Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Podróż Trzech Króli vs The Journey of the Magi
#1
"Podróż Trzech Króli" Kaczmarskiego skojarzyła mi się z jednym z moich ulubionych wierszy T.S. Eliota, który wklejam niżej w oryginale i tłumaczeniu. Pewne elementy, począwszy od tytułu i tematu, ze względów oczywistych są podobne; czasem są to podobieństwa dość konkretne. Czy było to nawiązanie świadome - nie wiem (podejrzewać można, że tak). Istotniejsze są jednak różnice w historii opowiedzianej przez JK, którą widzieć można jako polemikę z wizją Eliota, o czym niżej.

T.S. Eliot

The Journey of the Magi


'A cold coming we had of it,
Just the worst time of the year
For the journey, and such a long journey:
The ways deep and the weather sharp,
The very dead of winter.'
And the camels galled, sore-footed, refractory,
Lying down in the melting snow.
There were times we regretted
The summer palaces on slopes, the terraces,
And the silken girls bringing sherbet.
Then the camel men cursing and grumbling
And running away, and wanting their liquor and women,
And the night-fires going out, and the lack of shelters,
And the cities hostile and the towns unfriendly
And the villages dirty and charging high prices:
A hard time we had of it.
At the end we preferred to travel all night,
Sleeping in snatches,
With the voices singing in our ears, saying
That this was all folly.

Then at dawn we came down to a temperate valley,
Wet, below the snow line, smelling of vegetation;
With a running stream and a water-mill beating the darkness,
And three trees on the low sky,
And an old white horse galloped away in the meadow.
Then we came to a tavern with vine-leaves over the lintel,
Six hands at an open door dicing for pieces of silver,
And feet kicking the empty wine-skins,
But there was no information, and so we continued
And arrived at evening, not a moment too soon
Finding the place; it was (you may say) satisfactory

All this was a long time ago, I remember,
And I would do it again, but set down
This set down
This: were we led all that way for
Birth or Death? There was a Birth, certainly,
We had evidence and no doubt. I had seen birth and death,
But had thought they were different; this Birth was
Hard and bitter agony for us, like Death, our death,
We returned to our places, these Kingdoms,
But no longer at ease here, in the old dispensation,
With an alien people clutching their gods.
I should be glad of another death.


----------------------------
T.S. Eliot

Wędrówka Trzech Króli


"Mróz przenikał do szpiku kości,
Najgorsza pora roku
Na podróż, tak długą podróż:
Drogi w głębokim śniegu, lodowaty wiatr,
Martwy środek zimy".
Wielbłądy w strupach i otarciach, krnąbrne,
Kładły się w topniejącym śniegu.
Były chwile, że żałowaliśmy
Letnich pałaców na wzgórzach, tarasów
I dziewcząt w jedwabiach, roznoszących sorbet.
Wielbłądnicy klęli i złorzeczyli,
Uciekali, żądali trunków i kobiet;
I gasnące ogniska, brak schronień,
Wrogie miasta, nieprzyjazne osiedla
I wsie brudne, biorące wysokie opłaty:
Trudny był dla nas ów czas.
W końcu jechaliśmy już tylko nocą,
Zasypiając i budząc się co chwila,
Wśród głosów, które w uszach nam śpiewały,
Że nasz trud jest szaleństwem.

Aż o świcie zjechaliśmy do łagodnej doliny,
W zapach wilgotnych roślin, pod linią śniegów,
Z rwącym strumieniem - nad nim młyn roztrącał ciemność,
Trzy drzewa na niskim nieboskłonie
I stary biały koń galopujący w dal po błoniu.
Potem przybyliśmy do karczmy z liśćmi winorośli nad bramą,
Sześć dłoni w drzwiach otwartych grało w kości o srebrniki,
Stopy kopały puste bukłaki po winie;
Lecz nie było tam dobrej nowiny, więc jechaliśmy dalej
Aby przybyć wieczorem - w ostatniej chwili
Znajdując miejsce, można rzec, odpowiednie.

Wszystko to było dawno, lecz dobrze pamiętam,
I uczyniłbym to jeszcze raz; ale ustalmy
To ustalmy
To: Czy droga wiodła nas do Narodzin,
Czy do Śmierci? To były Narodziny - oczywiście,
Mieliśmy dowód, niewątpliwy. Widziałem narodziny i śmierć,
Lecz sądziłem, że różnią się. Te Narodziny były dla nas
Ciężką i gorzką agonią, jak Śmierć, nasza śmierć.
Wróciliśmy do swych ziem, dawnych Królestw,
Lecz nie jest nam już łatwo, wśród praw starej wiary,
Z ludem dziś obcym, wielbiącym swych bogów.
Chętnie bym przyjął inną śmierć.


--------------------

Jacek Kaczmarski

"Podróż Trzech Króli"


Jechaliśmy dniem i nocą, śnieg pod końmi się zapadał,
Wiatr, bezdroża, dzicy ludzie, w drodze wstrzymywali nas.
W myślach zaś nadzieja, że się lżejsza stanie wiedza, władza
I nadzieję tę miał spełnić nadchodzący przyszły czas.
Którejś nocy znikł przewodnik, potem konie ukradziono,
Potem ludzi nam wybito, zamknął się nad nami świat...
I staliśmy na bezdrożu - trzej królowie w trzech koronach,
Słabi sami i bezbronni w strzępach aksamitnych szat.

Raniąc stopy, marznąc, ślepnąc, doszliśmy, gdzie dojść mieliśmy,
Ale było już po wszystkim. Nie zdążyliśmy na czas.
Na straganach garść pamiątek, które zaraz schwyciliśmy
Zamiast prawdy - nowej prawdy, która miała czekać nas.
Wróciliśmy do swych krajów ciągle nic nie rozumiejąc,
A z pamiątek garść symboli uczyniliśmy dla mas,
Kiedy nagle pojaśniało w głowach znaną już nadzieją,
Co wyrosła z cierpień, które w drodze opadały nas.

Nagle wszystkośmy pojęli: sens podróży, pretekst celu,
Oraz wagę cierpień w drodze, co tak umęczyła nas,
Jak i prawdę oczywistą, że mniej byśmy zrozumieli,
Gdybyśmy - jak inni ludzie - przyjechali tam na czas.
Do narodów więc zwracamy się otwarcie bez zająknień:
"Rzućcie na bok te pozory! Prawdy poszukajcie raz!""
Ale one, zapatrzone w przywiezione im pamiątki,
Symbolami zastawione, nie słuchają wcale nas...

--------------------

Podobnie przedstawiono przeciwności w podróży: wrogie miasta, drogi w śniegu, złorzeczący wielbłądnicy u Eliota. Zapadający się śnieg*, bezdroża, ukradzione konie u Kaczmarskiego. Na przemian nadzieja i zwątpienie. Lecz wreszcie doszliśmy, gdzie dojść mieliśmy mówi JK. Znaleźliśmy miejsce odpowiednie** mówi T.S. Eliot. Dotarcie do celu wędrówki zarówno u JK, jak i u Eliota nie jest odkryciem jednoznacznie radosnym, lecz wiąże się z bolesną zmianą. Ale tu kończą się podobieństwa między dwoma tekstami.

U Eliota podróż kończy się odnalezieniem Prawdy w postaci Chrystusa. ("Mieliśmy dowód, niewątpliwy"/ "zrobiłbym to jeszcze raz"). Wiąże się ona z bolesnym procesem walki wewnętrznej, który jest wręcz agonią. To interpretować można jako "narodzenie na nowo", jak w rozmowie Chrystusa z Nikodemem***. Życie po powrocie nie jest łatwe... z ludem dziś obcym, wielbiącym swych bogów.

To jest moment, w którym ponownie widać podobieństwa do wizji JK.
Do narodów więc zwracamy się otwarcie bez zająknień
"Rzućcie na bok te pozory! Prawdy poszukajcie raz!""
Ale one, zapatrzone w przywiezione im pamiątki,
Symbolami zastawione, nie słuchają wcale nas...


Brak porozumienia jest ten sam. Nieco inne jednak są jego powody. (Bądź też można powiedzieć, że dla Trzech Królów z tekstu JK wierzący w Chrystusowe pamiątki są tacy sami, jak lud wielbiący swych bogów w tekście Eliota. Inaczej widzą oni istotę Prawdy.)
Królowie z tekstu JK nie odnajdują Prawdy w Chrystusie. Przede wszystkim - nie spotykają go. I dzięki temu, jak twierdzą, rozumieją więcej, niż ci, którzy przybyli na czas. Zamiast nowej prawdy widzą puste symbole wiary, stos pamiątek na straganach. Nie znaczy to jednak, że w odbytej podróży nie odnajdują sensu... Nasuwa się tu tekst chwała Ci dobry Boże za drogę po muszelki. Cel podróży okazał się wprawdzie tylko pretekstem, ale cierpienia miały sens, ponieważ istotą drogi, odnalezioną Prawdą jest indywidualne poszukiwanie, niekoniecznie - odnalezienie. ****

------------

*co jest dość zaskakującym podobieństwem - Trzej Królowie raczej przez zaspy nie jechali. Zawsze traktowałam to metaforycznie u Eliota - jako przeniesienie tej wędrówki w nasz, europejski kontekst zimowych świąt.
** w tym kontekście angielskie "satisfactory" bywa interpretowane jako "ekspiacyjne", związane z odkupieniem grzechów
*** z czym z kolei polemizował ironicznie Kazik Staszewski... ale to inny temat
**** to skojarzyło mi się dziś z wpisem Adama_Leszka w innym wątku Wink
Odpowiedz
#2
Luna napisał(a):*co jest dość zaskakującym podobieństwem - Trzej Królowie raczej przez zaspy nie jechali.
Jednak i w innych wierszach pojawia się ten sam motyw. Jak sądzę, jest to związane z tym, że Wędrówka Trzech Króli "oderwała się" od swego pierwotnego kontekstu "klimatycznego" i jest przedstawiana w wierszach w takim otoczeniu pogodowym, z jakim kojarzy się poetom obchodzenie Trzech Króli - a więc śnieżny styczeń.

Np. fragment z Josifa Brodskiego ("Boże Narodzenie 1963):
Nawałnica szalała, biednym królom, co nieśli
dary, dech zapierała, wyrywała im dusze.
Wielbłądy podnosiły długie kosmate nogi.
Wył wiatr.


[ Dodano: 27 Styczeń 2008, 16:36 ]
Podstawową różnicą między wierszem Kaczmara a Eliota jest to, że utwór Eliota ma przesłanie czysto metafizyczne.
U Kaczmara natomiast chodzi raczej - szczególnie w końcówce - o problem samej religii. Tzn. królowie poznali prawdę i chcą się nią podzielić z ludem, ale on zapatrzony jest w pamiątki, w znaki, w pustą celebrację.

[ Dodano: 27 Styczeń 2008, 16:39 ]
Luna napisał(a):"Mróz przenikał do szpiku kości,
Najgorsza pora roku
Na podróż, tak długą podróż:
Drogi w głębokim śniegu, lodowaty wiatr,
Martwy środek zimy".
Wracając jeszcze do podróży Króli wśród śniegu, nie jest to wcale dziwne, a przynajmniej nie jest w ogóle nowatorskie - początek wiersza Eliota jest opatrzony cudzysłowiem.
Wg Adama Pomorskiego "Jest to parafraza fragmentu kazania biskupa Lancelota Andrewesa na Boże Narodzenie roku 1622."
Miłość - księga stara. Kto nie czytał, polecam.
Odpowiedz
#3
Adam_Leszek napisał(a):Tzn. królowie poznali prawdę i chcą się nią podzielić z ludem, ale on zapatrzony jest w pamiątki, w znaki, w pustą celebrację.
Tyle że te pamiątki przywieźli ludowi... sami królowie. Z tego wynika, że cała religia jest taką pamiątką ze straganu, a nie przekazaną prawdą. Królowie podarowali ludowi pamiątki, czyli stworzyli religię, a kiedy zorientowali się, jak bardzo lud w tę religię uwierzył, przerazili się skutkami własnego czynu. To podważa w ogóle religię. Czyni z niej wytwór wyłącznie ludzki, np. jako usprawiedliwienie dla długiej podróży królów, którym wstyd było przyznać, że nie odnaleźli tego, co szukali. Kaczmarski (no dobra - podmiot liryczny) zakłada, że jacyś tam mędrcy kiedyś próbowali dociec istoty religii, Boga itd., ale doszli w tym donikąd, a nie chcąc ujawnić tego prostaczkom, pokazali im coś w zamian, co przedstawili jako owoc tych dociekań.
I tylko o to chodziło, tylko o to.
A strażak także był Sam
Odpowiedz
#4
piotrek napisał(a):Tyle że te pamiątki przywieźli ludowi... sami królowie. Z tego wynika, że cała religia jest taką pamiątką ze straganu, a nie przekazaną prawdą. Królowie podarowali ludowi pamiątki, czyli stworzyli religię, a kiedy zorientowali się, jak bardzo lud w tę religię uwierzył, przerazili się skutkami własnego czynu. To podważa w ogóle religię. Czyni z niej wytwór wyłącznie ludzki, np. jako usprawiedliwienie dla długiej podróży królów, którym wstyd było przyznać, że nie odnaleźli tego, co szukali. Kaczmarski (no dobra - podmiot liryczny) zakłada, że jacyś tam mędrcy kiedyś próbowali dociec istoty religii, Boga itd., ale doszli w tym donikąd, a nie chcąc ujawnić tego prostaczkom, pokazali im coś w zamian, co przedstawili jako owoc tych dociekań.
Tak też to rozumiem. Utwór Kaczmarskiego ma dla mnie dość jasne anty-religijne przesłanie. Ale też takie, że ludzie, zamiast sami dochodzić do pewnych prawd, wolą gapić się bezmyślnie w to, co podstawiono im przed nos.
Miłość - księga stara. Kto nie czytał, polecam.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości