dla ludu.
Dziesiąte jajko trafia na patelnie. Zaspana Kasia się pojawia, gotowa na tradycyjne śniadanie z podsmażanego serka na talerzu.
- Aniu, możesz mi zrobić...
- Nie. Ser jest w lodówce, druga patelnia w szafce, talerze na stole.
Zosia pojawia się nagle. Pierwsza dociera do lodówki. Zaczynają się kłócić o to, kto zje ser na śniadanie. Rozstrzygam spór, podając Zosi nóż.
- Co mam z tym zrobić? Zabić Kasię?
- Nie, pokroić ser.
- Acha – wygląda na rozczarowaną. Zaczyna (niesprawiedliwe) dzielić ser.
Igor dołącza do nas. Podnoszę nos do góry i zaczynam maltretować cebulę.
- Dzień dobry
- Dobry – zgadzam się.
- Zostanie trochę śniadania dla mnie?
- Pewnie – Podaje mu łyżkę – Mieszaj – wskazuję na patelnię.
Życie jest piękne. Zacznij od nauczania faceta, jak się posługiwać łyżką, i masz sielankę do końca życia...
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#15
berseis13 napisał(a):
Przemek napisał(a):wątek z Harrym Potterem, tata sie przyznał do pokrewieństwa, bo też lubił to czytać czy wprost przeciwnie?? :>
Wprost przeciwnie Smile
Słyszałem, że twierdził, iż jest to 'miałkie'.
Odpowiedz
#16
Kuba Mędrzycki napisał(a):Słyszałem, że twierdził, iż jest to 'miałkie'.
Wspomniałam w jakimś wątku, że Ojciec pisał felietony i recenzje do "Notatnika Australijskiego". W jednej pojechał mocno po serii Pottera. Ojciec był zwolennikiem Tolkiena, a w porównaniu z Tolkieniem, J.K Rowling może wypadać tak sobie...
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#17
Kuba Mędrzycki napisał(a):Słyszałem, że twierdził, iż jest to 'miałkie'.
E... tam..., tanie kryminały niby też Smile
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#18
Hera - co to za suczka?
[i]A jeszcze inni - pojęć gracze -
Bawią się odwracaniem znaczeń
I, niezliczone czerniąc strony,
Stawiają domki z kart znaczonych.[/i]
Odpowiedz
#19
Freed napisał(a):Hera - co to za suczka?
Niewiadomo .Duża, czarna i szalona Smile
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#20
Tym razem propozycje korekty:
berseis13 napisał(a):Czy o dwulitrowym opakowaniu lodów, którego Zosia skonsumowała.
, które Zosia skonsumowała.
berseis13 napisał(a):- Kurde, szybko wali do rzeczy, prawda? - mówi Hera.
mówi Hera ??
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#21
Przemek napisał(a):, które Zosia skonsumowała.
Też to zauważyłam. Już zmieniłam u siebie Smile
Przemek napisał(a):mówi Hera
Tak. W książce jest dużo 'dialogów' pomiędzy mną a psem. Taki element humorystyczny Smile
"Chude Dziecko"
Odpowiedz
#22
Pierwszy raz spotykam się z tego typu sposobem opisywania i przedstawiania wszystkiego i powiem, że to, co dotychczas zamieściłaś czyta się lekko i przyjemnie. I z uśmiechem. Gratuluję. Smile
"In the city od blinding lights..."

--------------------------
http://www.triadapoetica.art.pl
http://www.gentlemanschoice.pl
http://www.krest.pl
Odpowiedz
#23
Elessar napisał(a):Pierwszy raz spotykam się z tego typu sposobem opisywania i przedstawiania wszystkiego i powiem, że to, co dotychczas zamieściłaś czyta się lekko i przyjemnie.
Zgadza się. Zdecydowanie Patrycjo lepiej sobie radzisz z prozą niż wierszem. Może warto położyć nacisk na tę dziedzinę literatury? Piszę to bez złośliwości i najmniejszej chęci dogryzienia. Podzielam słowa moich poprzedników, że nieźle się to czyta. Jeśli to rzeczywiście całkowicie Twoje samodzielne prace, to przyłączam się do gratulacji!
Odpowiedz
#24
berseis13 napisał(a):Tak. W książce jest dużo 'dialogów' pomiędzy mną a psem. Taki element humorystyczny Smile
Jak jest więcej, to spoko - będzie pasowałoSmile Z niecierpliwością czekam na wydanie drukiem i autograf oczywiścieSmile
"Wszyscyśmy z płócien
Rembrandta:
To tylko kwestia
Światła ; "
Odpowiedz
#25
Kuba Mędrzycki napisał(a):Zdecydowanie Patrycjo lepiej sobie radzisz z prozą niż wierszem. Może warto położyć nacisk na tę dziedzinę literatury? Piszę to bez złośliwości i najmniejszej chęci dogryzienia. Podzielam słowa moich poprzedników, że nieźle się to czyta.
tak, też tak uważam. Bardzo przyjemne są te teksty. Relaksujące, zabawne. Podobają mi się, naprawdę.
Odpowiedz
#26
jodynka napisał(a):
Kuba Mędrzycki napisał(a):Zdecydowanie Patrycjo lepiej sobie radzisz z prozą niż wierszem. Może warto położyć nacisk na tę dziedzinę literatury? Piszę to bez złośliwości i najmniejszej chęci dogryzienia. Podzielam słowa moich poprzedników, że nieźle się to czyta.
tak, też tak uważam. Bardzo przyjemne są te teksty. Relaksujące, zabawne. Podobają mi się, naprawdę.
Przemek napisał(a):Z niecierpliwością czekam na wydanie drukiem i autograf oczywiścieSmile
Duży jateż Smile Bardzo dobrze się czyta Smile
"Radio to cudowny wynalazek! Jeden ruch ręki i ... nic nie słychać." :)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości