Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bruegel i Malczewski w oczach Kaczmarskiego
#61
k. napisał(a):Tak naprawdę najswobodniej ogląda się dzieła sztuki w muzeum
O ile nikt nie "pogania" i da się przyjrzeć "do syta". Niestety, często jest wręcz przeciwnie!
Czy to przewodnik, czy rodzina, która jest odporna na taki odbiór, i chce szybciej do domu!
Niestety, wszystko jest rzeczą względną... Sad(
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#62
no ale ta sama rodzina jest w domu i też goni i też przeszkadza, ja się przyzwyczaiłem i do oglądania wielogodzinnego i bardzo szybkiego (mam w rodzinie sporo historyków sztuki i sam pamiętam jak np mój ojciec potrafił stać godzinami przed jednym obrazem i śledzić ruchy ręki; za to na reprodukcjach mam często wykreślone linie albo kompozycji albo np oczu (tzn kto na co patrzy) albo właśnie podrysowane fragmenty) i oczywiście zdaję sobie sprawę że są muzea w których nie wolno nawet usiąść na ziemi (choć takie są chyba głównie w Polsce) albo w których z różnych względów gonią. Szczęśliwie od dłuższego czasu nie muszę chodzić w wycieczkach i żaden przewodnik mnie kijem nie goni. Słowem generalnei wolę sobie usiąść na zimnej podłodze i gapić się na oryginał niż wpatrywać w pomazaną kopię Wink
pozdrawiam
"W tym bajorze, co z naszych czasów pozostanie
Lękam się, że po władzę sięgną chrześcijanie..."
Odpowiedz
#63
Krasny napisał(a):Wyższość oryginału nad reprodukcją nie podlega właściwie dyskusji.
Ale "wyższość" w jakim sensie? Wartości materialnej? Możliwości odbioru? Lepszej interpretacji? Bo na przykład samo
Krasny napisał(a):poczucie kontaktu z tym samym fizycznie przedmiotem, z którym obcował twórca
jakkolwiek może i przyjemne, to nie ma znaczenia dla interpretacji dzieła.
Odpowiedz
#64
No, tak. Ale wiesz, K., moja rodzina generalnie nie znosi Muzeów jakichkolwiek. Więc wchodzę albo sama - i wtedy staram się szybko wszystko obejrzeć, a tego nie potrafię - albo wchodzą ze mną, i ginę gdzieś daleko w tyle, więc staram się "przyspieszyć" i to już też nie jest to, niestety...
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#65
gosiafar napisał(a):O ile nikt nie "pogania" i da się przyjrzeć "do syta". Niestety, często jest wręcz przeciwnie!
Czy to przewodnik, czy rodzina, która jest odporna na taki odbiór, i chce szybciej do domu!
Mam pewne problemy z ogarnięciem tej dyskusji. Nie mieszajmy spraw praktycznych (czy bolą nogi, czy jest sezon i tłum Japończyków, czy muzeum jest do 17 itp.) do jakichś ogólnych rozważań.
Oczywiście zgadzam się z Wami wszystkimi, że oryginał to oryginał. Ciężko z tym dyskutować. Chcę jedynie powiedzieć, że kopia nie jest czymś tak dalekim od obrazu. Zaryzykuję stwierdzenie, że obraz nie wywołuje dreszczy podniecenia u większości ludzi a jeszcze więcej spokojnie zadowoli się kopią.
Pawle, nadal nie za bardzo rozumiem co rozumiesz przez dystans do obrazu. Piszesz o drzewie i obrazie - ok, ale to jest raczej porównanie swobodnego poruszania się po pokoju Vermeera do obrazu, a nie obrazu do reprodukcji. Bo chyba nie mówisz jedynie o pomniejszeniu?
Paweł Konopacki napisał(a):Szkoda, ze w poprzednim poście nie napisałaś, że nie rozumiesz tylko dopiero teraz.
Pawle, to są złośliwości zupełnie niepotrzebne. Uważałam, że nie warto tego komentować. Domagałeś się więc poprosiłam o dalsze wyjaśnienia.
Paweł Konopacki napisał(a):Widziałem wiele reprodukcji "Ambasadorów" i żadna z nich tak ewidentnnie, tak pięknie i kształtnie tej czaszki nie pokazuje.
Widzisz, dlatego ta dyskusja nie ma dla mnie dużo sensu, bo dla mnie dużej różnicy nie było. Może zwyczajnie nie jestem tak wyrobiona w kontaktach ze sztuką jak Ty.

Reasumując - uważam, że większość ludzi pisząc o pociągnięciach pędzla, dystansie do obrazu itp. uprawia mały snobizm. Znam kilku plastyków, którzy potrafią długo opowiadać o treści obrazu a o techice powiedzą kilka słów. Ma to swoje znaczenie. Cenię obrazy za ich treść ale do zapoznania się z tym w zupełności wystarcza reprodukcja. To, że JK też nie widział wielu obrazów, o których pisał, mówi dość dużo.

Co nie zmienia faktu, że zazdroszczę Ci Pawle (i Wam wszystkim) tym uniesień i w żaden sposób nie próbuję podważyć wartości oryginału. Zgoda?
Odpowiedz
#66
wiadomo różnie bywa - ja po prostu zgadzam się ze stwierdzeniem że w kinie film ogląda się lepiej bo jest się tam właśnie po to, oczywiście zawsze ktoś nam może wszystko popsuć (częściej zresztą w kinie niż w muzeum) ale generalnie warto próbować. Paweł pisał wcześniej o tym że nie wszystkie filmy wymagają dużego ekranu jest to zapewne prawda, ale są rzeczy które po prostu inaczej smakują podane na dużym talerzu, dla mnie takim filmem jest np czas apokalipsy. Swoją drogą monumentalizm dzieł sztuki także płócien też jest istotnym elementem przekazu i jest właśnie tym elementem którego oddać w albumie się po prostu nie da. Przecież taka właśnie Bitwa pod Grunwaldem nie ma zachwycać jakimś detalem czy światłocieniem ale właśnie skalą i to skala robi największe wrażenie na odbiorcy i tak po prostu ma być Smile

[ Dodano: 11 Czerwiec 2007, 01:06 ]
Edyta napisał(a):Chcę jedynie powiedzieć, że kopia nie jest czymś tak dalekim od obrazu. Zaryzykuję stwierdzenie, że obraz nie wywołuje dreszczy podniecenia u większości ludzi a jeszcze więcej spokojnie zadowoli się kopią.
Ja co prawda nie polemizowałem, ale oczywiście można w ogóle powiedzieć że ogromna większość nawet nie patrzy na dzieła, jakaś część kupuje pocztówki z reprodukcjami i wysyła znajomym z informacją że widziała "to", kolejni napiszą że wreszcie udało im się zobaczyć coś tam co zawsze było ich marzeniem, inni kupią katalog zakują opisy i będą opowiadali jak to jakiś artysta świetnie malował coś tam a inny coś tam, wreszcie pewnie jakaś część kupi katalog żeby sobie czasem te obrazy poczytać.
Zgadzam się oczywiście że treść obrazu generalnie powinna być do odczytania z reprodukcji, Jackowi mogło to iść całkiem łatwo bo dużo dodawał od siebie, ale o ile się nie mylę Herbert jednak polował na oryginały.
słowem zgoda Wink
pozdrawiam
"W tym bajorze, co z naszych czasów pozostanie
Lękam się, że po władzę sięgną chrześcijanie..."
Odpowiedz
#67
Kiedy miałam się wybrać na Panoramę Racławicką miałam obiekcje: po co płacić za wstęp, przecież wszystko to widziałam na reprodukcjach, można zobaczyć, czy nawet kupić film!

A jednak było warto, i chętnie znów się wybiorę, bo tylko obejrzenie tego dzieła pomaga ogarnąć jego całokształt. A do tego jeszcze jest wejściówka do Wrocławskiego Muzeum!
Są rzeczy, które zobaczyć zwyczajnie trzeba! Nie zastąpi tego żadna kopia ani film!
"Na ludzką pamięć nie można liczyć. Niestety, również na niepamięć."
Odpowiedz
#68
k. napisał(a):ktoś zwykł oddawać się tej czynności w jakiś szczególny sposób. Ale oczywiście zgadzam się że nad wyższością oryginału nie trzeba
Ten szczegolny sposobob to hmm to , ze siedze na podlodze? Nikt mi nigdy nie zwracal uwagi... w Polsce tez .Tyle, ze w Polcse zazadalam oswietlenia i nikt nie znalazl zarowki. Nigdy nie chodze z przewodnikiem .Oczywiscie, ze nad wyzszoscia oryginalu nie trezba dyskutowac. Tylko co mam zrobic z Rodin'em, ktorego w muzeum jest kopia???? Ale moze z rzezbami latwiej ?
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#69
Edyta napisał(a):Pawle, nadal nie za bardzo rozumiem co rozumiesz przez dystans do obrazu
No cóż, to ja Ci już nie umiem tego wytłumaczyć.
Edyta napisał(a):Uważałam, że nie warto tego komentować. Domagałeś się więc poprosiłam o dalsze wyjaśnienia.
Rozumiem. Ale nie domagaj się poważnej dyskusji w momencie, gdy sama olewasz 3/4 posta, który jest odpowiedzią na Twój post.
Edyta napisał(a):Reasumując - uważam, że większość ludzi pisząc o pociągnięciach pędzla, dystansie do obrazu itp. uprawia mały snobizm
Rozumiem. Faktycznie, dalsza dyskusja nie ma sensu.
Edyta napisał(a):To, że JK też nie widział wielu obrazów, o których pisał, mówi dość dużo.
Co mówi?
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#70
Elzbieta napisał(a):Nigdy nie chodze z przewodnikiem .
A jak wlasnie chodze, zawsze kiedy moge Smile Nie mam wiedzy o sztuce takiej, zeby dodatkowe informacje specjalisty nie mogly jej wybogacic. Najlepszy system opracowalam w londynskich galeriach: o konkretnych godzinach jest darmowy przewodnik, ktory opisuje w ciagu godziny kilka najlepszych dziel z roznych kierunkow, po czym kolejne 2h chodzilam sama, tam gdzie chcialam i ogladalam to co przykulo moja uwage.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#71
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):A jak wlasnie chodze, zawsze kiedy moge Nie mam wiedzy o sztuce takiej, zeby dodatkowe informacje specjalisty nie mogly jej wybogacic.
Z tymi przewodnikami to różnie bywa. Tak trochę nie a'propos malarstwa, ale niech tam: byłem kiedyś w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Łazienkach. Muzeum samo w sobie nie jest jakoś szczególnie reweleacyjne (lepszy już jest Zamek Pszczyński). Zbiory ciekawe, ale z racji lokalowych wyeksponowane czasem bardzo słabo.
Niemniej, dołączono mnie do jakiejś szkolnej wycieczki (bo samemu po tym muzeum nie wolno chodzić). Przewodnik różne rzeczy opowiadał, pokazywał itd. W pewnym momecie zatrzymał się przy starym zdjęciu, na którym myśliwi stali nad pokotem złożonym z kilku strzelonych kóz (samic sarny). Każda sztuka miała w gębie (gęba to w gwarze łowieckiej po prostu pysk różnych gatunków zwierzyny płowej) niewielką gałązkę zerwaną z jakiegoś drzewa.
Dla każdego choćby średnio zorientowanego w tematyce muzeum zwiedzającego jasne jest, że gałązka w gębie zwierza to tzw. "ostatni kęs", czyli tradycjne udekorowanie strzelonej sztuki. Ale przewodnik miał swoje zdanie na ten temat:
- Oto widzimy ciekawe zdjęcie, na którym myśliwi ustrzelili kilka saren. Jak widać zwierzęta zabito w czasie pobierania pokarmu, o czym świadczą niezjedzone gałązki w pyskach.
Oczywiście w oczach co wrażliwszych licealistek łzy stanęły w oczach, bo jak to tak biedne sarenki w czasie posiłku morodować.
Od tamtego czasu już nie chodzę z przewodniem po muzeach. W każdym razie chodzę sam po muzeach przyrodniczych.
[b][color=#000080]Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajka wytwornych pind na kupę,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu -
całujcie mnie wszyscy w dupę.[/color][/b]
Odpowiedz
#72
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):Nie mam wiedzy o sztuce takiej, zeby dodatkowe informacje specjalisty nie mogly jej wybogacic.
Oczywiscie, ze dodtkowe informacje moga, ale nie musza niczego wzbogacic. Zalezy czym i na ile sie inetresuje. Jesli chce dodtatkowej wiedzy to wybieram tzw. 'oprowadzanie' na konkretny temat - przyklad symbolika koloru w xxx. Wole sama poczytac niz uslyszec przewodnika. Jakos wole ogladac sama - nawet jesli trafi mi sie cos o czym nie wiedzialam, to po prostu wezme informacje lezaca w muzeum. A specjaliste to ja mam 'prywatnego' i interesuje nas to samo, wiec nie ma problemu.

Reprodukcje malarswa nie bardzo mi wadza - i tak nie zdaze obejrzec tego co mnie intersuje we wszystkich muzeach swiata. A poniewaz mam dosc specyficzny sposob - zarowno jesli chodzi o muzea jak i ksiazki, muzyke to czesto zadowalam sie albumami. Specyfika polega na tym, ze jedno dzielo ogladam /czytam /slucham bardzo dlugo -stad potrzeba albumu. Oczywiscie sa rzeczy ktore musze widziec w oryginale - tyle, ze na ogol wiem o nich tak duzo, ze przewodnik zbedny ( zaden snobizm- duzy czy maly), do muzeum chodze 'przygotowana'.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#73
Moze spotkałam sie z lepszymi przewodnikami po muzeach Smile
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#74
Markowa :) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):Moze spotkałam sie z lepszymi przewodnikami po muzeach <!-- sSmile
Może nie wiesz jak bardzo Cię okłamali Smile)
Elzbieta napisał(a):zadowalam sie albumami
Jedni albumami, inni słownikami wyrazów obcych...
śni inny byt jurajski gad
Odpowiedz
#75
partycja napisał(a):Jedni albumami, inni słownikami wyrazów obcych...
jeszcze inni ksiazka telefoniczna - i niech nikt nie odejdzie rozczarowany-

Wole muzea, ale nie do wszystkich moge dotrzec - stad akceptuje albumy.
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#76
Krasny napisał(a):poczucie kontaktu z tym samym fizycznie przedmiotem, z którym obcował twórca
MJ napisał(a):jakkolwiek może i przyjemne, to nie ma znaczenia dla interpretacji dzieła.
No właśnie nie do końca. To się nie do końca da oddzielić.
Odpowiedz
#77
Możesz to wyjaśnić?
Odpowiedz
#78
partycja napisał(a):Może nie wiesz jak bardzo Cię okłamali
Kto wie? Może... Tak samo całe życie mogli mnie okłamywać moi nauczyciele, podręczniki, media - tu jestem tego nawet pewna... Ale jednak wolę zwiedzać z przewodnkiem, zawsze zna jakąś ciekawostkę, opowie żart, pokaże najważniejsze rzeczy, a oprócz tego samemu też można zobaczyć to, co się chce.
Kobieta to jedyna zdobycz, która zastawia sidła na myśliwego...
Odpowiedz
#79
Markowa <!-- s:) --><img src=\{SMILIES_PATH}/smile.gif\" alt=\":)\" title=\"\" /><!-- s:) --> napisał(a):Ale jednak wolę zwiedzać z przewodnkiem
Oczywiscie - kazdy zwiedza jak lubi. Ja na ogol nie zwiedzam calego muzeum. Wybieram jakis obraz/rzezbe wczesniej i tylko na tym sie skupiam - wczesniej czytajac o tym. Sa muzea, gdzie nie da sie wejsc bez przewodnika i czasem trafia sie dobry, czasem zly, wrecz glupi - niestety.Ale jak mowie - kazdy ma prawo zwiedzc jak chce. Przyklad - przychodzi mi do glowy obejrzec cos ze starego panstwa (Egipt) i tylko do tego dzialu ide - na tyle znam ten okres, ze mi przewodnik nie jest potrzebny. Dobrze, ze jestesmy rozni. Byloby nieciekawie i nudno, gdybysmy wszyscy mieli takie same poglady,prawda?
'Niegodne nas – za sprawy błahe
(Drobnych utrapień lichy towar)
Płacić rozpaczą, gniewem, strachem,
Zużywać w kłótniach cenne słowa'
Odpowiedz
#80
Kraśny napisał(a):poczucie kontaktu z tym samym fizycznie przedmiotem, z którym obcował twórca
Jaśko napisał(a):jakkolwiek może i przyjemne, to nie ma znaczenia dla interpretacji dzieła.
Kraśny napisał(a):nie do końca
Jaśko napisał(a):Możesz to wyjaśnić?
Problem tkwi w znaczeniu słowa interpretacja. Jeżeli mówimy o tym co intersubiektywne, to rzeczywiście można się zgodzić, że jeślibyśmy mieli doskonałą reprodukcję, to dla celów interpretacji będzie ona równa oryginałowi. Istnieją jednak poważne racje aby uznać, że to co obiektywne i trzeźwo wypowiadalne to jeszcze nie wszystko. I w takim wypadku kontakt z kopią jedynie - podcina i ogranicza.

Przykład weźmy z architektury, tam to jest dobitniejsze. Powiedzmy, że masz doskonałą reprodukcję jakieś pięknej budowli, na przykład Akropolu. Odwzorowanie jest pełne - kamyk do kamyczka. I teraz, czy przechadzanie się po Akropolu skopowiowanym będzie równe przechadzaniu się po Akropolu autentycznym? Jest jasne, że nie. Bowiem zewnętrzna forma fizykalna to jest jeszcze nie wszystko, ważne jest jeszcze poczucie bezpośredniego obcowania z materią którą urabiał twórca. Spacer wśród tych samych kolumn, ten sam obrys światła na murze.
Odpowiedz
#81
Krasny, pięknie piszesz, choć nie jestem pewien, czy sens słowa intersubiektywny pokrywa się z tym, co chciałeś nim przekazać.

Jeżeli dla kogoś ważne jest, że obcuje z oryginałem, to oczywiście żadna kopia nie da mu choćby zbliżonego wrażenia. Jeżeli jednak koncentruje się nad innymi wartościami, stanowiącymi oryginalność danego dzieła wobec innych oryginałów, a niekoniecznie faktem oryginalności, a jednocześnie zadbano o to, by forma kopii dostatecznie wiernie oddawała to, co ktoś chce w danym dziele dojrzeć, to okazuje się, że i kopia może doskonale spełnić wiele zapotrzebowań.

Oczywiście, kopia nigdy nie będzie oryginałem i osoba zdeterminowana tą świadomością może odczuwać blokadę również w odbiorze innych aspektów. Dodam jeszcze, że fakt bycia oryginałem bynajmniej nie jest specjanie oryginalny - historia sztuki składa się z historii oryginałów - i nie sądzę, by był wartością samą w sobie, ale oczywiście w tej kwestii możemy się rożnić ;-).

Pozdrawiam
tjk
Odpowiedz
#82
Wrażenie estetyczne to sprawa rozległa i niejasna. Chciałem wykroić z tego tę część, która pasuje do Marka stwierdzenia, że nie ma znaczenia czy oglądamy oryginał czy kopię. Myślę, że dość dobrze pokrywa się to z tym obszarem wrażenia, które jesteśmy w stanie względnie precyzyjnie zwerbalizować i przekazać innej osobie. Na resztę jednak, silnie wpływa owo poczucie bezporedniego kontaktu dziełem twórcy. Znaczy się, z oryginałem.
Odpowiedz
#83
tjk_ napisał(a):...że i kopia może doskonale spełnić wiele zapotrzebowań.
I pięść może być sercem...
Odpowiedz
#84
Oczywiście, wskazanym jest by poziom elastyczności, miał swoje granice, ale dla miłośników Platona generalnie temat elastyczności czy tolerancji dla odmienności interpretacji jest zagadnieniem trudnym do zaakaceptowania, prawda Lutrze?

Przecież prawda jest jedna i absolutna, a imię jej moja prawda ;-)

[ Dodano: 13 Czerwiec 2007, 00:17 ]
Krasny napisał(a):Wrażenie estetyczne to sprawa rozległa i niejasna. Chciałem wykroić z tego tę część, która pasuje do Marka stwierdzenia, że nie ma znaczenia czy oglądamy oryginał czy kopię. Myślę, że dość dobrze pokrywa się to z tym obszarem wrażenia, które jesteśmy w stanie względnie precyzyjnie zwerbalizować i przekazać innej osobie. Na resztę jednak, silnie wpływa owo poczucie bezporedniego kontaktu dziełem twórcy. Znaczy się, z oryginałem.
Nawiązując do stylu:

Jakże ważną przed rozpoczęciem delektowania się dziełem, oważ informacja jest, że dzieło to najoryginalniejszym oryginałem w istocie swojej - inaczej nasze interpretacje i nasz sposób postrzegania mogłyby być wysłane na manowce, na niecnej przesłance oparte, iż jest to najoryginalniejszy oryginał - a to przecież zwykła kopia. Zgadzam się natomiast, że na taką mistyfikację trudno byłoby się nabrać jeżeli chodzi o Akropol - niestety, nie chodzi tu o wielkość czy specyfikę dzieła, a jedynie o jego rozmiar i dobrze znane usytuowanie. Badania czasu rozpadu izotopów pomijam jako niegodne humanistycznego forum.

Podsumowując, gdyby świat składał się z samych ekspertów, którzy umieją odróżnić kopię od oryginału, bez wątpienia kwestia oryginalności odgrywałaby większe znaczenie. Natomiast póki co, w ocenie co jest tym oryginałem a co nie, większość z nas opiera się nie na wyróżnikach arcydzieła a na przekazie zewnętrznym - czy aby bez takiej podpowiedzi na pewno potrafiłaby znaleźć różnice? ;-)
Odpowiedz
#85
tjk napisał(a):...że i kopia może doskonale spełnić wiele zapotrzebowań.
Tak jest! Może przeszyć gardło heretyka Smile
Odpowiedz
#86
Krasny napisał(a):
tjk napisał(a):...że i kopia może doskonale spełnić wiele zapotrzebowań.
Tak jest! Może przeszyć gardło heretyka Smile
Ja Ci dam heretyka, a co do gardła: przy najbliższej okazji nie będziemy go przeszywać, ale weń wlewać ;-)
Odpowiedz
#87
Namawiał, namawiał...

Aż namówił!
Odpowiedz
#88
Kraśny, uciekłeś od obrazu w kierunku architektury a to nie jest odpowiedź. Przecież mówimy tu o interpretacji dzieła (malarskiego). Wydaje mi się, że przy architekturze okoliczność, że jest to "oryginał" ma znaczenie ze względu na pewne skojarzenia historyczne, a nie "interpretację" (?) dzieła.
Odpowiedz
#89
Wybaczcie, że zejdę do praksis, ale: reprodukcje "Ambasadorów" niemal wszystkie, jakie widziałam ucinały krzyż za kotarą - i to już chyba jest dość istotny szczegół w interpretacji?

Jasne, że można się zawsze obyć reprodukcją. Ale i rozmiar prawdziwego obrazu ma znaczenie, wielcy Ambasadorowie to co innego niż Ambasadorowie w formacie A4 maks.

A obcowanie ze sztuką to nie sprowadza się do intelektualnej interpretacji - kto więcej mądrego wymyśli lub odkryje. Że tak się wylansuję, to o czym mówi Kraśny to jest to, co Benjamin Walter Smile nazywa aurą dzieła sztuki - które ma tylko dzieło oryginalne. I widz ma prawo czuć się oszukany, gdy się dowie, że ta Mona Lisa to naprawdę w piwnicy Luwru leżała latami, a zdjęcia sobie wszyscy zkopią robili Wink
Odpowiedz
#90
Ola K. napisał(a):Wybaczcie, że zejdę do praksis, ale: reprodukcje "Ambasadorów" niemal wszystkie, jakie widziałam ucinały krzyż za kotarą - i to już chyba jest dość istotny szczegół w interpretacji?
Jest. Sam walczyłem przez pewien czas z przyciętą wersją na <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.friko.pl">www.kaczmarski.friko.pl</a><!-- w -->. A Ty gdzie widziałaś te obrazki? Nie w internecie przypadkiem?
Oczywiście jest ryzyko, że reprodukcja bedzie przycięta. Podobnie bywa np. z Folies-Bergere ale oczywiście ja tu piszę o normalnych reprodukcjach, a nie - przyciętych.
Ola K. napisał(a):A obcowanie ze sztuką to nie sprowadza się do intelektualnej interpretacji - kto więcej mądrego wymyśli lub odkryje.
Oczywiście. Ale póki co wątek z Kraśnym ograniczył się do znaczenia autentycznosci (bądź tylko wrażenia autentycznosci) dla interpretacji dzieła. Przynajmniej od wpisu:
<!-- m --><a class="postlink" href="http://www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?p=101425#101425">http://www.kaczmarski.art.pl/forum/view ... 425#101425</a><!-- m -->
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości